Cześć 3. Sierociniec
Obudziłam się w jakimś obcym pokoju. Ściany były białe, a ja leżałam na jednym z łóżek ustawionym w rządku. Próbowałam wstać, ale przeszył mnie ból od dolnej części brzucha w górę. Z całych sił podniosłam się by usiąść. To nie mój pokój. Odrzuciłam kołdrę niżej i podniosłam swoją czystą koszulkę. Miałam zabandażowany brzuch, a na bandażu była plama krwi. Co się stało ? Pamiętam jak poszłam do łazienki, a potem...... Ktoś mnie zaatakował. Dźgnął mnie noże i rzucił o ścianę. Ostatnie co pamiętam to swój krzyk ,łzy i go idącego w moja stronę, a potem tylko ciemność. Umarłam ? To niebo ? W takim razie gdzie anioły ? Myślałam, że po śmierci nie czuje się bólu. Ale skoro tak to może znaczyć,....... że nie umarłam.Ale jakim cudem żyje ? Nikogo prócz napastnika nie pamiętam. Kto mnie uratował. A może to był tylko sen ? Ale jeżeli byłby to sen to nie miałabym rany, tak ? A może ja nadal śnię ? Uszczypnęłam się w rękę, ale nic się nie stało. Nie śpię !! Ale co się stało ??? Ból cały czas był, ale do zniesienia. Nic nie rozumiem. Zwykle gdy ona mnie nawiedzała potem nie było śladów i nie przebierała się. Więc czy to mógłby być ktoś inny ? Ale kto ?- Obudziłaś się- powiedziała spokojnie opiekunka Magda z opiekunką Krystyną. Obie wydawały się spokojne, ale i zdenerwowane zarazem.
- Co się stało ?- spytałam próbując wstać, obie od razu były przy mnie i powstrzymywały mnie. Ból nasilił się, ale zaraz zelżał.
- Zostałam ranna. Ogrodnik cię znalazł. Zadzwoniłyśmy po pogotowie, a teraz jesteś w szpitalu nie daleko sierocińca- odpowiedziała mi opiekunka Krystyna
- Nie wiemy kto cię zaatakował. Ogrodnik powiedział nam i policji, że widział tylko jak ktoś w kominiarce wyskakuje przez okno. Nie pobiegł za nim, bo zobaczył ciebie.- dodała opiekunka Magda dziwnie uprzejma. Czyli to Mark mnie uratował, ale gdzie był teraz ? Czy wszystko z nim dobrze ? Policja czeka aż się obudzisz chcą z tobą porozmawiać, dobrze ?- spytała delikatnie opiekunka Krystyna wyrywając mnie z rozmyśleń.
- Dobrze.- powiedziałam z trudem. Sama nie wiem co mam powiedzieć policji. Na pewno nie o nawiedzeniach. Uznaliby mnie za psychicznie chorą i zamknęli z zakładzie. Tego mi brakuje, ale kto chce mnie zabić ? I dlaczego ??? Co ja takiego zrobiłam ??? Opiekunki wstały rozmawiały chwilę przy drzwiach po czym do sali weszło dwóch policjantów. Jeden starszy pewnie oficer i młodszy.
- Witam, panno Cross. Znów się widzimy- powiedział starszy stając przy łóżku. Młody stanął naprzeciwko niego. Osaczyli mnie z obu stron jakby się bali, że ucieknę. Nawet gdybym chciała to nie mam jak. Przypomniał mi się ten starszy. Oficer Bross. Przesłuchiwał mnie po śmierci Rosy. Nie miałam go zamiaru nigdy więcej widzieć. Niestety nie było mi dane.
- Dzień dobry- powiedziałam z trudem siląc się na spokojny ton.
- Jak się pani czuję ? Jestem sierżant Dawid Briel- powiedział młodszy. Wolę go. Ale jedno nie dawało mi spokoju.
- Dobrze. Dziękuję. Czy wiedzą państwo kto mnie uratował ?- spytałam. Nie mogłam od razu się spytać "gdzie jest Mark ?'', bo byłyby podejrzenia.
- Tak. Pan Markus Raven- powiedział sztywno starszy policjant.
- Gdzie on teraz jest ?- spytałam, a obaj mężczyźni spojrzeli na mnie potem po sobie.- Chcę mu podziękować- dodałam pośpiesznie.
- Czeka na korytarzu. Chciał wejść, ale wpierw my mamy do pani parę pytań- powiedział oficer Bross.
- Proszę pytać- powiedziałam. Nie miałam za bardzo wyjścia.
***********************************
Po zadaniu i odpowiedzeniu na pytania policjanci wyszli rozmawiając ze sobą. Nie za bardzo pomogłam. Nie miałam pojęcia, kto to mógł być. Nie wiedziałam kto mnie nienawidzi. Znaczy się Madie i Dominik, ale oni mi nie pasują. Nie byli by tacy głupi. Poza-tym była jedna osoba a nie dwie. Nie. Oni aż tacy źli nie są. Duch, ale ona się nie przebierała. Więc kto ? Nie widziałam twarzy. Miał kominiarkę. W sumie to nic co mogłoby pomóc. Nawet głosu. Nic. Siedziałam na łóżku starając oddychać się jak najwolniej, bo rana wciąż bolała.
- Wreszcie. Nie chcieli mnie wpuścić- powiedział Mark siadając na rogu łóżka. Nie daleko moich ud.
- Jak się czujesz ?- spytał odkładając kosmyk moich włosów za ucho. To dziwnie intymny gest, ale sprawił mi przyjemność i rumieniec na polikach.
- Bywało lepiej, ale dzięki tobie żyję. Dziękuję- powiedziałam z uśmiechając się do niego.
- Nie dziękuj. Omal nie zginęłaś.-powiedział dotykając mojego policzka- Nie wiem co bym...- zamilkł i zabrał rękę.- Mam złą wiadomość- powiedział w końcu. Spojrzałam na niego. Nie był już uśmiechnięty tylko zamyślony i niepewny.
- Dawaj- powiedziałam biorąc głęboki wdech i szykując się na wiadomość od Marka. Co jeszcze ?
- Być może morderca Rosy to ten sam co chciał ciebie zabić..- powiedział Mark. To nie takie straszne. Domyślałam się tego.- I..... Odkryto, że Rosa przed śmiercią.....- zamilkł.
- Co? Powiedz mi - nalegałam. Chce wiedzieć. To moja najlepsza przyjaciółka. Już na same jej imię łzy podeszły mi do oczu. Ale je powstrzymałam. Nie mogę non stop płakać. To była moja najlepsza i jedyna przyjaciółka. Nie zapomnę o niej. NIGDY. Ale chcę ją pomścić. Chcę zabić tego kto ją zabił....
- Została zgwałcona- dokończył w końcu Mark. Nie wierzę !! Kto śmiał ją tknąć ?!? Zabiję gnoja !!!! ZABIJĘ PRZYSIĘGAM.
- Ej nie płacz-powiedział Mark przytulając mnie. Nawet nie wiedziałam, że płaczę. Zabiję !!!
- I co teraz ? Ktoś chce mnie zabić, a do spółki mam ducha na głowie- powiedziałam płacząc- Moja przyjaciółka nie żyję przeze mnie. A teraz przyszła kolej na mnie. Zasłużyłam- powiedziałam.
- Nie. Przestań ! Nikt cię nie zabiję i to nie ty zabiłaś Rosę !- powiedział Mark z siłą w głosie.
- Nie możesz być przy mnie. Ciebie też skrzywdzi- powiedziałam odsuwając go od siebie.
- Przestań ! Nikt nikogo nie skrzywdzi !- powiedział łapiąc moje dłonie.
- Ale Rosa. Była bliska mi, a teraz nie żyje. Widziałeś tego ducha. On ci nie odpuści. I jeszcze ten facet..On cię....- zamknął mi usta ręką.
- Nie ! Przestań dramatyzować- powiedział i ugryzł się w język.
- Nie dramatyzuję ! Wynoś się ! Nie chcę cie widzieć !- krzyknęłam puścił mnie i patrzył na mnie. Nie cofnę się!
- Wynocha ! -powiedziałam gwałtownie poruszając się- Auu- krzyknęłam i złapałam się za brzuch. Mark momentalnie był jeszcze bliżej mnie- Odejdź!- krzyknęłam.
- Uspokój się. Połóż się- powiedział i pomógł mi się położyć.
- Wyjdź ! Nie chcę cię widzieć !- powiedziałam już spokojniej trzymając się za brzuch. Mark spojrzał na mnie, ale ja odwróciłam głowę. Kiedy znów spojrzałam w miejsce gdzie przed chwilą był nikogo tam nie było. Poszedł sobie. Tego chciałam, tak ? Jednak... Nie .Dobrze zrobiłam. On powinien mieć normalne życie. Normalną dziewczynę. Ha. Przecież my nie byliśmy razem. Więc czemu mam ochotę się wykrzyczeć i rozpłakać. Nie chciałam aby odszedł, ale wiedziałam, że tak będzie lepiej. Lepiej będzie jeżeli się już nie zobaczymy. Dla niego !
****************************
Po dwóch dniach w szpitalu wróciłam do sierocińca. Przynajmniej w szpitalu miałam spokój. Żadnych duchów ! Miałam chwilę świętego spokoju. Teraz wróciłam to początku. Rana się dobrze goiła. Miałam 12 szwów. Chyba. I tylko mały opatrunek. Już wogólę nie bolało. No może trochę gdy za bardzo się zmęczyłam. Ale da się znieść, więc wróciłam na lekcje. Moja kara się skończyła i nie musiałam widzieć się już z Markiem. Tylko, że teraz gdy jeszcze jego straciłam nie miałam nikogo z kim mogłam porozmawiać. Rosa nie żyję. Brakuję mi jej głupich historyjek.
- Cześć- powiedział niepewnie Rafał siadając naprzeciwko mnie w stołówce.
- Hej- nie wiedziałam jak się zachować. To chłopak mojej zmarłej przyjaciółki. Widziałam go w cieniu na pogrzebie. Nie myślałam żeby do niego podejść, bo nie wiedziałam na jakim etapie był ich związek. Ciekawe czy cierpi czy już o niej zapomniał ?
- Jak się trzymasz ?- spytał.
- Jakoś. A ty ?- spytałam.
- Źle. Nie mogę przestać o niej myśleć.- powiedział Rafał z bólem w głosie. Nie wiem czy dobrze zobaczyłam ,ale miał na policzku łzę. Jednak szybko znikła.
- Ja też.- przyznałam.
-Może ci nie powiedziała, ale byliśmy razem...
- Powiedziała-przerwałam mu.
-Aha. Powiedziała, że chcieliśmy wynieść się stąd po jej osiemnastych urodzinach ?- spytał a mnie zamurowało. Jej urodziny miałyby być za dwa tygodnie. A moje za niecały miesiąc. 25. maja....
- Nie, nie miała okazji.- mruknęłam. Nie jestem na nią zła. Sama chciałam stąd uciec zaraz po urodzinach. Jednak jej to nie było dane. Moja biedna Rosa. Tak cholernie za nią tęsknię !
- Aha. Chciałem żebyś wiedziała. Pomyślałem, że... może.... A nie ważne- powiedział wstając. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo już go nie było. Co ?? To było głupie i dziwne. Wstałam i wyszłam na korytarz. Weszłam to toalety i grymas ogarnął moją twarz. Nienawidzę tego miejsca. Tu nawiedził mnie duch. Tu zginęła Rosa. Tu omal ja nie umarłam. Obmyłam szybko twarz,a w lustrze zobaczyłam Madie. Z tym swoim wrednym uśmiechem.
- Nie zapomniałam- powiedziała, a ja momentalnie się odwróciłam do niej twarzą.
- Co ?- spytałam cofając się.
- Musiałam trzy razy myć głowę. Nie ładnie- powiedziała zbliżając się. Cofnęłam się o krok.
- A co Dominik ci ich nie umył ? Swoim języczkiem ?- spytałam uśmiechając się chamsko.
- Odwołaj to !- powiedziałam machając mi moją żyletką przed dłonią- Oj nie ładnie Bello. Ciekawe jak zareaguje twój chłopak ?- spytała bawiąc się żyletką.
- Nie mam chłopaka- powiedziałam patrząc w jej zimne oczy.
- Ojoj nie wypieraj się. Wiem wszystko. Nie jestem głupia. Nie ładnie kłamać.- powiedziała i udała, że przecina sobie nadgarstek. Złapała mnie za dłoń.
- Puszczaj !- krzyknęłam gdy podniosła rękaw mojej bluzki.
- Ojej. Biedna ty- powiedziała ironicznie- Kiedy ostatnio ?- spytała dotykając moich blizn.
- Nie twój interes. Daj mi spokój-powiedziałam wyrywając swoją dłoń z jej uścisku.
- Co ja ci zrobiłam ?- spytałam wkurzona.
- Nic. Zupełnie nic- powiedziała dotykając mojego policzka. Cofnęłam się obrzydzona.
- Zostaw mnie w świętym spokoju !- powiedziałam i wyszłam
- Pożałujesz, że wtedy nie umarłaś- usłyszałam jeszcze, ale nie przejęłam się zbytnio.
****************************************
Wróciłam do pokoju. Nie miałam co ze sobą zrobić. Od kiedy Rosy nie ma nie mam z kim rozmawiać. Marka także nie widziałam od powrotu ze szpitala. Wiem, że nadal pracuje, ale starałam się go unikać. Nie wiem co ze sobą robić. Kiedy jestem sama mam ciarki i wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Mam już dość tego miejsca. Mieszkania tu przez 10 lat. Nawiedzania. Śmierci Rosy. Próby pozbycia się mnie. Nie mam po co tu dłużej tkwić. Jak tylko skończę 18 lat wyniosę się stąd jak najdalej. Nie będę tu anie dni dłużej. Zostały tylko dwa tygodnie do moich urodzin. Muszę jakoś to wytrzymać, a potem wyniosę się jak najdalej. Nie wiem gdzie, ale dam radę.
Poczułam chłód w całym ciele i czyiś oddech na karku. Wiedziałam kto to. Miałam jej serdecznie dość!
- Daj mi spokój !- krzyknęłam i wstałam. Odwróciłam się do niej twarzą. Wyglądała tak samo przerażająco. Blizny na oczach. Z szyte usta. Pełno ran i blizn. No i podarta sukienka. Patrzyła na mnie, ale ja miałam serdecznie dość uciekania. Miałam dość strachu.
- Nie boję się ciebie! Jesteś tylko widmem! Nic mi nie zrobisz !- wykrzyczałam, ale cofnęłam się gdy ta wstała.
- Już to widzę. Cała się trzęsiesz- powiedziała tym głosem, a mi włosy stanęły dęba.
- Co ja ci zrobiłam ?! To nie ja się zabiłam !-krzyknęłam.
- Nie, ale niedługo do mnie dołączysz- powiedziała.
- Co ?! Jesteś duchem nic mi nie możesz zrobić-powiedziałam, ale głos mi drżał.
- Ja nie. Ale ktoś inny tak.- powiedziała podchodząc o krok. - Nie chciałam tu być i nie chcę- dodała patrząc na mnie tymi oczami. Nie widziałam w nich złości tylko smutek.
- Ale co ja mam do tego ?! Nie wiedziałam, że umarłaś.... Ja nic nie wiem !- powiedziałam, ze łzami w oczach.
- Ale musisz się dowiedzieć. Ujawnij kto mnie zabił.- powiedziała.
- To mi powiedz- powiedziałam patrząc na nią.
- Nie mogę. Sama musisz to odkryć- powiedziała zjawa.
- Nic nie muszę ! To nie moja sprawa!- krzyknęłam. Złapała mnie za nadgarstek i mocno ścisnęła. Poczułam pieczenie pod wpływem jej dotyku.
- Przestań !- krzyknęłam. Puściła poją rękę, a ja zobaczyłam na nadgarstku jakąś małą plamkę w kształcie kropli. Paliła jak nic.
- Teraz twoja. Jeżeli nie dowiesz się kto mnie zamordował będę z tobą cały czas- powiedziała.
- Kłamiesz !- krzyknęłam.
- Nie. Z resztą przekonasz się. Będziesz słyszeć moje myśli. Będziesz czuć moją obecność, ale jeżeli dowiesz się kto mnie zabił zostawię cię- powiedziała i zniknęła.
Gwałtownie usiadłam prosto na łóżku. To był sen. Ale nie pamiętam abym się kładła. Coś jest nie tak. Co to miało być. Spojrzałam na swój nadgarstek. O mój Boże ! Mam tą głupią kroplę. To nie może być prawda.
- Ja nie wiem od czego zacząć- powiedziałam drżącym głosem.
- Wymyślisz coś. Może niech twój kochaś ci pomoże- powiedziała mi w myślach zjawa. Omal nie krzyknęłam. To niemożliwe. Zwariowałam i tyle. To tylko jakieś omamy.
-Żadne omamy.-znów się odezwała.
- Wynocha z mojej głowy. I on nie jest moim kochasiem ! Daj mi spokój !- krzyknęłam. Byłam przerażona. Jak to możliwe ?
-Nie. Zacznij już lepiej- Mam jej dość w mojej głowie. Nie mam wyboru. Muszę się dowiedzieć. Inaczej nie da mi spokoju. Cała się trzęsę. Nie zasnę już. Na pewno.
Ubrałam dżinsy i bluzkę i wyszłam do biblioteki. Jak mam się dowiedzieć ? Każdy to mógł być.
Weszłam do środka włączyłam komputer i wzięłam tą gazetę. Nic tu nie ma. Tylko jakieś gadanie opiekunek. No i podpisy mieszkańców. Nie znam większości, ale dwa mi się rzuciły w oczy. "Dominik Toreto" i "Madie Black". Musieli mieć wtedy po 17 lat. Ja miałam 16 i nie słyszałam o tym. Może nie zwracałam uwagi. A może nie chciałam o tym słyszeć. Mieszkałam wtedy na pierwszym piętrze z dwoma innymi dziewczynami, które potem zaadoptowano. A ja dostałam pokój numer 324. W tym pokoju ona umarła. Tylko czemu mi go dali ? I dlaczego nie powiedzieli o śmierci ? Czemu wiedziała o tym Madie ? A ja nie ? Rosa także nie, bo nie ma jej podpisu. Z tych co się tu wpisali znam tylko dwóch. Chociaż wolałabym nie. Coś mi tu śmierdzi. Ale oni aż tacy nie są. Po co by mieli ją zabijać ? Weszłam na internet i zaczęłam szukać czegoś na temat jej życia.
- Wiedziałem, że tu będziesz - powiedział Mark za mną, a ja podskoczyłam na krześle.
- Co ty tu robisz ?- spytałam cicho kiedy usiadł obok mnie. Nie chciałam tego mówić, ale cieszyłam się, że przyszedł.
- Myślałaś, że cię zostawię ? Nie znasz mnie.- odpowiedział uśmiechając się.
- Nie miałam okazji cię poznać. Ty też nic o mnie nie wiesz- powiedziałam unikając jego wzroku.
- Wiem, że nie masz rodziców, a rodziny się wyparłaś po tym jak nikt z nich cię nie wziął. Wiem, że twoja najlepsza przyjaciółka nie żyje, ale to nie twoja wina ! Wiem, że lubisz ciastka z kremem. Wiem, że marzysz o zostaniu ratownikiem medycznym. Wiem, że uwielbiasz kolor czerwony i muzykę. Wiem, że gdy się denerwujesz unikasz spojrzeń innych i bawisz się rękami. Wiem, że starasz się być silna, ale nieraz nie dajesz rady. Wiem, że masz piękny głos. Wiem, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną świata- powiedział, a mnie oblał rumieniec.
- Skąd ....
- Słuchałem i obserwowałem cię- powiedział nie dając mi dokończyć. Było mi głupio. Ja nic o nim nie wiedziałam.
- Ja nic o tobie nie wiem- powiedziałam cicho. Poczułam jak Mark śmieje się.
- Zmienimy to później. Wpierw jednak dowiedzmy się kto ją zamordował- powiedział Mark. Spojrzałam w jego niebieskie oczy. Nie chcę, aby coś mu się stało, ale nie chcę też być sama.
- Bierzmy się do pracy- powiedział przysiadając się jeszcze bliżej. Tak, że nasze ramiona się stykały. Zerknęłam na niego rumieniąc się.
- Oj bez takich. Ja tu jestem. Pracuj, a nie. Nie mam wieczności- odezwała się Teresa w mojej głowie.
- Myślałam, że tak- odgryzłam się.
- Co ?- spytał Mark.
- Nic. Znalazłam w gazecie podpis Madie Black i Dominika Toreto- powiedziałam podając mu gazetę. Nie będę mu mówić o tym całym zamieszaniu. To moja sprawa.
- Faktycznie. Ale myślisz, że to mogli być oni ?- spytał odkładając gazetę.
- Nie wiem...- odpowiedziałam wzruszając ramionami. Zaczęłam przeszukiwać internet. Idealna uczennica. Ciekawe czemu nikt jej nie zaadoptował.
-Wiedziałaś o tym morderstwie ?- spytał gdy czytałam forum sierocińca.
- Nie. Też mnie to dziwi. I jeszcze dostałam po niej pokój. Ciekawe czemu ?- powiedziałam.
- Może właśnie dlatego, że nic nie wiedziałaś. Gdybyś wiedziała mogłabyś stroić fochy, a oni mieliby tylko kłopoty. A tak samobójstwo ucichło i tyle....- powiedział Mark.
- A gdyby było to morderstwo nie było by spokojnie. Pewnie sierociniec by zamknięto.- odezwałam się myśląc na głos. A my trafilibyśmy na ulicę. Ale wolałam o tym nie myśleć.
- Myślisz, że ten kto zabił tą dziewczynę i Rosę i próbował mnie ,to ta sama osoba ?- spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Może, ale wątpię.- powiedział a mnie to nie uspokoiło. Miałam wrażenie, że to ta sama osoba.Ale to niemożliwe, tak ? A może nie ?
- Ej nie martw się. Nie dotknie cię- powiedział Mark kładąc dłoń na moim ramieniu. Nic nie powiedziałam tylko wróciłam do przeszukiwania internetu. Przerażała mnie ta myśl, że morderca Teresy to ten sam co Rosy. Jeżeli tak to zabiję go bądź ją !!! Nie pozwolę aby uszło mu to na sucho.
- Może odpuścimy sobie na dzisiaj śledztwo i pójdziemy gdzieś ?- zaproponował Mark. Nie chciałam tu siedzieć i szukać, bo nie wiedziałam od czego zacząć. Ta zjawa chcę pomocy, ale nie może mi powiedzieć kto to. Byłoby mi łatwiej to udowodnić. A tak błądzę nie wiedząc od czego zacząć. Może Mark ma rację. Co mi szkodzi ?
- A gdzie ?- spytałam z uśmieszkiem. Od razu się rozpromienił.
- Do kina ?- zaproponował.
- Nie wolno nam wychodzić po za teren sierocińca.- powiedziałam cicho, choć chętnie bym wyszła jak najdalej stąd.
- Nie daj się prosić. Nikt się nie zorientuję. Proszę- namawiał Mark.
- Zabiję cię jeżeli ktoś nas przyłapie- powiedziałam uśmiechając się i wyłączając komputer..
- Przyjmuję. Chodź- powiedział podając mi dłoń.
-Nie ! Masz zostać ! Będziesz miała mnie na głowie!- odezwała się zjawa w moim umyślę. Zaryzykuję, należy mi się. Mam prawo do zabawy- pomyślałam i wstałam biorąc ciepłą dłoń Marka
***********************************
- Jak ci się podobał film ?- spytał Mark gdy szliśmy chodnikiem dojadając słony popcorn.
- Super. Nie byłam w kinie odkąd rodzice zginęli. A wtedy byliśmy na "gdzie jest Nemo"- powiedziałam jedząc słony popcorn.
- Haha. Jesteś trochę za stara na takie bajki, ale następnym razem mogę cię zabrać na bajkę- powiedział ze śmiechem Mark.
- Nie. "Miłość bez końca" był fajny- powiedziałam szczerze. Melodramat, ale fajny. Zwłaszcza, że o miłości. Wolałabym nie iść na nic o duchach. Na szczęście nie zabrał mnie na żaden horror.
- Wiem. Byłem na nim już dwa razy- powiedział Mark wyrzucając pudełko po popcornie i podając mi colę.
- Z dziewczyną ?- spytałam nim zdążyłam ugryźć się w język.
- Tak. Nawet z dwiema. Żadna mi się nie oprze- powiedział Mark, a mnie zamurowało- Ej, żartuję. Byłem sam.- powiedział Mark szturchając mnie. Uśmiechnęłam się.
- Dobrze wiedzieć.- odezwałam się i przez następny kawałek drogi szliśmy w ciszy.
- Chodź pokaże ci moje ulubione miejsce- powiedział Mark ciągnąc mnie za rękę przez jakąś lasem. Zamknął mi oczy i prowadził po ciemku. Otworzyłam je i zobaczyłam plaże. I piękną błękitną wodę.
- Przychodzę tu ilekroć chcę zapomnieć o wszystkim. Nikomu o nim nie mówiłem. Jesteś pierwsza- powiedział Mark. Uśmiechnęłam się.
- Jest pięknie- powiedziałam.
- Wiem. Chodź popływamy- powiedział ściągając bluzkę. Zobaczyłam idealne mięśnie brzucha. Ściągnął spodnie i został na samych bokserkach. Zarumieniłam się i szybko przeniosłam wzrok na jego twarz.- Chodź !- powiedziałam idąc w stronę wody. Kiedy zanurzył się zawahałam się. Nie powinnam.
- No chodź ! Proszę cię. Nie utopisz się- obiecał. Jakby moje ciało nie słuchało rozumu. Mamy maj, a ja se urządzam kąpiele w jeziorze. Genialne. Ściągnęłam bluzkę i zostałam na koszulce i gaciach. Po chwili wahania weszłam do zimnej wody. Zęby mi zaszczękały, ale zobaczyłam Mark pływającego. Co mi szkodzi ? Mam dobrą odporność. Dałam nura i podpłynęłam do Marka. Wynurzyłam się idealnie przed nim. Stanęłam przed nim. Woda sięgała mi trochę ponad pas.
- Umiem pływać- powiedziałam. Uśmiechnął się. Dotknął moje polika.
- Chciałem to zrobić od dawna- powiedział i pochylił się nademną. Nasze usta się zetknęły, a ja poczułam iskierki. Nie chciałam aby skończył więc zarzuciłam mu ręce na szyję i przysunęłam się bliżej. Pocałunki były coraz namiętniejsze. Jego ręce wędrowały po moich plecach. W końcu zaczął całować moją szyję przechodząc w dół po ręce. Zatrzymał się na chwilę. Podniósł moją rękę i splótł swoje palce z moimi. Spojrzał na nasze splecione dłonie, a potem prosto na mnie.
- Obiecaj, że tego nie zrobisz - powiedział. Wiedziałam o co chodzi.
- Obiecuję- powiedziałam. Przybliżył się obejmując mnie w tali i całując w czoło.
- Wracajmy, bo mi zachorujesz- powiedział. Kiwnęłam głową, a wtedy on porwał mnie na ręce.
- Umiem chodzić- powiedziałam gdy niósł mnie na plażę.
- Wiem, ale nie chcę abyś była chora- powiedział. Odstawił mnie na piasku. Spojrzałam na niego i pocałowałam krótko po czym zaczęłam sie ubierać
***********************************
- Idziesz spać ?- spytał Mark gdy staliśmy przy moim pokoju. Trzymałam jego ciepłą rękę. Chciałabym wrócić to tego co w jeziorze. Te pocałunki były takie cudowne.
- Nie wiem, A ty ?- spytałam uśmiechnął się do mnie i zbliżył tak, że nie było między nami wolnej przestrzeni.
-Nie waż się ! Nie będę tego oglądać! Spław go!-powiedziała Teresa w moich myślach. Miałam ją gdzieś. To wyjdź stąd do innego pokoju- pomyślałam i zarzuciłam ręce na szyję Marka.
- Nie jestem zmęczony- powiedział gładząc moje włosy.
- Ja też nie- odpowiedziałam ze słodkim uśmiechem. Pochylił się i zaczęliśmy się całować. Oparłam się o drzwi przyciągając go jeszcze bliżej.
-Nie ma mowy ! Dość!-krzyczała Teresa w moich myślach, ale olałam ją. Otworzył drzwi tak, że wpadliśmy do mojego pokoju. Zaczęłam chichotać. Wstałam szybko ,a Mark zamknął drzwi na klucz i ściągnął swoją koszulę. Ja w tym czasie pozbyłam się moich ciuchów. Podniósł mnie, a ja oplotłam nogi w jego pasie. Zaczęliśmy się znów całować. Czułam żar. Fale gorąca i nie miałam ich dość! Przenieśliśmy się na moje łóżku. On na mnie całując każdy skrawek mojego ciała.
-Blee !! Nie każ mi na to patrzeć- odezwała się zjawa. To wyjdź stąd- pomyślałam, a ona się zamknęła. Mark całował każdy kawałek mojego ciała. Zaczął od ręki. Całując każdy palec. Potem w górę, całując blizny. Ramię i doszedł do szyi, gdzie zaczął wolno kreślić na niej pocałunki. Doszedł do ust i spojrzał na mnie.
- Kocham cię- powiedział równocześnie mnie całując. Wplotłam ręce w jego miękkie włosy.
- Ja ciebie też-odrzekłam...........
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz