Cz.5. Zły chłopiec
Obudziłam się i od razu poczułam straszny ból głowy. Co się stało ??? Gdzie jestem ???
Oczy zaczęły przyzwyczajać się do ciemności i mogłam rozejrzeć się po pomieszczeniu. Całe ciemne. Poniszczone ściany. Podłoga z betonu, zimna i wilgotna. Zapach tu też nie za przyjemny. Śmierdzi stęchlizną i grzybami. W kącie stoi jedna szafka o obok niej stary poniszczony stół. Na wprost mnie były schody, ale było tak ciemno, że nie wiedziałam czy są wysokie czy niskie. Chciałam się podnieść, ale moje ręce zostały przywiązane do jakiejś zimnej rury za mną. Szarpnęłam się na marne. Tylko do moich nadgarstków dotarł nowy ból. Co się stało ??? Jak przez mgłę pamiętam tego typka. Co on...... O Boże on mnie porwał !!! Na sto procent to on ! Tylko po co ? Co ja takiego zrobiłam ??? Przerażenie zaczęło mnie ogarniać od stóp do głowy. Muszę się stąd wydostać. Muszę uciekać, bo.... inaczej on mnie zabiję ! Zaczęłam się szarpać, ale na marne. Co mam robić ??? Nie wolno panikować. Nie panikuj- powtarzałam jak mantrę do siebie.
- Dzień dobry skowroneczku- powiedział ktoś na schodach. Od razu rozpoznałam głos. Ten sam, który w zaułku chciał się "zabawić" ze mną. Przebiegły mnie ciarki, a włosy stanęły dęba.
- Ty gnoju!- krzyknęłam. Miałam ochotę rzucić się na niego i wydrapać oczy.
- Jestem Gabe, a nie jakiś gnojek- Odrzekł wchodząc do środka. Nie myliłam się co jeszcze bardziej mnie przeraziło. Gabe... Gabe... To on kazał zabić mnie Jace'owi !!! Kiedy sobie to uświadomiłam miałam ochotę się zrzygać. To ten sam facet !
- Jesteś psychopatą i gangsterem- powiedziałam z obrzydzeniem. Podszedł bliżej. Był przystojny, ale zamiast go podziwiać miało się ochotę na niego zrzygać. Tak jak wtedy kiedy pierwszy raz go ujrzałam. Przypomniało mi się jak mnie dotykał i cała zaczęłam drzeć. Przerażenie jeszcze bardziej mnie ogarnęło. O to mu chodzi ? Chce dokończyć to co zaczął ?
- Jak tam sobie chcesz. Ale to twój chłoptaś chciał cię zabić nie ja!- powiedział oschle uśmiechając się złowieszczo.
- Ty mu kazałeś. Myślałeś, że się nie dowiem. Albo, że dowiem się kiedy będę umierać. Niestety Jace jest dobry nie taki jak ty ! Policja cię dorwie !- powiedziałam nie hamując złości. Byłam przerażona, ale nie miałam zamiaru mu tego pokazywać. Nie daj mu się !
Zaśmiał się tak, że omal bębenki mi nie popękały.
- Policja mówisz ? Nie umieją nic dobrze zrobić- powiedział wciąż się szczerząc.
- To po co ci ja ?- musiałam spytać choć bałam się odpowiedzi.
- Zapłacisz za wtykanie nosa w nie swoje sprawy-odpowiedział z uśmiechem. Cała się napięłam. Zabiję mnie ? Czy wpierw wykorzysta ? Wolę umrzeć !!! Nigdy... Nie z nim !
- Sam kazałeś mu mnie zabić. Bałeś się mnie ? Jesteś tchórzem !- krzyknęłam plując mu w twarz. Zamachnął się i strzelił mnie w polik tak, że aż obróciłam twarz. Poczułam, że strasznie piecze mnie polik. Odwróciłam się i spojrzałam w jego zielone oczy.
- Ulżyło tchórzu ?- spytałam z chamskim uśmiechem. Choć bolała mnie głowa i twarz i byłam cała przerażona nie miałam zamiaru się poddać. Gabe wstał i stanął nade mną. Podniosłam głowę by na niego spojrzeć. Zakręciło mi się, ale nadal patrzyłam na jego twarz.
- Dlaczego ?-spytałam.
- Nie znasz swojego chłopaka....
- Znam. Powiedział mi wszystko. Że miał problemy i, że ty mu pomogłeś. Powiedział też czemu miał mnie zabić- przerwałam i wtrąciłam mu się. Nie miałam ochoty aby mącił mi w głowie. Kochałam Jace'a i ufałam mu.
Gabe uniósł brwi i przyjrzał mi się.
- Jesteś jego zabaweczką. Nie myśl, że znaczysz dla niego więcej niż te inne- powiedział.
- Nie waż się o nim źle mówić ! To ty go w to wplątałeś i ....i...
- I co ? Zabijesz mnie ? To ty jesteś tu przywiązana, a ja wolny- wciął mi się.
- Myślisz, że twój brat by tego chciał ? To ty go wplątałeś w kłopoty. To przez ciebie nie żyję !- krzyknęłam. Gabe cały się spiął i zdenerwował. Nie wytrzymał. Kopnął mnie raz w brzuch, potem kolejne dwa. Zobaczyłam gwiazdy przed oczami i zmusiłam się by nie zemdleć.
- Zamknij się- warknął i wyszedł. Nie wytrzymałam. Wszystko zaczynało coraz bardziej boleć. Ból robił się nie do zniesienia. Co jeżeli mnie nie znajdą ? Co jeżeli wpierw zabije mnie Gabe ? Co zrobi Jace ? Czy zdążą mnie odnaleźć żywą ?! Zawroty głowy nie ustawały, a do tego jeszcze ból w całej klatce piersiowej. Miałam dość udawania odważnej. Byłam przerażona tak jak wtedy kiedy omal nie umarłam. Bałam się to mało powiedziane. Nie chciałam umierać, a już na pewno nie w tej piwnicy. Kiedy wszystko zaczęło się układać... musiał wszystko zepsuć. Nie chciałam umierać. Chciałam jeszcze raz ujrzeć Tessie. Przytulić ją i zobaczyć jej uśmiech. Chciałam porozmawiać z tatą. Przeprosić i przytulić. No i chciałam jeszcze chociaż raz ujrzeć Jace'a. Jego piękną twarz. Usłyszeć jego anielski głos. Dotknąć go. Poczuć smak jego ust. Chciałam się z nimi zobaczyć. Chociaż raz.... przed śmiercią !!!
Obraz zaczął mi się zamazywać. Płakałam. Ciepłe i słone łzy leciały po moich policzkach jak strumienie. Miałam dość. Cała się trzęsłam. Z zimna i przerażenia. Zamknęłam oczy i czekałam aż nadejdzie ciemność....
***************************
Obudziły mnie kroki na schodach. Momentalnie cała się spięłam. Otworzyłam oczy, ale nie zobaczyłam Gabe'a. Zamiast tego był chłopak o blond włosach i niebieskich oczach wpatrujących się we mnie ze... smutkiem ? współczuciem ? Sama nie wiem. Ruszył do mnie. W rękach miał tacę i wiaderko. Po co mu to ? Chciałam uciekać, ale nic nie mogłam zrobić. Przywiązana do rury. Bolała mnie każda część ciała. Klatka piersiowa tak jakby ktoś wypalał mi ją od środka. Wolałam nie myśleć jak wyglądam. Wyszłam tylko w bluzce z krótkim i dżinsach. Teraz byłam cała przemarznięta.
Chłopak ukląkł przede mną i zamoczył ręcznik w wodzie. Przyłożył mi do delikatnie do twarzy i obmył ją. Cały czas nie spuszczałam z niego wzroku.
- Zostaw mnie- powiedziałam odrywając głowę na bok. Chłopak spojrzał na ręcznik i odłożył go. Zamiast tego wziął z tacy kanapkę.
- Jedz- powiedział cicho niemal błagalnie.
- Bo co ? Pobijesz mnie ?-spytałam krzyżując z nim spojrzenie.
- Nie. Ale proszę. Umrzesz jeżeli czegoś nie zjesz- powiedział przybliżając kanapkę do moich ust. Dlaczego on to robił ? Wątpię aby dupek chciał mnie karmić ??? Więc co on tu robi?
- On nie wie, że tu jesteś- stwierdziłam. Przeczesał wolną ręką blond włosy.
-Nie. Zjedz proszę- powiedział. Poddałam się. Byłam potwornie głodna, ale uświadomiłam to sobie dopiero mając jedzenie przed nosem. Wzięłam gryza i powoli przeżuwałam. Kiedy połknęłam kawałek poczułam większy ból w brzuchu.
- Jak masz na imię ?- spytałam biorąc kolejny kawałek. Chłopak uśmiechnął się miło. Nie przypominał w niczym Gabe'a. Szkoda mi go było. Mógł z tego wyjść. Mógł wrócić na dobrą drogę.
- Jev.- odpowiedział.
- Dlaczego jesteś w jego gangu ?- spytałam. Tym razem uśmiech znikł z twarzy.
- Miałem problemy z narkotykami- powiedział cicho.
- A wielkoduszny Gabriel ci pomógł ?- spytałam sarkastycznie. Roześmiał się cicho.
- Wyciągnął z bagna. Pomógł. Myślałem, że jest dobry....- zamilkł. Wiedziałam co chciał powiedzieć "ale się pomyliłem". Cisza przeciągała się w nieskończoność. Wpatrywał się w jakiś punkt na ścianie.
- Nie jest za późno- przerwałam w końcu ciszę.- Możesz wszystko zmienić. Jeżeli mi pomożesz obiecuję, że nic ci się nie stanie- powiedziałam. Jev spojrzał na mnie,ale nic nie powiedział. Zabrał rzeczy wstał i zaczął iść do schodów.
- Proszę !- krzyknęłam błagalnie. Nie powiedział nic ani nie obrócił się. Po prostu wyszedł. Znów zostałam sama. Nie raz lubiłam być sama, ale nie teraz. Chciałam znów znaleźć się w swoim pokoju. W swoim domu. Chciałam znów śmiać się z Tessą z taty. Chciałam znów z nimi oglądać filmy i jeść. Chciałam być z nimi ! Chciałam przytulić się do Jace'a. Pocałować go i powiedzieć jak bardzo kocham. Przypomniałam sobie ostatnią noc z nim. Tak bardzo chciałam znów być tam. Z nim. Całować go. Przytulać. Wpleść dłonie w jego miękkie włosy. Co jeżeli już nigdy ich nie zobaczę ? Nie usłyszę ich głosów ? Nie zobaczę ich uśmiechów ? Nie chcę takiego końca. Chcę żyć, a nie umrzeć !!!
Obudziły mnie kroki. Momentalnie cała się spięłam. Ból nie ustąpił ani nie zelżał. Otworzyłam oczy. Byłam cała obolała i zmarznięta. Moje ręce całe mi drętwiały a sznur pijał się w nadgarstki. Na schodach pojawił się Gabe. Ubrany w czarny podkoszulek i krótkie spodenki. Uśmiechał się złowieszczo. Przerażenie znów mnie opętało. Co on chciał zrobić ???
- Czego chcesz ?- spytałam z odrazą gdy zaczął iść w moją stronę. Nie wiedziałam co robić. Podszedł do mnie i ukląkł przede mną. Dotknął mojego polika, ale to nie wywołało przyjemnego dreszczu jak w przypadku Jace'a. Wręcz przeciwnie wywołało u mnie obrzydzenie.Odwróciłam głowę aby na niego nie patrzeć. Jednak on złapał moją twarz i obrócił do siebie. Przycisnął swoje usta do moich i zaczął całować. Jednak nie tak jak Jace. Jego pocałunki były brutalne i wywoływały u mnie odrazę. Próbowałam mu się wyrwać, ale na marne. Rozszerzył moje nogi siłą. Zaczęłam się szamotać, aby nie pozwolić mu. Nie udało mi się. Podarł moją bluzkę i zaczął obmacywać. Zaczęłam kopać jak oszalała. Jednak on przygwoździł mi nogi. Chciał zdjąć siłą spodnie, ale wtedy u góry rozległy się kroki. Oderwał się ode mnie. Wstał i uśmiechnął się do mnie złowieszczo. Zaczęłam drżeć z przerażenia.
- Zaraz wracam i dokończymy- zapowiedział i znikł na schodach. Nie powstrzymałam łez. Bałam się. Teraz chciałam umrzeć, a nie pozwolić mu na to. Czułam się brudna jak nigdy. Całe moje ciało zaczęło drzeć. Łzy kapały na biust. Nie chcę ! Nie chcę ! Słyszałam u góry jakieś głosy i szamotaninę. Jace ! Zaczęłam się wierzgać chcąc się uwolnić. Muszę mu pomóc.... Usłyszałam dwa strzały i cała zesztywniałam.
- Nie !!!!- krzyknęłam przerażona. Nie, nie, nie ! To nie mógł być Jace !!! Nie mógł !!
Usłyszałam kroki, a potem na schodach ktoś się pojawił. Zaczęłam się szamotać. Próbowałam uciec, ale nie potrafiłam. Postać zbiegła po schodach i podeszła. Oczy miałam zamglone od łez, bólu i wycieńczenia. Postać klękła obok mnie i zaczęła majstrować przy dłoniach.
- Nie ! Zostaw mnie !- zaczęłam krzyczeć. Poczułam, że moje ręce są wolne. Spojrzałam na postać jeszcze raz trzepocząc rzęsami. To nie Gabe !
- To ja ! Już dobrze- powiedział znajomy głos. Odetchnęłam z ulga. Jego silne ramiona objęły mnie i przyciągnęły do siebie.
-Jace- wyszeptałam wtulając się w niego. Poczułam znajome ciepło i bicie (teraz przyspieszone) jego serca. Chwyciłam się jego jak tonący dratwy i przylgnęłam jak najmocniej. Bojąc się, że za chwilę zniknie i znów zostanę sama w tej piwnicy.
- Już dobrze. Nic ci nie grozi. Jestem tu-powiedział głaszcząc mnie po głowie i przytulając do siebie. Płakałam mu w koszulkę. Poczułam,że zakłada mi swoją kurtkę na mnie i z powrotem przytula. Płakałam z powodu wstydu. Z szczęścia. I bólu, który zaczął mnie pożerać od środka. Czułam, że za chwilę odejdę....
- Kocham cię- wyszeptałam i zamknęłam oczy wtulona w jego. Ból był nie do opisania. Czułam jak od środka wypala mi wnętrzności.
- Nie ! Nie waż mi się żegnać!- powiedział Jace i poczułam, że się unoszę. Niósł mnie. Resztkami siły zostawałam przytomna.
- Powiedz im, że ich kocham i, że przepraszam was za wszystko- powiedziałam z trudem łapiąc oddech. Zamknęłam oczy i pozwoliłam aby anioły zabrały mnie ze sobą .....
********************************
Czułam, że się unoszę nie wiedziałam co się ze mną dzieję. Widziałam salę. Niebieskie ściany. Na środku stało łóżka i dużo sprzętu medycznego. Przy nim kręcili się lekarze. Co się działo ? Podeszłam bliżej do lekarza, ale on mnie nie zauważył
- Co się dzieję ?- spytałam. Nie odpowiedział. Jakaś pielęgniarka ruszyła w moją stronę i myślałam, że na mnie wpadnie, ale ona.... przeszła przeze mnie jak.... przez ducha ! Zaczęłam się bać. Skoro nie widzą mnie i nie słyszą, to znaczy, że.... jestem duchem!!! Umarłam ? Lekarze mówili coś do siebie i pracowali nad pacjentem. Powoli podeszłam do stołu bojąc się kogo zobaczę na nim. Odskoczyłam jak oparzona i wpadłam na ścianę. Ja tam leże ! Mnie tam operują !!! Ja tam jestem ! Ale jakim cudem jestem tam i tu ??? Jeszcze żyję. Więc dlaczego jestem duchem ? Nic nie rozumiem. Ostatnie co pamiętam to Jace i ten koszmarny ból.Teraz zniknął. Spojrzałam w dół. Byłam ubrana w tę szpitalną togę. Co tu do cholery jest grane ?!?! Poczułam jak jakaś niewidzialna dłoń pokazuję mi drogę. Poczułam, że muszę wyjść na korytarz. Zobaczyć co tam jest lub kto. Przeszłam przez drzwi bez problemu. To dziwne, ale i fajne. Mogłam bym to polubić.
Przed salą na ławce zobaczyłam Tessę wtuloną w Marcina. Płakała. Aż serce mi pękło na ten widok. Moja mała siostrzyczka płakała, bo ja mogłam umrzeć. Podeszłam chcąc ją objąć, ale moje dłonie przeszły przez nią.
- Nie chcę jej stracić- powiedziała łkając Tessa. Podniosła głowę i zapłakanymi oczami spojrzała na Marcina. Widziałam, że on z trudem powstrzymuję łzy. Robił to dla niej.
- Jest silna. Wyjdzie z tego. Nie zostawi nas- powiedział Marcin spokojnym głosem tuląc ją.
- Boję się- powiedziała Tessa wtulając się w niego z powrotem. Serce mi się łamię jak ją widzę w takim stanie.
-Ja też- powiedział ledwo słyszalnie Marcin i schował twarz w zagłębieniu szyi Tessy. Nie mogłam na nich patrzeć w takim stanie. To przeze mnie. Nie mogłam tu stać i patrzeć na ich cierpienie. Ruszyłam korytarzem. Kawałek dalej przy oknie zobaczyłam tatę. Łzy spływały po jego policzkach. Nie ! Nie chciałam tego ! Stał wpatrując się w okno. Ciekawe o czym myślał ? Nie chciałam aby ktokolwiek cierpiał !!! Obróciłam się. Przy automacie do kawy stał Jace. Nie. On będzie się obwiniał. Nie chcę tego. Podeszłam bliżej. W oczach miał łzy. Był blady, a koszulka była od krwi. Mojej ? Chciałam go jakoś pocieszyć. Ich wszystkich ! Ale nie umiałam. Sama się bałam, że umrę tam na stolę i ich nie zobaczę.
- Jace!- krzyknęła jakaś kobieta. Miała brązowe włosy podobne do moich i piwne oczy jak Jace'a. Mieli podobne rysy. Była trochę niższa od niego. Stanęła naprzeciw niego przyglądając mu się. Stali tak w milczeniu.
- Zróbcie coś. Przytul go- powiedziałam choć wiedziałam, że mnie nie słyszą. Nie wiedziałam kim jest dla Jace'a, ale chciałam tylko aby Jace poczuł się lepiej.
- Przepraszam- powiedział Jace cicho do kobiety. Spuścił głowę jakby się wstydził.
- Synku.... Już dobrze- powiedziała spokojnie kobieta trzymając Jace'a za ramiona. Jace podniósł twarz i przyjrzał się swojej.... matce. Tak. Jedno dobre. Przynajmniej będzie jakby coś miał bliską osobę.
- Nic nie jest dobrze. Zawaliłem wszystko. Miałaś przeze mnie kłopoty. Domi wylądował w szpitalu. Przeze mnie !- powiedział Jace.
- Nie. Synu nie jestem zła. Nawet nie wiesz jak tęskniłam- powiedziała dotykając jego polika.
- A teraz przeze mnie Agata umiera na sali. - powiedział załamany. Kobieta nie wiedziała co zrobić. Spojrzała w oczy syna i przytuliła go.
- Będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.- powiedziała do syna. Wtedy za rogu wyszedł mały chłopiec o czarnych włosach jak u Jace'a i niebieskich oczach. Miał może 7 lat.
- Dominik- powiedział Jace przyglądając się chłopcu. Chłopczyk zapłakany przyjrzał się Jace'owi. Rzucił się biegiem w jego stronę i wpadł mu w ramiona. Jace uniósł go i przytulił.
- Przepraszam- powiedział do chłopca.
- Nie jestem zły. Ale Jace,... wróć do nas- powiedział mały tuląc się do brata. Jace spojrzał na matkę. Uśmiechnęła się.
- Jonathanie wróć do nas- powiedziała.
- Nie zasługuję. Nie zostawię Agaty. Jest dla mnie najważniejsza. Kocham ją- powiedział Jace,a mi serce znów się połamało. Poczułam łzy na policzkach. Ja też go kochałam i nie chciałam go zostawiać. Nie chciałam odchodzić ! Chciałam zostać z moimi bliskimi. Poczułam jakiś ból w klatce piersiowej. Jakby ktoś trzasnął mnie prądem. Znowu. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Poczułam, że upadam. Spojrzałam na Jace. Trzymał na rękach brata i mówił coś do matki. Nie mogłam usłyszeć co. Zaczęłam biec przed siebie. Chciałam paść do sali i zobaczyć co się dzieję. Zobaczyłam tatę przy oknie. W jego stronę szła pielęgniarka. Nie ! Zobaczyłam Tessę zapłakaną. Rozmawiającą z Marcinem. Chłopak próbował ją pocieszyć. Wpadłam na salę. Lekarze cały czas ruszali się przy moim ciele. Podeszłam bliżej. Ból był nie do wytrzymania. Chciałam aby znikł !
- Odsunąć się- powiedział lekarz i do mojego ciała przyłożył elektrowstrząsy. Znów ten ból. Czułam, że już nie dam rady. Ciągnęło mnie. Ciągnęło,a ja nie umiałam się zatrzymać....
****************************
- Agata wróć do mnie- usłyszałam znajomy głos Jace'a przepełniony bólem. Chciałam otworzyć oczy, ale nie mogłam. Nie miałam siły. Leżałam bez ruchu. Mówiłam otwórz oczy, ale moje ciało mnie nie słuchało.
- Kocham cię. Wiem, że to moja wina. Nie potrzebnie mnie poznałaś. Przeze mnie tu jesteś. To moja wina ! Ale ja nigdy nie chciałem aby stała ci się krzywda. To ja powinienem znaleźć się na twoim miejscu!-powiedział i podciągnął nosem- Wiem, że mnie słyszysz. Proszę cię wróć do mnie. Nie sądziłem, że mi wybaczysz, ale ty to zrobiłaś. Dzięki tobie jestem lepszy. Chcę być lepszy dla ciebie !- Złapał mnie za rękę. Chciałam odwzajemnić uścisk, ale nie umiałam. Bardzo chciałam go zobaczyć. Powiedzieć, że nic mi nie jest. Że to nie jego wina. Ale nie mogłam. Całe moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Leżałam nie ruchomo. Nie czułam żadnego bólu. Nic. No może prócz tego, że serce waliło mi jak oszalałe i łamało się na myśl o tym, że moi bliscy są smutni.
- Jeżeli umrzesz ja także ! Agata proszę cię obudź się. Jeżeli nie dla mnie to dla twojej siostry i taty. Możesz mnie nienawidzić, ale obudź się !- powiedział mocniej ściskając moją dłoń. Spięłam się cała. Całą siłę skierowałam do dłoni i wyobraziłam sobie, że ściskam ją. Poczułam jakbym ścisnęła ją na chwilkę. Mam nadzieję, że Jace też to poczuł.
- Kochanie. Wiedziałem, że mnie słyszysz- powiedział i dotknął mojego policzka.Tak bardzo chciałam, go zobaczyć. - Proszę cię wróć do mnie. Kocham cię i bez ciebie nie dam rady !- powiedział Jace. Nawet nie wiedział jak bardzo chciałam się obudzić. Zobaczyć jego twarz. Jego czarne włosy Zobaczyć ich wszystkich !
Nie wiem ile tak leżałam. Co się ze mną działo. Słyszałam głos taty, Tessy, Marcina i Jace'a. Wszyscy chcieli jednego : abym się obudziła. Ja też tego chciałam ! Poczułam coś dziwnego. Czułam, że mam w niektórych miejscach na cielę rurki i inne medyczne przyrządy. Poczułam pod sobą twarde łóżka, a na sobie miękka kołdrę. Poruszyłam nie pewna ręką ściskając ja w pięść i rozluźniłam. Mogłam. Postanowiłam spróbować....
Zamrugałam kilka razy, aby przyzwyczaić oczy do światła. Zobaczyłam sufit i lampy szpitalne. Odwróciłam głowę na lewo. Niebieskie ściany, a obok łóżka stolik z różnymi lekami oraz wazon z bukietem róż. Odwróciłam się w drugą stronę. Na krześle spał tata. Z brodą opartą o rękę. Pod oczami miał cienie.
-Tato ?- spytałam niepewna swojego głosu. Drżał lekko, ale był mój. Tata momentalnie otworzył oczy i spojrzał na mnie. Rozpłakał się.
- Córeczko, nareszcie- powiedział głaszcząc moje włosy. Pamiętałam wszystko. Jak Gabe mnie porwał. Jak pobił. Jak próbował.... A potem pojawienie się Jace'a. Jace... Gdzie on jest ? Rozejrzałam się po sali. Nikogo prócz mnie i taty nie było.
- Gdzie wszyscy ?- spytałam.
- Tessa śpi w domu. Marcin przy niej jest, a Jace siedzi na korytarzu. Kochanie jak się czujesz ?- spytał. Ulżyło mi, że wszystko w porządku.
- Dobrze. A co się stało ?- spytałam. Nie wiedziałam skąd wiedzieli gdzie mnie szukać.
- Kolega Jace'a powiedział nam gdzie cię przetrzymują. Od razu pojechaliśmy tam. Twój chłopak nie pozwolił abyśmy poszli bez niego. Na miejscu...- zamilkł. Wziął głęboki wdech.- Znaleźliśmy tego chłopaka. Złapaliśmy jego bandę, ale on.... zginął. Chłopak chciał mnie zastrzelić jednak twój chłopak był szybszy. Zastrzelił go- powiedział tata.
-Ale czy to znaczy, że Jace będzie miał problemy ?- spytałam cicho bojąc się odpowiedzi.
- Nie. Wziąłem to na siebie. Nic mi nie zrobili- odpowiedział spokojnie głaszcząc moje włosy.
- Ale słyszałam dwa strzały- powiedziałam przypominając sobie huki dochodzące z góry. Myślałam, że to Jace dostał, a to jednak Gabe.
- Jeden z kolegów chłopaka zastrzelił tego, który powiedział nam o tym gdzie jesteś- powiedział tata. Nie miałam wątpliwości, który to. Jev... Tylko on wydawał mi się miły. Umarł za to, że chciał mi pomóc ! Szkoda mi go. Nie zasłużył na to....
Chciałam zobaczyć Jace'a. Tęskniłam za wszystkimi. Ale za nim najbardziej. Chce go zobaczyć ! On się obwinia, a ja tego nie znoszę. Muszę go zobaczyć. Musze ! Chcę z nim porozmawiać !
- Zawołam go- powiedział tata wstając. Posłałam mu przepraszający uśmiech. Powoli podniosłam się i usiadłam na łóżku. Patrzyłam na drzwi czekając na niego. W końcu się pojawił. Przyjrzał mi się i podszedł do łóżka.
- Przepraszam- powiedział kładąc głowę na moich nogach. Omal się nie rozpłakałam. Mój Jace. Mój ukochany. Cały i zdrowy. Dotknęłam jego czarnych i miękkich włosów.
- Za co ? Za, że mnie uratowałeś czy za to, że mnie kochasz ?-spytałam z uśmiechem. Podniósł głowę. Miał łzy w oczach.
- Za to, że omal przeze mnie nie zginęłaś. Za to,że przysporzyłem ci problemów.- powiedział patrząc w moje oczy.
- Jace, przestań. Nie jestem zła. Kocham cię- powiedziałam dotykając jego polika.
- Ja ciebie bardziej- powiedział i usiadł obok mnie. Objął mnie, a ja wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
- Wiesz, że słyszałam wszystko. Chciałam wrócić, ale nie miałam tyle siły- powiedziałam wtulona w niego. Głaskał moje włosy.
- Ale wróciłaś....- powiedział cicho.
- Do ciebie. Do was. Ile byłam nieprzytomna ?- spytałam.
- Sześć dni od operacji. Myślałem, że nigdy nie wrócisz- powiedział cicho Jace. Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego piwne oczy.
- Ominął nas sprawdzian- Uśmiechnął się.
- Moja idealna uczennica.Zdamy go jak wyzdrowiejesz-powiedział z uśmiechem. Nie wiedziałam czy powiedzieć mu o tym co się działo ze mną podczas operacji. Jakby zareagował ? Może lepiej byłoby powiedzieć. Nie chciałam mieć przed nim tajemnic.
- Jace co z twoją mamą i bratem ?- spytałam. Przyjrzał mi się uważnie.
- Skąd wiesz ?- zapytał spokojnie.
- Ja.... Podczas operacji stało się coś dziwnego- zamilkłam na chwilę.- Widziałam Tessę, tatę i ciebie, ale wy mnie nie. Słyszałam jak rozmawiałeś z nią i ze swoim bratem-dokończyłam. Jace milczał przez dłuższą chwilę.
- Powiesz mi dlaczego od nich uciekłeś ? Wiem, że miałeś kłopoty z hazardem,ale to nie wszystko, prawda ? Powiesz ?- przerwałam ciszę. Nie chciałam naciskać, ale chciałam też wiedzieć.
- Przez hazard narobiłem jej długów. A jednego wieczoru mój brat poszedł za mną do klubu. Była bójka. Został poważnie ranny. Był w śpiące dwa tygodnie. Siedziałem przy nim aż się obudził, a potem uciekłem. Nie chciałem aby takie coś się powtórzyło- odpowiedział Jace patrząc na ścianę.- To moja wina. Gdybym teraz jeszcze stracił ciebie to zabiłbym się- dodał ściskając mnie mocniej.
- Jace każdy popełnia błędy. Sztuką jest się do nich przyznać i próbować naprawić, a ty to robisz- powiedziałam szczerze. Nic nie odpowiedział tylko schował głowę w zagłębieniu mojej szyi. Przeszły mnie przyjemne ciarki. Jego oddech muskał moją skórę. Chciałam go pocałować. Znów poczuć jego wargi. Ktoś odchrząknął. Jace odsunął się. Spojrzałam na małego chłopca. Na brata Jace'a.
- Jak tu wszedłeś ?- spytał spokojnie Jace podchodząc do brata.
- Przez drzwi- odpowiedział z uśmiechem. Przyglądał mi się swoimi niebieskimi oczami. Poczułam rumieniec na twarzy.
- Ty jesteś Agata ? Jace cały czas o tobie mówił- powiedział Dominik podchodząc bliżej łóżka.
- Tak a co mówił ?- spytałam z uśmiechem.
- Dom powinieneś wracać do mamy. Pewnie cię szuka- wtrącił się Jace podchodząc do brata.
- Nie. Rozmawia z panem Waylandem- odpowiedział chłopczyk nadal wpatrując się we mnie.
- Boli cię ?-spytał mnie.
- Nie. Już nic mnie nie boli- odpowiedziałam.
- Ja kiedy leżałem miałem takie śmieszne mrowienie. Pielęgniarki mówiły, że gdyby nie Jace umarłbym. Mój starszy braciszek to bohater- powiedział beztrosko.- Oddał dla mnie swoją krew.- dodał. Uśmiechnęłam się do niego. Przeniosłam wzrok na swojego chłopaka.On wpatrywał się w swojego brata.
- Mały powinieneś iść. Kupię ci ciacho, zgoda ?- spróbował przekupić chłopczyka.
- Zgoda.- powiedział odwracając się do brata.- Agata jak wyjdziesz pójdziemy gdzieś w trójkę ?- zwrócił się jeszcze raz do mnie.
- Tak, pewnie- powiedziałam. Odszedł do brata. Coś mówił do niego, ale nie usłyszałam co. Usłyszałam tylko "wiem" od Jace'a. Odwrócił się w moją stronę w drzwiach i posłał mi uśmiech.
Zostałam sama w sali. Położyłam się na łóżku i wpatrywałam w sufit. Nagle poczułam piekący ból w klatce piersiowej. Rozchodził się po niej całej. Nie wiedziałam co robić. Zaczęłam się przewracać na łóżku. Czułam jakby moje płuca płonęły. Próbowałam nabrać powietrza, ale nie umiałam. Zaczęłam się dusić......
**********************************
Przepraszam, że tak długo. Mam nadzieje, że się spodobał. Następny spróbuję dodać do niedzieli. Liczę na wasze komentarze. :D
No i proszę :) Kiedy już jest dobrze, ty, jak zwykle ostatnio, psujesz wszystko... Dlaczego??? Nie mówię, ciekawie się zrobiło... Ale... Ty wiesz, że jak ona zginie, to ja cię zabiję, prawda??? Mam nadzieję, że wiesz... :)
OdpowiedzUsuńOk, to czekam na ciąg dalszy... :D
Dużo weny i żelków życzę
Żelcio
O to już trumnę muszę kupić :P Nie no wszystko się okaże w następnym rozdziale. Cieszę się bardzo i dziękuję :D
UsuńSuper rozdział ;) Trzyma w napięciu, pozdrawiam i zapraszam do mnie http://alex2708.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń