Opowiadanie.6.
Nie z tego świata.....
Weszłam do klasy od biologi i już dojrzałam moją najlepszą przyjaciółkę Kami. Zdążyłam się tylko z nią przywitać i zamienić dwa słowa, bo pojawił się nauczyciel. Spojrzał na tablicę, na której było artystyczna wizja jednego z uczniów. Cóż za ciekawe rysunki....- Cieszę się, że tak się spieszycie do zajęć praktycznych, ale zacznijmy od teorii.- powiedział belfer marząc arcydzieło ucznia. Oczywiście jak zwykle muszą być ci co lubią robić wygłupy.
- Ale chcielibyśmy już zacząć praktyki !- krzyknął ktoś z tyłu. Pewnie autor rysunku.
- Hmmm- zastanowił się nauczyciel.
- No seks. Wymaga praktyki, tak ?- zapytał ktoś inny.
- Tak, ale nie na mojej lekcji- powiedział.
- Panno Night..- zwrócił się do mnie.
- Słucham?- powiedziałam grzecznie.
- Czym jest biologia ?- spytał.
- Nauką o naszym ciele...
- Dokładniej...
- Mamy się nauczyć o swoim organizmie .- odpowiedziałam. Czemu mnie o to pyta ? Czułam, że Kamila ledwo powstrzymuje śmiech.
- A teraz czym mamy się zajmować ? Pański kolega bardzo się do tego pali.- powiedział nauczyciel. Za co ???
- Nauką o seksie i ciele drugiej osoby- odpowiedziałam a po klasie przeszedł cichy śmiech.
- Tak. Siedzisz z panną Gray od początku roku, tak?- kiwnęła głową bojąc się co on wymyślił.- Więc na pewno dobrze się znacie ?- znów kiwnęła potwierdzająco. O co mu chodzi ? Razem z Kami wiemy o sobie bardzo dużo. Oby dwie odałybyśmy za siebie życie.
- Tak, więc. Od dzisiaj na mojej lekcji będziecie siedzieć inaczej. Chcę abyście poznali na nowo kogoś innego prócz dotychczasowych kolegów z ławki...- powiedział nauczyciel.
- Nie może pan! To nie fair ! Nie ma pan prawa! - uprzedziła mnie zdenerwowana Kami. Zawsze jest wybuchowa. Taka blond bomba, którą kocham.
- Mogę panno Gray i właśnie to robię... Cie co siedzą po lewej stronie przesiadają się o jedną miejsce do przodu- powiedział spokojnie nauczyciel.- No już- pośpieszył nauczyciel- To pani też dotyczy panno Gray- zwrócił się do Kami. Ta niechętnie wstała i oburzona przesiadła się do przodu. Znałam wszystkich z mojej klasy, prócz jednego czarnowłosego chłopaka, który właśnie się do mnie do siadał. Nie wiem skąd się wziął. Nie widziałam go w zeszłym roku. Dopiero od w września. Nigdy się nie odzywał, więc nie znałam jego imienia.
- Cześć, jestem Aga- powiedziałam,ale on się nie odezwał tylko wypakował się i usiadł na krześle.
- Wasze zadanie to poznać się jak najlepiej i napisać o tym sprawozdanie. Nie myślcie by zmyślać. Sprawdzę to dokładnie- powiedział nauczyciel grożąc nam palcem. No jaka miła niespodzianka ? Ludzie za co ?
- To... jak się nazywasz?- spytałam. Spojrzał na mnie swoimi czarnymi oczami. Jak to możliwe? Nie widziałam u nikogo takich oczu. Są prawie takie same jak jego źrenice.
- Scott- odezwał się neutralnym tonem i uśmiechnął wywyższająco. Żartuje ze mnie. Otworzył zeszyt i zaczął coś pisać. Nie wierze ! Zamienił ze mną jedno zdanie, a już o mnie pisze.
- Co piszesz ?- zapytałam. Zero odpowiedzi. Przybliżyłam się do niego na tyle na ile się odważyłam i zerknęłam przez ramie.- Co piszesz ?- spytałam znowu, a on w tym momencie wyrwał kartkę i wyrzucił ją do kosza.
- No co pisałeś? - nie dawałam za wygraną.
- Zapomniałem dopisać, że mówi po angielsku.- powiedział z wrednym uśmiechem. Dupek i tyle.
- No dobra. Nie chce pały,więc... Co robisz w wolnym czasie ?- spytałam otwierając notes.
- Nie mam wolnego czasu- odpowiedział.Oparł się na krześle i uśmiechał chamsko. Nie no nienawidzę pana Caughy !!
- Mógłbyś spróbować być miły- wypaliłam.
- Miły?- powtórzył w zamyśleniu.- No dobra. W wolnym czasie komponuje i śpiewam.- Okej. Napisałam na kartce drukowanymi literami : MUZYKA.- Nie skończyłem. Staram się o stypendium na studia ratownika medycznego, ale nie pójdę na nie- Nie wierzę. Skąd on to wie????
- Niby dlaczego ?- spytałam.
- Bo ich nie potrzebujesz. Nie lubisz robić czegoś co jest za łatwe. To twoja trzecia reguła- powiedział Scott, a mnie ciarki przeszły. Nie wierzę. Skąd ...?
- No a druga ?- spytałam bojąc się odpowiedzi.
- Masz fascynacje na punkcie magicznego świata- odpowiedział. Zaczęłam się go bać. W normalnej sytuacji podeszłabym do biurka i żądała zmiany "kolegi" z ławki, ale nie dam mu tej satysfakcji, że mnie przeraża.
- A pierwsza?- spytałam cicho. Pochylił się bliżej mnie i oparł rękę na moim krześle.
- Nie ufasz ludziom. Nie czekaj: Ufasz, ale nie właściwym- poprawił się. Gęsia skórka wyszła mi. Złapał mnie za nadgarstek i obejrzał go.
- A co to ?- spytał ciekawski. Mam go dość ! Przyglądał się mojej bliźnie z przed dwóch lat.
- Znamię- skłamałam i zabrałam swoją dłoń.
- Wygląda jak blizna. Agato masz skłonności samobójcze ?-zapytał wścibsko. Nie no co za palant!
-Nie- odpowiedziałam.
- Chodziłaś do psychologa ?
- Nie.- znów kłamstwo. Nie będę z nim o tym gadać.
- Rodzice razem czy osobno ?- nie dawał za wygraną. Zwróciłam wzrok na ławkę i pusty notatnik.
- Mieszkam z tatą- powiedziałam nie patrząc na niego. Jednak czułam, że on się we mnie wpatruje.
- A co z mamą?- zapytał.
- Została... zamordowana. Dwa lata temu- powiedziałam i poczułam ukłucie w sercu. Na chwilę się zamknął.
- Wiesz to prywatne sprawy. Może zapytasz mnie o coś normalnego? Np. Jakie filmy oglądam ?- zaproponowałam.
- To zbyt oczywiste- odpowiedział pewny siebie. To niemożliwe.
- Takk- powiedziałam ironicznie.
- Komedie romantyczne. Fantasty, thilerry i nie raz horrory. Choć tylko z kimś- powiedział. Nie to jakiś wariat ! Skąd on to wszystko wie ?!?! Chciałam zaprzeczyć, ale zadzwonił dzwonek i Scott wstał kierując się do wyjścia.
- Scott!!!- Nie zatrzymał się- Nie mam nic o tobie!- zawrócił i podszedł do mnie. Wziął moją rękę i napisał na niej dziewięć cyfr. Nie ma mowy!
- Dziś jestem zajęta- powiedziałam.
- Ja też- powiedział i wyszedł na korytarz.
- Nie zadzwonię !- krzyknęłam.- Nigdy. Nie ma mowy -powiedziałam pod nosem.
******************************
Wróciłam do domu i przywitałam się z gosposią Teresą. Poszłam do pokoju i zabrałam się za lekcje. Tata pracował poza miastem i rzadko bywał w domu. Teresa była do dziewiątej. Więc przyzwyczaiłam się do spędzania nocy samotnie. Nie boję się.
Jakoś po ósmej Teresa poszła do domu, a ja skończyłam zadania. Wszystkie prócz... cholernej biologi. Szlak. I co mam zrobić ? Nie mogę nazmyślać, bo dostanę pałę. Nie zadzwonię !! Nie ma mowy.
Może nie odbierze.... Niestety odebrał po 4 sygnale
- Halo ?
- Scott? To ja....- powiedziałam.
- Ooo Aga. A myślałem, że nie zadzwonisz- powiedział a ja niemal zobaczyłam jego chytry uśmiech.
- Wiem, ale muszę zrobić zadanie. Gdzie jesteś?- spytałam niechętnie.
- Nie spodoba cie się tu. Posłuchaj jestem zajęty....
- To może popytam cię przez telefon- przerwałam mu.
- Muszę kończyć. Ul. Buczka 41 tak na wszelki wypadek.- powiedział i się rozłączył. Nie wierze! Nie mam zamiaru nigdzie jechać o tej godzinie. A już zwłaszcza do Scotta !!!
Zaparkowałam przed budynkiem i weszłam po schodach. Co ja robię ?! Jestem durna. Schowałam kartkę z pytaniami i zapukałam. Otworzył mi wysoki blond mężczyzna.
- Czego?- spytał chamsko. Od razu poczułam zapach tytoniu i... marihuany. CO za smród !
- Ja do Scotta- powiedziałam i spojrzałam za jego ramieniem. Przy stole bilardowym zobaczyłam Scotta. Ubranego całego na czarno. Koszulka podkreślała jego bicepsy.
- Pomyliłaś drzwi- powiedział, ale ja już prześlizgnęłam się i wbiegłam do środka. Idąc do Scotta złapał mnie ten blondyn.
- Wyjdź sama albo ci pomogę- powiedział chamsko. Trzymał mnie tak mocno za ramię, że pisnęłam. W tym samym momencie Scott podniósł wzrok i spojrzał na mnie z tym samym uśmiechem. Musi być tak pewny siebie?! Denerwuje mnie.
- Zostaw ją.-powiedział i dał znak reszcie aby wyszli do innego pokoju. Nie obyło się od obelg pod nosem i zimnych spojrzeń. Podeszłam do Scotta.
- Nie będę cię długo zajmować- powiedziałam wyjmując kartkę. Patrzył na mnie i nagle wyrwał mi kartkę. Podniósł ją nad głowę i zaczął czytać:
-Palant, dupek, irytujący. niemiły, chamski ....- zamilkł na chwilę i jeszcze szerzej się wyszczerzył.
-Oddawaj !!- krzyknęłam próbując wyrwać mu kartkę. Niestety jest ode mnie wyższy.
- Niezwykle atrakcyjny i pociągający- powiedział.
- Nie ma tam tego- skłamałam. Oddał mi kartkę i pokazał na miejsce zabazgrane długopisem. Usiadłam na rogu stołu i przewróciłam na pytania.
- Palisz ?- spytałam.
- Nie i nie ćpie.-powiedział. Coś mu nie wierzę !
- Na pewno... Wcale tu nie śmierdzi tytoniem- powiedziałam ironicznie.
- Ja nie pale, ale oni może- powiedział.
- Dobra. Marzenie?- spytałam.
- Pocałować cie- odpowiedział przybliżając się. Nie no zabije! Co za dupek!
- Głupie....
- I kto tu jest niemiły- przerwał mi. Nadal się uśmiechał tym chamskim uśmiechem.
- Wyznanie ?- spytałam . Roześmiał się. - No co jesteś niewierzący ?
- Nie. Jestem wierzący, ale rozbawiasz mnie.- powiedział podchodząc jeszcze bliżej.- Myślałaś, że jestem satanistą. Przykro mi, ale nie- stwierdził.
-Okej. Czego pragniesz ?- spytałam. Co ja za pytania wymyśliłam !?!
- Całować cię- powiedział i zbliżył się jeszcze bardziej, że zostało między nami może centymetr luzu.
-Jesteś niemożliwe....
- Pociągający ? Seksowny?- dopowiedział za mnie.
- Nie. Nieznośny.- powiedziałam.Próbowałam go wyminąć, ale nie udało się.
- Ale podobam ci się- stwierdził z tym wrednym i pewnym siebie uśmiechem.
- Wcale nie. - zaprzeczyłam, choć poczułam rumieńce na twarzy.
- To był zły pomysł- stwierdziłam, ale nie dał się wyminąć.- Pójdę już- powiedziałam, ale on się nie ruszył.
- Dlaczego? Przecież jest fajnie- powiedział. Jest za blisko. Ogniem można się poparzyć gdy jest się za blisko !!!
- Miałeś racje. To nie miejsce dla mnie- powiedziałam
- A jaki jest twój?... Bardziej... intymny?- spytał i zabrał ostatni centymetr przestrzeni. Cofnęłam się, ale wpadłam na stół do bilarda.
- Może- szlak. Co ja gadam ?!
- Dostanę buzi na pożegnanie?- spytał niby nie winie wystawiając policzek.
- Już wole zginąć- powiedziałam oschle.
- To postoisz tu do rana- Cholera !!
- Nie ma mowy-poddałam się. To tylko buziak w policzek. Nie będę tu z nim stać. Zbliżyłam usta, a w tym momencie on odwrócił się i.... nasze usta się zetknęły. Od razu go odepchnęłam i przeszłam obok.
- Jesteś niemożliwy!- krzyknęłam i wybiegłam z budynku. Niemal słyszałam i czułam jego pewny siebie durny uśmiech. Co za dupek !!!
Wpadłam do pokoju i padłam na łóżko. Cały czas czułam na ustach dotyk jego ciepłych i miękkich warg Scotta. Nie było tak źle ! Było... fajnie. Nie stop. To dupek. Koniec i kropka! !!! Mam mieszane uczucia. Zarazem jest dupkiem, ale i niezwykle zabawny. Jest irytujący jak i bosko atrakcyjny. Co się ze mną dzieje ???
***********************************
Scott siedział na swoim miejscu i wyglądał przez okno. Nie mam ochoty go widzieć. Kami kiwnęła mi na powitanie i wróciła do zaciętej dyskusji a właściwie kłótni z kolegów z ławki. Usiadałam i rozpakowałam się unikając wzroku Scotta.
- Tak, więc zaczynamy-przemówił nauczyciel. Nie słucham. Staram się nie uciec z klasy albo nie wydrzeć na Scotta, który cały czas szturcha moją nogę.
- Tęskniłem- wyszeptał a mnie znowu przeszedł dreszcz.
- Odwal się- powiedziałam tak aby inni nie słyszeli.
- Kłamczucha. Wiem, że ci się podobało- szepnął. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo belfer zwrócił się do mnie:
- Panno Night odpowie pani?
- Może pan powtórzyć ?- zapytała speszona. I znowu prze Scotta
- Cechy idealnego partnera do współżycia?
- To niedorzeczne- mruknęła pod nosem Kami. Zgadzam się z nią w stu procentach.
- Nie zastanawiałam się- powiedziałam- Może pan przede mną zapytać kogoś innego ?-spytała speszona.
- Panie Lace to samo pytanie- ooo choć raz jest sprawiedliwość.
- Inteligentna, miła,pewna siebie, wrażliwa, piękna i zabawna- odpowiedział Scott szturchając mnie kolanem.
- Świetnie- powiedział zadowolony nauczyciel. Chyba się zrzygam
- A skąd wiedziałbyś, że ona także cię lubi ?- dopytywał belfer.
- Sama mi tego nie powie. Muszę ją obserwować. Starać się zgadnąć co myśli. Czy patrzy na mnie a potem odwraca wzrok ? Czy się rumieni? Czy bawi się włosami ? Tak jak Aga- klasa wybuchła śmiechem, a ja spiekłam raka. Złożyłam ręce na ławkę.
- Jest odważna i pewna siebie. Choć sama o tym nie wie - dodał patrząc na mnie. To świr!!! Za co ?!
-Świetnie. Widać, że panna Night jest zachwycona- dodał swoje pięć groszy profesor.
- To śmieszne- powiedziałam pod nosem. Miałam ochotę wstać przywalić Scottowi i profesorowi, a potem zwiać. Zadzwonił dzwonek i od razu zerwałam się do wyjścia.
- Co to było? Jeszcze chwila, a kazałby się wam rozebrać i zademonstrować pozycje na ławce- powiedziała Kami. Jeszcze tego mi było trzeba. Mam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Jaką pierwszą ? Pieska. Może 69? - pytała dalej,
- Skończ! Proszę cię. Nie chce o tym gadać- powiedziałam i zamknęłam szafkę. Przynajmniej już po szkole. Tylko dotrzeć do domu. Już wole do północy robić zadania niż patrzeć na niego choć przez sekundę.
- Skoro tak. To lepiej się zmywaj, bo idzie tu- powiedziała Kami. Odwróciłam się. Przytuliłam Kami i ruszyłam na parking. Już po 19. Muszą tak długo trzymać nas w szkole.
Próbowałam odpalić samochód, ale nic z tego. Wysiadłam i z furią i kopnęłam w oponę.
- Pomóc ci?- odezwał się Scott za moich pleców. Aż mnie ciarki przeszły.
- Nie dam sobie radę- odpowiedziałam. Skłamałam. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie znam się na samochodach!
- Taa. Na pewno jesteś ekspertką w sprawach samochodów. - powiedział i obszedł mnie. Otworzył klapę i zajrzał pod maskę. Muszę to przyznać... Jest seksowny....
- I co ?- zapytałam niecierpliwa. Nie miałam ochoty tu stać. Zwłaszcza z nim.
- Załatwiłaś silnik. Nie ruszy- odpowiedział i zamknął klapę. Bosko i co teraz?
- Podwiozę cie- zaproponował z tym swoim uśmiechem. Nie. Nie ma mowy. Nie pojadę z nim!
- Nie. Dzięki. Przejdę się- powiedziałam i wyjęłam torbę z samochodu. Tata mnie zabije. Dostałam go na 18 urodziny. Rok temu, a już go rozwaliłam. Bosko !
- Daj spokój. Zbiera się na burzę i robi się ciemno. Jeszcze cię ktoś porwie- powiedział podchodząc zbyt blisko mnie. Uśmiechnął się złowieszczo.
- A ty nie ?- zapytałam zgryźliwie. Roześmiał się.
- Źle mnie oceniasz. No chodź- powiedział i złapał mnie za rękę. Przeszedł mnie dreszcz. Tym razem przyjemny!.
- Super motor- powiedziałam z uznaniem. Usiadł, odpalił go i podał mi kask. Usiadłam za nim i z przymusu objęłam go w pasie. Kiedy przyspieszył na drodze mocniej go przytuliłam. Nie lubiłam jazdy motorem.... odkąd mamę zastrzelił motocyklista.
- Dzięki za podwózkę.- powiedziałam schodząc i oddając mu kask.
- Co robisz w sobotę ?- zapytał.
- Zapraszasz na randkę ?- spytałam z niedowierzaniem.
- Może...
- Nie umawiam się na randki.-przerwałam mu. Nie chodziłam na randki od czasu Dawida. Jakoś nie miałam ochoty ani z kim. Na pewno nie ze Scottem !
- Szkoda. Będę w sobotę o 18- powiedział i ruszył.
Weszłam do domu. Teresa sprzątała w kuchni.
- Hej Tereso- powiedziałam siadając przy stole.
- Hej kochanie. Jak tam w szkole ?- zapytała.
- Dobrze- skłamałam. Nie wiedziałam co myśleć o Scocie. Powinnam pójść na tą randkę ??? Chyba.... Nie ! Nie i koniec !!!
- Coś nie tak. Ten chłopak... Czy wy .... spotykacie się ?- zapytała a ja omal nie wybuchłam śmiechem.
- Nie ! On tylko mnie podwiózł, bo zepsuło mi się auto- powiedziałam.- Możesz powiedzieć o tym mojemu tacie ?- spytałam, ze słodkim uśmieszkiem.
- Dobrze, ale ....
- Nie lubię go !- skłamałam.
********************************
W szkole jakoś przeżyłam lekcje. Została mi tylko.... biologia. A może wagary ? Nie ! Tata się zapracowuje, a ja będę wagarować. Nie. Jestem silna. To nic takiego. Weszłam do klasy...... i go nie było. Czekałam, ale nie pojawił się po nauczycielu. Coś się stało ? A w sumie co mnie to ?
Po lekcjach wróciłam do domu. Taty nie było. Na stole leżał list. " Wrócę dopiero w niedziele późnym wieczorem. Przepraszam. Kocham cię. Tata". Odłożyłam list i klucze i poszłam do swojego pokoju. Dostałam esa o imprezie na plaży. Co mi szkodzi ? Mamy piątek !
Na imprezie spotkałam Kami. Gadałyśmy i piłyśmy drinki, gdy podszedł do nas Scott.
- Hej, myślałem....
- To ja lepiej pójdę- powiedziałam Kami i zniknęła na parkiecie.
- Myślałem, że jutro mamy się zobaczyć?- spytał uśmiechając się. Tego ....
- Pomyliłeś się.- powiedziałam biorąc łyk.
- Zatańczysz? -zapytał jakbym się wogóle nie odezwała- Chyba, że się mnie boisz- dodał.
- Nie boję się ciebie.- powiedziałam i wstałam.
Tańczyliśmy na parkiecie. A on w pewnym momencie obrócił mnie tak, że wpadłam na niego plecami. Objął mnie ramionami i szepnął :
- Chyba się.....- nie zdarzył, bo ktoś pociągnął mnie. No nie. Blondyn o zielonych oczach, którego nie chciałam nigdy więcej widzieć. Dawid.
- Musimy pogadać- powiedział i złapał mnie za nadgarstek. Czułam na sobie wzrok czarnych oczu Scotta.
- Nie! Nie będę z tobą gadać- powiedziałam i wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku. Odeszłam zostawiając ich samych. Nie mam zamiaru z nim gadać.
- Zajęte?- spytał Scott. Kiwnęłam głową i usiadł obok mnie na piasku. Miałam dziwną ochotę....
- Coś nie jesteś szczęśliwa. Coś ci zrobił?- zapytał. Uśmiechnęłam się bez cienia radości.
- Byliśmy parą- sama nie wiem czemu mu to powiedziałam. Nie był taki jak zwykle.
- Byliście ?
- Nie lubię o tym gadać - powiedziałam.
- Nie jest brzydki, więc....
- Nie odpuścisz co ? Zerwałam z nim, bo za bardzo nalegał- powiedziałam. Czemu ja się mu zwierzam.
- Na co ?- dopytywał Scott.
- Abyśmy to zrobili. Nie chciałam, bo miałam 15 i nie byłam pewna- odpowiedziałam.
- Tu jesteś !- krzyknął Dawid idąc do nas. Podniosłam wzrok by na niego spojrzeć.- Chce pogadać w cztery oczy- powiedział i spojrzał na Scotta. Co on sobie myśli ?! Scott spojrzał mi w oczy pytająco.
- On się nigdzie nie wybiera- powiedziałam bez zastanowienia. Scott uśmiechnął się do niego złowieszczo i rozłożył na piasku.
- No dobra. Chciałem abyśmy znowu byli parą- powiedział a ja roześmiałam się.
- Tak ??? Ale ja nie!- powiedziałam i wstałam.
- Pasujemy do siebie...
- Jak ogień i woda- dokończyłam. Nie ma mowy !Złapał mnie za nadgarstek tak, że zabolało.
- Chodź- powiedział ciągnąc mnie.
- Zostaw ją, albo się policzymy- powiedział Scott wstając i odpychając Dawida tak, że mnie puścił.
- Nie boję się ciebie. Gocie- powiedział Dawid.
- Lepiej zacznij. Możesz już zamawiać trumnę- powiedział Scott i zaczął iść do Dawida.
- Twój chłoptaś?- zwrócił się do mnie- Stać cię na lepszego. Na mnie! - powiedział i podszedł bliżej mnie. Jednak Scott od razu stanął przede mną. Co dziwne... Czułam się bezpieczna przy Scocie.
- Odczep się ode mnie !- powiedziałam.
- Należysz do mnie ! Tylko do mnie!- powiedział i próbował mnie złapać, ale Scott był szybszy. Dostał niezłego lewego sierpowego. - Jesteś zwykłą dziwką. Oddajesz się pierwszemu lepszemu- powiedział Dawid trzymając się za zakrwawiony nos. Dobrze mu tak !
- Dzwoniła policja. Masz sprawę o gwałt- powiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Nie patrzyłam na niego tylko ruszyłam plażą.
- Słodki z niego śmieć- powiedział Scott doganiając mnie. Uśmiechnęłam się do niego szczerze. Jakoś tak dziwnie. Nie jest taki jak zawsze!
- Dzięki za to, ale sama też potrafiłam mu przywalić- powiedziałam. Spojrzał za siebie.
- Cóż, nie ma go już, ale możesz mi walnąć- zaproponował nadstawiając ramię.
- Nie wkurzyłeś mnie jeszcze- powiedziałam
- Cóż za ulga- zażartował.- Podwiozę cię- zaproponował kiedy stanęliśmy na parkingu.
- Pewnie- powiedziałam z uśmiechem. Co mi odwala ?! Przecież to Scott. A może właśnie o to chodzi, że to Scott. Zeszłam z jego motoru i oddałam mu kask.
- To co do jutra do 18?- spytałam
- Będę punktualnie- zakomunikował i odpalił maszynę. Pierwszy raz uśmiechnął się do mnie słodkim uśmiechem. Ten uśmiech mi się podoba !
Zamknęłam drzwi i oparłam się o ścianę. Czy ja właśnie to zrobiłam?!?! Umówiłam się ?!? I to z Scottem Lace !??! Chyba coś jest ze mną nie tak. Serce zaczęło mi walić jak szalone. Weszłam do pokoju i omal nie krzyknęłam. Był cały rozwalony, a na ścianie napis "Uważaj z kim się spotykasz". Przerażona wybiegłam z pokoju i pobiegłam po telefon z kurtki. Kiedy wróciłam na górę z telefonem przy uchu omal go nie upuściłam wchodząc do pokoju. Był taki jak wcześniej. A po napisie ani śladu. Rozłączyłam się i osunęłam na ziemię. Zaczęłam płakać z przerażenia. Co to ma znaczyć ? Jak to się stało?! Chyba świruje !!!
******************************
Siedziałam w kuchni i jadłam objad Nie mogłam się uspokoić. Nie dawało mi spokoju wczorajsze wydarzenie.To był sen czy jawa !?!?!? Już nic nie rozumiem. W głowie cały czas miałam " Uważaj z kim się spotykasz". To musiał być sen!
- Kochanie muszę wyjść o 17.- poinformowała mnie Teresa. Kiwnęłam głową. Bosko. Teraz zaczynam się bać swojego domu. Ale nie. To tylko moja głupia wyobraźnia płata mi figle. To nic takiego.
Kiedy wskazówki zegara wskazały 17.30 zaczęłam się szykować. Ubrałam czarną sukienkę i do tego dżinsową kurtkę. Umalowałam się minimalnie. Równo o 18 zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Hej. Pięknie wyglądasz- powiedział Scott w drzwiach podając mi bukiet. Był ubrany w nowe dżinsy i elegancką koszule i kurtkę skurzaną.Wzięłam kwiaty i włożyłam je do wazonu, który stał na stoliczku.
- Gotowa ?- zapytał podając mi dłoń. Ścisnęłam ją i poprowadził mnie przed dom. Zamknęłam drzwi na klucz i obróciłam się do niego. Na chodniku stało czarne volvo.
- Twoje?- spytałam gdy otworzył przede mną drzwi po stronie pasażera.
- Tak. - odpowiedział i zajął miejsce kierowcy.
- Gdzie jedziemy ?- spytałam ciekawa gdy ruszył
- Chcesz wiedzieć gdzie mają szukać twoich zwłok. Spokojnie- zażartował,.
- Nie o to mi chodziło- powiedziałam, ale i tak nie powstrzymałam uśmiechu.
- Więc, dlaczego przeniosłeś się do mojej szkoły ?- spytałam gdy zamówiliśmy dania.
- Aby być bliżej ciebie- powiedział z lekkim uśmiechem.
- Nie rozumiem....
- Wiem. Ale moja przeszłość by cię przeraziła, a nie chcę cię stracić- przerwał mi.
- Na pewno nie. Jestem odważna. Sam tak mówiłeś- powiedziałam z uśmiechem. Uśmiechnął się, bo chyba nie sądził, że pamiętam.
- Przeszłość zamknąłem. Chcę żyć chwilą, okej ?-zapytał.
- Okej.- powiedziałam i na chwilę się zamyśliłam.
- Coś nie tak ?- spytał gdy nie odzywałam się.
- Nie- skłamałam.
- Nie umiesz kłamać. No powiedz?- nie dawał za wygraną.
- Miałam złą noc. Nic takiego- powiedziałam. Naprawdę. To musiał być sen ! Musiał!!!
******************************
Gadaliśmy o różnych rzeczach. Rozgryzłam go. Chyba. Teraz podczas randki był sobą.
Odwiózł mnie pod dom po 22
- Wejdziesz ? Taty nie ma- spytałam. Nie wiem czemu, ale nie chciałam takiego końca randki. Zaczęło padać a Scott dał mi swoją kurtkę. Gdy weszliśmy do środka odłożyłam klucze i odwróciłam się do gościa. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale nie chciałam aby wyszedł. Zbliżył się do mnie i lekko dotknął dłonią mojego polika. Przeszedł mnie dreszcz. Ale przyjemny. Nachylił się.... i pocałował mnie. Delikatnie pocałował mnie. Odwzajemniłam go i zarzuciłam ręce na jego szyję. Zaczął mnie coraz namiętniej całować. Jego ręce powędrowały do moich nóg. Wskoczyłam i zawiesiłam nogi na jego biodrach. Zaczął iść, a ja w tym czasie całowałam jego szyję. Zachichotałam kiedy delikatnie rozpiął moją sukienkę. Zrzuciłam ją a on pozbył się swojej koszuli. Padłam na łóżko, a on na mnie. Zaczął pieścić moje ciało. Zalewały mnie kolejne fale gorąca i żaru. Zaczęłam wędrować dłońmi po jego nagim ciele. Od klaty do pleców. Tam napotkałam jakieś zgrubienia. Blizny. Ciekawe po czym ?
Nie zastanawiałam się nad tym. Bo za bardzo rozpraszał mnie Scott. Sprawiał mi takie rozkosze.....
- Kocham cię- wyszeptał gryząc lekko moje ucho.
- Ja ciebie też- powiedziałam.....
Obudziłam się. Scott leżał obok mnie na brzuchu. Spał. Widziałam dwie podłużne blizny na jego plecach. Wyglądają jak odwrócone "V".
- Nad czym myślisz?- spytał przewracając się na bok i odgraniając kosmyki włosów z mojej twarzy.
- Czy to jest prawda- powiedziałam z uśmiechem.
- Prawda- powiedział i pocałował mnie. Nadal nie wierzyłam, że to się stało. Ale ja.... zakochałam się !!! Dotknęłam jego ciepłego policzka, a on uśmiechnął się tym uśmiechem zarezerwowanym dla mnie na osobności.
- Źle cie oceniłam- powiedziałam. Uśmiechnął się szerzej. Nagle usłyszłam dźwięk zamykanych drzwi i kroki na schodach. Szlak!!!
- Tata wrócił wcześniej- powiedziałam siadając w bieliźnie.
- Lepiej będę leciał- powiedział wstając i ubierając się szybko.
- Zobaczymy się?- spytałam zakładając szlafrok.Uśmiechnął się i napisał coś na kartce na biurku po czym podszedł i pocałował mnie. Szybko podszedł do okna i wyskoczył. Patrzyłam jak odpala silnik i wyjeżdża. Zakochałam się w Scocie! Co poradzić. Mam tylko nadzieję, że tata nic nie widział.
- Hej córeczko- powiedział tata wchodząc do pokoju.
- Hej tatusiu- powiedziałam i przytuliłam go.
**********************************
Na szczęście tata się nie zorientował. Nie wiem jakby zareagował. I wolałabym tego nie sprawdzać. Kartka. Na niej był adres do Scotta. Postanowiłam wybrać się do niego po objedzie gdy tata wyszedł na siłownię. Chciałam pogadać. Zakochałam się. Kochaliśmy się. Powiedział, że mnie kocha, ale..... czy jesteśmy parą ? Chciałam z nim pogadać i ... zobaczyć go.
Idąc do drzwi bloku wpadłam na Kamilę.
-Hej co jest ?- spytałam gdy odzyskałyśmy równowagę.
- Hej. Go się spytaj. Niech sam cie powie- powiedziała wkurzona Kamila. Nic nie rozumiem.
- Co?? Co ma mi powiedzieć ? Czy wy....- nie potrafiłam tego powiedzieć. Spojrzała na mnie gniewnym wzrokiem.
- Nie! Bleee! Nie. Niech ci powie kim jest- powiedziała. Zatrzymałam ja łapiąc za rękę. O nie tak łatwo nie zwieje !
- Kim jest ?- spytałam zdenerwowana, że ona wie a ja nie !
- Upadłym aniołem!!!!- wykrzyknęła i odbiegła. Nie wiedziałam co zrobić !! Nie..., To musi być jakaś bujda. Scott.... jest....... upadłym aniołem ..............
Oto część pierwsza. Jutro bądź po jutrze wstawię drugą. Nie wiem czy bedą dwie czy trzy :P Mam nadzieję, że się wam spodobało. Czekam na opinie ! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz