Cz. 3 Wampirze królestwo
Fabian stanął obok mnie nie wiedząc co zrobić. Głowę miał uniesioną do góry i był cały spięty. Wiem czego oczekiwał. Mój ojciec nie jest za szczęśliwy. Nie zrozumie tego, ale nie mogę pozwolić, aby Fabian za to dostał.- Co tu się dzieje ?!- zapytał groźnie, stając przede mną. Zerknął na Fabiana, a jego oczy stawały się coraz bardziej czarne, choć nie wiem czy to możliwe.
- Ojcze... ja...- nie wiedziałam co powiedzieć.
- To moja wina Wasza Wysokość. Violet nie chciała, a ja to zrobiłem królu.- powiedział Fabian. Król spojrzał na niego i chciał zawołać straże, ale go powstrzymałam.
- Nie rób tego ! Ja.... chciałam tego- wykrztusiłam w końcu. Spojrzał na mnie zaciskając pięści.
- Jesteś nieodpowiedzialna. A on...- pokazał na Fabiana- Zginie za dotykanie księżniczki- dokończył robiąc krok w stronę Fabiana. Wiedziałam co chce zrobić, ale nie miałam zamiaru mu pozwolić.
- Nie skrzywdzisz go !- powiedziałam stając przed Fabianem.
- Odejdź. My porozmawiamy potem...
- Nie! Nie pozwolę ci go zabić. Nie zrobił nic wbrew mojej woli-powiedziałam stając dumnie.
- Pani zasłużyłem- powiedział Fabian wychodząc zza mnie.
- Dość tej błazenady. Nie dotkniesz jej!- powiedział ojciec do Fabiana... Jego oczy powoli zaczęły zmieniać barwę.
- A ty wynoś się stąd !- ryknął.
- Nie !- krzyknęłam. Nie chciałam aby znikał. Nie teraz kiedy się w nim zakochałam.
- Żegnaj pani- powiedział kłaniając się. Odwrócił się na pięcie i odbiegł.
- Nienawidzę cię ! Jak mogłeś !?- krzyknęłam na ojca, czując łzy w oczach. O nie ! Wampiry nie płaczą. A już na pewno nie przy innych.
- Znasz zasady. Nie mogę pozwolić, abyś spotykała się z... człowiekiem- powiedział już opanowanie ojciec.
- Nie wierzę ! Ty nic nie rozumiesz !- krzyknęłam. Obok pojawiła się moja matka.
- Kochanie tata ma racje - powiedziała podchodząc do mnie. Zrobiłam krok do tyłu.
- Gówno prawda ! Nie ma racji !- krzyknęłam zła. Chciałam biec za Fabianem. Przeprosić go. Chciałam go zobaczyć !
- Przeproś ojca- powiedziała stanowczo matka.
- Ani mi się śni ! Mam dość. Przez osiemnaście lat więzicie mnie, a teraz nie pozwalacie być szczęśliwą ! Niszczycie mi życie !- krzyknęłam. Skrzyżowałam ręce na piersi, czekając na ich odpowiedź. Oboje byli zszokowani.
- Nie zobaczysz się już z nim nigdy więcej.- powiedział twardo ojciec.
- Nie mogłeś dać mi tego jednego wieczoru ? W moje urodziny ?- zapytałam. Złość zaczęłam znikać zastąpiona smutkiem.
- Nawet dziś nie mogę robić tego co chce !- dodałam. Matka spojrzała na mnie.
- Kochanie to wszystko dla ciebie. Goście, przyjęcie, prezenty. To dla ciebie- powiedziała mama podchodząc o krok. Cofnęłam się znów. Nie odpuszczę. Nie tym razem.
- A czy ktoś spytał mnie czego ja chce ? Nie ! Wy tylko siebie słuchacie i was trzeba słuchać. Nie pytaliście, a teraz kiedy byłam szczęśliwa zabraniacie mi tego!- krzyknęłam. Przez osiemnaście lat trzymałam w sobie cały gniew, który teraz się wydostał.
- Mam dość ! Jestem pełnoletnia i to JA decyduję o sobie ! Nie wy !- krzyknęłam. Rodzice byli zszokowani. Spojrzeli na siebie, a potem znów na mnie.
- Prawda boli czyż nie ?-zapytałam z drwiną.
- Nie odzywaj się w ten sposób ! Porozmawiamy o tym jutro. A teraz chodźmy z powrotem do środka.- powiedział ojciec. Wiedziałam, że ukrywa złość i rozczarowanie. Niestety nie będę wiecznie mu ulegać. Przegiął tym razem ! Nie pozwolę mieszać się w moje sprawy !
- Zostaję na zewnątrz- powiedziałam siadając na ławce.
- Kochanie przyjdź jak się przewietrzysz- powiedziała słodko mama. Poszli razem do środka. Wreszcie ! Siedziałam na ławce wpatrując się w niebo. Przesunęłam ręką i dotknęłam jakiegoś pudełka. Prezent od Fabiana ! Wzięłam pudełeczko w ręce i otworzyłam. W środku był piękny naszyjnik z sercem. Wzięłam zimny naszyjnik w dłonie. Był piękny. Serce miało w środku czerwony kamień. Nie rozpoznawałam go. Fabian.... Przypomniały mi się jego ciepłe i miękkie usta na moich. Jego serce walące jak oszalałe. Jego silne ramiona trzymające mnie. Westchnęłam. Gdyby nie ojciec nie skończyłoby się to tak szybko ! Zapięłam naszyjnik na szyi. Serce spoczęło pomiędzy moimi piersiami. Poczułam się bliższa jemu. Zamknęłam serce w dłoni...
- Zajęte?- zapytał Kaspian stając przede mną.
- Nie. Siadaj- powiedziałam puszczając serce. Spoczął na moim dekolcie.
- Też nie lubisz takich przyjęć- stwierdził.
- Nie.... Nie znam tu prawie nikogo. A ty jesteś jedyną osobą z którą mogę tu pogadać- powiedziałam bez zastanowienia. Oczywiście nie był jedyną osobą..... Niestety tą drugą tata wygnał. Kaspian przypatrywał się mi.
- Zawsze do usług- powiedział całując moją dłoń.
- Nie otworzyłaś prezentu ode mnie-dodał po chwili. Przyjrzałam mu się. Nie otwierałam żadnego prezentu. Wyciągnął z kieszeni jakieś małe pudełko obwiązane czerwoną wstążką.
- Myślałam, że prezenty są w środku i z tego co pamiętam to wasz był większy- powiedziałam przypominając sobie jak król Vladmir podawał lokajowi duże czerwone pudełko.
- Tamten był od mego ojca, a ten ode mnie- powiedział kładąc mi pudełko na dłoni.
- Dziękuje.- powiedziałam trzymając pudełko w dłoniach.
- Może i nie jestem taki interesujący jak tamci, ale możemy coś porobić. Obejrzeć film albo przejść się gdzieś- zaproponował Kaspian. Nie miałam na nic takiego ochoty.
- Nie, ale dziękuję. Pójdę do siebie- powiedziałam wstając.
- Dobrze, to w takim razie otwórz choć prezent- powiedział także wstając. Wzięłam pudełko i otworzyłam je bez słowa. Była tam piękna diamentowa bransoletka z dwoma kłami.
- Piękna, dziękuje- powiedziałam z uśmiechem. Wziął ją z moich rąk i zapiął na moim prawym nadgarstku. Kiedy jego dłoń musnęła moją poczułam lekkie drżenie. Co jest ?
- Pójdę już. Dobranoc- powiedziałam. Kapian ujął moją don i pocałował. Uśmiechnęłam się i odeszłam.
***************************************
Obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Leżałam wpatrując się w sufit. Przypominała mi się wczorajsza noc. Fabian, pocałunek. Pojawienie się ojca. Naszyjnik od niego. Na piersi spoczywał znajomy ciężar serca. Dotknęłam go dłonią. Na tej samej był bransoletka od Kaspiana. Także piękna, ale prezent od Fabiana był wyjątkowy. Tego kamienia nie znałam. Musiał być wyjątkowy. Tak bardzo chciałam zobaczyć się z Fabianem. Porozmawiać z nim, przeprosić. Miałam tylko nadzieję, że mi wybaczy. Ale jak miałam się z nim zobaczyć ? Ojciec wygnał go. Co mam zrobić aby go zobaczyć ???... W sumie to jestem dorosła, mogę robić co chce !
Ubrałam się pośpiesznie w dżinsy i niebieską bluzkę na ramiączkach. Naszyjnik spoczywał na mojej szyi, a ja czułam znajomy ciężar. Nie potrafiłam się z nim rozstać. Założyłam buty i po chwili namysłu wzięłam pelerynę. Założyłam ją i ruszyłam do drzwi. Nie dam mu się zatrzymać. Nie pozwolę aby mój ojciec trzymał mnie w zamku do końca mojego nieśmiertelnego życia ! Jestem wampirem i robię co chce i kiedy chce !!!
Przy drzwiach ukłonił mi się lokaj i przyjrzał uważnie. Wiedziałam, że zaraz pójdzie do mego ojca.
- Wybieram się na polowanie- rzekłam i wyszłam przez drzwi. Szłam powoli po drodze, aż stanęłam przy murze. Miałam dwie możliwości : przeskoczyć lub iść bramą. Gdy pójdę bramą mój ojciec na pewno się o tym dowie, a poza tym gdzie tu zabawa ? Uśmiechnęłam się chytrze pod nosem i odbiłam ponad ziemią. Leciałam lawirując pomiędzy drzewami. Zwolniłam gdy dolatywałam do wodospadu. Wspomnienia uderzyły do mnie. Jak tuliłam się do niego skacząc. Jego samodzielny skok. Objęcie mnie i pocałunek... Mam nadzieję, że mi wybaczy.
Kiedy zobaczyłam pierwszy budynek. Stary i poniszczony z zwalającym się dachem pofrunęłam w dół. Stanęłam przed nim. Nie traciłam czasu na oglądanie go. Założyłam kaptur od peleryny i ruszyłam drogą do miasta. Następny budynki były już ładniejsze. Stare kamienice, zadbane i staroświeckie. Stragany z owocami i warzywami. Sklepy z odzieżą, rzeczami do domu i innymi takimi. Po drodze przewijało się mnóstwo ludzi. Musiałam bardzo uważać aby nie wpaść na kogoś. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, prócz przelotnych spojrzeń. Podobało mi się to, mogłabym tu zostać. Nikt nie patrzył na mnie jak na księżniczkę, ze skrępowaniem i strachem. Byłam jak jedna z nich. Prawie. Większość miała na sobie peleryny, ale młodsi byli bardziej.... otwarci. Grupa dziewczyn w moim wieku stała przy cukierni i paplała chichocząc i zerkając na chłopaków po drugiej stronie ulicy. One wszystkie trzy blondynki, wysokie i piękne. Jedna miała krótką sukienkę w kolorze trawy, a pozostałe dwie spodenki i bluzeczki bez ramiączek. Chichotały rozmawiając o nich.
- Jake jest taki słodki i seksowny- usłyszałam dzięki mojemu nadludzkiemu słuchu. Druga powiedziała coś o jakimś Bartku, ale nie chciało mi się ich słuchać. Drogi rozchodziły się na boki. W jednej były same domy, a drugim większość to małe sklepy. Jakaś para całowała się namiętnie pod sklepem z elektroniką. Zazdrościłam jej tego. Dziewczyna ukradkiem spojrzała na mnie i puściła oko. Że co to miało znaczyć ???
Ruszyłam dalej drogą mijając obściskującą się parę. Chciałam skręcić w jedną z uliczek gdy poczułam ten zapach. Mięta, zioła i słodka krew. Obróciłam się chowając w cieniu uliczki. Wychodził ze sklepu z zakupami. Uśmiechnął się lekko do jednej z dziewczyn, a ja poczułam ukłucie zazdrości. Był w zwykłych dżinsach i czarnej koszulce uwydatniającej jego mięśnie. Jego niebieskie oczy były lekko szkliste....
- Hej Fabian. Może wpadłabym do ciebie ?- usłyszałam pytanie czarnowłosej dziewczyny, która mogłaby być modelką. Uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko, a ja czekałam na jego odpowiedź.
-Nie dzięki Mirando.- powiedział i obojętnie odszedł od niej z zakupami. Ulżyło mi. Dziewczyna patrzyła za nim, a ja wiedziałam co to spojrzenie oznaczało. Patrzyłam jak Fabian idzie ulicą. Nie czekałam za długo. Wyszłam z cienia i ruszyłam za nim zachowując odpowiednią odległość. Skręcił w jedną z uliczek, a ja za nim. Otworzył drzwi do jednego z domów i zniknął w jego wnętrzu. Dom był ładny i staroświecki. Z drewna. A dróżka prowadząca do niego z kamyczków. Zacisnęłam dłonie na naszyjniku, aby dodać sobie odwagi.
Stanęłam przed drzwiami zastanawiając się czy dobrze robię. Może on nie czuję tego co ja ? Może teraz mnie nienawidzi ? Może nie chce mnie znać ? Nie wiem czy dam radę usłyszeć od niego to, że mnie nienawidzi. Nie wiem czy nie pęknie mi moje umarłe serce.
Jednak wbrew swoim obawom zapukałam. Zupełnie jakby moje serce nie słuchało rozumu. Usłyszałam kroki i czekałam aż otworzy...
Jednak to nie Fabian mi otworzył tylko starsza kobieta. Wypuściłam powietrze z żalem. Kobieta miała siwe włosy i brązowe oczy. Miała spodnie i bluzkę zakrytą fartuchem.
- Słucham ?- zapytała przyglądając mi się. Wiedziałam,że próbuję dojrzeć moją twarz pod kapturem.
- Przepraszam. Szukam Fabiana- powiedziałam odzyskując mowę. Za jej plecami widziałam chol z dwoma drzwiami po bokach. A na środku schody.
- A mogę wiedzieć po co ?- dopytywała kobieta przyglądając mi się podejrzliwie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wtedy z jednych drzwi wyszła mała dziewczynka. Na oko miała dziesięć lat. Miała blond włoski i niebieskie oczka. Ubrana w sukienkę jak księżniczki. Różową i z falbanami. Podeszła do nas i stanęła obok kobiety.
- Mamo kto to ?-spytała.
- Też chcę się tego dowiedzieć- mruknęła kobieta wciąż mi się przyglądając.
- Przyszłam do Fabiana-powtórzyłam cicho.
- Jesteś jego dziewczyną ? Nic mi nie powiedział !- powiedziała oburzona dziewczynka. Uśmiechnęłam się z pod kaptura. Wtedy na schodach pojawił się on. W tych samych ciuchach co w sklepie. Jego blond włosy były lekko mokre, a niebieskie oczy takie same jak moje. Wpatrywał się we mnie, ale nie mogłam rozgryźć co czuję.
- Fabi nie powiedziałeś mi, że masz dziewczynę !- krzyknęła do Fabiana. Teraz i dziewczynka i kobieta patrzyły na niego czekając na odpowiedź.
- To nie moja dziewczyna Wiki. To koleżanka.- powiedział,a mi zrobiło się smutno.
- Czy mam ją wyprosić ?- spytała kobieta, a ja czułam, że tylko czeka na odpowiedź "tak". Fabian cały czas wpatrywał się we mnie. Bałam się , że mnie wyrzuci. Zszedł ze schodów i podszedł powoli do kobiety.
- Nic się nie dzieję. To tylko koleżanka- usłyszałam jego szept do kobiety. Mierzyli się wzrokami przez chwilę, a potem kobieta uległa. Bez słowa wzięła małą za rękę i wyprowadziła przez drugie drzwi.
- W czym mogę pomóc pani ?- powiedział sztywno Fabian kłaniając się w pół.
- Nie zachowuj się tak. Nie jestem żadna "pani" tylko Violet.-powiedziałam smutna, że jest wobec mnie taki oziębły. - Chciałam cię przeprosić król nie....- zamknął mi usta ręką, złapał za rękę i pociągnął na górę schodami. Przeszedł przez korytarz i wszedł do pokoju na końcu. Wpuścił mnie pierwszą, a potem zamknął drzwi na klucz.
-Ciotka o niczym nie wie.- powiedział krótko Fabian.
- Przepraszam za mojego ojca. Nie miał prawa. Nie powinien- powiedziałam. Fabian przechadzał się po pokoju. Był.... męski. Ciemne ściany, biurko z laptopem i książkami. A nad nim plakat jakiegoś motoru .Obok okna komoda. A na środku łóżko. Duże z czarną pościelą. Fabian milczał. Wrócił do drzwi i oparł się o nie plecami. Podeszłam do okna wyglądając na miasto.
- Wiem, że to moja wina. Przepraszam- powiedziałam opierając się o okno plecami. Fabian na te słowa stanął prosto z rękami po bokach.
- To ja cię pocałowałem. To moja wina. Nie przepraszaj za coś co ja zrobiłem- powiedział spokojnie.
- Przeze mnie wyrzucono cię z zamku.
- To nie jest problemem.- powiedział przybliżając się. Podeszłam do biurka patrząc na książki.
- Powiedz coś- odezwałam się po chwili ciszy.
- Ale co ?- zapytał. Stał teraz po drugiej stronie biurka lustrując mnie wzrokiem.
- Nienawidzisz mnie ? Uważasz mnie za potwora ?- zapytałam. Patrzyłam na niego. Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie. Podszedł bliżej, a ja oparłam się o biurko. Przyglądałam się jego niebieskim oczom. Stał tuż przede mną, ale nie dotknął mnie.
- Nie. Nigdy- powiedział. Podniósł dłoń jakby chciał dotknąć mojego policzka, ale opuścił ją.
- Ale nie dotkniesz mnie, bo cię brzydzę-powiedziałam ze smutkiem. Nasze spojrzenia splotły się ze sobą.
- Mam zakaz. Chciałbym. Niczego bardziej nie pragnę, ale.... nie mogę-powiedział.
- Zakazy są po to by je łamać- powiedziałam. Fabian uśmiechnął się do mnie i skierował wzrok na mój dekolt uśmiechając się szerzej. Nie zdążyłam nic powiedzieć. Fabian przycisnął się do mnie i objął w pasie. Pochylił się i nasze wagi się zderzyły w namiętnym pocałunku. Zarzuciłam mu ręce na szyję wplatając w jego blond włosy. Całował mnie coraz namiętniej. Czułam coraz większe pożądanie.Jego ręce doszły do zapinki przy pelerynie i rozpięły ją szybkim ruchem. Spadła z moich ramion na podłogę. Jego dłonie zaczęły przesuwać się po moich plecach. Zaczął pocałunkami schodzić niżej. Doszedł do szyi i zaczął kreślić na niej pocałunki, nie raz ssąc moją zimną skórę. Jęknęłam z rozkoszy. Pożądanie coraz bardziej rosło, a wraz z nim moje pragnienie. Poczułam słodki, słodki zapach jego krwi. Puls na jego szyi. Jego szybko bijące serce i oddech na mojej szyi. Całował mnie na szyi schodząc niżej. Jęknęłam ponownie. Schyliłam się i jak w amoku otworzyłam usta tuż przy jego szyi. Zobaczyłam żyłę pulsującą na jego szyi. Jego ręce zawędrowały pod moją koszulkę zataczając kręgi na płaskim brzuchu i pnąc się wyżej. Pocałunki doszły do dekoltu. Moje kły były tuż przy jego żyle na szyi. W ostatnim momencie opamiętałam się i odepchnęłam go. Użyłam najmniej siły i odsunął się gwałtownie o dwa kroki do tyłu. Patrzył na mnie niebieskimi oczami w, których widziałam zaskoczenie i smutek. Oddychał ciężko i szybko.
- Co jest ? Zrobiłem coś nie tak ?- zapytał. Nie umiałam odpowiedzieć. Moje pragnienie nie chciało ustać. Moje kły tak bardzo chciały wbić się w żyłę i wyssać trochę krwi. Choć odrobinę. Odrobinę jego słodkiej krwi. Nie !!! Odwróciłam się do niego plecami łapiąc mocno za biurko. Musiałam się opanować. Usłyszałam kroki, a po chwili jego silne ramiona objęły mnie w pasie opuszczając moją podwiniętą do góry koszulkę. Objął mnie i przytulił od tyłu. Cała się spięłam. Jeżeli czegoś nie zrobię, zaraz go ugryzę ! Przygryzłam kłami dolną wargę, aż przebiły ją i zaczęła kapać krew. Jedna kropla spadła na jego rękę obejmującą mnie. Szybko wytarłam ją, ale on to poczuł.
- Kiedy ostatnio piłaś krew ?- zapytał i siłą obrócił mnie twarzą do siebie. Cofnęłam się łapiąc za biurko tak mocno jak umiałam. Starałam się panować nad pragnieniem. Czułam zapach jego słodkiej krwi, puls na jego szyi.
- Odejdź- powiedziałam z trudem przez zaciśnięte usta. Podszedł bliżej i złapał za moją dłoń, która ściskała biurko. Zaczęłam się poddawać pragnieniu, ale nie chciałam pić ludzkiej krwi. Jego krwi.... Wziął moją dłoń i splótł ze swoją.
- Nie odejdę, musisz się napić.- powiedział podchodząc bliżej. Zatrzymałam go kładąc drugą dłoń na jego umięśnionym torsie.
-Nie....- powiedziałam z trudem.
- Napij się mojej.- powiedział.
- Nie ma mowy.- powiedziałam twardo, choć moje kły marzyły by zatopić się w jego żyle na szyi. Nie piłam ludzkiej krwi. Nigdy ! Ale wiedziałam, że po ukończeniu osiemnastych urodzin zacznę jej o wiele bardziej pragnąć i w końcu nie wytrzymam. Ale nie miałam zamiaru pić krwi chłopaka w, którym się zakochałam.
- Zrób to.- powiedział łapiąc moje oby dwie dłonie i splatając je ze swoimi.
- Nie. Mogę się nie opanować i....- nie potrafiłam dokończyć, bo nie miałam zamiaru tego robić.
-Nie boję się- powiedział przybliżając się jeszcze bliżej tak, że nasze ciała dzieliły milimetry.
- Ale... twoi rodzice zginęli od wampira. Nie chcę aby to samo stało się tobie...- powiedziałam z trudem. Znów wbiłam kły w dolną wargę.
-Umrzesz jeżeli się nie napijesz-powiedział.- Nie jesteś jak tamte wampiry. Ufam ci.-dodał stanowczo.
-Nie chcę aby coś ci się stało- powiedziałam. Wpatrywał się w moje czerwone oczy, ale nie z odrazą.
- Nic się nie stanie. Ufam ci- powtórzył.- Czy mam sam sobie podciąć żyły, abyś się napiła- powiedział puszczając moje dłonie. Sięgnął jedną za mnie i wziął coś z biurka. W ręku miał mały sztylecik. Przyłożył go sobie do szyi.
- Nie- powiedziałam gwałtownie łapiąc za jego dłoń.
- Jeżeli nie chcesz abym przeciął skórę, to wbij się w nią-powiedział.
- Fabian ja nigdy nie piłam ludzkiej krwi- przyznałam. Puścił dłoń ze sztyletem. Spojrzał na mnie dużymi niebieskimi oczami, po czym uśmiechnął się lekko.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz-powiedział z uśmiechem. Westchnęłam. Poddałam się. Wszystkie moje mięśnie, całe ciało wołało "krew".Objął mnie i przechylił głowę w jedną stronę naprężając szyję. Nie ruszyłam się. To zły pomysł. Bardzo zły. Fabian widząc moje zwątpienie objął mnie i przyciągnął bliżej. Byłam z nim prawie równa, więc łatwo mogłam..... ale nie chciałam !
- No dalej. Szyja mi cierpnie- powiedział z zachęcającym uśmiechem.
- Jeżeli będzie cię bolało, od razu mnie odepchnij, dobrze ?-zapytałam. Uśmiechnął się. Pochyliłam się i przyłożyłam usta do jego szyi. Spiął się cały. Wszystkie mięśnie miał napięte. Wciąż mnie obejmował, ale cały zesztywniał. Nie chciałam tego robić ! Musnęłam ustami jego szyję odnajdując żyłę. Rozchyliłam usta i... wbiłam kły w skórę. Wciągnął gwałtownie powietrze i jęknął cicho. Chciałam się oderwać, ale wtedy jego słodka krew dostała się do moich ust. Taka słodka. Zaczęłam łapczywie ssać.Stał nieruchomo, obejmując mnie. Chciałam przestać, ale nie umiałam. Ssałam dalej zachwycając się jego słodką krwią. Jęknął znów i oparł się o ścianę. Jego uścisk słabnął. Jeżeli nie przestanę zemdleje. Jęknął po raz trzeci i wtedy się opanowałam. Oderwałam kły od jego szyi. Jego twarz była blada, ale uśmiechał się do mnie. Oblizałam wargi zlizując resztki krwi. Uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Usiądź- powiedziałam pokazując na łóżko.
- Nic mi nie jest- powiedział uśmiechając się do mnie szczerze.
- Jesteś blady- powiedziałam dotykając jego policzka.
- To było.... seksy- powiedział z uśmiechem obejmując mnie i przyciągając do siebie. Uśmiechnęłam się.
- Masz słodką krew.- powiedziałam zarzucając mu ręce na szyję.
- Do usług.- dotknął mojego polika nachylając się i całując. Poczułam dreszcze w całym ciele. To było o wiele lepsze od picia krwi. Zaczął pocałunkami schodzić niżej. Całując moją szyję. Westchnęłam z rozkoszy.Przestał. Podniósł głowę i oparł czoło o moje.
- To na pewno nie sen ?-spytał z zamkniętymi oczami.
- Nie.- odpowiedziałam również zamykając oczy. Chciał mnie pocałować, ale wtedy ktoś zaczął walić w drzwi.
- Fabi mama chce abyś poszedł do sklepu-krzyknęła mała dziewczynka za drzwi.
- Zaraz zejdę !-odkrzyknął. Westchnął.
- Niestety nie mogę się lenić- powiedział do mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Pójdę z tobą- zaproponowałam sięgając po pelerynę. Zapięłam ją i zarzuciłam kaptur na głowę. Fabian przyglądał mi się cały czas.
- Jeżeli mnie rozpoznają będziemy mieli kłopoty- powiedziałam. Fabian podszedł do mnie i odchylił kaptur. Pocałował mnie czule w czoło po czym z powrotem nasunął kaptur na czubek głowy. Splótł palce swojej dłoni z moimi.
Powiedziałam, że zaczekam przed sklepem. Fabian wszedł sam. Czekałam przypatrując się ludziom. Nagle cała zesztywniałam. Poczułam ten zapach. Zapach moich rodziców i paru innych wampirów. Wiedziałam, że są niedaleko..... W lesie przed miastem. O nie !!! Nie wiedziałam co zrobić. Zabiją Fabiana jak dowiedzą się, że byłam u niego. Zrobiłam to co uważałam za słuszne. Nie chciałam jednak odchodzić bez pożegnania. Wzięłam kartkę z stoiska, płacąc kobiecie. Podała mi długopis, a ja szybko nabazgrałam "Przepraszam musiałam wracać. Zobaczymy się niedługo. Nie szukaj mnie. Twoja Violet". Poprosiłam kobietę, aby dała ją Fabianowi kiedy wyjdzie. Zgodziła się bez słowa. Ruszyłam szybkim truchtem do wyjścia z miasta. Nie miałam dużo czasu byli coraz bliżej. Zerwałam się sprintem. Kiedy dobiegłam do końca miasta, oni akurat wychodzili z lasu. Podbiegłam i stanęłam przed nimi.
- Nie idźcie tam !- krzyknęłam nie wiedząc co robić. Matka patrzyła na mnie z żalem,a ojciec ze złością.
- Złamałaś zakaz. On też. Zginie za to!-rzekł król. Stanęłam mu na drodze.
-Nie zabijaj go. Proszę- powiedziałam błagalnie. Ojciec przypatrywał mi się i nakazał zatrzymanie się straży.
- Wiesz, że złamał zakaz i musi za to zapłacić- powiedział spokojnie.
- On nic nie zrobił. Ja przyszłam do niego!-powiedziałam.- On nie chciał mnie widzieć, a ja.....- kłamałam, ale wiedziałam,że jeżeli powiem prawdę zapłaci to życiem- Napiłam się jego krwi i uciekłam gdy zemdlał.- dokończyłam.
- Pokaż mi to- zażądał ojciec. Wiedziałam co chce abym zrobiła. Mamy talent do przesyłania sobie wspomnień. Na szczęście on nie wiedział, że nauczyłam się je manipulować. Ojciec podał mi dłoń a ja przesłałam mu obraz: Fabian w pokoju, ja wchodząca przez okno. Jego wściekły wyraz twarzy. Ja zamykająca drzwi i rzucająca się na niego. Moje czerwone oczy. Jego jęki gdy wbiłam się w jego szyję. Jak próbował się uwolnić. Na marne. Jak zaczął słabnąć. Ja odrywająca się i zlizująca krew z warg. Jego ciało leżące na podłodze. Całe blade. Moja ucieczka przez okno.
Wiedziałam, że nie powinnam okłamywać ojca, ale tylko tak mogłam uratować życie Fabianowi. Źle się czułam z kłamstwem, ale nie mogłam inaczej.
Ojciec przyglądał mi się z wyraźną ulgą.
- Dobrze. Wracajmy. Muszę z tobą porozmawiać- powiedział ojciec.
- Kochanie, nie....
- Musi wiedzieć- przerwał jej ojciec.
- Co muszę wiedzieć ?- zapytałam.
- Powiem ci wszystko w zamku- powiedział ojciec. Zaczynałam się bać. Co powinnam wiedzieć ??? Wtedy usłyszałam bieg za sobą i czyjś urywany oddech. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Fabiana biegącego do mnie. Przerażenie zaczęło mnie opanowywać.
- Cholera-zaklęłam pod nosem. Fabian podbiegł do mnie i przytulił. Niestety szybko został odciągnięty przez wampiry. Jeden z nich szykował się do skręcenia mu karku.
- Nie!!! -krzyknęłam a on zamarł. Trzymał wraz z drugim strażnikiem wyrywającego się Fabiana.
- Nie pozwolę ci znowu odejść !-krzyknął Fabian.
- Co ty tu robisz młody człowieku ? Jak tak szybko otrząsnąłeś się po utracie tak dużej ilości krwi ? Powinieneś spać przed kolejną dobę- powiedział ojciec. Wiedziałam, że zaraz się domyśli.
- Co ? Violet co ty mu powiedziałaś ?!- krzyknął do mnie wyrywając się.
- Jak śmiesz się tak odzywać do księżniczki!- krzyknął zły ojciec i kazał powalić Fabiana na kolana. Podszedł do niego, a ja przerażona tylko patrzyłam.
- Przeproś.-zażądał król.
- Violet ?- spytał patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami. Zrozumiał co się stało.- Pańska córka, skłamała. Nie wyssała ze mnie krwi, nie wbrew mojej woli- powiedział Fabian patrząc teraz na króla.
- Jak śmiesz oskarżać moją córkę o kłamstwo !-ryknął król. Wiedziałam co teraz zrobi. Przerażona nie mogłam nic zrobić. Król, mój ojciec przeszukiwał jego pamięć. Fabian skrzywił się i zaczął się rzucać.
- Won z mojej głowy !-krzyknął. Król odwrócił się do mnie z czarnymi oczami.
- Całowałaś się z nim- oskarżył mnie. Otworzyłam usta aby zaprzeczyć, ale to nie miało sensu. Patrzyłam otępiała na mego ojca.
- Jak mogłaś !? Znasz prawo ! On za to zginie!-krzyknął odwracając się do strażników trzymających Fabiana. Wskazał na Fabiana, a ja wreszcie odzyskałam głos.
- Nie !!! Zabraniam ci go tknąć !-krzyknęłam i momentalnie podbiegłam do strażników i odepchnęłam ich od Fabiana. Przyglądał mi się z mieszaniną zaskoczenia, żalu i nadziei. Stanęłam obok niego obnażając kły.
- Nie pozwolę ci!-krzyknęłam. Patrzył to na mnie to na Fabiana. Wtedy jeden ze strażników złapał mnie ze ramiona i odciągnął od chłopaka. Nie wiedziałam co robić. Rzucałam się próbując uwolnić. Drugi strażnik złapał Fabian, który przyglądał mi się spokojnie. Strażnik przechylił siłą jego głowę i obnażył kły. Wbił się w szyję Fabiana, który krzyknął z bólu. Strażnik ssał jego krew, aż wychodziła z kącików jego ust.
-Nie!!!- krzyczałam wyrywając się.- Ojcze proszę ! Zrobię wszystko, ale niech on go zostawi!!!- krzyknęłam przerażona. Król nakazał przestanie strażnikowi, a ten niechętnie przestał. Fabian był cały blady, a kiedy strażnik puścił go upadł na ziemię na plecy.
- Proszę cię ojcze !- powtórzyłam przerażona patrząc na Fabiana. Leżał z zamkniętymi oczami, ale oddychał.
- Powinienem pozwolić go zabić.- powiedział król przyglądając się z odrazą leżącemu królowi. Przestałam się wyrywać.
- Zrobię wszystko, tylko oszczędź go- powiedziałam drżącym głosem. Strażnik puścił mnie, a ja nie czekając na nic więcej podbiegłam do Fabiana i uklękłam przy nim. Objęłam go i przycisnęłam do siebie. Poczułam łzy w oczach, ale powstrzymałam je. Zajęczał cicho w moich ramionach.
-Ciiii, wszystko będzie dobrze- szepnęłam tuląc go.
- Nigdy się z nim już nie zobaczysz- rozkazał król. Fabian otworzył na wpół oczy i kiwnął głową przecząco. Podniosłam wzrok na mego ojca, nie ukrywając złości.
- Nic mu nie zrobisz ? Obiecaj- powiedziałam. Fabian jęknął i próbował się odezwać, ale nie pozwoliłam na to. Wyssali mu za dużo krwi. Musi odpocząć.
- Obiecuję, ale teraz go zostaw i wracajmy do zamku. Tam pogadamy-powiedział stanowczo król. Kiwnęłam głową i delikatnie położyłam Fabiana na ziemi.
- Przepraszam- szepnęłam i wstałam.
**********************************
Siedziałam zdenerwowana na krześle w gabinecie ojca. On chodził od jednej ściany do drugiej. Matka siedziała na kanapie przyglądając się to mu to mnie.
- Nie tak cię wychowałem- powiedział w końcu chodząc w tą i w tamtą.
- A jak ? Myślałeś, że będę całe życie ulegała. Mam prawo sama decydować, o sobie !- powiedziałam zła.
- Ale nie możesz przyjaźnić się z ludzkim chłopakiem. Jesteś księżniczką córko- powiedziała spokojnie mama.
- O boże ! Zacznijcie mówić normalnie. Całowałam się z nim ? Tak. Czy był to przyjacielski pocałunek ? NIE- powiedziałam zła.
- Otrząśnij się ! Masz obowiązki- powiedział ojciec opierając się dłońmi o biurko.
- Niby jakie ?- spytałam prychając.
- Są problemy pomiędzy królestwami...
- Wiem o tym- przerwałam ojcu.
- Dochodzi do zabójstw. A żeby temu zapobiec musimy połączyć królestwa- dokończył spokojnie król. Pojęłam od razu o co mu chodzi....
- Nie masz chyba na myśli, że mam wyjść za mąż za Kaspiana !- powiedziałam zła. Zerwałam się z krzesła stając prosto i mierząc się wzrokiem z Kaspianem.
- To właśnie mam na myśli. Dogadujecie się, a tylko to za pewni pokój. Musisz za niego wyjść- postanowił ojciec.
- Lubię go, ale nie czuję do niego nic więcej ! Nie wyjdę za niego za mąż !!! Nie jego kocham !- krzyknęłam zła. Jak śmiał decydować o moim życiu. O tym z kim mam się żenić. Nie miałam zamiaru wychodzić za Kaspiana.
- Musisz, bo inaczej dojdzie do wojny- powiedział ojciec. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie umiałam odpowiedzieć. Po prostu.... wybiegłam stamtąd !!!
Mam nadzieję, że się podoba. Czekam na wasze opinie. Następny rozdział powinnam dodać do niedzieli :D
jej cudowne *.*
OdpowiedzUsuńczytam dalej :D
zapraszam do mnie
Serafin's diary