niedziela, 22 czerwca 2014

                           Opowiadanie 1:                                    Prawdziwe...

            Wychodzę z imprezy po 2 w nocy. Będzie nieźle jak wrócę. Obiecałam, że będę po 12 a tu druga nad ranem no,ale co ? Każdy musi się wyszaleć.  Mam prawie 18 lat a oni traktują mnie jak dziecko.  Nie żałuje, bo było zawodowo! Wera wyrwała jakiegoś gacha. Ciekawe na ile ? Nie no kocham ją, ale co się nauczę imienia jednego to pojawia się drugi. Ostatni był.... chyba Dominik. Ciekawe jaki teraz ? Ciekawe czy kiedyś będzie miała chłopaka dłużej niż tydzień ? Kiedyś może tak. Trzeba mieć nadzieje.          Do domu wchodzę na palcach. Nikogo nie ma. Wszyscy śpią. No i dobrze. Nie chcę się kłócić po nocy. Niestety bez kłótni się nie obejdzie, ale przynajmniej ode śpię. Ale będę miała kaca! Jak stąd do Chin ! Wchodzę po schodach na górę. Ktoś śpi na kanapie. Czyżby tata czekał na mnie ? Aż tak się martwił ?  A może oglądał coś i zasnął. Tylko, że telewizor jest wyłączony.Podchodzę do kanapy i biorę koc z pufy chcąc przykryć tatę, ale upuszczam go widząc twarz śpiącego. To nie tata !!! Na sofie śpi jakiś nastolatek. W moim wieku albo niedużo starszy. Ale co on tu robi ? Brzydki nie jest. Ma czarne włosy jak węgiel i ma mój ulubiony fryz u chłopaków. Normalnie mój ideał ze snów ! Ale co on tu do cholery robi ?!?! Coś mi dzwoni, ale w którym kościele? 
 Coś tata mi mówił przed imprezą, ale nie za bardzo słuchałam byłam myślami na imprezie. Trzeba było słuchać! Co dziwne mamy maj i jest ciepło, a on śpi w bluzce z długim. Ciekawe czemu ? Nie mogę przestać patrzeć na jego śliczną buzię. Jest jak anioł o czarnych włosach. Nie ma co. Nie mogę stać tak do rana i czekać aż się obudzą domownicy, bo i tak pierwsze co to będzie reprymenda i szlaban od rodziców. No to trzeba iść spać. Zarzucam na nieznajomego koc. Bezsensu, bo jest ciepło, ale no cóż niech już będzie. Jeszcze raz patrzę na jego słodką twarz, a potem idę do swojego pokoju.
                          ***********************
      Budzę się jakoś tak po 9. 9 ?!?!?!? No bomba czemu nikt mnie nie budził. Nie mogli wymyślić kary ? Może mi się upiecze. Może.  Zwlekam się z łóżka i ubieram w czyste ciuchy. Muszę wyglądać jak potwór po wczoraj. Idę do łazienki ubrana w zielony top i leginsy. Nie myliłam się. Makijaż cały mi się rozmazał, a włosy całe poplątane.  Zmywam wszystko z siebie i doprowadzam włosy do ładu związując w kitkę. Wychodzę z łazienki. Rodzice rozmawiają o czymś na dole. Nie wołają mnie, więc nie muszę schodzić. Moje wczorajsze przypuszczenia są trafne. Mam kaca, ale nie tak wielkiego. Da się wytrzymać bez jęczenia. Kiedy chcę się położyć na kanapę w ostatnim momencie przypominam sobie, że jest zajęta. Patrzę na chłopaka. Ma zamknięte oczy, więc chyba nadal śpi. Żal budzić takiego ciacha.
-Gapisz się na mnie- odzywa się chłopak otwierając oczy. Są piękne. Takie błękitne jak niebo w upalny dzień. Hipnotyzujące.
-Nie.-odpowiadam. Mam tylko nadzieje, że się nie rumienie tak jak to czuje.
-Jestem Daniel-mówi siadając na kanapie. 
-Agata- mówię uśmiechając się. Daniel przeciąga się jak kot i bluza trochę mu się suwa. Widzę ślady po cięciu się po wewnętrznej stronie ramienia. Są świeże. Zrobione wczoraj lub przedwczoraj. Czemu takie ciacho się tnie ? Mógłby mieć każdą. Może coś z rodziną. Szkoda. Nie lubię jak ktoś jest smutny i ucieka w cięcie się.  To głupota. Sama o tym wiem, bo zrobiłam to kiedyś. Myślisz, że pomoże, a potem te blizny przypominają ci o tym. Nie rozumiem. Jeżeli zostanie to postaram się pomóc. Nie pozwolę mu tego robić! Nie kiedy ja tu mieszkam ! Daniel ściąga szybko rękaw i wydaje się zdezorientowany i zawstydzony.Patrzy na swoje nogi. Chcę się odezwać, ale wtedy pojawia się tata.
-Widzę, że się już znacie. Daniel zostanie u nas. To syn mojego kolegi Roberta, pamiętasz go?- pyta tata. Kiwam głową. Pamiętam. Nie jest za miły. Strasznie chamski i wybuchowy. Ciekawe jaka dziewczyna z nim wytrzymuje.- Mają sprawy do załatwienia, więc Daniel będzie u nas- dodaje tata. Daniel tak jakby zaśmiał się sarkastycznie gdy tata powiedział to o sprawach jego rodziców.-Bądź miła- mówi i znika na schodach. Żadnej reprymendy? Żadnej kary? Podoba mi się to. Punktuje u mnie Daniel. Czarnowłosy chłopak patrzy w sufit, a ja na niego. Z trudem powstrzymuje się aby nie zapytać się go o to. Ale to nie będzie dobre. Ledwie co go poznałam. Nie wiem jakie ma życie, więc nie mogę go oceniać.
-Pójdę się ubrać- odzywa się wreszcie Daniel. Wstaje i znika za drzwiami łazienki.Schodzę na dół gdzie czeka śniadanie. Ciekawe czy oni wiedzą ??? Pewnie nie. Po chwili schodzi niebieskooki w dżinsach i koszulce z napisem " I dead". Normalnie coraz dziwniejszy mi się wydaję, ale przez to bardziej pociągający. Ojoj co się ze mną dzieje ?!?! Miałam sobie zrobić przerwę po Patryku. Dupek zdradził mnie, a potem mówił, że to tylko raz. Nie wybaczyłam mu, a on wtedy na to, że moja wina, bo nie robiliśmy tego jak nastolatkowie. Sukinsyn!!! Miałam dać sobie czas, a tu moje serce znowu szybciej bije. O nie! Nie ma !!!
                Zabrał Daniela na dwór i cały dzień się wygłupialiśmy. Jest zabawny, miły, szczery i jak rzadko który w tym wieku zachowuje się jak dżentelmen.  Tym bardziej mi go szkoda. Nie mówił dużo o rodzinie a jak już to o matce. Z tego co mówił to jest super. Za to o ojcu nic nie mówił. O co może chodzić ?
                                 ************************
                         Po paru tygodniach bardzo polubiłam Daniela. Dzisiaj idziemy razem nad jezioro. Jest w bluzie i długich spodniach. Siedzi na plaży gdy ja się kąpie. Czuje,że mnie obserwuje. Jesteśmy sami. To takie moje tajemnicze miejsce. Wybiegam z wody i klękam obok  niego na kocu.
- Choć pływać- namawiam go.
- Nie. Idź ja tu zostanę- Odpowiada patrząc na mnie z lekkim uśmiechem.
- Chodź proszęęęęę- mówię ze słodkim uśmiechem.
- Idź ja posiedzę tu- mówi patrząc na wodę. Jak nie tak to innaczej. Dopnę swego!  Wpadam do wody w miejscu gdzie jest dziura (o czym doskonale wiem) i insynuuje topienie się. Słysze jak skacze do wody, a potem momentalnie przypływa do mnie. Niechcący potykam się i schodzę na dno. Czyjeś silne ramiona wyciągają mnie i niosą na brzeg. Poudaje jeszcze trochę.  Kiedy słyszę jego przyspieszony oddech otwieram oczy śmiejąc się.
- I co taka zła woda?- pytam wciąż śmiejąc się. Siadam na piasku. Ojejciu jejciu jest bez koszuli. Ma mięśnie. Kolejny atut. Tylko, że na jednym ramieniu widzę ślady po cięciu się. Nie są świeże. Chyba odkąd przyjechał nie próbował tego. To dobrze !
- Myślałem, że się topisz- mówi poważnym tonem klęcząc przede mną. 
- Daj spokój to tylko żart- mówię. Nie uśmiecha się. Chyba naprawdę go nastraszyłam. Z włosów cieknie mu woda. Jego klatka piersiowa wciąż unosi się w szybszym tempie.- Dlaczego to zrobiłeś ?-pytam patrząc na jego ramię. Nie zdążyłam ugryźć się w język. Już za późno. Staje się cały spięty i szybko zakłada bluzę z powrotem.
- Nie twój interes- mówi wstając
- Właśnie, że mój. Mieszkasz ze mną. Lubię cię i chce wiedzieć- mówię łapiąc go za ramię. Jak już spytałam to się nie wycofam.
- Nie znasz mnie tak dobrze. To moja sprawa- mówi plecami do mnie.
- Ale chcę poznać. Daniel to nie jest dobre.- mówię- To nie pomaga lecz pogarsza sprawę- dodaje. Daniel odwraca się do mnie.
- Naczytałaś się się w internecie. Nie wiesz jak to jest naprawdę- mówi patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami. Nie widzę w nich złości.
- Wiem- mówię pokazując mu ramię gdzie są ledwo widoczne blizny. Delikatnie bierze moją dłoń i patrzy na nią. Milczy. 
- To nie pomaga. Daniel tak ci się zdaje, a potem ilekroć patrzysz na blizny przypomina ci się wszystko-mówię.
- Proszę przestań. Porozmawiaj ze mną. Pomogę ci- mówię zbliżając się do niego. Puszcza moją dłoń.
- Nie chce. Nie chce o tym gadać. Wracajmy- mówi odwracając się. Idę za nim. Resztę drogi przechodzimy w ciszy. 
- Dobranoc- mówi gdy wchodzimy do góry. Jest już po 22. Nieźle
- Dobranoc- mówię niechętnie i idę do swojego pokoju.
                Budzi mnie dźwięk zamykanych drzwi.Od małego mam wrażliwy sen. Pewnie Daniel szedł do toalety. Tylko po co ??? Znowu to zrobi??? Nie nie pozwolę.  Wstaję i  na palcach idę do salonu. Na podłodze leży jego komórka. Biorę ją i wkładam do kieszeni od spodenek. Otwieram drzwi od łazienki omal nie krzyczę. Zatykam usta ręką. Daniel siedzi pod umywalką, a z jego ramion cieknie krew. Klękam przy nim i staram się uspokoić. Patrzy na mnie niewidzącym wzrokiem, a po jego poliku cieknie łza.
- Nie chciałem abyś to widziała- mówi ciężko i zamyka oczy. Od razy wyjmuje apteczkę z szafki i oczyszczam jego ręce z krwi, która wciąż wypływa. On sobie podciął żyły !!! Nie pozwolę mu odejść. Bandażuje mu ramiona, a potem dzwonie po pogotowie. 
- Daniel coś ty próbował zrobić. -mówię odgarniając jego włosy z czoło. Ma zamknięte oczy, ale oddycha. Nagle on otwiera oczy i zdziera bandaże z ramion. Krew znów zaczyna lecieć na podłogę. 
- Zostaw mnie !- krzyczy gdy próbuje zabandażować od nowa jego rany.
- Przestań! Nie możesz !- krzyczę.
- daj spokój! Mój ojciec to psychopata a matka go popiera !!! Nic dla nikogo nie znaczę! Daj mi odejść !!!- mówi lekko odpychając mnie. Nie poddam się.
- Daniel to nie nieprawda. Dla mnie znaczysz dużo.- mówię klękając przy nim.
-Proszę cię daj sobie pomóc- mówię ze łzami w oczach.
- Daj spokój mówisz to, bo jest ci mnie żal a ja tego nie chcę!- mówi Daniel.
- Tak jest mi ciebie szkoda. Szkoda mi takiego chłopaka. Nie chcę cię stracić. Nie chcę. Myślałam, że chłopaki to dupki,ale ty taki nie jesteś. Jesteś moim czarnowłosym aniołem- mówię dotykając jego polika. Patrzy na mnie sowimi niebieskimi oczami nic nie mówiąc.- Proszę cię- mówię dotykając jego dłoni. Nie zabiera ich, więc zajmuje się zatamowaniem krwi. Czuję, że przygląda mi się, ale nic nie mówi.      
      Kiedy pojawiają się rodzice. Mówię im co się wydarzyło i proszę, aby odwołali karetkę. Daniel nie będzie chciał rozmawiać z psychologiem a w szpitalu zawsze tak robią. Rodzice niechętnie się zgadzają, ale mówią, że i tak będą musieli z nim porozmawiać. Daniel nic nie mówi tylko patrzy na swoje zabandażowane ręce. Rodzice rozmawiają z nim, ale on nie jest za rozmowny
- Powiedz mu aby się przespał. Jutro zajmiemy się jego ojcem, a teraz niech odpocznie- mówi mama gdy kończą rozmowę. Kiwam głową a oni idą na dół.
- Daniel musisz odpocząć.- mówię stając przed nim. 
- Dobrze- mówi idąc na kanapę. Siadam na pufie. Nie wiem co zrobić. Nie powtórzy tego gdy pójdę spać? Zostanę.
- Będziesz tak siedzieć cała noc ?-pyta siadając na kanapie. 
- Tak. Nie będę ryzykować, że znowu to zrobisz- mówię.
- Nie pozwolę abyś całą noc tak siedziała. Choć jest dość miejsca- mówi przesuwając się pod ścianę. Po chwili wahania wślizguję się pod jego kołdrę. Przysuwa się i obejmuje mnie jedną ręką. Moje plecy przytulają się do jego klaty.
- Nie sądziłem, że jestem dla kogoś aniołem- szepcze mi do ucha. Odwracam się do niego twarzą.
- Dla mnie zawsze będziesz- mówię patrząc mu w oczy.
- Chciałem ci to powiedzieć odkąd cię zobaczyłem. Kocham cię- mówi Daniel a moje serce wali tysiąc razy szybciej.
- Ja ciebie też- mówię. Jego wargi czule i namiętnie całują moje. Po paru minutach odsuwam się lekko od niego.
-Obiecaj mi, że już nigdy tego nie spróbujesz -mówię. Daniel uśmiecha się do mnie tym anielskim uśmiechem.
- Obiecuję- mówi całując mnie w czoło.
                    

2 komentarze: