Część.4. Sierociniec
Obudziłam się przytulona plecami do klaty Marka. Uśmiechnęłam się na wspomnienia z zeszłej nocy.
Rzygam przez was, wiesz ? Miał ci pomóc, ale nie tak. Bleee-odezwała się Teresa w mojej głowie. To trzeba było wyjść.Mam cię dość. Chcę być szczęśliwa... z Markiem- pomyślałam. Miałam serdecznie dość tego całego ducha. Tych całych zastrasznek. Chciałam żyć. Normalnie z Markiem. A nie słuchać jakiegoś ducha i robić co on mi każe. Naglę brzuch zaczął strasznie mnie boleć. Jakby ktoś wypalał mi go od środka. Złapałam się za brzuch i starałam uspokoić zginając się w pół.
Chcesz być z tym chłoptasiem to wypełnij zadanie. I nie wystawiaj mnie na próbę. Widzisz co umiem- odezwała się zjawa w mojej głowie. Ból jeszcze się na silił. Z trudem powstrzymałam krzyk.
- Bella wszystko w porządku?- spytał Mark. Poczułam jego ciepłą dłoń na swoim ramieniu.
Nie waż mu się powiedzieć- ostrzegła mnie Teresa.
- Ta..Tak- powiedziałam z trudem. Ból wciąż nie zelżał ja ja miałam ochotę płakać i krzyczeć. Przestań- powiedziałam w myślach do niej, ale ona mnie nie słuchała. Zgięłam się bardziej i starałam zapanować nad oddechem.
- Bella. Co się dzieje ?- spytała Mark. Momentalnie klęczał w samych bokserkach przede mną na podłodze i przyglądał mi się z strachem.
- Ni.. Nic.... Brzu...ch mnie....boli- wyjąkałam. Spojrzałam w jego niebieskie oczy i odrazu wiedziałam, że mi nie wierzy.
- Mów prawdę. Widzę, że coś jest nie tak. Gdzie cię boli ?- spytał. Ledwo co dałam radę się wyprostować ból nie dawał mi spokoju. Przestań !- krzyczałam w myślach. Wskazałam Markowi dolną cześć brzucha gdzie najbardziej piekło.Jakbym miała w środku żywy ogień.
- Musisz iść do lekarza- powiedział dotykając mojego nagiego brzucha. Zapomniałam, że jestem w samej bieliźnie. Jakoś się tym nie martwiłam.
- Nie !- zaprzeczyłam. Teresa przestań. Błagam- pomyślałam z łzami w oczach.
Będziesz szukać mordercy ?-spytała. Tak, tylko przestań- pomyślałam, a ból zelżał. Nie do końca, ale z każdym wdechem było coraz lepiej.
- Bello wszystko dobrze ? Powiedz coś- odezwał się przestraszony Mark dotykając moich kolan.
- Już dobrze. Przeszło.- odpowiedziałam siadając prosto i patrząc na klęczącego Marka. Widziałam w jego oczach strach i niepokój.
- Na pewno ?-spytał przyglądają mi się. Czułam, że jestem spocona. Dotknęłam ręką jego policzka i pogładziłam go.
- Tak.- powiedziałam. Obrócił głowę i pocałował moją dłoń.
- Nie chcę aby coś ci się stało. Powiedz mi wiesz dlaczego cię tak zabolał ?-spytał Mark siadając obok mnie. Jasne, że wiem. Duch, który mnie nawiedzał tak chciał mnie przestraszyć- pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos. Nie chcę kłamać Markowi, ale nie mogę mu powiedzieć prawdy. Tylko by się martwił. No i jeszcze byłby w większym niebezpieczeństwie.
- Nie.-skłamałam unikając jego wzroku. Patrzyłam na swoje dłonie, które lekko drżały jak zawsze gdy kłamałam lub się bałam. Tym razem nie wiedziałam dlaczego. Czułam na sobie wzrok jego niebieskich oczu.
-Wiesz, że cie kocham, tak ?- spytał nagle Mark, a ja spojrzałam na niego. Po co to mówi. Nie potrafię go okłamywać. Nie gdy mówi mi te rzeczy.
- Tak. Ja ciebie też- powiedziałam drżącym głosem patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że zaraz się rozpłaczę. Tylko dlaczego ? Bałam się jej, ale nie przy Marku. Chyba dlatego, że tak go kocham.
- Wiem. Więc dlaczego nie powiesz mi prawdy ?- spytał patrząc w moje oczy. Nie był zły.
- Nie mogę.- powiedziałam cicho spuszczając głowę. Ujął mój podbródek i uniósł do góry.
- Nie boję się. Chcę wiedzieć. Powiedz mi. Chcę ci pomóc- oświadczył trzymając mój podbródek. Patrzyłam w jego niebieskie hipnotyzujące oczy i wiedziałam, że zaraz powiem wszystko.
- Ja.... Ta zjawa ona chcę abym odnalazła winnego jej śmierci.... Ale nie chcę mi powiedzieć kim on jest.- powiedziałam.
- I tak to robimy. Ale.....
- Jestem z nią połączona. Siedzi w mojej głowie- przerwałam mu. Przyjrzał mi się, ale wiedziałam, że wie, że nie kłamie.
- Jak to ?- spytał w końcu.
- Przyśniła mi się ostatnio. Powiedziałam, że nie będę szukać sprawcy, że ma mnie zostawić. A ona powiedziała, że puki nie odnajdę mordercy będę miała ją na głowie.- odpowiedziałam. Poczułam lekki ból w brzuchu. To samo pieczenie. Stawało się coraz mocniejsze.
Miałaś mu nie mówić. Pójdzie po księdza, który nic nie da- odezwała się Teresa. Ból wciąż rósł.
- Ten ból to też ona ?- spytał. Nie wytrzymałam. Ból znów stał się tak silny. Zaczęłam cicho jęczeć i padłam na łóżku. Łzy leciały mi po policzku. Czułam, że ktoś pali mi wnętrzności.
- Bella ! Co się dzieje ?!- krzyczał przerażony Mark.
- Nie... powinna...m ci .... mówić- wykrztusiłam jęcząc z bólu. Mark wziął mnie na ręce i przytulił do siebie. Starałam się oddychać równo, ale przez ból ledwo co oddychałam. Wtuliłam się w jego nagą klatę wciąż płacząc i jęcząc.
- Przestań ! Nie rób jej nic ! Nikomu nic nie powiem. Odnajdziemy twojego mordercę! - krzyknął Mark wciąż mnie tuląc.
Jaki słodki. Może on będzie lepszy. Co sądzisz ? Może niech on trochę się pomęczy-odezwała się zjawa.
-Nie...waż się ! Zostaw go w....spokoju !- krzyknęłam. Od tego bólu cała zaczęłam drzeć. Czemu po prostu mnie nie zabije.
- Przysięgam na swoje życie, że odnajdziemy go. Tylko zostaw w spokoju Belle- powiedział błagalnym tonem Mark. Zaczęłam się szamotać w sprzeciwie, ale on przycisnął mnie mocniej do siebie.
Zgoda. Jeżeli nie odnajdziecie go do twoich urodzin. On za to zapłaci-odezwała się Teresa w moich myślach. Ból zniknął. Siedziałam nieruchomo w ramionach Marka. Przerażona.
- Coś ty zrobił ?- spytałam chowając twarz w jego klatę. Mamy 13 dni na znalezienie zabójcy, a nie wiemy od czego zacząć. Nie mogę pozwolić, aby on umarł.
- Wiem. Słyszałem ją w głowie. Ale nie pozwolę aby cię raniła- powiedział spokojnie Mark tuląc mnie i gładząc moje plecy.
- Umrzesz, a ja nie chcę tego. Nie mogę pozwolić aby mi cię zabrała- powiedziałam płacząc.
- Nikt ci mnie nie zabierze. Wszystko będzie dobrze- powiedział. Nie! Nie będzie. Jak mamy znaleźć mordercę ? Nie wiem od czego zacząć ? Ona mi go zabierze! Nie! Nie pozwolę jej na to.
- Mamy 13 dni. Jak my damy radę ?- spytałam bardziej siebie. Odchylił moją głowę tak, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. Moje przerażone. Jego spokojnie i opiekuńcze.
- Damy radę- powiedział zbliżając się. Oparł swoje czoło o moje i zamknął oczy. Dopiero teraz widziałam, że oddycha szybciej.
- Boisz się- stwierdziłam.
- Tak, ale nie zostawię cię- powiedział wciąż z zamkniętymi oczami. Pocałowałam go, a on mnie. Zaczęliśmy się całować. Usiadłam na jego nogach okrakiem. Cały świat znikł. Wszystkie zmartwienia i troski odeszły. Liczył się tylko on. Jego dłoń spoczęła na moim poliku. Drugą objął mnie w pasie i przyciągnął bliżej. Położyłam dłonie na jego klacie. Zaczęliśmy się coraz namiętniej całować. Usłyszałam pukanie do drzwi. Przestaliśmy się całować.
-Bella. Za dziesięć minut masz w-f.- krzyknęła za drzwi opiekunka Krystyna.Usłyszała jak odchodzi i odwróciłam się z powrotem do Marka. Patrzył na mnie głaszcząc moje włosy jedną ręką, a drugą trzymając delikatnie w tali.
- Lepiej nie spóźnij się na zajęcie. Poszukam czegoś. Spotkamy się na obiedzie ?- spytał
- Tak- powiedziałam i zeszłam z jego kolan. Stanęłam w bieliźnie na podłodze aż przeszły mnie ciarki. Wczoraj o tym nie myślałam, bo szybko się jej pozbyłam, ale dzisiaj... Kolejny powód dlaczego nie lubię sierocińca. Chciałabym mieć jakąś ładniejszą, bardziej seksowną bieliznę od tej. Zwykłych czarnych majtek i stanika. Mark wstał i podszedł do mnie.
- Do zobaczenia śliczny aniele- powiedział i pocałował mnie w czoło. Szybko zapiął dżinsy i założył koszulę po czym wyszedł.
- Do zobaczenia- powiedziałam.
************************************
Podczas przerwy obiadowej bez kłopotu wymknęłam się ze stołówki na boisko. A tam na jednej ławce czekał Mark. Gdy tylko się zbliżyłam wstał i podszedł do mnie.
- Mam nadzieję, że lubisz spaghetti- powiedział uśmiechając się. Kiwnęłam głową i pocałowałam go w polik.Usiedliśmy na przeciw siebie i zaczęliśmy w ciszy jeść.
- Znalazłem coś- powiedział przerywając ciszę Mark.
- Co ?- spytałam odkładając widelec na pusty talerz i biorąc łyk pysznego pomarańczowego soku.
- Przesłuchiwano Madie i Dominika. Ją wypuszczono, ale go wzięto do aresztu. Jednak niby ktoś zeznał, że tego dnia widział go z Madie w mieście. Więc potwierdzono mu alibi. Zaraz po jego wypuszczeniu nie było innych podejrzanych, więc uznano śmierć za samobójstwo- powiedział Mark
- Myślisz, że to mógł być on ?- spytałam
- Znalazłem to- powiedział pokazując mi jakiej papiery. Przejrzałam je. Listy zastraszające do Teresy. Jakiś nóż w folii. I papiery na temat śledztwa.
- Skąd to masz ?-spytałam. Takich papierów nie dostaję się od tak. To dowody. Tylko policja je ma.
- Mój dobry kuzyn pracuje w policji. Załatwił mi je.- powiedział- Spokojnie. Nic się nie stanie- dodał patrząc na mnie. Było coś jeszcze. W folii był jej pamiętnik.
- To też?- spytałam pokazując na pamiętnik.
- Tak- odpowiedział.
-Policja nie znalazła w nim nic ?-spytałam
- Nic. Co mogłoby pomóc w udowodnieniu, że to było morderstwo.-powiedział.
- Pewnie, bo na pewno miała by czas by go opisać gdy umierała- powiedziałam. Oboje się roześmialiśmy.
- Przeglądałeś go?- spytałam.
- Nie. Pomyślałem, że zrobimy to razem- powiedział uśmiechając się.- Może chodźmy do ciebie- zaproponował.
- Tak- powiedziałam. Na szczęście nie miałam już żadnych lekcji.
Usiadłam przy biurku i otworzyłam ostrożnie pamiętnik. Może nie powinnam, ale to powinno pomóc. Mark zaczął przeglądać papiery. Nie rozumiem. Dostawała listy z pogróżkami, a uznano to za samobójstwo. Dziwne.
"18.marca.2012r. Dzisiaj stało się coś dziwnego. Ktoś mnie śledził. Nie wydawało mi się to. Czułam jego obecność wszędzie. Na lekcji. w toalecie. W pokoju. Na boisku. WSZĘDZIE. Boję się. Byłam u tym u opiekunki Magdy, ale ona mi nie uwierzyła. Może faktycznie mi się przywidziało?"- pierwszy wpis, który rzucił mi się oczy.
"28.marca. 2012r. Ktoś zaatakował mnie na boisku. Nie widziałam twarzy, ale pobił mnie.Mam pełno sińców. Boję się ! Jedyne co on powiedział to- pójdź do kogoś, a cię zabiję.- Jestem przerażona. Nie wiem co robić. Boję się !" Kolejny wpis świadczący o tym ,że ktoś ją prześladuję.
" 14.kwietnia.2012r. Jakiś facet chyba ten sam co wtedy na boisku rzucił we mnie kamienie. Dostałam kamieniem w brzuch. Strasznie mnie boli. Jednak nie wiedział twarzy. Był cały na czarno i w kominiarce. Boję się. Dostałam tym kamieniem na boisku. A jeżeli on wejdzie do środka ? Boję się go, ale nikt mi nie wierzy. Ja jednak wiem, że coś jest nie tak."- Czy nasza policja jest tak durna ????
"28.kwietnia.2012r. Boję się ! Byłam w łazience. On tam był. Zaczął mnie obmacywać. Próbowałam uciec, ale na próżno. Przycisnął mnie do ściany i zaczął rozbierać. Krzyczałam i błagałam, aby przestał, ale na nic. Śmiał się. Krzyczałam, ale on zamknął mi usta ręką. Wierzgałam rękami i nogami. Nie widziałam dokładnie twarzy. Dostrzegłam jednak ciemne włosy i oczy. Chciałam ściągnąć kaptur, ale zatrzymał moje dłonie. Jestem przerażona. Cała się trzęsę. Rozebrał mnie i rzucił na podłogę. Zaczął....błagałam, aby przestał, ale on tylko się śmiał. I nazywał mnie "Dziwką" "Moja szmata" i inne. Opierałam się, ale na próżno. Nie chciałam. Płakałam i błagałam, ale on jakby mnie nie słyszał. Zaczął mnie do tego bić. Chciałam umrzeć, ale gdy już ledwo byłam przytomna... przestał. Powiedział : Wrócę i znów się zabawimy. Spróbuj komuś donieść, a źle się to skończy" Wybiegałam i teraz jestem tutaj. Jestem przerażona. Czuję się cała brudna !! Nie chcę żyć. Boję się. Nie chcę go znowu widzieć. Nie chcę aby znów mi to zrobił. Nie chcę aby.... znów mnie zgwałcił! "- Nie no ta policja to chyba ślepa była. Normalnie idiotyzm do kwadratu !!!
"23. maja.2012r. Znów tu był. Przywiązał mnie do łóżka i znów zaczął gwałcić i bić. Prosiłam, ale nic nie robił z tego. Parę dni wcześniej byłam u opiekunek, ale mi nie uwierzyły. Nikt mi nie wierzy. A teraz.... On znowu to zrobił. Znów zagroził mi, ale tym razem na pamiątkę rozciął mi ramię. Nie wiem co robić. Nie chcę żyć. Nie mam po co. Nie chcę aby non stop mi to robił. Czuję się cała brudna !!! Ja chcę aby to się skończyło ! Nie potrafię tak żyć !"- Nie rozumiem. Dziewczynę bito i gwałcono, a oni jej nie wierzyli. Co to ma być ? Przecież są badania. Dlaczego jej nie zabrali na nie ?
- Nie rozumiem. Ktoś ją wykorzystywał, ale nikt jej nie wierzył. Jak mogli to przeoczyć- powiedziałam na głos.
- Nie wiem. Nie rozumiem tego. Listy to też pogróżki i niesmaczne słowa.- powiedział Mark siedzący obok mnie.
-Jak można coś takiego zrobić dziewczynie ?- odezwał się Mark pokazując mi zdjęcia z sekcji zwłok. Wyglądała tak jak ta w moich koszmarach. Tylko ran było więcej i były świeże.
- Nie wiem. Nie wyobrażam sobie, że to znosiła. Pewnie uznano ją za wariatkę. Ale jak można nie uwierzyć w takie rzeczy ? Przecież są badania.- powiedziałam.
- Nic nie rozumiem. Ale na pewno mordercą był facet, ale kto ?- spytał sam siebie Mark masując sobie kark.
- Nie wiem. Ktoś z sierocińca. Nie rozumiem dlaczego opiekunki jej nie uwierzyły- powiedziałam. Odłożyłam pamiętnik i zdjęcia.
Bo moja matka miała chorobę rozdwojenia osobowości. Myśleli, że ja także to mam-odezwała się Teresa.
Ale dlaczego nie poszłaś na policję ?- spytałam w myślach.
Byłam, ale oni stwierdzili to samo. Nikt mi nie wierzył. A on w końcu skończył to, a mnie uznano za samobójcę. Nie odejdę dopóki on nie zapłaci za to- odezwała się zjawa znowu.
Pomogę ci, ale nie rób nic Markowi- powiedziałam w myślach. Czułam na sobie spojrzenie Marka.
Nie. Musicie to zrobić do twoich urodzin, bo będzie za późno- powiedziała Teresa,
- Jak za późno ?- spytałam tym razem na głos.
- O co chodzi kochanie ?- odezwał się Mark dotykając mojego ramienia. Nie dostałam odpowiedzi.
- Nic. Teresy mama miała rozdwojenie osobowości, więc uznano, że i ona ma to- powiedziałam.
- Nasi policjanci to idioci. - powiedział Mark. Uśmiechnęłam się, bo zgadzałam się z tym. Oddałam mu rzeczy, a on schował je do torby. Wstałam, a on stał naprzeciw mnie. Nasze ciała dzieliła jednia centymetrowa przestrzeń. Pochylił się nade mną i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i zarzuciłam mu ręce na szyję. Podniósł mnie i posadził na biurku. Oplotłam nogi na jego tali i przyciągnęłam jeszcze bliżej. Pocałunki stawały się coraz namietniejsze.
Nie ma mowy !-odezwała się Teresa. A ja odsunęłam się nagle gdy coś zapiekło mnie w gardle.
- Wszystko dobrze ?- spytał Mark. Próbowałam nabrać powietrza. Ból znikł, a ja łapczywie nabierałam powietrza.
- Ona- powiedział od razu się domyślając. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się lekko
- Krwawisz- stwierdziłam patrząc na jego wargi. Dolna miała lekką dziurkę z której ciekła krew. Mark uśmiechnął się.
- Ugryzłaś mnie- powiedział. Przysunął się bliżej, a ja pocałowałam go.
Mam znowu ?-odezwała się Teresa. Odsunęłam się lekko od niego.
- Nie da nam spokoju ?- upewnił się Mark.
- Raczej nie- powiedziałam.
- No dobra.....
- Możesz zostać ?-spytałam.
- Na zawsze- powiedział i pocałował mnie w czoło.
********************************************
Następne dni szukaliśmy czegoś co by nam pomogło, ale utknęliśmy w martwym punkcie. Nie obyło się bez romantycznych posiłków i spacerów. Niestety cały czas przeszkadzała nam Teresa. Kiedy całowaliśmy się w bibliotece, na dworze czy u mnie w pokoju zawsze nam przeszkadzała. A teraz. Zostały dwa dni do moich urodzin i coraz bardziej się boję. Musimy wiedzieć kto to był !
Wstałam i poszłam do łazienki. Ubrana byłam w jakąś koszulkę i dżinsy, których nie kojarzyłam. To nie moje ciuchy. Stałam w łazience, gdy nagle pojawił się on. Ubrany na czarno w kapturem na głowie. Nie widziałam twarzy, ale wydawał mi się dziwnie znajomy. Złapał mnie i przygwoździł mnie do ściany. Zaczęłam się szarpać i krzyczeć, ale na nic. Zamknął mi usta ręką . Zaczął mnie obmacywać. Wierzgałam się na marne. Spróbowałam ściągnąć kaptur, ale na nic. Zatrzymał moje dłonie. Zaczął mnie jeszcze bardziej obmacywać. Siłą ściągnął mi koszulkę. Zaczął mnie nachalnie całować. Miałam mdłości. Wierzgałam się, ale nic tego nie robił. Przygwoździł mnie do podłogi. Zaczęłam jeszcze bardziej się wierzgać.
- Proszę nie !- błagałam. Zsunął moje dżinsy i majtki. Zaczęłam płakać, ale on i tak to robił. Błagałam by przestał. To bolało. Jak nic.
- Moja dziwka-powiedział dziwnie znajomym głosem.
-moja szmata- kontynuował. Zaczął mnie bić. Chciałam umrzeć jak nigdy wcześniej. Kiedy już prawie zemdlałam ......przestał.
- Wrócę i znów się zabawimy. Spróbuj komuś donieść, a źle się to skończy- powiedział.
Usiadłam na łóżku cała zapłakana i spocona. Momentalnie poczułam czyjeś ramiona.
- Co się stało ?- spytał Mark obejmując mnie. Odwróciłam się i wtuliłam w niego.
- To tylko sen. Tylko sen- mówiłam do siebie. Schowałam się się w jego ciele.
- Co ci się śniło ?- spytał tuląc mnie.
- Chyba wspomnienie Teresy. Kiedy ten gościu dopadło ją w łazience- powiedziałam drżącym głosem. Czułam słone łzy na policzkach.
- Już dobrze. To tylko sen- powiedział Mark tuląc mnie i głaszcząc moje włosy.
- Wiem, ale jutro jest 25.maja- powiedziałam.
- Damy radę.- powiedział Mark. Spojrzałam w jego niebieskie oczy.
- A co jeżeli nie ?- spytałam- Nie mogę się stracić- dodałam. Uśmiechnął się do mnie.
- Nie stracisz. Śpij-powiedział i położył mnie. Sam położył się za mną i przytulił. Zamknęłam oczy u spróbowałam się uspokoić.
Obudziłam się i wstałam. Muszę jakoś się dowiedzieć. Dzisiaj ostatni dzień. Wróciłam z łazienki. Mark stał w pokoju z rękami za plecami.
- Sto lat.- powiedział gdy podeszłam bliżej. Podał mi piękny bukiet róż i pudełeczko. Wzięłam je
- Wszystkiego najlepszego z okazji 18 urodzin aniele- powiedział ściskając mnie. Odłożyłam róże na biurko i otworzyłam pudełko. Był tam piękny naszyjnik.
- Nie musiałeś- powiedziałam. Mark wyjął naszyjnik i zapiął mi go na szyi.
- Dziękuje- powiedziałam trzymając serduszko.
- Proszę bardzo. Piękny jak jego właścicielka.-powiedział i objął mnie tali.Dotknęłam jego policzka i pocałowałam go. Poczułam pierwsze łzy na policzkach.
- Co jest ?- spytał dotykając mojego polika.
- Tak chciałam aby skończyć już 18 lat i stąd wyjść, ale teraz.... wolałabym aby nie było moich urodzin- powiedziałam.
- Nie mów tak. To twój dzień.- powiedział.
- Ale do dzisiaj mieliśmy znaleźć mordercę-powiedziałam. Dotknął swoim czołem mojego i zamknął oczy. Wiedziałam, że myśli nas czymś.
- Nie martw się tym teraz. Chodź mam niespodziankę- powiedział otwierając oczy i biorąc moją dłoń.
*****************************
Po cudownym wieczorze na plaży wróciliśmy do mojego pokoju.
- Podobało się ?- spytał obejmując mnie. Coś mi się nie zgadzało. Coś było nie tak.
- Tak. Dziękuje. Mark dobrze się czujesz ?- spytałam zaniepokojona. Pocałował mnie tak namiętnie i czule jak nigdy. Poczułam, że coś jest nie tak. Nagle on oderwał się ode mnie i upadł na kolana. Cały zbladł.
- Mark wszystko dobrze ?! Mark !- krzyknęłam i padłam na kolana przy nim. Runął na ziemię, ale go złapałam. Przytuliłam go do siebie.
- Mark proszę ! Nie zostawiaj mnie !- krzyczałam płacząc.
- Teresa ! Proszę- krzyknęłam. Przedemną pojawiła się ona. Zjawa. Teresa. Nie przestraszyłam się na jej widok. Byłam zbyt przerażona o Marka.
- Proszę cię. Nie rób mu nic- powiedziałam płacząc.- Zrobię wszystko, ale nie zabieraj mi go- błagałam. Poczułam jak Mark chce coś powiedzieć, ale zamknęłam mu usta ręką. Przytuliłam go bardziej do siebie.
-Wiesz ?- zapytała obojętnie Teresa
- Nie, ale dowiem się. Proszę zostaw go.- prosiłam.
- Nie dowiedziałaś się, a on sam przysiągł- powiedziała. Coś mi zaświtało. Ten sen. Ten głos. Znam go
- To Dominik Toreto, prawda ?- spytałam.- To on cię prześladował i zabił. Mam rację ?- spytałam.
- Tak masz.- powiedziała. Spojrzałam na Marka. Nie ruszał się. Cały zbladł, ale oddychał, ale nie równomiernie. Oddechy były coraz rzadsze.
- Dowiedziałam się, teraz go zostaw- powiedziałam zła.
- Może wezmę go do siebie ? Jest słodki- powiedziała Teresa.
- Nie ! Dotrzymałam słowa. Powiem o wszystkim policji. Zostanie skazany, ale teraz twoja kolej. Zostaw nas w spokoju!- krzyknęłam.
- Dobrze. - powiedziała i zniknęła. Poczułam ulgę. Mark poruszył się i otworzył oczy.
- Co się....- zamknęłam mu usta ręką.
- Nic. Już po wszystkim.- powiedziałam. Wyplątał się z moich ramion i usiadł na podłodze.
- Czułem jakby wypalało mnie od środka. Ale słyszałem wszystko. Moje podejrzenia były trafne- powiedział Mark.
-Tak miałeś rację. Odeszła- powiedziałam.
- Chodź do mnie- powiedział rozkładając ramiona.Usiadłam na jego kolanach i wtuliłam się w jego ciało.
- Kocham cię- powiedział.
- Ja ciebie też. Nie zostawiaj mnie- powiedziałam wtulona w niego,
- Nigdy. Będę przy tobie zawsze-powiedział.
************************************
Wyprowadziłam się z sierocińca i zamieszkałam z Markiem. Zapisałam się do szkoły od września. Zeznaliśmy na policji. Dominik okazał się być winny. Jej morderstwa. Morderstwa Rosy i próby zabicia mnie. Teraz już nic nam nie grozi. A ja jestem najszczęśliwszą dziewczyną świata, bo mam przy sobie Marka.
- Kochanie chodź na chwilę !- zawołał z ogrodu Mark. Zbiegłam po schodach i wyszłam do ogrodu. Stanęłam jak wryta. Przed Markiem stała dziewczyna. W białej sukience. Piękna. Ale podobna. TO TERESA !
- Co ona tu robi ?- spytałam podchodząc do Marka . Wziął mnie za rękę.
- Chciałam się pożegnać. Dzięki tobie... dzięki wam mogę iść do nieba. Chciałam wam podziękować- powiedziała dziewczyna.
- Mam nadzieję, że będziesz tam szczęśliwa- powiedziałam uśmiechając się.
- Tak. Przepraszam was za wszystko- powiedziała Teresa,
- Nie gniewamy się-powiedział Mark.
- Dziękuje jeszcze raz- powiedziała i zniknęła. Spojrzałam na Marka. Ten objął mnie i przyciągnął mnie do siebie.
- Teraz już wszystko dobrze ?- spytał
- Było od kiedy mam ciebie. Jest i będzie do końca. Kocham cię- powiedziałam dotykając jego polika.
- Ja ciebie bardziej- powiedział i pocałował mnie. Teraz mam wszystko. Kocham go i wiem, że będzie dobrze. Ja to wiem!!!
Cuuuuuuuudo *.* No i takie zakończenie mi się podoba ;) Fajnie rozwinęłaś :D No i ta Teresa taka zua ;) Najlepsze opowiadanie ever :) Czekam na następne :) I dziękuję, że mnie nie zawiodłaś ;)
OdpowiedzUsuńDużo weny i żelków życzę
Żelcio
Ps. Spróbuj wyłączyć weryfikację obrazkową w ustawieniach bloga, to wnęrwia nieco ;)
Dziękuje. Postaram się niedługo dodać nowe. Wyłączyłam to coś. Dzięki za radę i czytanie mojego bloga :D
Usuń