Cz.3. Zły chłopiec
Obudziłam się w swoim łóżku. Od razu rozpoznałam swoją kołdrę i sufit w który się wpatrywałam. Miałam na sobie te same ciuchy co wczoraj wieczorem tylko, że byłam bez butów. Usiadłam na łóżku i omal nie krzyknęłam z zaskoczenia. Na podłodze przy łóżku spał Jace. Siedział oparty o szafkę nocną z zamkniętymi oczami. W tym samej czarnej koszulce i dżinsach.
Wyglądał tak słodko i bezbronnie. Parę kosmyków jego czarnych włosów opadało mu na twarz. Wyglądał jak czarnowłosy anioł. Odgarnęłam kosmyki jego włosów. Dziwne. Czemu tu został ? Nie musiał. Nie nazwał mnie wariatką. Pamiętam całą noc. Tańczenie w klubie. Atak w toalecie. Jak biłam się z tym facetem. Ucieczka w klubu. Przebite opony samochodu. Jace odwożący mnie. Moje rozklejenie się. Jego silne ramiona. Jak wtulałam się w niego. A potem ? Ostatnie co pamiętam to czyjeś ramiona łapiące mnie, a potem zemdlałam. Musiał mnie przynieść do domu, ale czemu został ? Nie musiał, ale został. Nie znałam takiego Jace'a. A może ja w ogóle go nie znałam ? Może tamten to było tylko udawanie, a to jest prawdziwy on ? A może na odwrót ???
Uśmiechnęłam się na jego wczorajsze słowa "Obiecuję, że nie zrobię nic jeżeli nie poprosisz". Z rozmyśleń wyrwało mnie jego nagłe obudzenie się.
- Obudziłaś się- powiedział patrząc na mnie. Przetarł oczy ręką.
- Tak. Co się stało wczoraj ?- spytałam od razu. Przesunął ręka po włosach i wstał.
- Zemdlałaś gdy cię przywiozłem. Zaniosłem cię do twojego pokoju i położyłem do łóżka.-powiedział stojąc naprzeciw mnie.
- A dlaczego nie poszedłeś ?- Nie to, że chciałam abyś poszedł ,dodałam w myślach. Wzruszył ramionami.
- Nie chciałem zostawiać cię samej. Nie było twojego ojca, ani siostry- odpowiedział po chwili.
- Dziękuje za wszystko- powiedziałam. Wstałam i stanęłam przed nim niepewna co zrobić.
- Polecam się na przyszłość- powiedział z lekkim uśmiechem.
- A moja siostra lub tata cię widział ?-spytałam cicho. Jeżeli tata go widział to będę miała niezłe kłopoty. Jeżeli Tessa go zobaczyła to nie da mi spokoju z docinkami. A jeżeli oboje.... To nie wytrzymam!
- Nie. Twoja siostra chyba jeszcze nie wróciła, a tata zajrzał tylko i poszedł do siebie. Miałem dobry refleks, bo schowałem się pod łóżko- powiedział z szerszym uśmiechem. Odgarnął zabłąkany kosmyk moich włosów za ucho,a ja poczułam, że się rumienię.
- Twój samochód odstawie po południu- powiedział przybliżając się do mnie o krok. Zapragnęłam znów się w niego wtulić. Zapragnęłam aby mnie pocałował !!!
- Nie musisz. Dam sobie rade- powiedziałam. Uśmiechnął się i objął mnie w tali. Dotyk jego silnych dłoni sprawił, że poczułam przyjemne dreszcze. Chciałam aby był jeszcze bliżej mnie.Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja miałam nadzieję, że pocałuję mnie. Zaraz. Teraz. Natychmiast !!!
- Wiem,ale i tak to zrobię.- powiedział wciąż mnie obejmując.- Pamiętam co obiecałem.-dodał cicho nachylając się . Wiedziałam, że nie zrobi nic, jeżeli nie poproszę. Ale ja właśnie tego chciałam. Chociaż rozum mówił, że to błąd, że on chce się tylko zabawić, to ja posłuchałam serca, które tak bardzo pragnęło Jace'a. Spojrzałam w jego brązowe oczy i uśmiechnęłam się lekko.
- Proszę- powiedziałam cicho. Nachylił się i nasze wargi się zetknęły. Miękkie i gorące całowały moje, a ja nie miałam dość. Zarzuciłam mu ręce na szyję. Objął mnie mocniej i przyciągnął bliżej do siebie. Pocałunki były coraz namiętniejsze. Mogłam się w nich zatracić, ale wtedy....
W pewnym momencie odsunęłam się usta od jego. Wiedziałam, że w każdej chwili może tu wejść Tessa lub tata. Wiedziałam, że wtedy będę miała kłopoty. Oparł czoło o moje i zamknął oczy.
- Nie...Chcę się spieszyć- powiedziałam cicho.
- Wiem. Pójdę nim twój tata mnie zastrzeli- powiedział otwierając oczy i odsuwając się.
- Spotkamy się potem- powiedział i nim zdążyłam zaprotestować otworzył okno i.... wyskoczył.
- Jace ?!- krzyknęłam dobiegając do okna. Stał uśmiechnięty od ucha do ucha wpatrując się we mnie.
- Świr !- rzuciłam z uśmiechem.
- Do zobaczenia- powiedział i odszedł. Zamknęłam okno i osunęłam się na podłogę ze szczęścia. Ja się zakochałam !!! Pocałowaliśmy się ! Może on nie jest taki zły. Kiedy wyszedł poczułam się samotna. Chciałam aby wrócił i został... NA ZAWSZE. Dotknęłam palcem swoich ust. Przypomniał mi się dotyk jego ciepłych i miękkich warg. Jego dłonie na mojej tali. Jego ciało tuż przy moim. Ciepło bijące od niego. Zakochałam się !!!
*********************************
Weszłam do szkoły. Mamy środę. W sobotę spotkałam się z Jace'm i poszliśmy do kina.Było cudownie. Po filmie poszliśmy na długi spacer, a potem odwiózł mnie do domu. Przed wyjściem nie powstrzymałam się. Przyciągnął mnie do siebie, a ja usiadłam na jego kolanach. W plecy wpijała mi się kierownica, ale liczył się tylko on. Całowaliśmy się jakiś czas. Jeździłam dłońmi po jego koszulce. W pewnym momencie przestał. Powiedział,że mój ojciec zaraz nas przyłapie. Pożegnałam się i poszłam do domu cały czas się szczerząc.
Tata nic nie wie, tak jak Tessa. Wiedzą, że z kimś się spotykam, ale ja puki co nie mówię, że z Jace'm.Nie było pytań o piątkową noc, a ja postanowiłam nie mówić o wydarzeniu w toalecie. Wtedy bym wpadła. Przez następne dni nie widziałam się Jace'm, ale gadaliśmy przez telefon i pisaliśmy ze sobą. Jest słodki jak się go pozna. Zabawny. Całkiem inny od tamtego....
Nic niezwykłego się nie wydarzyło, więc uznałam, że facet dał sobie spokój z próbą zamordowania mnie....
Stanęłam na progu sali. Umówiłam się z Jace'm na próbę przed lekcjami.
- Powiedziałem Nie- usłyszałam ostry ton Jace'a. Pewnie rozmawiał przez telefon.
- Nie. Zapomnij. Dobra, rób co chcesz ja odpadam- powiedział. Stanęłam za nim. Był cały spięty i zdenerwowany. Rozłączył się i schował komórkę do kieszeni. Odwrócił się i omal na mnie nie wpadł.
- Łoł co cię tak zdenerwowało ?-spytałam patrząc w jego piwne oczy. Nie wiem jak, ale nie są już czarne tylko piwne. Objął mnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie.
- Nic takiego- powiedział. Przyjrzałam mu się. No kłóciłabym się. Był spięty. Coś musiało go zdenerwować. Jest moim chłopakiem, a ja chcę aby był szczęśliwy.
- Coś ci nie wierzę- powiedziałam. Nachylił się i pocałował mnie.Krótko choć namiętnie.Zamknęłam oczy rozkoszując się smakiem jego ust i jego miętowym zapachem. Kochałam gdy pachnął miętą.
- Naprawdę nic się nie stało. Zaczynamy próbę ?- spytał, kiwnęłam głową i podeszłam do laptopa. Włączyłam ścieżkę dźwiękową. Odwróciłam się i zaczęłam śpiewać. Podszedł do mnie i gdy przyszła jego kolej znów oniemiałam. Jego niesamowity głos. Mogłabym słuchać go dniami i nocami. Ten głos, tak piękny. Rozkoszowałam się nim. Jace objął mnie i przyciągnął bliżej. Zaczęłam śpiewać tuż przy nim. Poczułam ciepło bijące od niego. Dotknęłam ręką jego klaty. Śpiewał wpatrzony we mnie. Kiedy melodia umilkła nachylił się aby mnie pocałować, ale wtedy odezwała się nauczycielka śpiewu:
- Świetnie ! O to mi chodzi na lekcjach. Aby śpiewać z duszy. Z serca. Jak tak wystąpić na zaliczeniu to macie szóstki z miejsca- odskoczyliśmy od siebie. Poczułam rumieńce na twarzy. Spojrzałam na Jace'a.
- Dziękujemy. Właśnie skończyliśmy. Musimy iść na lekcje- powiedział i złapał mnie za rękę. Uśmiechnęłam się do nauczycielki i wyszłam z sali razem z Jace'm...
Po lekcjach poszłam do parku na spotkanie z Marcinem. Nie było go dzisiaj w szkole. Jest chory ? Raczej nie.Więc co się stało ? To nie w jego stylu wagarować ? A może tylko źle się poczuł. Znam go i wiem ,że rzadko choruje. Pewnie dowiem się za chwilę...
Postanowiłam, że powiem mu o Jasie. Nie ma co ukrywać. I tak niedługo chciałam powiedzieć o nim Tessie i tacie. Nie chcę się umawiać po kryjomu. I tak by wyszło na jaw. Nie trudno się domyślić...
Marcin stał przy jednym drzewie plecami do mnie.
- Hej. Muszę ci coś powiedzieć- powiedzieliśmy równocześnie. Roześmialiśmy się, ale po chwili opanowaliśmy. Był spięty. To nie wróżyło nic dobrego.
- Mów pierwsza-powiedział Marcin. Wzięłam głęboki wdech.
- Spotykam się z Jace'm- powiedziałam jednym tchem. Uśmiechnęłam się, ale on nie. Na jego twarzy widziałam złość. Zacisnął dłonie w pięści i spojrzał mi w oczy.
- Jeżeli to prawda, to jesteś idiotką- powiedział oschle. Nic nie zrozumiałam. Myślałam, że choć trochę go to ucieszy.
- Co ?-spytałam z szeroko otwartymi oczami.
- On jest dupkiem. Nie to za miłe słowo. Jest sukinsynem. On bawi się dziewczynami. Nie kocha cię !- powiedział zły. Zraniły mnie jego słowa. Skrzyżowałam dłonie na piersi nie chcąc pokazać jak mnie rani,
- Nie znasz go ! Nie jest taki !- powiedziałam zdenerwowana.
- A on zna ciebie ?- spytał.- Nie. To ja cię znam. To ja jestem przy tobie cały czas. To ja nie on !!!- krzyknął.
- O co ci chodzi ?! Nie rozumiem !!- krzyknęłam.
- On nie zasłużył na ciebie. To ja cię kocham !!!- krzyknął, a ja omal się nie przewróciłam. Co ???? Nie wiedziałam co powiedzieć. Marcin był dla mnie bardzo ważny. Kochałam go jak brata, ale nie .... Tak. Co ja miałam mu powiedzieć. Moje serce oddałam Jace'owi. Nie potrafiłam temu zaprzeczyć. Nie chciałam zranić Marcina, ale też nie chciałam aby myślał, że mamy szanse. Ja chyba nigdy nie pokocham go w ten sposób !!!
- Marcin.... ja..., Przepraszam- powiedziałam. Odwróciłam się na pięcie i odbiegłam. Nie chciałam go ranić, ale co miałam zrobić ? Nie mogę go okłamać. Nie potrafię. Nie chcę go stracić, ale jak to ma teraz wyglądać ? Nie myślałam o tym nigdy. Nigdy nie uczułam "tego" do Marcina. To przy Jasie serce waliło mi o wiele za szybko. To przy Jasie nie mogłam logicznie myśleć. To w Jasie się zakochałam !!! Zwolniłam tępa i szłam teraz ścieżką. Tą samą gdzie próbował zastrzelić mnie ten facet. Wspomnienia nadeszły,ale szybko się otrząsnęłam. Nic ci nie grozi!...
Stanęłam jak wryta widząc Jace'a. Miał w dłoni worek na śmieci. Pełny. Worek pękł a jego zawartość rozsypała się. Stałam jak posąg. Na ziemi leżała ta sama kominiarka. Ten sam nóż. Leżał też pistolet. Nie!! To nie może być prawda. Jace spojrzał na mnie i od razu stanął na równe nogi.
- Wytłumaczę ci wszystko Aga- powiedział podchodząc do mnie. Zaczęłam potrząsać głową i cofać się. On nie mógł być.... tym zbirem ! Ale te rzeczy.... To on! To on próbował mnie zabić !!!
-Nie zbliżaj się do mnie !!! -krzyknęłam.
- Daj mi wyjaśnić to nie tak jak myślisz....
- Nie ??! A jak !?!??! To ty próbowałeś mnie zabić !!! TY !!!!- krzyknęłam- Nie chcę cię znać !!!- dodałam zła i załamana. Odbiegłam od niego przerażona.....
Wpadłam do domu i bez słowa pognałam do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi i osunęłam się na ziemię. Nie mogłam powstrzymać łez. Jace. Jace próbował mnie zabić !! To on !! Odkąd go poznałam to wszystko się zaczęło. Nie myślałam nad tym wcześniej, ale teraz to wiem. Ten facet. On miał plan. Chciał mnie zabić, ale nie wyszło mu za pierwszym razem, więc próbował dalej. A ja głupia mu zaufałam !!! Jak mogłam dać mu się tak nabrać !??!? Po co udawał w tamtą noc. Mógł mnie wywiedź i zabić ! Mogłam zginąć... Przez niego !!! A ja się w nim zakochałam !!! Jak mogłam być taka głupia i ślepa ?! Jak mogłam zakochać się w mordercy ?!?! Jak ?!?!? Nie !! NIENAWIDZĘ GO. Chcę aby zgnił w więzieniu. Chce aby umarł !!!
Położyłam się na łóżku. Marzyłam tylko o śnie. Chciałam aby cały ten dzień okazał się tylko koszmarnym snem. Mój chłopak to złoczyńca. Mój chłopak próbował mnie zabić !Wiedziałam, że to prawda. Nie wiedziałam co zrobić. Chciałam aby zapłacił mi za wszystko, ale ..... Też nadal go kochałam. NIE !!! Muszę o nim zapomnieć !! To koniec.... Mój telefon za wibrował.
DAJ MI TO WYJAŚNIĆ - napisał Jace. Odłożyłam telefon i zamknęłam spuchnięte oczy od płaczu. Miałam dość wszystkiego. Chciałam zasnąć i spać wieczność. Chciałam zapomnieć o nim!!! O wszystkim co z nim związane !!!
*****************************
Siedziałam na łóżku słuchając muzyki i rysując w zeszycie. Powiedziałam tacie. Ale nie całkiem. Powiedziałam, że wydaje mi się ,iż to może być on. Tata obiecał, że sprawdzi wszystko i da mi znać. Poprosiłam aby pozwolił mi zostać w domu. Zgodził się. Chciał zostać, ale skłamałam, że nic mi nie jest. Tak naprawdę jestem w kompletnej rozsypce. Zakochałam się w facecie, który chciał mnie zabić. Jak mogłam być tak głupia ? Dlaczego tak łatwo wkradł się do mojego serca ??? Nie potrafiłam się pozbierać. Łzy cały czas leciały po moich policzkach. Złamał moje serce. Rozpadło się na milion kawałeczków. Nie wiedziałam co robić. Zakochałam się w nim, a on chciał mnie zabić. Nie powinnam się do niego zbliżać. Ale powinnam sama przed sobą się przyznać, że on pierwszego spotkania w Pandemonium zauroczył mnie ! Ale dlaczego chciał mnie zabić ? Co ja mu zrobiłam ??? Myślałam, że mnie polubił. Zwłaszcza po piątkowym wieczorze. Przecież zaczęliśmy się spotykać. Wydawał mi się wtedy szczery. Ale on tylko udawał ! Pewnie chciał abym się w nim do reszty zakochała, a potem... zabiłby mnie. Tylko na tym mu zależało. Na mojej śmierci. Ale dlaczego ??? Co ja mu takiego zrobiłam??? A no tak zakochałam się !!! W słuchawkach usłyszałam piosenkę "Wouldn't change a thing" Wściekła wyrwałam słuchawki i rzuciłam je na łóżku. Kolejny e-sms od Jace'a. Dostałam ich chyba z tysiąc. Może warto dać mu szanse ??? Nie !!! Nie ma mowy. Nienawidzę go !!! Kogo ja oszukuje. Mojego serca nie oszukam. Ja nadal go kocham ! Ale nie ma mowy. Nie będę mu wybaczać. Nie potrafię !!! Moje serce nadal go kocha, ale ja tym razem posłucham rozumu. Muszę o nim zapomnieć! MUSZĘ.....
Kiedy chciałam włożyć z powrotem słuchawki usłyszałam kroki na dole. Tata wraca wieczorem, a Tess za dwie godziny. Więc kto to ???? Przerażona odłożyłam słuchawki i podeszłam do drzwi. W tym samym momencie stanął w nich.... Jace. Ubrany w białą koszulkę i dżinsy wpatrywał się we mnie. Nie mogłam rozgryźć wyrazu jego twarzy. Za to zobaczyłam niewielką ranę na prawej skroni. Nie było mi go szkoda. Przerażona cofnęłam się nie odrywając od niego oczu. Co miałam zrobić ? Broń jest w szafce nocnej. Jeżeli się do niej dostanę mam szansę. Potrafię się nią posługiwać, ale nie wiem czy potrafię go skrzywdzić...
Jace ruszył w moją stronę. Nie uśmiechał się. Ręce miał wolne, ale nie ufałam mu. Już nie !!! Mógł mieć broń schowaną.
- Musimy pogadać- powiedział spokojnie. Cofnęłam się znowu. Jeszcze parę kroków do szafki. Jeszcze parę kroczków i zdobędę broń.
- Nie chcę cię znać ! Chciałeś mnie zabić !! Dlaczego !?!- krzyknęłam. Przez chwilę jego twarz się zmieniła. Jakby ktoś go uderzył. Dobrze ci tak !-pomyślałam, Rzuciłam się w stronę broni, ale on był szybszy. Złapał mnie za rękę i obrócił w swoją stronę. Zaczęłam się szamotać wypluwając stek przekleństw. Przygwoździł mnie do ściany. Moje ręce podniósł nad głowę i przytrzymał. Spojrzałam w jego piwne oczy. Poczułam zapach mięty. Jego twarz była blisko mnie. Oddychał ciężko. Ja też. Zabije mnie? Ile będzie to trwać ? Będzie bolało ? Co poczuje moja rodzina ? Czy złapią Jace'a ? Jak bardzo będę cierpieć ? Czy trafię do nieba ? Spotkam mamę ???
Nie chciałam dać po sobie poznać mojego przerażenia. Posłałam mu najzimniejsze spojrzenie na jakie było mnie stać.
- Zrób to ! Szybko! Zabij mnie !!!- krzyknęłam plując mu prosto w twarz.......
Mam nadzieje, że spodobają wam się opowiadania. Liczę na wasze szczere opinie. Czekam na was :D http://ask.fm/AgataRusherka
czwartek, 31 lipca 2014
wtorek, 29 lipca 2014
Cz.2. Zły chłopiec
Pocisk przeleciał, a ja w ostatnim momencie padłam na ziemię. Przewróciłam się na plecy. Napastnik szedł w moją stronę ładując broń. Nie tracąc czasu zerwałam się na nogi i ruszyłam sprintem do domu. Nie miałam odwagi by spojrzeć za siebie. Słyszałam kroki za sobą. Znowu wystrzał.......Tym razem o parę centymetrów od mojej głowy. Przyspieszyłam. Zobaczyłam swój dom. Obróciłam się, ale nie było już faceta. Przerażona wpadłam do domu i zamknęłam drzwi na klucz. Osunęłam się na podłogę. Poczułam pierwsze łzy na policzkach. Co robić ? Co jeżeli on wróci ? Co wtedy ? Drżącymi rękami wyjęłam telefon i wstukałam 997. Po dwóch sygnał odebrała kobieta.
- Słucham ?- odezwała się przez słuchawkę.
- Jestem Agata Wayland. Ktoś do mnie strzelał- powiedziałam drżącym głosem.
- Gdzie jesteś teraz ?
- W domu. Uciekłam, ale boję się, że on wróci...- powiedziałam i poddałam jej adres.
- Dobrze. Zaraz będą u ciebie policjanci. Czekaj i nie otwieraj nikomu drzwi- powiedziała pani i się rozłączyła. Trzymałam telefon przed sobą i starałam się uspokoić drżenie rąk. Już dobrze. Dobrze... Moje przerażenie nie chciało odejść. Bałam się ! Jeżeli on tu przyjdzie, to jestem martwa ! Nie dam sobie rady.Nie z gościem, który ma pistolet. O mało mnie nie zabił !!! Wstałam na miękkich nogach i poszłam do kuchni. Muszę mieć czym się bronić. Zaczęłam przeglądać szuflady. Znalazłam najostrzejszy nóż. Wzięłam go i skuliłam się w kącie kuchni....
Po pół godziny usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam z podłogi z nożem w ręce i powoli poszłam do drzwi. Stanęłam przed nimi niepewna co zrobić.
- Kochanie to ja!- powiedział głos za drzwi. Tata. Klamka się przekręciła i tata stanął w drzwiach. Ubrany w mundur i z bronią w ręce. Podbiegł do mnie,a ja upuściłam nóż. Wtuliłam się w niego. Starałam się powstrzymać łzy, ale nie wychodziło mi to dobrze. Trzęsłam się. Po chwili opanowałam drżenie i łzy.
- Tato już wszystko dobrze- powiedziałam. Chyba bardziej ja chciałam uwierzyć w te słowa. Tata wciąż pocierał moje ramiona. Spojrzał na mnie.
- Nic ci nie jest ?- spytał. Dopiero teraz poczułam lekkie pieczenie na łokciu i w kolanie.
-Nie. Uciekłam. Tylko trochę się podrapałam- powiedziałam.
- Przepraszam Emil musimy ją przesłuchać- powiedział drugi policjant.
- Wiem Bartek, ale ....
- Nic mi nie jest. Zeznam.- przerwałam tacie. Spojrzał na mnie niepewnie.- Tato wszystko dobrze.- uspokoiłam go.
- No dobrze. Możesz nam go opisać- odezwał się policjant Bartek.
- Nie widziałam go za dobrze, kiedy uciekałam. Był wysoki. Wyższy ode mnie. Cały na czarno w kominiarce. Miał broń- powiedziałam.
- Jakieś znaki szczególne ?- spytał
- Nie. Nic nie zauważyłam. -powiedziałam.
- Gdzie to się stało ?- spytał Bartek.
- Wracałam do domu. Poszłam przez ścieżkę, aby szybciej dojść- odpowiedziałam. Już chyba nigdy tamtędy nie pójdę !
- Dobrze. Sprawdzimy tamtą okolice. Nie wychodź z domu.- powiedział policjant.
- Zaraz do was dołączę- powiedział tata.
- Mam zostać ?- spytał kiedy tamten wyszedł przed dom.
- Nie. Dam radę. Za chwilę wróci Tessa.- powiedziałam. Wolałam aby moja młodsza siostra o niczym nie wiedziała, ale i tak będę musiała jej powiedzieć.
- Mogę się zwolnić.- powiedział.
- Nie. I tak kończysz o 20. Zobaczymy się wieczorem- powiedziałam.
- Kochanie..- powiedział tata przytulając mnie. Coś włożył mi do rąk- weź to.Wiesz jak się tym posługuje- dodał. Spojrzałam na pistolet w mojej dłoni
- Nie mogę....- zaprzeczyłam.
- Będę spokojniejszy. Miej go przy sobie, dobrze?- spytał. Kiwnęłam głową. Przytulił mnie jeszcze raz. Wiedziałam, że się o mnie boi.
- Idź- powiedziałam uśmiechając się...
Kiedy wyszedł poszłam na górę. Spojrzałam na pistolet. Dzięki niemu poczułam się pewniej. Teraz szanse są równe. Mogłabym go zabić.....
Przerażona tą myślą schowałam go do szafki przy łóżku. Tessa wróci za dwie godziny. Więc co mam robić ???Nie mogę dać się zwariować. Wszystko będzie dobrze...
Umyłam się i ubrałam w leginsy z bluzkę na ramiączkach. Zeszłam na dół i wzięłam z lodówki lody. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Cała zesztywniałam. Broń jest u góry. Mam dwa wyjścia. Pobiec po nią lub sprawdzić kto to i wtedy pobiec po nią.Ale przecież on nie byłby taki głupi, a może jednak ma jkiś plan ? Głupia wybrałam drugą opcję. Po cichu poszłam do drzwi i wyjrzałam przez judasza. Odetchnęłam z ulgą, że to nie ten facet. Od kluczyłam drzwi i otworzyłam je.
- Hej- powiedziałam niepewna swojego głosu. Na szczęście nie drżał mi.
- Cześć. Coś przeskrobałaś ? Widziałem radiowóz wyjeżdżający.- powiedział Jace kiedy wpuściłam go do środka. Zupełnie zapomniałam. Próba! Umówiliśmy się u mnie na próbę !
- Zapomniałam.- wyznałam.
- Nie ma sprawy. Powiesz co przeskrobałaś ? Ukradłaś coś ? A może pobiłaś się ?- zgadywał Jace. I tak wszyscy się dowiedzą.- Chciałbym widzieć damską bójkę ....
- Ktoś mnie gonił i tyle- powiedziałam. Nie przejął się. Obojętny i mroczny jak zawsze. Ubrany w czarne dżinsy i koszulkę z krótkim z logo jakiegoś zespołu.
- Narobiłaś sobie wrogów Agatko ?- spytał idąc na górę. Nie za dobrze się czułam gdy szedł za mną. Tak jak mój mroczny cień czyhający na moje życie. Może .... Nie! Jest denerwujący i chamski, ale nie jest aż taki zły. Nie. Rozpoznałabym go. Jest wkurzający, ale nie jest kimś kto strzelałby do kogo popadnie. Nie ! Nie mogę każdego uważać za tego faceta. Niby po co miałby chcieć mnie zabić ? Nie znamy się prawie wcale.
- Wiesz, co chyba to się tyczy ciebie- powiedziałam- Ilu zalazłeś za skórę ?- spytałam.
- Paru by się znalazło- powiedział beztrosko. Ten jego chamski uśmiech doprowadzi mnie do białej gorączki. Nie może przez chwilę być normalny ?
- Przed kim uciekałaś ?-spytał przechadzając się po pokoju.
- Nie wiem. Strzelał do mnie, więc nie skupiałam się na jego wyglądzie- powiedziałam siadając na łóżku.
- Jesteś pewna ?- spytał podchodząc do mojej szafy.
- Tak. Myślisz, że to sobie wymyśliłam ?- spytałam. Zaczynał mnie denerwować. Chyba wiem co się wydarzyło. Nie zmyśliłam tego.
- Może. Czytasz dużo. Może wyobraziłaś to sobie- powiedział otwierając szafę.
- Zamknij to ! To nie twoje rzeczy- powiedziałam. Wzruszył ramionami, ale zamknął szafę.- I tak przy okazji. Nie wymyśliłam sobie tego. Mów sobie co chcesz, ale ja wiem, że on próbował mnie zastrzelić-dodałam. Spojrzał na mnie znudzonym wzrokiem po czym skierował się do biurka.
- Zaczynamy ?- spytał. Kiwnęłam głową i włączyłam na laptopie melodie.
- Znasz tekst ?- spytałam. Kiwnął głową. Zatrzymałam piosenkę. Czułam na sobie jego spojrzenie. Spojrzałam na niego szybko i spuściłam wzrok. Włączyłam i zaczęłam śpiewać..... Kiedy przyszedł refren Jace włączył się..... Śpiewał stojąc naprzeciw mnie. Czułam się dziwne...
- She's always trying to save the day....- zaczął a mnie zatkało. Miał tak piękny głos. Żadnego fałszu. Tak piękny.... Jak u anioła - But my feelings never change- oprzytomniałam i włączyłam się. Podał mi dłoń a ja ją przyjęłam. Wstałam.Zaczeliśmy śpiewać. Trzymałam jego dłoń. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Śpiewał tak pięknie. Przyciągnął mnie do siebie. Nasze dłonie się splotły. Uniósł je na wysokość naszych głów. Patrzyłam mu w oczy nie mogąc oderwać wzroku. Byłam jak zahipnotyzowana. Ten niesamowity głos. Patrzył mi w oczy i śpiewał. To nie było zwykłe śpiewanie... Śpiewał całym sobą... Oniemiałam. Tak się w czułam, że słowa same ze mnie wychodziły. Nigdy tak się nie czułam.....
-...Wouldn't change a thing !- zaśpiewaliśmy razem i muzyka umilkła. Patrzyłam mu nadal w oczy. Wciąż słysząc jego niesamowity głos w głowie. Uśmiechnął się. Nie był to ten uśmiech co zawsze. Ten był inny. Słodki, uroczy i uwodzicielski. Odwzajemniałam uśmiech. Jego ciepłe dłonie splecione z moimi... Oprzytomniałam. Przecież to Jace !!! Zabrałam ręce i cofnęłam się. Usiadłam na łóżku unikając jego wzroku. Co to miało być ???
- Aż tak źle ?- spytał Jace. Na jego twarzy zagościł stary uśmiech.
- Żartujesz. Masz niesamowity głos- powiedziałam nim zdarzyłam ugryźć się w język. Spojrzałam na niego.
- Oj bo się zarumienię- zażartował zasłaniając twarz dłońmi. Roześmiałam się na chwilkę, ale zaraz zamilkłam. Przez chwilę trwała cisza.
- Chcesz coś zjeść lub się czegoś napić ?-spytałam w końcu.
- Pewnie- powiedział wzruszając ramionami.
Poszliśmy do kuchni. Wyjęłam sok i dwie szklanki.
- Możemy zjeść lody lub mogę zrobić gofry- powiedziałam.
- Wolę lody- powiedział biorąc sok i szklanki na stół. Nałożyłam lody do pucharków. Obróciłam się....i stanęłam wryta....Jace miał w dłoni nóż, który wcześniej leżał na stole. Przeglądał go przejeżdżając palcem po ostrej stronie. Przeszły mnie ciarki.
- Odłóż go- poprosiłam trzymając pucharki w rękach. Przeniósł wzrok z noża na mnie i z powrotem. Zaczęły mi drżeć ręce. Spojrzał na mnie i podniósł nóż.
- Nie zostawiaj takich zabawek na wieszchu- powiedział i podszedł do mnie. Cała zesztywniałam. Przez głowę przeleciało mi tysiąc myśli. Zabije mnie ? Gdzie dżgnie ? Po co? Jak długo będę cierpieć ? Czy zdołam się obronić ? Czy ucieknę ? Przeżyję ?....
Jednak on wziął jeden pucharek i obrócił nóż rączką do mnie. Wzięłam go oddychając z ulgą. Schowałam go do szafy. Co ja sobie myślałam ? Nie jest aż taki. Może i denerwujący, ale nie aż tak niebezpieczny ! Usiadałam naprzeciwko niego.
- Myślałaś, że cię zaatakuje- stwierdził obojętnym tonem biorąc kawałek loda.
- Nie... Ja..-nie wiedziałam co powiedzieć. Było mi głupio. Nie powinnam go tak osądzać. Może i mnie denerwował, ale nie zawsze. No i prócz docinek nie robił nic złego.Ten pocałunek to był głupi żart. Nie podniósł na mnie ręki, więc czemu czułam się przy nim... tak dziwnie ?
- Spokojnie.- powiedział przyglądając mi się.- Zimno ci ?- spytał.
- Nie. To od lodów- powiedziałam ze śmiechem.
- Zamarznie ci mózg- powiedział szczerząc się.
- Aga wróciłam musimy pogadać !- krzyknęła Tessa wchodząc do domu.- Co się ...- zamilkła przyglądając się Jace'owi. - Kto to ?- spytała pokazując na Jace'a. Uśmiechała się, a ja już wiedziałam co jej chodzi po głowie. I znowu będzie coś insynuować.
- To znajomy ze szkoły. Jesteśmy w parze na zajęciach ze śpiewu- powiedziałam szybko wstając.
- Pójdę już- odezwał się Jace wstając. Odprowadziłam go do drzwi zostawiając roześmianą Tessę w kuchni.
- Do zobaczenia- powiedziałam.
- Pa- powiedział i wyszedł. Zamknęłam drzwi i nie wiedzieć czemu uśmiechnęłam się do siebie. Poczułam rumieniec na twarzy. Szlak !
- A Agata ma chłopaka- usłyszałam Tessę z kuchni.
- Nie nie mam. To tylko kolega- powiedziałam zbierając naczynia.
- Tak, tak. "Kolega". Ciacho z niego.- powiedziała roześmiana Tessa.
- Mówię to ostatni raz. To nie mój chłopak. Nie lubię go- powiedziałam zmywając.
- Tak, tak. Kto się nie lubi ten się czubi ! Ale z was słodka para będzie- powiedziała śmiejąc się.
- Daj mi spokój. To nie mój chłopak ! Koniec i kropka !- powiedziałam zdenerwowana.
- Dobra, dobra. Ja wiem swoje... A to co tata mi powiedział to prawda ?- spytała już poważniej.
- Gadałaś z tatą ?- spytałam wycierając ręce.
- Zadzwonił do mnie na przerwie. Mówił, że ktoś się zaatakował, ale zwiałaś. To prawda ?
- Tak, ale nic mi nie jest- powiedziałam. Tessa przytuliła się do mnie.
- Bałam się o ciebie- powiedziała wtulona we mnie.
- Nic mi nie jest-powiedziałam przytulając ją do siebie.
- Straciłam mamę nie chcę stracić ciebie i taty- powiedziała ze łzami w oczach. Serce mi się łamie jak ją taką widzę.
- Nie stracisz- zapewniłam ją chociaż nie byłam tego taka pewna...
- Dobra, bo się rozbeczę. Co w szkole ?-spytałam kiedy się odsunęła.
- Idę na bal z Mikołajem.- pochwaliła się.
- Gratulacje. Czyli jesteście parą. Jak słodko- zażartowałam.
- Nie. Ale słodki jest- powiedziała Tessa.- Muszę zrobić lekcje- dodała. Nie będę jej mówić, że tata dał mi broń. Po co ją martwić.
- Tessa mam prośbę. Uważaj na siebie- powiedziałam.
- Będę- obiecała i pobiegła na górę.
*************************************
W szkole powitałam się z Marciem opowiadając mu o wszystkim. Jak zwykle zaczął dramatyzować. Ja sama się ogarnęłam. Nic mi nie grozi. On już się nie pojawi...
Nie mogłam przestać myśleć o wczorajszym dniu. Najpierw ten dupek w zaułku. Potem pocałunek Jace'a. Następnie ten facet z bronią. No i wieczór na próbach z Jace'm. Nie było źle. On ma taki niesamowity głos. Jak anioł. Jaka ironia,bo zachowuje się jak diabełek. Nasz śpiew. To jak mnie zahipnotyzował. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Słowa same ze mnie płynęły. Po prostu nie śpiewałam, bo musiałam tylko.... Chciałam. Śpiewałam z serca... dla Jace'a. Co się ze mną dzieję ??? Nie mogę przestać o nim myśleć. Ani wczoraj wieczorem, ani dzisiaj. Nie mogę wybić go sobie z głowy.To jakiś absurd !!! Powinnam się martwić o tego faceta, a nie rozmyślać o Jace'ie. Te jego oczy... i usta. Takie tajemnicze, zmysłowe i ... seksowne. Nie !!!...
- Słuchasz mnie ?- spytał Marcin machając mi dłonią przed twarzą.
- Nie. Przepraszam. Zamyśliłam się- powiedziałam.
- Zauważyłem. Mówiłem czy dobrze się czujesz. Mam cię podwieź do domu ?-spytał.
- Nie. Jestem samochodem- powiedziałam. Tata oddał mi samochód abym nie chodziła pieszo.
- Dobra. To co idziemy ?-spytał. Mieliśmy ostatnią lekcje.
Po lekcji jechałam samochodem. Postanowiłam wejść do sklepu po parę rzeczy. Kupiłam wszystko co chciałam, a wychodząc ze sklepu zauważyłam Jace'a.
- Cześć- powiedziałam. Jace odwrócił się. Nie był zbyt szczęśliwy.- Co jest ?- spytałam.
- Nic. Co tu robisz ?-spytał.
- Wracam ze szkoły. Przecież byłeś- powiedziałam. Widziałam go, ale jakoś nie podeszłam.
- Tak...
- Stary !!!!- krzyknął ktoś po drugiej stronie ulicy. Zakapturzony chłopak. Skądś go znam. Ale skąd ?
- Muszę iść.- powiedział i odbiegł do tamtego. Wsiadłam do samochodu i zobaczyłam, jak Jace rozmawia z tamtym. Bardziej to wyglądało na kłótnię niż rozmowę. Coś przeskrobał ? A czemu mnie to obchodzi ?! Nie moja sprawa!!!...
Ten facet wydawał mi się znajomy, ale kto to mógł być ? Nie musiało mi się zdawać.
W domu nie było nikogo. Mamy piątek i Tessa nocuje u swojej koleżanki, a tata ma nockę. Czeka mnie samotny piątek. Marcin był dzisiaj zajęty. W ogóle zdawał mi się jakiś dziwny. Coś jest nie tak,a może po prostu zakochał się. Tak. Marcinek się zakochał ! Muszę się tylko dowiedzieć w kim. To takie słodkie.
Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do swojego pokoju. Co ja mam robić w piątkowy wieczór w domu ? Zwykle albo oglądaliśmy coś z Marcinem lub szliśmy na imprezę. Ale cóż mogę się pouczyć. Na poniedziałek mam choreografię do zdania. Zaczęłam ćwiczyć. Sama ją ułożyłam, więc znałam ją na pamięć i nie musiałam jej powtarzać, jednak to mnie odprężało. W końcu dałam sobie spokój i poszłam do łazienki. Kiedy byłam naga w samym ręczniku i miałam zamiar wejść pod prysznic dostałam e-sms'a.
IDZIESZ NA IMPREZĘ ?- Jace.
SKĄD MASZ MÓJ NUMER ?- odpisałam. Poprawiłam ręcznik choć wiedziałam, że mnie nie widzi.
ZDOBYŁEM. TO CO ?- odpisał od razu.
NIE DZIĘKI- napisałam i odłożyłam telefon.
DAJ SPOKÓJ CO MASZ LEPSZEGO DO ROBOTY W PIĄTKOWY WIECZÓR ? NAUKĘ? A NO TAK IDEALNA UCZENNICA I GRZECZNA CÓRECZKA NIE UMIE SIĘ BAWIĆ- Zdenerwował mnie. Nie jestem grzeczna i umiem się bawić !
UMIEM SIĘ BAWIĆ I PRZESTAŃ NAZYWAĆ MNIE NUDZIARĄ !- napisałam i weszłam pod prysznic. Umyłam się szybko. Prysznic pozwolił mi się uspokoić. Woda zmyła ze mnie złość....
TO UDOWODNIJ MI TO, A JUŻ NIGDY NIE NAZWĘ CIĘ NUDZIARĄ- napisał. Nie mam zamiaru nigdzie z nim iść....
DOBRA. GDZIE ?- napisałam zła na samą siebie
W LILITH. WIESZ GDZIE ?- nie, nie wiem -pomyślałam. Wiem, gdzie jest ten klub, ale rzadko tam chodzę. Nie jest... tam za miło. Często są bójki i narkotyki. Tata by mnie zabił gdyby wiedział, ale... go nie ma. A nie chcę aby nazywał mnie nudziarą. Pójdę i udowodnię, że umiem się bawić....
Wyszłam w ręczniku do pokoju i zaczęłam szukać ciuchów na wieczór. Nie chciałam ubierać nic zbyt wyzywającego, ale też nie mogłam pójść w wersji na co dzień. Zaczęłam szperać w szafie. Miałam dużo ciuchów. Trochę sukienek, koszulek,bluzek i innych babskich ciuszków. Ostatecznie wybrałam krótkie dżinsowe spodenki i czerwoną koszulkę koronkową. Mamy maj, a dziś nie jest zimno. Może powinnam się przebrać ? Nie. Nie muszę się stroić dla Jace'a. To tylko mój partner na lekcji. Nie wiem po co się zgodziłam aby pójść z nim do klubu, ale teraz już się nie wycofam ! Nie jestem nudziarą. Założyłam skurzaną kurtkę i wyszłam na dwór. Od razu poczułam chłód na moich nogach, aż mnie ciarki przeszły. Zakluczyłam dom i weszłam do samochodu. Po paru próbach odpalił. Wyjechałam na ulicę. Nie dawały mi spokoju myśli. Kojarzyłam tego faceta, który kłócił się z Jace'm tylko skąd ?
Nadal się martwiłam, bo nie złapali tego gościa,który próbował mnie zabić. Tata twierdzi, że powinnam siedzieć w domu, ale jak tak nie potrafię. Nie potrafię siedzieć bez czynie. Zabiłby mnie jakby wiedział co i z kim robię. No i Jace... Dlaczego nie mogę o nim przestać myśleć ? Jego niesamowity głos wciąż siedzi w mojej głowie. Wtedy, kiedy śpiewaliśmy coś się stało. Poczułam coś nowego. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, a słowa same ze mnie wychodziły. Nigdy tak nie miałam. Z nikim. Kiedy spletliśmy dłonie przeszły mnie przyjemne ciarki. Ciepło rozeszło się po całym ciele pod wpływem jego dotyku. Kiedy śpiewałam nie myślałam nad tekstem. Po prostu śpiewałam z serca. W głowie miałam dziwne myśli : Chcę go pocałować, chcę być jak najbliżej niego, chcę aby to trwało wiecznie, chce aby był cały mój !... Ale to nie dorzeczne. On jest chamski, wredny, irytujący, arogancki i cholernie pewny siebie, a ja...... się w nim..... zakochałam !!! NIE. To nie może być to.... ja nie mogę się...... w nim kochać !!!
Wyłączyłam silnik i wysiadłam. Od razu uderzyły mnie dźwięki głośniej muzyki i krzyki. Może lepiej się stąd zmywać. Tata ma nocną zmianę i jak dostanie wezwanie tutaj, jak mnie zobaczy to po mnie ! Jednak nogi nie słuchały rozumu. Stanęłam w kolejce i rozglądałam się. Nigdzie nie widziałam Jace'a. Wykiwał mnie. Zrobił mi durny żart ? Jak tak to zabiję go ! Chciałam się wycofać z kolejki kiedy ktoś złapał mnie od tyłu i objął. Przeszły mnie ciarki i gorąco wpłynęło do mojego ciała.
- Myślałem, że nie przyjdziesz.- powiedział Jace. Odsunęłam się choć z ociąganiem.
-I co ? Przyszłam, zadowolony ?- spytałam obracając się do niego. Przeszył mnie wzrokiem od dołu do góry.
- Ładnie wyglądasz- powiedział. Nie wiedziałam czy żartuje czy mówi szczerze.
- Dzięki.- powiedziałam i przesunęłam się na przód kolejki. Wyjęłam pieniądze na zapłacenie wejściowego, ale Jace położył dłoń na nich i zamknął mi dłoń.
- Ja płace- powiedział i nim zdążyłam coś powiedzieć dał kasjerowi kasę. Schowałam pieniądze i weszłam za nim do środka. Muzyka jeszcze głośniej grała, ale krzyki ucichły. Czułam lekki zapach dymu, ale dało się go znieść. Rozejrzałam się po sali. Pełno tańczących ludzi. Niektórzy tańczyli osobno inni razem, a jeszcze inni obściskiwali się na parkiecie. Poczułam dłoń na swoim nadgarstku i Jace pociągnął mnie.
- Co robisz ?-spytałam gdy prowadził mnie pomiędzy parami.
- Chyba nie boisz się ze mną zatańczyć ?- odpowiedział stając pomiędzy innymi na parkiecie. Wzruszyłam ramionami, ale nie zaczęłam tańczyć.Z Marcinem mogliśmy tańczyć do woli, ale Jace'a nie znałam. Czułam się speszona.
- No proszę. Nie będę robił nic co robią inni- powiedział.- Choć chciałbym- dodał.
- Gdybyś miał spełnić obietnicę musiałbyś stać i nie oddychać- powiedziałam i zaczęłam tańczyć. Splótł moje dłonie ze swoimi i przeszedł mnie dreszcz. Zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Był dobrym tancerzem. Zbliżył się do mnie, a ja się nie odsunęłam. Akurat zmieniono piosenkę na wolną. Jedną rękę położył mi na biodrze, a drugą trzymał razem z moją. Położyłam dłoń na jego ramieniu i zaczęliśmy się kołysać. Nasze ciała dzieliły może dwa centymetry. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Jego czarne oczy znów mnie zahipnotyzowały. Choć teraz widziałam z w nich coś czego wcześniej nie było. Były jaśniejsze. Już nie tak czarne. Teraz bardziej brązowe. To dziwne, a może zawsze miał takie....
Znów szybka piosenka odsunęłam się od niego i spuściłam wzrok. Wziął mnie za rękę i obrócił. Omal na niego nie wpadłam. Zaczęłam się śmiać....
- Muszę iść do toalety!- powiedziałam starając się przekrzyczeć muzykę.
- Mogę iść z tobą ?!- spytał z uśmiechem.
- Zboczeniec- powiedziałam ze śmiechem i poszłam do toalety. Znalazłam je na końcu korytarza. Nie było żadnej kolejki. Weszłam do środka. Nie było tak źle. Ściany dość czyste w kolorze skóry. Umywalki zadbane, a lustro całe. Podeszłam do niego i zobaczyłam swoje odbicie. Miałam rumieńce. Nic dziwnego. Dziwne też Jace nie przypomina mi ani trochę tego, którego poznałam w Pandemonium. Jest nadal irytująco pewny siebie i arogancki, ale nie jest.... sama nie wiem. Po prostu wydaję mi się inny...
Nagle zobaczyłam w odbicie tego samego faceta, który próbował mnie zabić. Momentalnie odwróciłam się uchyliłam przed ciosem. Nóż brzdęknął o umywalkę. Facet rzucił się na mnie i przygwoździł do podłogi. Starałam się uwolnić, ale był silniejszy ode mnie. Podniósł nóż i.... zawahał się. Nie widziałam twarzy pod kominiarką, ale wiedziałam, że on mnie widzi i waha się...
- Czego ty chcesz ?! Co ja ci zrobiłam ?!- krzyknęłam mu prosto w twarz. Byłam przerażona, nóż wciąż wisiał nade mną.Opuścił go, ale ja złapałam jego dłoń i z całych sił próbował zatrzymać go. Zdołałam wytrącić nóż i kopnęłam go w krocze. Odskoczył, a ja momentalnie stanęłam na nogach chwytając nóż. Rzuciłam się do ucieczki. Jednak złapał mnie. Machnęłam nożem, ale nie trafiłam go. Zaczęłam się szarpać. Podrapałam go przez kominiarkę. Zdołałam wydrzeć się z jego uścisku i wypadłam przez drzwi na korytarz. Pobiegłam chcąc być jak najdalej od niego. Jednak go nie widziałam. Pobiegłam przez salę, ale nie widziałam nigdzie Jace'a.Stanęłam na chwile.Nie daj się przestraszyć. Tu jesteś bezpieczna. Wśród ludzi. Nie panikuj ! Wyjdź, weź samochód jedź do domu. Jace na pewno gdzieś jest. Jednak wolę go nie szukać, bo mogę spotkać tego typka. Co za psychol. Co ja mu zrobiłam ? Oddychałam szybko i ciężko.Cała drżałam. Sama musiałam się do tego przyznać. Byłam przerażona ! Tym, że ktoś chce mnie zabić !
Wyszłam z klubu i skierowałam się do auta. Podeszłam i jeszcze bardziej zaczęłam drżeć. Opony były przebite. I co teraz ??? On to zrobił ! Ten typek na pewno !!! Zaczęłam się rozglądać, ale nie widziałam nikogo. Po co ja tu przyjechałam !? Nagle poczułam czyjąś obecność za mną. Czyiś oddech. Odwróciłam się i omal nie rozpłakałam.
- Co ty tu robisz ?-spytał. Nie wiedziałam co powiedzieć- Co się stało ?- spytał przyglądając mi się. Prócz przerażenia nie miałam chyba żadnych ran, ale chyba wystarczyło to by widzieć, że boję się. Chciałam, to zamaskować, ale na marne.
- Ja... Nic. Samochód mi się popsuł.- powiedziałam. Nie wiedziałam czy jest sens mówić mu o zdarzeniu w toalecie.Uznałby mnie za wariatkę. Ja sama nie wiedziałam, czy nią nie jestem. Nikogo nie było w toalecie. Nikt nie widział tego gościa. Może ja sobie to wymyśliłam ? Może nic takiego się nie wydarzyło ?Może, on nie istnieje !? Ale... przecież ja go widziałam. Biłam się z nim. Omal mnie nie zabił. To musiała być prawda !MUSIAŁA
- Widzę. Wiesz kto ci je przebił ?- spytał patrząc na opony. Pokiwałam przecząco głową.
- Podwiozę cię, a auto jutro odbierzesz- powiedział Jace. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł.Nie ufałam mu, ale nie chciałam być tu sama.
- Choć, bo zamarzniesz-powiedział podając mi moją kurtkę. Założyłam ją, ale i tak się trzęsłam. Nie z zimna ! Objął mnie jednym ramieniem i poprowadził przez parking. Stanął przed czarnym jeepem.
- Twoje ?- spytałam.
- Tak. Wsiadaj- powiedział.
- Ładne- powiedziałam i wsiadałam do środka. Było w nim przyjemnie ciepło. Fotele były z czarnej skóry. Nie był tani. Ciekawe skąd go ma ???
- Powiesz co się stało w środku, że wybiegłaś z klubu czy wolisz nie ?-spytał gdy jechaliśmy ulicą wzdłuż sklepów. Musiało być po północy....
Wyjrzałam przez okno. Nie potrafiłam się odezwać. Ścisnęło mi gardło Byłam zbyt przerażona. Ledwo co powstrzymałam łzy. Spojrzałam w swoje przerażone odbicie w szybie.Swoje zielone przerażone oczy. Twarz blada jak kreda....
Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się. Miałam dość. Dość udawania, że niczego się nie boję. Boję się. Cholernie się boję !!! Nie chciałam płakać w czyjejś obecności, a już zwłaszcza w obecności Jace'a. Ale nie potrafiłam już. Byłam przerażona, że mogłam umrzeć. Że mogłam zostawić swoją siostrę i tatę !!!
- Ej co jest ?- spytał Jace dotykając mojego ramienia. Zatrzymał samochód. Byliśmy przed moim domem. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.Nie potrafiłam.
Otworzyłam drzwi i wystawiłam nogę na zewnątrz.
- Dziękuje za podwiezienie- wyjąkałam i wyszłam zamykając za sobą drzwi. Stanęłam na podjeździe i myślałam co robić. Tata wróci nad ranem, a Tessa dopiero po południu. Nie chcę być sama! Za bardzo się boję.... Mogłam zadzwonić do Marcina, ale nie chciałam go narażać....
Nagle poczułam czyjeś silne ramiona oplatające mnie. Obróciłam się i wtuliłam w ciepłe i muskularne ciało Jace'a. Nie wiedziałam co zrobić, ale jego dotyk mnie uspokoił. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Oplótł mnie swoimi dłońmi. Łzy przestały mi w końcu lecieć, ale nie chciałam się od niego odsuwać. Bałam się, że zniknie, a ja zostanę sama.
- Powiesz co się tam stało ?- spytał wciąż mnie obejmując. Podniosłam głowę by na niego spojrzeć. W jego teraz brązowe oczy. Nie widziałam w nich złości, czy drwiny.
- W toalecie, ktoś zaatakował mnie- powiedziałam drżącym głosem.
- Naprawdę ?
- Tak... Chciał mnie zabić. Nie wiedziałam co zrobić... Uciekłam, ale...... Boję się- powiedziałam łamiącym się głosem.- Każdy myśli, że niczego się nie boję, ale tak nie jest. Jestem silna dla siostry i taty, ale nie potrafię, nie raz. Boję się. Boję się, że on wróci i tym razem mnie zabiję...- powiedziałam znów chowając głowę w jego klatę.
- Nie wróci.. Nie wróci...- powiedział Jace bardziej do siebie niż do mnie. Nie wiedziałam co zrobić. Nie chciałam wchodzić do domu i zostać sama. Byłam przemarznięta i przerażona. Zmęczona tym wszystkim.
- Zostanę z tobą - powiedział. Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Jace.... to Jace.
- Obiecuję, że nie zrobię nic jeżeli nie poprosisz- obiecał.
- Zgoda, choć i tak nie wierze- powiedziałam uśmiechając się. Odwzajemnił uśmiech. Nie ten co zawsze. Ten, który mi się podobał. Słodki,uroczy i seksowny! Odsunęłam się od niego i od razu zaczęłam drżeć. Zobaczyłam gwiazdy przed oczami. Obraz Jace'a zaczął się mi rozmazywać. Ostatnie co pamiętam to silne ramiona ratujące mnie przed upadkiem, a potem pozwoliłam by ciemność ukołysała mnie do snu......
piątek, 25 lipca 2014
Zły chłopiec
Tańczyłam z Marcinem na parkiecie w Pandemonium. Naszym ulubionym klubie.- Pójdę po coś do picia. Chcesz coś Aga ?- spytał mnie Marcin stając w tłumie.
- Zaskocz mnie. Pójdę zająć miejsce-powiedziałam i rozeszliśmy się. Poszłam szukać wolnego stolika i na szczęście nie musiałam długo szukać. Jakaś para opuszczała jeden. Poczekałam aż odejdą, a potem usiadłam przy nim.
- Witam laseczko- odezwał się chłopak siadając naprzeciw mnie przy tym samym stoliku. Podniosłam wzrok na niego i zaniemówiłam. Był jak mroczny książę z moich snów. Czarne włosy. T-shirt także czarny z zdjęciem zespołu Metaliki. I jego oczy..... czarne jak noc.
- Chyba mnie pomyliłeś z kimś- powiedziałam starając zachować się obojętny ton.
-Nie. Jesteś tutaj najseksowniejszą laską- powiedział z uśmiechem. Ten uśmiech nie wróżył nic dobrego.
- Lepiej spadaj- powiedziałam i wskazałam mu ręką aby odszedł.
- Daj spokój. Nie wybieram się nigdzie- powiedział i rozwalił się na krześle. Ręce założył za głowę tak, że widziałam jego napięte muskuły.
- Wiesz co, nie mam ochoty cię oglądać, więc spadaj- powiedziałam obojętnym tonem patrząc na niego.
- I dlatego nie możesz oderwać ode mnie wzroku ? Nie bądź taka. Może wyjdziemy na zewnątrz?- spytał ze złowieszczym uśmieszkiem.
- Chyba nie. Spadaj.- powiedziałam. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szerzej. Wiedziałam, gdzie patrzy
- Hm oczy mam wyżej- odezwałam się. Przeniósł wzrok leniwie na moje oczy.
- Posłuchaj. Nie jestem dziwką, więc spadaj, albo zacznę krzyczeć i ochrona cię wywali- powiedziałam chłodno. Co ten Marcin robił tyle czasu?
- Bardzo się boję- powiedział udając rękami jak się broni.- Idziesz ?- spytał wstając
- Chyba ci powiedziałam, że nie jestem twoją dziwką ani nikogo, więc NIE. Zrozum to idioto- powiedziałam. Wzruszyła ramionami.
- Będę czekał w zaułku- szepnął, a mnie przeszły dreszcze. Rzuciłam mu zdenerwowane spojrzenie, ale on z tym chamskim wyrazem twarzy odszedł. Co on sobie myślał ? Dupek. Nie to za małe słowo. On jest wariatem. Pewnie uciekł z psychiatryka.
- Czego ten facet chciał ?- spytał Marcin podając mi drinka i siadając na wcześniejszym miejscu tego wariata.
- Nie wiem. Jakiś wariat.- powiedziałam biorąc łyk drinka. Wariat...., ale seksowny. Marcin nie mógł się z nim równać. Chodził na siłownie, ale nie miał takich mięśni jak tamten. Byli całkowitymi przeciwieństwami. Marcin ma blond włosy a tamten jak węgiel. Tamten ma czarne oczy, a Marcin niebieskie jak ocean. Wariat lubi być ubrany na czarno, a Marcin nosi koszule i raczej nie w kolorze czarnym. Nic ich nie łączyło. Oczywiście Marcin to mój przyjaciel i jest przystojny, ale nie aż tak......
- O czym myślisz ?- spytał Marcin przyglądając mi się.
- Że powinnam wracać do domu. Tata nie będzie zadowolony. Obiecałam, że wrócę przed 2.- powiedziałam. Taka była umowa. Jeżeli chodzę na imprezy mam mu meldować gdzie, z kim i o której wrócę. I tak nie chętnie się zgadzał, więc wolałam przestrzegać zasad.
- Odwiozę cię- zaproponował
- Piłeś- upomniałam go.
- Sok. - powiedział pokazując mi szklankę. Faktycznie.
- Okej to jedźmy- powiedziałam biorąc torebkę.
Podjechaliśmy pod dom przed drugą. Widziałam zgaszone światła, prawie wszędzie.Tylko nie u mnie w pokoju. Tessie. Pewnie siedzi u mnie i gra. Muszę założyć hasło na laptopa.
- Dzięki. Widzimy się jutro w szkole-powiedziałam uściskając go i wychodząc z samochodu.
Weszłam do domu i po cichu odłożyłam kurtkę. Mamy maj, ale i tak wolę brać kurtkę. Zakluczyłam dom i poszłam na górę schodami. Po cichu weszłam do pokoju i zobaczyłam Tessie leżącą na moim łóżku. Jej blond włosy zakrywały jej twarz, ale widziałam, że ma na uszach moje słuchawki. Podeszłam do łóżka. Śpi.Moja siostrzyczka.....
Poszłam do łazienki i ubrałam się w piżamę. Zmyłam makijaż i wyszłam. Tessa siedziała na łóżku czekając na mnie.
- Co robiłaś tak długo ?- spytała. Usiadłam obok niej uśmiechając się.
- Bawiłam się, a ty czemu nie śpisz ? Tata wie ?- spytałam
- Nie mogłam spać. Czekałam. Kiedy tata poszedł spać przyszłam do twojego pokoju. Kiedy zabierzesz mnie ze sobą ?- spytała oburzonym tonem.
- Tessie mówiłam ci. Jak skończysz 18 lat.- powiedziałam odgarniając kosmyk jej włosów za ucho.
- To za dwa lata. Ty chodzisz od swojej 16. A ja czemu nie mogę ?- spytała udając oburzoną. Za dobrze ją znam.
- Nie prawda. Od szesnastych urodzin wolno mi wychodzić po zmroku. Znasz tatę.A na imprezy chodzę od paru miesięcy i to nie cały czas...
- Ja chcę iść z tobą i Marcinem. Proszę- powiedziała robiąc słodkie oczy.
- A dlaczego z Marcinem ?- spytałam przyglądając jej się. Zarumieniła się i spuściła głowę.,, Nie wierzę....
- Zakochałaś się w Marcinie- stwierdziłam.
- Nie. Po prostu go lubię- powiedziała pod nosem.
- Tak, tak. Lubisz lubisz- powiedziałam śmiejąc się.
- Nie. Wcale nie- zaprzeczyła.
- Dobra, dobra. Wracając do imprezy to nie tylko ja muszę się zgodzić, a tata ?- powiedziałam wiedząc, że go nie pytała. Odkąd 4 lata temu mama umarła na raka strasznie się o nas boi. Mnie puszcza tylko dlatego, że dobrze zna Marcina i ufa mu. No i, że mam parę sztuczek w zanadrzu, na upartych gości. Ale Tessa nie. A w dodatku kocham ją, ale ona jest lekkomyślna.Szybko wpadła by w tarapaty, a ja nie chcę by coś się jej stało. Straciłam mamę nie stracę siostry. Co jeżeli trafiłaby na takiego gościa jak ja dzisiaj ? Na tego wariata ? Przecież mogłoby by się to skończyć bardzo źle....
- A jeżeli on się zgodzi ?- spytała wyrywając mnie z rozmyśleń.
- Wtedy pogadamy. A teraz idź spać- powiedziałam. Wstała uśmiechając się. Wiedziałam, że daję jej nie potrzebną nadzieję. Ja musiałam się kłócić prawie rok, a co dopiero jego mała córeczka.. .....
Po parunastu minutach Tessie zasnęła. Poszłam zajrzeć do taty. Spał. Jego książka leżała na podłodze. Pocałowałam go w czoło.
- Kocham cię- szepnęłam i wyszłam. Wślizgnęłam się pod kołdrę w swoim łóżku i zamknęłam oczy.
******************************************************
Weszłam do szkoły.Marcin pewnie czekał przy szafkach. Skierowałam się w stronę ich. Nie myliłam się.
- Robisz się przewidywalny- powiedziałam do jego pleców. Odwrócił się i uśmiechnął.
- To źle ?- spytał. Ubrany był w dżinsy i koszulę. Podkreślała jego ciało. Dobrze mu w niej....
- Zależy.- powiedziałam otwierając szafkę.
- Od czego ?- nie dawał spokoju.
- Od tego dla kogo jesteś przewidywalny. Kiedyś cię to może zgubić Earth- powiedziałam do niego po nazwisku zamykając szafkę. Spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
- O mnie się nie martw- powiedział- Chodźmy na lekcje.- dodał.
Weszliśmy do klasy. Pierwsze miałam zajęcia ze śpiewu. Od dwóch lat chodzę do szkoły artystycznej. Z Marcinem znam się od małego. Obaj marzyliśmy o tym, że zostaniemy sławni i... puki co idzie nieźle. Usiadłam na krześle obok Marcina. To nasz ostatni rok. Potem, jeżeli nie zdobędę kontraktu to idę do szkoły zawodowej. Taka była umowa z tatą....
- Witam wszystkich- odezwała się pani Maria.- Poznajcie nowego ucznia.- powiedziała wskazując na chłopaka przy drzwiach. Nie....! To ten z klubu. Te same oczy i włosy. Tylko koszulkę z krótkim miał inną. Tym razem cała czarna. Nie to musi być jakiś żart !
- Jace- powiedział chłodno i usiadł w kącie. Nauczycielka tylko uśmiechnęła się i wróciła do lekcji. Zjechałam na krześle, aby mnie nie rozpoznał. Za co ?....
- Dostaniecie zadanie. Ocena z niego będzie jedną z najważniejszych. Przydzielę was w pary. Dostaniecie piosenkę do wykonania w duecie....- powiedziała nauczycielka.
- Sami możemy się wybrać ?- spytał Marcin
- Nie. Ja was przydzielę- powiedziała pani Maria i rozejrzała się po klasie.
- Marcin ty będziesz z ....... Karoliną.- powiedziała pani Maria. Usłyszałam jak Marcin wzdycha. Karolina jest naprawdę dobra, ale nie za bardzo lubi duety.
- Dasz radę- szepnęłam klepiąc go w ramię.
- Agata..- powiedziała ja ja cała zesztywniałam. Nie słyszałam kogo dostali inni, - Z ... Jace'm- powiedziała,a mi zabrało oddech.
- Nie... Tylko nie on- szepnęłam. Poczułam jak krew odchodzi mi z twarzy. Za co ??? Co ja takiego zrobiłam ? Każdy tylko nie on !!!
- Dobrze. Wszystko gra ?- spytała nauczycielka
- Nie. Nie chce mieć tego dupka za partnera. Już wolę oblać- pomyślałam, ale oczywiście nie powiedziałam tego.
- Dobrze. Teraz powiem wam jakie macie piosenki, a potem usiądźcie w parach i zacznijcie pracować- dodała. Spojrzała na swój notes.
- Marcin i Karolina... macie "Love the way you lie"- powiedziała. Marcin zaczął coś mruczeć pod nosem. Miał szczęście. Proszę tylko nie coś o miłości! Proszę....
- Agata i Jace..- widziałam, że ciężko jej mówić jego imię.Jak każdy domyśliła się, że to przezwisko. A ona albo mówi po nazwisku lub pełnym imieniem.- Wy macie "nie zmieniajmy nic" wersja angielska- powiedziała. Za co ? Czy wszystko jest dzisiaj przeciwko mnie ? Nienawidzę od dzisiaj pani Mari !
- Muszę iść do demona- powiedział do mnie Marcin.
- Ty masz dobrze.- powiedziałam wzdychając. Za co ? Wstałam i poszłam do mojego partnera. Gdy tylko mnie rozpoznał uśmiechnął się tym chamskim uśmiechem.
- Co cię bawi ?- spytałam siadając naprzeciwko niego. Nie miałam ochoty go widzieć, ale wiem, że nasza nauczycielka nigdy nic nie zmienia. Nie no nienawidzę jej.
- Ty. Czemu nie przyszłaś ?- spytał.
- Mówiłam, nie jestem jakąś dziwką- powiedziałam tak, że tylko on to usłyszał. Pochylił się i przybliżył do mnie. Za bardzo !...
- Na pewno. Chyba jednak jesteś- powiedział.
- Skąd to wnioskujesz ?-spytałam. Miałam ochotę wybiec i wyrzygać się. Na sam jego widok rzygać mi się chce. Jak ja mam z nim śpiewać ?
- Masz wygląd. Umalowana też jesteś. No i miałaś sukienkę ledwo zasłaniającą to i owo- powiedział z uśmiechem. To, że dobrze wyglądam oznacza, że jestem dziwką ? Dobre !
- Haha. Jesteś psychicznie chory- powiedziałam. Może udałoby mi się przekonać panią Marie.
- Jeszcze jedno!- powiedziała- Nie ma żadnych zmian ! Więc nawet nie pytajcie!- powiedziała. Ubiegła mnie.
- O boże ona zna mój sekret- powiedział udając przejęcie.
- Wszystko cię bawi, prawda ?- spytałam
- Tak- odpowiedział rozwalając się na krześle.
- Może zaczniemy myśleć nad występem- powiedziałam.
- Tak ci spieszno. Myślałam, że lepiej się poznamy...
- Chcę tylko zdać Więc lepiej zacznijmy- wtrąciłam się. Zadzwonił dzwonek.
-Oj chyba nic nie idzie po twojej myśli- powiedział i wstał. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo wyszedł. Co za cham !!!
- Idziesz ?- spytał Marcin.
- I jak z Karoliną ?- spytałam gdy staliśmy pod ścianą.
- Jakoś idzie. A u ciebie ?- spytał.
- Lepiej nic nie powiem. Z nim się nie da pracować. Ja się poddaje- powiedziałam.
- Ty?Ty się nigdy nie poddajesz ! Nie daj mu satysfakcji. Dasz radę zawsze dajesz-powiedział trzymając mnie za ramiona. Westchnęłam. Ma racje. Nigdy się nie poddałam. Po śmierci mamy nie poddałam się. Wiedziałam, że nie mogę zostawić taty z tym wszystkim. Dałam radę wtedy to i dam teraz z jakimś chłoptasiem.
Po dzwonku wróciliśmy do klasy. Jace już czekał z tym uśmieszkiem.
- Dobra zaczynajmy-powiedziałam nim zdążył się odezwać.
- Łał coś ty taka oschła- powiedział.
- Nie lubię cię. Chcę tylko dobrze zrobić zadanie. Umiesz śpiewać ?- spytałam.
- Inaczej bym tu nie siedział- odpowiedział. Poddałam mu tekst, który wydrukowałam na przerwie.
- Okej. Rozumiem, że ja jestem Demi...
- Możesz przestać żartować. Jesteś Joe, a ja Demi.- powiedziałam spokojnie. Jak dziecko...
- Dobra, nie bij- powiedział zasłaniając się kartką. Nie powstrzymałam śmiechu, ale zaraz zamilkłam.
- To zacznijmy- powiedział studiując kartkę. Wiedziałam, że udaje. Nagle w oczy rzuciło mi się coś na jego szyi.
- Co to za naszyjnik ?-spytałam przyglądając się wisiorkowi.
- Oj nie ładnie.- pogroził mi palcem- Nic takiego. Zwykły wisior- powiedział chowając go pod koszulkę.
***********************************************
Resztę lekcji próbowaliśmy duet. I muszę przyznać tylko ja śpiewałam. On tylko mruczał pod nosem. Na następnym lekcjach na szczęście nie mieliśmy żadnych duetów. Mam przygotować choreografię do jednego utworu co mnie cieszy. Bo robię to bez Jace'a.
Szłam chodnikiem i miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuję. Jednak kiedy się obracałam ulica i chodnik za mną były puste. Chyba jestem przewrażliwiona. Obróciłam się znowu i mignął mi jakiś cień. Jednak znikł tak szybko, że uznałam to za zwidy. Ale gdy usłyszałam ciche kroki przyspieszyłam i weszłam na podjazd przed domem.
Spojrzałam skrycie przez ramię i prawie na sto procent widziałam jakąś postać. Niestety tak szybko zniknęła za drzewami lasku przy moim domu, że nie zobaczyłam szczegółów. Chyba jestem przemęczona....
Weszłam do domu.Tata był jeszcze w pracy, ale usłyszałam telewizor w salonie.
- A ty nie miałaś dzisiaj być później ?- spytałam stając w drzwiach. Odwróciła się z szerokim uśmiechem do mnie.
- Próby do balu skończyły się wcześniej. Ach ta 3 gimnazjum. Ma coś dobrego...- wyszczerzyła się. Pamiętam jak ja w ostatniej klasie gimnazjum szykowałam się na bal. Próby, sukienka, makijaż. Poszłam wtedy ze swoim obecnie byłym chłopakiem Dominikiem. Bawiłam się świetnie. Nigdy tego nie zapomnę.
- Jest dopiero czwarta. Może pojedziesz ze mną kupić sukienkę na bal.- zaproponowała Tessa.
- No nie wiem. Mam trochę lekcji....
- Proszeeeee- powiedziała składając dłonie jak aniołek
- No dobrze. Odłożę plecak i wezmę kluczyki.- powiedziałam i poszłam do pokoju zostawić plecak. Mój samochód. Nie jechałam nim dzisiaj do szkoły, bo miałam pusty bak, ale tata go napełnił. Wzięłam kluczę z biurka i zeszłam na dół. Tessie czekała już przy drzwiach ze swoją torebką.
- O nie Tessie. Ja biorę pieniądze. Jeszcze znowu je zgubisz- powiedziałam. Podała mi portfel, ale torebki i tak nie odłożyła. Schowałam portfel do swojej torebki i wyszłyśmy na podwórek.
- Masz już wybraną konkretną ?- spytałam gdy zapinałam pas na miejscu kierowcy. Moje bmw odpaliło i wyjechałam na ulicę.
- Nie, ale widziałam parę ciekawych w galerii- powiedziała uśmiechając się. Wiedziałam o którą galerię chodzi, bo tylko do tej jednej chodziła z koleżankami po szkole.
- Coś ciekawego w szkole ?- spytałam
- Nie nic takiego Mikołaj mnie zaprosił na bal- powiedziała obojętnie. Aż mi kopara opadła. To nie jest "nic"...
- Moja blond siostrzyczka ma partnera na bal... Coś niewiarygodnego- powiedziałam z uśmiechem. Wzruszyła ramionami.
- Tessie co jest ?- spytałam. Od razu wiedziałam, że coś nie daję jej spokoju. Miała zamyślony wyraz twarzy. Za długo ją znam aby zdołała coś przede mną ukryć
- Nic. Zgodziłam się, ale nie wiem czy to dobry pomysł
- Przecież zawsze mówiłaś, że jest słodki i fajny i, że chciałabyś z nim gdzieś wyjść. Co się stało ? Kim jesteś i co zrobiłaś z moją małą Tessie ?- zażartowałam.
- Nic. Kobiety zmienne są- powiedziała.
- Tessie widzę, że coś cię trapi. Mów- powiedziałam. Wzięła głęboki wdech.
- Przyszły wyniki i nauczyciele choć nie powinni to powiedzieli nam...- powiedziała w końcu.
- I co ? Tak źle ?- spytałam wjeżdżając na parking przed galerią.
- Mam 100 % z wszystkiego- powiedziała kiedy wysiadłyśmy. Aż upuściłam kluczki. Podniosłam je i spojrzałam jej w oczy.
- Siostrzyczko jestem zazdrosna. Ja miałam 90%. Powinnaś się cieszyć. Gratulacje- powiedziałam ściskając ją.
- Wiem, ale czuję się jak kujon- powiedziała. Nie zdołałam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem.
- Tessie mówię ci, że to powód do dumy. Jak jeszcze zobaczą się w pięknej sukni to w ogóle będziesz królewną- powiedziałam. Uśmiechnęła się szeroko.
- Masz rację. Chodźmy po sukienkę wartą królewny- powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do galerii. Przymierzała sukienki. Różne. Krótkie, długie. Kolorowe i w jednym kolorze. Nie mogła się zdecydować choć w każdej wyglądała pięknie. W mojej torebce zabrzęczała piosenka Skillet-" Monster". Wyjęłam telefon kiedy Tessa była w przebieralni.
- Hej- powiedziałam do Marcina w słuchawce.
- Cześć. Jesteś zajęta ?- spytał.
- Oglądam z Tessą sukienki na bal, a co ?- odpowiedziałam.
- A nic. Tak spytałem. Ma niedługo bal ?
- Tak. Za miesiąc.
- To nie będę przeszkadzał. Pa- powiedział i się rozłączył. Dziwne. Może jest zajęty, albo ma próbę z Karoliną.
Tessie wyszła z przebieralni ubrana w piękną sukienkę w kolorze oceanu. Była przed kolano i na ramiączkach.
- Pięknie. Pasuje idealnie- powiedziałam z uśmiechem.
- Też tak myślę- powiedziała przeglądając się w lustrze.
-Bierzemy ?- spytałam.
-Bierzemy- powtórzyła z szerokim uśmiechem i weszła do przebieralni.
W domu zastaliśmy tatę w kuchni robiącego kolację.
- Tato, tato zobacz jak śliczna !- krzyknęła Tessa wpadając tacie w ramiona z torbą.
- Dobrze kochanie. Pokaż- powiedział tata. Widziałam, że jest zmartwiony. W czasie gdy Tessa wyjmowała ostrożnie sukienkę ja przytuliłam tatę. Pokazała ją tacie, a ten uśmiechnął się.
-Piękna. Będziesz moją księżniczką- powiedział tuląc ją.
- Idź ją schowaj w szafie...- powiedziałam. Tessa cała w skowronkach poszła po schodach na górę.
- Tato co się dzieję ?- spytałam gdy już nie widziałam Tessy.
- Praca- powiedział krótko. Pracował jako policjant. Bardzo się boję. Za każdym razem gdy wychodzi do pracy myślę czy wróci do domu. Nie mogę go stracić. Nie dałabym sobie rady!
- Coś nie tak ?- spytałam biorąc kawałek jabłka z miski.
- Złapaliśmy jednego takiego, ale on nam uciekł. Szef strasznie się denerwuję- powiedział tata mieszając spaghetti.
- Na pewno go złapiecie- powiedziałam klepiąc go po ramieniu.
- Kochanie bądź ostrożna i jeżeli zobaczysz coś niepokojącego to od razu dzwoń, dobrze ?- powiedział tata.
- Zawsze jestem ostrożna....
- Padam z głodu- powiedziała Tessa siadając na krześle.
Po kolacji poszłam na górę i wzięłam się za lekcje. Prócz zadania ze śpiewu i choreografii miałam jeszcze inne przedmioty. Po zrobieniu zadań wyjęłam zeszyt i zaczęłam myśleć nad zadaniem muzycznym. Nie mogę unikać Jace'a. Musimy mieć próby. Ale na pewno nie będzie na jego warunkach ! Co to to nie...
Nieświadoma nie zauważyłam, że rysuję w swoim zeszycie. Spojrzałam myśląc, że ujrzę bazgroły, ale ja zobaczyłam co chwila poprawiane imię. Z furią zamknęłam zeszyt. NIE. Czemu nie mogę go sobie wybić z głowy. Jego mięśni. Jego twarzy. Włosów. I tych niesamowicie ciemnych oczu. Są takie niebezpieczne a zarazem.... seksowne i zmysłowe......
Zbudziły mnie jakieś szelesty. Powoli obróciłam się w stronę okna. Zobaczyłam cień. Nie. Jakąś ciemną postać za moim oknem. Podniosłam się, ale jej już nie było. Czy to jakieś omamy. Może to po prostu cień. Tylko czemu czuję, że ktoś mnie obserwuję. Nie to po prostu cień i tyle.....
****************************************************
Pożegnałam się z tatą i Tessie i ruszyłam do szkoły. Tata potrzebował mojego samochodu, więc poszłam pieszo. Dobrze mi to zrobi. Szłam chodnikiem gdy zaczepił mnie jakiś chłopak.
- Hej ślicznotko- powiedział łapiąc mnie za nadgarstek.
- Spadaj- powiedziałam wyrywając się. Stanęłam wyrywając swoją dłoń. Chłopak miał brązowe włosy, krótko ostrzyżone. Ubrany na czarno wyglądał jak morderca.
- Oj, bo się pogniewam- powiedział podchodząc do mnie i dotykając polika, aż przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia.
- Bo zwymiotuje- powiedziałam cofając się. Złapał mnie jednak za rękę i przygwoździł do muru w zaułku Wyrywałam się, ale na marne. Był z trzy razy silniejszy ode mnie.
- Cały tydzień haruję. Chce sobie odreagować. Zabawimy się- powiedział uśmiechając się złowieszczo. Przybliżył głowę do mojej szyi. Omal się nie zrzygałam.
- Odwal się ! Zostaw mnie !- krzyknęłam. Zamknął mi usta ręką. Drugą ręką doszedł do mojego biustu. Zaczęłam się rzucać, aż kopnęłam go w krocze. Cofnął się przeklinając. Wykorzystałam moment i pobiegałam przed siebie. Przestraszona i nie miałam odwagi spojrzeć za siebie. W końcu przemogłam się i odwróciłam. Nikogo nie było. Zwróciłam głowę przed siebie i wpadłam na kogoś. Jego silne ramiona objęły mnie i nie pozwoliły upaść.
- Wiedziałem, że na mnie lecisz- powiedział po chwili. Od razu rozpoznałam głos. Jace. Odsunęłam się od niego.
- Przepraszam nie zauważyłam cię- powiedziałam. Spojrzałam na jego twarz. Jak zawsze ten mroczny uśmiech.
- Zorientowałem się. Uciekałaś ?- spytał. Nie miałam zamiaru mu się zwierzać. Ale byłam przestraszona i nie chciałam dłużej tutaj stać.
- Bałam się, że się spóźnię- skłamałam.- Idziesz do szkoły ?- spytałam. Nie czekając na rozmowę włożyłam ręce w kieszenie bluzy i ruszyłam przed siebie.
- Spieszno ci tak ?- spytał doganiając mnie.
- Nie chcę wylecieć.- powiedziałam.
- O idealna uczennica. Nie potrafisz się bawić. Cały dzień się uczysz. Zgadłem ?- spytał z drwiącym uśmieszkiem.
- Nie. Potrafię się bawić. Ale nie z tobą. Po za tym czemu o tym mówimy ?- spytałam.
- Nie lubię ciszy, więc wolę gadać....
- To może o tobie a nie o mnie- wcięłam mu się.- Niech zgadnę. Non stop imprezujesz. Pewnie uprawiasz hazard. Palisz ? Ćpiesz ? Zgadłam ?- spytałam szczerząc się do niego nie miło.
- Boże, ona mnie przejrzała- powiedział wznosząc ręce do nieba. Wiedziałam, że drwi ze mnie.
- Posłuchaj..- powiedział łapiąc mnie za rękę i obracając tak, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. Nie potrafiłam oderwać wzroku od jego oczu i ust. Nagle przypomniało mi się jak ten typek zaczął się do mnie dobierać. Jego obleśne łapska na moim ciele. Jego drwiący głos. Myślałam, że sobie poradzę, ale teraz poczułam łzy napływające do oczu. Zamknęłam je chcąc odegnać łzy. To nic takiego. Potrafię sobie radzić. Nic się nie stało...
Nagle poczułam nacisk na moich wargach. Momentalnie otworzyłam oczy.Jace pochylał się i całował mnie. Momentalnie odsunęłam go.
- Co to miało być do cholery ?!- spytałam zła.
- Nie mów, że nie chciałaś-powiedział przybliżając się i oblizując wargi.
- Wyobraź sobie, że nie. Jesteś dupkiem i tyle !- krzyknęłam i skierowałam się w stronę szkoły.
Nawet raz się nie obróciłam aby spojrzeć czy idzie za mną. Co za dupek ! Co on sobie myślał ? Przypomniał mi się dotyk jego warg. Mocny i ciepły. Nie zauważyłam, że dotykam palcem ust. Spuściłam ręce po obu stronach ciała. Byłam zła. Najpierw ten facet w zaułku, a teraz jeszcze ten durny żart Jace'a. Co on chciał udowodnić ? Że może mieć każdą ? Sorry, ale nie mnie !!!
- Łoł Aga co jest ?- spytał Marcin stając naprzeciw mnie. Nawet nie zauważyłam go.
- Nic- skłamałam. Jakiś facet chciał się zabawić ze mną. Uciekłam i pocałował mnie ten dupek. Ha. Dobre. Co jeszcze się dzisiaj stanie ? Może ufo nawiedzi ziemię ?
- Nie wierzę mów- powiedział Marcin.
- Nic. Jakiś typek mnie zaczepił i tyle. Nic poważnego- powiedziałam.- Tata zabrał mi samochód, bo go potrzebował i musiałam iść pieszo- dodałam.
- Wszystko w porządku ?- spytał chwytając mnie za ramiona i przyglądając uważnie.
- Tak. Trochę się zdenerwowałam. Nic więcej- powiedziałam. Marcin przytulił mnie, a ja jako, że to mój przyjaciel wtuliłam się w niego...
Na lekcji śpiewu usiadłam w kącie. Idealne przed nauczycielką pojawił się Jace siadając obok mnie wyraźnie zadowolony z siebie. Odsunęłam się od niego.
- Nie podpalę cię- powiedział cicho. Nie byłabym tego taka pewna-pomyślałam
- Nie, ale znowu może ci przyjść do głowy jakiś durny pomysł- skomentowałam.
- Proszę o skupienie...- powiedziała pani Maria i zaczęliśmy za nią powtarzać.
- Kiedy robimy próbę ?- spytał beztrosko Jace pod koniec lekcji.
- Nigdy.- powiedziałam. Wiedziałam, że musimy, ale nie miałam najmniejszej ochoty. Może lepiej oblać ? Tylko, że to to ostatnia klasa....
- Czyli chcesz oblać. Spoko- powiedział zakładając ręce za głowę.
- Nie nie chce.- wzdychnęłam.- Musisz wszystko utrudniać ?- powiedziałam po chwili
- Co ja robię ? Chciałem się umówić na próbę. Tyle- powiedział.
- Co robisz? Zachowujesz się jak pan świata- odpowiedziałam.
- A oto chodzi. Wybacz, ale ja nie przepraszam. To kiedy ?- spytał. Za co ???Czy on nie może przez chwilę zachować się normalnie ? Przestać być dupkiem ?
- Możesz dzisiaj do mnie wpaść po piątej- powiedziałam zanim zdążyłam odciąć sobie język.Po co ja go do siebie zapraszam ? To nie dobry pomysł !
-Super. Będę- powiedział gdy zadzwonił dzwonek. Wstał i wyszedł nim zdążyłam się odezwać. Jako, że to ostatnia lekcja to czas do domu. Powoli wstałam i skierowałam się od wyjścia.
Ruszyłam chodnikiem patrząc przed siebie. Nie miałam ochoty spotkać tego typa. Proszę, niech go nie zobaczę-mówiłam w myślach. Byłam jakiś kilometr od domu kiedy znów poczułam, że ktoś mnie śledzi. Odwróciłam się, ale zobaczyłam tylko jak cień znika za drzewem. To jakaś paranoja ! Usłyszałam kroki. Zerknęłam do tyłu. Za mną szedł zakapturzony mężczyzna. Pod kurtą coś się odciskało. Kiedy zdałam sobie sprawę co to przeszły mnie lodowate ciarki, a po plecach spłynęła strużka potu. On ma broń ! Kiedy jego dłoń przesunęła się do broni wystrzeliłam jak strzała do przodu. Słyszałam, że biegnie za mną. Usłyszałam dźwięk spustu i broń wystrzeliła..........
poniedziałek, 21 lipca 2014
Część.4. Sierociniec
Obudziłam się przytulona plecami do klaty Marka. Uśmiechnęłam się na wspomnienia z zeszłej nocy.
Rzygam przez was, wiesz ? Miał ci pomóc, ale nie tak. Bleee-odezwała się Teresa w mojej głowie. To trzeba było wyjść.Mam cię dość. Chcę być szczęśliwa... z Markiem- pomyślałam. Miałam serdecznie dość tego całego ducha. Tych całych zastrasznek. Chciałam żyć. Normalnie z Markiem. A nie słuchać jakiegoś ducha i robić co on mi każe. Naglę brzuch zaczął strasznie mnie boleć. Jakby ktoś wypalał mi go od środka. Złapałam się za brzuch i starałam uspokoić zginając się w pół.
Chcesz być z tym chłoptasiem to wypełnij zadanie. I nie wystawiaj mnie na próbę. Widzisz co umiem- odezwała się zjawa w mojej głowie. Ból jeszcze się na silił. Z trudem powstrzymałam krzyk.
- Bella wszystko w porządku?- spytał Mark. Poczułam jego ciepłą dłoń na swoim ramieniu.
Nie waż mu się powiedzieć- ostrzegła mnie Teresa.
- Ta..Tak- powiedziałam z trudem. Ból wciąż nie zelżał ja ja miałam ochotę płakać i krzyczeć. Przestań- powiedziałam w myślach do niej, ale ona mnie nie słuchała. Zgięłam się bardziej i starałam zapanować nad oddechem.
- Bella. Co się dzieje ?- spytała Mark. Momentalnie klęczał w samych bokserkach przede mną na podłodze i przyglądał mi się z strachem.
- Ni.. Nic.... Brzu...ch mnie....boli- wyjąkałam. Spojrzałam w jego niebieskie oczy i odrazu wiedziałam, że mi nie wierzy.
- Mów prawdę. Widzę, że coś jest nie tak. Gdzie cię boli ?- spytał. Ledwo co dałam radę się wyprostować ból nie dawał mi spokoju. Przestań !- krzyczałam w myślach. Wskazałam Markowi dolną cześć brzucha gdzie najbardziej piekło.Jakbym miała w środku żywy ogień.
- Musisz iść do lekarza- powiedział dotykając mojego nagiego brzucha. Zapomniałam, że jestem w samej bieliźnie. Jakoś się tym nie martwiłam.
- Nie !- zaprzeczyłam. Teresa przestań. Błagam- pomyślałam z łzami w oczach.
Będziesz szukać mordercy ?-spytała. Tak, tylko przestań- pomyślałam, a ból zelżał. Nie do końca, ale z każdym wdechem było coraz lepiej.
- Bello wszystko dobrze ? Powiedz coś- odezwał się przestraszony Mark dotykając moich kolan.
- Już dobrze. Przeszło.- odpowiedziałam siadając prosto i patrząc na klęczącego Marka. Widziałam w jego oczach strach i niepokój.
- Na pewno ?-spytał przyglądają mi się. Czułam, że jestem spocona. Dotknęłam ręką jego policzka i pogładziłam go.
- Tak.- powiedziałam. Obrócił głowę i pocałował moją dłoń.
- Nie chcę aby coś ci się stało. Powiedz mi wiesz dlaczego cię tak zabolał ?-spytał Mark siadając obok mnie. Jasne, że wiem. Duch, który mnie nawiedzał tak chciał mnie przestraszyć- pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos. Nie chcę kłamać Markowi, ale nie mogę mu powiedzieć prawdy. Tylko by się martwił. No i jeszcze byłby w większym niebezpieczeństwie.
- Nie.-skłamałam unikając jego wzroku. Patrzyłam na swoje dłonie, które lekko drżały jak zawsze gdy kłamałam lub się bałam. Tym razem nie wiedziałam dlaczego. Czułam na sobie wzrok jego niebieskich oczu.
-Wiesz, że cie kocham, tak ?- spytał nagle Mark, a ja spojrzałam na niego. Po co to mówi. Nie potrafię go okłamywać. Nie gdy mówi mi te rzeczy.
- Tak. Ja ciebie też- powiedziałam drżącym głosem patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że zaraz się rozpłaczę. Tylko dlaczego ? Bałam się jej, ale nie przy Marku. Chyba dlatego, że tak go kocham.
- Wiem. Więc dlaczego nie powiesz mi prawdy ?- spytał patrząc w moje oczy. Nie był zły.
- Nie mogę.- powiedziałam cicho spuszczając głowę. Ujął mój podbródek i uniósł do góry.
- Nie boję się. Chcę wiedzieć. Powiedz mi. Chcę ci pomóc- oświadczył trzymając mój podbródek. Patrzyłam w jego niebieskie hipnotyzujące oczy i wiedziałam, że zaraz powiem wszystko.
- Ja.... Ta zjawa ona chcę abym odnalazła winnego jej śmierci.... Ale nie chcę mi powiedzieć kim on jest.- powiedziałam.
- I tak to robimy. Ale.....
- Jestem z nią połączona. Siedzi w mojej głowie- przerwałam mu. Przyjrzał mi się, ale wiedziałam, że wie, że nie kłamie.
- Jak to ?- spytał w końcu.
- Przyśniła mi się ostatnio. Powiedziałam, że nie będę szukać sprawcy, że ma mnie zostawić. A ona powiedziała, że puki nie odnajdę mordercy będę miała ją na głowie.- odpowiedziałam. Poczułam lekki ból w brzuchu. To samo pieczenie. Stawało się coraz mocniejsze.
Miałaś mu nie mówić. Pójdzie po księdza, który nic nie da- odezwała się Teresa. Ból wciąż rósł.
- Ten ból to też ona ?- spytał. Nie wytrzymałam. Ból znów stał się tak silny. Zaczęłam cicho jęczeć i padłam na łóżku. Łzy leciały mi po policzku. Czułam, że ktoś pali mi wnętrzności.
- Bella ! Co się dzieje ?!- krzyczał przerażony Mark.
- Nie... powinna...m ci .... mówić- wykrztusiłam jęcząc z bólu. Mark wziął mnie na ręce i przytulił do siebie. Starałam się oddychać równo, ale przez ból ledwo co oddychałam. Wtuliłam się w jego nagą klatę wciąż płacząc i jęcząc.
- Przestań ! Nie rób jej nic ! Nikomu nic nie powiem. Odnajdziemy twojego mordercę! - krzyknął Mark wciąż mnie tuląc.
Jaki słodki. Może on będzie lepszy. Co sądzisz ? Może niech on trochę się pomęczy-odezwała się zjawa.
-Nie...waż się ! Zostaw go w....spokoju !- krzyknęłam. Od tego bólu cała zaczęłam drzeć. Czemu po prostu mnie nie zabije.
- Przysięgam na swoje życie, że odnajdziemy go. Tylko zostaw w spokoju Belle- powiedział błagalnym tonem Mark. Zaczęłam się szamotać w sprzeciwie, ale on przycisnął mnie mocniej do siebie.
Zgoda. Jeżeli nie odnajdziecie go do twoich urodzin. On za to zapłaci-odezwała się Teresa w moich myślach. Ból zniknął. Siedziałam nieruchomo w ramionach Marka. Przerażona.
- Coś ty zrobił ?- spytałam chowając twarz w jego klatę. Mamy 13 dni na znalezienie zabójcy, a nie wiemy od czego zacząć. Nie mogę pozwolić, aby on umarł.
- Wiem. Słyszałem ją w głowie. Ale nie pozwolę aby cię raniła- powiedział spokojnie Mark tuląc mnie i gładząc moje plecy.
- Umrzesz, a ja nie chcę tego. Nie mogę pozwolić aby mi cię zabrała- powiedziałam płacząc.
- Nikt ci mnie nie zabierze. Wszystko będzie dobrze- powiedział. Nie! Nie będzie. Jak mamy znaleźć mordercę ? Nie wiem od czego zacząć ? Ona mi go zabierze! Nie! Nie pozwolę jej na to.
- Mamy 13 dni. Jak my damy radę ?- spytałam bardziej siebie. Odchylił moją głowę tak, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. Moje przerażone. Jego spokojnie i opiekuńcze.
- Damy radę- powiedział zbliżając się. Oparł swoje czoło o moje i zamknął oczy. Dopiero teraz widziałam, że oddycha szybciej.
- Boisz się- stwierdziłam.
- Tak, ale nie zostawię cię- powiedział wciąż z zamkniętymi oczami. Pocałowałam go, a on mnie. Zaczęliśmy się całować. Usiadłam na jego nogach okrakiem. Cały świat znikł. Wszystkie zmartwienia i troski odeszły. Liczył się tylko on. Jego dłoń spoczęła na moim poliku. Drugą objął mnie w pasie i przyciągnął bliżej. Położyłam dłonie na jego klacie. Zaczęliśmy się coraz namiętniej całować. Usłyszałam pukanie do drzwi. Przestaliśmy się całować.
-Bella. Za dziesięć minut masz w-f.- krzyknęła za drzwi opiekunka Krystyna.Usłyszała jak odchodzi i odwróciłam się z powrotem do Marka. Patrzył na mnie głaszcząc moje włosy jedną ręką, a drugą trzymając delikatnie w tali.
- Lepiej nie spóźnij się na zajęcie. Poszukam czegoś. Spotkamy się na obiedzie ?- spytał
- Tak- powiedziałam i zeszłam z jego kolan. Stanęłam w bieliźnie na podłodze aż przeszły mnie ciarki. Wczoraj o tym nie myślałam, bo szybko się jej pozbyłam, ale dzisiaj... Kolejny powód dlaczego nie lubię sierocińca. Chciałabym mieć jakąś ładniejszą, bardziej seksowną bieliznę od tej. Zwykłych czarnych majtek i stanika. Mark wstał i podszedł do mnie.
- Do zobaczenia śliczny aniele- powiedział i pocałował mnie w czoło. Szybko zapiął dżinsy i założył koszulę po czym wyszedł.
- Do zobaczenia- powiedziałam.
************************************
Podczas przerwy obiadowej bez kłopotu wymknęłam się ze stołówki na boisko. A tam na jednej ławce czekał Mark. Gdy tylko się zbliżyłam wstał i podszedł do mnie.
- Mam nadzieję, że lubisz spaghetti- powiedział uśmiechając się. Kiwnęłam głową i pocałowałam go w polik.Usiedliśmy na przeciw siebie i zaczęliśmy w ciszy jeść.
- Znalazłem coś- powiedział przerywając ciszę Mark.
- Co ?- spytałam odkładając widelec na pusty talerz i biorąc łyk pysznego pomarańczowego soku.
- Przesłuchiwano Madie i Dominika. Ją wypuszczono, ale go wzięto do aresztu. Jednak niby ktoś zeznał, że tego dnia widział go z Madie w mieście. Więc potwierdzono mu alibi. Zaraz po jego wypuszczeniu nie było innych podejrzanych, więc uznano śmierć za samobójstwo- powiedział Mark
- Myślisz, że to mógł być on ?- spytałam
- Znalazłem to- powiedział pokazując mi jakiej papiery. Przejrzałam je. Listy zastraszające do Teresy. Jakiś nóż w folii. I papiery na temat śledztwa.
- Skąd to masz ?-spytałam. Takich papierów nie dostaję się od tak. To dowody. Tylko policja je ma.
- Mój dobry kuzyn pracuje w policji. Załatwił mi je.- powiedział- Spokojnie. Nic się nie stanie- dodał patrząc na mnie. Było coś jeszcze. W folii był jej pamiętnik.
- To też?- spytałam pokazując na pamiętnik.
- Tak- odpowiedział.
-Policja nie znalazła w nim nic ?-spytałam
- Nic. Co mogłoby pomóc w udowodnieniu, że to było morderstwo.-powiedział.
- Pewnie, bo na pewno miała by czas by go opisać gdy umierała- powiedziałam. Oboje się roześmialiśmy.
- Przeglądałeś go?- spytałam.
- Nie. Pomyślałem, że zrobimy to razem- powiedział uśmiechając się.- Może chodźmy do ciebie- zaproponował.
- Tak- powiedziałam. Na szczęście nie miałam już żadnych lekcji.
Usiadłam przy biurku i otworzyłam ostrożnie pamiętnik. Może nie powinnam, ale to powinno pomóc. Mark zaczął przeglądać papiery. Nie rozumiem. Dostawała listy z pogróżkami, a uznano to za samobójstwo. Dziwne.
"18.marca.2012r. Dzisiaj stało się coś dziwnego. Ktoś mnie śledził. Nie wydawało mi się to. Czułam jego obecność wszędzie. Na lekcji. w toalecie. W pokoju. Na boisku. WSZĘDZIE. Boję się. Byłam u tym u opiekunki Magdy, ale ona mi nie uwierzyła. Może faktycznie mi się przywidziało?"- pierwszy wpis, który rzucił mi się oczy.
"28.marca. 2012r. Ktoś zaatakował mnie na boisku. Nie widziałam twarzy, ale pobił mnie.Mam pełno sińców. Boję się ! Jedyne co on powiedział to- pójdź do kogoś, a cię zabiję.- Jestem przerażona. Nie wiem co robić. Boję się !" Kolejny wpis świadczący o tym ,że ktoś ją prześladuję.
" 14.kwietnia.2012r. Jakiś facet chyba ten sam co wtedy na boisku rzucił we mnie kamienie. Dostałam kamieniem w brzuch. Strasznie mnie boli. Jednak nie wiedział twarzy. Był cały na czarno i w kominiarce. Boję się. Dostałam tym kamieniem na boisku. A jeżeli on wejdzie do środka ? Boję się go, ale nikt mi nie wierzy. Ja jednak wiem, że coś jest nie tak."- Czy nasza policja jest tak durna ????
"28.kwietnia.2012r. Boję się ! Byłam w łazience. On tam był. Zaczął mnie obmacywać. Próbowałam uciec, ale na próżno. Przycisnął mnie do ściany i zaczął rozbierać. Krzyczałam i błagałam, aby przestał, ale na nic. Śmiał się. Krzyczałam, ale on zamknął mi usta ręką. Wierzgałam rękami i nogami. Nie widziałam dokładnie twarzy. Dostrzegłam jednak ciemne włosy i oczy. Chciałam ściągnąć kaptur, ale zatrzymał moje dłonie. Jestem przerażona. Cała się trzęsę. Rozebrał mnie i rzucił na podłogę. Zaczął....błagałam, aby przestał, ale on tylko się śmiał. I nazywał mnie "Dziwką" "Moja szmata" i inne. Opierałam się, ale na próżno. Nie chciałam. Płakałam i błagałam, ale on jakby mnie nie słyszał. Zaczął mnie do tego bić. Chciałam umrzeć, ale gdy już ledwo byłam przytomna... przestał. Powiedział : Wrócę i znów się zabawimy. Spróbuj komuś donieść, a źle się to skończy" Wybiegałam i teraz jestem tutaj. Jestem przerażona. Czuję się cała brudna !! Nie chcę żyć. Boję się. Nie chcę go znowu widzieć. Nie chcę aby znów mi to zrobił. Nie chcę aby.... znów mnie zgwałcił! "- Nie no ta policja to chyba ślepa była. Normalnie idiotyzm do kwadratu !!!
"23. maja.2012r. Znów tu był. Przywiązał mnie do łóżka i znów zaczął gwałcić i bić. Prosiłam, ale nic nie robił z tego. Parę dni wcześniej byłam u opiekunek, ale mi nie uwierzyły. Nikt mi nie wierzy. A teraz.... On znowu to zrobił. Znów zagroził mi, ale tym razem na pamiątkę rozciął mi ramię. Nie wiem co robić. Nie chcę żyć. Nie mam po co. Nie chcę aby non stop mi to robił. Czuję się cała brudna !!! Ja chcę aby to się skończyło ! Nie potrafię tak żyć !"- Nie rozumiem. Dziewczynę bito i gwałcono, a oni jej nie wierzyli. Co to ma być ? Przecież są badania. Dlaczego jej nie zabrali na nie ?
- Nie rozumiem. Ktoś ją wykorzystywał, ale nikt jej nie wierzył. Jak mogli to przeoczyć- powiedziałam na głos.
- Nie wiem. Nie rozumiem tego. Listy to też pogróżki i niesmaczne słowa.- powiedział Mark siedzący obok mnie.
-Jak można coś takiego zrobić dziewczynie ?- odezwał się Mark pokazując mi zdjęcia z sekcji zwłok. Wyglądała tak jak ta w moich koszmarach. Tylko ran było więcej i były świeże.
- Nie wiem. Nie wyobrażam sobie, że to znosiła. Pewnie uznano ją za wariatkę. Ale jak można nie uwierzyć w takie rzeczy ? Przecież są badania.- powiedziałam.
- Nic nie rozumiem. Ale na pewno mordercą był facet, ale kto ?- spytał sam siebie Mark masując sobie kark.
- Nie wiem. Ktoś z sierocińca. Nie rozumiem dlaczego opiekunki jej nie uwierzyły- powiedziałam. Odłożyłam pamiętnik i zdjęcia.
Bo moja matka miała chorobę rozdwojenia osobowości. Myśleli, że ja także to mam-odezwała się Teresa.
Ale dlaczego nie poszłaś na policję ?- spytałam w myślach.
Byłam, ale oni stwierdzili to samo. Nikt mi nie wierzył. A on w końcu skończył to, a mnie uznano za samobójcę. Nie odejdę dopóki on nie zapłaci za to- odezwała się zjawa znowu.
Pomogę ci, ale nie rób nic Markowi- powiedziałam w myślach. Czułam na sobie spojrzenie Marka.
Nie. Musicie to zrobić do twoich urodzin, bo będzie za późno- powiedziała Teresa,
- Jak za późno ?- spytałam tym razem na głos.
- O co chodzi kochanie ?- odezwał się Mark dotykając mojego ramienia. Nie dostałam odpowiedzi.
- Nic. Teresy mama miała rozdwojenie osobowości, więc uznano, że i ona ma to- powiedziałam.
- Nasi policjanci to idioci. - powiedział Mark. Uśmiechnęłam się, bo zgadzałam się z tym. Oddałam mu rzeczy, a on schował je do torby. Wstałam, a on stał naprzeciw mnie. Nasze ciała dzieliła jednia centymetrowa przestrzeń. Pochylił się nade mną i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i zarzuciłam mu ręce na szyję. Podniósł mnie i posadził na biurku. Oplotłam nogi na jego tali i przyciągnęłam jeszcze bliżej. Pocałunki stawały się coraz namietniejsze.
Nie ma mowy !-odezwała się Teresa. A ja odsunęłam się nagle gdy coś zapiekło mnie w gardle.
- Wszystko dobrze ?- spytał Mark. Próbowałam nabrać powietrza. Ból znikł, a ja łapczywie nabierałam powietrza.
- Ona- powiedział od razu się domyślając. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się lekko
- Krwawisz- stwierdziłam patrząc na jego wargi. Dolna miała lekką dziurkę z której ciekła krew. Mark uśmiechnął się.
- Ugryzłaś mnie- powiedział. Przysunął się bliżej, a ja pocałowałam go.
Mam znowu ?-odezwała się Teresa. Odsunęłam się lekko od niego.
- Nie da nam spokoju ?- upewnił się Mark.
- Raczej nie- powiedziałam.
- No dobra.....
- Możesz zostać ?-spytałam.
- Na zawsze- powiedział i pocałował mnie w czoło.
********************************************
Następne dni szukaliśmy czegoś co by nam pomogło, ale utknęliśmy w martwym punkcie. Nie obyło się bez romantycznych posiłków i spacerów. Niestety cały czas przeszkadzała nam Teresa. Kiedy całowaliśmy się w bibliotece, na dworze czy u mnie w pokoju zawsze nam przeszkadzała. A teraz. Zostały dwa dni do moich urodzin i coraz bardziej się boję. Musimy wiedzieć kto to był !
Wstałam i poszłam do łazienki. Ubrana byłam w jakąś koszulkę i dżinsy, których nie kojarzyłam. To nie moje ciuchy. Stałam w łazience, gdy nagle pojawił się on. Ubrany na czarno w kapturem na głowie. Nie widziałam twarzy, ale wydawał mi się dziwnie znajomy. Złapał mnie i przygwoździł mnie do ściany. Zaczęłam się szarpać i krzyczeć, ale na nic. Zamknął mi usta ręką . Zaczął mnie obmacywać. Wierzgałam się na marne. Spróbowałam ściągnąć kaptur, ale na nic. Zatrzymał moje dłonie. Zaczął mnie jeszcze bardziej obmacywać. Siłą ściągnął mi koszulkę. Zaczął mnie nachalnie całować. Miałam mdłości. Wierzgałam się, ale nic tego nie robił. Przygwoździł mnie do podłogi. Zaczęłam jeszcze bardziej się wierzgać.
- Proszę nie !- błagałam. Zsunął moje dżinsy i majtki. Zaczęłam płakać, ale on i tak to robił. Błagałam by przestał. To bolało. Jak nic.
- Moja dziwka-powiedział dziwnie znajomym głosem.
-moja szmata- kontynuował. Zaczął mnie bić. Chciałam umrzeć jak nigdy wcześniej. Kiedy już prawie zemdlałam ......przestał.
- Wrócę i znów się zabawimy. Spróbuj komuś donieść, a źle się to skończy- powiedział.
Usiadłam na łóżku cała zapłakana i spocona. Momentalnie poczułam czyjeś ramiona.
- Co się stało ?- spytał Mark obejmując mnie. Odwróciłam się i wtuliłam w niego.
- To tylko sen. Tylko sen- mówiłam do siebie. Schowałam się się w jego ciele.
- Co ci się śniło ?- spytał tuląc mnie.
- Chyba wspomnienie Teresy. Kiedy ten gościu dopadło ją w łazience- powiedziałam drżącym głosem. Czułam słone łzy na policzkach.
- Już dobrze. To tylko sen- powiedział Mark tuląc mnie i głaszcząc moje włosy.
- Wiem, ale jutro jest 25.maja- powiedziałam.
- Damy radę.- powiedział Mark. Spojrzałam w jego niebieskie oczy.
- A co jeżeli nie ?- spytałam- Nie mogę się stracić- dodałam. Uśmiechnął się do mnie.
- Nie stracisz. Śpij-powiedział i położył mnie. Sam położył się za mną i przytulił. Zamknęłam oczy u spróbowałam się uspokoić.
Obudziłam się i wstałam. Muszę jakoś się dowiedzieć. Dzisiaj ostatni dzień. Wróciłam z łazienki. Mark stał w pokoju z rękami za plecami.
- Sto lat.- powiedział gdy podeszłam bliżej. Podał mi piękny bukiet róż i pudełeczko. Wzięłam je
- Wszystkiego najlepszego z okazji 18 urodzin aniele- powiedział ściskając mnie. Odłożyłam róże na biurko i otworzyłam pudełko. Był tam piękny naszyjnik.
- Nie musiałeś- powiedziałam. Mark wyjął naszyjnik i zapiął mi go na szyi.
- Dziękuje- powiedziałam trzymając serduszko.
- Proszę bardzo. Piękny jak jego właścicielka.-powiedział i objął mnie tali.Dotknęłam jego policzka i pocałowałam go. Poczułam pierwsze łzy na policzkach.
- Co jest ?- spytał dotykając mojego polika.
- Tak chciałam aby skończyć już 18 lat i stąd wyjść, ale teraz.... wolałabym aby nie było moich urodzin- powiedziałam.
- Nie mów tak. To twój dzień.- powiedział.
- Ale do dzisiaj mieliśmy znaleźć mordercę-powiedziałam. Dotknął swoim czołem mojego i zamknął oczy. Wiedziałam, że myśli nas czymś.
- Nie martw się tym teraz. Chodź mam niespodziankę- powiedział otwierając oczy i biorąc moją dłoń.
*****************************
Po cudownym wieczorze na plaży wróciliśmy do mojego pokoju.
- Podobało się ?- spytał obejmując mnie. Coś mi się nie zgadzało. Coś było nie tak.
- Tak. Dziękuje. Mark dobrze się czujesz ?- spytałam zaniepokojona. Pocałował mnie tak namiętnie i czule jak nigdy. Poczułam, że coś jest nie tak. Nagle on oderwał się ode mnie i upadł na kolana. Cały zbladł.
- Mark wszystko dobrze ?! Mark !- krzyknęłam i padłam na kolana przy nim. Runął na ziemię, ale go złapałam. Przytuliłam go do siebie.
- Mark proszę ! Nie zostawiaj mnie !- krzyczałam płacząc.
- Teresa ! Proszę- krzyknęłam. Przedemną pojawiła się ona. Zjawa. Teresa. Nie przestraszyłam się na jej widok. Byłam zbyt przerażona o Marka.
- Proszę cię. Nie rób mu nic- powiedziałam płacząc.- Zrobię wszystko, ale nie zabieraj mi go- błagałam. Poczułam jak Mark chce coś powiedzieć, ale zamknęłam mu usta ręką. Przytuliłam go bardziej do siebie.
-Wiesz ?- zapytała obojętnie Teresa
- Nie, ale dowiem się. Proszę zostaw go.- prosiłam.
- Nie dowiedziałaś się, a on sam przysiągł- powiedziała. Coś mi zaświtało. Ten sen. Ten głos. Znam go
- To Dominik Toreto, prawda ?- spytałam.- To on cię prześladował i zabił. Mam rację ?- spytałam.
- Tak masz.- powiedziała. Spojrzałam na Marka. Nie ruszał się. Cały zbladł, ale oddychał, ale nie równomiernie. Oddechy były coraz rzadsze.
- Dowiedziałam się, teraz go zostaw- powiedziałam zła.
- Może wezmę go do siebie ? Jest słodki- powiedziała Teresa.
- Nie ! Dotrzymałam słowa. Powiem o wszystkim policji. Zostanie skazany, ale teraz twoja kolej. Zostaw nas w spokoju!- krzyknęłam.
- Dobrze. - powiedziała i zniknęła. Poczułam ulgę. Mark poruszył się i otworzył oczy.
- Co się....- zamknęłam mu usta ręką.
- Nic. Już po wszystkim.- powiedziałam. Wyplątał się z moich ramion i usiadł na podłodze.
- Czułem jakby wypalało mnie od środka. Ale słyszałem wszystko. Moje podejrzenia były trafne- powiedział Mark.
-Tak miałeś rację. Odeszła- powiedziałam.
- Chodź do mnie- powiedział rozkładając ramiona.Usiadłam na jego kolanach i wtuliłam się w jego ciało.
- Kocham cię- powiedział.
- Ja ciebie też. Nie zostawiaj mnie- powiedziałam wtulona w niego,
- Nigdy. Będę przy tobie zawsze-powiedział.
************************************
Wyprowadziłam się z sierocińca i zamieszkałam z Markiem. Zapisałam się do szkoły od września. Zeznaliśmy na policji. Dominik okazał się być winny. Jej morderstwa. Morderstwa Rosy i próby zabicia mnie. Teraz już nic nam nie grozi. A ja jestem najszczęśliwszą dziewczyną świata, bo mam przy sobie Marka.
- Kochanie chodź na chwilę !- zawołał z ogrodu Mark. Zbiegłam po schodach i wyszłam do ogrodu. Stanęłam jak wryta. Przed Markiem stała dziewczyna. W białej sukience. Piękna. Ale podobna. TO TERESA !
- Co ona tu robi ?- spytałam podchodząc do Marka . Wziął mnie za rękę.
- Chciałam się pożegnać. Dzięki tobie... dzięki wam mogę iść do nieba. Chciałam wam podziękować- powiedziała dziewczyna.
- Mam nadzieję, że będziesz tam szczęśliwa- powiedziałam uśmiechając się.
- Tak. Przepraszam was za wszystko- powiedziała Teresa,
- Nie gniewamy się-powiedział Mark.
- Dziękuje jeszcze raz- powiedziała i zniknęła. Spojrzałam na Marka. Ten objął mnie i przyciągnął mnie do siebie.
- Teraz już wszystko dobrze ?- spytał
- Było od kiedy mam ciebie. Jest i będzie do końca. Kocham cię- powiedziałam dotykając jego polika.
- Ja ciebie bardziej- powiedział i pocałował mnie. Teraz mam wszystko. Kocham go i wiem, że będzie dobrze. Ja to wiem!!!
Obudziłam się przytulona plecami do klaty Marka. Uśmiechnęłam się na wspomnienia z zeszłej nocy.
Rzygam przez was, wiesz ? Miał ci pomóc, ale nie tak. Bleee-odezwała się Teresa w mojej głowie. To trzeba było wyjść.Mam cię dość. Chcę być szczęśliwa... z Markiem- pomyślałam. Miałam serdecznie dość tego całego ducha. Tych całych zastrasznek. Chciałam żyć. Normalnie z Markiem. A nie słuchać jakiegoś ducha i robić co on mi każe. Naglę brzuch zaczął strasznie mnie boleć. Jakby ktoś wypalał mi go od środka. Złapałam się za brzuch i starałam uspokoić zginając się w pół.
Chcesz być z tym chłoptasiem to wypełnij zadanie. I nie wystawiaj mnie na próbę. Widzisz co umiem- odezwała się zjawa w mojej głowie. Ból jeszcze się na silił. Z trudem powstrzymałam krzyk.
- Bella wszystko w porządku?- spytał Mark. Poczułam jego ciepłą dłoń na swoim ramieniu.
Nie waż mu się powiedzieć- ostrzegła mnie Teresa.
- Ta..Tak- powiedziałam z trudem. Ból wciąż nie zelżał ja ja miałam ochotę płakać i krzyczeć. Przestań- powiedziałam w myślach do niej, ale ona mnie nie słuchała. Zgięłam się bardziej i starałam zapanować nad oddechem.
- Bella. Co się dzieje ?- spytała Mark. Momentalnie klęczał w samych bokserkach przede mną na podłodze i przyglądał mi się z strachem.
- Ni.. Nic.... Brzu...ch mnie....boli- wyjąkałam. Spojrzałam w jego niebieskie oczy i odrazu wiedziałam, że mi nie wierzy.
- Mów prawdę. Widzę, że coś jest nie tak. Gdzie cię boli ?- spytał. Ledwo co dałam radę się wyprostować ból nie dawał mi spokoju. Przestań !- krzyczałam w myślach. Wskazałam Markowi dolną cześć brzucha gdzie najbardziej piekło.Jakbym miała w środku żywy ogień.
- Musisz iść do lekarza- powiedział dotykając mojego nagiego brzucha. Zapomniałam, że jestem w samej bieliźnie. Jakoś się tym nie martwiłam.
- Nie !- zaprzeczyłam. Teresa przestań. Błagam- pomyślałam z łzami w oczach.
Będziesz szukać mordercy ?-spytała. Tak, tylko przestań- pomyślałam, a ból zelżał. Nie do końca, ale z każdym wdechem było coraz lepiej.
- Bello wszystko dobrze ? Powiedz coś- odezwał się przestraszony Mark dotykając moich kolan.
- Już dobrze. Przeszło.- odpowiedziałam siadając prosto i patrząc na klęczącego Marka. Widziałam w jego oczach strach i niepokój.
- Na pewno ?-spytał przyglądają mi się. Czułam, że jestem spocona. Dotknęłam ręką jego policzka i pogładziłam go.
- Tak.- powiedziałam. Obrócił głowę i pocałował moją dłoń.
- Nie chcę aby coś ci się stało. Powiedz mi wiesz dlaczego cię tak zabolał ?-spytał Mark siadając obok mnie. Jasne, że wiem. Duch, który mnie nawiedzał tak chciał mnie przestraszyć- pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos. Nie chcę kłamać Markowi, ale nie mogę mu powiedzieć prawdy. Tylko by się martwił. No i jeszcze byłby w większym niebezpieczeństwie.
- Nie.-skłamałam unikając jego wzroku. Patrzyłam na swoje dłonie, które lekko drżały jak zawsze gdy kłamałam lub się bałam. Tym razem nie wiedziałam dlaczego. Czułam na sobie wzrok jego niebieskich oczu.
-Wiesz, że cie kocham, tak ?- spytał nagle Mark, a ja spojrzałam na niego. Po co to mówi. Nie potrafię go okłamywać. Nie gdy mówi mi te rzeczy.
- Tak. Ja ciebie też- powiedziałam drżącym głosem patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że zaraz się rozpłaczę. Tylko dlaczego ? Bałam się jej, ale nie przy Marku. Chyba dlatego, że tak go kocham.
- Wiem. Więc dlaczego nie powiesz mi prawdy ?- spytał patrząc w moje oczy. Nie był zły.
- Nie mogę.- powiedziałam cicho spuszczając głowę. Ujął mój podbródek i uniósł do góry.
- Nie boję się. Chcę wiedzieć. Powiedz mi. Chcę ci pomóc- oświadczył trzymając mój podbródek. Patrzyłam w jego niebieskie hipnotyzujące oczy i wiedziałam, że zaraz powiem wszystko.
- Ja.... Ta zjawa ona chcę abym odnalazła winnego jej śmierci.... Ale nie chcę mi powiedzieć kim on jest.- powiedziałam.
- I tak to robimy. Ale.....
- Jestem z nią połączona. Siedzi w mojej głowie- przerwałam mu. Przyjrzał mi się, ale wiedziałam, że wie, że nie kłamie.
- Jak to ?- spytał w końcu.
- Przyśniła mi się ostatnio. Powiedziałam, że nie będę szukać sprawcy, że ma mnie zostawić. A ona powiedziała, że puki nie odnajdę mordercy będę miała ją na głowie.- odpowiedziałam. Poczułam lekki ból w brzuchu. To samo pieczenie. Stawało się coraz mocniejsze.
Miałaś mu nie mówić. Pójdzie po księdza, który nic nie da- odezwała się Teresa. Ból wciąż rósł.
- Ten ból to też ona ?- spytał. Nie wytrzymałam. Ból znów stał się tak silny. Zaczęłam cicho jęczeć i padłam na łóżku. Łzy leciały mi po policzku. Czułam, że ktoś pali mi wnętrzności.
- Bella ! Co się dzieje ?!- krzyczał przerażony Mark.
- Nie... powinna...m ci .... mówić- wykrztusiłam jęcząc z bólu. Mark wziął mnie na ręce i przytulił do siebie. Starałam się oddychać równo, ale przez ból ledwo co oddychałam. Wtuliłam się w jego nagą klatę wciąż płacząc i jęcząc.
- Przestań ! Nie rób jej nic ! Nikomu nic nie powiem. Odnajdziemy twojego mordercę! - krzyknął Mark wciąż mnie tuląc.
Jaki słodki. Może on będzie lepszy. Co sądzisz ? Może niech on trochę się pomęczy-odezwała się zjawa.
-Nie...waż się ! Zostaw go w....spokoju !- krzyknęłam. Od tego bólu cała zaczęłam drzeć. Czemu po prostu mnie nie zabije.
- Przysięgam na swoje życie, że odnajdziemy go. Tylko zostaw w spokoju Belle- powiedział błagalnym tonem Mark. Zaczęłam się szamotać w sprzeciwie, ale on przycisnął mnie mocniej do siebie.
Zgoda. Jeżeli nie odnajdziecie go do twoich urodzin. On za to zapłaci-odezwała się Teresa w moich myślach. Ból zniknął. Siedziałam nieruchomo w ramionach Marka. Przerażona.
- Coś ty zrobił ?- spytałam chowając twarz w jego klatę. Mamy 13 dni na znalezienie zabójcy, a nie wiemy od czego zacząć. Nie mogę pozwolić, aby on umarł.
- Wiem. Słyszałem ją w głowie. Ale nie pozwolę aby cię raniła- powiedział spokojnie Mark tuląc mnie i gładząc moje plecy.
- Umrzesz, a ja nie chcę tego. Nie mogę pozwolić aby mi cię zabrała- powiedziałam płacząc.
- Nikt ci mnie nie zabierze. Wszystko będzie dobrze- powiedział. Nie! Nie będzie. Jak mamy znaleźć mordercę ? Nie wiem od czego zacząć ? Ona mi go zabierze! Nie! Nie pozwolę jej na to.
- Mamy 13 dni. Jak my damy radę ?- spytałam bardziej siebie. Odchylił moją głowę tak, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. Moje przerażone. Jego spokojnie i opiekuńcze.
- Damy radę- powiedział zbliżając się. Oparł swoje czoło o moje i zamknął oczy. Dopiero teraz widziałam, że oddycha szybciej.
- Boisz się- stwierdziłam.
- Tak, ale nie zostawię cię- powiedział wciąż z zamkniętymi oczami. Pocałowałam go, a on mnie. Zaczęliśmy się całować. Usiadłam na jego nogach okrakiem. Cały świat znikł. Wszystkie zmartwienia i troski odeszły. Liczył się tylko on. Jego dłoń spoczęła na moim poliku. Drugą objął mnie w pasie i przyciągnął bliżej. Położyłam dłonie na jego klacie. Zaczęliśmy się coraz namiętniej całować. Usłyszałam pukanie do drzwi. Przestaliśmy się całować.
-Bella. Za dziesięć minut masz w-f.- krzyknęła za drzwi opiekunka Krystyna.Usłyszała jak odchodzi i odwróciłam się z powrotem do Marka. Patrzył na mnie głaszcząc moje włosy jedną ręką, a drugą trzymając delikatnie w tali.
- Lepiej nie spóźnij się na zajęcie. Poszukam czegoś. Spotkamy się na obiedzie ?- spytał
- Tak- powiedziałam i zeszłam z jego kolan. Stanęłam w bieliźnie na podłodze aż przeszły mnie ciarki. Wczoraj o tym nie myślałam, bo szybko się jej pozbyłam, ale dzisiaj... Kolejny powód dlaczego nie lubię sierocińca. Chciałabym mieć jakąś ładniejszą, bardziej seksowną bieliznę od tej. Zwykłych czarnych majtek i stanika. Mark wstał i podszedł do mnie.
- Do zobaczenia śliczny aniele- powiedział i pocałował mnie w czoło. Szybko zapiął dżinsy i założył koszulę po czym wyszedł.
- Do zobaczenia- powiedziałam.
************************************
Podczas przerwy obiadowej bez kłopotu wymknęłam się ze stołówki na boisko. A tam na jednej ławce czekał Mark. Gdy tylko się zbliżyłam wstał i podszedł do mnie.
- Mam nadzieję, że lubisz spaghetti- powiedział uśmiechając się. Kiwnęłam głową i pocałowałam go w polik.Usiedliśmy na przeciw siebie i zaczęliśmy w ciszy jeść.
- Znalazłem coś- powiedział przerywając ciszę Mark.
- Co ?- spytałam odkładając widelec na pusty talerz i biorąc łyk pysznego pomarańczowego soku.
- Przesłuchiwano Madie i Dominika. Ją wypuszczono, ale go wzięto do aresztu. Jednak niby ktoś zeznał, że tego dnia widział go z Madie w mieście. Więc potwierdzono mu alibi. Zaraz po jego wypuszczeniu nie było innych podejrzanych, więc uznano śmierć za samobójstwo- powiedział Mark
- Myślisz, że to mógł być on ?- spytałam
- Znalazłem to- powiedział pokazując mi jakiej papiery. Przejrzałam je. Listy zastraszające do Teresy. Jakiś nóż w folii. I papiery na temat śledztwa.
- Skąd to masz ?-spytałam. Takich papierów nie dostaję się od tak. To dowody. Tylko policja je ma.
- Mój dobry kuzyn pracuje w policji. Załatwił mi je.- powiedział- Spokojnie. Nic się nie stanie- dodał patrząc na mnie. Było coś jeszcze. W folii był jej pamiętnik.
- To też?- spytałam pokazując na pamiętnik.
- Tak- odpowiedział.
-Policja nie znalazła w nim nic ?-spytałam
- Nic. Co mogłoby pomóc w udowodnieniu, że to było morderstwo.-powiedział.
- Pewnie, bo na pewno miała by czas by go opisać gdy umierała- powiedziałam. Oboje się roześmialiśmy.
- Przeglądałeś go?- spytałam.
- Nie. Pomyślałem, że zrobimy to razem- powiedział uśmiechając się.- Może chodźmy do ciebie- zaproponował.
- Tak- powiedziałam. Na szczęście nie miałam już żadnych lekcji.
Usiadłam przy biurku i otworzyłam ostrożnie pamiętnik. Może nie powinnam, ale to powinno pomóc. Mark zaczął przeglądać papiery. Nie rozumiem. Dostawała listy z pogróżkami, a uznano to za samobójstwo. Dziwne.
"18.marca.2012r. Dzisiaj stało się coś dziwnego. Ktoś mnie śledził. Nie wydawało mi się to. Czułam jego obecność wszędzie. Na lekcji. w toalecie. W pokoju. Na boisku. WSZĘDZIE. Boję się. Byłam u tym u opiekunki Magdy, ale ona mi nie uwierzyła. Może faktycznie mi się przywidziało?"- pierwszy wpis, który rzucił mi się oczy.
"28.marca. 2012r. Ktoś zaatakował mnie na boisku. Nie widziałam twarzy, ale pobił mnie.Mam pełno sińców. Boję się ! Jedyne co on powiedział to- pójdź do kogoś, a cię zabiję.- Jestem przerażona. Nie wiem co robić. Boję się !" Kolejny wpis świadczący o tym ,że ktoś ją prześladuję.
" 14.kwietnia.2012r. Jakiś facet chyba ten sam co wtedy na boisku rzucił we mnie kamienie. Dostałam kamieniem w brzuch. Strasznie mnie boli. Jednak nie wiedział twarzy. Był cały na czarno i w kominiarce. Boję się. Dostałam tym kamieniem na boisku. A jeżeli on wejdzie do środka ? Boję się go, ale nikt mi nie wierzy. Ja jednak wiem, że coś jest nie tak."- Czy nasza policja jest tak durna ????
"28.kwietnia.2012r. Boję się ! Byłam w łazience. On tam był. Zaczął mnie obmacywać. Próbowałam uciec, ale na próżno. Przycisnął mnie do ściany i zaczął rozbierać. Krzyczałam i błagałam, aby przestał, ale na nic. Śmiał się. Krzyczałam, ale on zamknął mi usta ręką. Wierzgałam rękami i nogami. Nie widziałam dokładnie twarzy. Dostrzegłam jednak ciemne włosy i oczy. Chciałam ściągnąć kaptur, ale zatrzymał moje dłonie. Jestem przerażona. Cała się trzęsę. Rozebrał mnie i rzucił na podłogę. Zaczął....błagałam, aby przestał, ale on tylko się śmiał. I nazywał mnie "Dziwką" "Moja szmata" i inne. Opierałam się, ale na próżno. Nie chciałam. Płakałam i błagałam, ale on jakby mnie nie słyszał. Zaczął mnie do tego bić. Chciałam umrzeć, ale gdy już ledwo byłam przytomna... przestał. Powiedział : Wrócę i znów się zabawimy. Spróbuj komuś donieść, a źle się to skończy" Wybiegałam i teraz jestem tutaj. Jestem przerażona. Czuję się cała brudna !! Nie chcę żyć. Boję się. Nie chcę go znowu widzieć. Nie chcę aby znów mi to zrobił. Nie chcę aby.... znów mnie zgwałcił! "- Nie no ta policja to chyba ślepa była. Normalnie idiotyzm do kwadratu !!!
"23. maja.2012r. Znów tu był. Przywiązał mnie do łóżka i znów zaczął gwałcić i bić. Prosiłam, ale nic nie robił z tego. Parę dni wcześniej byłam u opiekunek, ale mi nie uwierzyły. Nikt mi nie wierzy. A teraz.... On znowu to zrobił. Znów zagroził mi, ale tym razem na pamiątkę rozciął mi ramię. Nie wiem co robić. Nie chcę żyć. Nie mam po co. Nie chcę aby non stop mi to robił. Czuję się cała brudna !!! Ja chcę aby to się skończyło ! Nie potrafię tak żyć !"- Nie rozumiem. Dziewczynę bito i gwałcono, a oni jej nie wierzyli. Co to ma być ? Przecież są badania. Dlaczego jej nie zabrali na nie ?
- Nie rozumiem. Ktoś ją wykorzystywał, ale nikt jej nie wierzył. Jak mogli to przeoczyć- powiedziałam na głos.
- Nie wiem. Nie rozumiem tego. Listy to też pogróżki i niesmaczne słowa.- powiedział Mark siedzący obok mnie.
-Jak można coś takiego zrobić dziewczynie ?- odezwał się Mark pokazując mi zdjęcia z sekcji zwłok. Wyglądała tak jak ta w moich koszmarach. Tylko ran było więcej i były świeże.
- Nie wiem. Nie wyobrażam sobie, że to znosiła. Pewnie uznano ją za wariatkę. Ale jak można nie uwierzyć w takie rzeczy ? Przecież są badania.- powiedziałam.
- Nic nie rozumiem. Ale na pewno mordercą był facet, ale kto ?- spytał sam siebie Mark masując sobie kark.
- Nie wiem. Ktoś z sierocińca. Nie rozumiem dlaczego opiekunki jej nie uwierzyły- powiedziałam. Odłożyłam pamiętnik i zdjęcia.
Bo moja matka miała chorobę rozdwojenia osobowości. Myśleli, że ja także to mam-odezwała się Teresa.
Ale dlaczego nie poszłaś na policję ?- spytałam w myślach.
Byłam, ale oni stwierdzili to samo. Nikt mi nie wierzył. A on w końcu skończył to, a mnie uznano za samobójcę. Nie odejdę dopóki on nie zapłaci za to- odezwała się zjawa znowu.
Pomogę ci, ale nie rób nic Markowi- powiedziałam w myślach. Czułam na sobie spojrzenie Marka.
Nie. Musicie to zrobić do twoich urodzin, bo będzie za późno- powiedziała Teresa,
- Jak za późno ?- spytałam tym razem na głos.
- O co chodzi kochanie ?- odezwał się Mark dotykając mojego ramienia. Nie dostałam odpowiedzi.
- Nic. Teresy mama miała rozdwojenie osobowości, więc uznano, że i ona ma to- powiedziałam.
- Nasi policjanci to idioci. - powiedział Mark. Uśmiechnęłam się, bo zgadzałam się z tym. Oddałam mu rzeczy, a on schował je do torby. Wstałam, a on stał naprzeciw mnie. Nasze ciała dzieliła jednia centymetrowa przestrzeń. Pochylił się nade mną i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i zarzuciłam mu ręce na szyję. Podniósł mnie i posadził na biurku. Oplotłam nogi na jego tali i przyciągnęłam jeszcze bliżej. Pocałunki stawały się coraz namietniejsze.
Nie ma mowy !-odezwała się Teresa. A ja odsunęłam się nagle gdy coś zapiekło mnie w gardle.
- Wszystko dobrze ?- spytał Mark. Próbowałam nabrać powietrza. Ból znikł, a ja łapczywie nabierałam powietrza.
- Ona- powiedział od razu się domyślając. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się lekko
- Krwawisz- stwierdziłam patrząc na jego wargi. Dolna miała lekką dziurkę z której ciekła krew. Mark uśmiechnął się.
- Ugryzłaś mnie- powiedział. Przysunął się bliżej, a ja pocałowałam go.
Mam znowu ?-odezwała się Teresa. Odsunęłam się lekko od niego.
- Nie da nam spokoju ?- upewnił się Mark.
- Raczej nie- powiedziałam.
- No dobra.....
- Możesz zostać ?-spytałam.
- Na zawsze- powiedział i pocałował mnie w czoło.
********************************************
Następne dni szukaliśmy czegoś co by nam pomogło, ale utknęliśmy w martwym punkcie. Nie obyło się bez romantycznych posiłków i spacerów. Niestety cały czas przeszkadzała nam Teresa. Kiedy całowaliśmy się w bibliotece, na dworze czy u mnie w pokoju zawsze nam przeszkadzała. A teraz. Zostały dwa dni do moich urodzin i coraz bardziej się boję. Musimy wiedzieć kto to był !
Wstałam i poszłam do łazienki. Ubrana byłam w jakąś koszulkę i dżinsy, których nie kojarzyłam. To nie moje ciuchy. Stałam w łazience, gdy nagle pojawił się on. Ubrany na czarno w kapturem na głowie. Nie widziałam twarzy, ale wydawał mi się dziwnie znajomy. Złapał mnie i przygwoździł mnie do ściany. Zaczęłam się szarpać i krzyczeć, ale na nic. Zamknął mi usta ręką . Zaczął mnie obmacywać. Wierzgałam się na marne. Spróbowałam ściągnąć kaptur, ale na nic. Zatrzymał moje dłonie. Zaczął mnie jeszcze bardziej obmacywać. Siłą ściągnął mi koszulkę. Zaczął mnie nachalnie całować. Miałam mdłości. Wierzgałam się, ale nic tego nie robił. Przygwoździł mnie do podłogi. Zaczęłam jeszcze bardziej się wierzgać.
- Proszę nie !- błagałam. Zsunął moje dżinsy i majtki. Zaczęłam płakać, ale on i tak to robił. Błagałam by przestał. To bolało. Jak nic.
- Moja dziwka-powiedział dziwnie znajomym głosem.
-moja szmata- kontynuował. Zaczął mnie bić. Chciałam umrzeć jak nigdy wcześniej. Kiedy już prawie zemdlałam ......przestał.
- Wrócę i znów się zabawimy. Spróbuj komuś donieść, a źle się to skończy- powiedział.
Usiadłam na łóżku cała zapłakana i spocona. Momentalnie poczułam czyjeś ramiona.
- Co się stało ?- spytał Mark obejmując mnie. Odwróciłam się i wtuliłam w niego.
- To tylko sen. Tylko sen- mówiłam do siebie. Schowałam się się w jego ciele.
- Co ci się śniło ?- spytał tuląc mnie.
- Chyba wspomnienie Teresy. Kiedy ten gościu dopadło ją w łazience- powiedziałam drżącym głosem. Czułam słone łzy na policzkach.
- Już dobrze. To tylko sen- powiedział Mark tuląc mnie i głaszcząc moje włosy.
- Wiem, ale jutro jest 25.maja- powiedziałam.
- Damy radę.- powiedział Mark. Spojrzałam w jego niebieskie oczy.
- A co jeżeli nie ?- spytałam- Nie mogę się stracić- dodałam. Uśmiechnął się do mnie.
- Nie stracisz. Śpij-powiedział i położył mnie. Sam położył się za mną i przytulił. Zamknęłam oczy u spróbowałam się uspokoić.
Obudziłam się i wstałam. Muszę jakoś się dowiedzieć. Dzisiaj ostatni dzień. Wróciłam z łazienki. Mark stał w pokoju z rękami za plecami.
- Sto lat.- powiedział gdy podeszłam bliżej. Podał mi piękny bukiet róż i pudełeczko. Wzięłam je
- Wszystkiego najlepszego z okazji 18 urodzin aniele- powiedział ściskając mnie. Odłożyłam róże na biurko i otworzyłam pudełko. Był tam piękny naszyjnik.
- Nie musiałeś- powiedziałam. Mark wyjął naszyjnik i zapiął mi go na szyi.
- Dziękuje- powiedziałam trzymając serduszko.
- Proszę bardzo. Piękny jak jego właścicielka.-powiedział i objął mnie tali.Dotknęłam jego policzka i pocałowałam go. Poczułam pierwsze łzy na policzkach.
- Co jest ?- spytał dotykając mojego polika.
- Tak chciałam aby skończyć już 18 lat i stąd wyjść, ale teraz.... wolałabym aby nie było moich urodzin- powiedziałam.
- Nie mów tak. To twój dzień.- powiedział.
- Ale do dzisiaj mieliśmy znaleźć mordercę-powiedziałam. Dotknął swoim czołem mojego i zamknął oczy. Wiedziałam, że myśli nas czymś.
- Nie martw się tym teraz. Chodź mam niespodziankę- powiedział otwierając oczy i biorąc moją dłoń.
*****************************
Po cudownym wieczorze na plaży wróciliśmy do mojego pokoju.
- Podobało się ?- spytał obejmując mnie. Coś mi się nie zgadzało. Coś było nie tak.
- Tak. Dziękuje. Mark dobrze się czujesz ?- spytałam zaniepokojona. Pocałował mnie tak namiętnie i czule jak nigdy. Poczułam, że coś jest nie tak. Nagle on oderwał się ode mnie i upadł na kolana. Cały zbladł.
- Mark wszystko dobrze ?! Mark !- krzyknęłam i padłam na kolana przy nim. Runął na ziemię, ale go złapałam. Przytuliłam go do siebie.
- Mark proszę ! Nie zostawiaj mnie !- krzyczałam płacząc.
- Teresa ! Proszę- krzyknęłam. Przedemną pojawiła się ona. Zjawa. Teresa. Nie przestraszyłam się na jej widok. Byłam zbyt przerażona o Marka.
- Proszę cię. Nie rób mu nic- powiedziałam płacząc.- Zrobię wszystko, ale nie zabieraj mi go- błagałam. Poczułam jak Mark chce coś powiedzieć, ale zamknęłam mu usta ręką. Przytuliłam go bardziej do siebie.
-Wiesz ?- zapytała obojętnie Teresa
- Nie, ale dowiem się. Proszę zostaw go.- prosiłam.
- Nie dowiedziałaś się, a on sam przysiągł- powiedziała. Coś mi zaświtało. Ten sen. Ten głos. Znam go
- To Dominik Toreto, prawda ?- spytałam.- To on cię prześladował i zabił. Mam rację ?- spytałam.
- Tak masz.- powiedziała. Spojrzałam na Marka. Nie ruszał się. Cały zbladł, ale oddychał, ale nie równomiernie. Oddechy były coraz rzadsze.
- Dowiedziałam się, teraz go zostaw- powiedziałam zła.
- Może wezmę go do siebie ? Jest słodki- powiedziała Teresa.
- Nie ! Dotrzymałam słowa. Powiem o wszystkim policji. Zostanie skazany, ale teraz twoja kolej. Zostaw nas w spokoju!- krzyknęłam.
- Dobrze. - powiedziała i zniknęła. Poczułam ulgę. Mark poruszył się i otworzył oczy.
- Co się....- zamknęłam mu usta ręką.
- Nic. Już po wszystkim.- powiedziałam. Wyplątał się z moich ramion i usiadł na podłodze.
- Czułem jakby wypalało mnie od środka. Ale słyszałem wszystko. Moje podejrzenia były trafne- powiedział Mark.
-Tak miałeś rację. Odeszła- powiedziałam.
- Chodź do mnie- powiedział rozkładając ramiona.Usiadłam na jego kolanach i wtuliłam się w jego ciało.
- Kocham cię- powiedział.
- Ja ciebie też. Nie zostawiaj mnie- powiedziałam wtulona w niego,
- Nigdy. Będę przy tobie zawsze-powiedział.
************************************
Wyprowadziłam się z sierocińca i zamieszkałam z Markiem. Zapisałam się do szkoły od września. Zeznaliśmy na policji. Dominik okazał się być winny. Jej morderstwa. Morderstwa Rosy i próby zabicia mnie. Teraz już nic nam nie grozi. A ja jestem najszczęśliwszą dziewczyną świata, bo mam przy sobie Marka.
- Kochanie chodź na chwilę !- zawołał z ogrodu Mark. Zbiegłam po schodach i wyszłam do ogrodu. Stanęłam jak wryta. Przed Markiem stała dziewczyna. W białej sukience. Piękna. Ale podobna. TO TERESA !
- Co ona tu robi ?- spytałam podchodząc do Marka . Wziął mnie za rękę.
- Chciałam się pożegnać. Dzięki tobie... dzięki wam mogę iść do nieba. Chciałam wam podziękować- powiedziała dziewczyna.
- Mam nadzieję, że będziesz tam szczęśliwa- powiedziałam uśmiechając się.
- Tak. Przepraszam was za wszystko- powiedziała Teresa,
- Nie gniewamy się-powiedział Mark.
- Dziękuje jeszcze raz- powiedziała i zniknęła. Spojrzałam na Marka. Ten objął mnie i przyciągnął mnie do siebie.
- Teraz już wszystko dobrze ?- spytał
- Było od kiedy mam ciebie. Jest i będzie do końca. Kocham cię- powiedziałam dotykając jego polika.
- Ja ciebie bardziej- powiedział i pocałował mnie. Teraz mam wszystko. Kocham go i wiem, że będzie dobrze. Ja to wiem!!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)