sobota, 2 sierpnia 2014

                            Cz.4. Zły chłopiec

                        - No zrób to !!!- krzyknęłam znowu kiedy się nie poruszył. Jego twarz zbladła.
- Nie zabiję cię- powiedział w końcu. Wciąż trzymał mnie przyszpiloną do ściany. Jednak nie bolał mnie ten uścisk. Z łatwością bym się wyrwała, ale nie robiłam tego....
- To po co tu przyszedłeś ?! Chyba dokończyć sprawę, tak ?!- spytałam już trochę ciszej. Miałam dość. Wyrwałam mu się i odepchnęłam. Omal się nie przewrócił. Wykorzystałam moment i rzuciłam się do szafki. Wyciągnęłam pistolet i obróciłam się do Jace'a z bronią w rękach. Drżały mi, ale nie wypuściłam broni. Nacisnę. Nie zawaham się. Jace spojrzał na mnie a potem na broń w moich rękach. Nie widziałam w jego oczach ani strachu ani gniewu. Rozłożył ramiona i powiedział :
- Zastrzel mnie. Zasłużyłem- podniosłam broń na wysokość jego głowy. Zrobię to. Zasłużył, ale wpierw chce coś wiedzieć...
- Powiedz mi dlaczego- rozkazałam. Byłam przerażona. Powinnam uciekać i zadzwonić po pomoc, a nie gadać z nim. Jednak nie potrafiłam. Po prostu nie potrafiłam !
- Powiem ci wszystko. Wplątałem się w kłopoty. Zacząłem uprawiać hazard.. Miałem sporo długów...
- Co to ma wspólnego ze mną ? Nie interesują mnie twoje kłopoty.- wtrąciłam mu się. Nie chciałam słuchać o jego problemach. To nie mój problem. Już nie. Odkąd się dowiedziałam, że chciał mnie zabić.
- Nie mogłem przestać. Spotkałem Gabe'a i jego szajkę. Spłacił moje długi. Przyjął mnie do swojej "grupy". Ale pod jednym warunkiem. Miałem przejść inicjację. Miałem jedno zadanie. Zabić ciebie-powiedział, a mnie zatkało. Jeszcze bardziej zaczęłam drzeć. Jaki Gabe? Nie znam nikogo o takim imieniu.
- Dlaczego ja ? Nie znam go- powiedziałam. Na szczęście głos miałam opanowany.
- Twój ojciec kiedyś miał akcję. Omal nie wpadli. Zginął jego brat.- odpowiedział Jace. Wiedziałam coś o tym. Jakiś czas temu tata miał akcję. Łapali gang,który handlował narkotykami i lubił się zabawiać z dziewczynami. Podczas akcji była strzelanina. Zginął jeden z gangsterów, a jeden policjant został ranny. Reszta uciekła....
- Jesteś w tym gangu. Oni...- nie mogło mi przejść przed gardło to słowo.
- Wiem, ale ja tego nie robiłem. Nie skrzywdziłbym żadnej dziewczyny. Uwierz mi- powiedział i zrobił krok w moją stronę. Cała się napięłam i chwyciłam mocniej broń.
- Jak mam ci uwierzyć ? Chciałeś mnie zabić ! Dlaczego udawałeś, że ci na mnie zależy ?- spytałam drżącym głosem. Łzy cisnęły mi się do oczu od kiedy tu się pojawił. W moim pokoju serce znów zaczęło mi łomotać.Chciałam się go słuchać. Uwierzyć Jace'owi, ale nie potrafiłam. Chciał mnie zabić.
- Nie udawałem. Na początku myślałem : łatwa sprawa, jeden strzał i po wszystkim. Jednak nie udało się. Obmyśliłem inne plany, ale nie potrafiłem. Nie potrafiłem cię skrzywdzić.- powiedział. Chciałam mu wierzyć. Chciałam aby został, aby był tu i aby mnie przytulił. Chciałam go z powrotem, ale wciąż nie wiedziałam czy on nie kłamie. Czy znowu nie próbuję mnie omamić.
- Kiedy zobaczyłem Tessę było jeszcze gorzej. Nie wiedziałem, że masz siostrę. Nie potrafiłem się zdobyć na to. Wtedy w klubie to była ostatnia próba. Zrozumiałem, że nie mogę tego zrobić, bo.... Cię kocham.- powiedział. Nie wiedziałam co powiedzieć. Uwierzyć mu ???
- Zakochałem się w tobie, od początku, ale wypierałem to. Jednak w końcu się poddałem. Zrozumiałem, że nie chcę cię stracić. Nie mogę cię stracić. Jesteś dla mnie wszystkim ! Proszę cię przebacz mi. Wiem, że popełniłem największy błąd. Wiem, że cię zraniłem, ale ja po prostu..... - zamilkł. Po co ja to przeciągam ? Powinnam się go pozbyć, a nie wysłuchiwać. Jednak nie potrafiłam. Powiedział, że mnie kocha !...
- Nie chciałem cię zranić. Nienawidzę siebie za to ! Kocham cię najbardziej na świecie Aga !!!- powiedział. Wiedziałam, że nie kłamie. Jego piwne oczy wpatrywały się we mnie.Nie kłamał. Nie mogłam. Nie mogłam go zabić, bo.... kocham go !!!. Pistolet upadł na ziemię z hukiem. Stałam jeszcze przez chwilę z opuszczonymi głową i patrzyłam na niego. Słyszałam kroki Jace'a i już po chwili byłam w jego ramionach.Wtuliłam się w niego. Był tak ciepły i znajomy. Otulił mnie swoimi ramionami i przycisnął jeszcze bliżej siebie. Czułam przyspieszone bicie jego serca i mięśnie pod koszulką. Podniosłam głowę by spojrzeć w jego piękne oczy. Nawet nie wiedziałam, że płaczę. Poczułam łzy na policzkach. Nie wiedziałam, czy to ze wstrzymywanego strachu, czy ze szczęścia, że Jace mnie kocha.
- Skąd to masz ?- spytałam dotykając jego prawej skroni. Złapał moją dłoń i splótł nasze palce. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Odeszłem od nich.- odpowiedział. Puściłam rękę dotykając jego ramienia.Z powrotem wtuliłam się w jego klatę. Wiedziałam, że nie tak łatwo jest odejść z gangu.  Nie dadzą mu spokoju.... Musi iść na policję. Inaczej będzie źle...
- Musisz iść na policję. On nie da ci spokoju- powiedziałam wciąż tuląc się do niego.
- Nic mi nie zrobi. Ale pójdę. Przyznam się, że to ja jestem sprawcą. Byli u mnie, ale skłamałem. Tym razem się przyznam- powiedział, a ja cała się napięłam. Nie chciałam aby poszedł do więzienia. 
- Nie. Odwołam wszystko, ale nie idź. Proszę nie chcę abyś trafił do więzienia- powiedziałam i poczułam świeże łzy na policzkach. Otarł je swoją ciepłą dłonią.
- Muszę ponieść karę...
- Nie ! Jace proszę. Ja rozumiem wszystko. Nie jestem zła i nie chcę abyś poszedł do więzienia. Proszę cię !- powiedziałam o ton za głośno. Poczułam ,że jeżeli czegoś nie zrobię stracę go. Zrobię wszystko, aby został przy mnie.
- Pamiętasz co mi obiecałeś ?- spytałam. Nie poddam się. Spróbuję wszystkiego. Spojrzał mi prosto w oczy i kiwnął  głową.
- Teraz cię proszę. Nie przyznawaj się !- powiedziałam stanowczo. Przeczesał ręką swoje brązowe włosy. Wiedziałam, że myśli i to ostro.
- Naprawdę tego chcesz? Aga ja jestem winien nigdy sobie tego nie daruję- powiedział. 
- Ale ja już ci wybaczyłam. Wybaczyłabym ci i tak. Za bardzo cię kocham ! Jace proszę nie przyznawaj się- poprosiłam. Zarzuciłam mu ręce na szyję. Schylił się i oparł czoło o moje. Zamknął swoje oczy. Oddychał szybciej niż normalnie.
- Zgoda.- powiedział wciąż z zamkniętymi oczami. Odskoczyłam od niego kiedy usłyszałam na dole dźwięk zamykanych drzwi.
- Tata- powiedziałam pod nosem. Jace podszedł do mnie i pocałował w czoło.
- Pójdę już.- powiedział.
                                                       ****************************************
           Zeszłam na dół. Tata siedział w kuchni.
- Hej. Coś nie tak ?- spytałam siadając naprzeciw niego.
- Nie. Jak się czujesz ?- spytał. Spojrzałam na niego. Wiedziałam, że coś ukrywa. Jednak nie chciałam naciskać.Musiałam dobrze to rozegrać, bo inaczej tata uzna, że ktoś mnie zastrasza. 
- Dobrze. Tato chcę odwołać to śledztwo - powiedziałam prosto z mostu. Tata wpatrywał się we mnie. Rozmasował sobie skronie.
- Nie chciałem ci mówić. Umorzono je już jakiś czas temu. Nie było dowodów. Ale kiedy powiedziałaś o tym chłopaku. Ruszyło od nowa. Dlaczego chcesz je umorzyć ? Agata jeżeli ktoś cię szantażuje to powiedz. Nie musisz się bać.- powiedział biorąc moją dłoń przez stół.
- Nikt mnie nie zastrasza- powiedziałam.- To i tak nic nie da. Nie ma sensu. Odwołam to- powiedziałam. 
- A co z tym chłopakiem ?- spytał. 
- Byliście u niego. Jest niewinny. Źle go oceniłam. Nie mówiłam ci, bo wiedziałam, że będziesz zły...- szlak czemu ja to powiedziałam. Teraz będę musiała powiedzieć o piątkowym wieczorze. Głupia ja !
- Słucham ?
- W piątek byłam na imprezie, ale nie z Marcinem. Z Jace'm. Tym, którego uznałam za podejrzanego. Pomyliłam się. Pomógł mi.- powiedziałam. Wytrzymałam jego spojrzenie. Wiedziałam, że jest zły.
- Samochód mi się popsuł. Podwiózł mnie, a na następny dzień przywiózł naprawiony.- dodałam.
- Czy to z nim się umawiałaś ?- spytał przez zaciśnięte zęby.
- Tak. Nadal się umawiam. Po prostu pokłóciliśmy się, a ja pod wpływem nerwów powiedział ci tą głupotę- powiedziałam. Mam nieźle przerąbane. Okłamałam go. Będę miała wieczny szlaban.
- On nie jest dla ciebie.Zakazuję ci się z nim widywać- powiedział tata i wstał. Teraz to mnie zdenerwował.
- Nie masz prawa. Jestem pełnoletnia. Mogę sama decydować !- powiedziałam wstając.
- Jestem twoim ojcem i zabraniam ci się z nim spotykać. To zły chłopak. Nie dla ciebie. Nie jesteś dorosła. Zachowałaś się nieodpowiedzialnie...
- Bo się zakochałam !?- przerwałam mu zła. Nie chciałam kłótni, ale nie dał mi wyboru.
- Nie chcę tego słuchać. Koniec tematu.- powiedział.
- Nie. Nie przestanę się z nim spotykać !!! Kocham go !!!- krzyknęłam. Jednak on wyszedł bez słowa z kuchni. Jak on może ? To ja decyduję z kim chodzę ? 
    Zła pobiegłam do pokoju i z trzaskiem zamknęłam drzwi. Czy zawsze musi być coś nie tak ?!? Jak pogodziłam się z Jace'm to musiałam się pokłócić z tatą ! Nie zrezygnuję z Jace'a. Kocham go. Miałam teraz chwilę by pomyśleć...
 Jace miał problemy, ale to nie powód by skończyć związek. Próbował mnie zabić, ale nie zrobił tego. Teraz wiedziałam dlaczego w klubie się zawahał. Przepraszał mnie i chciał iść na policję. Wiem, że mnie nie okłamał. Z resztą nie dałabym rady bez niego. Wykończyłabym się ! Za bardzo go kocham aby go stracić !!! A co do taty... To nie zabroni mi spotkania się z nim. Jestem pełnoletnia.  Nie chcę kłótni, ale on musi zrozumieć, że ja kocham Jace'a i, że to ten jedyny ! Nie ważne co się stanie. Nie zrezygnuję z niego !!!....
Usłyszałam dzwonek do domu i zerwałam się na nogi. Jace. Pobiegłam do drzwi mając nadzieję, że to Jace. Jednak gdy je otworzyłam nie zobaczyłam Jace'a tylko blondyna o niebieskich oczach. W koszulce z krótkim rękawem i wytartych dżinsach. Marcin. Stanęłam jak wryta nie wiedząc co powiedzieć. Ostatnia rozmowa skończyła się moją ucieczką gdy wyznał mi miłość.
- Cześć. Możemy porozmawiać ?- spytał wpatrując się we mnie. Kiwnęłam głową i wskazałam na ogródek. Zamknęłam drzwi i wyszłam za nim na ławkę w ogródku.
- Posłuchaj. Przepraszam nie chciałem.- powiedział.
- Nie gniewam się. Ja też powinnam przeprosić. Nie powinnam uciekać- powiedziałam.
- Ja myślałem, że jestem w tobie zakochany....
-Marcin...- uciszył mnie zamykając usta ręką.
- Ale kiedy ci to wyznałem zrozumiałem, że tak nie jest- dokończył. Spojrzałam w jego oczy.  Nie kłamał. Dobrze wiedziałam kiedy kłamie, ale teraz tego nie robił. Zawsze się zorientuję gdy ściemnia.
- Chcę znowu być twoim przyjacielem- dodał po chwili. Nie odpowiedziałam tylko przytuliłam go. Objął mnie.
- A z tym Jace'm to na poważnie ?- spytał gdy już się odsunęliśmy się od siebie. Uśmiechnęłam się do niego.
- Tak.- odpowiedziałam. 
- Wiesz, że jakby co to skopie mu tyłek, tak ?- spytał. Roześmiałam się.
- Zapamiętam- powiedziałam wciąż się śmiejąc
                                                       ****************************
            Siedziałam z Tessą w salonie oglądając film. Tata siedział w kuchni robiąc coś w papierach. Nie odezwał się do mnie od wczorajszej kłótni. Ja do niego też nie. Boli mnie to, że się nie odzywamy, ale nie zostawię Jace'a. Musi to wreszcie zrozumieć. Kocham go, ale Jace'a także. Może on się boi, że go zostawię ? Tylko czemu w takim razie kłóci się ze mną,a nie normalnie rozmawia ? Przecież go nie zostawię, ale musi zrozumieć, że dorastam i chcę w przyszłości mieć własną rodzinę. Nie teraz, ale za parę lat. Jak ja mam mu powiedzieć, że kocham Jace'a i chcę z nim być nie kłócąc się ??? Dlaczego ojcowie aż tak się o nas martwią ?   Straciłam mamę nie chcę tracić go ! Co ja mam zrobić ???
Moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę !- krzyknęłam i wstałam z kanapy. Przeszłam przez korytarz i otworzyłam drzwi. Omal nie krzyknęłam z przerażenia. W drzwiach stał Jace. Cały zakrwawiony i pobity. Koszula była podarta i we krwi.
- Co się stało ?- spytałam podchodząc do niego bliżej. Usłyszałam kroki. Za mną stała Tessa, która strasznie zbladła i powstrzymywała się od krzyku i tata. Był zły, ale i zdezorientowany. Skrzyżował się wzrokiem z Jace'm.
- Chodź ze mną- powiedziałam biorąc go za rękę. W tym momencie nie obchodziło mnie jak tata będzie zły. Jace był ranny, a ja nie pozwolę aby coś się mu stało. - Chodź-powiedziałam ciągnąc go. Ruszył się. Kiedy chciałam przejść obok taty zatrzymał mnie.
- Wyrzuć go- powiedział
- Nie ! Potrzebuję pomocy. Myśl sobie co chcesz, ale nie wypuszczę go w takim stanie- powiedziałam. Przepchnęłam się obok niego i pociągnęłam Jace'a za sobą. Wpuściłam go pierwszego do łazienki. Spojrzałam jeszcze raz na domowników. Tessa posyłała mi pytające spojrzenie, a tata aż kipiał złością. Zamknęłam drzwi na klucz i obróciłam się twarzą do Jace'a.
- Powiesz co się stało ?- spytałam ciszej.
- Zaatakowali mnie. Jednak musiałabyś widzieć ich. Ja to pikuś- powiedział Jace. Nie byłam tego pewna. Miałam pełno ran i sińców.
- Ściągnij koszulkę- powiedziałam. Uśmiechnął się do mnie lekko,ale powoli ściągnął koszulkę przez głowę. Rzucił ją na ziemię i teraz stał przede mną w samych spodniach. Jego idealna klata rozpraszała mnie. Jednak teraz było na niej jedno dość duże rozcięcie. Podeszłam do niego i delikatnie dotknęłam rany. Wciągnął z sykiem powietrze, ale nie odezwał się.
- Pikuś ?- spytałam.
- Może nie aż taki mały- odpowiedział patrząc na mnie. Wyjęłam z szafki apteczkę i położyłam na blacie. Odkręciłam kran i pomoczyłam ręcznik. Odwróciłam się do siedzącego na boku wany Jace'a. Delikatnie obmyłam ręcznikiem jego twarz. Cały czas wpatrywał się we mnie. Teraz bez tej zaschniętej krwi nie wyglądało to tak źle. Miał to rozcięcie na prawej skroni i prócz tego nic. Skąd, więc tyle krwi.
- Dostałeś w nos ?- spytałam dotykając jego nosa. Był cały, ale faktycznie mógł dostać.
- Raz a tamten 3- odpowiedział z uśmiechem. Obmyłam ranę na klacie. Była głębsza niż mi się zdawało. Od noża.
Miał parę zadrapań sińców. Wyglądał gorzej niż było naprawdę.
- Jak się czujesz ?- spytałam. Wyjęłam z apteczki potrzebne rzeczy i zaczęłam go opatrywać.
- Nic mi nie jest. A co z tobą ? Nie chciałem abyś kłóciła się z tatą - powiedział kiedy kończyłam dezynfekować ranę na ramieniu. Tu wystarczył opatrunek, ale ta na brzuchu potrzebuje szycia.
-Nic się nie stało. Przejdzie mu. Musisz jechać na pogotowie. Trzeba to zszyć- powiedziałam pokazując na ranę na brzuchu.
- To szyj- powiedział.
- Nie jestem lekarzem....
-Wiem, że umiesz. No dalej. Dam radę- powiedział. Miał rację chodziłam na kurs. Wzdychnęłam i wyjęłam zestaw do szycia ran. Kiedy zaczęłam od razu poczułam, że Jace cały się napiął. Dłońmi chwycił się wany.
 Kiedy skończyłam założyłam opatrunek i schowałam apteczkę.
- Na pewno wszystko, okej ? Nie kręci ci się w głowie ?- spytałam odgarniając kosmyki włosów z  jego twarzy. Przyciągnął mnie do siebie łapiąc na kieszeni dżinsów. Oparłam dłonie o jego nagą klatę.
- Moje całe ciało wariuję gdy jesteś w pobliżu- powiedział obejmując mnie z tali. Schyliłam się i pocałowałam go. Smakował miętą, słodyczą i krwią.  Odwzajemnił pocałunek i zaczęliśmy się całować. Dotyk jego dłoni na moim ciele wywołał przyjemnie dreszcze. W pewnej chwili odsunęłam się od niego.
- Tym razem musisz iść na policję.- powiedziałam stanowczo.
- Pójdę- obiecał. Nie wiedziałam co zrobić. Nie mogłam go wypuścić z domu. Ten Gabe mógł na niego czyhać. Od kluczyłam drzwi. Stał w nich tata. Nie był zły tylko spokojny.
- Przymierz tą.- powiedział podając prze zemnie Jace'owi koszulę. Jace spojrzał na mnie, a potem na mojego tatę.
- Dziękuje panu- powiedział.
- Musimy pogadać- powiedział, ale nie do mnie tylko do mojego chłopaka.
- Tato...- nie dokończyłam, bo tata uciszył mnie ręką.
- Dobrze. Już idę- powiedział Jace zapinając ostatni guzik. Przeszedł obok mnie i poszedł razem z tatą do kuchni. Czy teraz odbędzie się to "przesłuchanie", które robią ojcowie chłopakom swoich córek ??? W korytarzu pojawiła się Tessa.
- Co to miało być ? - spytała podbiegając do mnie- Nic mu nie jest ?
- Nie. Wszystko okej. Ale nie wiem czy będzie jak skończy rozmowę z tatą - powiedziałam wciąż wpatrując się w drzwi kuchni. Jeżeli usłyszę jakiś hałas wkroczę...
- Da sobie radę. Widziałam jak na ciebie patrzy. Jesteś jego całym światem. Tata w końcu to zrozumie- powiedziała Tessa z uśmiechem.- Chodź do salonu. Poczekamy tam- powiedziała ciągnąc mnie za rękę.
Usiadłam na kanapie i czekałam. Minuty ciągnęły się w nieskończoność. O czym rozmawiają ? O co pyta ? Czy Jace nie wkurzy go ? Czy nie powie prawdy ????
 Po pewnym czasie drzwi salonu się otworzyły i stanął w nich Jace razem z tatą.  Oby dwoje spokojni i... uśmiechnięci. Nie wiem czy się cieszyć czy też bać ?
- Jace zostanie na noc, a rano zabiorę go na komisariat- postanowił tata.
- Po co ?- spytałam przestraszona. Wstałam i podeszłam do Jace'a. Uśmiechnął się do mnie.
- Złoży zeznania.- odpowiedział tata. Czyli nie ma zamiaru go wsadzać do więzienia. Przytuliłam tatę
- Dziękuje-szepnęłam mu do ucha. Uśmiechnął się szerzej.
- Idźcie spać. Tylko jest problem. Jace możesz spać na kanapie lub...
- Może spać u mnie. Mam duży pokój. Poradzimy sobie- przerwałam tacie. Ugryzłam się w język. Nie wiedziałam jak tata zareaguje. Jednak on się uśmiechnął.
- Dobranoc- powiedział i pocałował najpierw mnie w czoło potem Tessie.
- Ja też idę- powiedziała Tessa i ruszyła za tatą. Zostałam sama w salonie z Jace'm. Przytuliłam się do niego. Objął mnie i zaczął gładzić moje włosy.
- O czym rozmawialiście ?- spytałam patrząc w jego oczy.
- Powiedziałem mu o gangu Gabe'a.-odpowiedział krótko.
- Nie wierze, że to tyle...
- Przepytywał mnie, ale chyba zdałem- powiedział z uśmiechem. Uśmiechnęłam się, bo miał rację. Tata go nie wyrzucił co znaczy, że przekonał się do niego.
- Chodźmy- powiedziałam i wzięłam go za rękę. Poszliśmy do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Jace spojrzał na mnie. Podeszłam do niego i pocałowałam. Oddał pocałunek. Zaczęliśmy się całować. Coraz to namiętniej. Wędrowałam dłońmi po jego ramionach. Doszłam do guzików koszuli i zaczęłam je rozpinać. Wciąż całował mnie. Jego dłonie wędrowały po moim ciele. Przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Rozpięłam ostatni guzik i zachęciłam aby ściągnął koszulę. Jednym szybkim ruchem pozbył się jej, a ja mojej bluzki i spodni. Zostałam w samej bieliźnie. Poczułam rumieniec na twarzy. Jace objął moją nagą talię i przyciągnął do siebie.
- Jesteś najpiękniejsza w świecie-szepnął mi do ucha.Zaczął całować powoli od ucha. Przechodząc przez polik do ust. Tam zatrzymał się na dłużej i pocałunek był o wiele gorętszy.Podniósł mnie nad ziemię i objęłam nogami jego biodra, ręce wplatając we włosy. Nie obchodziło mnie to, że tata jest dwa pokoje dalej. Tylko Jace się teraz liczył.Położył mnie delikatnie na łóżku i znalazł się nade mną kreśląc pocałunki na mojej szyi. Moje dłonie wędrowały po jego klacie, ramionach i plecach.  Zaczął całować niżej dochodząc do biustu. Ręce wsunął pode mnie.
- Na pewno ?- spytał patrząc w moje oczy. Oddychał ciężko i szybko jak ja.
- tak- odpowiedziałam. Już po sekundzie byłam bez stanika.Zaczął całować mnie,a ja wygięłam się w łuk. Sprawiał mi taką rozkosz. Gorąco, które od niego biło rozgrzało mnie. Chciałam aby tak  było cały czas !!!
                                                           ***************************
        Obudziłam się z twarzą na nagiej klacie Jace'a. Oddychał spokojnie. Przypomniała mi się noc. Te wszystkie chwilę i doznania. Zrobiliśmy to !
Usiadłam zakrywając się kołdrą.
- Wszystko w porządku ?- spytał Jace przeciągając się i siadając obok mnie. Objął mnie jednym ramieniem.
Pocałowałam go w odpowiedzi.
-Kocham cię- powiedziałam kładąc głowę  na jego ramieniu.
- Ja ciebie mocniej- odpowiedział. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Zaraz przyjdziemy !- krzyknęłam.- Nici z leniuchowania do południa- zwróciłam się do Jace'a. Uśmiechnął się.
- Obiecuję, że po powrocie z komisariatu zabiorę się gdzieś gdzie będziesz mogła leniuchować cały dzień- powiedział całując mnie w czoło.
- Trzymam cię za słowo- powiedziałam z uśmiechem...
      Kiedy tylko Jace wyszedł z tatą z góry zbiegła zaspana Tessa. Była cała w skowronkach.
- Coś ty taka szczęśliwa ?- spytałam
- Miałam ci powiedzieć już przedwczoraj- powiedziała.
- Słucham ?- powiedziałam unosząc brwi.
- Idę na randkę z Marcinem !- krzyknęła.
- To gratulacje. - powiedziałam ściskając ją- A kiedy się umówiliście ?-spytałam.
- Parę dni temu na sobotę. Przyjdzie o 18. Myślisz, że tata zrobi mu przesłuchanie ?- spytała.
- Nie. Zna Marcina.-powiedziałam- Muszę iść do sklepu. Potem pogadamy o szczegółach- obiecałam.
                      Wychodząc ze sklepu zaczepił mnie jakiś facet. Jak się okazało ten sam co kiedyś.
- Spadaj- powiedziałam . Złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę zaułka.
- Puszczaj!-krzyknęłam. Po chwili na głowie miałam na głowie worek i nic nie widziałam. Jednak słyszałam różne głosy.
- Trzeba było się nie mieszać- syknął jeden z nich, a potem coś uderzyło mnie w głowę. Zakręciło mi się i poczułam mdłości......



3 komentarze:

  1. O kurczaczki... Kochana... To teraz mnie zaskoczyłaś... I co teraz??? O.o Podoba mi się :D Serio... Nie potrafię nic więcej napisać... To jest niesamowite... :D Czekam na nn... Dawaj jak najszybciej :D

    Dużo weny i żelków życzę
    Żelcio

    Kocham <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję dać do środy, ale nie obiecuję, bo jestem w Tucznie i może być problem z internetem :D Spróbuję wieczorem napisać i dać jak najszybciej :D

      Dzięki.

      Usuń
  2. rozdział wspaniały :D nie mogę się doczekać następnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń