czwartek, 17 lipca 2014

                      Cześć 3. Sierociniec 

                     Obudziłam się w jakimś obcym pokoju. Ściany były białe, a ja leżałam na jednym z łóżek ustawionym w rządku. Próbowałam wstać, ale przeszył mnie ból od dolnej części brzucha w górę. Z całych sił podniosłam się by usiąść. To nie mój pokój. Odrzuciłam kołdrę niżej i podniosłam swoją czystą koszulkę. Miałam zabandażowany brzuch, a na bandażu była plama krwi. Co się stało ? Pamiętam jak poszłam do łazienki, a potem...... Ktoś mnie zaatakował. Dźgnął mnie noże i rzucił o ścianę. Ostatnie co pamiętam to swój krzyk ,łzy i go idącego w moja stronę, a potem tylko ciemność. Umarłam ? To niebo ? W takim razie gdzie anioły ? Myślałam, że po śmierci nie czuje się bólu. Ale skoro tak to może znaczyć,....... że nie umarłam.Ale jakim cudem żyje ? Nikogo prócz napastnika nie pamiętam. Kto mnie uratował. A może to był tylko sen ? Ale jeżeli byłby to sen to nie miałabym rany, tak ? A może ja nadal śnię ? Uszczypnęłam się w rękę, ale nic się nie stało. Nie śpię !! Ale co się stało ??? Ból cały czas był, ale do zniesienia. Nic nie rozumiem. Zwykle gdy ona mnie nawiedzała potem nie było śladów i nie przebierała się. Więc czy to mógłby być ktoś inny ? Ale kto ?
- Obudziłaś się- powiedziała spokojnie opiekunka Magda z opiekunką Krystyną. Obie wydawały się spokojne, ale i zdenerwowane zarazem.
- Co się stało ?- spytałam próbując wstać, obie od razu były przy mnie i powstrzymywały mnie. Ból nasilił się, ale zaraz zelżał.
- Zostałam ranna. Ogrodnik cię znalazł. Zadzwoniłyśmy po pogotowie, a teraz jesteś w szpitalu nie daleko sierocińca- odpowiedziała mi opiekunka Krystyna
- Nie wiemy kto cię zaatakował. Ogrodnik powiedział nam i policji, że widział tylko jak ktoś w kominiarce wyskakuje przez okno. Nie pobiegł za nim, bo zobaczył ciebie.- dodała opiekunka Magda dziwnie uprzejma. Czyli to Mark mnie uratował, ale gdzie był teraz ? Czy wszystko z nim dobrze ? Policja czeka aż się obudzisz chcą z tobą porozmawiać, dobrze ?- spytała delikatnie opiekunka Krystyna wyrywając mnie z rozmyśleń.
- Dobrze.- powiedziałam z trudem. Sama nie wiem co mam powiedzieć policji. Na pewno nie o nawiedzeniach. Uznaliby mnie za psychicznie chorą i zamknęli z zakładzie. Tego mi brakuje, ale kto chce mnie zabić ? I dlaczego ??? Co ja takiego zrobiłam ??? Opiekunki wstały rozmawiały chwilę przy drzwiach po czym do sali weszło dwóch policjantów. Jeden starszy pewnie oficer i młodszy.
- Witam, panno Cross. Znów się widzimy- powiedział starszy stając przy łóżku. Młody stanął naprzeciwko niego. Osaczyli mnie z obu stron jakby się bali, że ucieknę. Nawet gdybym chciała to nie mam jak. Przypomniał mi się ten starszy. Oficer Bross. Przesłuchiwał mnie po śmierci Rosy. Nie miałam go zamiaru nigdy więcej widzieć. Niestety nie było mi dane.
- Dzień dobry- powiedziałam z trudem siląc się na spokojny ton.
- Jak się pani czuję ? Jestem sierżant Dawid Briel- powiedział młodszy. Wolę go. Ale jedno nie dawało mi spokoju.
- Dobrze. Dziękuję. Czy wiedzą państwo kto mnie uratował ?- spytałam. Nie mogłam od razu się spytać "gdzie jest Mark ?'', bo byłyby podejrzenia.
- Tak. Pan Markus Raven- powiedział sztywno starszy policjant.
- Gdzie on teraz jest ?- spytałam, a obaj mężczyźni spojrzeli na mnie potem po sobie.- Chcę mu podziękować- dodałam pośpiesznie.
- Czeka na korytarzu. Chciał wejść, ale wpierw my mamy do pani parę pytań- powiedział oficer Bross.
- Proszę pytać- powiedziałam. Nie miałam za bardzo wyjścia.
                                   ***********************************
             Po zadaniu i odpowiedzeniu na pytania policjanci wyszli rozmawiając ze sobą. Nie za bardzo pomogłam. Nie miałam pojęcia, kto to mógł być. Nie wiedziałam kto mnie nienawidzi. Znaczy się Madie i Dominik, ale oni mi nie pasują. Nie byli by tacy głupi. Poza-tym była jedna osoba a nie dwie. Nie. Oni aż tacy źli nie są. Duch, ale ona się nie przebierała. Więc kto ? Nie widziałam twarzy. Miał kominiarkę. W sumie to nic co mogłoby pomóc. Nawet głosu. Nic. Siedziałam na łóżku starając oddychać się jak najwolniej, bo rana wciąż bolała.
- Wreszcie. Nie chcieli mnie wpuścić- powiedział Mark siadając na rogu łóżka. Nie daleko moich ud.
- Jak się czujesz ?- spytał odkładając kosmyk moich włosów za ucho. To dziwnie intymny gest, ale sprawił mi przyjemność i rumieniec na polikach.
- Bywało lepiej, ale dzięki tobie żyję. Dziękuję- powiedziałam z uśmiechając się do niego.
- Nie dziękuj. Omal nie zginęłaś.-powiedział dotykając mojego policzka- Nie wiem co bym...- zamilkł i zabrał rękę.- Mam złą wiadomość- powiedział w końcu. Spojrzałam na niego. Nie był już uśmiechnięty tylko zamyślony i niepewny.
- Dawaj- powiedziałam biorąc głęboki wdech i szykując się na wiadomość od Marka. Co jeszcze ?
- Być może morderca Rosy to ten sam co chciał ciebie zabić..- powiedział Mark. To nie takie straszne. Domyślałam się tego.- I..... Odkryto, że Rosa przed śmiercią.....- zamilkł.
- Co? Powiedz mi - nalegałam. Chce wiedzieć. To moja najlepsza przyjaciółka. Już na same jej imię łzy podeszły mi do oczu. Ale je powstrzymałam. Nie mogę non stop płakać. To była moja najlepsza i jedyna przyjaciółka. Nie zapomnę o niej. NIGDY. Ale chcę ją pomścić. Chcę zabić tego kto ją zabił....
- Została zgwałcona- dokończył w końcu Mark. Nie wierzę !! Kto śmiał ją tknąć ?!? Zabiję gnoja !!!! ZABIJĘ PRZYSIĘGAM.
- Ej nie płacz-powiedział Mark przytulając mnie. Nawet nie wiedziałam, że płaczę. Zabiję !!!
- I co teraz ? Ktoś chce mnie zabić, a do spółki mam ducha na głowie- powiedziałam płacząc- Moja przyjaciółka nie żyję przeze mnie. A teraz przyszła kolej na mnie. Zasłużyłam- powiedziałam.
- Nie. Przestań ! Nikt cię nie zabiję i to nie ty zabiłaś Rosę !- powiedział Mark z siłą w głosie.
- Nie możesz być przy mnie. Ciebie też skrzywdzi- powiedziałam odsuwając go od siebie.
- Przestań ! Nikt nikogo nie skrzywdzi !- powiedział łapiąc moje dłonie.
- Ale Rosa. Była bliska mi, a teraz nie żyje. Widziałeś tego ducha. On ci nie odpuści. I jeszcze ten facet..On cię....- zamknął mi usta ręką.
- Nie ! Przestań dramatyzować- powiedział i ugryzł się w język.
- Nie dramatyzuję ! Wynoś się ! Nie chcę cie widzieć !- krzyknęłam puścił mnie i patrzył na mnie. Nie cofnę się!
- Wynocha ! -powiedziałam gwałtownie poruszając się- Auu- krzyknęłam i złapałam się za brzuch. Mark momentalnie był jeszcze bliżej mnie- Odejdź!- krzyknęłam.
- Uspokój się. Połóż się- powiedział i pomógł mi się położyć.
- Wyjdź ! Nie chcę cię widzieć !- powiedziałam już spokojniej trzymając się za brzuch. Mark spojrzał na mnie, ale ja odwróciłam głowę. Kiedy znów spojrzałam w miejsce gdzie przed chwilą był nikogo tam nie było. Poszedł sobie. Tego chciałam, tak ? Jednak... Nie .Dobrze zrobiłam. On powinien mieć normalne życie. Normalną dziewczynę. Ha. Przecież my nie byliśmy razem. Więc czemu mam ochotę się wykrzyczeć i rozpłakać. Nie chciałam aby odszedł, ale wiedziałam, że tak będzie lepiej. Lepiej będzie jeżeli się już nie zobaczymy. Dla niego !
                                             ****************************
                Po dwóch dniach w szpitalu wróciłam do sierocińca. Przynajmniej w szpitalu miałam spokój. Żadnych duchów ! Miałam chwilę świętego spokoju.  Teraz wróciłam to początku. Rana się dobrze goiła. Miałam 12 szwów. Chyba. I tylko mały opatrunek. Już wogólę nie bolało. No może trochę gdy za bardzo się zmęczyłam. Ale da się znieść, więc wróciłam na lekcje. Moja kara się skończyła i nie musiałam widzieć się już z Markiem. Tylko, że teraz gdy jeszcze jego straciłam nie miałam nikogo z kim mogłam porozmawiać. Rosa nie żyję. Brakuję mi jej głupich historyjek.
- Cześć- powiedział niepewnie Rafał siadając naprzeciwko mnie w stołówce.
- Hej- nie wiedziałam jak się zachować. To chłopak mojej zmarłej przyjaciółki. Widziałam go w cieniu na pogrzebie. Nie myślałam żeby do niego podejść, bo nie wiedziałam na jakim etapie był ich związek. Ciekawe czy cierpi czy już o niej zapomniał ?
- Jak się trzymasz ?- spytał.
- Jakoś. A ty ?- spytałam.
- Źle. Nie mogę przestać o niej myśleć.- powiedział Rafał z bólem w głosie. Nie wiem czy dobrze zobaczyłam ,ale miał na policzku łzę. Jednak szybko znikła.
- Ja też.- przyznałam.
-Może ci nie powiedziała, ale byliśmy razem...
- Powiedziała-przerwałam mu.
-Aha. Powiedziała, że chcieliśmy wynieść się stąd po jej osiemnastych urodzinach ?- spytał a mnie zamurowało. Jej urodziny miałyby być za dwa tygodnie. A moje za niecały  miesiąc. 25. maja....
- Nie, nie miała okazji.- mruknęłam. Nie jestem na nią zła. Sama chciałam  stąd uciec zaraz po urodzinach. Jednak jej to nie było dane. Moja biedna Rosa. Tak cholernie za nią tęsknię !
- Aha. Chciałem żebyś wiedziała. Pomyślałem, że... może.... A nie ważne- powiedział wstając. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo już go nie było. Co ?? To było głupie i dziwne.  Wstałam i wyszłam na korytarz. Weszłam to toalety i grymas ogarnął moją twarz. Nienawidzę tego miejsca. Tu nawiedził mnie duch. Tu zginęła Rosa. Tu omal ja nie umarłam. Obmyłam szybko twarz,a w lustrze zobaczyłam Madie. Z tym swoim wrednym uśmiechem.
- Nie zapomniałam- powiedziała, a ja momentalnie się odwróciłam do  niej twarzą.
- Co ?- spytałam cofając się.
- Musiałam trzy razy myć głowę. Nie ładnie- powiedziała zbliżając się. Cofnęłam się o krok.
- A co Dominik ci ich nie umył ? Swoim języczkiem ?- spytałam uśmiechając się chamsko.
- Odwołaj to !- powiedziałam machając mi moją żyletką przed dłonią- Oj nie ładnie Bello. Ciekawe jak zareaguje twój chłopak ?- spytała bawiąc się żyletką.
- Nie mam chłopaka- powiedziałam patrząc w jej zimne oczy.
- Ojoj nie wypieraj się. Wiem wszystko. Nie jestem głupia. Nie ładnie kłamać.- powiedziała i udała, że przecina sobie nadgarstek. Złapała mnie za dłoń.
- Puszczaj !- krzyknęłam gdy podniosła rękaw mojej bluzki.
- Ojej. Biedna ty- powiedziała ironicznie- Kiedy ostatnio ?- spytała dotykając moich blizn.
- Nie twój interes. Daj mi spokój-powiedziałam wyrywając swoją dłoń z jej uścisku.
- Co ja ci zrobiłam ?- spytałam wkurzona.
- Nic. Zupełnie nic- powiedziała dotykając mojego policzka. Cofnęłam się obrzydzona.
- Zostaw mnie w świętym spokoju !- powiedziałam i wyszłam
- Pożałujesz, że wtedy nie umarłaś- usłyszałam jeszcze, ale nie przejęłam się zbytnio.
                                   ****************************************
                      Wróciłam do pokoju. Nie miałam co ze sobą zrobić. Od kiedy Rosy nie ma nie mam z kim rozmawiać. Marka także nie widziałam od powrotu ze szpitala. Wiem, że nadal pracuje, ale starałam się go unikać.  Nie wiem co ze sobą robić. Kiedy jestem sama mam ciarki i wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Mam już dość tego miejsca. Mieszkania tu przez 10 lat. Nawiedzania. Śmierci Rosy. Próby pozbycia się mnie. Nie mam po co tu dłużej tkwić. Jak tylko skończę 18 lat wyniosę się stąd jak najdalej. Nie będę tu anie dni dłużej. Zostały tylko dwa tygodnie do moich urodzin. Muszę jakoś to wytrzymać, a potem wyniosę się jak najdalej. Nie wiem gdzie, ale dam radę.
Poczułam chłód w całym ciele i czyiś oddech na karku.  Wiedziałam kto to. Miałam jej serdecznie dość!
- Daj mi spokój !- krzyknęłam i wstałam. Odwróciłam się do niej twarzą. Wyglądała tak samo przerażająco. Blizny na oczach. Z szyte usta. Pełno ran i blizn. No i podarta sukienka. Patrzyła na mnie, ale ja miałam serdecznie dość uciekania. Miałam dość strachu.
- Nie boję się ciebie! Jesteś tylko widmem! Nic mi nie zrobisz !- wykrzyczałam, ale cofnęłam się gdy ta wstała.
- Już to widzę. Cała się trzęsiesz- powiedziała tym głosem, a mi włosy stanęły dęba.
- Co ja ci zrobiłam ?! To nie ja się zabiłam !-krzyknęłam.
- Nie, ale niedługo do mnie dołączysz- powiedziała.
- Co ?! Jesteś duchem nic mi nie możesz zrobić-powiedziałam, ale głos mi drżał.
- Ja nie. Ale ktoś inny tak.- powiedziała podchodząc o krok. - Nie chciałam tu być i nie chcę- dodała patrząc na mnie tymi oczami. Nie widziałam w nich złości tylko smutek.
- Ale co ja mam do tego ?! Nie wiedziałam, że umarłaś.... Ja nic nie wiem !- powiedziałam, ze łzami w oczach.
- Ale musisz się dowiedzieć. Ujawnij kto mnie zabił.- powiedziała.
- To mi powiedz- powiedziałam patrząc na nią.
- Nie mogę. Sama musisz to odkryć- powiedziała zjawa.
- Nic nie muszę ! To nie moja sprawa!- krzyknęłam. Złapała mnie za nadgarstek i mocno ścisnęła. Poczułam pieczenie pod wpływem jej dotyku.
- Przestań !- krzyknęłam. Puściła poją rękę, a ja zobaczyłam na nadgarstku jakąś małą plamkę w kształcie kropli. Paliła jak nic.
- Teraz twoja. Jeżeli nie dowiesz się kto mnie zamordował będę z tobą cały czas- powiedziała.
- Kłamiesz !- krzyknęłam.
- Nie. Z resztą przekonasz się. Będziesz słyszeć moje myśli. Będziesz czuć moją obecność, ale jeżeli dowiesz się kto mnie zabił zostawię cię- powiedziała i zniknęła.
               Gwałtownie usiadłam prosto na łóżku. To był sen. Ale nie pamiętam abym się kładła. Coś jest nie tak. Co to miało być. Spojrzałam na swój nadgarstek. O mój Boże ! Mam tą głupią kroplę. To nie może być prawda.
- Ja nie wiem od czego zacząć- powiedziałam drżącym głosem.
- Wymyślisz coś. Może niech twój kochaś ci pomoże- powiedziała mi w myślach zjawa. Omal nie krzyknęłam. To niemożliwe. Zwariowałam i tyle. To tylko jakieś omamy.
-Żadne omamy.-znów się odezwała.
- Wynocha z mojej głowy. I on nie jest moim kochasiem ! Daj mi spokój !- krzyknęłam. Byłam przerażona. Jak to możliwe ?
-Nie. Zacznij już lepiej- Mam jej dość w mojej głowie. Nie mam wyboru. Muszę się dowiedzieć. Inaczej nie da mi spokoju. Cała się trzęsę. Nie zasnę już. Na pewno.
 Ubrałam dżinsy i bluzkę i wyszłam do biblioteki. Jak mam się dowiedzieć ? Każdy to mógł być.
         Weszłam do środka włączyłam komputer i wzięłam tą gazetę.  Nic tu nie ma. Tylko jakieś gadanie opiekunek. No i podpisy mieszkańców. Nie znam większości, ale dwa mi się rzuciły w oczy. "Dominik Toreto" i "Madie Black". Musieli mieć wtedy po 17 lat. Ja miałam 16 i nie słyszałam o tym. Może nie zwracałam uwagi.  A może nie chciałam o tym słyszeć. Mieszkałam wtedy na pierwszym piętrze z dwoma innymi dziewczynami, które potem zaadoptowano.  A ja dostałam pokój numer 324. W tym pokoju ona umarła. Tylko czemu mi go dali ? I dlaczego nie powiedzieli o śmierci ? Czemu wiedziała o tym Madie ? A ja nie ? Rosa także nie, bo nie ma jej podpisu. Z tych co się tu wpisali znam tylko dwóch. Chociaż wolałabym nie. Coś mi tu śmierdzi. Ale oni aż tacy nie są. Po co by mieli ją zabijać ? Weszłam na internet i zaczęłam szukać czegoś na temat jej życia.
- Wiedziałem, że tu będziesz - powiedział Mark za mną, a ja podskoczyłam na krześle.
- Co ty tu robisz ?- spytałam cicho kiedy usiadł obok mnie. Nie chciałam tego mówić, ale cieszyłam się, że przyszedł.
- Myślałaś, że cię zostawię ? Nie znasz mnie.- odpowiedział uśmiechając się.
- Nie miałam okazji cię poznać. Ty też nic o mnie nie wiesz- powiedziałam unikając jego wzroku.
- Wiem, że nie masz rodziców, a rodziny się wyparłaś po tym jak nikt z nich cię nie wziął. Wiem, że twoja najlepsza przyjaciółka nie żyje, ale to nie twoja wina ! Wiem, że lubisz ciastka z kremem. Wiem, że marzysz o zostaniu ratownikiem medycznym. Wiem, że uwielbiasz kolor czerwony i muzykę. Wiem, że gdy się denerwujesz unikasz spojrzeń innych i bawisz się rękami. Wiem, że starasz się być silna, ale nieraz nie dajesz rady. Wiem, że masz piękny głos. Wiem, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną świata- powiedział, a mnie oblał rumieniec.
- Skąd ....
- Słuchałem i obserwowałem cię- powiedział nie dając mi dokończyć. Było mi głupio. Ja nic o nim nie wiedziałam.
- Ja nic o tobie nie wiem- powiedziałam cicho. Poczułam jak Mark śmieje się.
- Zmienimy to później. Wpierw jednak dowiedzmy się kto ją zamordował- powiedział Mark. Spojrzałam w jego niebieskie oczy. Nie chcę, aby coś mu się stało, ale nie chcę też być sama.
- Bierzmy się do pracy- powiedział przysiadając się jeszcze bliżej. Tak, że nasze ramiona się stykały. Zerknęłam na niego rumieniąc się.
- Oj bez takich. Ja tu jestem. Pracuj, a nie. Nie mam wieczności- odezwała się Teresa w mojej głowie.
- Myślałam, że tak- odgryzłam się.
- Co ?- spytał Mark.
- Nic. Znalazłam w gazecie podpis Madie Black i Dominika Toreto- powiedziałam podając mu gazetę. Nie będę mu mówić o tym całym zamieszaniu. To moja sprawa.
- Faktycznie. Ale myślisz, że to mogli być oni ?- spytał odkładając gazetę.
- Nie wiem...- odpowiedziałam wzruszając ramionami. Zaczęłam przeszukiwać internet. Idealna uczennica. Ciekawe czemu nikt jej nie zaadoptował.
-Wiedziałaś o tym morderstwie ?- spytał gdy czytałam forum sierocińca.
- Nie. Też mnie to dziwi. I jeszcze dostałam po niej pokój. Ciekawe czemu ?- powiedziałam.
- Może właśnie dlatego, że nic nie wiedziałaś. Gdybyś wiedziała mogłabyś stroić fochy, a oni mieliby tylko kłopoty. A tak samobójstwo ucichło i tyle....- powiedział Mark.
- A gdyby było to morderstwo nie było by spokojnie. Pewnie sierociniec by zamknięto.- odezwałam się myśląc na głos. A my trafilibyśmy na ulicę. Ale wolałam o tym nie myśleć.
- Myślisz, że ten kto zabił tą dziewczynę i Rosę i próbował mnie ,to ta sama osoba ?- spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Może, ale wątpię.- powiedział a mnie to nie uspokoiło. Miałam wrażenie, że to ta sama osoba.Ale to niemożliwe, tak ? A może nie ?
- Ej nie martw się. Nie dotknie cię- powiedział Mark kładąc dłoń na moim ramieniu. Nic nie powiedziałam tylko wróciłam do przeszukiwania internetu. Przerażała mnie ta myśl, że morderca Teresy to ten sam co Rosy. Jeżeli tak to zabiję go bądź ją !!! Nie pozwolę aby uszło mu to na sucho.
- Może odpuścimy sobie na dzisiaj śledztwo i pójdziemy gdzieś ?- zaproponował Mark. Nie chciałam tu siedzieć i szukać, bo nie wiedziałam od czego zacząć. Ta zjawa chcę pomocy, ale nie może mi powiedzieć kto to. Byłoby mi łatwiej to udowodnić. A tak błądzę nie wiedząc od czego zacząć. Może Mark ma rację. Co mi szkodzi ?
- A gdzie ?- spytałam z uśmieszkiem. Od razu się rozpromienił.
- Do kina ?- zaproponował.
- Nie wolno nam wychodzić po za teren sierocińca.- powiedziałam cicho, choć chętnie bym wyszła jak najdalej stąd.
- Nie daj się prosić. Nikt się nie zorientuję. Proszę- namawiał Mark.
- Zabiję cię jeżeli ktoś nas przyłapie- powiedziałam uśmiechając się i wyłączając komputer..
- Przyjmuję. Chodź- powiedział podając mi dłoń.
-Nie ! Masz zostać ! Będziesz miała mnie na głowie!- odezwała się zjawa w moim umyślę. Zaryzykuję, należy mi się. Mam prawo do zabawy- pomyślałam i wstałam biorąc ciepłą dłoń Marka
                                ***********************************
 - Jak ci się podobał film ?- spytał Mark gdy szliśmy chodnikiem dojadając słony popcorn.
- Super. Nie byłam w kinie odkąd rodzice zginęli. A wtedy byliśmy na "gdzie jest Nemo"- powiedziałam jedząc słony popcorn.
- Haha. Jesteś trochę za stara na takie bajki, ale następnym razem mogę cię zabrać na bajkę- powiedział ze śmiechem Mark.
- Nie. "Miłość bez końca" był fajny- powiedziałam szczerze. Melodramat, ale fajny. Zwłaszcza, że o miłości. Wolałabym nie iść na nic o duchach. Na szczęście nie zabrał mnie na żaden horror.
- Wiem. Byłem na nim już dwa razy- powiedział Mark wyrzucając pudełko po popcornie i podając mi colę.
- Z dziewczyną ?- spytałam nim zdążyłam ugryźć się w język.
- Tak. Nawet z dwiema. Żadna mi się nie oprze- powiedział Mark, a mnie zamurowało- Ej, żartuję. Byłem sam.- powiedział Mark szturchając mnie. Uśmiechnęłam się.
- Dobrze wiedzieć.- odezwałam się i przez następny kawałek drogi szliśmy w ciszy.
- Chodź pokaże ci moje ulubione miejsce- powiedział Mark ciągnąc mnie za rękę przez jakąś lasem. Zamknął mi oczy i prowadził po ciemku. Otworzyłam je i zobaczyłam plaże. I piękną błękitną wodę.
- Przychodzę tu ilekroć chcę zapomnieć o wszystkim. Nikomu o nim nie mówiłem. Jesteś pierwsza- powiedział Mark. Uśmiechnęłam się.
- Jest pięknie- powiedziałam.
- Wiem. Chodź popływamy- powiedział ściągając bluzkę. Zobaczyłam idealne mięśnie brzucha.  Ściągnął spodnie i został na samych bokserkach. Zarumieniłam się i szybko przeniosłam wzrok na jego twarz.- Chodź !- powiedziałam idąc w stronę wody. Kiedy zanurzył się zawahałam się. Nie powinnam.
- No chodź ! Proszę cię. Nie utopisz się- obiecał. Jakby moje ciało nie słuchało rozumu. Mamy maj, a ja se urządzam kąpiele w jeziorze. Genialne. Ściągnęłam bluzkę i zostałam na koszulce i gaciach. Po chwili wahania weszłam do zimnej wody. Zęby mi zaszczękały, ale zobaczyłam Mark pływającego. Co mi szkodzi ? Mam dobrą odporność. Dałam nura i podpłynęłam do Marka. Wynurzyłam się idealnie przed nim. Stanęłam przed nim. Woda sięgała mi trochę ponad pas.
- Umiem pływać- powiedziałam. Uśmiechnął się. Dotknął moje polika.
- Chciałem to zrobić od dawna- powiedział i pochylił się nademną. Nasze usta się zetknęły, a ja poczułam iskierki. Nie chciałam aby skończył więc zarzuciłam mu ręce na szyję i przysunęłam się bliżej. Pocałunki były coraz namiętniejsze. Jego ręce wędrowały po moich plecach. W końcu zaczął całować moją szyję przechodząc w dół po ręce. Zatrzymał się na chwilę. Podniósł moją rękę i splótł swoje palce z moimi. Spojrzał na nasze splecione dłonie, a potem prosto na mnie.
- Obiecaj, że tego nie zrobisz - powiedział. Wiedziałam o co chodzi.
- Obiecuję- powiedziałam. Przybliżył się obejmując mnie w tali i całując w czoło.
- Wracajmy, bo mi zachorujesz- powiedział. Kiwnęłam głową, a wtedy on porwał mnie na ręce.
- Umiem chodzić- powiedziałam gdy niósł mnie na plażę.
- Wiem, ale nie chcę abyś była chora- powiedział. Odstawił mnie na piasku. Spojrzałam na niego i pocałowałam krótko po czym zaczęłam sie ubierać
                                   ***********************************
 - Idziesz spać ?- spytał Mark gdy staliśmy przy moim pokoju. Trzymałam jego ciepłą rękę. Chciałabym wrócić to tego co w jeziorze. Te pocałunki były takie cudowne.
- Nie wiem, A ty ?- spytałam uśmiechnął się do mnie i zbliżył tak, że nie było między nami wolnej przestrzeni.
-Nie waż się ! Nie będę tego oglądać! Spław go!-powiedziała Teresa w moich myślach. Miałam ją gdzieś. To wyjdź stąd do innego pokoju- pomyślałam i zarzuciłam ręce na szyję Marka.
- Nie jestem zmęczony- powiedział gładząc moje włosy.
- Ja też nie- odpowiedziałam ze słodkim uśmiechem. Pochylił się i zaczęliśmy się całować. Oparłam się o drzwi przyciągając go jeszcze bliżej.
-Nie ma mowy ! Dość!-krzyczała Teresa w moich myślach, ale olałam ją. Otworzył drzwi tak, że wpadliśmy do mojego pokoju. Zaczęłam chichotać. Wstałam szybko ,a Mark zamknął drzwi na klucz i ściągnął swoją koszulę. Ja w tym czasie pozbyłam się moich ciuchów. Podniósł mnie, a ja oplotłam nogi w jego pasie.  Zaczęliśmy się znów całować. Czułam żar. Fale gorąca i nie miałam ich dość! Przenieśliśmy się na moje łóżku. On na mnie całując każdy skrawek mojego ciała.
-Blee !! Nie każ mi na to patrzeć- odezwała się zjawa. To wyjdź stąd- pomyślałam, a ona się zamknęła. Mark całował każdy kawałek mojego ciała. Zaczął od ręki. Całując każdy palec. Potem w górę, całując blizny. Ramię i doszedł do szyi, gdzie zaczął wolno kreślić na niej pocałunki. Doszedł do ust i spojrzał na mnie.
- Kocham cię- powiedział równocześnie mnie całując. Wplotłam ręce w jego miękkie włosy.
- Ja ciebie też-odrzekłam...........




wtorek, 15 lipca 2014

                             Część. 2. Sierociniec 
               Siedziałam w klasie biologicznej starając się skupić na lekcji. Ale nie wychodziło mi to dobrze. Cały czas drżałam na myśl o tym śnie. Był taki realny. Tak jakby to była prawda, a nie sen. Ale to nie mogła być prawda, tak ??? Ja świruje. Muszę przestać o tym myśleć. Muszę skupić się na nauce. Za  trzy miesiące kończę osiemnaście lat i będę mogła się stąd wynieść. A do tego muszę mieć dobre wyniki aby znaleźć pracę.To był sen i tyle ! Koniec kropka!
- Panno Cross czy zaszczyci nas pani odpowiedzią?-odezwał się zdenerwowany nauczyciel. Siedziałam patrząc w ławkę. Ani myślałam spojrzeć mu w oczy. Od razu zobaczyłby, że coś mi jest i nie obyłoby by się od pytań. A jak byłyby pytania to cała szkoła by wiedziała, że świruje. O nie! Na pewno nie dam kolejnych powodów Madie i Dominikowi do wyzwisk. Co to to nie.
- Skoro nie chce się pani odpowiadać, to może praca w ogrodzie pomoże ?- zapytał nauczyciel a ja wiedziałam, że wpadłam.- Idź do pani dyrektor- powiedział podając mi kartkę. Wzięłam swój plecak i wyszłam z klasy. Ciekawe ile dostanę ? Może faktycznie zapomnę o tych koszmarach. Kiedy zapukałam i usłyszałam "Proszę" weszłam do gabinetu. Dyrektor Scale siedziała za biurkiem. Na mój widok podniosła brwi w pytającym geście. Podałam jej karteczkę i czekałam.
-Nie spodziewałam się tego po tobie Bello. Przez cały następny tydzień będziesz pomagać po lekcjach w ogrodzie. - powiedziała poddając mi kartkę. Ogród ? Nie. Tam jest Mark. A on na pewno uważa mnie za świruskę. Bomba. Wzięłam kartkę pożegnałam się i poszłam na lekcje. Na szczęście biologia się skończyła i została mi tylko chemia.
- Hej. Ile dostałaś ?- spytałam Rosa stając naprzeciwko mnie przy klasie.
- Cały tydzień w ogrodzie- powiedziałam pokazując jej kartkę z karą.
- Ooooo. Masz szansę a by zbliżyć się do ciacha- powiedziała z szerokim uśmiechem. Nie powiedziałam jej o moich koszmarach ani o wydarzeniu w toalecie. Po prostu nie chciałam o tym mówić.
-Dasz mi spokój ?- spytałam znając odpowiedź.
- Nie. Pasujecie do siebie- powiedziałam i akurat zadzwonił dzwonek na lekcje. Nie chcąc kontynuować rozmowy weszłam do klasy.
                                    ************************************
                  Szłam jak najwolniej w stronę ogrodu chociaż wiedziałam, że nie uniknę tego. Mark był ogrodnikiem, więc to u niego muszę się zgłosić.Czy wszyscy się na mnie uparli ???
- Cześć- powiedziałam do Marka klękającego przy kwiatach. Wstałam odwracając się. Na jego twarzy zagościł uśmiech.
-Hej. Mogę wiedzieć co cię tu sprowadza ?- spytał. Podałam mu kartkę uśmiechając się zażenowana.
- Okej. Nie musisz tu być. Odhaczę ci to i będziesz miała z głowy- powiedział trzymając kartkę. Jaki on miły i seksowny.
- Nie. I tak nie mam nic do roboty- powiedziałam. Uśmiechnął się się i oddał mi kartkę.
- No to w takim razie bierzmy się do roboty- powiedział. Mimo iż to dopiero kwiecień to i tak jest ciepło. No, ale ja i tak założyłam długi rękach.
- Co mam robić ?- spytałam. Mark rozejrzał się.
- Możesz wypielić tamto miejsce- powiedział po chwili. Uśmiechnęłam się i ruszyłam. Zatrzymał mnie delikatnie łapiąc za nadgarstek. Przeszedł mnie dreszcz.
- A rękawiczki ?- spytał z uśmiechem podając mi rękawice.
- Dzięki- powiedziałam kiedy puścił mnie. Założyłam rękawice i wzięłam się do roboty.
- Długo tu pracujesz ?  Nie widziałam cię tu wcześniej- odezwałam się wyrywając pokrzywę obok krzaka róży.
- Od tego tygodnia.- odpowiedział siejąc jakieś kwiaty.
-To twoja pasja czy po prostu......- zamilkłam nie wiedziałam czy mogę go tak wypytywać.
- Dorabiam. I to i to. Lubię rośliny a, że mogę zarobić to jeszcze lepiej.- powiedział z uśmiechem. Ten uśmiech mnie rozbraja. Mam ochotę sprawdzić jak smakują te jego usta.....
- A ty ? Mogę się spytać jak tu trafiłaś ?- spytał. Napięłam się cała. Nie mówiłam o tym odkąd Rosa się pojawiła. Chciałam zapomnieć, ale nie potrafię. Odruchowo moja dłoń zacisnęła się na naszyjniku.
- Kiedy miałam osiem lat rodzice zginęli w wypadku- odpowiedziałam lekko drżącym głosem trzymając naszyjnik. Jakoś tak on mnie uspokaja.
- Przykro mi- powiedział lekko speszony.
- To nic. To było prawie 10 lat temu. Jakoś daję radę- powiedziałam. Wróciłam do pielenia.
- Okej, na dzisiaj koniec.- powiedział po pewnym czasie Mark stając obok mnie. Skończyłam akurat pielić. Wstałam i oddałam mu rękawice.
- Napijesz się?- spytał wyciągając sok pomarańczowy i dwie szklanki na ławkę. Kiwnęłam głową i usiadałam naprzeciw niemu. To prawdziwy sok z pomarańczy, a nie podróba jak w naszym sierocińcu.
- Nie miałaś krewnych aby się tobą zaopiekowali ?- spytał podając mi ciastka. Jaki miły. Jaki słodki. Jakie ciacho. Jaki cudowny.....
- Mam, ale nie mogli mnie wziąć- powiedziałam patrząc na ciastko w ręce. Mark chyba się reszty domyślił
- A ty nie mieszkasz z rodziną ?- spytałam ciekawa.
- Nie. Mam 20 lat i od dwóch lat mieszkam sam.- powiedział z uśmiechem patrząc na mnie.
- Smakują ci?- spytał widząc jak jem pyszne ciastko z kremem.
- Tak. Dziękuje- powiedziałam biorąc łyk soku.
- Nie ma za co. Chyba ktoś na ciebie czeka- powiedział patrząc za mnie.Odwróciłam się. W drzwiach prowadzących na boisko stała zniecierpliwiona Rosa.
- Tak. Lepiej już pójdę- powiedziałam wstając.
- Do zobaczenia jutro- powiedział podając mi dłoń.
- Do zobaczenia- powiedziałam i odwróciłam się. Idąc do Rosy nie mogłam się doczekać kolejnego dnia i pracy w ogrodzie. On jest .... idealny. Stop. Bella opanuj się !!! On na pewno kogoś ma.
- I co ? Rozumiem, że przeszkodziłam w randce ?- spytała uśmiechnięta Rosa.
- Nie. To była tylko rozmowa- powiedziałam- Nie szkodliwa pogawędka- dodałam, choć moje uczucia nie są nie szkodliwe.
- Okej, okej, ale wiesz, że jak mnie nie zaprosisz na ślub to cię zamorduje- powiedziała gdy weszliśmy do środka.
- Nie będzie ślubu. On kogoś ma- powiedziałam spokojnie.
- Skąd wiesz ? Powiedział ci? -wypytywała Rosa.
- Nie, ale na pewno ma. Taki chłopak może, mieć każdą- powiedziałam z żalem.
- Ale on chce ciebie. Ja to widzę- powiedziała Rosa- A ty go- dodała klaszcząc w dłonie.
- Daj spokój- powiedziałam.- A co u Rafała ?- spytałam zmieniając temat.
- A dobrze- odpowiedziała zgryźliwie- Już prawie jesteśmy razem- dodała, a mnie zamurowało
-Umówiliście się ?- spytałam odzyskując głos.
-A jakże. Na piątek wieczór- powiedziała. To znaczy jutro.
- Nie wierzę- wymsknęło mi się,
-To uwierz.- powiedziała.- Ej, robimy sobie nocowanko ?- spytała a ja się zgodziłam. Nie miałam ochoty sama spać.
                                            ***********************************
                      Po pracy z Markiem wróciłam do swojego pokoju. Rosa szykowała się na randkę, więc byłam skazana na samotność. Kiedy do trzeciej w nocy gadałyśmy z Rosą nie miałam koszmarów. Nic złego się nie stało. Może tamte koszmary to tylko wynik stresu. Usiadłam się na łóżku i zaczęłam coś bazgrać z zeszycie. Jak się okazało to "coś" To rysunek Marka i jego imię. No bomba wpadłam po uszy.  Odłożyłam zeszyt i położyłam się na boku. Uspokojona trochę zamknęłam oczy. Jednak już po chwili poczułam, że nie jestem sama w pokoju. Że nie jestem sama w łóżku. Otworzyłam oczy i przez chwilę starałam się uspokoić wmawiając sobie, że to tylko moja wyobraźnia. Jednak wiedziałam, że się oszukuje. Czułam, że za mną ktoś leży. Przerażona powoli odwróciłam się. Krzyknęłam przerażona tym widokiem. Obok mnie leżała ta sama postać z mojego koszmaru. Blond upiór. Miała zamknięte oczy, a raczej to co z nich zostało. Zaczęłam krzyczeć, a postać od razu zamknęła mi usta. Zaczęłam się wiercić i w końcu spadłam z łóżka. Zaczęłam cię cofać jak najdalej od łóżka. Dziewczyna patrzyła na mnie z łóżka, z tym upiornym uśmiechem. Zaczęłam krzyczeć,a on rzuciła się na mnie. Jednak gdy już prawie na mnie była ktoś zapukał do drzwi, a ona rozpłynęła się w powietrzu. Przerażona nie powstrzymałam łez. Skuliłam się w kącie pokoju. Drzwi otworzyły się i stanął w nich Mark w t-shircie i dźinsach, Spojrzał na mnie i od razu podbiegł.
- Co się stało - spytał klękając przy mnie. Nie wytrzymałam i rzuciłam mu się na szyję. Przewrócił się, ale szybko usiadł, a ja wtuliłam się w niego chcąc uciec przed światem.Objął mnie i zaczął delikatnie głaskać po głowie i plecach, co mnie uspokoiło. Sama jego obecność mnie uspokoiła.
- Ciii już dobrze. Jestem tu-powiedział tuląc mnie. Po chwili uspokoiłam się i przestałam płakać. Odsunęłam się od niego i wstałam. Usiadłam na łóżku i dotknęłam naszyjnika.
- Bella co się stało ? - spytał Mark siadając obok mnie. Nie potrafiłam powiedzieć.
- Widzę, że jesteś przerażona. Cała się trzęsiesz.-powiedział. Miał raje. Jestem przerażona do szpiku kości.
-Ja.... Jakaś dziewczyna mnie nawiedza- powiedziałam z trudem. Mark spojrzał na mnie, ale od razu wiedział, że ni żartuje.
-Wtedy w toalecie to też ?- spytał aby się upewnić.
- Tak.- odpowiedziałam cały czas ściskając naszyjnik. Przeczesał ręką swoje czarne włosy i spojrzał na mnie.
- Tylko tyle ?
- Nie. Odwiedza mnie też w snach, Nigdy nic nie mówi, ale słyszę przeraźliwy śmiech. Zawsze próbuje mnie zabić. A wtedy w toalecie napisała na lustrze " Uważaj, bo źle skończysz".- powiedziałam i obrazy ze snów i z toalety stanęły mi przed oczami. Mark spojrzał na mnie.
- Boję się- powiedziałam cicho drżącym głosem.
-Nie bój się. Pomogę ci- powiedział. On.... nie uciekł. Nie nazwał mnie wariatką. Tylko został i.... chce mi pomóc ??? O co chodzi ? To chyba sen.
- Nie musisz- powiedziałam patrząc na swoje drżące ręce.
- Ale nie chcę, aby coś ci się stało- powiedział. Nie rozumiem, ale wole to od samotności.
-Możesz .... mnie.....przytulić ?- spytałam cicho. Mark nie odpowiedział tylko od razu mnie przytulił. Jego obecność i dotyk mnie uspokajała. Przy nim czułam się bezpieczna. Straciłam wszystkie siły. Czego ten duch chce ? Co ja mu zrobiłam ?? Coś tu nie gra,a ja nie dam się tak non stop straszyć. Wyczerpana zamknęłam oczy i wtuliłam się bardziej w Marka.
                                               *******************************
            Obudziłam się w moim łóżku. Czy to był sen ? Czy  to znowu był jakiś koszmar !??!?! Ale.... skoro tak to Marka tu nie było. Ale czy na pewno ? Sama już nie wiem co było prawdą. Może faktycznie to był sen. Tylko kolejny koszmar. Tylko skoro tak to dlaczego czułam dotyk Marka. To też było snem ? Ja już świruje! Nie wiem co jest tylko koszmarem a co jawą !!! To nienormalne. Ja jestem nienormalna.
               Po lekcjach poszłam do pracy w ogrodzie. Cały dzień nie mogłam się skupić. Nawet docinki Madie i Dominika mi nie przeszkadzały.
- Hej. - powiedziała Rosa stając naprzeciw mnie i blokując drogę na boisko
-Hej. I jak tam randka ?- spytałam udając spokojną. Chciałam pogadać z Markiem i dowiedzieć się czy to był tylko sen. Inaczej się nie uspokoję.
- Myślałam, że nie spytasz. Cud, miód orzeszki.- powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Cieszę się, ale wole nie spóźnić do pracy- powiedziałam
- Okej. Idź do swojego kochanka. Pogadamy potem- powiedziała i zrobiła mi miejsce. Uśmiechnęłam się i poszłam na boisko. Kiedy tylko zobaczyłam go z grabiami przypomniało mi się wszystko. Czy to był sen ???
- Cześć- powiedziałam niepewna stając przed nim. Uśmiechnął się lekko.
- Cześć. Jak się czujesz ?- spytał przyglądając mi się.
- Do...Dobrze- wyjąkałam kłamstwo.
- Kłamiesz. Widziałem cię wczoraj wieczorem. To naprawdę cię przeraziło. Trzęsłaś się cały czas- powiedział Mark. Więc, to nie był sen. To była prawda !!! Ale dlaczego mnie nawiedza ?!?!?
- Więc to nie sen- powiedziałam pod nosem patrząc w ziemie.Nie wiedziałam co zrobić i powiedzieć.
- Nie. Nie widziałem tego co ty, ale na pewno sobie tego nie wymyśliłaś- powiedział Mark podchodząc bliżej.
- Jestem świrem- powiedziałam do siebie, jednak on to usłyszał.
- Nie jesteś- powiedział Mark łapiąc mnie za ramiona.- Tylko dlaczego ten duch nawiedza ciebie ?- zastanowił się na głos
- Nie wiem, ale nie chce tego- szlak po co ja to mówię. Co on może zrobić ? Nic. Ja jedynie mogę sprowadzić na niego kłopoty, a nie chce ! To zły pomysł, że mu o tym powiedziałam. Nie powinnam. Tylko go narażam.
- Musimy się czegoś dowiedzieć o tym miejscu. Może to nam pomoże- powiedział Mark trzymając moje ramiona i patrząc na sierociniec za mną.
- Chyba ja- poprawiłam go i pierwszy raz dzisiaj spojrzałam na niego.
- Nie. Pomogę ci. Sama nie dasz rady- stwierdził. Może i powinnam być zła, ale on miał racje. Nie miałam ochoty być sama. Nie z tą zjawą. Tylko boję się, że sprowadzę na niego niebezpieczeństwo.
- To kiedy zaczynamy poszukiwania ?- spytałam w końcu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Nawet teraz- powiedział puszczając mnie.
- A co z pracą ?- spytałam patrząc na ogródek. Zastanowił się pocierając podbródek. Machnął ręką na nią i z powrotem spojrzał na mnie.- O, nie. Nie będziesz rezygnował z pracy. Zaczniemy po pracy- powiedziałam. Chciałam podwinąć rękawy, ale się powstrzymałam. Nie wiem jakby zareagował na blizny i wole nie sprawdzać.
- Na pewno ?- spytał przyglądając mi się. Kiwnęłam głową i ruszyłam po rękawice. Wolałabym cały dzień i noc pracować z ogrodzie niż szukać czegoś o tej zjawie. Ale nie chce do końca życia być przez nią nawiedzana. Nie ma mowy !
                                   **************************************
  - No to na dziś koniec- powiedział Mark gdy słońce zaczęło zachodzić.
- Tak.- potwierdziłam.
- Idziemy na poszukiwania ?- spytał. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wciąż nie wiedziałam czy to dobry pomysł mieszać w to Marka. A jednak nie potrafiłam tego zrobić. Nie potrafiłam się go pozbyć, bo nie chciałam tego. - Ej nie martw się. Zacznijmy od biblioteki. Może coś tam będzie- zaproponował.
           Poszliśmy do biblioteki sierocińca. Nie jest za dużo. A większość książek to naukowe bzdury lub stare gazety. Jest komputer, ale taki, że pożal się Boże. Poszłam szukać w starych gazetach ,a Mark próbował odpalić kompa.
- Daj sobie spokój. Nie odpali.- powiedziałam wyjmując gazety. Nie wiedziałam w jakim przedziale, szukać. Rok temu ? Dwa ? A może dziesięć ??? Nie mam pojęcia. Wzięłam stos z przed roku i zaczęłam przeglądać. Nic, nic, nic. Same bzdury. Adopcja, adopcja, odnowienie sali. Dzień dziecka. Tak na pewno.Nic o jakiejś śmierci.
- Masz coś ?- spytał Mark siedząc naprzeciw mnie i przeglądając stos i przed dwóch lat. Nie wiem ile tu siedzimy, ale nie jest już wcale wcześnie
-Nie. Same bzdury- powiedziałam wzdychając. Mark przeglądał gazetę i w pewnym momencie zatrzymał na jednej stronie. Zaczął czytać, a ja widziałam jak jego oczy chodzą w tą i w tamtą.
- Mam coś- powiedział uśmiechając się niepewnie. Zupełnie jakby nie wiedział czy się cieszyć czy nie. Wstał i podeszłam do niego klękając obok i patrząc mu przez ramię.
- 16 letnia Teresa Krab zginęła 25. maja. 2012r. Znaleziono ją w swoim łóżku z nożem w ręce i trzema ranami w brzuchu. Uznano, że popełniła samobójstwo- przeczytał Mark. Dalej było jak mówili opiekunowie i mieszkańcy sierocińca. Na samym dole były podpisy jej znajomych. Nie interesowało mnie to. Ważne było, że coś znaleźliśmy.
- Wejdźmy na internet i poszukajmy czegoś więcej- powiedział Mark wstając.Podał mi rękę a ja przyjęłam ją i wstałam. Mark zaczął wpisywać w google "Śmierć w sierocińcu....'
- A co ty tutaj robisz ?!- spytała groźnie opiekunka Magda patrząc na mnie.- Już dawno godzina policyjna. No już do łóżka- powiedziała. Spojrzałam na Marka. Jako, że komputer stał pomiędzy regałami nie widziała go.Pokazałam mu aby się schował. Nie chciałam aby opiekunka Magda go zobaczyła i wywaliła. Nie. Nie chce aby miał kłopoty. Mark po cichu wstał i schował się na końcu regałów.
- Jest ktoś z tobą ?- spytała podejrzliwie unosząc brwi.
- Nie proszę pani. Zaczytałam się. Przepraszam- powiedziałam patrząc na nią przepraszająco.
- Idź do łóżka. No już- powiedziała gestem karząc jej wyjść. Zerknęłam na schowanego Marka i wyszłam z biblioteki. Oby tylko go nie znalazła.  Pobiegłam jak najszybciej do pokoju. Wzięłam piżamę i pobiegłam się umyć. Umyłam się w rekordowym czasie. Wyszłam i poczłapałam do pokoju.  Kiedy zamknęłam drzwi cała zaczęłam drżeć. Nienawidzę tu być sama. Boję się tego miejsca. Być może ten duch co mnie nawiedza to ta dziewczyna. Może to ona. Ale skoro tak to czemu mnie ? Co ja zrobiłam ??? Nigdy nie chciałam tu trafić.  Usiadłam na łóżku i starałam się uspokoić. Próbowałam uspokoić drżenie rąk. Nie szło mi najlepiej. Martwię się o Marka. Jeżeli Magda go znalazła to na pewno ma nieźle przechlapane. Dziwne, że mi się nie zostało. Mam tylko nadzieję, że go nie wyrzuci. I żeby czasami nie ubzdurała sobie, że to była randka. W sierocińcu niby nie ma zakazu randek, ale one tego nienawidzą. Boją się chyba, że dostaną niechciane kolejne dziecko. Położyłam się i próbowałam zasnąć.
                 Przeszłam przez pokój i wyszłam na korytarz. Jakaś dziwna siła mnie tam przyciągała. Szłam korytarzem i nagle stanęłam przerażona. Przede mną stała ta dziewczyna. Wyglądała tak samo.Oczy z bliznami w kształcie X usta zszyte i cała twarz w bliznach. Dopiero teraz zauważyłam, że jest z sukience, która kiedyś była zielona, a teraz ledwo było widać ten kolor. Umazana była krwią. Jej ręce także były w bliznach i ranach. Spojrzała na mnie tymi "oczami" i ruszyła na mnie. Zaczęłam się trząść i cofać. Chciałam zapanować nad strachem i pokonać ją, ale nie potrafiłam. 
- Czego ode mnie chcesz ?!- krzyknęłam przerażona nadal się cofając. Co dziwne nikt nie wyszedł. Nie odpowiedziała tylko przyspieszyła kroku.
- Co ja ci zrobiłam !?- krzyknęłam i nagle znalazłam się na ścianie. A ona dusiła mnie. Poczułam piekący ból w gardle.
- Wiem, że popełniłaś samobójstwo. Ale co ja mam do tego ?- powiedziałam. Wydała dźwięk, jakby prychnięcie.- Co ja mam to tego?- spytałam próbując uwolnić gardło z jej uścisku. Na marne. Zaczęły mnie opuszczać siły a w płucach już prawie nie miałam oddechu.
- To... nie... ja ....odebrałam sobie..... życie- wykrztusiłam. Zjawa jakby się bardziej zdenerwowałam. Ścisnęła mocnej moje gardło zabierając resztki tlenu.
-Nie ja sobie je odebrałam- powiedziała, a szwy omal nie pękły. Ten głos dotarł do moich uszu wywołując jeszcze większy dreszcz. Jakby ktoś drapał o tablicę paznokciami, a równocześnie wiatr by przy tym wiał z niezwykła siłą. Trzasnęła mnie o ścianę, a ja osunęłam się na ziemię. Łapczywie próbowałam złapać oddech. Poczułam piekący ból w gardle. Instynktownie powędrowałam rękami do naszyjnika. Próbowałam się uspokoić i wtedy usłyszałam jej śmiech. Przeraźliwy jak żaden inny. Tak jakby ktoś ciął się nożem a ty byś się z tego śmiał. Śmiech z falą bólu i grozy.
            Obudziło mnie pukanie do drzwi. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Ani śladu dziewczyny ducha. Ścisnęłam mocniej naszyjnik. W gardle wciąż czułam to pieczenie.
- Za pięć minut śniadanie- powiedziała opiekunka Magda. Ciekawe czy mi się dostanie. Co z Markiem ? I za co ona znowu mnie nawiedza ? Ja chcę tylko świętego spokoju ! Wstałam ubrałam się i wyszłam z pokoju.
- Hej. Co tam ?- spytała na śniadaniu Rose.
- Hej. To co zawsze- skłamałam. A nic tam duch mnie nawiedza. Omal mnie nie udusił. Okazało się, że ten duch tu mieszkał. A no i do północy siedziałam z Markiem w bibliotece aż przyłapała mnie opiekunka Magda. O nie. Uznałaby mnie za świra. A potem ,że umawiam się z Markiem. Taaa Ciekawy jaki chłopak zwłaszcza tak cudowny chciałby takiej dziewczyny z sierocińca. I to jeszcze nawiedzanej przez ducha.
- Taaa. Coś ci nie wierzę. Gadaj- rozkazała Rose.
- No nic. A co u ciebie i Rafała ?- zapytałam zmieniając temat.
- A świetnie. Jest taki słodki i boski! Oglądaliśmy film. Znaczy się tak jakby, Więcej się.... Chwila nie zmieniaj tematu.- powiedziała grożąc mi placem. Szlak.- To coś z Markiem ?Umówiliście się ? Jesteście razem ?- nie dawała za wygraną Rose.
- Nie. Dasz mi spokój ? Nie mam humoru na takie pogaduchy. Rozumiesz ?!- wybuchnęłam. Rose naburmuszyła się
-Spoko. Nie myślałam, że mnie tak nie lubisz. Już sobie idę - powiedziała. Wstając
- Rose.... ja....... przepraszam- powiedziałam, ale ona już poszła na drugi koniec stołówki do Rafała. No bosko jeszcze strać przyjaciółkę. Bella jesteś wielka! Cholera. Mam już tego dość.
- No czarnulko nie wiedziałam, że masz taki charakterek- powiedziała Madie siadając naprzeciwko mnie.
- Odwal się- powiedziałam patrząc w płatki. Jeszcze jej mi było trzeba. Miałam wyrzuty z powodu Rosy.
- Oooo i jeszcze takie słowa. Oj nie ładnie, ale nie dziwię się ci Rosa jest nie do wytrzymania. Pewnie nikt by za nią nie tęsknił- powiedziała Madie.
- Lepiej się zamknij, bo...
- Bo co ? Nie masz tyle odwagi- powiedział Dominik siadając obok swoje zołzowatej dziewczyny.
- Nie znasz mnie dupku, więc lepiej się zmywaj- powiedziałam groźnie, choć nie zabrzmiało to wiarygodnie.Miałam ochotę pójść do łazienki i to zrobić. Ale nie nie będę tego robić z powodu dwóch robaków.
- Ooo, ale chętnie bym poznał cię lepiej- powiedział flirtując. Madie jak gdyby nigdy nic.
- Nie dzięki. Z robalami się nie zadaje- powiedziałam wstając.
- Ojej,a ty to kto ? Pszczółka maja ? Dobre sobie. Jesteś zwykłą dziwką tak jak Rosa- powiedziała Madie
- Odpierdol się od Rosy. Bo po pamiętasz- powiedziałam wstając.
- Dajesz- powiedziała zachęcająco Madie.- Ta dziwka jest tego wart ?- spytała a ja nie wytrzymałam. Wzięłam miskę płatków i wylałam ją na głowę Madie. Ta krzyknęła zdenerwowana i rzuciła się na mnie. Zaczęłyśmy się okładać po ziemi. Przywaliłam jej w oko, a ona mi w nos. W pewnym momencie rozdzieliła nas opiekunka Krystyna.
- Co się tu dzieję ?- spytała patrząc na Madie trzymaną przez Dominika i mnie na ziemi.
- To ona zaczęła- powiedział Dominik pokazując na mnie.
- Nie obchodzi mnie to. Idź się umyj a ty ze mną- powiedziała stanowczo opiekunka pokazując na mnie. Wstałam i pomaszerowałam za opiekunką. Wprowadziła mnie do swojego gabinetu.
- Umyj twarz i szykuj się na tłumaczenie młoda panno- powiedziała opiekunka Krystyna.- Zaraz wracam- dodała wychodząc. Podeszłam do zlewu i odkręciłam wodę. Umyłam twarz z krwi od nosa. Na szczęście nie bolał mnie tak mocno. Zakręciłam wodę i wytarłam twarz w ręcznik. Spojrzałam w lustro. Nos nie spuchł, ale miał lekkie rozcięcie.
- No słucham- powiedziała opiekunka siadając za biurkiem
- Madie zaczęłyśmy się kłócić i nie wytrzymałam - powiedziałam krótko. Opiekunka zlustrowała mnie wzrokiem od stóp do głów.
- Ty zaczęłaś ?-spytała.
-Tak ja- potwierdziłam.
- Masz szczęście, że Magdy nie ma. Dostaniesz pouczenie i zmykaj- powiedziała opiekunka Krystyna i machnęła ręką.
- Dziękuję- powiedziałam i wyszłam.
            Po lekcjach poszłam do Marka do ogrodu pracować.
- I co ?- spytałam. Gwałtownie wyprostował się i odwrócił do mnie. Obejrzał mnie odkładnie wzrokiem i podszedł bliżej.
- Co się stało ?-spytał dotykając mojego nosa.
- Bójka z Madie- powiedziałam szczerze. Uśmiechnął się.
-  I kto wygrał ?- spytał ciekawy.
- Jak myślisz. Ja mam zadrapanie na nosie, a ona podbite oko- powiedziałam uśmiechając się lekko.
- Brawo. Ale lepiej nie powtarzaj tego czynu. Zaczynamy ?- spytał.Pokiwałam głową.
                                            *********************************
             Wieczorem poszliśmy znowu do biblioteki dowiedzieć się czegoś więcej. Mark odpalił komputer i cierpliwie czekał.
- Jak ty możesz być taki spokojny ? Mnie przy nim szlak trafia- powiedziałam siedząc obok niego. Wzruszył ramionami. Wpisał w google. I wszedł w pierwszy link.
- " 16 letnia Teresa Krab zginęła 25. maja w sierocińcu. Znaleziono ją swoim łóżku w pokoju nr.324"- przeczytał Mark, a mnie przeszły ciarki.
- To mój pokój.- powiedziałam.
- " Policja znalazła nóż którym zadano ciosy w ręku dziewczyny. Przesłuchano podejrzanych : Dominika Toreto i Madie Black. Jednak nie znaleziono dowodów i motywu, więc sprawa zakończyła się uznaniem śmierci dziewczyny za samobójstwo."- przeczytał Mark.
- Madie i Dominik ? Nieźle-skomentował Mark. Zatkało mnie. W moim pokoju zginęła dziewczyna i to w dodatku zamieszana w to była Madie. Co tu się dzieję ???
- Czekaj tu jest jej opis- powiedział Mark klikają w link. Kiedy zaczął się ładować na ekranie monitora wyskoczyła twarz tej zjawy. Mark i ja odskoczyliśmy do tyłu.
- "Macie czas. Zostawcie to w spokoju"- powiedziała postać na monitorze po czym znikła. I ukazała się normalna strona.
- Co to było ?- spytał zdziwiony Mark.
- Ona- odpowiedziałam znów się trzęsąc.
- Nieźle.- powiedział Mark. Cała się trzęsłam- Ej, spokojnie nic ci się nie stanie- powiedział Mark dotykając mojej dłoni na krześle. Poczułam przyjemny dreszcz i uspokoiłam się.
- W co ja cię wpakowałam ?- odezwałam się.
- W nic. Sam się zdecydowałem.- powiedział- Czekaj dowiedzmy się czegoś więcej.-powiedział patrząc na monitor.
- Idealna uczennica. Cicha. Spokojna. Ideał dziecka- powiedział Mark po chwili.
- To czemu się zabiła ?- pomyślałam na głos.
- Może nie ona sama- zaproponował Mark. I nagle przypomniały mi się słowa ze snu " Nie ja sobie je odebrałam".
- To samo powiedziała w nocy- wypaliłam bez zastanowienia.
- Była u ciebie ?- spytał zszokowany Mark
- Nawiedziła mnie we śnie- odpowiedziałam szczerze. I znów zaczęłam lekko drzeć na same wspomnienia o niej.
- Dajesz radę ?- spytał przyglądając mi się.
- Jakoś tak...- powiedziałam. Mark dotknął mojego ramienia.
-  Może faktycznie to nie było samobójstwo. Tylko morderstwo- zaproponował Mark.
- Może. Ale co ja mam do tego ?- spytałam.
-Nie wiem, ale chyba musisz.....- nie zdążył dokończyć bo rozległ się przeraźliwy krzyk. Rozpoznałam go od razu.
- Rose !- krzyknęłam przerażona i zerwałam się na nogi. Ruszyłam biegiem w stronę krzyku.
-Rose !-krzyczałam. Wpadłam do łazienki i krzyknęłam znowu przerażona. Rose w pół leżała pod ścianą. A wokół niej była kałuża krwi. Podbiegłam do niej.
- Rose ?!- zapytałam spanikowana. Miała ledwo otwarte oczy. Chciała coś powiedzieć, ale zamknęłam jej usta.- Wszystko będzie dobrze- powiedziałam. Do łazienki wpadł Mark
- O mój Boże- powiedział i uklęknął naprzeciw mnie. Położył ją na podłodze i zerwał swoją koszulę. Przycisnął ją do rany.
Zadzwoń po pogotowie i opiekunkę- powiedział poddając mi telefon.  Zadzwoniłam i schowałam telefon.
- Wszystko będzie dobrze- powiedział Mark. Nie wiem do, której z nas. Rose ledwo co chwyciła mnie za rękę i pociągnęła. Schyliłam się, a ona szepnęła :
- Nie jestem zła- po czym zdrętwiała. Zaczęłam nią potrząsać płacząc.
- Rose, proszę cię. Nie zostawiaj mnie. Proszę cie- mówiłam potrząsając nią. Nagle znalazłam się w czyiś ramionach.
-Cii już dobrze- powiedział Mark tuląc mnie. Nie nic nie jest dobrze. Jakiś duch mnie nawiedza, a teraz jeszcze umiera moja przyjaciółka. Nie dałam rady. Schowałam się w Marku i płakałam.
- Nie żyje- powiedział Mark do lekarza i opiekunki Magdy.  Jeszcze mocniej się go chwyciłam, a łzy poszły jeszcze szybciej.
- A co z nią ?- spytała Magda.
- Jest w szoku. Zaniosę ją do pokoju-powiedział Mark
- Dziękuje.- powiedziała sztywno opiekunka. Poczułam jak Mark mnie podnosi. Wtuliłam się w niego i pozwoliłam aby mnie zaniósł.  Zobaczyłam tylko jak lekarz zakrywa ciało Rosy workiem.Nie mogłam na to patrzeć. Moja przyjaciółka nie żyje !!! Prze zemnie. !!!!
                     Mark położył mnie na łóżku i przykrył kołdrą. Usiadł obok mnie. Miałam zamknięte oczy, ale czułam, że się we mnie wpatruje. Cała się trzęsłam. To moja wina !! MOJA !!!
- To moja wina- powiedziałam otwierając oczy. Cały czas płakałam. Mark spojrzał na mnie.
- Nie. Nie ty ją zabiłaś- powiedział Mark.
- Ale to przeze mnie. Wiem to.- powiedziałam siadając. Zakręciło mi się w głowie. Mark złapał mnie i przytulił.
- Nie obwiniaj się. To nie twoja wina. Dobrze się czujesz ?- spytał z troską.
-Nie. Nic nie jest dobrze. Moja przyjaciółka nie żyje. Jakiś duch chce mnie zabić, a ja nie wiem czemu- powiedziałam wtulona w jego pierś.
- Nikt cię nie zabiję. Nie pozwolę- powiedział. Moje ciało przestało drżeć. Trochę się uspokoiłam.
                                            *******************************
       Obudziłam się w nocy w sowim pokoju. Rosa nie żyje od trzech dni, a dzisiaj był pogrzeb. Mark śpi na fotelu w kącie. Wstałam i podeszłam do okna. Nie mogłam spać. Poczułam drżenie mojego ciała i odwróciłam się. Przede mną stała zjawa. Ta sama.
- Cieszysz się ?- spytałam czując łzy na policzkach. Mark momentalnie otworzył oczy i stanął na równe nogi.  Na jego twarzy pojawił się strach. Momentalnie stanął obok mnie.
Widzisz mnie ?- szepnęłam. Kiwnął głową.
- Dlaczego ją zabiłaś ? Co ona ci zrobiła ?- spytałam z łzami na policzkach.
- Nikogo nie zabiłam- powiedziała zjawa tym samym przerażającym głosem.
- To kto ?- odezwał się Mark.
- Nie mogę wam powiedzieć, ale dajcie sobie spokój. Bo będzie z wami źle- powiedziała zjawa i zniknęła. Co to miało znaczyć ?  Kiedy tylko zjawa zniknęła zrozumiałam, że to nie sen. Pierwszy raz ona mnie nie próbowała zabić. Rozpłakałam się, a Mark momentalnie mnie przytulił.
- Ciii. Wszystko będzie dobrze.- powiedział. Miałam dość. Wszystkiego !!!
                                     ***********************************
                            Rano wstałam i poszłam do łazienki. Nie było śladu po śmierci Rosy. Ale ja nadal miałam ten obraz przed oczami. Umyłam twarz wodą i podniosłam głowę. Nagle poczułam piekący ból w brzuchu. Chciałam krzyczeć, ale ktoś zamknął mi usta ręką. Zaczęłam się szamotać i próbowałam się uwolnić. Na marne. Napastnik rzucił mnie o ścianę. Zakręciło mi się w głowie. Poczułam ból w brzuchu i odruchowo przycisnęłam do niego rękę. Spojrzałam na napastnika, ale miał kominiarkę i luźne ciuchy. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Ostanie co zobaczyłam to napastnika idącego w moją  stronę. Krzyknęłam z całych sił, a potem ciemność mnie pochłonęła................
                                           



niedziela, 13 lipca 2014

                                          Sierociniec 
                         Siedziałam u siebie w pokoju. To znaczy w sierocińcu w pokoju w, którym od  prawie dziesięciu lat mieszkałam. Chciałam wstać, ale wtedy coś przywiązało mnie do łóżka. Zaczęłam krzyczeć przerażona, ale niewidzialna dłoń zamknęła mi buzię. Wierzgałam się i choć nie widziałam napastnika czułam, że całym swoim ciałem przygniata mnie do łóżka. Usłyszałam śmiech. Dziewczęcy, a potem męski. Nagle poczułam straszny ból w okolicy dolnej części brzucha. Poczułam, że cieknie mi krew. Zaczęłam bardziej się wierzgać i próbowałam zrzucić napastnika. Na marne. Ból mi tego nie ułatwiał. Nie mogłam wytrzymać. Z bólu i z przerażenia, zaczęłam szlochać. Napastnik zszedł ze mnie, ale wciąż go nie widziałam. Nie mogłam się ruszyć z bólu. Przy łóżku widziałam tylko zarys dwóch postaci, a potem ciemność mnie pochłonęła. 
          Obudziłam się siadając momentalnie na łóżku prostu. Zaczęłam szukać ran na swoim brzuchu, ale ani ich ani bólu nie było. To był tylko sen ! Otarłam pot z czoła i łzy. Musiałam płakać przez sen. To tylko sen. Jednak nadal się trzęsłam. Rozejrzałam się po swoim małym pokoju. Odkąd w wieku ośmiu lat "wprowadziłam" się tu nadal nie mogłam się przyzwyczaić do tego miejsca. Pokój miałam na drugim piętrze z jednym oknem z widokiem na boisko z tyłu sierocińca. Starałam się uspokoić, ale nie za dobrze mi to wyszło. Wyjęłam, więc zeszyt i zaczęłam pisać to co mi się przyśniło. Puki jeszcze pamiętałam. W końcu sen sam przyszedł. Nie dane mi jednak było pospać. Po 15 minutach rozległo się pukanie do drzwi.
- 10 minut i masz być gotowa na śniadanie- powiedziała opiekunka Krystyna za drzwi. Chyba najmilsza z nich wszystkich. Inne to tylko rozkazy wydawać i pouczać. No i karać ! Nie raz dostałam o opiekunki Magdy. Najgorsza chyba z nich jest właśnie ona.  Wstałam i schowałam zeszyt. Opiekunki  nienawidziły kiedy ktoś w sierocińcu tracił czas na rysowanie bądź pisanie "bzdur". Wyjęłam swoje znoszone dżinsy i bluzkę z krótkim. Wzięłam z szafki obok łóżka naszyjnik. Jedyną pamiątkę po rodzicach. Tylko tyle mi zostało odkąd zginęli w wypadku. Nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego, że ich nie ma. Po ich śmierci nikt z rodziny nie "mógł" a raczej nie chciał mnie wziąć, więc trafiłam do sierocińca. Od tego czasu nie widziałam nikogo z mojej rodziny. I nie chcę widzieć ! Odwrócili się ode mnie i ja zrobiłam to samo. Zapiąwszy naszyjnik wyszłam na korytarz. Na swojej drodze spotkałam Rose. Moją jedyną przyjaciółkę. Trafiła tu dwa lata temu i nie mogła się odnaleźć. Jej rodzice zginęli razem z jej starszym bratem w pożarze. Tylko ją uratowano. Od razu się zrozumieliśmy. Tylko z nią potrafię gadać.
- Hej. Co jest?- spytałam idąc koło mnie do stołówki.
- Hej. Nic..
-Nie kłam. Widzę, że drżysz. No gadaj- powiedziała Rose. Szlak starałam się uspokoić.
- Nic. Miałam zły sen. I tyle- powiedziałam.
  Po śniadaniu poszliśmy na lekcje do szkoły obok sierocińca.
- Hej czarnulo, a gdzie to się wybierasz?- odezwała się Madie ciągnąc za mój kucyk z czarnych włosów. Nienawidziłam jej od pierwszego dnia w szkole. Jest ode mnie od rok starsza. I choć ma 19 lat nie spieszy jej się stąd wychodzić.
- Spadaj- powiedziałam zabierając jej moje włosy i ruszając do przodu.
- Nasza czarnulka się spieszy ?- spytałam z tym swoim uśmieszkiem chłopak Madie Dominik. Ten uśmiech nie był słodki tylko zły i wróżył kłopoty.
- Tak i zejdź mi z drogi. -powiedziałam przepychając się do przodu i wchodząc do klasy. Jak ja ich nienawidzę !!!
                                         ********************************
         Po lekcjach poszłyśmy na ławkę na boisko. Nie jest tu...... cudownie, ale da się wysiedzieć. Jest dość zadbana trawa, dwie bramki naprzeciw siebie, ogródek i ławki. Da się, więc pogadać i wyluzować się. Siedziałam z Rosą na ławce i słuchałam jak gadała o Rafale w którym się kocha odkąd się tu pojawiła.Jednak myślami byłam gdzie indziej. Nie mogłam zapomnieć tego koszmaru. Co to miało być? Zwykle śni mi się wypadek rodziców, lub rzadko wspomnienia z nimi. Ale to ?? To nic dobrego.
- Słuchasz mnie ?- spytała Rosa machając mi ręką przed twarzą.
- Tak, tak....
- Wcale nie- przerwała mi Rosa.- Mówiłam, że ten nowy ogrodnik cię podgląda.- powiedziała gestem głowy pokazując na ogrodnika klękającego przy kwiatach. Przystojny i wysoki czarnowłosy chłopak. Ciacho nie powiem. Ale czemu patrzy na mnie. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały nie potrafiłam oderwać wzroku od jego niesamowicie niebieskich oczu. On także nie odrywał ode mnie wzroku. Po chwili spuściłam wzrok na swoje dłonie speszona. Żołądek zaczął mnie ściskać, a na policzkach poczułam rumieńce. Cholerny rumieniec !!!
- Rumienisz się ! Widzę to!! Ty się....- nie zdążyła, bo zamknęłam jej usta ręką
- Nie. I koniec kropka- powiedziałam stanowczo. Wstałam i obróciłam się na pięcie... i....... wpadłam na ogrodnika. Przytrzymał mnie przed upadkiem obejmując.
- Przepraszam- wykrztusiłam odzyskując równowagę.
- Nic nie szkodzi- odezwał się lekko uśmiechając. Znów ten uścisk w żołądku.- Jestem Mark- powiedział podając dłoń.
- Bella- powiedziałam i ścisnęłam jego dłoń.
- A ja Rosa- odezwała się obok mnie Rosa uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Miło mi was poznać- powiedział wciąż patrząc na mnie. Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Musimy iść. Mamy pracę w kuchni- zwróciła się do mnie Rosa. Kiwnęłam głową
- Mi też było miło- powiedziałam i oddaliłam się z moją przyjaciółką do kuchni.
                    Zmywałam naczynia w ciszy. Rosa miała dzisiaj sprzątać salę a ja zmywać. Taka jest nasz praca. Każdy musi parę razy w tygodniu pomagać. Jak nie w kuchni to w ogrodzie. A jak coś przeskrobiesz to już w ogóle masz przerąbane.
- Przepraszam. Czy mogłaby pani....- odezwał się wchodząc do kuchni Mark. Upuściłam talerz do zlewu. Na szczęście nie zbił się.
- Cześć.-powiedział po chwili ciszy.
- Hej. Szukasz kogoś ?- spytałam. Na pewno ma dziewczynę. Przestań się tak na niego gapić. Ale nie potrafię.
- Nie. Chciałem się dowiedzieć skąd mam wziąć środki przeciw owadom- wytłumaczył Mark. Uśmiechnęłam się. Opiekunki bardzo dbały o gród. Bardziej niż o nas.
- W tym schowku- powiedziałam pokazując mokrą dłonią na schowek w końcu kuchni.
- Dzięki- powiedział i ruszył do schowka.
                                             ************************************
                    Po skończonej pracy poszłam do toalety. Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Jednak kiedy się odwracam nikogo nie widzę. Chyba wariuję.   Wyszłam z toalety i zbliżyłam się do lustra. Kiedy nachyliłam się nad zlewem miałam dziwne wrażenie, że ktoś nade mną stoi. Podniosłam głowę, ale nikogo nie było. Obmywałam twarz wodą, a gdy podniosłam głowę ledwo powstrzymałam krzyk. Na końcówkach włosów miałam.... czerwoną ciecz. Kropelki tego samego były też na mojej twarzy. Zbliżyłam się do lustra. Krew. To krew. Spojrzałam w dół. Cały zlew był od krwi. Moje ręce też. Zaczęłam szukać rany, ale żadnej nie było. Co się dzieje ??? Wzięłam ręcznik.... i on też był cały od krwi. Spojrzałam na lustra i odskoczyłam jak poparzona. " Uważaj, bo źle skończysz" było napisane... krwią. Podeszłam bliżej przerażona i poczułam łzy na policzkach. Co się dzieję ?!?!?
 Chciałam wybiec z toalety, ale była zamknięta. Zaczęłam walić w drzwi, ale na marne. Usłyszałam te same przeraźliwe śmiechy. Mężczyzny i kobiety.
- Czego chcecie?!- krzyknęłam do niewidzialnych postaci. Poczułam chłód na całym ciele. Spanikowana cofnęłam się i wpadałam na drzwi. Duch zaczął się zbliżać,ale nagle..... drzwi się otworzyły i wypadłam na korytarz. Podniosłam przerażony wzrok i zobaczyłam Marka. Stał nade mną wpatrując się we mnie. Podniosłam się i wbiegłam do środka. To niemożliwe ! Na lustrze nie było napisu i ani śladu krwi na mnie. Co to miało być ?!? Czy ja świruję !? Odwróciłam się i chciałam wybiec, ale zatrzymał mnie Mark
-Co się stało ?- spytał patrząc zmartwiony na mnie. Powinnam powiedzieć. Uzna mnie za wariatkę. A zresztą jaką mamy pewność, że nie zwariowałam !
- Nic musiałam się zatrzasnąć. Pójdę już- powiedziałam przechodząc obok. Cała się trzęsłam i nie mogłam tego ukryć.  Pobiegłam prosto do pokoju. Przerażona skuliłam się z kącie pokoju.  Co się ze mną dzieje ?! Nie mogłam się uspokoić. Nie mogłam ogarnąć myśli. Zbyt byłam przerażona. Co to miało znaczyć ? Ten napis. Co to miało być ?!? Wstałam i poszłam do naszej wspólnej łazienki. Ręcznik był czysty. Lustro też. Ani śladu po tym zdarzeniu. Czy to moja wyobraźnia płata mi figle ?!?!?
 Wzięłam ukrytą pod zlewem żyletkę i przejechałam parę razy po swojej ręce. Nienawidziłam tego robić. To nie jest dobre, ale nie potrafiłam przestać. Nie robiłam tego od dwóch miesięcy i stare blizny były nie widoczne, ale dzisiaj już nie wytrzymałam. Za dużo. Wpierw ten sen teraz to. Co to ma znaczyć !?!?!? Schowałam żyletkę i spojrzałam na swoją pocięta dłoń po której leciała krew. Nienawidziłam tego, ale ten ból sprawiał, że na chwilę zapominałam o tym wszystkim. Wiem, że potem te blizny będą mi przypominały o tym, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać. Wstydzę się tego, ale.... nie potrafię przestać.
                                *************************************
          Stałam na środku boiska w piżamie. Nie mogłam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam. Chyba nie mogłam zasnąć i wyszłam na spacer. Na końcu boiska gdzie zaczynał się lasek zauważyłam jakiś ruch. Całe ciało się spięło. Mózg mówił  "Wiej!" , ale ja uparta go nie słuchałam.Podeszłam bliżej, a postać wyszła z cienia. Zakapturzona, ale po wyglądzie i piersiach wywnioskowałam, że to kobieta. Z pod kaptura wystawały blond włosy.
- Kim jesteś ?- spytałam. Postać ściągnęła kaptur, a ja patrzyłam przerażona na twarz dziewczyny. Na "oczach miały blizny w kształcie X. Jej usta były zaszyte, a poliki i czoło całe pocięte. Jej twarz miała niezdrowy kolor a z ran kapała krew
-Kto ci to zrobił ?- spytałam cofając się. Dziewczyna uśmiechnęła się złowieszczo i ruszyła w moją stronę. Wiedziałam, że nie ma dobrych zamiarów. Potknęłam się i z impetem ruszyłam upadłam na ziemie. Próbowałam wstać, ale postać stanęła nade mną. Przerażona chciałam krzyczeć, ale głos uwiązł mi w gardle. Patrzył przerażona jak dziewczyna wyciąga nóż i pochyla się nade mną.Chciałam uciekać, ale jakimś cudem nie mogłam się ruszyć. Dziewczyna podłożyła nóż mi pod gardło i szybkim ruchem poderżnęła mi je. Zobaczyłam jak jej usta pękają, a potem gwiazdy mnie zabrały ...............
                                               Kolejna część będzie jak najszybciej. Postaram się we wtorek ! Czekam na wasze opinie ! :D

czwartek, 10 lipca 2014

                    Część 2. : Nie z tego świata 

          Z szokowana weszłam po schodach.  Stanęłam przed drzwiami. Cały czas dźwięczały mi słowa Kami w głowie " Jest upadłym aniołem". Nie wierze ! Jednak Kamila nigdy mnie nie okłamała. Więc... to musi być prawda. Ale jak ??? Zapukałam i  czekałam. Muszę z nim pogadać. 
- Proszę- usłyszałam i otworzyłam drzwi. Scott stał przy blacie i kroił coś, na mój widok od razu się uśmiechnął tym boskim uśmiechem. 
- To prawda ?- spytałam od razu. Podszedł do mnie i objął.
- Ale co?- zapytał uśmiechając się.
- To co Kamila mi powiedziała. Jesteś aniołem ?- spytałam patrząc mu w oczy. Uśmiech znikł z jego twarzy. Stał się poważny.
- Ja.... Nie.... Jestem upadłym aniołem- poprawił mnie. 
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?- spytałam drżącym głosem. Puścił mnie i podszedł do okna stając plecami do mnie. O nie... Tak łatwo mu nie odpuszczę.
- Bo byś uciekła. Nie chciała mnie znać- powiedział patrząc w okno. Widziałam w oknie jego odbicie i swoje. Podeszłam bliżej, ale zatrzymałam tuż przed nim.
- A u ciekłam teraz ? Nie! Scott spójrz na mnie- powiedziałam i dotknęłam jego pleców. 
- Bo chciałaś się upewnić. Ale, tak to prawda ! Teraz już możesz iść. Zrozumiem- powiedział Scott. Czułam, że jest cały spięty,
- Nigdzie się nie wybieram. Nie zostawię cię- powiedziałam i przytuliłam się do jego pleców. Poczułam jak gwałtownie bierze wdech, a potem się odpręża. Odwrócił się i objął mnie patrząc w oczy.
- Przepraszam- powiedział. Nie byłam zła. Może przez chwilkę, ale rozumiem go. Przybliżyłam się do niego i pocałowałam go. 
- Już nigdy cię nie okłamie- przyrzekł mi. Uśmiechnęłam się do niego. Chwila....
- Skąd Kamila wiedziała o tym ? Też jest upadłym aniołem ?- spytałam lekko przestraszona.
-Nie.-powiedział z uśmiechem- Jest Nefilim- dodał.
- Czym ?- spytałam.
- Jest dzieckiem upadłego anioła i śmiertelnej kobiety- powiedział spokojnie Scott.
- Ale twoim ?- spytałam przestraszona, że Scott może mieć dziecko. Uśmiechnął się szerzej.
- Nie- powiedział- Nie miałem żadnej innej prócz ciebie- dodał całując mnie w czoło.
- To mi ulżyło. A mogę cię o coś spytać ?- spytałam.
- Tak. Ale może lepiej usiądźmy, bo coś czuje, że na jednym się nie skończy.- powiedział. Kiwnęłam głową. Faktycznie miałam do niego mnóstwo pytań ! Usiadłam na skurzanej kanapie, a on obok mnie.
- Pytaj- zachęcił mnie. Od czego zacząć ?
- Ile masz naprawdę lat ?- spytałam. Uśmiechnął się szeroko.
- Na ziemi jestem ponad 750 lat.-odpowiedział. Łał !!! A wygląda na 20.
- Nie wyglądasz.- powiedziałam. Teraz to gorsze pytanie, bo nie wytrzymam. Muszę je zadać. Wzięłam jego dłoń.- Dlaczego upadłeś ?- spytałam ciszej. Uśmiech znikł z jego twarzy. Spojrzał przed siebie i zamyślił się.
- Nie chciałem walczyć w Wielkiej Wojnie-odpowiedział w końcu. Gdzieś o tym czytałam. Bóg kazał swoim aniołom zjeść na ziemię i strzec ludzie. Jeden z nich nie chciał tego. Poparty przez niektóre anioły sprzeciwił się Bogu i wypowiedział wojnie. Oczywiście Bóg wygrał, a ich strącił do piekieł. Tak Lucyfer  Poranna Gwiazda stał się pierwszym demonem. Nazywano ich upadłymi. No tak !
- Ale zostałeś strącony do piekła ?- spytałam bezmyślne.
- Nie. Ale Najwspanialszy zesłał tych, którzy nie walczyli po żadnej stronie na ziemię. Niestety nie tylko nas. Niektóre dały radę wydostać się z piekła. Upadli zaczęli żyć tak jak ludzie, a nie którzy nawet zakładali rodziny.- powiedział Scott patrząc niewidocznym wzrokiem w przestrzeń.
-Czyli dlatego wiedziałeś o mnie wszystko ?- spytałam przerywając ciszę. Spojrzał na mnie i znów się uśmiechnął tym zabójczym uśmiechem.
- I tak i nie. Od paru lat obserwowałem cię i czuwałem nad tobą. -powiedział.
- Czyli mnie szpiegowałeś ?- spytałam z uśmiechem.
- To brzydkie słowo. Raczej obserwowałem z pewnej odległości i dbałem aby nic cie się nie stało- odpowiedziałam.
- A dlaczego tak się zachowywałeś ?- spytałam ciekawa.
- Myślałem, że może się odkocham lub ty nie poczujesz nic do mnie. Jednak jak widać nie poszło mi najlepiej.- powiedziałam ściskając moją dłoń. Zapomniałam, że cały czas ją trzymałam.
- No widzisz, ja też myślałam, że cię nie zakocham,ale wyszło inaczej.- powiedziałam.
- A dlaczego Kamila tu była i wyszła taka zdenerwowana ?- spytałam. Ciekawiło mnie to.
- Nie znała swojego biologicznego ojca, ale wie kim jest. Jej matka jej to powiedziała. Jakimś cudem odkryła, że ja jestem z tego samego gatunku co jej tatuś. Gadaliśmy. Pytała czy nie wiem kto jest jej ojcem, ale ja nawet się nie domyślam. Powiedziałem jej, że się z tobą umówiłem....
- Powiedziałeś co robiliśmy ?- spytałam przerażona.
- Nie, ale sama się domyśliła. Strasznie się zdenerwowała. Nie wiem czemu. Wybiegła, a potem ty się pojawiłaś- dokończył. Ulżyło mi. Ale... O Boże ona wie. To to będzie rozmowa.Ojoj....
- Kocham cię- powiedział dotykając mojego polika.
- Ja ciebie też- powiedziałam i pocałowaliśmy się. Całowaliśmy się coraz namiętniej gdy zadzwonił mój telefon.
- Halo ?- odezwałam się do słuchawki.
- Aga. Gdzie jesteś ? Chce pogadać- odezwała się już spokojniejsza Kamila.
- Hej. U... Scotta.- odpowiedziałam. Nie ma co kłamać. I tak już wie.
- Możemy pogadać ?- spytała.
- Tak..
- Super. Wpadnę do ciebie do domu za godzinę. Będziesz ?- spytała. Czułam, że jej ulżyło.
- Tak. Do zobaczenia- powiedziałam i schowałam telefon. Scott przyglądał mi się.
- Kami. Chcę się ze mną spotkać. Muszę lecieć- wytłumaczyłam. Uśmiechnął się smutno.
- Zadzwonisz ? spytał pochylając się.
- Nie wiem. Nie wiem. Może...- widząc jego smutny wzrok dodałam- żartuje. Oczywiście. Spotkamy się potem.- powiedziałam całując go krótko na pożegnanie.
                                           ******************************
                             Siedziałam u siebie w pokoju gdy do drzwi zapukała Kamila.
- Dzień dobry panie Night. Ja do Agi- powiedziała z dołu.
- Proszę jest na górze w swoim pokoju- powiedział tata, a ja usłyszałam kroki na schodach.Zamknęłam szkicownik kiedy weszła do pokoju.
- Cześć- powiedziała speszona.
- Cześć- odpowiedziałam. Usiadła naprzeciwko mnie na łóżku.
- Przepraszam za moje zachowanie, ale.....
- Nie jestem zła. Wszystko wiem.- przerwałam jej. Uśmiechnęła się do mnie.
- Bałam się, że cię wykorzysta, ja ten upadły moją mamę- powiedziała Kami.
- Nie. Scott to nie twój...- nie wiedziałam czy mam powiedzieć "ojciec". Od zawsze znała pana Roberta Gray i to on był jej tatą. Przynajmniej ja tak myślałam.
- Ojczulek. Wiem, ale po prostu emocje wzięły górę- wytłumaczyła się Kami
- Spokojnie. Nie jestem zła- powiedziała. Kamila uśmiechnęła się tak jak zawsze gdy nie mogła się powstrzymać od śmiechu lub zadania jakiegoś pytania.O nie...
- Zrobiliście to ?- spytała z tym uśmieszkiem. Wiedziałam, że nie wytrzyma
- Tak....
- Wiedziałam. Jak było ? Bolało? Całował cię? Przytulał? Został na noc ???- wypytywała Kamila.
- Było najlepiej na świecie. I tak został- odpowiedziałam szczerze. Nigdy się nie okłamywałyśmy, więc teraz też nie będę kłamać.
- Twój ojciec go widział ? Było przesłuchanie ? O co pytał ?- nie dawała za wygraną Kamila.
-Nie. Jeszcze nie- powiedziałam. Muszę przedstawić go tacie, bo i tak w końcu się dowie. Tylko kiedy ??? I  jak???
- Ohhohoh będzie grubo- powiedziała żartobliwie Kami.
- Jakbym nie wiedziała. Dobra dość o moim życiu. Co u ciebie?- Spytałam
- Myślałam, że nie spytasz. A jest taki jeden- powiedziała tajemniczo.
 - Nie gadaj. Kto ?- spytałam ciekawska
- Blondyn. Wysoki. Umięśniony. Boski. Ciacho jakich mało.- opisała go Kamila.
- Jak ma na imię ?
- Eliot. Nie chodzi do naszej szkoły. Pracuje.- powiedziała Kamila.- Ma 23 lata i pracuje w firmie- dodała. 23. Nie tak dużo. Trzy lata różnicy.
- Nono- powiedziałam z uśmiechem.
- Może kiedyś pójdziemy na podwójną randkę. Ja i Eliot i ty i Scott- zaproponowała.
- Pewnie...- zgodziłam się. Jednak myślami byłam o wiele dalej. Mój chłopak.  Mój chłopak upadły anioł. Muszę go  niedługo przedstawić tacie. O Boże, ale wpierw chyba pozbędę się wszystkich ostrych rzeczy z domu. Przezorny zawsze ubezpieczony. Głupi Scott. Taki słodki i boski a zarazem taki głupi. Jak mógł pomyśleć, że go zostawię. Upadły czy nie Anioł czy człowiek. Kocham go i tyle !!!
                                        *********************************
                           Trwają wakacje. Od trzech miesięcy jesteśmy parą. A dzisiaj...... Poznają się. Mój ukochany Scott i mój jedyny na świecie tata. Mam stresa jak nigdy. No może równa się z pierwszą randką. Ma przyjść na kolacje do nas. To już za chwilę. Nie wiem co się stanie,ale skoro mój chłopak to anioł to jest nieśmiertelny, więc raczej nic mu tata nie da rady zrobić. Chodź ciężko by było wytłumaczyć dlaczego przeżył z nożem w brzuchu. Wiem, że można zabić Anioła, ale bardzo ciężko, bo w każdej chwili może "pożyczyć" siłę życiową od kogoś i przeżyć. No dobra. Mam nadzieję, że nie dojdzie do ręko czynów.
- Witaj księżniczko- powiedział Scott całując mnie w czoło. Ubrałam się w tunijkę i leginsy, a on w czarne spodnie i koszulę w kratkę. Bardzo elegancką.
- Witaj misiu- powiedziałam. Wzięłam go za rękę i uśmiechnęłam się do niego.
- Chyba nie ma broni?- spytał szeptem.
- Nie. A dlaczego ?- spytałam lekko przestraszona. Tata nie ma broni, ale kto wie czy sobie jej nie sprawi.
- Bo gdyby trafił w serce lub w głowę było by ciężko- powiedział. Uśmiechnął się do mnie uspokajająco. Ruszyłam idąc z nim za rękę do salonu, gdzie czeka kolacja.
- Witam panie Night. Miło mi wreszcie pana poznać- powiedział oficjalnie Scott poddając rękę mojemu tacie.
- Mi ciebie również- powiedział sztywno tata ściskając jego dłoń.
- To co siadamy ?- przerwałam ciszę. Ojoj nie zaczęło się tak źle.
    Usiedliśmy. Tata obok niego ja, a obok mnie Scott.
- Więc od kiedy się... spotykacie ?- spytał tata gdy jadłam sałatkę a Scott kawałek mięsa przygotowany przez tatę. Oczywiście pochwalił tatę od razu po pierwszym kęsie. Odkaszlnęłam i spojrzałam na tatę. Kiedy miesiąc temu powiedziałam mu, że się z kimś spotykam nie był zbyt szczęśliwy. Od razu chciał go poznać i wiedzieć wszystko. Na szczęście udało mi się go uspokoić. Oczywiście nie obyło się bez pogadanki na temat  "Młodzieńcza nieodpowiedzialność"
- Od trzech miesięcy- odpowiedział spokojnie Scott. Tata spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się. No i się zacznie.
- Chodzicie  na jeden rok ?- spytał. Kiwnęłam głową- A co chcesz potem  robić?- spytał tata Scotta.
- Od września mam zapewnioną pracę w szpitalu - odpowiedział Scott. Zapomniał dodać, że w tym samym co ja.
- A  wakacje ?- nie dawał za wygraną
- Będę dorabiał w barze.- odpowiedział Scott.
- A jakie masz zainteresowania prócz ratownictwa ?- spytał tata. Po co mu to ?  Nigdy nie zrozumiem.
- Lubię grać na pianinie i pływać. No i łowię ryby- powiedział. Bingo. Tata jest rybakiem
- Ooo. To kiedyś musimy się wybrać razem- zaproponował tata. Scott uśmiechnął się życzliwie.
- Bardzo chętnie- powiedział. Nie jest źle. Nie jest źle !
- Mam tylko nadzieję, że nie zranisz mojej córki, bo wiesz mam różne dojścia- powiedział tata patrząc prosto w oczy Scotta. Poczułam rumieńce na twarzy.
- Nigdy. Kocham Agatę i chcę z nią być do końca mych dni- powiedział Scott biorąc i ściskając moją dłoń. Tata... uśmiechnął się. Ciekawe czy szczerze ? Chyba tak.
                 Resztę wieczoru gadali o rybach i odpowiedzialności. Słuchałam, ale nie za bardzo. Patrzałam to na tatę to na Scotta. Nie mogłam uwierzyć, że tak swobodnie rozmawiali. Jak starzy kumple.
                                           ********************************
                        Na sobotę umówiliśmy się z Kamilą na podwójną randkę. Mieliśmy pójść do kina, a potem na plaże. Szykowałam się. Na wszelki wypadek pod bluzkę i spodenki ubrałam kostium. No co ??? Równo o 16 przyszedł Scott. Oczywiście wpierw pogadał chwilę z tatą o ich wyjeździe na ryby za parę dni. Zaczynam się martwić, że tata odbiję mi chłopaka!   Muszę przyznać Eliot brzydki nie jest .Poszliśmy do kina i wybraliśmy film. Horror, bo uparła się na niego Kamila.Czasem boję się tych jej myśli. Jak to ja przez większość filmu wtulałam się w Scotta ze strachu, ale nie tyko.... Po kinie poszliśmy na plaże.
- To co kąpiel?- spytała Kamila ściągając swoją sukienkę. Pod spodem miała kostium w paski. Eliot od razu do niej dołączył i obaj byli już w wodzie. Spojrzałam na Scotta, ale on już był na bokserkach. Szybko ściągnęłam ciuchy i wpadłam do wody. Nie była zimna. Pływałam "uciekając" przed Scottem.
 W pewnym momencie podniósł mnie a ja objęłam go nogami w pasie. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę. I jak zawsze w takich momentach zapominałam o wszystkim innym. Liczył się tylko Scott!!!
 - Będziemy się zmywać- powiedziała Kamila wstając z Eliotem gdy leżeliśmy na kocu na plaży.
- Okej.Pa- powiedziałam. Kiedy zniknęli nam z widoku Scott pocałował mnie i już po chwili byłam na nim.
- Lepiej wracajmy.- powiedział siadając. Siedziałam okrakiem na jego kolanach.
- Tak. A gdzie ? spytałam. Powiedziałam, że mogę zostać na noc u Scotta, a... on od razu się zgodził. To dziwne, ale mi pasowało.
- Do ciebie?- spytałam przybliżając się.
- A twój tata ?- spytał obejmując mnie.
- Wie- powiedziałam całując go.
                                             *******************************
               Dzisiaj tata pojechał z Scottem na ryby.Dokładnie tydzień przed końcem roku. Umówiłam się, więc z Kamilą na zakupy.
- Ta będzie idealny- powiedziała Kamila gdy oglądałam sukienkę na koniec roku. Ona już wybrała.
- Tak. Wezmę ją- powiedziałam podając ja kasjerce. Uśmiechnęła się do mnie i wzięła pieniądze.
Gdy wyszłyśmy ze sklepu zakręciło mi się w głowie.
- Aga wszystko dobrze ?- spytała
- Kręci mi się w głowie.- powiedziałam opierając się o ścianę sklepu.
- Ty a może jesteś w ciąży- powiedziała ze śmiechem Kami. Jednak mi nie było do śmiechu. Od dwóch miesięcy nie miałam miesiączki, ale nie martwiłam się tym. Ale teraz ...
- Ej. Nie mów mi, że nie miałaś cioci- pokiwałam głową- o Kurde to trzeba się lepiej upewnić- powiedziała- Poczekaj tu. Kupie test i sprawdzimy- powiedziała Kami i pobiegła do apteki.
- A co jak jesteś ?- spytała gdy czekałam w ubikacji na wynik.
- Nie wiem- powiedziałam. Naprawdę  nie miałam pojęcia co zrobić. Mam 20 lat. Od września miałam zacząć pracę w karetce. Co jak będę w ciąży ? Tata mnie zabije ! A Scott ? Przecież mówił..... Jak będę w ciąży to moje dziecko będzie Nefilim. I co wtedy ? W sumie to nic. Kiedy zadzwonił alarm w moim telefonie spojrzałam na test.
- Nie Nie Nie !! Cholera! Cholera! Cholera!- powiedziałam.
- Co jest ? -spytała Kami gdy wyszłam z ubikacji. Podałam jej test i podeszłam do umywalki. Obmyłam twarz zimną wodą i spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Zrobiłam się blada. Jestem w ciąży !!!
- No to się Scott zdziwi -powiedziała Kami oddając mi test. Wywaliłam go do kosza i spojrzałam na Kamilę.
- A ni słowa Scottowi i tacie. Nikomu. Rozumiesz ?1- spytałam łapiąc ją za ramiona.
- Rozumiem, ale to i tak się wyda. Nie ukryjesz dzidziusia- powiedziała z uśmiechem. Dla niej to takie łatwe,ale nie dla mnie!
- Wiem. Powiem im, ale nie teraz- powiedziałam. Sama nie wiedziałam jak to zrobić. Tata mnie zamorduje. Może nie mnie, ale Scotta ! Dlaczego ? Chciałam mieć dziecko, ale nie w tej kolejności.
- Obiecaj? -powiedziałam stanowczo
- Obiecuje-powiedziała z szerokim uśmiechem Kamila.- Będzie dzidziuś !- krzyknęła radośnie. Tak.. Będzie dzidziuś !
                                                     *********************************
                        Następnego dnia, kiedy siedziałam w pokoju słuchając muzyki wpadł Scott.
- Hej śliczna. Nie odzywałaś się, więc się martwiłem- powiedział gdy ściągnęłam słuchawki.
- Hej. Wiem, nie za dobrze się czuje- powiedziałam. Scott spojrzał na mnie od stóp do głów. Wstałam i usiadałam na skraju łóżka.
-Musimy pogadać- powiedziałam, a on usiadł obok mnie.Wzięłam jego dłoń i głęboki wdech.
- Scott ja..... Jestem w ciąży- powiedziałam. Spojrzał na mnie prześwitując swoim wzrokiem. Nie widziałam go bardziej poważnego.
- Jak to ?- spytał w końcu.
- Tak. Jestem. W drugim miesiącu- powiedziałam szczerze. Zaraz po tym jak się dowiedziałam poszłam z Kami do ginekologa a on to potwierdził. Scott wstał i zaczął chodzić po pokoju.
- Scott powiedz coś. Ja też się boję, ale .....
- Ja się nie boję. Musze iść.- powiedział i wyskoczył przez okno. Patrzyłam z niedowierzaniem jak odjeżdża. Nie wierzę! Uciekł !?!? Jak mógł !? Osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać. Myślałam, że choć trochę się ucieszy, a on..... ZWIAł. Jak mógł mnie tak zostawić ?!?!?!? Nie dam sobie rady bez niego. Jak mam to powiedzieć tacie ??? Jak ???? Nie dam rady. To mnie przerasta!!!!
                                 ********************************
                Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze. Nie było widać, że jestem w ciąży. Jeszcze. Dzisiaj jest zakończenie roku. Scott nie odzywał się do mnie. Dzwoniłam. Pisałam, ale to na nic. Boję się, że już go nie zobaczę ! Nie dam rady wychować dziecka samej. Nie powiedziałam tacie, bo ... bo ... Boje się jego reakcji. Nie wiem czego się spodziewać. Biorąc telefon spojrzałam na nasze zdjęcie z lunaparku. Pojechaliśmy tam we dwójkę w maju. Byłam taka szczęśliwa, a teraz.... Nie wiem czy dam radę się jeszcze uśmiechnąć szczerze. Kami mnie wspiera, ale ona to nie Scott. Tęsknie tak za nim! Chciałabym aby był przy mnie. Ale on zwiał ! Nie odezwał się do mnie odkąd powiedziałam mu o ciąży.
             Koniec roku przebiegał tak jak zawsze. Jednak ja ani chwilę nie mogłam się skupić.
- Kamila Gray- wyczytała pani dyrektor. Kamila wstała i poszła po świadectwo. Spojrzałam w okno i omal nie krzyknęła. Na parapecie stał...... Scottt. Ubrany jak co dzień. Kiedy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. Przepraszający.
- Agata Night- ocknęłam się i wstałam. Scott wciąż tam stał. Odebrałam świadectwo i wróciłam na miejsce, ale go już nie było. Wzdychnęłam i znów się zamyśliłam. Może  nie wszystko stracone!
                        Po powrocie do domu i gratulacjach od taty podjęłam decyzje.
- Tato muszę cie coś powiedzieć- odezwałam się wychodząc już w zwykłych ciuchach na dwór.
- Słucham skarbie ?- powiedział tata. Teraz nie ma odwrotu.
- Ja.. Jestem w ciąży- powiedziałam. Momentalnie cały się spiął i zdenerwował,
- CO?! Nie żartuj...
- Nie żartuje- powiedziałam
- Jak mogłaś być tak nie odpowiedzialna?!?! Jak mogłaś!??!? Przecież ci mówiłem o zabezpieczeniach!!- krzyczał tata.
- Wiem, ale ja....- mówiłam drżącym głosem z trudem powstrzymując łzy.
- Gdzie Scott?!? Powinien tu być ! Jest ojcem, tak!?!??! Więc czemu go nie ma... Aaa wiem zwiał!!! I co teraz !?!?! Jak mogłaś być tak głupia !!?!?!?!?!?- krzyczał tata. Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się i wybiegłam. Biegłam chodnikiem płacząc. Łzy zasłaniały mi pole widzenie. W pewnym momencie zatrzymałam się. I co teraz ? Co mam zrobić ? Gdzie pójść? Nagle zorientowałam się gdzie jestem . W samym środku akcji policyjnej. Policjanci starali się powstrzymać jakiegoś świra, a ja wbiegłam między nich. Facet spojrzał na mnie i wycelował bronią we mnie, ale....... W tym momencie gdy usłyszałam wystrzał ktoś zasłonił mnie własnym ciałem. Od razu wiedziałam kto !! Padłam na kolana i przytuliłam Scotta do siebie.
- Nie odchodź-mówiłam płacząc i tuląc mnie. On nie mógł umrzeć. Nie mógł !!!
- Weź moją energię- powiedziałam ściskając jego dłoń.
-Nie.... Ja....Przepraszam za moje zachowanie- wykrztusił. W kącikach jego ust pojawiła się krew.  Nie !!!
- Scott proszę. Nie odchodź- powiedziałam płacząc coraz bardziej.
- Przepraszam -powiedział i zamknął oczy.
- Wybaczam ci-powiedziałam płacząc i tuląc jego martwe i zimne ciało do siebie. Nie!! Nie zgadzam się !!! On nie może !!! Kiedy wstałam pod przymusem i odeszłam na bok. Ciało Scotta zapakowano w czarny worek. Nie mogłam na to patrzeć. W ciąż to do mnie nie docierało. Odeszłam na bok i oparłam się o drzewo wciąż płacząc.
- Nie !!!!!!!!!!!!!!-krzyknęłam do nieba.  Nagle przed  moimi oczami pojawiła się jaśniejąca postać. Scott! Ubrany cały na biąły, a z pleców wyrastały mu .... ogromne, białe i piękne skrzydła. Anioł!!!
- Scott ?- spytałam niepewna
- To ja.... Kochanie przepraszam za wszystko.- powiedział  zbliżając się. Powinnam się bać, ale tak nie było. To mój Scott!
- Jak?
- Dzięki tobie. Dzięki tobie przebaczono mi-odpowiedział dotykając mojego policzka. Czyli teraz znów był Aniołem. Mógł wrócić do Nieba. I spotkać Stwórcę. Ale ja chciałam aby był tu. Jednak wiedziałam, że on bardzo pragnie wrócić do Raju. Wiedziałam jak o tym marzy. Nie mogłam mu tego zabrać !
- Idź- powiedziałam. Uśmiechnął się do mnie.
- Mogę zostać...
- Nie. Już za długo na to czekałeś. Idź.
- Będę nad wami czuwał- powiedział biorąc moją twarz w swoje dłonie. Nie chciałam pożegnania, ale wiedziałam jak tęsknił za Niebem.
- Mam nadzieję. Idź- powiedziałam
- Kocham cię- powiedział i pocałował mnie po raz ostatni. Po czym wzbił się w Niebo i znikł. Poczułam świeże łzy na policzkach. Już go nie zobaczę. Mój ukochany odszedł do Królestwa  Niebieskiego jako Anioł.
-Kocham cię- wyszeptałam do siebie.
                                            **************************
                       Stałam przy oknie w swoim pokoju. Pogodziłam się z tatą. Powiedział, że razem damy radę. Wiedziałam to. Ale strasznie  za nim tęskniłam.Teraz stałam przy oknie i wspominałam nasze wszystkie wspólne chwile. Wiedziałam, że kiedyś się zobaczymy.
- Wiem, że tam jesteś- powiedziałam patrząc w niebo- Wiem, że czuwasz nad nami- konynuowałam dotykając mojego brzucha To już niedługo. Za dwa tygodnie.-Tęsknie. Wiesz o tym. Ale ja wiem, że się jeszcze zobaczymy. A puki co będę tu i opiekowała się naszą córeczką. A kiedy przyjdzie ten dzień, znów się zobaczymy i zawsze będziemy razem. Na zawsze ! Wiem to !!!.......
                                           
   Mówiłam, że mogą być trzy, a jednak są dwie. Taka ja :D Mam nadzieję, że się spodobało. Naprawdę czekam na komentarze.

środa, 9 lipca 2014

  To opowiadanie będzie w dwóch lub trzech częściach, ponieważ może być zbyt długie : ) Mam nadzieje,że się spodoba ;D

                 Opowiadanie.6.      

           Nie z tego świata.....

                      Weszłam do klasy od biologi i już dojrzałam moją najlepszą przyjaciółkę Kami. Zdążyłam się tylko z nią przywitać i zamienić dwa słowa, bo pojawił się nauczyciel.  Spojrzał na tablicę, na której było artystyczna wizja jednego z uczniów.  Cóż za ciekawe rysunki....
- Cieszę się, że tak się spieszycie do zajęć praktycznych, ale zacznijmy od teorii.- powiedział belfer marząc arcydzieło ucznia. Oczywiście jak zwykle muszą być ci co lubią robić wygłupy. 
- Ale chcielibyśmy już zacząć praktyki !- krzyknął ktoś z tyłu. Pewnie autor rysunku. 
- Hmmm- zastanowił się nauczyciel.
- No seks. Wymaga praktyki, tak ?- zapytał ktoś inny.
- Tak, ale nie na mojej lekcji- powiedział. 
- Panno Night..- zwrócił się do mnie.
- Słucham?- powiedziałam grzecznie.
- Czym jest biologia ?- spytał. 
- Nauką o naszym ciele...
- Dokładniej...
- Mamy się nauczyć o swoim organizmie .- odpowiedziałam. Czemu mnie o to pyta ? Czułam, że Kamila ledwo powstrzymuje śmiech.
- A teraz czym mamy się zajmować ? Pański kolega bardzo się do tego pali.- powiedział nauczyciel. Za co ???
- Nauką o seksie i ciele drugiej osoby- odpowiedziałam a po klasie przeszedł cichy śmiech.
- Tak. Siedzisz z panną Gray od początku roku, tak?- kiwnęła głową bojąc się co on wymyślił.- Więc na pewno dobrze się znacie ?- znów kiwnęła potwierdzająco. O co mu chodzi ? Razem z Kami wiemy o sobie bardzo dużo. Oby dwie odałybyśmy za siebie życie.
- Tak, więc. Od dzisiaj na mojej lekcji będziecie siedzieć inaczej. Chcę abyście poznali na nowo kogoś innego prócz dotychczasowych kolegów z ławki...- powiedział nauczyciel.
-  Nie może pan! To nie fair ! Nie ma pan prawa! - uprzedziła mnie zdenerwowana Kami. Zawsze jest wybuchowa. Taka blond bomba, którą kocham. 
- Mogę panno Gray i właśnie to robię... Cie co siedzą po lewej stronie przesiadają się o jedną miejsce do przodu- powiedział spokojnie nauczyciel.- No już- pośpieszył nauczyciel- To pani też dotyczy panno Gray- zwrócił się do Kami. Ta niechętnie wstała i oburzona przesiadła się do przodu. Znałam wszystkich z mojej klasy, prócz jednego czarnowłosego chłopaka, który właśnie się do mnie do siadał. Nie wiem skąd się wziął. Nie widziałam go w zeszłym roku. Dopiero od w września. Nigdy się nie odzywał, więc nie znałam jego imienia. 
- Cześć, jestem Aga- powiedziałam,ale on się nie odezwał tylko wypakował się i usiadł na krześle. 
- Wasze zadanie to poznać się jak najlepiej i napisać o tym sprawozdanie. Nie myślcie by zmyślać. Sprawdzę to dokładnie- powiedział nauczyciel grożąc nam palcem. No jaka miła niespodzianka ? Ludzie za co ?
- To... jak się nazywasz?- spytałam. Spojrzał na mnie swoimi czarnymi oczami. Jak to możliwe? Nie widziałam u nikogo takich oczu. Są prawie takie same jak jego źrenice. 
- Scott- odezwał się neutralnym tonem i uśmiechnął wywyższająco. Żartuje ze mnie. Otworzył zeszyt i zaczął coś pisać. Nie wierze ! Zamienił ze mną jedno zdanie, a już o mnie pisze. 
- Co piszesz ?- zapytałam. Zero odpowiedzi. Przybliżyłam się do niego na tyle na ile się odważyłam i zerknęłam przez ramie.- Co piszesz ?- spytałam znowu, a on w tym momencie wyrwał kartkę i wyrzucił ją do kosza.
- No co pisałeś? - nie dawałam za wygraną.
- Zapomniałem dopisać, że mówi po angielsku.- powiedział z wrednym uśmiechem. Dupek i tyle.
- No dobra. Nie chce pały,więc... Co robisz w wolnym czasie ?- spytałam otwierając notes.
- Nie mam wolnego czasu- odpowiedział.Oparł się na krześle i uśmiechał chamsko. Nie no nienawidzę pana Caughy !!
- Mógłbyś spróbować być miły- wypaliłam.
- Miły?- powtórzył w zamyśleniu.- No dobra. W wolnym czasie komponuje i śpiewam.- Okej. Napisałam na kartce drukowanymi literami : MUZYKA.- Nie skończyłem. Staram się o stypendium na studia ratownika medycznego, ale nie pójdę na nie- Nie wierzę. Skąd on to wie???? 
- Niby dlaczego ?- spytałam.
- Bo ich nie potrzebujesz. Nie lubisz robić czegoś co jest za łatwe. To twoja trzecia reguła- powiedział Scott, a mnie ciarki przeszły. Nie wierzę. Skąd ...?
- No a druga ?- spytałam bojąc się odpowiedzi.
- Masz fascynacje na punkcie magicznego świata- odpowiedział. Zaczęłam się go bać. W normalnej sytuacji podeszłabym do biurka i żądała zmiany "kolegi" z ławki, ale nie dam mu tej satysfakcji, że mnie przeraża.
- A pierwsza?- spytałam cicho. Pochylił się bliżej mnie i oparł rękę na moim krześle.
- Nie ufasz ludziom. Nie czekaj: Ufasz, ale nie właściwym- poprawił się. Gęsia skórka wyszła mi. Złapał mnie za nadgarstek i obejrzał go.
- A co to ?- spytał ciekawski. Mam go dość ! Przyglądał się mojej bliźnie z przed dwóch lat.
- Znamię- skłamałam i zabrałam swoją dłoń.
- Wygląda jak blizna.  Agato masz skłonności samobójcze ?-zapytał wścibsko. Nie no co za palant!
-Nie- odpowiedziałam.
- Chodziłaś do psychologa ?
-  Nie.- znów kłamstwo. Nie będę z nim o tym gadać.
- Rodzice razem czy osobno ?- nie dawał za wygraną. Zwróciłam wzrok na ławkę i pusty notatnik. 
- Mieszkam z tatą- powiedziałam nie patrząc na niego. Jednak czułam, że on się we mnie wpatruje.
- A co z mamą?- zapytał.
- Została... zamordowana. Dwa lata temu- powiedziałam i poczułam ukłucie w sercu. Na chwilę się zamknął. 
- Wiesz to prywatne sprawy.  Może zapytasz mnie o coś normalnego? Np. Jakie filmy oglądam ?- zaproponowałam.
- To zbyt oczywiste- odpowiedział pewny siebie. To niemożliwe.
- Takk- powiedziałam ironicznie.
- Komedie romantyczne. Fantasty, thilerry i nie raz horrory. Choć tylko z kimś- powiedział. Nie to jakiś wariat ! Skąd on to wszystko wie ?!?! Chciałam zaprzeczyć, ale zadzwonił dzwonek i Scott wstał kierując się do wyjścia.
- Scott!!!- Nie zatrzymał się- Nie mam nic o tobie!- zawrócił i podszedł do mnie. Wziął moją rękę i napisał na niej dziewięć cyfr. Nie ma mowy!
- Dziś jestem zajęta- powiedziałam.
- Ja też- powiedział i wyszedł na korytarz.
- Nie zadzwonię !- krzyknęłam.- Nigdy. Nie ma mowy -powiedziałam pod nosem.
                                            ******************************
            Wróciłam do domu i przywitałam się z gosposią Teresą. Poszłam do pokoju i zabrałam się za lekcje. Tata pracował poza miastem i rzadko bywał w domu. Teresa była do dziewiątej. Więc przyzwyczaiłam się do spędzania nocy samotnie. Nie boję się.
 Jakoś po ósmej Teresa poszła do domu, a ja skończyłam zadania. Wszystkie prócz... cholernej biologi. Szlak. I co mam zrobić ? Nie mogę nazmyślać, bo dostanę pałę. Nie zadzwonię !! Nie ma mowy.
          Może nie odbierze.... Niestety odebrał po 4 sygnale
- Halo ?
- Scott? To ja....- powiedziałam.
- Ooo Aga. A myślałem, że nie zadzwonisz- powiedział a ja niemal zobaczyłam jego chytry uśmiech.
- Wiem, ale muszę zrobić zadanie. Gdzie jesteś?- spytałam niechętnie.
- Nie spodoba cie się tu. Posłuchaj jestem zajęty....
- To może popytam cię przez telefon- przerwałam mu.
- Muszę kończyć. Ul. Buczka 41 tak na wszelki wypadek.- powiedział i się rozłączył. Nie wierze! Nie mam zamiaru nigdzie jechać o tej godzinie. A już zwłaszcza do Scotta !!!
          Zaparkowałam przed budynkiem i weszłam po schodach. Co ja robię ?! Jestem durna. Schowałam kartkę z pytaniami i zapukałam. Otworzył mi wysoki blond mężczyzna.
- Czego?- spytał chamsko. Od razu poczułam zapach tytoniu i... marihuany. CO za smród !
- Ja do Scotta- powiedziałam i spojrzałam za jego ramieniem. Przy stole bilardowym zobaczyłam Scotta. Ubranego całego na czarno. Koszulka podkreślała jego bicepsy.
- Pomyliłaś drzwi- powiedział, ale ja już prześlizgnęłam się i wbiegłam do środka. Idąc do Scotta złapał mnie ten blondyn.
- Wyjdź sama albo ci pomogę- powiedział chamsko. Trzymał mnie tak mocno za ramię, że pisnęłam. W tym samym momencie Scott podniósł wzrok i spojrzał na mnie z tym samym uśmiechem. Musi być tak pewny siebie?! Denerwuje mnie.
- Zostaw ją.-powiedział i dał znak reszcie aby wyszli do innego pokoju. Nie obyło się od obelg pod nosem i zimnych spojrzeń. Podeszłam do Scotta.
- Nie będę cię długo zajmować- powiedziałam wyjmując kartkę.  Patrzył na mnie i nagle wyrwał mi kartkę. Podniósł ją nad głowę i zaczął czytać:
-Palant, dupek, irytujący. niemiły, chamski ....- zamilkł na chwilę i jeszcze szerzej się wyszczerzył.
-Oddawaj !!- krzyknęłam próbując wyrwać mu kartkę. Niestety jest ode mnie wyższy.
- Niezwykle atrakcyjny i pociągający- powiedział.
- Nie ma tam tego- skłamałam. Oddał mi kartkę i pokazał na miejsce zabazgrane długopisem. Usiadłam na rogu stołu i przewróciłam na pytania.
- Palisz ?- spytałam.
- Nie i nie ćpie.-powiedział. Coś  mu nie wierzę !
- Na pewno... Wcale tu nie śmierdzi tytoniem- powiedziałam ironicznie.
- Ja nie pale, ale oni może- powiedział.
- Dobra. Marzenie?- spytałam.
- Pocałować cie- odpowiedział przybliżając się. Nie no zabije! Co za dupek!
- Głupie....
- I kto tu jest niemiły- przerwał mi. Nadal się uśmiechał tym chamskim uśmiechem.
- Wyznanie ?- spytałam . Roześmiał się. - No co jesteś niewierzący ?
- Nie. Jestem wierzący, ale rozbawiasz mnie.- powiedział podchodząc jeszcze bliżej.- Myślałaś, że jestem satanistą. Przykro mi, ale nie- stwierdził.
-Okej. Czego pragniesz ?- spytałam. Co ja za pytania wymyśliłam !?!
- Całować cię- powiedział i zbliżył się jeszcze bardziej, że zostało między nami może centymetr luzu.
-Jesteś niemożliwe....
- Pociągający ? Seksowny?- dopowiedział za mnie.
- Nie. Nieznośny.- powiedziałam.Próbowałam go wyminąć, ale nie udało się.
- Ale podobam ci się- stwierdził z tym wrednym i pewnym siebie uśmiechem.
- Wcale nie. - zaprzeczyłam, choć poczułam rumieńce na twarzy.
- To był zły pomysł- stwierdziłam, ale nie dał się wyminąć.- Pójdę już- powiedziałam, ale on się nie ruszył.
- Dlaczego? Przecież jest fajnie- powiedział. Jest za blisko. Ogniem można się poparzyć gdy jest się za blisko !!!
- Miałeś racje. To nie miejsce dla mnie- powiedziałam
- A jaki jest twój?... Bardziej... intymny?- spytał i zabrał ostatni centymetr przestrzeni. Cofnęłam się, ale wpadłam na stół do bilarda.
- Może- szlak. Co ja gadam ?!
- Dostanę buzi na pożegnanie?- spytał niby nie winie wystawiając policzek.
- Już wole zginąć- powiedziałam oschle.
- To postoisz tu do rana- Cholera !!
- Nie ma mowy-poddałam się. To tylko buziak w policzek. Nie będę tu z nim stać. Zbliżyłam usta, a w tym momencie on odwrócił się i.... nasze usta się zetknęły. Od razu go odepchnęłam i przeszłam obok.
- Jesteś niemożliwy!- krzyknęłam i wybiegłam z budynku. Niemal słyszałam i czułam jego pewny siebie durny uśmiech. Co za dupek !!!
              Wpadłam do pokoju i padłam na łóżko. Cały czas czułam na ustach dotyk jego ciepłych i miękkich warg Scotta. Nie było tak źle ! Było... fajnie. Nie stop. To dupek. Koniec i kropka! !!! Mam mieszane uczucia. Zarazem jest dupkiem, ale i niezwykle zabawny. Jest irytujący jak i bosko atrakcyjny. Co się ze mną dzieje ???
                                                 ***********************************
                     Scott siedział na swoim miejscu i wyglądał przez okno. Nie mam ochoty go widzieć. Kami kiwnęła mi na powitanie i wróciła do zaciętej dyskusji a właściwie kłótni z kolegów z ławki. Usiadałam i rozpakowałam się unikając wzroku Scotta.
- Tak, więc zaczynamy-przemówił nauczyciel. Nie słucham. Staram się nie uciec z klasy albo nie wydrzeć na Scotta, który cały czas szturcha moją nogę.
- Tęskniłem- wyszeptał a mnie znowu przeszedł dreszcz.
- Odwal się- powiedziałam tak aby inni nie słyszeli.
- Kłamczucha. Wiem, że ci się podobało- szepnął. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo belfer zwrócił się do mnie:
- Panno Night odpowie pani?
- Może pan powtórzyć ?- zapytała speszona. I znowu prze Scotta
- Cechy idealnego partnera do współżycia?
- To niedorzeczne- mruknęła pod nosem Kami. Zgadzam się z nią w stu procentach.
- Nie zastanawiałam się- powiedziałam- Może pan przede mną zapytać kogoś innego ?-spytała speszona.
- Panie Lace to samo pytanie- ooo choć raz jest sprawiedliwość.
- Inteligentna, miła,pewna siebie, wrażliwa, piękna i zabawna- odpowiedział Scott szturchając mnie kolanem.
- Świetnie- powiedział zadowolony nauczyciel. Chyba się zrzygam
- A skąd wiedziałbyś, że ona także cię lubi ?- dopytywał belfer.
- Sama mi tego nie powie. Muszę ją obserwować. Starać się zgadnąć co myśli. Czy patrzy na mnie a potem odwraca wzrok ? Czy się rumieni? Czy bawi się włosami ? Tak jak Aga- klasa wybuchła śmiechem, a ja spiekłam raka. Złożyłam ręce na ławkę.
- Jest odważna i pewna siebie. Choć sama o tym nie wie - dodał patrząc na mnie. To świr!!! Za co ?!
-Świetnie. Widać, że panna Night jest zachwycona- dodał swoje pięć groszy profesor.
- To śmieszne- powiedziałam pod nosem. Miałam ochotę wstać przywalić Scottowi i profesorowi, a potem zwiać.  Zadzwonił dzwonek i od razu zerwałam się do wyjścia.
- Co to było? Jeszcze chwila, a kazałby się wam rozebrać i zademonstrować pozycje na ławce- powiedziała Kami. Jeszcze tego mi było trzeba. Mam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Jaką pierwszą ? Pieska. Może 69? - pytała dalej,
- Skończ! Proszę cię. Nie chce o tym gadać- powiedziałam i zamknęłam szafkę. Przynajmniej już po szkole. Tylko dotrzeć do domu. Już wole do północy robić zadania niż patrzeć na niego choć przez sekundę.
- Skoro tak. To lepiej się zmywaj, bo idzie tu- powiedziała Kami. Odwróciłam się. Przytuliłam Kami i ruszyłam na parking. Już po 19. Muszą tak długo trzymać nas w szkole.
          Próbowałam odpalić samochód, ale nic z tego. Wysiadłam i z furią i kopnęłam w oponę.
- Pomóc ci?- odezwał się Scott za moich pleców.  Aż mnie ciarki przeszły.
- Nie dam sobie radę- odpowiedziałam. Skłamałam. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie znam się na samochodach!
- Taa. Na pewno jesteś ekspertką w sprawach samochodów. - powiedział i obszedł mnie. Otworzył klapę i zajrzał pod maskę. Muszę to przyznać... Jest seksowny....
- I co ?- zapytałam niecierpliwa. Nie miałam ochoty tu stać. Zwłaszcza z nim.
- Załatwiłaś silnik. Nie ruszy- odpowiedział i zamknął klapę. Bosko i co teraz?
- Podwiozę cie- zaproponował z tym swoim uśmiechem. Nie. Nie ma mowy. Nie pojadę z nim!
- Nie. Dzięki. Przejdę się- powiedziałam i wyjęłam torbę z samochodu. Tata mnie zabije. Dostałam go na 18 urodziny. Rok temu, a już go rozwaliłam. Bosko !
- Daj spokój. Zbiera się na burzę i robi się ciemno. Jeszcze cię ktoś porwie- powiedział podchodząc zbyt blisko mnie. Uśmiechnął się złowieszczo.
- A ty nie ?- zapytałam zgryźliwie. Roześmiał się.
- Źle mnie oceniasz. No chodź- powiedział i złapał mnie za rękę. Przeszedł mnie dreszcz. Tym razem przyjemny!.
- Super motor- powiedziałam z uznaniem. Usiadł, odpalił go i podał mi kask. Usiadłam za nim i z przymusu objęłam go w pasie. Kiedy przyspieszył na drodze mocniej go przytuliłam. Nie lubiłam jazdy motorem.... odkąd mamę zastrzelił motocyklista.
- Dzięki za podwózkę.- powiedziałam schodząc i oddając mu kask.
- Co robisz w sobotę ?- zapytał.
- Zapraszasz na randkę ?- spytałam z niedowierzaniem.
- Może...
- Nie umawiam się na randki.-przerwałam mu. Nie chodziłam na randki od czasu Dawida. Jakoś nie miałam ochoty ani z kim. Na pewno nie ze Scottem !
- Szkoda. Będę w sobotę o 18- powiedział  i ruszył.
                                         Weszłam do domu. Teresa sprzątała w kuchni.
- Hej Tereso- powiedziałam siadając przy stole.
- Hej kochanie. Jak tam w szkole ?- zapytała.
- Dobrze- skłamałam. Nie wiedziałam co myśleć o Scocie. Powinnam pójść na tą randkę ??? Chyba.... Nie ! Nie i koniec !!!
- Coś nie tak. Ten chłopak... Czy wy .... spotykacie się ?- zapytała a ja omal nie wybuchłam śmiechem.
- Nie ! On tylko mnie podwiózł, bo zepsuło mi się auto- powiedziałam.- Możesz powiedzieć o tym mojemu tacie ?- spytałam, ze słodkim uśmieszkiem.
- Dobrze, ale ....
- Nie lubię go !- skłamałam.
                               ********************************
           W szkole jakoś przeżyłam lekcje. Została mi tylko.... biologia. A może wagary ?  Nie ! Tata się zapracowuje, a ja będę wagarować. Nie. Jestem silna. To nic takiego. Weszłam do klasy...... i go nie było. Czekałam, ale nie pojawił się po nauczycielu. Coś się stało ? A w sumie co mnie to ?
                   Po lekcjach wróciłam do domu. Taty nie było. Na stole leżał list. " Wrócę dopiero w niedziele późnym wieczorem. Przepraszam. Kocham cię. Tata". Odłożyłam list i klucze i poszłam do swojego pokoju. Dostałam esa o imprezie na plaży. Co mi szkodzi ? Mamy piątek !
             Na imprezie spotkałam Kami. Gadałyśmy i piłyśmy drinki, gdy podszedł do nas Scott.
- Hej, myślałem....
- To ja lepiej pójdę- powiedziałam Kami i zniknęła na parkiecie.
- Myślałem, że jutro mamy się zobaczyć?- spytał uśmiechając się. Tego ....
- Pomyliłeś się.- powiedziałam biorąc łyk.
 - Zatańczysz? -zapytał jakbym się wogóle nie odezwała- Chyba, że się mnie boisz- dodał.
- Nie boję się ciebie.- powiedziałam i wstałam.
 Tańczyliśmy na parkiecie. A on w pewnym momencie obrócił mnie tak, że wpadłam na niego plecami. Objął mnie ramionami i szepnął :
- Chyba się.....-  nie zdarzył, bo ktoś pociągnął mnie. No nie. Blondyn o zielonych oczach, którego nie chciałam nigdy więcej widzieć. Dawid.
- Musimy pogadać- powiedział i złapał mnie za nadgarstek. Czułam na sobie wzrok czarnych oczu Scotta.
- Nie! Nie będę z tobą gadać- powiedziałam i wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku. Odeszłam zostawiając ich samych. Nie mam zamiaru z nim gadać.
- Zajęte?- spytał Scott. Kiwnęłam głową i usiadł obok mnie na piasku.  Miałam dziwną ochotę....
- Coś nie jesteś szczęśliwa. Coś ci zrobił?- zapytał. Uśmiechnęłam się bez cienia radości.
- Byliśmy parą- sama nie wiem czemu mu to powiedziałam. Nie był taki jak zwykle.
- Byliście ?
- Nie lubię o tym gadać - powiedziałam.
- Nie jest brzydki, więc....
- Nie odpuścisz co ? Zerwałam z nim, bo za bardzo nalegał- powiedziałam. Czemu ja się mu zwierzam.
- Na co ?- dopytywał Scott.
- Abyśmy to zrobili. Nie chciałam, bo miałam 15 i nie byłam pewna- odpowiedziałam.
- Tu jesteś !- krzyknął Dawid idąc do nas. Podniosłam wzrok by na niego spojrzeć.- Chce pogadać w cztery oczy- powiedział i spojrzał na Scotta. Co on sobie myśli ?! Scott spojrzał mi w oczy pytająco.
- On się nigdzie nie wybiera- powiedziałam bez zastanowienia. Scott uśmiechnął się do niego złowieszczo i rozłożył na piasku.
- No dobra. Chciałem abyśmy znowu byli parą- powiedział a ja roześmiałam się.
- Tak ??? Ale ja nie!- powiedziałam i wstałam.
- Pasujemy do siebie...
- Jak ogień i woda- dokończyłam. Nie ma mowy !Złapał mnie za nadgarstek tak, że zabolało.
- Chodź- powiedział ciągnąc mnie.
- Zostaw ją, albo się policzymy- powiedział Scott wstając i odpychając Dawida tak, że mnie puścił.
- Nie boję się ciebie. Gocie- powiedział Dawid.
- Lepiej zacznij. Możesz już zamawiać trumnę- powiedział Scott i zaczął iść do Dawida.
- Twój chłoptaś?- zwrócił się do mnie- Stać cię na lepszego. Na mnie! - powiedział i podszedł bliżej mnie. Jednak Scott od razu stanął przede mną. Co dziwne... Czułam się bezpieczna przy Scocie.
- Odczep się ode mnie !- powiedziałam.
- Należysz do mnie ! Tylko do mnie!- powiedział i próbował mnie złapać, ale Scott był szybszy. Dostał niezłego lewego sierpowego. - Jesteś zwykłą dziwką. Oddajesz się pierwszemu lepszemu- powiedział Dawid trzymając się za zakrwawiony nos. Dobrze mu tak !
- Dzwoniła policja. Masz sprawę o gwałt- powiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Nie patrzyłam na niego tylko ruszyłam plażą.
- Słodki z niego śmieć- powiedział Scott doganiając mnie. Uśmiechnęłam się do niego szczerze. Jakoś tak dziwnie. Nie jest taki jak zawsze!
- Dzięki za to, ale sama też potrafiłam mu przywalić- powiedziałam. Spojrzał za siebie.
- Cóż, nie ma go już, ale możesz mi walnąć- zaproponował  nadstawiając ramię.
- Nie wkurzyłeś mnie jeszcze- powiedziałam
- Cóż za ulga- zażartował.- Podwiozę cię- zaproponował kiedy stanęliśmy na parkingu.
- Pewnie- powiedziałam z uśmiechem. Co mi odwala ?! Przecież to Scott. A może właśnie o to chodzi, że to Scott.     Zeszłam z jego motoru i oddałam mu kask.
- To co do jutra do 18?- spytałam
- Będę punktualnie- zakomunikował i odpalił maszynę. Pierwszy raz uśmiechnął się do mnie słodkim uśmiechem. Ten uśmiech mi się podoba !
     Zamknęłam drzwi i oparłam się o ścianę. Czy ja właśnie to zrobiłam?!?! Umówiłam się ?!? I to z Scottem Lace !??! Chyba coś jest ze mną nie tak.  Serce zaczęło mi walić jak szalone. Weszłam do pokoju i omal nie krzyknęłam. Był cały rozwalony, a na ścianie napis "Uważaj z kim się spotykasz". Przerażona wybiegłam z pokoju i pobiegłam po telefon z kurtki. Kiedy wróciłam na górę z telefonem przy uchu omal go nie upuściłam wchodząc do pokoju. Był taki jak wcześniej. A po napisie ani śladu. Rozłączyłam się i osunęłam na ziemię. Zaczęłam płakać z przerażenia. Co to ma znaczyć ? Jak to się stało?! Chyba świruje !!!
                                                ******************************
           Siedziałam w kuchni i jadłam objad Nie mogłam się uspokoić. Nie dawało mi spokoju wczorajsze wydarzenie.To był sen czy jawa !?!?!? Już nic nie rozumiem. W głowie cały czas miałam " Uważaj z kim się spotykasz". To musiał być sen!
- Kochanie muszę wyjść o 17.- poinformowała mnie Teresa. Kiwnęłam głową. Bosko. Teraz zaczynam się bać swojego domu. Ale nie. To tylko moja głupia wyobraźnia płata mi figle. To nic takiego.
     Kiedy wskazówki zegara wskazały 17.30 zaczęłam się szykować. Ubrałam czarną sukienkę i do tego dżinsową kurtkę. Umalowałam się minimalnie. Równo o 18 zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Hej. Pięknie wyglądasz- powiedział Scott w drzwiach podając mi bukiet. Był ubrany w nowe dżinsy i elegancką koszule i kurtkę skurzaną.Wzięłam kwiaty i włożyłam je do wazonu, który stał na stoliczku.
- Gotowa ?- zapytał podając mi dłoń. Ścisnęłam ją i poprowadził mnie przed dom. Zamknęłam drzwi na klucz i obróciłam się do niego. Na chodniku stało czarne volvo.
- Twoje?- spytałam gdy otworzył przede mną drzwi po stronie pasażera.
- Tak. - odpowiedział i zajął miejsce kierowcy.
- Gdzie jedziemy ?- spytałam ciekawa gdy ruszył
- Chcesz wiedzieć gdzie mają szukać twoich zwłok. Spokojnie- zażartował,.
- Nie o to mi chodziło- powiedziałam, ale i tak nie powstrzymałam uśmiechu.
- Więc, dlaczego przeniosłeś się do mojej szkoły ?- spytałam gdy zamówiliśmy dania.
- Aby być bliżej ciebie- powiedział z lekkim uśmiechem.
- Nie rozumiem....
- Wiem. Ale moja przeszłość by cię przeraziła, a nie chcę cię stracić- przerwał mi.
- Na pewno nie. Jestem odważna. Sam tak mówiłeś- powiedziałam z uśmiechem. Uśmiechnął się, bo chyba nie sądził, że pamiętam.
- Przeszłość zamknąłem. Chcę żyć chwilą, okej ?-zapytał.
- Okej.- powiedziałam i na chwilę się zamyśliłam.
- Coś nie tak ?- spytał gdy nie odzywałam się.
- Nie- skłamałam.
- Nie umiesz kłamać. No powiedz?- nie dawał za wygraną.
- Miałam złą noc. Nic takiego- powiedziałam. Naprawdę. To musiał być sen ! Musiał!!!
                                      ******************************
           Gadaliśmy o różnych rzeczach. Rozgryzłam go. Chyba. Teraz podczas randki był sobą.
  Odwiózł mnie pod dom po 22
- Wejdziesz ? Taty nie ma- spytałam. Nie wiem czemu, ale nie chciałam takiego końca randki.  Zaczęło padać a Scott dał mi swoją kurtkę. Gdy weszliśmy do środka odłożyłam klucze i odwróciłam się do gościa. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale nie chciałam aby wyszedł. Zbliżył się do mnie i lekko dotknął dłonią mojego polika. Przeszedł mnie dreszcz. Ale przyjemny. Nachylił się.... i pocałował mnie. Delikatnie pocałował mnie. Odwzajemniłam go i zarzuciłam ręce na jego szyję. Zaczął mnie coraz namiętniej całować. Jego ręce powędrowały do moich nóg. Wskoczyłam i zawiesiłam nogi na jego biodrach. Zaczął iść, a ja w tym czasie całowałam jego szyję.  Zachichotałam kiedy delikatnie rozpiął moją sukienkę. Zrzuciłam ją a on pozbył się swojej koszuli. Padłam na łóżko, a on  na mnie. Zaczął pieścić moje ciało. Zalewały mnie kolejne fale gorąca i żaru. Zaczęłam wędrować dłońmi po jego nagim ciele. Od klaty do pleców. Tam napotkałam jakieś zgrubienia. Blizny. Ciekawe po czym ?
 Nie zastanawiałam się nad tym. Bo za bardzo rozpraszał mnie Scott. Sprawiał mi takie rozkosze.....
- Kocham cię- wyszeptał gryząc lekko moje ucho.
- Ja ciebie też- powiedziałam.....
              Obudziłam się. Scott leżał obok mnie na brzuchu. Spał. Widziałam dwie podłużne blizny na jego plecach. Wyglądają jak odwrócone "V".
- Nad czym myślisz?- spytał przewracając się na bok i odgraniając kosmyki włosów z mojej twarzy.
- Czy to jest prawda- powiedziałam z uśmiechem.
- Prawda- powiedział i pocałował mnie. Nadal nie wierzyłam, że to się stało. Ale ja.... zakochałam się !!! Dotknęłam jego ciepłego policzka, a on uśmiechnął się tym uśmiechem zarezerwowanym dla mnie na osobności.
- Źle cie oceniłam- powiedziałam. Uśmiechnął się szerzej. Nagle usłyszłam dźwięk zamykanych drzwi i kroki na schodach. Szlak!!!
- Tata wrócił wcześniej- powiedziałam siadając w bieliźnie.
- Lepiej będę leciał- powiedział wstając i ubierając się szybko.
- Zobaczymy się?- spytałam zakładając szlafrok.Uśmiechnął się i napisał coś na kartce na biurku po czym podszedł i pocałował mnie.  Szybko podszedł do okna i wyskoczył. Patrzyłam jak odpala silnik i wyjeżdża. Zakochałam się w Scocie! Co poradzić. Mam tylko nadzieję, że tata nic nie widział.
- Hej córeczko- powiedział tata wchodząc do pokoju.
- Hej tatusiu- powiedziałam i przytuliłam go.
                                       **********************************
         Na szczęście tata się nie zorientował. Nie wiem jakby zareagował.  I wolałabym tego nie sprawdzać. Kartka. Na niej był adres do Scotta. Postanowiłam wybrać się do niego po objedzie gdy tata wyszedł na siłownię.  Chciałam pogadać. Zakochałam się. Kochaliśmy się. Powiedział, że mnie kocha, ale..... czy jesteśmy parą ? Chciałam z nim pogadać i ... zobaczyć go.
     Idąc do drzwi bloku wpadłam na Kamilę.
-Hej co jest ?- spytałam gdy odzyskałyśmy równowagę.
- Hej. Go się spytaj.  Niech sam cie powie- powiedziała wkurzona Kamila. Nic nie rozumiem.
- Co?? Co ma mi powiedzieć ? Czy wy....- nie potrafiłam tego powiedzieć. Spojrzała na mnie gniewnym wzrokiem.
- Nie! Bleee! Nie. Niech ci powie kim jest- powiedziała. Zatrzymałam ja łapiąc za rękę. O nie tak łatwo nie zwieje !
- Kim jest ?- spytałam zdenerwowana, że ona wie a ja nie !
- Upadłym aniołem!!!!- wykrzyknęła i odbiegła. Nie wiedziałam co zrobić !! Nie..., To musi być jakaś bujda. Scott.... jest....... upadłym aniołem ..............
                                Oto część pierwsza. Jutro bądź po jutrze wstawię drugą. Nie wiem czy bedą dwie czy trzy :P Mam nadzieję, że się wam spodobało. Czekam na opinie ! :D