czwartek, 10 lipca 2014

                    Część 2. : Nie z tego świata 

          Z szokowana weszłam po schodach.  Stanęłam przed drzwiami. Cały czas dźwięczały mi słowa Kami w głowie " Jest upadłym aniołem". Nie wierze ! Jednak Kamila nigdy mnie nie okłamała. Więc... to musi być prawda. Ale jak ??? Zapukałam i  czekałam. Muszę z nim pogadać. 
- Proszę- usłyszałam i otworzyłam drzwi. Scott stał przy blacie i kroił coś, na mój widok od razu się uśmiechnął tym boskim uśmiechem. 
- To prawda ?- spytałam od razu. Podszedł do mnie i objął.
- Ale co?- zapytał uśmiechając się.
- To co Kamila mi powiedziała. Jesteś aniołem ?- spytałam patrząc mu w oczy. Uśmiech znikł z jego twarzy. Stał się poważny.
- Ja.... Nie.... Jestem upadłym aniołem- poprawił mnie. 
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?- spytałam drżącym głosem. Puścił mnie i podszedł do okna stając plecami do mnie. O nie... Tak łatwo mu nie odpuszczę.
- Bo byś uciekła. Nie chciała mnie znać- powiedział patrząc w okno. Widziałam w oknie jego odbicie i swoje. Podeszłam bliżej, ale zatrzymałam tuż przed nim.
- A u ciekłam teraz ? Nie! Scott spójrz na mnie- powiedziałam i dotknęłam jego pleców. 
- Bo chciałaś się upewnić. Ale, tak to prawda ! Teraz już możesz iść. Zrozumiem- powiedział Scott. Czułam, że jest cały spięty,
- Nigdzie się nie wybieram. Nie zostawię cię- powiedziałam i przytuliłam się do jego pleców. Poczułam jak gwałtownie bierze wdech, a potem się odpręża. Odwrócił się i objął mnie patrząc w oczy.
- Przepraszam- powiedział. Nie byłam zła. Może przez chwilkę, ale rozumiem go. Przybliżyłam się do niego i pocałowałam go. 
- Już nigdy cię nie okłamie- przyrzekł mi. Uśmiechnęłam się do niego. Chwila....
- Skąd Kamila wiedziała o tym ? Też jest upadłym aniołem ?- spytałam lekko przestraszona.
-Nie.-powiedział z uśmiechem- Jest Nefilim- dodał.
- Czym ?- spytałam.
- Jest dzieckiem upadłego anioła i śmiertelnej kobiety- powiedział spokojnie Scott.
- Ale twoim ?- spytałam przestraszona, że Scott może mieć dziecko. Uśmiechnął się szerzej.
- Nie- powiedział- Nie miałem żadnej innej prócz ciebie- dodał całując mnie w czoło.
- To mi ulżyło. A mogę cię o coś spytać ?- spytałam.
- Tak. Ale może lepiej usiądźmy, bo coś czuje, że na jednym się nie skończy.- powiedział. Kiwnęłam głową. Faktycznie miałam do niego mnóstwo pytań ! Usiadłam na skurzanej kanapie, a on obok mnie.
- Pytaj- zachęcił mnie. Od czego zacząć ?
- Ile masz naprawdę lat ?- spytałam. Uśmiechnął się szeroko.
- Na ziemi jestem ponad 750 lat.-odpowiedział. Łał !!! A wygląda na 20.
- Nie wyglądasz.- powiedziałam. Teraz to gorsze pytanie, bo nie wytrzymam. Muszę je zadać. Wzięłam jego dłoń.- Dlaczego upadłeś ?- spytałam ciszej. Uśmiech znikł z jego twarzy. Spojrzał przed siebie i zamyślił się.
- Nie chciałem walczyć w Wielkiej Wojnie-odpowiedział w końcu. Gdzieś o tym czytałam. Bóg kazał swoim aniołom zjeść na ziemię i strzec ludzie. Jeden z nich nie chciał tego. Poparty przez niektóre anioły sprzeciwił się Bogu i wypowiedział wojnie. Oczywiście Bóg wygrał, a ich strącił do piekieł. Tak Lucyfer  Poranna Gwiazda stał się pierwszym demonem. Nazywano ich upadłymi. No tak !
- Ale zostałeś strącony do piekła ?- spytałam bezmyślne.
- Nie. Ale Najwspanialszy zesłał tych, którzy nie walczyli po żadnej stronie na ziemię. Niestety nie tylko nas. Niektóre dały radę wydostać się z piekła. Upadli zaczęli żyć tak jak ludzie, a nie którzy nawet zakładali rodziny.- powiedział Scott patrząc niewidocznym wzrokiem w przestrzeń.
-Czyli dlatego wiedziałeś o mnie wszystko ?- spytałam przerywając ciszę. Spojrzał na mnie i znów się uśmiechnął tym zabójczym uśmiechem.
- I tak i nie. Od paru lat obserwowałem cię i czuwałem nad tobą. -powiedział.
- Czyli mnie szpiegowałeś ?- spytałam z uśmiechem.
- To brzydkie słowo. Raczej obserwowałem z pewnej odległości i dbałem aby nic cie się nie stało- odpowiedziałam.
- A dlaczego tak się zachowywałeś ?- spytałam ciekawa.
- Myślałem, że może się odkocham lub ty nie poczujesz nic do mnie. Jednak jak widać nie poszło mi najlepiej.- powiedziałam ściskając moją dłoń. Zapomniałam, że cały czas ją trzymałam.
- No widzisz, ja też myślałam, że cię nie zakocham,ale wyszło inaczej.- powiedziałam.
- A dlaczego Kamila tu była i wyszła taka zdenerwowana ?- spytałam. Ciekawiło mnie to.
- Nie znała swojego biologicznego ojca, ale wie kim jest. Jej matka jej to powiedziała. Jakimś cudem odkryła, że ja jestem z tego samego gatunku co jej tatuś. Gadaliśmy. Pytała czy nie wiem kto jest jej ojcem, ale ja nawet się nie domyślam. Powiedziałem jej, że się z tobą umówiłem....
- Powiedziałeś co robiliśmy ?- spytałam przerażona.
- Nie, ale sama się domyśliła. Strasznie się zdenerwowała. Nie wiem czemu. Wybiegła, a potem ty się pojawiłaś- dokończył. Ulżyło mi. Ale... O Boże ona wie. To to będzie rozmowa.Ojoj....
- Kocham cię- powiedział dotykając mojego polika.
- Ja ciebie też- powiedziałam i pocałowaliśmy się. Całowaliśmy się coraz namiętniej gdy zadzwonił mój telefon.
- Halo ?- odezwałam się do słuchawki.
- Aga. Gdzie jesteś ? Chce pogadać- odezwała się już spokojniejsza Kamila.
- Hej. U... Scotta.- odpowiedziałam. Nie ma co kłamać. I tak już wie.
- Możemy pogadać ?- spytała.
- Tak..
- Super. Wpadnę do ciebie do domu za godzinę. Będziesz ?- spytała. Czułam, że jej ulżyło.
- Tak. Do zobaczenia- powiedziałam i schowałam telefon. Scott przyglądał mi się.
- Kami. Chcę się ze mną spotkać. Muszę lecieć- wytłumaczyłam. Uśmiechnął się smutno.
- Zadzwonisz ? spytał pochylając się.
- Nie wiem. Nie wiem. Może...- widząc jego smutny wzrok dodałam- żartuje. Oczywiście. Spotkamy się potem.- powiedziałam całując go krótko na pożegnanie.
                                           ******************************
                             Siedziałam u siebie w pokoju gdy do drzwi zapukała Kamila.
- Dzień dobry panie Night. Ja do Agi- powiedziała z dołu.
- Proszę jest na górze w swoim pokoju- powiedział tata, a ja usłyszałam kroki na schodach.Zamknęłam szkicownik kiedy weszła do pokoju.
- Cześć- powiedziała speszona.
- Cześć- odpowiedziałam. Usiadła naprzeciwko mnie na łóżku.
- Przepraszam za moje zachowanie, ale.....
- Nie jestem zła. Wszystko wiem.- przerwałam jej. Uśmiechnęła się do mnie.
- Bałam się, że cię wykorzysta, ja ten upadły moją mamę- powiedziała Kami.
- Nie. Scott to nie twój...- nie wiedziałam czy mam powiedzieć "ojciec". Od zawsze znała pana Roberta Gray i to on był jej tatą. Przynajmniej ja tak myślałam.
- Ojczulek. Wiem, ale po prostu emocje wzięły górę- wytłumaczyła się Kami
- Spokojnie. Nie jestem zła- powiedziała. Kamila uśmiechnęła się tak jak zawsze gdy nie mogła się powstrzymać od śmiechu lub zadania jakiegoś pytania.O nie...
- Zrobiliście to ?- spytała z tym uśmieszkiem. Wiedziałam, że nie wytrzyma
- Tak....
- Wiedziałam. Jak było ? Bolało? Całował cię? Przytulał? Został na noc ???- wypytywała Kamila.
- Było najlepiej na świecie. I tak został- odpowiedziałam szczerze. Nigdy się nie okłamywałyśmy, więc teraz też nie będę kłamać.
- Twój ojciec go widział ? Było przesłuchanie ? O co pytał ?- nie dawała za wygraną Kamila.
-Nie. Jeszcze nie- powiedziałam. Muszę przedstawić go tacie, bo i tak w końcu się dowie. Tylko kiedy ??? I  jak???
- Ohhohoh będzie grubo- powiedziała żartobliwie Kami.
- Jakbym nie wiedziała. Dobra dość o moim życiu. Co u ciebie?- Spytałam
- Myślałam, że nie spytasz. A jest taki jeden- powiedziała tajemniczo.
 - Nie gadaj. Kto ?- spytałam ciekawska
- Blondyn. Wysoki. Umięśniony. Boski. Ciacho jakich mało.- opisała go Kamila.
- Jak ma na imię ?
- Eliot. Nie chodzi do naszej szkoły. Pracuje.- powiedziała Kamila.- Ma 23 lata i pracuje w firmie- dodała. 23. Nie tak dużo. Trzy lata różnicy.
- Nono- powiedziałam z uśmiechem.
- Może kiedyś pójdziemy na podwójną randkę. Ja i Eliot i ty i Scott- zaproponowała.
- Pewnie...- zgodziłam się. Jednak myślami byłam o wiele dalej. Mój chłopak.  Mój chłopak upadły anioł. Muszę go  niedługo przedstawić tacie. O Boże, ale wpierw chyba pozbędę się wszystkich ostrych rzeczy z domu. Przezorny zawsze ubezpieczony. Głupi Scott. Taki słodki i boski a zarazem taki głupi. Jak mógł pomyśleć, że go zostawię. Upadły czy nie Anioł czy człowiek. Kocham go i tyle !!!
                                        *********************************
                           Trwają wakacje. Od trzech miesięcy jesteśmy parą. A dzisiaj...... Poznają się. Mój ukochany Scott i mój jedyny na świecie tata. Mam stresa jak nigdy. No może równa się z pierwszą randką. Ma przyjść na kolacje do nas. To już za chwilę. Nie wiem co się stanie,ale skoro mój chłopak to anioł to jest nieśmiertelny, więc raczej nic mu tata nie da rady zrobić. Chodź ciężko by było wytłumaczyć dlaczego przeżył z nożem w brzuchu. Wiem, że można zabić Anioła, ale bardzo ciężko, bo w każdej chwili może "pożyczyć" siłę życiową od kogoś i przeżyć. No dobra. Mam nadzieję, że nie dojdzie do ręko czynów.
- Witaj księżniczko- powiedział Scott całując mnie w czoło. Ubrałam się w tunijkę i leginsy, a on w czarne spodnie i koszulę w kratkę. Bardzo elegancką.
- Witaj misiu- powiedziałam. Wzięłam go za rękę i uśmiechnęłam się do niego.
- Chyba nie ma broni?- spytał szeptem.
- Nie. A dlaczego ?- spytałam lekko przestraszona. Tata nie ma broni, ale kto wie czy sobie jej nie sprawi.
- Bo gdyby trafił w serce lub w głowę było by ciężko- powiedział. Uśmiechnął się do mnie uspokajająco. Ruszyłam idąc z nim za rękę do salonu, gdzie czeka kolacja.
- Witam panie Night. Miło mi wreszcie pana poznać- powiedział oficjalnie Scott poddając rękę mojemu tacie.
- Mi ciebie również- powiedział sztywno tata ściskając jego dłoń.
- To co siadamy ?- przerwałam ciszę. Ojoj nie zaczęło się tak źle.
    Usiedliśmy. Tata obok niego ja, a obok mnie Scott.
- Więc od kiedy się... spotykacie ?- spytał tata gdy jadłam sałatkę a Scott kawałek mięsa przygotowany przez tatę. Oczywiście pochwalił tatę od razu po pierwszym kęsie. Odkaszlnęłam i spojrzałam na tatę. Kiedy miesiąc temu powiedziałam mu, że się z kimś spotykam nie był zbyt szczęśliwy. Od razu chciał go poznać i wiedzieć wszystko. Na szczęście udało mi się go uspokoić. Oczywiście nie obyło się bez pogadanki na temat  "Młodzieńcza nieodpowiedzialność"
- Od trzech miesięcy- odpowiedział spokojnie Scott. Tata spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się. No i się zacznie.
- Chodzicie  na jeden rok ?- spytał. Kiwnęłam głową- A co chcesz potem  robić?- spytał tata Scotta.
- Od września mam zapewnioną pracę w szpitalu - odpowiedział Scott. Zapomniał dodać, że w tym samym co ja.
- A  wakacje ?- nie dawał za wygraną
- Będę dorabiał w barze.- odpowiedział Scott.
- A jakie masz zainteresowania prócz ratownictwa ?- spytał tata. Po co mu to ?  Nigdy nie zrozumiem.
- Lubię grać na pianinie i pływać. No i łowię ryby- powiedział. Bingo. Tata jest rybakiem
- Ooo. To kiedyś musimy się wybrać razem- zaproponował tata. Scott uśmiechnął się życzliwie.
- Bardzo chętnie- powiedział. Nie jest źle. Nie jest źle !
- Mam tylko nadzieję, że nie zranisz mojej córki, bo wiesz mam różne dojścia- powiedział tata patrząc prosto w oczy Scotta. Poczułam rumieńce na twarzy.
- Nigdy. Kocham Agatę i chcę z nią być do końca mych dni- powiedział Scott biorąc i ściskając moją dłoń. Tata... uśmiechnął się. Ciekawe czy szczerze ? Chyba tak.
                 Resztę wieczoru gadali o rybach i odpowiedzialności. Słuchałam, ale nie za bardzo. Patrzałam to na tatę to na Scotta. Nie mogłam uwierzyć, że tak swobodnie rozmawiali. Jak starzy kumple.
                                           ********************************
                        Na sobotę umówiliśmy się z Kamilą na podwójną randkę. Mieliśmy pójść do kina, a potem na plaże. Szykowałam się. Na wszelki wypadek pod bluzkę i spodenki ubrałam kostium. No co ??? Równo o 16 przyszedł Scott. Oczywiście wpierw pogadał chwilę z tatą o ich wyjeździe na ryby za parę dni. Zaczynam się martwić, że tata odbiję mi chłopaka!   Muszę przyznać Eliot brzydki nie jest .Poszliśmy do kina i wybraliśmy film. Horror, bo uparła się na niego Kamila.Czasem boję się tych jej myśli. Jak to ja przez większość filmu wtulałam się w Scotta ze strachu, ale nie tyko.... Po kinie poszliśmy na plaże.
- To co kąpiel?- spytała Kamila ściągając swoją sukienkę. Pod spodem miała kostium w paski. Eliot od razu do niej dołączył i obaj byli już w wodzie. Spojrzałam na Scotta, ale on już był na bokserkach. Szybko ściągnęłam ciuchy i wpadłam do wody. Nie była zimna. Pływałam "uciekając" przed Scottem.
 W pewnym momencie podniósł mnie a ja objęłam go nogami w pasie. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę. I jak zawsze w takich momentach zapominałam o wszystkim innym. Liczył się tylko Scott!!!
 - Będziemy się zmywać- powiedziała Kamila wstając z Eliotem gdy leżeliśmy na kocu na plaży.
- Okej.Pa- powiedziałam. Kiedy zniknęli nam z widoku Scott pocałował mnie i już po chwili byłam na nim.
- Lepiej wracajmy.- powiedział siadając. Siedziałam okrakiem na jego kolanach.
- Tak. A gdzie ? spytałam. Powiedziałam, że mogę zostać na noc u Scotta, a... on od razu się zgodził. To dziwne, ale mi pasowało.
- Do ciebie?- spytałam przybliżając się.
- A twój tata ?- spytał obejmując mnie.
- Wie- powiedziałam całując go.
                                             *******************************
               Dzisiaj tata pojechał z Scottem na ryby.Dokładnie tydzień przed końcem roku. Umówiłam się, więc z Kamilą na zakupy.
- Ta będzie idealny- powiedziała Kamila gdy oglądałam sukienkę na koniec roku. Ona już wybrała.
- Tak. Wezmę ją- powiedziałam podając ja kasjerce. Uśmiechnęła się do mnie i wzięła pieniądze.
Gdy wyszłyśmy ze sklepu zakręciło mi się w głowie.
- Aga wszystko dobrze ?- spytała
- Kręci mi się w głowie.- powiedziałam opierając się o ścianę sklepu.
- Ty a może jesteś w ciąży- powiedziała ze śmiechem Kami. Jednak mi nie było do śmiechu. Od dwóch miesięcy nie miałam miesiączki, ale nie martwiłam się tym. Ale teraz ...
- Ej. Nie mów mi, że nie miałaś cioci- pokiwałam głową- o Kurde to trzeba się lepiej upewnić- powiedziała- Poczekaj tu. Kupie test i sprawdzimy- powiedziała Kami i pobiegła do apteki.
- A co jak jesteś ?- spytała gdy czekałam w ubikacji na wynik.
- Nie wiem- powiedziałam. Naprawdę  nie miałam pojęcia co zrobić. Mam 20 lat. Od września miałam zacząć pracę w karetce. Co jak będę w ciąży ? Tata mnie zabije ! A Scott ? Przecież mówił..... Jak będę w ciąży to moje dziecko będzie Nefilim. I co wtedy ? W sumie to nic. Kiedy zadzwonił alarm w moim telefonie spojrzałam na test.
- Nie Nie Nie !! Cholera! Cholera! Cholera!- powiedziałam.
- Co jest ? -spytała Kami gdy wyszłam z ubikacji. Podałam jej test i podeszłam do umywalki. Obmyłam twarz zimną wodą i spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Zrobiłam się blada. Jestem w ciąży !!!
- No to się Scott zdziwi -powiedziała Kami oddając mi test. Wywaliłam go do kosza i spojrzałam na Kamilę.
- A ni słowa Scottowi i tacie. Nikomu. Rozumiesz ?1- spytałam łapiąc ją za ramiona.
- Rozumiem, ale to i tak się wyda. Nie ukryjesz dzidziusia- powiedziała z uśmiechem. Dla niej to takie łatwe,ale nie dla mnie!
- Wiem. Powiem im, ale nie teraz- powiedziałam. Sama nie wiedziałam jak to zrobić. Tata mnie zamorduje. Może nie mnie, ale Scotta ! Dlaczego ? Chciałam mieć dziecko, ale nie w tej kolejności.
- Obiecaj? -powiedziałam stanowczo
- Obiecuje-powiedziała z szerokim uśmiechem Kamila.- Będzie dzidziuś !- krzyknęła radośnie. Tak.. Będzie dzidziuś !
                                                     *********************************
                        Następnego dnia, kiedy siedziałam w pokoju słuchając muzyki wpadł Scott.
- Hej śliczna. Nie odzywałaś się, więc się martwiłem- powiedział gdy ściągnęłam słuchawki.
- Hej. Wiem, nie za dobrze się czuje- powiedziałam. Scott spojrzał na mnie od stóp do głów. Wstałam i usiadałam na skraju łóżka.
-Musimy pogadać- powiedziałam, a on usiadł obok mnie.Wzięłam jego dłoń i głęboki wdech.
- Scott ja..... Jestem w ciąży- powiedziałam. Spojrzał na mnie prześwitując swoim wzrokiem. Nie widziałam go bardziej poważnego.
- Jak to ?- spytał w końcu.
- Tak. Jestem. W drugim miesiącu- powiedziałam szczerze. Zaraz po tym jak się dowiedziałam poszłam z Kami do ginekologa a on to potwierdził. Scott wstał i zaczął chodzić po pokoju.
- Scott powiedz coś. Ja też się boję, ale .....
- Ja się nie boję. Musze iść.- powiedział i wyskoczył przez okno. Patrzyłam z niedowierzaniem jak odjeżdża. Nie wierzę! Uciekł !?!? Jak mógł !? Osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać. Myślałam, że choć trochę się ucieszy, a on..... ZWIAł. Jak mógł mnie tak zostawić ?!?!?!? Nie dam sobie rady bez niego. Jak mam to powiedzieć tacie ??? Jak ???? Nie dam rady. To mnie przerasta!!!!
                                 ********************************
                Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze. Nie było widać, że jestem w ciąży. Jeszcze. Dzisiaj jest zakończenie roku. Scott nie odzywał się do mnie. Dzwoniłam. Pisałam, ale to na nic. Boję się, że już go nie zobaczę ! Nie dam rady wychować dziecka samej. Nie powiedziałam tacie, bo ... bo ... Boje się jego reakcji. Nie wiem czego się spodziewać. Biorąc telefon spojrzałam na nasze zdjęcie z lunaparku. Pojechaliśmy tam we dwójkę w maju. Byłam taka szczęśliwa, a teraz.... Nie wiem czy dam radę się jeszcze uśmiechnąć szczerze. Kami mnie wspiera, ale ona to nie Scott. Tęsknie tak za nim! Chciałabym aby był przy mnie. Ale on zwiał ! Nie odezwał się do mnie odkąd powiedziałam mu o ciąży.
             Koniec roku przebiegał tak jak zawsze. Jednak ja ani chwilę nie mogłam się skupić.
- Kamila Gray- wyczytała pani dyrektor. Kamila wstała i poszła po świadectwo. Spojrzałam w okno i omal nie krzyknęła. Na parapecie stał...... Scottt. Ubrany jak co dzień. Kiedy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. Przepraszający.
- Agata Night- ocknęłam się i wstałam. Scott wciąż tam stał. Odebrałam świadectwo i wróciłam na miejsce, ale go już nie było. Wzdychnęłam i znów się zamyśliłam. Może  nie wszystko stracone!
                        Po powrocie do domu i gratulacjach od taty podjęłam decyzje.
- Tato muszę cie coś powiedzieć- odezwałam się wychodząc już w zwykłych ciuchach na dwór.
- Słucham skarbie ?- powiedział tata. Teraz nie ma odwrotu.
- Ja.. Jestem w ciąży- powiedziałam. Momentalnie cały się spiął i zdenerwował,
- CO?! Nie żartuj...
- Nie żartuje- powiedziałam
- Jak mogłaś być tak nie odpowiedzialna?!?! Jak mogłaś!??!? Przecież ci mówiłem o zabezpieczeniach!!- krzyczał tata.
- Wiem, ale ja....- mówiłam drżącym głosem z trudem powstrzymując łzy.
- Gdzie Scott?!? Powinien tu być ! Jest ojcem, tak!?!??! Więc czemu go nie ma... Aaa wiem zwiał!!! I co teraz !?!?! Jak mogłaś być tak głupia !!?!?!?!?!?- krzyczał tata. Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się i wybiegłam. Biegłam chodnikiem płacząc. Łzy zasłaniały mi pole widzenie. W pewnym momencie zatrzymałam się. I co teraz ? Co mam zrobić ? Gdzie pójść? Nagle zorientowałam się gdzie jestem . W samym środku akcji policyjnej. Policjanci starali się powstrzymać jakiegoś świra, a ja wbiegłam między nich. Facet spojrzał na mnie i wycelował bronią we mnie, ale....... W tym momencie gdy usłyszałam wystrzał ktoś zasłonił mnie własnym ciałem. Od razu wiedziałam kto !! Padłam na kolana i przytuliłam Scotta do siebie.
- Nie odchodź-mówiłam płacząc i tuląc mnie. On nie mógł umrzeć. Nie mógł !!!
- Weź moją energię- powiedziałam ściskając jego dłoń.
-Nie.... Ja....Przepraszam za moje zachowanie- wykrztusił. W kącikach jego ust pojawiła się krew.  Nie !!!
- Scott proszę. Nie odchodź- powiedziałam płacząc coraz bardziej.
- Przepraszam -powiedział i zamknął oczy.
- Wybaczam ci-powiedziałam płacząc i tuląc jego martwe i zimne ciało do siebie. Nie!! Nie zgadzam się !!! On nie może !!! Kiedy wstałam pod przymusem i odeszłam na bok. Ciało Scotta zapakowano w czarny worek. Nie mogłam na to patrzeć. W ciąż to do mnie nie docierało. Odeszłam na bok i oparłam się o drzewo wciąż płacząc.
- Nie !!!!!!!!!!!!!!-krzyknęłam do nieba.  Nagle przed  moimi oczami pojawiła się jaśniejąca postać. Scott! Ubrany cały na biąły, a z pleców wyrastały mu .... ogromne, białe i piękne skrzydła. Anioł!!!
- Scott ?- spytałam niepewna
- To ja.... Kochanie przepraszam za wszystko.- powiedział  zbliżając się. Powinnam się bać, ale tak nie było. To mój Scott!
- Jak?
- Dzięki tobie. Dzięki tobie przebaczono mi-odpowiedział dotykając mojego policzka. Czyli teraz znów był Aniołem. Mógł wrócić do Nieba. I spotkać Stwórcę. Ale ja chciałam aby był tu. Jednak wiedziałam, że on bardzo pragnie wrócić do Raju. Wiedziałam jak o tym marzy. Nie mogłam mu tego zabrać !
- Idź- powiedziałam. Uśmiechnął się do mnie.
- Mogę zostać...
- Nie. Już za długo na to czekałeś. Idź.
- Będę nad wami czuwał- powiedział biorąc moją twarz w swoje dłonie. Nie chciałam pożegnania, ale wiedziałam jak tęsknił za Niebem.
- Mam nadzieję. Idź- powiedziałam
- Kocham cię- powiedział i pocałował mnie po raz ostatni. Po czym wzbił się w Niebo i znikł. Poczułam świeże łzy na policzkach. Już go nie zobaczę. Mój ukochany odszedł do Królestwa  Niebieskiego jako Anioł.
-Kocham cię- wyszeptałam do siebie.
                                            **************************
                       Stałam przy oknie w swoim pokoju. Pogodziłam się z tatą. Powiedział, że razem damy radę. Wiedziałam to. Ale strasznie  za nim tęskniłam.Teraz stałam przy oknie i wspominałam nasze wszystkie wspólne chwile. Wiedziałam, że kiedyś się zobaczymy.
- Wiem, że tam jesteś- powiedziałam patrząc w niebo- Wiem, że czuwasz nad nami- konynuowałam dotykając mojego brzucha To już niedługo. Za dwa tygodnie.-Tęsknie. Wiesz o tym. Ale ja wiem, że się jeszcze zobaczymy. A puki co będę tu i opiekowała się naszą córeczką. A kiedy przyjdzie ten dzień, znów się zobaczymy i zawsze będziemy razem. Na zawsze ! Wiem to !!!.......
                                           
   Mówiłam, że mogą być trzy, a jednak są dwie. Taka ja :D Mam nadzieję, że się spodobało. Naprawdę czekam na komentarze.

środa, 9 lipca 2014

  To opowiadanie będzie w dwóch lub trzech częściach, ponieważ może być zbyt długie : ) Mam nadzieje,że się spodoba ;D

                 Opowiadanie.6.      

           Nie z tego świata.....

                      Weszłam do klasy od biologi i już dojrzałam moją najlepszą przyjaciółkę Kami. Zdążyłam się tylko z nią przywitać i zamienić dwa słowa, bo pojawił się nauczyciel.  Spojrzał na tablicę, na której było artystyczna wizja jednego z uczniów.  Cóż za ciekawe rysunki....
- Cieszę się, że tak się spieszycie do zajęć praktycznych, ale zacznijmy od teorii.- powiedział belfer marząc arcydzieło ucznia. Oczywiście jak zwykle muszą być ci co lubią robić wygłupy. 
- Ale chcielibyśmy już zacząć praktyki !- krzyknął ktoś z tyłu. Pewnie autor rysunku. 
- Hmmm- zastanowił się nauczyciel.
- No seks. Wymaga praktyki, tak ?- zapytał ktoś inny.
- Tak, ale nie na mojej lekcji- powiedział. 
- Panno Night..- zwrócił się do mnie.
- Słucham?- powiedziałam grzecznie.
- Czym jest biologia ?- spytał. 
- Nauką o naszym ciele...
- Dokładniej...
- Mamy się nauczyć o swoim organizmie .- odpowiedziałam. Czemu mnie o to pyta ? Czułam, że Kamila ledwo powstrzymuje śmiech.
- A teraz czym mamy się zajmować ? Pański kolega bardzo się do tego pali.- powiedział nauczyciel. Za co ???
- Nauką o seksie i ciele drugiej osoby- odpowiedziałam a po klasie przeszedł cichy śmiech.
- Tak. Siedzisz z panną Gray od początku roku, tak?- kiwnęła głową bojąc się co on wymyślił.- Więc na pewno dobrze się znacie ?- znów kiwnęła potwierdzająco. O co mu chodzi ? Razem z Kami wiemy o sobie bardzo dużo. Oby dwie odałybyśmy za siebie życie.
- Tak, więc. Od dzisiaj na mojej lekcji będziecie siedzieć inaczej. Chcę abyście poznali na nowo kogoś innego prócz dotychczasowych kolegów z ławki...- powiedział nauczyciel.
-  Nie może pan! To nie fair ! Nie ma pan prawa! - uprzedziła mnie zdenerwowana Kami. Zawsze jest wybuchowa. Taka blond bomba, którą kocham. 
- Mogę panno Gray i właśnie to robię... Cie co siedzą po lewej stronie przesiadają się o jedną miejsce do przodu- powiedział spokojnie nauczyciel.- No już- pośpieszył nauczyciel- To pani też dotyczy panno Gray- zwrócił się do Kami. Ta niechętnie wstała i oburzona przesiadła się do przodu. Znałam wszystkich z mojej klasy, prócz jednego czarnowłosego chłopaka, który właśnie się do mnie do siadał. Nie wiem skąd się wziął. Nie widziałam go w zeszłym roku. Dopiero od w września. Nigdy się nie odzywał, więc nie znałam jego imienia. 
- Cześć, jestem Aga- powiedziałam,ale on się nie odezwał tylko wypakował się i usiadł na krześle. 
- Wasze zadanie to poznać się jak najlepiej i napisać o tym sprawozdanie. Nie myślcie by zmyślać. Sprawdzę to dokładnie- powiedział nauczyciel grożąc nam palcem. No jaka miła niespodzianka ? Ludzie za co ?
- To... jak się nazywasz?- spytałam. Spojrzał na mnie swoimi czarnymi oczami. Jak to możliwe? Nie widziałam u nikogo takich oczu. Są prawie takie same jak jego źrenice. 
- Scott- odezwał się neutralnym tonem i uśmiechnął wywyższająco. Żartuje ze mnie. Otworzył zeszyt i zaczął coś pisać. Nie wierze ! Zamienił ze mną jedno zdanie, a już o mnie pisze. 
- Co piszesz ?- zapytałam. Zero odpowiedzi. Przybliżyłam się do niego na tyle na ile się odważyłam i zerknęłam przez ramie.- Co piszesz ?- spytałam znowu, a on w tym momencie wyrwał kartkę i wyrzucił ją do kosza.
- No co pisałeś? - nie dawałam za wygraną.
- Zapomniałem dopisać, że mówi po angielsku.- powiedział z wrednym uśmiechem. Dupek i tyle.
- No dobra. Nie chce pały,więc... Co robisz w wolnym czasie ?- spytałam otwierając notes.
- Nie mam wolnego czasu- odpowiedział.Oparł się na krześle i uśmiechał chamsko. Nie no nienawidzę pana Caughy !!
- Mógłbyś spróbować być miły- wypaliłam.
- Miły?- powtórzył w zamyśleniu.- No dobra. W wolnym czasie komponuje i śpiewam.- Okej. Napisałam na kartce drukowanymi literami : MUZYKA.- Nie skończyłem. Staram się o stypendium na studia ratownika medycznego, ale nie pójdę na nie- Nie wierzę. Skąd on to wie???? 
- Niby dlaczego ?- spytałam.
- Bo ich nie potrzebujesz. Nie lubisz robić czegoś co jest za łatwe. To twoja trzecia reguła- powiedział Scott, a mnie ciarki przeszły. Nie wierzę. Skąd ...?
- No a druga ?- spytałam bojąc się odpowiedzi.
- Masz fascynacje na punkcie magicznego świata- odpowiedział. Zaczęłam się go bać. W normalnej sytuacji podeszłabym do biurka i żądała zmiany "kolegi" z ławki, ale nie dam mu tej satysfakcji, że mnie przeraża.
- A pierwsza?- spytałam cicho. Pochylił się bliżej mnie i oparł rękę na moim krześle.
- Nie ufasz ludziom. Nie czekaj: Ufasz, ale nie właściwym- poprawił się. Gęsia skórka wyszła mi. Złapał mnie za nadgarstek i obejrzał go.
- A co to ?- spytał ciekawski. Mam go dość ! Przyglądał się mojej bliźnie z przed dwóch lat.
- Znamię- skłamałam i zabrałam swoją dłoń.
- Wygląda jak blizna.  Agato masz skłonności samobójcze ?-zapytał wścibsko. Nie no co za palant!
-Nie- odpowiedziałam.
- Chodziłaś do psychologa ?
-  Nie.- znów kłamstwo. Nie będę z nim o tym gadać.
- Rodzice razem czy osobno ?- nie dawał za wygraną. Zwróciłam wzrok na ławkę i pusty notatnik. 
- Mieszkam z tatą- powiedziałam nie patrząc na niego. Jednak czułam, że on się we mnie wpatruje.
- A co z mamą?- zapytał.
- Została... zamordowana. Dwa lata temu- powiedziałam i poczułam ukłucie w sercu. Na chwilę się zamknął. 
- Wiesz to prywatne sprawy.  Może zapytasz mnie o coś normalnego? Np. Jakie filmy oglądam ?- zaproponowałam.
- To zbyt oczywiste- odpowiedział pewny siebie. To niemożliwe.
- Takk- powiedziałam ironicznie.
- Komedie romantyczne. Fantasty, thilerry i nie raz horrory. Choć tylko z kimś- powiedział. Nie to jakiś wariat ! Skąd on to wszystko wie ?!?! Chciałam zaprzeczyć, ale zadzwonił dzwonek i Scott wstał kierując się do wyjścia.
- Scott!!!- Nie zatrzymał się- Nie mam nic o tobie!- zawrócił i podszedł do mnie. Wziął moją rękę i napisał na niej dziewięć cyfr. Nie ma mowy!
- Dziś jestem zajęta- powiedziałam.
- Ja też- powiedział i wyszedł na korytarz.
- Nie zadzwonię !- krzyknęłam.- Nigdy. Nie ma mowy -powiedziałam pod nosem.
                                            ******************************
            Wróciłam do domu i przywitałam się z gosposią Teresą. Poszłam do pokoju i zabrałam się za lekcje. Tata pracował poza miastem i rzadko bywał w domu. Teresa była do dziewiątej. Więc przyzwyczaiłam się do spędzania nocy samotnie. Nie boję się.
 Jakoś po ósmej Teresa poszła do domu, a ja skończyłam zadania. Wszystkie prócz... cholernej biologi. Szlak. I co mam zrobić ? Nie mogę nazmyślać, bo dostanę pałę. Nie zadzwonię !! Nie ma mowy.
          Może nie odbierze.... Niestety odebrał po 4 sygnale
- Halo ?
- Scott? To ja....- powiedziałam.
- Ooo Aga. A myślałem, że nie zadzwonisz- powiedział a ja niemal zobaczyłam jego chytry uśmiech.
- Wiem, ale muszę zrobić zadanie. Gdzie jesteś?- spytałam niechętnie.
- Nie spodoba cie się tu. Posłuchaj jestem zajęty....
- To może popytam cię przez telefon- przerwałam mu.
- Muszę kończyć. Ul. Buczka 41 tak na wszelki wypadek.- powiedział i się rozłączył. Nie wierze! Nie mam zamiaru nigdzie jechać o tej godzinie. A już zwłaszcza do Scotta !!!
          Zaparkowałam przed budynkiem i weszłam po schodach. Co ja robię ?! Jestem durna. Schowałam kartkę z pytaniami i zapukałam. Otworzył mi wysoki blond mężczyzna.
- Czego?- spytał chamsko. Od razu poczułam zapach tytoniu i... marihuany. CO za smród !
- Ja do Scotta- powiedziałam i spojrzałam za jego ramieniem. Przy stole bilardowym zobaczyłam Scotta. Ubranego całego na czarno. Koszulka podkreślała jego bicepsy.
- Pomyliłaś drzwi- powiedział, ale ja już prześlizgnęłam się i wbiegłam do środka. Idąc do Scotta złapał mnie ten blondyn.
- Wyjdź sama albo ci pomogę- powiedział chamsko. Trzymał mnie tak mocno za ramię, że pisnęłam. W tym samym momencie Scott podniósł wzrok i spojrzał na mnie z tym samym uśmiechem. Musi być tak pewny siebie?! Denerwuje mnie.
- Zostaw ją.-powiedział i dał znak reszcie aby wyszli do innego pokoju. Nie obyło się od obelg pod nosem i zimnych spojrzeń. Podeszłam do Scotta.
- Nie będę cię długo zajmować- powiedziałam wyjmując kartkę.  Patrzył na mnie i nagle wyrwał mi kartkę. Podniósł ją nad głowę i zaczął czytać:
-Palant, dupek, irytujący. niemiły, chamski ....- zamilkł na chwilę i jeszcze szerzej się wyszczerzył.
-Oddawaj !!- krzyknęłam próbując wyrwać mu kartkę. Niestety jest ode mnie wyższy.
- Niezwykle atrakcyjny i pociągający- powiedział.
- Nie ma tam tego- skłamałam. Oddał mi kartkę i pokazał na miejsce zabazgrane długopisem. Usiadłam na rogu stołu i przewróciłam na pytania.
- Palisz ?- spytałam.
- Nie i nie ćpie.-powiedział. Coś  mu nie wierzę !
- Na pewno... Wcale tu nie śmierdzi tytoniem- powiedziałam ironicznie.
- Ja nie pale, ale oni może- powiedział.
- Dobra. Marzenie?- spytałam.
- Pocałować cie- odpowiedział przybliżając się. Nie no zabije! Co za dupek!
- Głupie....
- I kto tu jest niemiły- przerwał mi. Nadal się uśmiechał tym chamskim uśmiechem.
- Wyznanie ?- spytałam . Roześmiał się. - No co jesteś niewierzący ?
- Nie. Jestem wierzący, ale rozbawiasz mnie.- powiedział podchodząc jeszcze bliżej.- Myślałaś, że jestem satanistą. Przykro mi, ale nie- stwierdził.
-Okej. Czego pragniesz ?- spytałam. Co ja za pytania wymyśliłam !?!
- Całować cię- powiedział i zbliżył się jeszcze bardziej, że zostało między nami może centymetr luzu.
-Jesteś niemożliwe....
- Pociągający ? Seksowny?- dopowiedział za mnie.
- Nie. Nieznośny.- powiedziałam.Próbowałam go wyminąć, ale nie udało się.
- Ale podobam ci się- stwierdził z tym wrednym i pewnym siebie uśmiechem.
- Wcale nie. - zaprzeczyłam, choć poczułam rumieńce na twarzy.
- To był zły pomysł- stwierdziłam, ale nie dał się wyminąć.- Pójdę już- powiedziałam, ale on się nie ruszył.
- Dlaczego? Przecież jest fajnie- powiedział. Jest za blisko. Ogniem można się poparzyć gdy jest się za blisko !!!
- Miałeś racje. To nie miejsce dla mnie- powiedziałam
- A jaki jest twój?... Bardziej... intymny?- spytał i zabrał ostatni centymetr przestrzeni. Cofnęłam się, ale wpadłam na stół do bilarda.
- Może- szlak. Co ja gadam ?!
- Dostanę buzi na pożegnanie?- spytał niby nie winie wystawiając policzek.
- Już wole zginąć- powiedziałam oschle.
- To postoisz tu do rana- Cholera !!
- Nie ma mowy-poddałam się. To tylko buziak w policzek. Nie będę tu z nim stać. Zbliżyłam usta, a w tym momencie on odwrócił się i.... nasze usta się zetknęły. Od razu go odepchnęłam i przeszłam obok.
- Jesteś niemożliwy!- krzyknęłam i wybiegłam z budynku. Niemal słyszałam i czułam jego pewny siebie durny uśmiech. Co za dupek !!!
              Wpadłam do pokoju i padłam na łóżko. Cały czas czułam na ustach dotyk jego ciepłych i miękkich warg Scotta. Nie było tak źle ! Było... fajnie. Nie stop. To dupek. Koniec i kropka! !!! Mam mieszane uczucia. Zarazem jest dupkiem, ale i niezwykle zabawny. Jest irytujący jak i bosko atrakcyjny. Co się ze mną dzieje ???
                                                 ***********************************
                     Scott siedział na swoim miejscu i wyglądał przez okno. Nie mam ochoty go widzieć. Kami kiwnęła mi na powitanie i wróciła do zaciętej dyskusji a właściwie kłótni z kolegów z ławki. Usiadałam i rozpakowałam się unikając wzroku Scotta.
- Tak, więc zaczynamy-przemówił nauczyciel. Nie słucham. Staram się nie uciec z klasy albo nie wydrzeć na Scotta, który cały czas szturcha moją nogę.
- Tęskniłem- wyszeptał a mnie znowu przeszedł dreszcz.
- Odwal się- powiedziałam tak aby inni nie słyszeli.
- Kłamczucha. Wiem, że ci się podobało- szepnął. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo belfer zwrócił się do mnie:
- Panno Night odpowie pani?
- Może pan powtórzyć ?- zapytała speszona. I znowu prze Scotta
- Cechy idealnego partnera do współżycia?
- To niedorzeczne- mruknęła pod nosem Kami. Zgadzam się z nią w stu procentach.
- Nie zastanawiałam się- powiedziałam- Może pan przede mną zapytać kogoś innego ?-spytała speszona.
- Panie Lace to samo pytanie- ooo choć raz jest sprawiedliwość.
- Inteligentna, miła,pewna siebie, wrażliwa, piękna i zabawna- odpowiedział Scott szturchając mnie kolanem.
- Świetnie- powiedział zadowolony nauczyciel. Chyba się zrzygam
- A skąd wiedziałbyś, że ona także cię lubi ?- dopytywał belfer.
- Sama mi tego nie powie. Muszę ją obserwować. Starać się zgadnąć co myśli. Czy patrzy na mnie a potem odwraca wzrok ? Czy się rumieni? Czy bawi się włosami ? Tak jak Aga- klasa wybuchła śmiechem, a ja spiekłam raka. Złożyłam ręce na ławkę.
- Jest odważna i pewna siebie. Choć sama o tym nie wie - dodał patrząc na mnie. To świr!!! Za co ?!
-Świetnie. Widać, że panna Night jest zachwycona- dodał swoje pięć groszy profesor.
- To śmieszne- powiedziałam pod nosem. Miałam ochotę wstać przywalić Scottowi i profesorowi, a potem zwiać.  Zadzwonił dzwonek i od razu zerwałam się do wyjścia.
- Co to było? Jeszcze chwila, a kazałby się wam rozebrać i zademonstrować pozycje na ławce- powiedziała Kami. Jeszcze tego mi było trzeba. Mam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Jaką pierwszą ? Pieska. Może 69? - pytała dalej,
- Skończ! Proszę cię. Nie chce o tym gadać- powiedziałam i zamknęłam szafkę. Przynajmniej już po szkole. Tylko dotrzeć do domu. Już wole do północy robić zadania niż patrzeć na niego choć przez sekundę.
- Skoro tak. To lepiej się zmywaj, bo idzie tu- powiedziała Kami. Odwróciłam się. Przytuliłam Kami i ruszyłam na parking. Już po 19. Muszą tak długo trzymać nas w szkole.
          Próbowałam odpalić samochód, ale nic z tego. Wysiadłam i z furią i kopnęłam w oponę.
- Pomóc ci?- odezwał się Scott za moich pleców.  Aż mnie ciarki przeszły.
- Nie dam sobie radę- odpowiedziałam. Skłamałam. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie znam się na samochodach!
- Taa. Na pewno jesteś ekspertką w sprawach samochodów. - powiedział i obszedł mnie. Otworzył klapę i zajrzał pod maskę. Muszę to przyznać... Jest seksowny....
- I co ?- zapytałam niecierpliwa. Nie miałam ochoty tu stać. Zwłaszcza z nim.
- Załatwiłaś silnik. Nie ruszy- odpowiedział i zamknął klapę. Bosko i co teraz?
- Podwiozę cie- zaproponował z tym swoim uśmiechem. Nie. Nie ma mowy. Nie pojadę z nim!
- Nie. Dzięki. Przejdę się- powiedziałam i wyjęłam torbę z samochodu. Tata mnie zabije. Dostałam go na 18 urodziny. Rok temu, a już go rozwaliłam. Bosko !
- Daj spokój. Zbiera się na burzę i robi się ciemno. Jeszcze cię ktoś porwie- powiedział podchodząc zbyt blisko mnie. Uśmiechnął się złowieszczo.
- A ty nie ?- zapytałam zgryźliwie. Roześmiał się.
- Źle mnie oceniasz. No chodź- powiedział i złapał mnie za rękę. Przeszedł mnie dreszcz. Tym razem przyjemny!.
- Super motor- powiedziałam z uznaniem. Usiadł, odpalił go i podał mi kask. Usiadłam za nim i z przymusu objęłam go w pasie. Kiedy przyspieszył na drodze mocniej go przytuliłam. Nie lubiłam jazdy motorem.... odkąd mamę zastrzelił motocyklista.
- Dzięki za podwózkę.- powiedziałam schodząc i oddając mu kask.
- Co robisz w sobotę ?- zapytał.
- Zapraszasz na randkę ?- spytałam z niedowierzaniem.
- Może...
- Nie umawiam się na randki.-przerwałam mu. Nie chodziłam na randki od czasu Dawida. Jakoś nie miałam ochoty ani z kim. Na pewno nie ze Scottem !
- Szkoda. Będę w sobotę o 18- powiedział  i ruszył.
                                         Weszłam do domu. Teresa sprzątała w kuchni.
- Hej Tereso- powiedziałam siadając przy stole.
- Hej kochanie. Jak tam w szkole ?- zapytała.
- Dobrze- skłamałam. Nie wiedziałam co myśleć o Scocie. Powinnam pójść na tą randkę ??? Chyba.... Nie ! Nie i koniec !!!
- Coś nie tak. Ten chłopak... Czy wy .... spotykacie się ?- zapytała a ja omal nie wybuchłam śmiechem.
- Nie ! On tylko mnie podwiózł, bo zepsuło mi się auto- powiedziałam.- Możesz powiedzieć o tym mojemu tacie ?- spytałam, ze słodkim uśmieszkiem.
- Dobrze, ale ....
- Nie lubię go !- skłamałam.
                               ********************************
           W szkole jakoś przeżyłam lekcje. Została mi tylko.... biologia. A może wagary ?  Nie ! Tata się zapracowuje, a ja będę wagarować. Nie. Jestem silna. To nic takiego. Weszłam do klasy...... i go nie było. Czekałam, ale nie pojawił się po nauczycielu. Coś się stało ? A w sumie co mnie to ?
                   Po lekcjach wróciłam do domu. Taty nie było. Na stole leżał list. " Wrócę dopiero w niedziele późnym wieczorem. Przepraszam. Kocham cię. Tata". Odłożyłam list i klucze i poszłam do swojego pokoju. Dostałam esa o imprezie na plaży. Co mi szkodzi ? Mamy piątek !
             Na imprezie spotkałam Kami. Gadałyśmy i piłyśmy drinki, gdy podszedł do nas Scott.
- Hej, myślałem....
- To ja lepiej pójdę- powiedziałam Kami i zniknęła na parkiecie.
- Myślałem, że jutro mamy się zobaczyć?- spytał uśmiechając się. Tego ....
- Pomyliłeś się.- powiedziałam biorąc łyk.
 - Zatańczysz? -zapytał jakbym się wogóle nie odezwała- Chyba, że się mnie boisz- dodał.
- Nie boję się ciebie.- powiedziałam i wstałam.
 Tańczyliśmy na parkiecie. A on w pewnym momencie obrócił mnie tak, że wpadłam na niego plecami. Objął mnie ramionami i szepnął :
- Chyba się.....-  nie zdarzył, bo ktoś pociągnął mnie. No nie. Blondyn o zielonych oczach, którego nie chciałam nigdy więcej widzieć. Dawid.
- Musimy pogadać- powiedział i złapał mnie za nadgarstek. Czułam na sobie wzrok czarnych oczu Scotta.
- Nie! Nie będę z tobą gadać- powiedziałam i wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku. Odeszłam zostawiając ich samych. Nie mam zamiaru z nim gadać.
- Zajęte?- spytał Scott. Kiwnęłam głową i usiadł obok mnie na piasku.  Miałam dziwną ochotę....
- Coś nie jesteś szczęśliwa. Coś ci zrobił?- zapytał. Uśmiechnęłam się bez cienia radości.
- Byliśmy parą- sama nie wiem czemu mu to powiedziałam. Nie był taki jak zwykle.
- Byliście ?
- Nie lubię o tym gadać - powiedziałam.
- Nie jest brzydki, więc....
- Nie odpuścisz co ? Zerwałam z nim, bo za bardzo nalegał- powiedziałam. Czemu ja się mu zwierzam.
- Na co ?- dopytywał Scott.
- Abyśmy to zrobili. Nie chciałam, bo miałam 15 i nie byłam pewna- odpowiedziałam.
- Tu jesteś !- krzyknął Dawid idąc do nas. Podniosłam wzrok by na niego spojrzeć.- Chce pogadać w cztery oczy- powiedział i spojrzał na Scotta. Co on sobie myśli ?! Scott spojrzał mi w oczy pytająco.
- On się nigdzie nie wybiera- powiedziałam bez zastanowienia. Scott uśmiechnął się do niego złowieszczo i rozłożył na piasku.
- No dobra. Chciałem abyśmy znowu byli parą- powiedział a ja roześmiałam się.
- Tak ??? Ale ja nie!- powiedziałam i wstałam.
- Pasujemy do siebie...
- Jak ogień i woda- dokończyłam. Nie ma mowy !Złapał mnie za nadgarstek tak, że zabolało.
- Chodź- powiedział ciągnąc mnie.
- Zostaw ją, albo się policzymy- powiedział Scott wstając i odpychając Dawida tak, że mnie puścił.
- Nie boję się ciebie. Gocie- powiedział Dawid.
- Lepiej zacznij. Możesz już zamawiać trumnę- powiedział Scott i zaczął iść do Dawida.
- Twój chłoptaś?- zwrócił się do mnie- Stać cię na lepszego. Na mnie! - powiedział i podszedł bliżej mnie. Jednak Scott od razu stanął przede mną. Co dziwne... Czułam się bezpieczna przy Scocie.
- Odczep się ode mnie !- powiedziałam.
- Należysz do mnie ! Tylko do mnie!- powiedział i próbował mnie złapać, ale Scott był szybszy. Dostał niezłego lewego sierpowego. - Jesteś zwykłą dziwką. Oddajesz się pierwszemu lepszemu- powiedział Dawid trzymając się za zakrwawiony nos. Dobrze mu tak !
- Dzwoniła policja. Masz sprawę o gwałt- powiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Nie patrzyłam na niego tylko ruszyłam plażą.
- Słodki z niego śmieć- powiedział Scott doganiając mnie. Uśmiechnęłam się do niego szczerze. Jakoś tak dziwnie. Nie jest taki jak zawsze!
- Dzięki za to, ale sama też potrafiłam mu przywalić- powiedziałam. Spojrzał za siebie.
- Cóż, nie ma go już, ale możesz mi walnąć- zaproponował  nadstawiając ramię.
- Nie wkurzyłeś mnie jeszcze- powiedziałam
- Cóż za ulga- zażartował.- Podwiozę cię- zaproponował kiedy stanęliśmy na parkingu.
- Pewnie- powiedziałam z uśmiechem. Co mi odwala ?! Przecież to Scott. A może właśnie o to chodzi, że to Scott.     Zeszłam z jego motoru i oddałam mu kask.
- To co do jutra do 18?- spytałam
- Będę punktualnie- zakomunikował i odpalił maszynę. Pierwszy raz uśmiechnął się do mnie słodkim uśmiechem. Ten uśmiech mi się podoba !
     Zamknęłam drzwi i oparłam się o ścianę. Czy ja właśnie to zrobiłam?!?! Umówiłam się ?!? I to z Scottem Lace !??! Chyba coś jest ze mną nie tak.  Serce zaczęło mi walić jak szalone. Weszłam do pokoju i omal nie krzyknęłam. Był cały rozwalony, a na ścianie napis "Uważaj z kim się spotykasz". Przerażona wybiegłam z pokoju i pobiegłam po telefon z kurtki. Kiedy wróciłam na górę z telefonem przy uchu omal go nie upuściłam wchodząc do pokoju. Był taki jak wcześniej. A po napisie ani śladu. Rozłączyłam się i osunęłam na ziemię. Zaczęłam płakać z przerażenia. Co to ma znaczyć ? Jak to się stało?! Chyba świruje !!!
                                                ******************************
           Siedziałam w kuchni i jadłam objad Nie mogłam się uspokoić. Nie dawało mi spokoju wczorajsze wydarzenie.To był sen czy jawa !?!?!? Już nic nie rozumiem. W głowie cały czas miałam " Uważaj z kim się spotykasz". To musiał być sen!
- Kochanie muszę wyjść o 17.- poinformowała mnie Teresa. Kiwnęłam głową. Bosko. Teraz zaczynam się bać swojego domu. Ale nie. To tylko moja głupia wyobraźnia płata mi figle. To nic takiego.
     Kiedy wskazówki zegara wskazały 17.30 zaczęłam się szykować. Ubrałam czarną sukienkę i do tego dżinsową kurtkę. Umalowałam się minimalnie. Równo o 18 zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Hej. Pięknie wyglądasz- powiedział Scott w drzwiach podając mi bukiet. Był ubrany w nowe dżinsy i elegancką koszule i kurtkę skurzaną.Wzięłam kwiaty i włożyłam je do wazonu, który stał na stoliczku.
- Gotowa ?- zapytał podając mi dłoń. Ścisnęłam ją i poprowadził mnie przed dom. Zamknęłam drzwi na klucz i obróciłam się do niego. Na chodniku stało czarne volvo.
- Twoje?- spytałam gdy otworzył przede mną drzwi po stronie pasażera.
- Tak. - odpowiedział i zajął miejsce kierowcy.
- Gdzie jedziemy ?- spytałam ciekawa gdy ruszył
- Chcesz wiedzieć gdzie mają szukać twoich zwłok. Spokojnie- zażartował,.
- Nie o to mi chodziło- powiedziałam, ale i tak nie powstrzymałam uśmiechu.
- Więc, dlaczego przeniosłeś się do mojej szkoły ?- spytałam gdy zamówiliśmy dania.
- Aby być bliżej ciebie- powiedział z lekkim uśmiechem.
- Nie rozumiem....
- Wiem. Ale moja przeszłość by cię przeraziła, a nie chcę cię stracić- przerwał mi.
- Na pewno nie. Jestem odważna. Sam tak mówiłeś- powiedziałam z uśmiechem. Uśmiechnął się, bo chyba nie sądził, że pamiętam.
- Przeszłość zamknąłem. Chcę żyć chwilą, okej ?-zapytał.
- Okej.- powiedziałam i na chwilę się zamyśliłam.
- Coś nie tak ?- spytał gdy nie odzywałam się.
- Nie- skłamałam.
- Nie umiesz kłamać. No powiedz?- nie dawał za wygraną.
- Miałam złą noc. Nic takiego- powiedziałam. Naprawdę. To musiał być sen ! Musiał!!!
                                      ******************************
           Gadaliśmy o różnych rzeczach. Rozgryzłam go. Chyba. Teraz podczas randki był sobą.
  Odwiózł mnie pod dom po 22
- Wejdziesz ? Taty nie ma- spytałam. Nie wiem czemu, ale nie chciałam takiego końca randki.  Zaczęło padać a Scott dał mi swoją kurtkę. Gdy weszliśmy do środka odłożyłam klucze i odwróciłam się do gościa. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale nie chciałam aby wyszedł. Zbliżył się do mnie i lekko dotknął dłonią mojego polika. Przeszedł mnie dreszcz. Ale przyjemny. Nachylił się.... i pocałował mnie. Delikatnie pocałował mnie. Odwzajemniłam go i zarzuciłam ręce na jego szyję. Zaczął mnie coraz namiętniej całować. Jego ręce powędrowały do moich nóg. Wskoczyłam i zawiesiłam nogi na jego biodrach. Zaczął iść, a ja w tym czasie całowałam jego szyję.  Zachichotałam kiedy delikatnie rozpiął moją sukienkę. Zrzuciłam ją a on pozbył się swojej koszuli. Padłam na łóżko, a on  na mnie. Zaczął pieścić moje ciało. Zalewały mnie kolejne fale gorąca i żaru. Zaczęłam wędrować dłońmi po jego nagim ciele. Od klaty do pleców. Tam napotkałam jakieś zgrubienia. Blizny. Ciekawe po czym ?
 Nie zastanawiałam się nad tym. Bo za bardzo rozpraszał mnie Scott. Sprawiał mi takie rozkosze.....
- Kocham cię- wyszeptał gryząc lekko moje ucho.
- Ja ciebie też- powiedziałam.....
              Obudziłam się. Scott leżał obok mnie na brzuchu. Spał. Widziałam dwie podłużne blizny na jego plecach. Wyglądają jak odwrócone "V".
- Nad czym myślisz?- spytał przewracając się na bok i odgraniając kosmyki włosów z mojej twarzy.
- Czy to jest prawda- powiedziałam z uśmiechem.
- Prawda- powiedział i pocałował mnie. Nadal nie wierzyłam, że to się stało. Ale ja.... zakochałam się !!! Dotknęłam jego ciepłego policzka, a on uśmiechnął się tym uśmiechem zarezerwowanym dla mnie na osobności.
- Źle cie oceniłam- powiedziałam. Uśmiechnął się szerzej. Nagle usłyszłam dźwięk zamykanych drzwi i kroki na schodach. Szlak!!!
- Tata wrócił wcześniej- powiedziałam siadając w bieliźnie.
- Lepiej będę leciał- powiedział wstając i ubierając się szybko.
- Zobaczymy się?- spytałam zakładając szlafrok.Uśmiechnął się i napisał coś na kartce na biurku po czym podszedł i pocałował mnie.  Szybko podszedł do okna i wyskoczył. Patrzyłam jak odpala silnik i wyjeżdża. Zakochałam się w Scocie! Co poradzić. Mam tylko nadzieję, że tata nic nie widział.
- Hej córeczko- powiedział tata wchodząc do pokoju.
- Hej tatusiu- powiedziałam i przytuliłam go.
                                       **********************************
         Na szczęście tata się nie zorientował. Nie wiem jakby zareagował.  I wolałabym tego nie sprawdzać. Kartka. Na niej był adres do Scotta. Postanowiłam wybrać się do niego po objedzie gdy tata wyszedł na siłownię.  Chciałam pogadać. Zakochałam się. Kochaliśmy się. Powiedział, że mnie kocha, ale..... czy jesteśmy parą ? Chciałam z nim pogadać i ... zobaczyć go.
     Idąc do drzwi bloku wpadłam na Kamilę.
-Hej co jest ?- spytałam gdy odzyskałyśmy równowagę.
- Hej. Go się spytaj.  Niech sam cie powie- powiedziała wkurzona Kamila. Nic nie rozumiem.
- Co?? Co ma mi powiedzieć ? Czy wy....- nie potrafiłam tego powiedzieć. Spojrzała na mnie gniewnym wzrokiem.
- Nie! Bleee! Nie. Niech ci powie kim jest- powiedziała. Zatrzymałam ja łapiąc za rękę. O nie tak łatwo nie zwieje !
- Kim jest ?- spytałam zdenerwowana, że ona wie a ja nie !
- Upadłym aniołem!!!!- wykrzyknęła i odbiegła. Nie wiedziałam co zrobić !! Nie..., To musi być jakaś bujda. Scott.... jest....... upadłym aniołem ..............
                                Oto część pierwsza. Jutro bądź po jutrze wstawię drugą. Nie wiem czy bedą dwie czy trzy :P Mam nadzieję, że się wam spodobało. Czekam na opinie ! :D

poniedziałek, 7 lipca 2014

                             Opowiadanie 5.                           Imprezowe zauroczenie 
                Siedemnastoletnia Sofii wybrała się ze znajomymi na imprezę. Chciały się odstresować po teście. Bawiły się świetnie w swoim ulubionym klubie "Lilith". Tańczyły w tłumie nie raz flirtując z innymi gośćmi.  Gdy Sofii poszła do barku zamówić drinka spotkała czarnowłosego chłopaka. 
- Ja stawiam- powiedział gdy chciała zamówić drinka u barmana. Ten spojrzał na nią, a ona uśmiechnęła się. Barman wziął pieniądze i zaczął przygotowywać. 
-Dziękuje. Jestem Sofii- powiedziała do niego ze szczerym uśmiechem i podała mu dłoń.
- Daniel- odpowiedział i uścisnął jej dłoń. Przeszedł ją przy tym ich wzrok. Podniosła wzrok i ich spojrzenia się skrzyżowały. Nie mogła oderwać wzroku od jego niebieskich oczu. Normalnie siedziała i zahipnotyzowała się. Kiedy piła drinka w jego towarzystwie non stop zerkała na niego. Uśmiechał się do niej. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Zawsze przy chłopakach czuła się swobodnie. Nie denerwowała się. Nigdy ! Jednak przy nim.... Nie potrafiła uspokoić bicia swojego serca, które waliło jak po maratonie. Ręce jej drżały i nie mogła wydusić słowa z ust. Powalał ją jego uśmiech.
- Zatańczysz ?- zapytał nieśmiało gdy skończyli pić drinka.
- Pewnie.- odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego. Wstał i podał jej dłoń. Wzięła ją i dała się poprowadzić na parkiet. Wirowali na parkiecie. W pewnym momencie obrócił ją i przylgnęła do jego klaty plecami. Zaczęli kołysać się w rytm muzyki, a on położył głowę na jej ramieniu. Splótł ręce na jej brzuchu, a on położyła swoje na jego. Kiedy chciał jej coś powiedzieć podbiegła do nich Marta przyjaciółka Sofii.
- Musimy spadać..... Oooo hej Ciacho !- powiedziała do Daniela, który momentalnie odsunął się i stał teraz obok Sofii zdezorientowany. 
- Czemu?- zapytała. Czuła na sobie wzrok niebieskich oczu Daniela. Nie wiedziała co myśleć. Czy to tylko głupia zabawa... czy może......
- Nasza belferka tu jest i wyłapuje uczniów. Jak nas przyłapie to będzie dym.- odpowiedziała Marta i złapała ją za nadgarstek.- Chodź !!!- krzyknęła i pociągnęła ja. Jednak po chwili poczuła ciepło czyjeś ręki na ramieniu
- Dasz mi swój  numer ?- zapytał nieśmiało Daniel. Sofii wyrwała swoją rękę z uścisku Marty i obróciła się twarzą do Daniela.
Pewnie.....- podała mu swój, a potem on jej. Chciał coś jeszcze dodać, ale jej przyjaciółka już ją porwała. Nie słyszała co powiedział czarnowłosy chłopak i żałowała tego, bo chyba było to " Zadzwoń do mnie". Kiedy  biegła do tylni drzwi Sofii uśmiechała się sama do siebie. Trzymała w dłoni telefon w którym miała numer niebieskookiego ciacha.  Gdy w końcu zatrzymały się w drodze do domu Sofii, obie musiały złapać oddech. '
- Udało się. Nie zauważyła nas- powiedziała Marta choć domyślała się, że jej przyjaciółka jej nie słucha. Znała Sofii i wiedziała kiedy ta była nieobecna duchem. Dobrze znała ją i wiedziała kiedy ta....
- TY Jest tam ktoś ! Sofii !- powiedziała kiwając swojej przyjaciółce ręką przed oczami. Ta otrząsnęła się i przestała wpatrywać w numer na telefonie.
- Co ?? Słucham ? Coś mówiłaś ?- zapytała patrząc na przyjaciółkę.
- Oho, znam ten wzrok. Ty się zakochałaś !- powiedziała Marta klaszcząc w ręce i śmiejąc się.
- Nie ! Wcale nie !- zaprzeczyła Sofii, choć sama nie wiedziała czy jej przyjaciółka nie ma racji. Na samą myśl Daniela serce szybciej zaczynało jej bić, a usta same wykrzywiały się w uśmiech. Nie była pewna co do swoich uczuć, ale nie mogła zaprzeczyć, że coś się z nią działo. 
- Daj spokój. Nie zaprzeczaj, bo widzę - powiedziała z uśmiechem.
- Muszę spadać.- powiedziała zmieniając temat Sofii. Uścisnęła Martę i ruszyła do domu. Słyszała jak jej przyjaciółka idąc w stronę swojego domu podśpiewuje pod nosem " On się zakochała... zakochała się..." Wchodząc do domu po cichu nie mogła przestać myśleć o Danielu. O jego czarnych włosach. O jego niebieskich oczach. O nim !!!  Weszła po cichutku do pokoju, ale jej rodzice spali. Jakoś nie przejmowała się, że być może nakryła ją jej wychowawczyni. Nie martwiła się o to.  Zajrzała do sypialni rodziców, ale oni spali. Poszła, więc swojego pokoju i wślizgnęła się pod kołdrę.
                                       ***********************
               Na lekcji jej wychowawczyni czepiała się do paru uczniów, których dorwała zeszłej nocy. Znała to na pamięć " Nie powinniście...  Alkohol szkodzi zdrowiu... Macie szkołę.... To nauka powinna być teraz waszym priorytetem.... " Bla bla bla. Przynajmniej nie czepiała się jej ani jej przyjaciółki. Kiedy tylko spojrzała na  Martę ta bezgłośnie mówiła " Zakochałaś się ...." Denerwowało ją to, ale... wiedziała, że jej przyjaciółka chyba ma racje.  Bazgrała w zeszycie w ostatniej ławce. Na zeszyt spadła jej kartka.
" Pięknie wczoraj wyglądałaś. Ogólnie jesteś piękna !" Rozejrzała się po sali i napotykała wzrok bruneta o imieniu Patryk . Lubiła go choć miał  nie za fajną reputacje. Mówili o nim czarna owca, bo zachowywał się jak bandzior. Nosił czarne ciuchy i nie raz się lał. Nie lubił szkoły i nie dogadywał się z nauczycielami. Jednak ona miała z nim nie raz razem projekty i wtedy był całkiem inny. Miły, rozmowny i zabawny. Polubili się. I nie raz spotykali aby razem coś porobić. Jednak ona tylko go lubiła.  Uśmiechnęła się do niego....
- Panie Briel to pana też dotyczy ..!- powiedziała nauczycielka stając przed nim. Momentalnie odwrócił się w stronę nauczycielki. Nie patrzył na nią tylko specjalnie zaczął coś pisać.
- Ma pan coś do powiedzenia?- zapytała oschle nauczycielka.
- Tak!- powiedział podnosząc głowę.- To nasze życie, a to co z nim robimy to nasza sprawa. Mamy prawo się zabawić. To nie problem nauczycieli. Chcieliśmy się tylko pobawić i potańczyć, a dostajemy za to opieprz - powiedział Patryk. Miał racje. Kolejną rzeczą, którą w nim lubiła było to, że mówił to co myślał. 
- Jeszcze coś ?- dopytała nauczycielka ironicznie. 
- Nie- opowiedział Patryk i zaczął zbierać książki z ławki.
- Idź...
- Do pana dyrektora. Spokojnie wiem,  gdzie to.- przerwał jej. Wstał i zmierzał do drzwi. Uśmiechnął się jeszcze do niej, a ona do niego po czym opuścił klasę z trzaskiem drzwi. Uczniowie zaczęli coś szeptać, a nauczycielka podeszła do tablicy mrucząc coś o poprawczaku. Nie słuchała nikogo tylko wróciła do rysowania. 
 - Ten Patryk trafi do poprawczaka...- mówiła na przerwie Marta. Sofii wiedziała, że go nie lubiła i vice versa. Nie potrafili się dogadać. Kiedy mieli się dogadać w sprawie projektu nie mogli i w końcu zmienili partnerów.-..... A ty znowu mnie nie słuchasz- powiedziała z udawanym oburzeniem Marta.
- Słucham, ale dla mnie nie masz racji. Powiedział prawdę. Jako jedyny mówił to co myśli.Nie jest taki zły- powiedziała Sofii a jej przyjaciółce szczęka opadła.- Dobra nie ważne. Chodźmy na lekcje- dodała i poszła w kierunku klasy.
       Na ostatniej lekcji Sofii dostała esmsa od Marty " Idziemy na lody? " Odpisała " Pewnie" i schowała telefon w idealnym momencie aby nauczyciel  nie zobaczył. Spojrzała na swój rysunek. Przedstawiał chłopaka o ciemnych włosach. Bez koszuli. Rozpoznała go, bo nie mogła przestać o nim myśleć. Daniel. Zaczęła pisać jego imię i dopracowywać rysunek gdy zadzwonił dzwonek. Spakowała się i razem z Martą poszły na lody do swojej ulubionej kawiarni.
- On jest słodki.... boski...- mówiła Marta o swoim chłopaku Kubie.
- Wiem, wiem. Jest ideałem- zażartowała Sofii.
- Dokładnie... A co u tego chłopaka z imprezy ?- zapytała szturchając Sofii w ramię.
- Nic.- odpowiedziała.  Spojrzała przed siebie i omal się nie przewróciła. Kawałek dalej przy restauracji stał Daniel tulący jakąś blondynę. Sofii poczuła ukłucie w sercu. Nie mogła na to patrzeć. Odwróciła wzrok i  powiedziała :
- Chodźmy. Muszę wracać, lekcje zrobić- Marta rozejrzała się i od razu zrozumiała.
- Ej nie ma co ! Nie jest wart. Możesz mieć każdego- powiedziała Marta kładąc dłoń na ramieniu przyjaciółki. 
- Nic mi nie jest. Nie jesteśmy parą. To był tylko głupi taniec- skłamała Sofii. Zabolało ją to, bo myślała... w sumie to nie wiedziała co sobie myślała.
- Nie kłam. Nie jest ciebie wart. Dupek i tyle -powiedziała Marta i dostała esa. Nie wiedziała co zrobić. Jej chłopak chciał się z nią zobaczyć.
- Nic mi nie jest. Mówię to tylko głupi taniec. Pójdę do domu, a ty idź już do Kuby nie daj mu czekać- powiedziała Sofii i wymusiła na swojej twarzy uśmiech.Uścisnęły się i rozeszły w swoje strony.
                                          **********************************
                  Wróciła do domu i padła na łóżko. Nie miała siły na nic. Czuła się jakby ktoś wyrwał jej serce i zdeptał je na jej oczach. Jej serce pękło na pół. Czuła coś do Daniela i choć nie byli parą to zabolało ją to. Nie dała rady. Poczuła pierwsze łzy na policzkach. Nienawidziła płakać. Była na to za silna. Przynajmniej tak twierdziła. Ostatni raz płakała gdy jej tata był w szpitalu po wypadku. Nienawidziła, kiedy łzy spływały do jej ust i musiała podciągać nosem. Nienawidziła tego, ale teraz nie miała już siły. Musiała się wypłakać. Położyła się na boku i włączyła muzykę w słuchawkach. Rodzice byli w pracy, więc była sama w domu. Łzy ciekły po policzkach i zalewały poduszkę. Miała dość. Pierwszy raz poczuła to uczucie, a teraz przez nie ma złamane serce. 
Miłość to ból pomyślała Tylko ból i łzy. 
  Po paru piosenkach dostała e-smsa. Od niego. "Hej.Co tam ?"
- " Hej. Nic słucham muzyki.A ty ?"-napisała jakby pisała z Martą. 
- " A nic. Robię zadania."- dostała od niego esa. Pisali przez następną godzinę. O zwykłych rzeczach.Płakała cały czas. Nic nie rozumiała. Skoro ma dziewczynę to po co ze mną pisze- pomyślała.
Dowiedziała się, że gra na gitarze i pisze własne teksty. Sprawiało jej to ból, ale nie potrafiła tak po prostu napisać "Odwal się". Nie potrafiła o nim zapomnieć.  Kiedy skończyli zrobiła lekcje i położyła się do łóżka. Przed snem dostała jeszcze jednego e-smsa. " Dobranoc" Powstrzymała łzy i zamknęła oczy.
                                                    ***************************
                 Po paru dniach Sofii zaczęła zapominać.Nawet pisała z Danielem.    Na ostatniej lekcji dostała esa od Daniela. " Zobaczymy się w kawiarni ?" Po chwili rozmyśleń odpisała " Tak. O 16.30" Schowała telefon i próbowała skupić się na lekcji. Po co ja się zgodziłam. Przecież on ma dziewczynę. Nie będę żadną zabawką pomyślała.
               Daniel czekał przed kawiarnią, a gdy tylko on ją zobaczył uśmiechnął się. Na jego widok serce zaczęło galopować a ręce drżeć. Chciała to uspokoić, ale nie potrafiła. To uczucie było silniejsze.
 - Hej ! Chciałem pogadać. Przejdziemy się ?- zapytał.
- Hej. Pewnie- powiedziała i ruszyła obok niego. Szli jakiś czas w ciszy.
- Muszę to powiedzieć, bo nie wytrzymam.-powiedział zatrzymując się. Stanął przed nią i spojrzał w jej zielone oczy. Nie potrafiła oderwać wzroku od jego niebieskich oczu. Dotknął delikatnie jej policzka, a ją przeszedł przyjemny dreszcz. Nie potrafiła i nie chciała się od niego odsunąć.  Zbliżył się się do nie i drugą rękę wsunął w jej brązowe włosy. Schylił głowę i ich wargi się zetknęły. Lekkie muśnięcie, ale Sofii od razu odepchnęła go.
- Nie! Ty masz dziewczynę. To nie fair w stosunku do niej!- powiedziała Sofii. Nie mogła się uspokoić. Pocałowali się. Czuła ciepło jego warg nadal na swoich ustach. Serce jeszcze bardziej przyspieszyło, a żołądek zaczął się skręcać. Daniel patrzył na nią zdezorientowany.
- Nie mam dziewczyny- powiedział spokojnie Daniel.
- Nie wcale- powiedziała ironicznie Sofii- Ładna blondynka. Średni wzrost.- dodała Sofii cofając się o krok. Najchętniej by uciekła, ale nie potrafiła.
- Aaaa. Nie to nie moja dziewczyna. To moja siostra. Wróciła z Anglii.-powiedział, ale Sofii mu  nie uwierzyła. Sama nie wiedziała. Czy ma mu wierzyć czy nie ? To miało sens.  Daniel podszedł bliżej niej. i szepnął :
- Kocham tylko jedną. I stoi ona przede-mną- Sofii nie wiedziała co robić. Wyznał jej miłość. Serce mówiło " Powiedz to samo" A rozum " Odejdź. Jak mówi prawdę to będzie walczył" i rozum zwyciężył. Odsunęła się i odbiegła od niego.  Biegła chodnikiem przed siebie. W końcu zwolniła.
- Hejo ! - krzyknął ktoś za nią. Odwróciła się i zobaczyła Patryka opartego o motor.
- Cześć- odezwała się nie pewna czy jej głos się nie załamie. Jednak tak się nie stało. Podeszła bliżej, a on się jej przyglądał ze zastanowieniem.
- Coś się stało.- stwierdził.- Ale co ?- zapytał.
- Nic. Naprawdę- skłamała. Miała ochotę się rozpłakać,ale nie chciała. Nie chciała pokazać, że jest słaba. Że ją to boli. 
- Nie wieże, ale niech ci będzie. Wpadniesz do mnie?- zapytał, a ona spojrzała na niego nie pewna. Powinna ??? Nie wiedziała. Jednak Daniel nie pobiegł za nią, więc.... 
- Tak- powiedziała z uśmiechem. Wsiadł na motor i podał jej kask. Założyła go i usiadła za nim.Objęła go w pasie i ruszyli. Jego dom był zwyczajni. Weszła do jego pokoju a on poszedł po picie. Pokój był normalny. Była tu parę razy. Biurko, stolik nocny, szafka i na środku duże podwójne łóżko. Usiadła na nim i zamknęła oczy. 
- Co robisz ?- zapytał Patryk wchodząc do pokoju z dwoma szklankami. 
- A nic- odpowiedziała pośpiesznie. Usiadł obok niej i podał jej picie. Wzięła łyka i odstawiła szklankę na stolik. Patrzyła na stolik, a on na nią. W pewnym momencie objął ją, a ona zaskoczona spojrzała na niego. Przycisnął swoje wargi do jej i zaczął je otwierać. Uległa i odwzajemniła pocałunek. Wplotła ręce w jego włosy. Delikatnie przewrócił ją na łóżko i zaczął zdejmować swoją koszulkę. Wtedy się opanowała. 
- Nie ! -powiedziała. Spojrzał na nią zdezorientowany. Ściągnął koszulkę i rzucił ją za siebie.
- Ja.. wiem, ale nie jestem dobry w słowach. Wolałem to pokazać.-powiedział Patryk. Nie wiedziała co zrobić. Zrozumiała go, ale problem polegał na tym, że to nie w nim się zakochała.Położył się na niej zaczął całować szyję. Zapomniała się na chwilę, lecz zaraz opanowała.
- Nie. Patryk,ja...- powiedziała i odepchnęła go. Wstała.- Lubię cię, ale tylko lubię- powiedziała. Patrzył na nią siedząc na łóżku i nie wiedział co powiedzieć. Nie chciała go zranić.  Nie mogła tam stać, bo by uległa. Zrobiłaby to aby on był szczęśliwy. Jednak to było by kłamstwem. Nie jego kochała. Kochała Daniela !! Wybiegła z jego domu i biegła przed siebie. Stanęła na chodniku i próbowała złapać oddech. 
Zobaczył ją Daniel, który szukał jej. Od razu podbiegł do niej.
- Sofii co się stało ?- zapytał. Spojrzała w jego oczy i nie wytrzymała. Kochała go,tak bardzo !!! A prawie przespała się z kolegą. Wziął jej twarz swoje dłonie. Poczuła pierwsze łzy na policzkach. Od razu zareagował. Dał jej swoją kurtkę i przytulił.
- Zabije go -powiedział tuląc Sofii. Ta od razu zareagowała.
- Nie! To moja wina. Źle mnie zrozumiał. Nic się nie stało- powiedziała płacząc w jego koszulę.
- Naprawdę?-zapytał a ona podniosła głowę i ich spojrzenia się spotkały.
- Tak. Ja.... Przepraszam- wykrztusiła i z powrotem ukryła twarz w jego klacie.
- Nie masz za co.- powiedział.- Odprowadzę cię do domu- powiedział. Uśmiechnęła się gdy wziął ja za rękę.
         Po powrocie do domu Daniel powiedział jej rodzicom, że zabrał ją na lody i za siedzieli się. Rodzice zrozumieli, a Sofii od razu poszła do łóżka. Może, nie byli źli po polubili Daniela, albo co bardziej prawdopodobne jutro mają Sofii ma wolne od szkoły.   
                                     *********************************
                         Dziewczyna leżała u siebie w pokoju. Nie miała ochoty nigdzie iść. Nie wiedziała co zrobić z Patrykiem? Miała tylko nadzieję, że on zrozumiał. Nie wiedziała też co zrobić z Danielem. Kochała go. Teraz była tego pewna !! Ale czy on ją nadal kocha ? Czy jeszcze się spotkają ?? Nie mogła przestać o nim myśleć. Nagle usłyszała kroki w stronę jej pokoju. Była sama w domu, więc się przestraszyła. Wzięła telefon do ręki i już chciała zadzwonić na policję kiedy zobaczyła go. Odłożyła telefon i powiedziała :
- Przestraszyłeś mnie
- Nie chciałem. Chciałem cię zobaczyć- powiedział i podszedł bliżej uśmiechnęła się i przesunęła na łóżku. Usiadł obok niej.
- Ja.... Wiem, że źle zrobiłem, ale.....- przerwał, bo położyła mu palec na ustach.
- Nic nie zrobiłeś źle. Możesz spróbować jeszcze raz ?- zapytała z uwodzicielskim uśmieszkiem. Zbliżył się do niej. Objął jedną ręką jej policzek a drugą delikatnie schował w jej włosy i... pocałował. Tym razem była pewna. Odwzajemniła pocałunek i wplotła ręce w jego miękkie czarne włosy. Pocałunki stawały się coraz namiętniejsze. Zaczęła wędrować palcami do guzików jego koszuli i rozpinać je. On włożył ręce pod jej bluzkę i zaczął tam wędrować.  Sprawiało jej to nie małą rozkosz.  Zrzucił z siebie koszulę , a ona w tym czasie ściągnęła swoją bluzkę. Położył ją delikatnie na łóżku i już po chwili był nad nią i całował ją namiętnie. Zszedł niżej i kreślił pocałunki na jej szyi. Wędrowała dłońmi po jego ciele badając każdy jego centymetr. Jego mięśnie, kaloryfer i plecy. W pewnym momencie podniósł głowę i spojrzał w jej oczy. Uśmiechała się, bo była szczęśliwa.  Odgarnął kosmyki jej włosów z twarzy.
- Nie musimy. Możemy zaczekać-powiedział patrząc w jej oczy. Czuła żar buchający od niego. 
- Nie chce czekać-powiedziała i podniosła się na łokciach by go pocałować.  Sprawiał jej błogą rozkosz całując każdy kawałek jej ciała. Była pewna tego tak jak była pewna, że jest tutaj na łóżku razem z nim. Była pewna, że kocha i, że on kocha ją !!!!!








środa, 2 lipca 2014

                               Opowiadanie 4.                                               Do końca 
              Jestem prze szczęśliwa.Mam 22 lata i za dwa miesiące wychodzę za mąż za mężczyznę mojego życia. Kocham Sebastiana. Jestem z nim od dwóch lat, a od pół roku jestem z nim zaręczona. Od samego początku wiedziałam, że to ten jedyny !  Te dwa miesiące przed ślubem są najbardziej stresujące. Trzeba wszystko przygotować. Ślub i wesel odbędą się w wiejskim domku nad jeziorem, który kupiliśmy niedawno. Zaproszonych jest około 100 gości. Ale dla mnie najważniejszy jest Sebastian. Mogła bym się wyjść za niego za mąż nawet teraz. Bez gości,bez specjalnych ozdób. Tylko my !            Dzisiaj razem ze swoją mamą, przyszłą teściową i moją druhną, a zarazem najlepszą przyjaciółką Anią kupujemy suknie ślubną. Jestem bardzo podekscytowana.- Ta jest śliczna- mówi mama gdy stoję na środku salonu sukien ślubnych ubrana w białą suknię z długim rękawem i bez szczególnych ozdób. Jest ładna, ale to nie ta. Nie ta dla której się urodziłam. - No nie wiem.- mówię przeglądając się w lustrze. Nie to nie ta. Moje długie brązowe włosy upięte w koka nie za bardzo pasują. Nie nie chce tej.- Może ta- mówi sprzedawczyni. Sukienka, którą trzyma jest piękna. nie to za małe słowo. Jest biała z koronkowymi złotymi ozdobami. Jest bez ramiączek a duł jest lekko rozszerzony.  Tak to ta ! To ta w której wyjdę za Sebastiana ! Za mojego ukochanego. - Ta jest idealna- mówię z uśmiechem przeglądając się w lustrze.- W takim razie bierzemy ją- mówią równocześnie moja mama i przyszła teściowa. Ania ciągnie mnie do przebieralni i pomaga ściągnąć suknię. - Zazdroszczę ci - mówi gdy ściągam suknię. Delikatnie odwieszam ją i odwracam się do mojej druhny.- Nie martw się. Staniesz na ślubnym kobiercu.- mówię uśmiechając się. Podaję i mi bluzkę.- Tylko kiedy ?- pyta wzdychając i trzymając moją suknię ślubną.- Niedługo- odpowiadam szczerze. Wiem coś czego ona nie. Jej chłopak Kacper... a zresztą to niespodzianka. Nie powinna się martwić.- Oby. Okej lepiej chodźmy, bo twój narzeczony znowu mnie oskarży, że cię porywam jak ostatnim razem- mówi. Pamiętam. To było po naszych zaręczynach. Po naszej nocy Ania zabrała mnie na imprezę aby to opić. Wróciłam po północy. Sebastian nie był zły, ale potem żartował. Ania jak zwykle wzięła to zbyt serio. Na to wspomnienie uśmiecham się.- Ale i tak porwę się na wieczór przed ślubem. Może i będzie poler, ale ja chce babski wieczór. Twój ostatni przed tym jak będziesz za mężna- mówi uśmiechając się. No nie wiem czy pójdę wole spędzić ten czas z Sebastianem.- Hej chodźmy-mówi ciągnąc mnie.            Gdy wchodzę do domu Sebastian rozmawia przez telefon. Uśmiecha się do słuchawki. Ciekawe co go tak cieszy ? Mój kochany blond anioł. Patrzy na mnie po czym znowu mówi coś do słuchawki. Pewnie się zastanawia gdzie suknia. Moja mama ją wzięła, bo twierdzi, że jeżeli przyszły pan młody ją zobaczy przed ślubem to będziemy mieli pecha. Nie za bardzo wieże w te zabobony, ale no cóż.- Kto dzwonił ?- pytam gdy chowa komórkę. Podchodzi do mnie i obejmuje.- Nikt taki. Gdzie suknia mojej przyszłej żony ?- pyta ze swoim zniewalającym uśmiechem. - Nie możesz jej widzieć przed ślubem- odpowiadam. - Na pewno jest piękna tak jak jej właścicielka- mówi całując mnie. Przechodzi mnie przyjemny dreszcz. Mój ukochany narzeczony.- A dlaczego jesteś taki zadowolony?- pytam gdy odsuwa się delikatnie.- Bo mam najcudowniejszą dziewczynę w świecie- mówi całując mnie w czoło. Uśmiecham się.- Z kim rozmawiałeś ?- dopytuje.- Dowiesz się. To niespodzianka- odpowiada. No cóż trzeba wytrzymać. Zarzucam mu ręce na szyję i całuję.                                                                                                                            ************************                
   Po poltże wszyscy rozeszli się. To już jutro. Jutro będę mężatką. Jest dopiero 19, więc wcześnie.- Kocham cię, wiesz? -szepcze mi do ucha Sebastian przytulając od tyłu.-Wiem. Ja ciebie też- odpowiadam obracając się w jego ramionach. Całuje mnie czule i namiętnie. Zaczynam rozpinać guziki jego koszuli gdy ktoś delikatnie lecz stanowczo odciąga mnie do tyłu.- O nie, nie. Ona jest dzisiaj nasza. Zabieramy ją.- mówi Ania trzymając mnie za nadgarstek. Jestem zakłopotana. Jest jeszcze Marta i Aga. Sebastian uśmiecha się. - Dziewczyny dzięki. My porywamy pana młodego- mówi Daniel wchodząc do pokoju razem z Patrykiem i Oskarem. - A czy ktoś się pytał nasz o zdanie?- pytam choć nie mogę przestać się uśmiechać tak jak Sebastian. Jego koszula jest do połowy rozpięta, ale on patrzy na mnie.- Chyba nie mamy szans.- odzywa się Sebastian.-  Nie nie macie- mówi razem Daniel i Ania. Podchodzę do Sebastiana i całuję go.- Tylko nie wróć za późno- szepcze. Uśmiecha się. Wiem, że zrozumiał. Zawsze mnie zrozumie.- Nie martw się nie będzie nic niestosownego -zapewnia mnie Daniel. Posyłam mu uśmiech i wracam do dziewczyn.          Zabrały mnie do klubu, gdzie tańczyłyśmy do północy.- Będę wracać. Nie chcę jutro wyglądać jak trup- mówię przy barze. Robią smutną minę, ale potem uśmiechają się.- Idź. Wiem, że nie możesz już bez niego wytrzymać.- mówi Ania. Uśmiecham się i biorę kurtkę. Wychodzę z klubu i idę do domu.  Nie ma Sebastiana. Ciekawe gdzie go zabrali ? No cóż. Idę do sypialni i biorę prysznic. Wychodzę z łazienki i kładę się do łóżka. Kiedy prawie zasypiam słyszę ciche chodzenie po pokoju. Nie otwieram oczu. Sebastian kładzie się do łóżka i przytula mnie od tyłu.- Gdzie tyle byłeś?- pytam uśmiechając się i obracając się do niego twarzą.- Nie chcieli mnie wypuścić.- odpowiada. Całuję go. Obraca się na plecy a ja siadam na nim.- Kocham cię- szepcze gryząc lekko jego ucho.- Ja ciebie bardziej- mówi kreśląc pocałunki na mojej szyi.            
                                 ***************************             
  Budzę się wtulona w nagą klatę Sebastiana. Mój narzeczony słodko śpi. Na szczęście nie mam żadnych dolegliwości po wczoraj.- Panu młodemu dziękujemy- mówi Ania wparowując do sypialni. Sebastian otwiera zaspane oczy. Jest zaskoczony tak jak ja. Zakrywam się kołdrą.- O co chodzi ?-pyta zaspanym głosem.- Nie wiem- odpowiadam siadając otulona kołdrą i patrząc na uśmiechniętą od ucha do ucha Anię.-Panu dziękujemy- mówi podchodząc do łóżka i próbując wyciągnąć z niego Sebastiana.- Dasz mi minutę sam na sam z moja ukochaną ?- pyta. Kiwa głową i kieruje się do drzwi.- Minuta. Będziesz ją miał na całe życie, więc nie przesadzaj- mówi Ania zamykając drzwi. Uśmiecham się. Wieczność z moim ukochanym. Odwracam się do Sebastiana, ale on nie śmieje się na słowa Ani.-Wszystko gra?- pyta przysuwając się bliżej.-Tak. Jestem zdenerwowany. Lepiej się ubiorę.- mówi wstając.- Sebastian na pewno wszystko w porządku ?- pytam martwiąc się.-Tak. Na pewno.- odpowiada całując mnie w czoło.- Widzimy się na ślubnym kobiercu panno Light.- mówi znikając za drzwiami. Panna Light to ja ! Znaczy się za chwilę. Oficjalnie będę nią po ślubie. Sebastian i Maja Light. Pasuje. Tak jak my do siebie.    - Zestresowana ?-pyta Ania robiąc mi fryzurę i makijaż. Jest fryzjerką, więc zna się na rzeczy. Suknię mam już na sobie.- Bardzo.-odpowiadam -Gotowe- mówi zadowolona Ania cofając się trochę. Patrzę w lustro. Wyglądam pięknie. Delikatne loki i makijaż. Wszystko idealnie pasuje do siebie. Wszystko jest idealnie! Wstaję i poprawiam suknię.Nadszedł ten czas.         Na początku czerwonego dywanu stoi Sebastian. Przed nim kawałek do przodu siedzą goście po obu stronach. Nie chcieliśmy ślubu w kościele. Woleliśmy na świeżym powietrzu.  Jestem zdenerwowana jak nigdy. Ręce mi drżą a serce wali co najmniej tysiąc razy za szybko. Sebastian na mój widok uśmiecha się. Ja także. Przy nim nic nie może się zepsuć.- Gotowa?- pyta oferując swoje ramię.- Tak.- mówię przyjmując ofertę. Przed nami stoi pięcioletnia siostra Sebastiana Martyna, a za nami Ania i Daniel. Ruszamy do ołtarza. Tam czeka na nas ksiądz. -Ja Sebastian Light biorę sobie Ciebie Majo Briel  za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.-mówi drżącym głosem Sebastian. Ledwo co powstrzymuje łzy. Ja nie daje rady i pozwalam im płynąć po moich policzkach.-Ja Maja Briel  biorę sobie Ciebie Sebastianie Light  za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci- mówię drżącym głosem do Sebastian. Nie mogę oderwać od niego wzroku. Jego zielone oczy wpatrują się w moje i uśmiecha się do mnie.-Majo  przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego- mówi Sebastian wsuwając mi na palec złotą obrączkę z wygrawerowanym napisem "Miłość ponad śmierć".-Sebastianie  przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego- mówię wsuwając obrączkę na jego palec.     Na koniec ksiądz powiedział:-Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą- Sebastian objął mnie jedną ręka, a drugą podniósł mój podbródek i pocałował mnie czule i namiętnie. Jesteśmy małżeństwem ! Na zawsze !!! Kocham mojego męża i będę z nim do końca i jeszcze dłużej. Podczas pocałunku zapominam o całym świecie. Istnieje tylko Sebastian. Wesele jest idealne. Prawię cały czas jestem z Sebastianem prócz tego gdy tańczę z gośćmi. Wszyscy nam gratulują.   Kiedy goście zaczynają znikać szukam Sebastiana, ale nigdzie go nie ma. Podchodzę do stolika. Wtedy mój mąż obejmuję mnie od tyłu i kładzie głowę na ramieniu.-Pójdzie pani ze mną panno Light- szepcze mi do ucha.- Gdzie ?- pytam uśmiechając się.- Niespodzianka- mówi i zamyka mi oczy swoimi ciepłymi dłońmi. Prowadzi mnie gdzieś. Nie boje się. To mój Sebastian. Ufam mu. W końcu dochodzimy a on zdejmuje swoje dłonie z moich oczu. Widzę piękne jezioro. A na plaży duży koc z łukiem oplecionym różami. Jest pięknie.- Może popływamy- mówi Sebastian stając za mną. Szybko pozbywa się koszuli i spodni po czym wchodzi do wody. Ściągam swoją suknie i odrzucam ją na piasek. Zostaję w samej czerwonej i koronkowej bieliźnie. Wchodzę do wody. Włosy Sebastiana w świetle księżyca lśnią jak złoto. Staję obok niego i patrzę na ogromny księżyc.-Wiesz, że cię kocham i kochać cię będę do końca moich dni, a jeżeli potem jest jakieś życie to także będę cię kochał- mówi Sebastian biorąc mnie w ramiona.- Ja ciebie także- mówię. Całuję mnie najpierw wolno i czule potem coraz namiętniej. Zaczynam wędrować dłońmi po jego nagiej klacie. Nagle podnosi mnie wciąż całując. Obejmuje go nogami w tali. Całuję jego szyję gdy on niesie mnie na koc. Delikatnie kładzie mnie na nim, a potem sam przykrywa mnie sobą. Całuje mnie w każdym miejscu mojego ciała sprawiając nie wyobrażalną rozkosz. Kreśli pocałunki na mojej szyi po woli dochodząc do ust. Moje ręce swobodnie błądzą po jego ciele. W końcu wplatam je w jego złote włosy i całuję go. Delikatnie przygryza moją wargę a ja robię to samo. To mój mąż. Tylko mój ! Na wieczność !!!                                                                                     ****************************
                     Budzę się przytulona do nagiej klaty Sebastiana w naszym łóżku w naszym domu. Jesteśmy małżeństwem od 2 miesięcy. Jestem najszczęśliwsza w świecie z moim Sebastianem ! 
Siadam na łóżku i patrzę na mojego męża.  Tak słodko śpi, że nie chce go budzić. Jest weekend, więc nie musimy iść do pracy. Wstaję i idę do łazienki po drodze wyjmując dżinsy i bluzkę oraz bieliznę. Biorę szybki prysznic i ubieram się. Gdy wychodzę z toalety mój ukochany opiera się o ścianę plecami do mnie. Jest cały spięty.
- Wszystko w porządku ?- pytam podchodząc bliżej. 
- Głowa mnie boli i kręci mi się w głowie- odpowiada. Jest cały spięty. Coś jest nie tak. Czuję to !
-Może lepiej chodźmy do lekarza- proponuje zmartwiona. Kładę mu dłoń na ramieniu. Odwraca się do mnie twarzą. Jest biały jak marmur. To nie zwykły ból głowy. 
- Nie. Samo przejdzie. Wezmę tabletkę i pójdziemy nad jezioro- mówi uśmiechając się do mnie. Widzę, że ledwo trzyma się na nogach.
- Nie! Sebastian jezioro zaczeka. Musisz iść do lekarza- mówię stanowczo. Dotyka dłonią mojego polika.
- Przejdzie. Daj.... mi chwilę- mówi.
- Lepiej sprawdzić. Proszę cię. Nie każ mi zaprowadzić cię do szpitala siłą- mówię biorąc go za rękę.
- No dobrze- mówi ulegając Sebastian. Nagle ściska bardzo mocno moją dłoń a potem przechyla się w moją stronę. Ledwo co go utrzymuję. Bełkocze coś, że da rade, ale ja wiem swoje. Pomagam mu usiąść na łóżku.
-Zadzwonię po karetkę.- mówię wyciągając telefon.
- Nie... Przejdzie..... daj.... mi chwilę- mówi jąkając się. 
- Nie, nie przejdzie.- mówię. Rozmawiam z lekarzem a potem odkładam słuchawkę.- Wytrzymaj- zwracam się do Sebastiana. Jest strasznie blady. Dotykam jego czoła. Jest rozpalony. A ciało mu drży.  Zamyka oczy i pada na łóżko.
-Sebastian ?-pytam siadając obok. Nie odpowiada.- Sebastian?! Powiedz coś. Proszę- mówię panikując. Mówi coś nie wyraźnie.
-Ko.... cha..... Kocham cię- mówi w końcu z trudem. Dotykam jego czoła. Boże jakie gorące ! 
- Sebastian proszę cię wytrzymaj jeszcze chwilę. Nie zasypiaj- mówię. Nie może zasnąć nie może. 
-Mó... mów.. do mnie- mówi z trudem trzymając otwarte oczy. Widzę, że ledwo utrzymuje przytomność. 
- Co mam ci mówić?- pytam dotykając jego polika. 
- Opo...wiedz... mi.. coś- mówi z trudem. 
- Pamiętasz jak  nasze pierwsze spotkanie ? Byłam załamana po zerwaniu, a ty się pojawiłeś. Jak mój anioł stróż. Pocieszyłeś mnie i rozśmieszyłeś. Przy tobie o wszystkim zapomniałam...- mówię gładząc jego polik- Wtedy wiedziałam, że ty jesteś tym jedynym. Nie spodziewałam się, że ty też mnie kochasz, a jednak... Po paru dniach umówiliśmy się.  Wiedziałam, że chce z tobą być do końca życia.  Kocham cię i nie możesz mnie zostawić- mówię ze łzami w oczach. Patrzy na mnie pół otwartymi oczami. Próbuje coś powiedzieć, ale zamykam mu usta palcem.- Nic nie mów. Wiem. Oszczędzaj siły- mówię odgarniając kosmyki jego blond włosów. 
                                       ************************
                   W szpitalu lekarze od razu zabrali Sebastiana na badania, a mi kazali czekać na korytarzu. Boję się. Boję się jak nigdy w życiu! 
-Panie doktorze co z nim?- pytam gdy widzę lekarza zajmującego się Sebastianem.
- Pani mąż musi mieć operacje- odpowiada lekarz dobijając mnie.
- Jak to ?- pytam z przerażeniem.
- Pani mąż ma guza mózgu musi go operować.  Za godzinę odbędzie się operacja- mówi lekarz spokojnym tonem. Jak on może być spokojny ? Ja umieram z przerażenia!
- Czy mogę go zobaczyć ?- pytam drżącym głosem.
- Tylko chwilę....- mówi lekarz a ja reszty słów już nie słucham. Lekarz odchodzi a ja wchodzę do sali. Sebastian siedzi na łóżku ze spuszczonymi nogami. Patrzy w podłogę. Ma przypiętą kroplówkę. 
- Sebastian ?- odzywam się niepewna podchodząc bliżej. 
- Kochanie...- mówi Sebastian patrząc na mnie. Nie wytrzymuje. Po policzkach spływają mi pierwsze łzy.
- Ej to nic poważnego-mówi spokojnym głosem.  Nie wytrzymuję siadam na jego kolanach i przytulam się do niego.
- Przestań! To nie prawda. To jest śmiertelnie poważne. Boję się. Boję się, że cię stracę. - mówię wtulona w jego klatę.
- Ej, dasz sobie radę- mówi delikatnie podnosząc mój podbródek i ocierając moje łzy.
- Nie. Nie bez ciebie- mówię. Sebastian wydaję się posmutnieć. To bosko !On ma operację a to on mnie pociesza. Powinno być na odwrót. 
- Obiecaj mi coś- odzywa się w końcu- Obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego. Obiecaj, że będziesz szczęśliwa. Obiecaj, że nie załamiesz się i będzie dalej żyć szczęśliwie- prosi Sebastian.
-Nie. Nie potrafię.- mówię ze łzami.
-Obiecaj-nalega.
- Obiecuję- mówię chowając twarz w jego klatę.
- Kocham cię- mówi po dłuższym czasie. Podnoszę głowę i całuję go.
- Ja ciebie też- mówię gdy lekko odsuwamy się od siebie.
          Operacja trwa już 4 godziny. Boję się. On nie może umrzeć. Nie może. Po prostu nie może! Siedzę przed salą i czekam. Czekam i czekam. Czas wlecze się jak nigdy. 
- Przepraszam, czy wszystko w porządku ?- pyta pielęgniarka. 
- Nie. Mój mąż jest operowany.- odpowiadam patrząc na pusty kubek po kawie.
- Na pewno wszystko będzie dobrze- Łatwo mówić. To jej bliski jest operowany.- Ale czy z panią jest wszystko dobrze ? Nie wygląda panie najlepiej- mówi pielęgniarka.
- Boli mnie brzuch. Pewnie ze stresu. Dam radę- mówię.
-Może jest panie w ciąży.- mówi żartobliwie pielęgniarka. Jednak mi nie jest do śmiechu.- No cóż. Na pewno wszystko będzie dobrze- dodaje odchodząc. W ciąży? Coś mi nie gra. Może faktycznie, ale to raczej niemożliwe. Lepiej to sprawdzę.
         Czekam w szpitalnej toalecie już 14 minut. Jeszcze minuta.  Denerwuję się. To głupota. Powinnam czekać pod salą a nie robić sobie testy. To idiotyzm.  Sprawdzam test..... To niemożliwe ! Dwie kreski. Jestem w ciąży !!! Będę mamą! Będziemy mieli dziecko! Boże jak się cieszę, ale zaraz Sebastian. Co z nim ?? Operacja się skończyła ? Muszę to sprawdzić. On nie może mnie zostawić. Nie teraz. Nie dam rady bez niego. 
             Lekarz akurat wychodzi z sali.
- I jak ?- pytam od razu. Lekarz wydaję się smutny. O nie ....
- Były komplikacje. Pani mąż zapadł w śpiączkę...- nie. Nie wieże. To nie może być prawda. To musi być jakiś koszmar! 
- I co teraz ?- pytam zachrypniętym głosem. Ledwo co powstrzymuje łzy.
- Będziemy robić wszystko aby go obudzić, ale .... to może potrwać- mówi lekarz.
- Jak to??- pyta ktoś za moich pleców. Odwracam się i widzę moich rodziców i teściów. I co mam powiedzieć ? Będziecie dziadkami, ale Sebastian jest w śpiące ? Nie dam rady. Lekarz mówi im to samo.  Mama i tata przytulają mnie. Nie wytrzymuje zaczynam szlochać. 
                                                  ************************
                Minęły już dwa tygodnie a Sebastian się nie obudził. Codziennie  chodzę do szpitala, ale słyszę to samo " Stan jest stabilny, ale musimy czekać" .  Nie powiedziałam o ciąży. Nie mam odwagi. To dobra wiadomość, ale chcę aby to Sebastian pierwszy ją usłyszał. Tylko to, że będę matką nie pozwala mi się załamać. Muszę być silna. Muszę mieć nadzieję.  On musi się obudzić musi !!!
       Kiedy wchodzę do sali przy łóżku z Sebastianem stoi lekarz:
- Nie możemy go tak trzymać w nieskończoność- mówi drugi lekarz.
- Jeszcze parę dni. Ten chłopak ma po co żyć. Ma żonę w ciąży.- Skąd on to wie ? Byłam u ginekologa, ale czy to możliwe, że on się od niej dowiedział. Wchodzę do sali i udaję, że nic nie słyszałam choć mam ochotę krzyczeć, że nie mogą go odłączyć.
- Może pani zostać. My musimy iść- mówi lekarz mijając mnie a za nim ten drugi. Siadam przy łóżku i patrzę na Sebastiana. Wygląda tak spokojnie. Jego zabandażowana głowa jest głodna.
- Sebastian musisz się obudzić. Musisz !- mówię drżącym głosem. Czuję słone łzy płynące po polikach. - Kocham cię . Nie możesz mnie zostawić samej. Nie możesz nas zostawić ! Nie możesz ! Rozumiesz ?! - móię zachrypniętym głosem od łez.
- Sebastian będziesz tatą !!! Nie możesz umrzeć. Będziemy rodziną. Kocham cię i musisz żyć. Dla nasz . Dla mnie i dla naszego dziecka !- mówię ściskając jego dłoń. 
           Budzi mnie czyiś dotyk na ramieniu. Otwieram oczy i nie wieże w to co widzę. Łzy lecą mi po policzkach. Sebastian..... żyje. Żyje. Siedzi na łóżku i wpatruje się we mnie zmartwionym głosem.
- Kochanie...- mówi czułym głosem rozkładając ręce. Więcej mi nie trzeba. Wpadam w jego ramiona i wtulam się w jego ciepłe ciało. Czuję bicie jego serca. 
- To prawda ?- pyta po chwili. Odchylam głowę by na niego spojrzeć. Uśmiecha się lekko. 
- Co ?- opowiadam pytaniem na pytanie. Również uśmiecham się lekko.
- Jesteś w ciąży ?- pyta
- Tak. Sebastian będziemy rodziną- odpowiadam. Sebastian momentalnie podnosi mnie a ja siadam na jego kolanach. Całuję mnie tak czule i namiętnie. Zapominam o całym świecie. Liczy się tylko on!! Nie ważne co będzie jutro. Liczy się tylko on. Tylko nasza miłość ! Bedziemy rodziną !!! Kocham go i nic tego nie zmieni. Teraz już wszystko będzie idealnie !!! Będziemy rodziną !!!!