Cz.2. Zły chłopiec
Pocisk przeleciał, a ja w ostatnim momencie padłam na ziemię. Przewróciłam się na plecy. Napastnik szedł w moją stronę ładując broń. Nie tracąc czasu zerwałam się na nogi i ruszyłam sprintem do domu. Nie miałam odwagi by spojrzeć za siebie. Słyszałam kroki za sobą. Znowu wystrzał.......Tym razem o parę centymetrów od mojej głowy. Przyspieszyłam. Zobaczyłam swój dom. Obróciłam się, ale nie było już faceta. Przerażona wpadłam do domu i zamknęłam drzwi na klucz. Osunęłam się na podłogę. Poczułam pierwsze łzy na policzkach. Co robić ? Co jeżeli on wróci ? Co wtedy ? Drżącymi rękami wyjęłam telefon i wstukałam 997. Po dwóch sygnał odebrała kobieta.
- Słucham ?- odezwała się przez słuchawkę.
- Jestem Agata Wayland. Ktoś do mnie strzelał- powiedziałam drżącym głosem.
- Gdzie jesteś teraz ?
- W domu. Uciekłam, ale boję się, że on wróci...- powiedziałam i poddałam jej adres.
- Dobrze. Zaraz będą u ciebie policjanci. Czekaj i nie otwieraj nikomu drzwi- powiedziała pani i się rozłączyła. Trzymałam telefon przed sobą i starałam się uspokoić drżenie rąk. Już dobrze. Dobrze... Moje przerażenie nie chciało odejść. Bałam się ! Jeżeli on tu przyjdzie, to jestem martwa ! Nie dam sobie rady.Nie z gościem, który ma pistolet. O mało mnie nie zabił !!! Wstałam na miękkich nogach i poszłam do kuchni. Muszę mieć czym się bronić. Zaczęłam przeglądać szuflady. Znalazłam najostrzejszy nóż. Wzięłam go i skuliłam się w kącie kuchni....
Po pół godziny usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam z podłogi z nożem w ręce i powoli poszłam do drzwi. Stanęłam przed nimi niepewna co zrobić.
- Kochanie to ja!- powiedział głos za drzwi. Tata. Klamka się przekręciła i tata stanął w drzwiach. Ubrany w mundur i z bronią w ręce. Podbiegł do mnie,a ja upuściłam nóż. Wtuliłam się w niego. Starałam się powstrzymać łzy, ale nie wychodziło mi to dobrze. Trzęsłam się. Po chwili opanowałam drżenie i łzy.
- Tato już wszystko dobrze- powiedziałam. Chyba bardziej ja chciałam uwierzyć w te słowa. Tata wciąż pocierał moje ramiona. Spojrzał na mnie.
- Nic ci nie jest ?- spytał. Dopiero teraz poczułam lekkie pieczenie na łokciu i w kolanie.
-Nie. Uciekłam. Tylko trochę się podrapałam- powiedziałam.
- Przepraszam Emil musimy ją przesłuchać- powiedział drugi policjant.
- Wiem Bartek, ale ....
- Nic mi nie jest. Zeznam.- przerwałam tacie. Spojrzał na mnie niepewnie.- Tato wszystko dobrze.- uspokoiłam go.
- No dobrze. Możesz nam go opisać- odezwał się policjant Bartek.
- Nie widziałam go za dobrze, kiedy uciekałam. Był wysoki. Wyższy ode mnie. Cały na czarno w kominiarce. Miał broń- powiedziałam.
- Jakieś znaki szczególne ?- spytał
- Nie. Nic nie zauważyłam. -powiedziałam.
- Gdzie to się stało ?- spytał Bartek.
- Wracałam do domu. Poszłam przez ścieżkę, aby szybciej dojść- odpowiedziałam. Już chyba nigdy tamtędy nie pójdę !
- Dobrze. Sprawdzimy tamtą okolice. Nie wychodź z domu.- powiedział policjant.
- Zaraz do was dołączę- powiedział tata.
- Mam zostać ?- spytał kiedy tamten wyszedł przed dom.
- Nie. Dam radę. Za chwilę wróci Tessa.- powiedziałam. Wolałam aby moja młodsza siostra o niczym nie wiedziała, ale i tak będę musiała jej powiedzieć.
- Mogę się zwolnić.- powiedział.
- Nie. I tak kończysz o 20. Zobaczymy się wieczorem- powiedziałam.
- Kochanie..- powiedział tata przytulając mnie. Coś włożył mi do rąk- weź to.Wiesz jak się tym posługuje- dodał. Spojrzałam na pistolet w mojej dłoni
- Nie mogę....- zaprzeczyłam.
- Będę spokojniejszy. Miej go przy sobie, dobrze?- spytał. Kiwnęłam głową. Przytulił mnie jeszcze raz. Wiedziałam, że się o mnie boi.
- Idź- powiedziałam uśmiechając się...
Kiedy wyszedł poszłam na górę. Spojrzałam na pistolet. Dzięki niemu poczułam się pewniej. Teraz szanse są równe. Mogłabym go zabić.....
Przerażona tą myślą schowałam go do szafki przy łóżku. Tessa wróci za dwie godziny. Więc co mam robić ???Nie mogę dać się zwariować. Wszystko będzie dobrze...
Umyłam się i ubrałam w leginsy z bluzkę na ramiączkach. Zeszłam na dół i wzięłam z lodówki lody. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Cała zesztywniałam. Broń jest u góry. Mam dwa wyjścia. Pobiec po nią lub sprawdzić kto to i wtedy pobiec po nią.Ale przecież on nie byłby taki głupi, a może jednak ma jkiś plan ? Głupia wybrałam drugą opcję. Po cichu poszłam do drzwi i wyjrzałam przez judasza. Odetchnęłam z ulgą, że to nie ten facet. Od kluczyłam drzwi i otworzyłam je.
- Hej- powiedziałam niepewna swojego głosu. Na szczęście nie drżał mi.
- Cześć. Coś przeskrobałaś ? Widziałem radiowóz wyjeżdżający.- powiedział Jace kiedy wpuściłam go do środka. Zupełnie zapomniałam. Próba! Umówiliśmy się u mnie na próbę !
- Zapomniałam.- wyznałam.
- Nie ma sprawy. Powiesz co przeskrobałaś ? Ukradłaś coś ? A może pobiłaś się ?- zgadywał Jace. I tak wszyscy się dowiedzą.- Chciałbym widzieć damską bójkę ....
- Ktoś mnie gonił i tyle- powiedziałam. Nie przejął się. Obojętny i mroczny jak zawsze. Ubrany w czarne dżinsy i koszulkę z krótkim z logo jakiegoś zespołu.
- Narobiłaś sobie wrogów Agatko ?- spytał idąc na górę. Nie za dobrze się czułam gdy szedł za mną. Tak jak mój mroczny cień czyhający na moje życie. Może .... Nie! Jest denerwujący i chamski, ale nie jest aż taki zły. Nie. Rozpoznałabym go. Jest wkurzający, ale nie jest kimś kto strzelałby do kogo popadnie. Nie ! Nie mogę każdego uważać za tego faceta. Niby po co miałby chcieć mnie zabić ? Nie znamy się prawie wcale.
- Wiesz, co chyba to się tyczy ciebie- powiedziałam- Ilu zalazłeś za skórę ?- spytałam.
- Paru by się znalazło- powiedział beztrosko. Ten jego chamski uśmiech doprowadzi mnie do białej gorączki. Nie może przez chwilę być normalny ?
- Przed kim uciekałaś ?-spytał przechadzając się po pokoju.
- Nie wiem. Strzelał do mnie, więc nie skupiałam się na jego wyglądzie- powiedziałam siadając na łóżku.
- Jesteś pewna ?- spytał podchodząc do mojej szafy.
- Tak. Myślisz, że to sobie wymyśliłam ?- spytałam. Zaczynał mnie denerwować. Chyba wiem co się wydarzyło. Nie zmyśliłam tego.
- Może. Czytasz dużo. Może wyobraziłaś to sobie- powiedział otwierając szafę.
- Zamknij to ! To nie twoje rzeczy- powiedziałam. Wzruszył ramionami, ale zamknął szafę.- I tak przy okazji. Nie wymyśliłam sobie tego. Mów sobie co chcesz, ale ja wiem, że on próbował mnie zastrzelić-dodałam. Spojrzał na mnie znudzonym wzrokiem po czym skierował się do biurka.
- Zaczynamy ?- spytał. Kiwnęłam głową i włączyłam na laptopie melodie.
- Znasz tekst ?- spytałam. Kiwnął głową. Zatrzymałam piosenkę. Czułam na sobie jego spojrzenie. Spojrzałam na niego szybko i spuściłam wzrok. Włączyłam i zaczęłam śpiewać..... Kiedy przyszedł refren Jace włączył się..... Śpiewał stojąc naprzeciw mnie. Czułam się dziwne...
- She's always trying to save the day....- zaczął a mnie zatkało. Miał tak piękny głos. Żadnego fałszu. Tak piękny.... Jak u anioła - But my feelings never change- oprzytomniałam i włączyłam się. Podał mi dłoń a ja ją przyjęłam. Wstałam.Zaczeliśmy śpiewać. Trzymałam jego dłoń. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Śpiewał tak pięknie. Przyciągnął mnie do siebie. Nasze dłonie się splotły. Uniósł je na wysokość naszych głów. Patrzyłam mu w oczy nie mogąc oderwać wzroku. Byłam jak zahipnotyzowana. Ten niesamowity głos. Patrzył mi w oczy i śpiewał. To nie było zwykłe śpiewanie... Śpiewał całym sobą... Oniemiałam. Tak się w czułam, że słowa same ze mnie wychodziły. Nigdy tak się nie czułam.....
-...Wouldn't change a thing !- zaśpiewaliśmy razem i muzyka umilkła. Patrzyłam mu nadal w oczy. Wciąż słysząc jego niesamowity głos w głowie. Uśmiechnął się. Nie był to ten uśmiech co zawsze. Ten był inny. Słodki, uroczy i uwodzicielski. Odwzajemniałam uśmiech. Jego ciepłe dłonie splecione z moimi... Oprzytomniałam. Przecież to Jace !!! Zabrałam ręce i cofnęłam się. Usiadłam na łóżku unikając jego wzroku. Co to miało być ???
- Aż tak źle ?- spytał Jace. Na jego twarzy zagościł stary uśmiech.
- Żartujesz. Masz niesamowity głos- powiedziałam nim zdarzyłam ugryźć się w język. Spojrzałam na niego.
- Oj bo się zarumienię- zażartował zasłaniając twarz dłońmi. Roześmiałam się na chwilkę, ale zaraz zamilkłam. Przez chwilę trwała cisza.
- Chcesz coś zjeść lub się czegoś napić ?-spytałam w końcu.
- Pewnie- powiedział wzruszając ramionami.
Poszliśmy do kuchni. Wyjęłam sok i dwie szklanki.
- Możemy zjeść lody lub mogę zrobić gofry- powiedziałam.
- Wolę lody- powiedział biorąc sok i szklanki na stół. Nałożyłam lody do pucharków. Obróciłam się....i stanęłam wryta....Jace miał w dłoni nóż, który wcześniej leżał na stole. Przeglądał go przejeżdżając palcem po ostrej stronie. Przeszły mnie ciarki.
- Odłóż go- poprosiłam trzymając pucharki w rękach. Przeniósł wzrok z noża na mnie i z powrotem. Zaczęły mi drżeć ręce. Spojrzał na mnie i podniósł nóż.
- Nie zostawiaj takich zabawek na wieszchu- powiedział i podszedł do mnie. Cała zesztywniałam. Przez głowę przeleciało mi tysiąc myśli. Zabije mnie ? Gdzie dżgnie ? Po co? Jak długo będę cierpieć ? Czy zdołam się obronić ? Czy ucieknę ? Przeżyję ?....
Jednak on wziął jeden pucharek i obrócił nóż rączką do mnie. Wzięłam go oddychając z ulgą. Schowałam go do szafy. Co ja sobie myślałam ? Nie jest aż taki. Może i denerwujący, ale nie aż tak niebezpieczny ! Usiadałam naprzeciwko niego.
- Myślałaś, że cię zaatakuje- stwierdził obojętnym tonem biorąc kawałek loda.
- Nie... Ja..-nie wiedziałam co powiedzieć. Było mi głupio. Nie powinnam go tak osądzać. Może i mnie denerwował, ale nie zawsze. No i prócz docinek nie robił nic złego.Ten pocałunek to był głupi żart. Nie podniósł na mnie ręki, więc czemu czułam się przy nim... tak dziwnie ?
- Spokojnie.- powiedział przyglądając mi się.- Zimno ci ?- spytał.
- Nie. To od lodów- powiedziałam ze śmiechem.
- Zamarznie ci mózg- powiedział szczerząc się.
- Aga wróciłam musimy pogadać !- krzyknęła Tessa wchodząc do domu.- Co się ...- zamilkła przyglądając się Jace'owi. - Kto to ?- spytała pokazując na Jace'a. Uśmiechała się, a ja już wiedziałam co jej chodzi po głowie. I znowu będzie coś insynuować.
- To znajomy ze szkoły. Jesteśmy w parze na zajęciach ze śpiewu- powiedziałam szybko wstając.
- Pójdę już- odezwał się Jace wstając. Odprowadziłam go do drzwi zostawiając roześmianą Tessę w kuchni.
- Do zobaczenia- powiedziałam.
- Pa- powiedział i wyszedł. Zamknęłam drzwi i nie wiedzieć czemu uśmiechnęłam się do siebie. Poczułam rumieniec na twarzy. Szlak !
- A Agata ma chłopaka- usłyszałam Tessę z kuchni.
- Nie nie mam. To tylko kolega- powiedziałam zbierając naczynia.
- Tak, tak. "Kolega". Ciacho z niego.- powiedziała roześmiana Tessa.
- Mówię to ostatni raz. To nie mój chłopak. Nie lubię go- powiedziałam zmywając.
- Tak, tak. Kto się nie lubi ten się czubi ! Ale z was słodka para będzie- powiedziała śmiejąc się.
- Daj mi spokój. To nie mój chłopak ! Koniec i kropka !- powiedziałam zdenerwowana.
- Dobra, dobra. Ja wiem swoje... A to co tata mi powiedział to prawda ?- spytała już poważniej.
- Gadałaś z tatą ?- spytałam wycierając ręce.
- Zadzwonił do mnie na przerwie. Mówił, że ktoś się zaatakował, ale zwiałaś. To prawda ?
- Tak, ale nic mi nie jest- powiedziałam. Tessa przytuliła się do mnie.
- Bałam się o ciebie- powiedziała wtulona we mnie.
- Nic mi nie jest-powiedziałam przytulając ją do siebie.
- Straciłam mamę nie chcę stracić ciebie i taty- powiedziała ze łzami w oczach. Serce mi się łamie jak ją taką widzę.
- Nie stracisz- zapewniłam ją chociaż nie byłam tego taka pewna...
- Dobra, bo się rozbeczę. Co w szkole ?-spytałam kiedy się odsunęła.
- Idę na bal z Mikołajem.- pochwaliła się.
- Gratulacje. Czyli jesteście parą. Jak słodko- zażartowałam.
- Nie. Ale słodki jest- powiedziała Tessa.- Muszę zrobić lekcje- dodała. Nie będę jej mówić, że tata dał mi broń. Po co ją martwić.
- Tessa mam prośbę. Uważaj na siebie- powiedziałam.
- Będę- obiecała i pobiegła na górę.
*************************************
W szkole powitałam się z Marciem opowiadając mu o wszystkim. Jak zwykle zaczął dramatyzować. Ja sama się ogarnęłam. Nic mi nie grozi. On już się nie pojawi...
Nie mogłam przestać myśleć o wczorajszym dniu. Najpierw ten dupek w zaułku. Potem pocałunek Jace'a. Następnie ten facet z bronią. No i wieczór na próbach z Jace'm. Nie było źle. On ma taki niesamowity głos. Jak anioł. Jaka ironia,bo zachowuje się jak diabełek. Nasz śpiew. To jak mnie zahipnotyzował. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Słowa same ze mnie płynęły. Po prostu nie śpiewałam, bo musiałam tylko.... Chciałam. Śpiewałam z serca... dla Jace'a. Co się ze mną dzieję ??? Nie mogę przestać o nim myśleć. Ani wczoraj wieczorem, ani dzisiaj. Nie mogę wybić go sobie z głowy.To jakiś absurd !!! Powinnam się martwić o tego faceta, a nie rozmyślać o Jace'ie. Te jego oczy... i usta. Takie tajemnicze, zmysłowe i ... seksowne. Nie !!!...
- Słuchasz mnie ?- spytał Marcin machając mi dłonią przed twarzą.
- Nie. Przepraszam. Zamyśliłam się- powiedziałam.
- Zauważyłem. Mówiłem czy dobrze się czujesz. Mam cię podwieź do domu ?-spytał.
- Nie. Jestem samochodem- powiedziałam. Tata oddał mi samochód abym nie chodziła pieszo.
- Dobra. To co idziemy ?-spytał. Mieliśmy ostatnią lekcje.
Po lekcji jechałam samochodem. Postanowiłam wejść do sklepu po parę rzeczy. Kupiłam wszystko co chciałam, a wychodząc ze sklepu zauważyłam Jace'a.
- Cześć- powiedziałam. Jace odwrócił się. Nie był zbyt szczęśliwy.- Co jest ?- spytałam.
- Nic. Co tu robisz ?-spytał.
- Wracam ze szkoły. Przecież byłeś- powiedziałam. Widziałam go, ale jakoś nie podeszłam.
- Tak...
- Stary !!!!- krzyknął ktoś po drugiej stronie ulicy. Zakapturzony chłopak. Skądś go znam. Ale skąd ?
- Muszę iść.- powiedział i odbiegł do tamtego. Wsiadłam do samochodu i zobaczyłam, jak Jace rozmawia z tamtym. Bardziej to wyglądało na kłótnię niż rozmowę. Coś przeskrobał ? A czemu mnie to obchodzi ?! Nie moja sprawa!!!...
Ten facet wydawał mi się znajomy, ale kto to mógł być ? Nie musiało mi się zdawać.
W domu nie było nikogo. Mamy piątek i Tessa nocuje u swojej koleżanki, a tata ma nockę. Czeka mnie samotny piątek. Marcin był dzisiaj zajęty. W ogóle zdawał mi się jakiś dziwny. Coś jest nie tak,a może po prostu zakochał się. Tak. Marcinek się zakochał ! Muszę się tylko dowiedzieć w kim. To takie słodkie.
Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do swojego pokoju. Co ja mam robić w piątkowy wieczór w domu ? Zwykle albo oglądaliśmy coś z Marcinem lub szliśmy na imprezę. Ale cóż mogę się pouczyć. Na poniedziałek mam choreografię do zdania. Zaczęłam ćwiczyć. Sama ją ułożyłam, więc znałam ją na pamięć i nie musiałam jej powtarzać, jednak to mnie odprężało. W końcu dałam sobie spokój i poszłam do łazienki. Kiedy byłam naga w samym ręczniku i miałam zamiar wejść pod prysznic dostałam e-sms'a.
IDZIESZ NA IMPREZĘ ?- Jace.
SKĄD MASZ MÓJ NUMER ?- odpisałam. Poprawiłam ręcznik choć wiedziałam, że mnie nie widzi.
ZDOBYŁEM. TO CO ?- odpisał od razu.
NIE DZIĘKI- napisałam i odłożyłam telefon.
DAJ SPOKÓJ CO MASZ LEPSZEGO DO ROBOTY W PIĄTKOWY WIECZÓR ? NAUKĘ? A NO TAK IDEALNA UCZENNICA I GRZECZNA CÓRECZKA NIE UMIE SIĘ BAWIĆ- Zdenerwował mnie. Nie jestem grzeczna i umiem się bawić !
UMIEM SIĘ BAWIĆ I PRZESTAŃ NAZYWAĆ MNIE NUDZIARĄ !- napisałam i weszłam pod prysznic. Umyłam się szybko. Prysznic pozwolił mi się uspokoić. Woda zmyła ze mnie złość....
TO UDOWODNIJ MI TO, A JUŻ NIGDY NIE NAZWĘ CIĘ NUDZIARĄ- napisał. Nie mam zamiaru nigdzie z nim iść....
DOBRA. GDZIE ?- napisałam zła na samą siebie
W LILITH. WIESZ GDZIE ?- nie, nie wiem -pomyślałam. Wiem, gdzie jest ten klub, ale rzadko tam chodzę. Nie jest... tam za miło. Często są bójki i narkotyki. Tata by mnie zabił gdyby wiedział, ale... go nie ma. A nie chcę aby nazywał mnie nudziarą. Pójdę i udowodnię, że umiem się bawić....
Wyszłam w ręczniku do pokoju i zaczęłam szukać ciuchów na wieczór. Nie chciałam ubierać nic zbyt wyzywającego, ale też nie mogłam pójść w wersji na co dzień. Zaczęłam szperać w szafie. Miałam dużo ciuchów. Trochę sukienek, koszulek,bluzek i innych babskich ciuszków. Ostatecznie wybrałam krótkie dżinsowe spodenki i czerwoną koszulkę koronkową. Mamy maj, a dziś nie jest zimno. Może powinnam się przebrać ? Nie. Nie muszę się stroić dla Jace'a. To tylko mój partner na lekcji. Nie wiem po co się zgodziłam aby pójść z nim do klubu, ale teraz już się nie wycofam ! Nie jestem nudziarą. Założyłam skurzaną kurtkę i wyszłam na dwór. Od razu poczułam chłód na moich nogach, aż mnie ciarki przeszły. Zakluczyłam dom i weszłam do samochodu. Po paru próbach odpalił. Wyjechałam na ulicę. Nie dawały mi spokoju myśli. Kojarzyłam tego faceta, który kłócił się z Jace'm tylko skąd ?
Nadal się martwiłam, bo nie złapali tego gościa,który próbował mnie zabić. Tata twierdzi, że powinnam siedzieć w domu, ale jak tak nie potrafię. Nie potrafię siedzieć bez czynie. Zabiłby mnie jakby wiedział co i z kim robię. No i Jace... Dlaczego nie mogę o nim przestać myśleć ? Jego niesamowity głos wciąż siedzi w mojej głowie. Wtedy, kiedy śpiewaliśmy coś się stało. Poczułam coś nowego. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, a słowa same ze mnie wychodziły. Nigdy tak nie miałam. Z nikim. Kiedy spletliśmy dłonie przeszły mnie przyjemne ciarki. Ciepło rozeszło się po całym ciele pod wpływem jego dotyku. Kiedy śpiewałam nie myślałam nad tekstem. Po prostu śpiewałam z serca. W głowie miałam dziwne myśli : Chcę go pocałować, chcę być jak najbliżej niego, chcę aby to trwało wiecznie, chce aby był cały mój !... Ale to nie dorzeczne. On jest chamski, wredny, irytujący, arogancki i cholernie pewny siebie, a ja...... się w nim..... zakochałam !!! NIE. To nie może być to.... ja nie mogę się...... w nim kochać !!!
Wyłączyłam silnik i wysiadłam. Od razu uderzyły mnie dźwięki głośniej muzyki i krzyki. Może lepiej się stąd zmywać. Tata ma nocną zmianę i jak dostanie wezwanie tutaj, jak mnie zobaczy to po mnie ! Jednak nogi nie słuchały rozumu. Stanęłam w kolejce i rozglądałam się. Nigdzie nie widziałam Jace'a. Wykiwał mnie. Zrobił mi durny żart ? Jak tak to zabiję go ! Chciałam się wycofać z kolejki kiedy ktoś złapał mnie od tyłu i objął. Przeszły mnie ciarki i gorąco wpłynęło do mojego ciała.
- Myślałem, że nie przyjdziesz.- powiedział Jace. Odsunęłam się choć z ociąganiem.
-I co ? Przyszłam, zadowolony ?- spytałam obracając się do niego. Przeszył mnie wzrokiem od dołu do góry.
- Ładnie wyglądasz- powiedział. Nie wiedziałam czy żartuje czy mówi szczerze.
- Dzięki.- powiedziałam i przesunęłam się na przód kolejki. Wyjęłam pieniądze na zapłacenie wejściowego, ale Jace położył dłoń na nich i zamknął mi dłoń.
- Ja płace- powiedział i nim zdążyłam coś powiedzieć dał kasjerowi kasę. Schowałam pieniądze i weszłam za nim do środka. Muzyka jeszcze głośniej grała, ale krzyki ucichły. Czułam lekki zapach dymu, ale dało się go znieść. Rozejrzałam się po sali. Pełno tańczących ludzi. Niektórzy tańczyli osobno inni razem, a jeszcze inni obściskiwali się na parkiecie. Poczułam dłoń na swoim nadgarstku i Jace pociągnął mnie.
- Co robisz ?-spytałam gdy prowadził mnie pomiędzy parami.
- Chyba nie boisz się ze mną zatańczyć ?- odpowiedział stając pomiędzy innymi na parkiecie. Wzruszyłam ramionami, ale nie zaczęłam tańczyć.Z Marcinem mogliśmy tańczyć do woli, ale Jace'a nie znałam. Czułam się speszona.
- No proszę. Nie będę robił nic co robią inni- powiedział.- Choć chciałbym- dodał.
- Gdybyś miał spełnić obietnicę musiałbyś stać i nie oddychać- powiedziałam i zaczęłam tańczyć. Splótł moje dłonie ze swoimi i przeszedł mnie dreszcz. Zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Był dobrym tancerzem. Zbliżył się do mnie, a ja się nie odsunęłam. Akurat zmieniono piosenkę na wolną. Jedną rękę położył mi na biodrze, a drugą trzymał razem z moją. Położyłam dłoń na jego ramieniu i zaczęliśmy się kołysać. Nasze ciała dzieliły może dwa centymetry. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Jego czarne oczy znów mnie zahipnotyzowały. Choć teraz widziałam z w nich coś czego wcześniej nie było. Były jaśniejsze. Już nie tak czarne. Teraz bardziej brązowe. To dziwne, a może zawsze miał takie....
Znów szybka piosenka odsunęłam się od niego i spuściłam wzrok. Wziął mnie za rękę i obrócił. Omal na niego nie wpadłam. Zaczęłam się śmiać....
- Muszę iść do toalety!- powiedziałam starając się przekrzyczeć muzykę.
- Mogę iść z tobą ?!- spytał z uśmiechem.
- Zboczeniec- powiedziałam ze śmiechem i poszłam do toalety. Znalazłam je na końcu korytarza. Nie było żadnej kolejki. Weszłam do środka. Nie było tak źle. Ściany dość czyste w kolorze skóry. Umywalki zadbane, a lustro całe. Podeszłam do niego i zobaczyłam swoje odbicie. Miałam rumieńce. Nic dziwnego. Dziwne też Jace nie przypomina mi ani trochę tego, którego poznałam w Pandemonium. Jest nadal irytująco pewny siebie i arogancki, ale nie jest.... sama nie wiem. Po prostu wydaję mi się inny...
Nagle zobaczyłam w odbicie tego samego faceta, który próbował mnie zabić. Momentalnie odwróciłam się uchyliłam przed ciosem. Nóż brzdęknął o umywalkę. Facet rzucił się na mnie i przygwoździł do podłogi. Starałam się uwolnić, ale był silniejszy ode mnie. Podniósł nóż i.... zawahał się. Nie widziałam twarzy pod kominiarką, ale wiedziałam, że on mnie widzi i waha się...
- Czego ty chcesz ?! Co ja ci zrobiłam ?!- krzyknęłam mu prosto w twarz. Byłam przerażona, nóż wciąż wisiał nade mną.Opuścił go, ale ja złapałam jego dłoń i z całych sił próbował zatrzymać go. Zdołałam wytrącić nóż i kopnęłam go w krocze. Odskoczył, a ja momentalnie stanęłam na nogach chwytając nóż. Rzuciłam się do ucieczki. Jednak złapał mnie. Machnęłam nożem, ale nie trafiłam go. Zaczęłam się szarpać. Podrapałam go przez kominiarkę. Zdołałam wydrzeć się z jego uścisku i wypadłam przez drzwi na korytarz. Pobiegłam chcąc być jak najdalej od niego. Jednak go nie widziałam. Pobiegłam przez salę, ale nie widziałam nigdzie Jace'a.Stanęłam na chwile.Nie daj się przestraszyć. Tu jesteś bezpieczna. Wśród ludzi. Nie panikuj ! Wyjdź, weź samochód jedź do domu. Jace na pewno gdzieś jest. Jednak wolę go nie szukać, bo mogę spotkać tego typka. Co za psychol. Co ja mu zrobiłam ? Oddychałam szybko i ciężko.Cała drżałam. Sama musiałam się do tego przyznać. Byłam przerażona ! Tym, że ktoś chce mnie zabić !
Wyszłam z klubu i skierowałam się do auta. Podeszłam i jeszcze bardziej zaczęłam drżeć. Opony były przebite. I co teraz ??? On to zrobił ! Ten typek na pewno !!! Zaczęłam się rozglądać, ale nie widziałam nikogo. Po co ja tu przyjechałam !? Nagle poczułam czyjąś obecność za mną. Czyiś oddech. Odwróciłam się i omal nie rozpłakałam.
- Co ty tu robisz ?-spytał. Nie wiedziałam co powiedzieć- Co się stało ?- spytał przyglądając mi się. Prócz przerażenia nie miałam chyba żadnych ran, ale chyba wystarczyło to by widzieć, że boję się. Chciałam, to zamaskować, ale na marne.
- Ja... Nic. Samochód mi się popsuł.- powiedziałam. Nie wiedziałam czy jest sens mówić mu o zdarzeniu w toalecie.Uznałby mnie za wariatkę. Ja sama nie wiedziałam, czy nią nie jestem. Nikogo nie było w toalecie. Nikt nie widział tego gościa. Może ja sobie to wymyśliłam ? Może nic takiego się nie wydarzyło ?Może, on nie istnieje !? Ale... przecież ja go widziałam. Biłam się z nim. Omal mnie nie zabił. To musiała być prawda !MUSIAŁA
- Widzę. Wiesz kto ci je przebił ?- spytał patrząc na opony. Pokiwałam przecząco głową.
- Podwiozę cię, a auto jutro odbierzesz- powiedział Jace. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł.Nie ufałam mu, ale nie chciałam być tu sama.
- Choć, bo zamarzniesz-powiedział podając mi moją kurtkę. Założyłam ją, ale i tak się trzęsłam. Nie z zimna ! Objął mnie jednym ramieniem i poprowadził przez parking. Stanął przed czarnym jeepem.
- Twoje ?- spytałam.
- Tak. Wsiadaj- powiedział.
- Ładne- powiedziałam i wsiadałam do środka. Było w nim przyjemnie ciepło. Fotele były z czarnej skóry. Nie był tani. Ciekawe skąd go ma ???
- Powiesz co się stało w środku, że wybiegłaś z klubu czy wolisz nie ?-spytał gdy jechaliśmy ulicą wzdłuż sklepów. Musiało być po północy....
Wyjrzałam przez okno. Nie potrafiłam się odezwać. Ścisnęło mi gardło Byłam zbyt przerażona. Ledwo co powstrzymałam łzy. Spojrzałam w swoje przerażone odbicie w szybie.Swoje zielone przerażone oczy. Twarz blada jak kreda....
Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się. Miałam dość. Dość udawania, że niczego się nie boję. Boję się. Cholernie się boję !!! Nie chciałam płakać w czyjejś obecności, a już zwłaszcza w obecności Jace'a. Ale nie potrafiłam już. Byłam przerażona, że mogłam umrzeć. Że mogłam zostawić swoją siostrę i tatę !!!
- Ej co jest ?- spytał Jace dotykając mojego ramienia. Zatrzymał samochód. Byliśmy przed moim domem. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.Nie potrafiłam.
Otworzyłam drzwi i wystawiłam nogę na zewnątrz.
- Dziękuje za podwiezienie- wyjąkałam i wyszłam zamykając za sobą drzwi. Stanęłam na podjeździe i myślałam co robić. Tata wróci nad ranem, a Tessa dopiero po południu. Nie chcę być sama! Za bardzo się boję.... Mogłam zadzwonić do Marcina, ale nie chciałam go narażać....
Nagle poczułam czyjeś silne ramiona oplatające mnie. Obróciłam się i wtuliłam w ciepłe i muskularne ciało Jace'a. Nie wiedziałam co zrobić, ale jego dotyk mnie uspokoił. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Oplótł mnie swoimi dłońmi. Łzy przestały mi w końcu lecieć, ale nie chciałam się od niego odsuwać. Bałam się, że zniknie, a ja zostanę sama.
- Powiesz co się tam stało ?- spytał wciąż mnie obejmując. Podniosłam głowę by na niego spojrzeć. W jego teraz brązowe oczy. Nie widziałam w nich złości, czy drwiny.
- W toalecie, ktoś zaatakował mnie- powiedziałam drżącym głosem.
- Naprawdę ?
- Tak... Chciał mnie zabić. Nie wiedziałam co zrobić... Uciekłam, ale...... Boję się- powiedziałam łamiącym się głosem.- Każdy myśli, że niczego się nie boję, ale tak nie jest. Jestem silna dla siostry i taty, ale nie potrafię, nie raz. Boję się. Boję się, że on wróci i tym razem mnie zabiję...- powiedziałam znów chowając głowę w jego klatę.
- Nie wróci.. Nie wróci...- powiedział Jace bardziej do siebie niż do mnie. Nie wiedziałam co zrobić. Nie chciałam wchodzić do domu i zostać sama. Byłam przemarznięta i przerażona. Zmęczona tym wszystkim.
- Zostanę z tobą - powiedział. Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Jace.... to Jace.
- Obiecuję, że nie zrobię nic jeżeli nie poprosisz- obiecał.
- Zgoda, choć i tak nie wierze- powiedziałam uśmiechając się. Odwzajemnił uśmiech. Nie ten co zawsze. Ten, który mi się podobał. Słodki,uroczy i seksowny! Odsunęłam się od niego i od razu zaczęłam drżeć. Zobaczyłam gwiazdy przed oczami. Obraz Jace'a zaczął się mi rozmazywać. Ostatnie co pamiętam to silne ramiona ratujące mnie przed upadkiem, a potem pozwoliłam by ciemność ukołysała mnie do snu......
To najpierw może plusy :)
OdpowiedzUsuń1. Świetny pomysł i szybko lecisz z akcją
2. Postać Jacea jest realistyczna. Czy ty przypadkiem nie wzorujesz go na nikim ze swojego otoczenia??? ;)
3. Fajnie, że będzie kolejna część. Dobrze, że starasz się pisać coraz dłuższe :)
4. Moment ze śpiewaniem... cudo!!! Może nieco banalnie, ale świetnie :D How sweet :) Szczerzyłam się przez resztę tekstu :D
5. Zakończenie - cuuuuuuuuuuuuudowne :) Aż padłam... Piszesz coraz lepiej :) Jestem dumna :_)
No i troszkę minusów ;)
1. Uważaj na błędy interpunkcyjne, bo kiedy je robisz, tekst jest trudniejszy do zrozumienia:
"- Wiesz, co chyba to się tyczy ciebie"
To taki najgorszy błąd ;)
2. Błędy literowe oraz składniowe... i wszelkie inne. Czytaj swoje rozdziały zanim je wstawisz. Dzięki temu możesz poprawić błędy. Czytaj powoli, zwracaj na wszystko uwagę... Ja ostatnio nie sprawdziłam rozdziału i wyszedł... dość słaby :)
Ale twój jest idealny. Czekam na kolejną część. Ostatnią, jak mi się wydaje :D
Dużo weny i żelków życzę
Żelcio
Dziękuje właśnie o to cały czas proszę. Chce znać opinie, bo wtedy wiem co muszę poprawić. Staram się poprawiać cały czas. Dziękuje za tą opnie. A co do tego czy 3 cześć będzie ostatnią to mogę ci zdradzić...., że NIE. Na pewno nie będzie ostatnią ! Dziękuje za żelki :P Postaram się poprawić i dać rozdział jak najszybciej. Jeszcze raz dziękuje ci za szczerą opinie :D
Usuń