wtorek, 15 lipca 2014

                             Część. 2. Sierociniec 
               Siedziałam w klasie biologicznej starając się skupić na lekcji. Ale nie wychodziło mi to dobrze. Cały czas drżałam na myśl o tym śnie. Był taki realny. Tak jakby to była prawda, a nie sen. Ale to nie mogła być prawda, tak ??? Ja świruje. Muszę przestać o tym myśleć. Muszę skupić się na nauce. Za  trzy miesiące kończę osiemnaście lat i będę mogła się stąd wynieść. A do tego muszę mieć dobre wyniki aby znaleźć pracę.To był sen i tyle ! Koniec kropka!
- Panno Cross czy zaszczyci nas pani odpowiedzią?-odezwał się zdenerwowany nauczyciel. Siedziałam patrząc w ławkę. Ani myślałam spojrzeć mu w oczy. Od razu zobaczyłby, że coś mi jest i nie obyłoby by się od pytań. A jak byłyby pytania to cała szkoła by wiedziała, że świruje. O nie! Na pewno nie dam kolejnych powodów Madie i Dominikowi do wyzwisk. Co to to nie.
- Skoro nie chce się pani odpowiadać, to może praca w ogrodzie pomoże ?- zapytał nauczyciel a ja wiedziałam, że wpadłam.- Idź do pani dyrektor- powiedział podając mi kartkę. Wzięłam swój plecak i wyszłam z klasy. Ciekawe ile dostanę ? Może faktycznie zapomnę o tych koszmarach. Kiedy zapukałam i usłyszałam "Proszę" weszłam do gabinetu. Dyrektor Scale siedziała za biurkiem. Na mój widok podniosła brwi w pytającym geście. Podałam jej karteczkę i czekałam.
-Nie spodziewałam się tego po tobie Bello. Przez cały następny tydzień będziesz pomagać po lekcjach w ogrodzie. - powiedziała poddając mi kartkę. Ogród ? Nie. Tam jest Mark. A on na pewno uważa mnie za świruskę. Bomba. Wzięłam kartkę pożegnałam się i poszłam na lekcje. Na szczęście biologia się skończyła i została mi tylko chemia.
- Hej. Ile dostałaś ?- spytałam Rosa stając naprzeciwko mnie przy klasie.
- Cały tydzień w ogrodzie- powiedziałam pokazując jej kartkę z karą.
- Ooooo. Masz szansę a by zbliżyć się do ciacha- powiedziała z szerokim uśmiechem. Nie powiedziałam jej o moich koszmarach ani o wydarzeniu w toalecie. Po prostu nie chciałam o tym mówić.
-Dasz mi spokój ?- spytałam znając odpowiedź.
- Nie. Pasujecie do siebie- powiedziałam i akurat zadzwonił dzwonek na lekcje. Nie chcąc kontynuować rozmowy weszłam do klasy.
                                    ************************************
                  Szłam jak najwolniej w stronę ogrodu chociaż wiedziałam, że nie uniknę tego. Mark był ogrodnikiem, więc to u niego muszę się zgłosić.Czy wszyscy się na mnie uparli ???
- Cześć- powiedziałam do Marka klękającego przy kwiatach. Wstałam odwracając się. Na jego twarzy zagościł uśmiech.
-Hej. Mogę wiedzieć co cię tu sprowadza ?- spytał. Podałam mu kartkę uśmiechając się zażenowana.
- Okej. Nie musisz tu być. Odhaczę ci to i będziesz miała z głowy- powiedział trzymając kartkę. Jaki on miły i seksowny.
- Nie. I tak nie mam nic do roboty- powiedziałam. Uśmiechnął się się i oddał mi kartkę.
- No to w takim razie bierzmy się do roboty- powiedział. Mimo iż to dopiero kwiecień to i tak jest ciepło. No, ale ja i tak założyłam długi rękach.
- Co mam robić ?- spytałam. Mark rozejrzał się.
- Możesz wypielić tamto miejsce- powiedział po chwili. Uśmiechnęłam się i ruszyłam. Zatrzymał mnie delikatnie łapiąc za nadgarstek. Przeszedł mnie dreszcz.
- A rękawiczki ?- spytał z uśmiechem podając mi rękawice.
- Dzięki- powiedziałam kiedy puścił mnie. Założyłam rękawice i wzięłam się do roboty.
- Długo tu pracujesz ?  Nie widziałam cię tu wcześniej- odezwałam się wyrywając pokrzywę obok krzaka róży.
- Od tego tygodnia.- odpowiedział siejąc jakieś kwiaty.
-To twoja pasja czy po prostu......- zamilkłam nie wiedziałam czy mogę go tak wypytywać.
- Dorabiam. I to i to. Lubię rośliny a, że mogę zarobić to jeszcze lepiej.- powiedział z uśmiechem. Ten uśmiech mnie rozbraja. Mam ochotę sprawdzić jak smakują te jego usta.....
- A ty ? Mogę się spytać jak tu trafiłaś ?- spytał. Napięłam się cała. Nie mówiłam o tym odkąd Rosa się pojawiła. Chciałam zapomnieć, ale nie potrafię. Odruchowo moja dłoń zacisnęła się na naszyjniku.
- Kiedy miałam osiem lat rodzice zginęli w wypadku- odpowiedziałam lekko drżącym głosem trzymając naszyjnik. Jakoś tak on mnie uspokaja.
- Przykro mi- powiedział lekko speszony.
- To nic. To było prawie 10 lat temu. Jakoś daję radę- powiedziałam. Wróciłam do pielenia.
- Okej, na dzisiaj koniec.- powiedział po pewnym czasie Mark stając obok mnie. Skończyłam akurat pielić. Wstałam i oddałam mu rękawice.
- Napijesz się?- spytał wyciągając sok pomarańczowy i dwie szklanki na ławkę. Kiwnęłam głową i usiadałam naprzeciw niemu. To prawdziwy sok z pomarańczy, a nie podróba jak w naszym sierocińcu.
- Nie miałaś krewnych aby się tobą zaopiekowali ?- spytał podając mi ciastka. Jaki miły. Jaki słodki. Jakie ciacho. Jaki cudowny.....
- Mam, ale nie mogli mnie wziąć- powiedziałam patrząc na ciastko w ręce. Mark chyba się reszty domyślił
- A ty nie mieszkasz z rodziną ?- spytałam ciekawa.
- Nie. Mam 20 lat i od dwóch lat mieszkam sam.- powiedział z uśmiechem patrząc na mnie.
- Smakują ci?- spytał widząc jak jem pyszne ciastko z kremem.
- Tak. Dziękuje- powiedziałam biorąc łyk soku.
- Nie ma za co. Chyba ktoś na ciebie czeka- powiedział patrząc za mnie.Odwróciłam się. W drzwiach prowadzących na boisko stała zniecierpliwiona Rosa.
- Tak. Lepiej już pójdę- powiedziałam wstając.
- Do zobaczenia jutro- powiedział podając mi dłoń.
- Do zobaczenia- powiedziałam i odwróciłam się. Idąc do Rosy nie mogłam się doczekać kolejnego dnia i pracy w ogrodzie. On jest .... idealny. Stop. Bella opanuj się !!! On na pewno kogoś ma.
- I co ? Rozumiem, że przeszkodziłam w randce ?- spytała uśmiechnięta Rosa.
- Nie. To była tylko rozmowa- powiedziałam- Nie szkodliwa pogawędka- dodałam, choć moje uczucia nie są nie szkodliwe.
- Okej, okej, ale wiesz, że jak mnie nie zaprosisz na ślub to cię zamorduje- powiedziała gdy weszliśmy do środka.
- Nie będzie ślubu. On kogoś ma- powiedziałam spokojnie.
- Skąd wiesz ? Powiedział ci? -wypytywała Rosa.
- Nie, ale na pewno ma. Taki chłopak może, mieć każdą- powiedziałam z żalem.
- Ale on chce ciebie. Ja to widzę- powiedziała Rosa- A ty go- dodała klaszcząc w dłonie.
- Daj spokój- powiedziałam.- A co u Rafała ?- spytałam zmieniając temat.
- A dobrze- odpowiedziała zgryźliwie- Już prawie jesteśmy razem- dodała, a mnie zamurowało
-Umówiliście się ?- spytałam odzyskując głos.
-A jakże. Na piątek wieczór- powiedziała. To znaczy jutro.
- Nie wierzę- wymsknęło mi się,
-To uwierz.- powiedziała.- Ej, robimy sobie nocowanko ?- spytała a ja się zgodziłam. Nie miałam ochoty sama spać.
                                            ***********************************
                      Po pracy z Markiem wróciłam do swojego pokoju. Rosa szykowała się na randkę, więc byłam skazana na samotność. Kiedy do trzeciej w nocy gadałyśmy z Rosą nie miałam koszmarów. Nic złego się nie stało. Może tamte koszmary to tylko wynik stresu. Usiadłam się na łóżku i zaczęłam coś bazgrać z zeszycie. Jak się okazało to "coś" To rysunek Marka i jego imię. No bomba wpadłam po uszy.  Odłożyłam zeszyt i położyłam się na boku. Uspokojona trochę zamknęłam oczy. Jednak już po chwili poczułam, że nie jestem sama w pokoju. Że nie jestem sama w łóżku. Otworzyłam oczy i przez chwilę starałam się uspokoić wmawiając sobie, że to tylko moja wyobraźnia. Jednak wiedziałam, że się oszukuje. Czułam, że za mną ktoś leży. Przerażona powoli odwróciłam się. Krzyknęłam przerażona tym widokiem. Obok mnie leżała ta sama postać z mojego koszmaru. Blond upiór. Miała zamknięte oczy, a raczej to co z nich zostało. Zaczęłam krzyczeć, a postać od razu zamknęła mi usta. Zaczęłam się wiercić i w końcu spadłam z łóżka. Zaczęłam cię cofać jak najdalej od łóżka. Dziewczyna patrzyła na mnie z łóżka, z tym upiornym uśmiechem. Zaczęłam krzyczeć,a on rzuciła się na mnie. Jednak gdy już prawie na mnie była ktoś zapukał do drzwi, a ona rozpłynęła się w powietrzu. Przerażona nie powstrzymałam łez. Skuliłam się w kącie pokoju. Drzwi otworzyły się i stanął w nich Mark w t-shircie i dźinsach, Spojrzał na mnie i od razu podbiegł.
- Co się stało - spytał klękając przy mnie. Nie wytrzymałam i rzuciłam mu się na szyję. Przewrócił się, ale szybko usiadł, a ja wtuliłam się w niego chcąc uciec przed światem.Objął mnie i zaczął delikatnie głaskać po głowie i plecach, co mnie uspokoiło. Sama jego obecność mnie uspokoiła.
- Ciii już dobrze. Jestem tu-powiedział tuląc mnie. Po chwili uspokoiłam się i przestałam płakać. Odsunęłam się od niego i wstałam. Usiadłam na łóżku i dotknęłam naszyjnika.
- Bella co się stało ? - spytał Mark siadając obok mnie. Nie potrafiłam powiedzieć.
- Widzę, że jesteś przerażona. Cała się trzęsiesz.-powiedział. Miał raje. Jestem przerażona do szpiku kości.
-Ja.... Jakaś dziewczyna mnie nawiedza- powiedziałam z trudem. Mark spojrzał na mnie, ale od razu wiedział, że ni żartuje.
-Wtedy w toalecie to też ?- spytał aby się upewnić.
- Tak.- odpowiedziałam cały czas ściskając naszyjnik. Przeczesał ręką swoje czarne włosy i spojrzał na mnie.
- Tylko tyle ?
- Nie. Odwiedza mnie też w snach, Nigdy nic nie mówi, ale słyszę przeraźliwy śmiech. Zawsze próbuje mnie zabić. A wtedy w toalecie napisała na lustrze " Uważaj, bo źle skończysz".- powiedziałam i obrazy ze snów i z toalety stanęły mi przed oczami. Mark spojrzał na mnie.
- Boję się- powiedziałam cicho drżącym głosem.
-Nie bój się. Pomogę ci- powiedział. On.... nie uciekł. Nie nazwał mnie wariatką. Tylko został i.... chce mi pomóc ??? O co chodzi ? To chyba sen.
- Nie musisz- powiedziałam patrząc na swoje drżące ręce.
- Ale nie chcę, aby coś ci się stało- powiedział. Nie rozumiem, ale wole to od samotności.
-Możesz .... mnie.....przytulić ?- spytałam cicho. Mark nie odpowiedział tylko od razu mnie przytulił. Jego obecność i dotyk mnie uspokajała. Przy nim czułam się bezpieczna. Straciłam wszystkie siły. Czego ten duch chce ? Co ja mu zrobiłam ?? Coś tu nie gra,a ja nie dam się tak non stop straszyć. Wyczerpana zamknęłam oczy i wtuliłam się bardziej w Marka.
                                               *******************************
            Obudziłam się w moim łóżku. Czy to był sen ? Czy  to znowu był jakiś koszmar !??!?! Ale.... skoro tak to Marka tu nie było. Ale czy na pewno ? Sama już nie wiem co było prawdą. Może faktycznie to był sen. Tylko kolejny koszmar. Tylko skoro tak to dlaczego czułam dotyk Marka. To też było snem ? Ja już świruje! Nie wiem co jest tylko koszmarem a co jawą !!! To nienormalne. Ja jestem nienormalna.
               Po lekcjach poszłam do pracy w ogrodzie. Cały dzień nie mogłam się skupić. Nawet docinki Madie i Dominika mi nie przeszkadzały.
- Hej. - powiedziała Rosa stając naprzeciw mnie i blokując drogę na boisko
-Hej. I jak tam randka ?- spytałam udając spokojną. Chciałam pogadać z Markiem i dowiedzieć się czy to był tylko sen. Inaczej się nie uspokoję.
- Myślałam, że nie spytasz. Cud, miód orzeszki.- powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Cieszę się, ale wole nie spóźnić do pracy- powiedziałam
- Okej. Idź do swojego kochanka. Pogadamy potem- powiedziała i zrobiła mi miejsce. Uśmiechnęłam się i poszłam na boisko. Kiedy tylko zobaczyłam go z grabiami przypomniało mi się wszystko. Czy to był sen ???
- Cześć- powiedziałam niepewna stając przed nim. Uśmiechnął się lekko.
- Cześć. Jak się czujesz ?- spytał przyglądając mi się.
- Do...Dobrze- wyjąkałam kłamstwo.
- Kłamiesz. Widziałem cię wczoraj wieczorem. To naprawdę cię przeraziło. Trzęsłaś się cały czas- powiedział Mark. Więc, to nie był sen. To była prawda !!! Ale dlaczego mnie nawiedza ?!?!?
- Więc to nie sen- powiedziałam pod nosem patrząc w ziemie.Nie wiedziałam co zrobić i powiedzieć.
- Nie. Nie widziałem tego co ty, ale na pewno sobie tego nie wymyśliłaś- powiedział Mark podchodząc bliżej.
- Jestem świrem- powiedziałam do siebie, jednak on to usłyszał.
- Nie jesteś- powiedział Mark łapiąc mnie za ramiona.- Tylko dlaczego ten duch nawiedza ciebie ?- zastanowił się na głos
- Nie wiem, ale nie chce tego- szlak po co ja to mówię. Co on może zrobić ? Nic. Ja jedynie mogę sprowadzić na niego kłopoty, a nie chce ! To zły pomysł, że mu o tym powiedziałam. Nie powinnam. Tylko go narażam.
- Musimy się czegoś dowiedzieć o tym miejscu. Może to nam pomoże- powiedział Mark trzymając moje ramiona i patrząc na sierociniec za mną.
- Chyba ja- poprawiłam go i pierwszy raz dzisiaj spojrzałam na niego.
- Nie. Pomogę ci. Sama nie dasz rady- stwierdził. Może i powinnam być zła, ale on miał racje. Nie miałam ochoty być sama. Nie z tą zjawą. Tylko boję się, że sprowadzę na niego niebezpieczeństwo.
- To kiedy zaczynamy poszukiwania ?- spytałam w końcu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Nawet teraz- powiedział puszczając mnie.
- A co z pracą ?- spytałam patrząc na ogródek. Zastanowił się pocierając podbródek. Machnął ręką na nią i z powrotem spojrzał na mnie.- O, nie. Nie będziesz rezygnował z pracy. Zaczniemy po pracy- powiedziałam. Chciałam podwinąć rękawy, ale się powstrzymałam. Nie wiem jakby zareagował na blizny i wole nie sprawdzać.
- Na pewno ?- spytał przyglądając mi się. Kiwnęłam głową i ruszyłam po rękawice. Wolałabym cały dzień i noc pracować z ogrodzie niż szukać czegoś o tej zjawie. Ale nie chce do końca życia być przez nią nawiedzana. Nie ma mowy !
                                   **************************************
  - No to na dziś koniec- powiedział Mark gdy słońce zaczęło zachodzić.
- Tak.- potwierdziłam.
- Idziemy na poszukiwania ?- spytał. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wciąż nie wiedziałam czy to dobry pomysł mieszać w to Marka. A jednak nie potrafiłam tego zrobić. Nie potrafiłam się go pozbyć, bo nie chciałam tego. - Ej nie martw się. Zacznijmy od biblioteki. Może coś tam będzie- zaproponował.
           Poszliśmy do biblioteki sierocińca. Nie jest za dużo. A większość książek to naukowe bzdury lub stare gazety. Jest komputer, ale taki, że pożal się Boże. Poszłam szukać w starych gazetach ,a Mark próbował odpalić kompa.
- Daj sobie spokój. Nie odpali.- powiedziałam wyjmując gazety. Nie wiedziałam w jakim przedziale, szukać. Rok temu ? Dwa ? A może dziesięć ??? Nie mam pojęcia. Wzięłam stos z przed roku i zaczęłam przeglądać. Nic, nic, nic. Same bzdury. Adopcja, adopcja, odnowienie sali. Dzień dziecka. Tak na pewno.Nic o jakiejś śmierci.
- Masz coś ?- spytał Mark siedząc naprzeciw mnie i przeglądając stos i przed dwóch lat. Nie wiem ile tu siedzimy, ale nie jest już wcale wcześnie
-Nie. Same bzdury- powiedziałam wzdychając. Mark przeglądał gazetę i w pewnym momencie zatrzymał na jednej stronie. Zaczął czytać, a ja widziałam jak jego oczy chodzą w tą i w tamtą.
- Mam coś- powiedział uśmiechając się niepewnie. Zupełnie jakby nie wiedział czy się cieszyć czy nie. Wstał i podeszłam do niego klękając obok i patrząc mu przez ramię.
- 16 letnia Teresa Krab zginęła 25. maja. 2012r. Znaleziono ją w swoim łóżku z nożem w ręce i trzema ranami w brzuchu. Uznano, że popełniła samobójstwo- przeczytał Mark. Dalej było jak mówili opiekunowie i mieszkańcy sierocińca. Na samym dole były podpisy jej znajomych. Nie interesowało mnie to. Ważne było, że coś znaleźliśmy.
- Wejdźmy na internet i poszukajmy czegoś więcej- powiedział Mark wstając.Podał mi rękę a ja przyjęłam ją i wstałam. Mark zaczął wpisywać w google "Śmierć w sierocińcu....'
- A co ty tutaj robisz ?!- spytała groźnie opiekunka Magda patrząc na mnie.- Już dawno godzina policyjna. No już do łóżka- powiedziała. Spojrzałam na Marka. Jako, że komputer stał pomiędzy regałami nie widziała go.Pokazałam mu aby się schował. Nie chciałam aby opiekunka Magda go zobaczyła i wywaliła. Nie. Nie chce aby miał kłopoty. Mark po cichu wstał i schował się na końcu regałów.
- Jest ktoś z tobą ?- spytała podejrzliwie unosząc brwi.
- Nie proszę pani. Zaczytałam się. Przepraszam- powiedziałam patrząc na nią przepraszająco.
- Idź do łóżka. No już- powiedziała gestem karząc jej wyjść. Zerknęłam na schowanego Marka i wyszłam z biblioteki. Oby tylko go nie znalazła.  Pobiegłam jak najszybciej do pokoju. Wzięłam piżamę i pobiegłam się umyć. Umyłam się w rekordowym czasie. Wyszłam i poczłapałam do pokoju.  Kiedy zamknęłam drzwi cała zaczęłam drżeć. Nienawidzę tu być sama. Boję się tego miejsca. Być może ten duch co mnie nawiedza to ta dziewczyna. Może to ona. Ale skoro tak to czemu mnie ? Co ja zrobiłam ??? Nigdy nie chciałam tu trafić.  Usiadłam na łóżku i starałam się uspokoić. Próbowałam uspokoić drżenie rąk. Nie szło mi najlepiej. Martwię się o Marka. Jeżeli Magda go znalazła to na pewno ma nieźle przechlapane. Dziwne, że mi się nie zostało. Mam tylko nadzieję, że go nie wyrzuci. I żeby czasami nie ubzdurała sobie, że to była randka. W sierocińcu niby nie ma zakazu randek, ale one tego nienawidzą. Boją się chyba, że dostaną niechciane kolejne dziecko. Położyłam się i próbowałam zasnąć.
                 Przeszłam przez pokój i wyszłam na korytarz. Jakaś dziwna siła mnie tam przyciągała. Szłam korytarzem i nagle stanęłam przerażona. Przede mną stała ta dziewczyna. Wyglądała tak samo.Oczy z bliznami w kształcie X usta zszyte i cała twarz w bliznach. Dopiero teraz zauważyłam, że jest z sukience, która kiedyś była zielona, a teraz ledwo było widać ten kolor. Umazana była krwią. Jej ręce także były w bliznach i ranach. Spojrzała na mnie tymi "oczami" i ruszyła na mnie. Zaczęłam się trząść i cofać. Chciałam zapanować nad strachem i pokonać ją, ale nie potrafiłam. 
- Czego ode mnie chcesz ?!- krzyknęłam przerażona nadal się cofając. Co dziwne nikt nie wyszedł. Nie odpowiedziała tylko przyspieszyła kroku.
- Co ja ci zrobiłam !?- krzyknęłam i nagle znalazłam się na ścianie. A ona dusiła mnie. Poczułam piekący ból w gardle.
- Wiem, że popełniłaś samobójstwo. Ale co ja mam do tego ?- powiedziałam. Wydała dźwięk, jakby prychnięcie.- Co ja mam to tego?- spytałam próbując uwolnić gardło z jej uścisku. Na marne. Zaczęły mnie opuszczać siły a w płucach już prawie nie miałam oddechu.
- To... nie... ja ....odebrałam sobie..... życie- wykrztusiłam. Zjawa jakby się bardziej zdenerwowałam. Ścisnęła mocnej moje gardło zabierając resztki tlenu.
-Nie ja sobie je odebrałam- powiedziała, a szwy omal nie pękły. Ten głos dotarł do moich uszu wywołując jeszcze większy dreszcz. Jakby ktoś drapał o tablicę paznokciami, a równocześnie wiatr by przy tym wiał z niezwykła siłą. Trzasnęła mnie o ścianę, a ja osunęłam się na ziemię. Łapczywie próbowałam złapać oddech. Poczułam piekący ból w gardle. Instynktownie powędrowałam rękami do naszyjnika. Próbowałam się uspokoić i wtedy usłyszałam jej śmiech. Przeraźliwy jak żaden inny. Tak jakby ktoś ciął się nożem a ty byś się z tego śmiał. Śmiech z falą bólu i grozy.
            Obudziło mnie pukanie do drzwi. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Ani śladu dziewczyny ducha. Ścisnęłam mocniej naszyjnik. W gardle wciąż czułam to pieczenie.
- Za pięć minut śniadanie- powiedziała opiekunka Magda. Ciekawe czy mi się dostanie. Co z Markiem ? I za co ona znowu mnie nawiedza ? Ja chcę tylko świętego spokoju ! Wstałam ubrałam się i wyszłam z pokoju.
- Hej. Co tam ?- spytała na śniadaniu Rose.
- Hej. To co zawsze- skłamałam. A nic tam duch mnie nawiedza. Omal mnie nie udusił. Okazało się, że ten duch tu mieszkał. A no i do północy siedziałam z Markiem w bibliotece aż przyłapała mnie opiekunka Magda. O nie. Uznałaby mnie za świra. A potem ,że umawiam się z Markiem. Taaa Ciekawy jaki chłopak zwłaszcza tak cudowny chciałby takiej dziewczyny z sierocińca. I to jeszcze nawiedzanej przez ducha.
- Taaa. Coś ci nie wierzę. Gadaj- rozkazała Rose.
- No nic. A co u ciebie i Rafała ?- zapytałam zmieniając temat.
- A świetnie. Jest taki słodki i boski! Oglądaliśmy film. Znaczy się tak jakby, Więcej się.... Chwila nie zmieniaj tematu.- powiedziała grożąc mi placem. Szlak.- To coś z Markiem ?Umówiliście się ? Jesteście razem ?- nie dawała za wygraną Rose.
- Nie. Dasz mi spokój ? Nie mam humoru na takie pogaduchy. Rozumiesz ?!- wybuchnęłam. Rose naburmuszyła się
-Spoko. Nie myślałam, że mnie tak nie lubisz. Już sobie idę - powiedziała. Wstając
- Rose.... ja....... przepraszam- powiedziałam, ale ona już poszła na drugi koniec stołówki do Rafała. No bosko jeszcze strać przyjaciółkę. Bella jesteś wielka! Cholera. Mam już tego dość.
- No czarnulko nie wiedziałam, że masz taki charakterek- powiedziała Madie siadając naprzeciwko mnie.
- Odwal się- powiedziałam patrząc w płatki. Jeszcze jej mi było trzeba. Miałam wyrzuty z powodu Rosy.
- Oooo i jeszcze takie słowa. Oj nie ładnie, ale nie dziwię się ci Rosa jest nie do wytrzymania. Pewnie nikt by za nią nie tęsknił- powiedziała Madie.
- Lepiej się zamknij, bo...
- Bo co ? Nie masz tyle odwagi- powiedział Dominik siadając obok swoje zołzowatej dziewczyny.
- Nie znasz mnie dupku, więc lepiej się zmywaj- powiedziałam groźnie, choć nie zabrzmiało to wiarygodnie.Miałam ochotę pójść do łazienki i to zrobić. Ale nie nie będę tego robić z powodu dwóch robaków.
- Ooo, ale chętnie bym poznał cię lepiej- powiedział flirtując. Madie jak gdyby nigdy nic.
- Nie dzięki. Z robalami się nie zadaje- powiedziałam wstając.
- Ojej,a ty to kto ? Pszczółka maja ? Dobre sobie. Jesteś zwykłą dziwką tak jak Rosa- powiedziała Madie
- Odpierdol się od Rosy. Bo po pamiętasz- powiedziałam wstając.
- Dajesz- powiedziała zachęcająco Madie.- Ta dziwka jest tego wart ?- spytała a ja nie wytrzymałam. Wzięłam miskę płatków i wylałam ją na głowę Madie. Ta krzyknęła zdenerwowana i rzuciła się na mnie. Zaczęłyśmy się okładać po ziemi. Przywaliłam jej w oko, a ona mi w nos. W pewnym momencie rozdzieliła nas opiekunka Krystyna.
- Co się tu dzieję ?- spytała patrząc na Madie trzymaną przez Dominika i mnie na ziemi.
- To ona zaczęła- powiedział Dominik pokazując na mnie.
- Nie obchodzi mnie to. Idź się umyj a ty ze mną- powiedziała stanowczo opiekunka pokazując na mnie. Wstałam i pomaszerowałam za opiekunką. Wprowadziła mnie do swojego gabinetu.
- Umyj twarz i szykuj się na tłumaczenie młoda panno- powiedziała opiekunka Krystyna.- Zaraz wracam- dodała wychodząc. Podeszłam do zlewu i odkręciłam wodę. Umyłam twarz z krwi od nosa. Na szczęście nie bolał mnie tak mocno. Zakręciłam wodę i wytarłam twarz w ręcznik. Spojrzałam w lustro. Nos nie spuchł, ale miał lekkie rozcięcie.
- No słucham- powiedziała opiekunka siadając za biurkiem
- Madie zaczęłyśmy się kłócić i nie wytrzymałam - powiedziałam krótko. Opiekunka zlustrowała mnie wzrokiem od stóp do głów.
- Ty zaczęłaś ?-spytała.
-Tak ja- potwierdziłam.
- Masz szczęście, że Magdy nie ma. Dostaniesz pouczenie i zmykaj- powiedziała opiekunka Krystyna i machnęła ręką.
- Dziękuję- powiedziałam i wyszłam.
            Po lekcjach poszłam do Marka do ogrodu pracować.
- I co ?- spytałam. Gwałtownie wyprostował się i odwrócił do mnie. Obejrzał mnie odkładnie wzrokiem i podszedł bliżej.
- Co się stało ?-spytał dotykając mojego nosa.
- Bójka z Madie- powiedziałam szczerze. Uśmiechnął się.
-  I kto wygrał ?- spytał ciekawy.
- Jak myślisz. Ja mam zadrapanie na nosie, a ona podbite oko- powiedziałam uśmiechając się lekko.
- Brawo. Ale lepiej nie powtarzaj tego czynu. Zaczynamy ?- spytał.Pokiwałam głową.
                                            *********************************
             Wieczorem poszliśmy znowu do biblioteki dowiedzieć się czegoś więcej. Mark odpalił komputer i cierpliwie czekał.
- Jak ty możesz być taki spokojny ? Mnie przy nim szlak trafia- powiedziałam siedząc obok niego. Wzruszył ramionami. Wpisał w google. I wszedł w pierwszy link.
- " 16 letnia Teresa Krab zginęła 25. maja w sierocińcu. Znaleziono ją swoim łóżku w pokoju nr.324"- przeczytał Mark, a mnie przeszły ciarki.
- To mój pokój.- powiedziałam.
- " Policja znalazła nóż którym zadano ciosy w ręku dziewczyny. Przesłuchano podejrzanych : Dominika Toreto i Madie Black. Jednak nie znaleziono dowodów i motywu, więc sprawa zakończyła się uznaniem śmierci dziewczyny za samobójstwo."- przeczytał Mark.
- Madie i Dominik ? Nieźle-skomentował Mark. Zatkało mnie. W moim pokoju zginęła dziewczyna i to w dodatku zamieszana w to była Madie. Co tu się dzieję ???
- Czekaj tu jest jej opis- powiedział Mark klikają w link. Kiedy zaczął się ładować na ekranie monitora wyskoczyła twarz tej zjawy. Mark i ja odskoczyliśmy do tyłu.
- "Macie czas. Zostawcie to w spokoju"- powiedziała postać na monitorze po czym znikła. I ukazała się normalna strona.
- Co to było ?- spytał zdziwiony Mark.
- Ona- odpowiedziałam znów się trzęsąc.
- Nieźle.- powiedział Mark. Cała się trzęsłam- Ej, spokojnie nic ci się nie stanie- powiedział Mark dotykając mojej dłoni na krześle. Poczułam przyjemny dreszcz i uspokoiłam się.
- W co ja cię wpakowałam ?- odezwałam się.
- W nic. Sam się zdecydowałem.- powiedział- Czekaj dowiedzmy się czegoś więcej.-powiedział patrząc na monitor.
- Idealna uczennica. Cicha. Spokojna. Ideał dziecka- powiedział Mark po chwili.
- To czemu się zabiła ?- pomyślałam na głos.
- Może nie ona sama- zaproponował Mark. I nagle przypomniały mi się słowa ze snu " Nie ja sobie je odebrałam".
- To samo powiedziała w nocy- wypaliłam bez zastanowienia.
- Była u ciebie ?- spytał zszokowany Mark
- Nawiedziła mnie we śnie- odpowiedziałam szczerze. I znów zaczęłam lekko drzeć na same wspomnienia o niej.
- Dajesz radę ?- spytał przyglądając mi się.
- Jakoś tak...- powiedziałam. Mark dotknął mojego ramienia.
-  Może faktycznie to nie było samobójstwo. Tylko morderstwo- zaproponował Mark.
- Może. Ale co ja mam do tego ?- spytałam.
-Nie wiem, ale chyba musisz.....- nie zdążył dokończyć bo rozległ się przeraźliwy krzyk. Rozpoznałam go od razu.
- Rose !- krzyknęłam przerażona i zerwałam się na nogi. Ruszyłam biegiem w stronę krzyku.
-Rose !-krzyczałam. Wpadłam do łazienki i krzyknęłam znowu przerażona. Rose w pół leżała pod ścianą. A wokół niej była kałuża krwi. Podbiegłam do niej.
- Rose ?!- zapytałam spanikowana. Miała ledwo otwarte oczy. Chciała coś powiedzieć, ale zamknęłam jej usta.- Wszystko będzie dobrze- powiedziałam. Do łazienki wpadł Mark
- O mój Boże- powiedział i uklęknął naprzeciw mnie. Położył ją na podłodze i zerwał swoją koszulę. Przycisnął ją do rany.
Zadzwoń po pogotowie i opiekunkę- powiedział poddając mi telefon.  Zadzwoniłam i schowałam telefon.
- Wszystko będzie dobrze- powiedział Mark. Nie wiem do, której z nas. Rose ledwo co chwyciła mnie za rękę i pociągnęła. Schyliłam się, a ona szepnęła :
- Nie jestem zła- po czym zdrętwiała. Zaczęłam nią potrząsać płacząc.
- Rose, proszę cię. Nie zostawiaj mnie. Proszę cie- mówiłam potrząsając nią. Nagle znalazłam się w czyiś ramionach.
-Cii już dobrze- powiedział Mark tuląc mnie. Nie nic nie jest dobrze. Jakiś duch mnie nawiedza, a teraz jeszcze umiera moja przyjaciółka. Nie dałam rady. Schowałam się w Marku i płakałam.
- Nie żyje- powiedział Mark do lekarza i opiekunki Magdy.  Jeszcze mocniej się go chwyciłam, a łzy poszły jeszcze szybciej.
- A co z nią ?- spytała Magda.
- Jest w szoku. Zaniosę ją do pokoju-powiedział Mark
- Dziękuje.- powiedziała sztywno opiekunka. Poczułam jak Mark mnie podnosi. Wtuliłam się w niego i pozwoliłam aby mnie zaniósł.  Zobaczyłam tylko jak lekarz zakrywa ciało Rosy workiem.Nie mogłam na to patrzeć. Moja przyjaciółka nie żyje !!! Prze zemnie. !!!!
                     Mark położył mnie na łóżku i przykrył kołdrą. Usiadł obok mnie. Miałam zamknięte oczy, ale czułam, że się we mnie wpatruje. Cała się trzęsłam. To moja wina !! MOJA !!!
- To moja wina- powiedziałam otwierając oczy. Cały czas płakałam. Mark spojrzał na mnie.
- Nie. Nie ty ją zabiłaś- powiedział Mark.
- Ale to przeze mnie. Wiem to.- powiedziałam siadając. Zakręciło mi się w głowie. Mark złapał mnie i przytulił.
- Nie obwiniaj się. To nie twoja wina. Dobrze się czujesz ?- spytał z troską.
-Nie. Nic nie jest dobrze. Moja przyjaciółka nie żyje. Jakiś duch chce mnie zabić, a ja nie wiem czemu- powiedziałam wtulona w jego pierś.
- Nikt cię nie zabiję. Nie pozwolę- powiedział. Moje ciało przestało drżeć. Trochę się uspokoiłam.
                                            *******************************
       Obudziłam się w nocy w sowim pokoju. Rosa nie żyje od trzech dni, a dzisiaj był pogrzeb. Mark śpi na fotelu w kącie. Wstałam i podeszłam do okna. Nie mogłam spać. Poczułam drżenie mojego ciała i odwróciłam się. Przede mną stała zjawa. Ta sama.
- Cieszysz się ?- spytałam czując łzy na policzkach. Mark momentalnie otworzył oczy i stanął na równe nogi.  Na jego twarzy pojawił się strach. Momentalnie stanął obok mnie.
Widzisz mnie ?- szepnęłam. Kiwnął głową.
- Dlaczego ją zabiłaś ? Co ona ci zrobiła ?- spytałam z łzami na policzkach.
- Nikogo nie zabiłam- powiedziała zjawa tym samym przerażającym głosem.
- To kto ?- odezwał się Mark.
- Nie mogę wam powiedzieć, ale dajcie sobie spokój. Bo będzie z wami źle- powiedziała zjawa i zniknęła. Co to miało znaczyć ?  Kiedy tylko zjawa zniknęła zrozumiałam, że to nie sen. Pierwszy raz ona mnie nie próbowała zabić. Rozpłakałam się, a Mark momentalnie mnie przytulił.
- Ciii. Wszystko będzie dobrze.- powiedział. Miałam dość. Wszystkiego !!!
                                     ***********************************
                            Rano wstałam i poszłam do łazienki. Nie było śladu po śmierci Rosy. Ale ja nadal miałam ten obraz przed oczami. Umyłam twarz wodą i podniosłam głowę. Nagle poczułam piekący ból w brzuchu. Chciałam krzyczeć, ale ktoś zamknął mi usta ręką. Zaczęłam się szamotać i próbowałam się uwolnić. Na marne. Napastnik rzucił mnie o ścianę. Zakręciło mi się w głowie. Poczułam ból w brzuchu i odruchowo przycisnęłam do niego rękę. Spojrzałam na napastnika, ale miał kominiarkę i luźne ciuchy. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Ostanie co zobaczyłam to napastnika idącego w moją  stronę. Krzyknęłam z całych sił, a potem ciemność mnie pochłonęła................
                                           



2 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że to nie koniec... To najlepsze opowiadanie, które napisałaś :) Rozwiń je jeszcze. Dziewczyna nie może zginąć... To by było zbyt przewidywalne :/
    Ale o tym później. Na razie po kolei:
    1) To było dobre, chociaż krótkie. Ale bardzo fajnie ujęłaś problem cięcia się, tego, jak miłość może wyciągnąć z tarapatów. To opowiadanie zachęciło mnie do dalszego studiowania twojego bloga :)
    2) Zaczynało się dobrze, ale zakończenie... takie trochę banalne. Że niby znają się od krótkiego czasu, gadają ze sobą, najwyżej, parę godzin i ona od razu wie, że to ten jedyny i "do łóżka" z nim idzie??? Coś mi tu zalatuje Disney-owską bajką :)
    3) Świetne!!! Prawie się popłakałam. No, poza tym, że ten przeszczep oczu był niemożliwy... ale tak poza tym - bomba, cudo!!!! Takich więcej :)
    4) Tutaj akurat nie musiałaś kończyć happy endem, ale tak też jest nieźle. ciekawie wymyśliłaś fabułę. Podobało mi się szczególnie to ukrywanie prawdy, próba ochrony zony przed prawdą... Słodkie :) I chociaż nieco banalne, to podobało mi się.
    5) To było cudowne. A zakończenie... mega. Ani nie szczęśliwe, ani nie straszne... wręcz odpowiednie, jeśli chodzi o całość opowiadania. I nie było tak banalne... No bo tego to bym się nie spodziewała... Super :) No i dobrze, że dłuższe :)
    6) Najlepsze jak dotąd, jak już mówiłam :) Ale wyjdź poza nawias, niech ona przeżyje... niech się obudzi w łazience, albo niech to się okaże snem... jakby była w ciele Rosy, czy coś... Napisz kolejną część, może nawet więcej... Uwierz mi, możesz z tego zrobić prawdziwe opowiadanie, a nie tylko Historyjkę. Czekam na część 3 :) Nie zawiedź mnie ;)

    Ogólnie postaraj się czytać swoje posty, zanim je wstawisz, bo jest dużo błędów... takich z niedopatrzenia :)
    Czasami zdarza ci sie pisać banalnie i dziecięco, ale dzięki temu część historii nabiera uroku :)

    Blog sam w sobie świetny. No i fajny pomysł :) Tylko nie bój się rozwijać pomysłów w coś dłuższego :) Teraz masz okazję, bo :Sierociniec" świetnie sie do tego nadaje :) Zaskocz mnie :) Tylko nie rób z Marka mordercy, to będzie ok :)

    Czekam

    Dużo weny i żelków życzę
    Żelcio

    A w chwilach nudy zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za szczerą opinię. Wreszcie ktoś. Przyjęłam rady i napewno z nich skorzystam. Dziękuje jeszcze raz. I postaram się nie zawieść. Na pewno zajrzę do ciebie :D

      Usuń