Wampirze Królestwo
Co ma o sobie powiedzieć ? Mam osiemnaście lat. No dobra kończę za parę dni. Jestem księżniczką na pięknej wyspie Born. Mamy wspaniałą faunę i florę. Są tutaj dwie rasy. Ludzie, którzy nam służa i my : Dzieci Nocy. Mamy dwa królestwa. Jedno to Królestwo Varnów a drugie Blackwellów. Niestety nie jest między nami za dobrze każdy chce mieć Born tylko dla siebie. Ludzie wiadomo boją się nas, ale pracują u nas. Nazwywają nas krwiopijcami. Ale to nie tak. Wampir piję krew, ale rzadko kiedy zabija pożywienie. Niektórzy z nas piją krew zwierzęcą, tak jak ja. Mój ojciec tego nie pochwala, ale ja nie potrafię wypić ludzkiej krwi. Co do przesądów to słońce nas nie zabija, czosnek to jedynie może zapewnić odór z ust, a woda święcona może być dobra jako prysznic. Chyba jedyne co może nas zabić to kołek w serce lub spalenie nas, a trudno jest unieruchomić wampira. No, ale i tacy głupcy się znajdą. Co by jeszcze dodać ? Mój ojciec (król królestwa Varnów) nigdy mnie nigdzie nie puszcza. Jestem Dzieckiem Nocy i chyba umiem o siebie dbać. Niestety on tak nie uważa. Nie pozwala mi opuszczać terenu zamku. Na szczęście mam mamę z którą mogę porozmawiać. Co do królestwa to jest ogromne. Mamy pola na których ludzie uprawiają zboża i inne. Mamy bójne lasy ( w których byłam raz z tatą), jeziora i pasmo gór dzielące nas od królestwa Blackwellów. Nie byłam nigdy po za murami zamku nie licząc tego razu z tatą. Zamek jest piękny i urządzony w starym średnowiecznym stylu. Otoczony jest murem. Mamy piękne ogrody w których uwielbiam przebywać. Nie jest łatwo być wampirzą księżniczką. Nie raz chciałabym być człowiekiem lub zykłym wampirem.Zwykłym, radosnym i wolnym. A nie mną siedzącą osiemnaście lat w murach zamku jak roszpunka. Mam nadzieję, że po moich osiemnastych urodzinach to się zmieni. Będę mogła poznać innych ludzi i wampiry. No i może zakochać się ! Podsumowując : Jestem wampirzą księżniczką jedyną następczynią tronu i czuję się jak więzień !
************************************
Obudziły mnie promienie słońca wpadające prze uchylone okno. Przetarłam oczy i usiadłam. Wampiry nie muszą spać, bo bardzo wolno się męczą, ale i tak to robimy. I nie nie w trumnach. Rozejrzałam się po pokoju. Znałam go na pamięć. Miałam piękne dębowe biurko z laptopem i obok półkę z mnóstwem książek. Duże łóżka z baldachimem w kolorze ciemny brąz z czerwoną pościelą z aksamitu. Przed łóżkiem stał telewizor, który rzadko używałam. Miałam też komodę i toaletkę z mnóstwem babskich akcesori. Prócz tego garderobę z mnóstwem ubrań i własną łazienkę z podwójną waną. Dwa duże okna. Jedno z wyjściem na balkon.Swój pokój znałam na wylot wiedziałam gdzie stanąć aby nie skrzypiały deski i, że w garderobie są sekretne drzwi.
Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się jak kotka. Zaczynało mi burczeć w brzuchu. Kiedy ostatnio piłam krew ? Wczoraj chyba zapomniałam. Oj nie dobrze nie chcę znowu być chora. Ostatnim razem gdy nie piłam krwi przez parę dni miałam mdłości i nie mogłam ustać na nogach. Normalnie wampir powinien pić krew co najmniej 3 razy w tygodniu, ale że ja piję zwierzęcą to muszę cześciej. I tak nie zmienię zdania.
Poszłam do garderoby w mojej piżamce. Zaczęłam przeglądać ubrania. Mój ojciec twierdzi, że jako księżniczka powinnam chodzić w długim staromodnych sukniach jak moja mama. Niestety nie jestem z takich. Wybrałam spódniczkę z dżinsu i bluzkę na ramiączkach.
Gdy wyszłam z łazienki już ubrana usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę !- krzyknęłam i odłóżyłam szczotkę do włosów. Moje krucze włosy związałam w koński ogon.
- Dzień dobry pani - odezwała sie Sofii. Pokojówka. Usiadłam na krześle i włączyłam laptopa.
- Jest pani głodna ?- zapytała.
- Sofii ile razy ci mówiłam, abyś mówiła do mnie Violet lub Vi- powiedziałam z uśmiechem.
- Nie mogę pani. Król zabrania. - powiedziałam podchodząc z tacą do biurka. Spojrzałam w jej brązowe oczy. Była piękna.Ubrana w czarną długą i prostą suknię, a na głowie miała czepek pokojówki. Figura modelki, długie włosy koloru jasnego brązu. Oliwkowa cera. Tylko blizna na jej prawym policzku nie pasuję. Nabyła ją gdy pracowała u jakiegoś wampira. Podobno lubił zabawy ze służą. Ona mu się opierała, a on zaatakował. Od dwóch lat pracuję w zamku. Lubię ją choć denerwuje mnie, że mówi do mnie "pani"
- No dobrze.- powiedziałam i wiedziałam z tacy butelkę krwi. Odkręciłam i zaczęłam pić. Poczułam jak spływa mi do gardła i wypełnia żyły.Przybyło mi energi. Kiedy skończyłam oblizałam kły i wargi językiem, aby zlizać resztę krwi. Sofi podała mi od razu gumę. Zaczęłam rzucić. Chciałam coś napisać na laptopie, ale on wtedy zaharczał i wyłączył się.
- Pani coś nie tak ?- zapytała Sofi.
- Chyba spaliłam dysk.- odpowiedziałam próbując włączyć laptopa. Na marne.
-Wezwę elektryka. Niech pani zaczeka- powiedziała i zniknęła z tacą za drzwiami. Odeszłam od lapotopa i podeszłam do okna. Wyjrzałam na piękny różany ogód. W lecie jest piękny. Kwiaty rozkwitły i całość wygląda bajecznie.
Niemal po paru minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę- powiedziałam i odwróciłam się od okna kiedy drzwi się otworzyły. Stanął w nich młody chłopak. Miał blond włosy i z daleka widziałam niebieskie oczy. Był umięśniony było to widać pod ciasną koszulką i dżinsach. Wysoki. Miał wydatne kości policzkowe. Ciacho...
- Wzywała pani ?- spytał.
- Tak. Mój laptop się popsuł- powiedziałam pokazując na laptopa.
- Czy mogę ....
- Tak. Nie krępuj się- powiedziałam. Ludzie byli znani z tego, że wśród wampirów zachowywali się nie śmiało i niepewnie. Chłopak podeszł do biurka i zaczął majstrować przy laptopie.
- Ile masz lat ? - spytałam.
- 19 pani- odpowiedział nie patrząc na mnie tylko w urządzenie.
- I znasz się na elektryce ?- spytałam ciekawa.
- Nie tylko na tym pani.- powiedział.
- Jak ci na imię ?- wypytywałam dalej.
- Fabiam pani
- Violet- powiedziałam z uśmiechem. Uśmiechnął się i wrócił do pracy.- Nie mów do mnie ''pani", bo czuję się staro- dodałam podchodząc bliżej biurka. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostaniej chwilie chyba zmienił zdanie.
- Nie zasługuję aby mówić pani po imieniu- powiedział w końcu grzebiąc coś w tyle laptopa. Nie no ! Dlaczego ludzie są tacy... dziwni w stosunku do wampirów. My też jesteśmy ludźmi. No powiedzmy...
- Na to się nie da zasłużyć. Nie ma po co. Po prostu mów do mnie Violet lub Vi. - powiedziałam opierając się o biurko i patrząc jak jego mięśnie pracują pod koszulką.
- Pani król chcę panią widzieć u siebie- powiedziała Sofi kłaniając się.
- Już idę Sofi- powiedziałam. Spojrzałam na Fabiana. Jego wzrok był skupiony na laptopie. Wyszłam więc z pokoju i skierowałam się na schody. Po drodze spotkałam mamę rozmawiającą z pokojówką.
- Witaj córeczko- powiedziała uśmiechając się promienie. Miała tak samo kruczo czarne włosy co moje, ale oczy w kolorze trawy. Moje zaś były niebiesko-fioletowe.
- Witaj matko. Coś się stało ?- zapytałam.
- Tata ci powie, ja mam dużo na głowie w związku z twoimi urodzinami- powiedziała i ruszyła do ogrodu.
Ojciec siedział za potężnym biurkiem. Na mój widok wstał i uśmiechnął się.
- Witaj ojcze- powiedziałam kłaniając się w pół.
- Witaj córko jak się czujesz ?- zapytał pokazując abym usiadła naprzeciw niego. Kiedy tylko to zrobiłam z powrotem opadł na fotel.
- Dobrze. Czy coś się stało ?- spytałam.
- Przyjeżdża do nas król Vladmir wraz z synem Kaspianem.-opowiedział tata.
- Ale po co ?
- Na twoje urodzimy i mamy jeszcze parę innych spraw. Mam nadzieję, że zajmiesz się jego synem- powiedział.
Kaspiana widziałam parę razy. Ostatnim razem na balu trzy lata temu. Ma brązowe włosy i zielone oczy. Przystojny jest, ale też zarozumiały.
- Dlaczego ja. Marcie może- powiedziałam przypominając sobie o mojej nieznośnej kuzynce.
- To ty masz się nim zająć. Postanowione- powiedział twardo król. Wiedziałam, że z tym tonem nie da się kłucić.
- Dobrze. Czy coś jeszcze ojcze ?- spytałam poddając się.
- Nie. Możesz iść- powiedział. Wstała ukłoniłam się i wyszłam. Bosko. Będę skazana na księcia Kaspiana nawet w moje urodziny. Za co ? Może uda mi się jakoś wkręcić Marcie...
Weszłam do pokoju, ale Fabiana już nie było. Laptop za to stał włączony na biurku. Uśmiechnęłam się sama do siebie.Szkoda, że nie mogłam z nim dłużej porozmawiać. Jest słodki....
Postanowiłam nie marnować dnia na siedzenie w pokoju. Wyszłam do ogrodu. Róże wyglądały pięknie. Czerwony kolor kontrastował z moją bladą cerą. Podczas spaceru nie miałam szczęścia, bo natrafiłam na wiecznie złą Marcie. Jej piskliwy głos nosił się jak echo. Znów na kogoś krzyczała. Miała blond włosy i ciemne oczy. Długie i smukłę nogi no i chwaliła się nimi. Niestety. Jej zmarły ojciec był bratem mego ojca, więc tata wziął ją pod opiekę po śmierci...
Pech chciał, że mnie wypatrzyła.
- Violet !- krzykneła machając swoją dłoń.
- Marcie...- powiedziałam niechętnie przywołując sztuczny uśmiech na twarz.
- Kochana mogłabyś zadbać o siebie- zaczęła swoją palaninę biorąc mnie pod ramie i prowadząc przez ogród. Nie raz miałam ochotę wbić jej kołek w serce. Potrafi tylko paplać bez sensu. To irytujące !
- Twoja skóra jest w opłakanym stanie. Paznokcie mogłabyś pomalować, a włosy lepiej by pasowały rozpuszczone. No i twarz.... Makijaż nie parzy- powiedziała wytapetowana blondyna. Nie lubiłam się malować , a jak już to lekko.
- A może ty założyłabyś coś dłuższego - powiedziałam wyrywając jej się. Nie zdąrzyła mi odpowiedzieć, bo wpadła na Fabiana.
- Przepraszam panią- powiedział odzyskując równowagę. No to się zacznie.
- Uważaj jak łazisz robalu !- krzyknęła zdenerwowana Marcie.
- Przepraszam nie chciałem pani- powiedział spokojnie Fabian. Patrzyłam raz na niego raz na Marcie. Jak ogień i woda. On spokojny ona na skraju nerwów.
- Lepiej się pilnuj, bo staniesz się moim obiadem- powiedziała pokazując kły. Miała zamiar podejść do Fabiana, ale wtedy ja wkroczyłam. Złapałam ją za nadgarstek i odciągnęłam.
- Uspokój się- powiedziałam trzymając ją mocno.
- Przez niego muszę iść jeszcze raz malować paznokcie- powiedziała przyglądając się Fabianowi z nienawiścią. Z resztą na każdego człowieka tak patrzyła. Dla niej człowiek to pokarm a nie istota.
- To ty na niego wpadłaś. Poza tym przeprosił- powiedziałam spokojnie. Fabian stał niepewny co zrobić.
- Idź. Nic się nie stało. - powiedziałam do niego z przepraszającym uśmiechem.
- Przepraszam jeszcze raz pani- powiedział i ukłonił się. Zerknął na mnie i odwócił się.
- Co ty tak bronisz kolacji ?- spytała Marcie opanowując się.
- Jesteś niemożliwa. Naprawdę nie potrafisz przez chwilę być spokojna ?- spytałam.
- A ty ładna-odcieła się i odeszła. Aleluja !!!
Wróciłam do pokoju i położyłam się. Leżałam czytając, aż usłyszałam kroki. Wyjżałam na korytarz. Mój ojciec stał przy regale na końcu korytarza. Pociągnął jedną książkę i wtedy regał odsunął się ukazując schody. Zaniemówiłam. Nie miałam o tym pojęcia.
Ojciec rozejrzał się i wszedł po schodach. Regał zasunął się z powrotem. Co to miało być ? Czy tata coś ukrywa ?Nigdy nie miał sekretów. Ale to ?! Chciałam podejść i zobaczyć co tam jest, ale bałam się, że tata mnie nakryję. Wróciłam więc do pokoju i wróciłam do czytania.
Po paru godzinach tata znów pojawił się na korytarzu. Gdy tylko znikł za drzwiami sypialni wyszłam na korytarz. Podeszłam do regału i zaczęłam przeglądać książki. Miałam właśnie wyjąć jedną w zielonej oprawie gdy moją rękę zatrzymał tata.
- Co tu robisz ?-spytał przypatrując mi się.
- Chciałam wziąść jakąś książkę do czytania- skłamałam bez wahania. Przyjrzał mi się.
- Przecież masz u siebie pełno swoich- powiedział unosząc brew.
- Ale chciałam sprawdzić te. Jednak nie ma nic ciekawego.- powiedziałam od razu.- Pójdę już. Dobranoc- powiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi za sobą. Co on tam ukrywa ???
Podeszłam do drzwi balkonowych. Kiedy tylko je otworzyłam moje włosy rozwiał lekki wiatr. Wyszłam na balkon. Oparłam się o balustradę i rozejrzałam. Na demną księżyc świecił jasno oświetlając ogrody. Mój wzrok wampirzycy się przydał. Nad stawem w jednym z ogródów zobaczyłam kogoś. Chłopaka. Siedział plecami do mnie i patrzył w wodę. Od razu poznałam blond włosy. Fabian. Co on robił o tej porze na dworze ? Nie wszystkie wampiry są "grzeczne". Są i takie, które lubią wysysać krew do samego końca i zostawiać konającego samego lub go przemienić...
Jednym szybkim ruchem przeskoczyłam balkon i wylądowałam na ziemi w klęczkach. Podeszłam do niego.
- Nie za późno za spacery- powiedziałam stojąc za jego plecami. Momentalnie stanął na nogi i ukłonił się. Przyjrzał mi się szybko. Wtedy zorientowałam się, ze jestem tylko w krótkiej sukience i szlafroku. Nie było mi zimno, bo to nie możlwie, ale to chyba jednak zbyt skąpy strój.
- Przepraszam pani, ja....
- Nie tłumacz się. Żartuję. Nic ci nie zrobię- przerwałam mu z uśmiechem. Odetchnął głęboko i również niepewnie się uśmiechnął. Usiadłam na trawie nie czekając aż zaproponuję coś.
- Siadaj nie gryzę- powiedziałam odsłaniając kły. Usiadł obok mnie.
- Mogę spytać : co pani tu robi ?- zapytał Fabian nieśmiało.
- Możesz. Ale przestań do mnie mówić "pani". A co ty tu robisz ?- spytałam
- Myślę, pa...- zamknęłam mu usta ręką, gdy chciał powiedzieć "pani".
- Prosiłam. Jestem Violet- powiedziałam podając mu rękę. Uścisnął ją.
- Fabian- powiedział. Uśmiechnęłam się.
- Więc Violet co taka piękna dziewczyna jak ty robi o tej godzinie na dworze ?- zapytał z uśmiehem Fabian. Uśmiechnęłam się szeroko. Gdybym mogła się rumienić zrobiłabym to.
- Więc Fabianie szukam posiłku jesteś chętny ?- zażartowałam odsłaniając kły.
- O Violet czy nie zawcześnie abym stał się twoim kochankiem krwi ?- zapytał żartem.
- Nie obchodzą mnie zasady Fabianie.Chcę tylko wgryźć się w twoją szyję - powiedziałam przysując się bliżej aby go nabrać.
- Więc śmiało. Uczyń mnie jednym z was. Moja szyja służy dla ciebie- powiedział odchylając głowę.
- Fabianie muszę wiedzieć .....-zamilkłam na chwilę- Czy jesteś chory ? Bo nie chcę się zarazić- powiedziałam zbliżając usta do jego szyi.
- O Violet, słodka Violet chory tylko na ciebie- powiedział dotykając mojego polika. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Nie wytrzymałam i roześmiałam się. On także.
- Niezły aktor z ciebie- powiedziałam.
- Dziękuję do usług w weekendy i święta- zażartował.
- Z tymi chorobami to poważnie ?- spytał po chwili. Znów się roześmiałam.
- A co jesteś śmiertlenie chory ?- spytałam patrząc mu w oczy. Uśmiechnął się. Położyłam się na trawie ręce zakładając za głowę.
- Muszę cię przeprosić- powiedział nagle. Spojrzłam na niego mróżąc oczy.
- Za co ?- spytałam.
- Źle cię oceniłem. Nie jesteś jak inne wampiry- odpowiedział. Wpatrywałam się w jego niebieskie oczy.
- To dobrze ?- spytałam z lekkim uśmiechem.
- Nie jesteś jak tamte. Nie zachowujesz się jak gwiazdunia- powiedział.
- Jestem sobą- powiedziałam z powrotem siadając.
- I to mi się w tobie podoba- powiedział a mnie zatkało. Czy on to powiedział ? Fabian opuścił wzrok zawstydzony.
- A ty skąd się wziąłeś ?- spytałąm przerywając niezręczną ciszę. Podniósł głowę i uśmiechnął się.
- Chyba wiesz skąd się biorą dzieci.... Mężczyzna i kobieta....
- Wiem.- przerwałam mu- Chodzi mi gdzie mieszkałeś ?
- W Królestwie króle Vladmira- odpowiedział obojętnie.- Chyba powinienem iść- dodał po chwili.
- Ja też- powiedziałam. Podniósł się i podał mi dłoń. Wstałam biorąc ją.
- To... do zobaczenia- powiedziałam całując go w policzek. Pobiegłam do swojego pokoju....
Wiem, że nie ma aż takiej akcji, ale dajcie mi się rozkręcić. Liczę na wasze opinie. Kolejny rozdział powinien pojawić się w przyszłym tygodniu. :D
Cóż, nie przepadam za wampirami i tymi klimatami... Ale przeczytam opowiadanie mimo to ;)
OdpowiedzUsuńTutaj... nie zauważyłam żadnych błędów :D Jestem z cb taaaaaaka dumna :D
Czekam na nn
Dużo weny i żelków życzę
Żelcio
Super! Bardzo mi się podoba :D Czekam na więcej. :D
OdpowiedzUsuńCzytam Twoje opowiadania i powiem, że masz w sobie to coś ;)
Niestety nie zdążyłam przeczytać wszystkich :/
Poprawię się!
Weny życzę <3
jest wspaniały !!! czekam z niecierpliwością na następny rozdział :D
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział???
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowego bloga :D
Magia Książek.
Mam nadzieję, że dzisiaj :D Dziękuje za komentarze bardzo mnie motywują :*
OdpowiedzUsuń