Cz.6 Wampirze królestwo
- Żartujesz ?-odzywam się po dłuższej chwili patrząc mu w oczy. Nie musi nic mówić. Wiem, że nie żartuję.- Nie. Mówię poważnie. Ucieknijmy stąd.-powiedział. Wciąż mnie obejmował, a jego silne ramiona trzymały mnie blisko siebie. Jakby bał się, że zniknę... Co ja mam zrobić ? Sama myślałam o ucieczce. Ale co z królestwem? Co z się z nim stanie ? Wybuchnie wojna ? Nie chcę tego. Nie chce aby umierali niewinni.
- Nie mogę Fabian- mówię wzdychając. Wyplątuję się z jego uścisku i odsuwam się. Odchodzę do poręczy i opieram się o nią dłońmi wpatrując w noc. Księżyc świeci tak jasno. Niedługo pełnia. Fabian podszedł i stanął obok mnie.
- Dlaczego ? To co on ci zrobił jest niewybaczalne. Powinien zginąć.Nie możesz za niego wyjść- powiedział. Czułam, że się we mnie wpatruję.
- Muszę. Jestem córką króla Artura, jedyną córką. Muszę za niego wyjść dla dobra królestwa-powiedziałam wpatrując się w księżyc.
- A co z twoim dobrem ? Czy będziesz z nim szczęśliwa?-spytał.
-Jesteś wampirem od paru dni. Nie wiesz nic o nas. Ten świat jest inny. Grozi nam wojna, a wojna wampirów jest straszna. Zginą nie tylko wampiry, ale i niewinni ludzie. Nie mogę na to pozwolić- powiedziałam. Wpatrywałam się w księżyc. Nie mogłam na niego spojrzeć.Nie umiałam. Położył dłoń na mojej. Przeszły mnie przyjemne dreszcze.
- Co z twoim szczęściem?-spytał. Westchnęłam.
- Nie liczy się.- stwierdziłam. Fabian przysunął się jeszcze bliżej.- Takie jest moje przeznaczenie-dodałam cicho. Dotknął lekko mojego podbródka i odwrócił tak abym na niego spojrzała. Jego niebieskie oczy nie wyrażały gniewu. Wpatrywałam się w niego.
- Twoim przeznaczeniem nie jest bycie z Kaspianem. On jest nieobliczalny. - powiedział Fabian- Nie zaprzeczaj, bo wiesz, że mam rację- dodał gdy chciałam się odezwać.
-Fabian ja.... lepiej będzie jak pójdziesz- powiedziałam robiąc krok do tyłu i odwracając się plecami do niego. Nie mogłam na niego patrzeć, bo pękało mi serce. Chciałabym z nim być,ale nie mogę! Moja dłoń sama powędrowała do naszyjnika od niego. Jęknęłam cicho gdy podszedł do mnie od tyłu i objął. Jego ciepłe dłonie splotły się z moimi na naszyjniku. Oparłam się o jego umięśniony tors plecami.
- Nigdzie się nie wybieram. Nie zostawię cię znowu-szepnął mi do ucha. Odwróciłam się w jego ramionach.
- To co mamy zrobić ?-spytałam cicho. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Dotknął dłonią naszyjnika.
- Ucieknijmy- powtórzył trzymając naszyjnik i wpatrując się w niego.Puścił go i teraz wpatrywał się w moje oczy. I co ja miałam zrobić? Nie chciałam być tutaj z Kaspianem. Chciałam być z Fabianem nie ważne gdzie ! Reszta była bez znaczenia.....
- Zgoda- powiedziałam. Przyciągnął mnie bliżej do siebie i pochylił się jednak nie pocałował. Chyba się bał. To Fabian nie Kaspian ! Nie skrzywdzi mnie! To Fabian !- powtarzałam. Podniosłam głowę i nasze wargi się zetknęły w namiętnym pocałunku. Wpierw pojawił mi się obraz Kaspiana całującego mnie nachalnie,ale szybko się go pozbyłam. To mój Fabian ! Zarzuciłam mu ręce na szyję. Całował mnie tak czule i słodko. Może i był wampirem,ale jego wargi nadal były dla mnie ciepłe i miękkie. Przestał się mnie całować i oparł swoje czoło o moje. Zamknął oczy, a ja wpatrywałam sie w niego.
- Co jest ?-spytałam. Otworzył oczy i uśmiechnął się.
- Wpadłem po uszy.-powiedział. Dotknęłam dłonią jego polika.
- Jak to ?-spytałam. Obrócił głowę tak, że pocałował wnętrze mojej dłoni.
- Kocham cię- powiedział. Nie wiedziałam co zrobić. Nie myślałam, że powie te dwa słowa. Zatkało mnie...
- Ja ciebie też- odpowiedziałam pewnie. Objął mnie mocniej a ja wtuliłam się w niego. Zaczęłam zapominać o tym co zrobił Kaspian. Ból, który mi zadał także zaczął znikać przy Fabianie. Choć nadal czułam się zhańbiona.
- Jak możesz mnie kochać ?-spytałam nagle bez zastanowienia. Spojrzał w moje oczy z zaskoczeniem.- Przecież.... Kaspian... on....- zamknął mi usta palcem.
- To nie twoja wina. On za to zapłaci. Już ja tego dopilnuję. A poza tym kocham cię. Nie dlatego, że byłaś dziewicą. Kocham cię i nie ważne czy jesteś dziewicą czy nie- powiedział. Uśmiechnęłam się lekko uświadamiając coś sobie. Fabian także się uśmiechnął.
- Co?-spytał.
- Nic, nic. Nie wierzyłam, że spotkam księcia z bajki, a ty nim jesteś-powiedziałam z uśmiechem. Pochylił się i pocałował mnie. Krótko choć i tak przeszły mnie dreszcze.
- Ruszamy ?-spytał po dłuższej chwili.
- Tak- odpowiedziałam
******************************************
Weszliśmy przez okno w pokoju Fabiana. Było coś po północy, więc nie chciał budzić ciotki. Stanęłam przy biurku patrząc na stosy kartek.
- Nad czym myślisz ?-spytał szeptem stając za mną i obejmując. Zamknęłam oczy i westchnęłam.
- Co powiesz ciotce kiedy mnie zobaczy ?-spytałam opierając się o niego plecami.
- Prawdę.-odpowiedział krótko. Obróciłam się w jego ramionach i spojrzałam mu w oczy.
- Ona wie o tobie ?-spytałam. Kiwnął głową.
- To ona mnie znalazła po przemianie. Nie zabiła mnie. Choć widzę, że ciężko jej się z tym pogodzić-powiedział obejmując mnie mocniej.
- To wszystko moja wina-powiedziałam tuląc się do niego.- Jak możesz mnie nie nienawidzić?-spytałam wtulona w niego.
- Przestań. -powiedział twardo. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego niebieskie oczy.- To nie twoja wina. A teraz przynajmniej mogę zabić tego dupka, za to co ci zrobił.-dodał po chwili. Wtuliłam się w niego. W mojej głowie znów pojawiły się te obrazy. Zesztywniałam z strachu w ramionach Fabiana. Chciałam go odepchnąć. Nie ! To nie jest Kaspian !!! powtarzałam.Fabian zaczął masować moje plecy co mnie rozluźniło.
- Nosisz go- powiedział. Wiedziałam o co chodzi. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
- Nigdy go nie ściągnę-powiedziałam. Oparł czoło o moje i zamknął oczy. Pomiędzy mną, a nim spoczywał ciężar naszyjnika.
- Należał do mojej matki. Powiedziała abym dał go tej jedynej...-powiedział cicho nie otwierając oczu.
-Och..-tylko tyle zdołałam powiedzieć. To cudowne.... Moja dłoń powędrowała do serca. Zacisnęłam ją na nim. Dłoń Fabiana spoczęła na mojej.
- I dałem.-skończył. Pochylił się i pocałował mnie. Delikatnie i czule. Jego ciepłe wargi wprawiły moje ciało w dreszcze. Odwzajemniłam pocałunek. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on objął mnie i przyciągnął bliżej. Zaczął całować coraz namiętniej, a ja otworzyłam usta aby wpuścić go do środka. Jego język pieścił mój, a potem przejechał po moich kłach. Przeszły mnie przyjemne ciarki,ale i niepewność. Przypomniał mi się książę. Jednak szybko odgoniłam te wspomnienia. Włożyłam język w jego usta i przejechałam po kłach. Przestaliśmy się na chwilę całować. Oboje oddychaliśmy szybciej. Pochylił się i zaczął całować moją szyję. Jęknęłam z rozkoszy, jaką mi sprawiał. Moje dłonie same wędrowały po jego plecach, aż wplotłam je w jego miękkie włosy. Zmieniłam zdanie i spuściłam je na jego klatę. Zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Całował moją szyję powoli i namiętnie, schodząc niżej. Rozpięłam ostatni guzik i położyłam dłonie na jego nagim torsie. Nagle przestał i podniósł głowę wpatrując się we mnie.
- Nie musimy -powiedział. Dotknął mojego polika. Kiwnęłam głową. Miał rację. Bałam się, że będzie mnie to bolało tak jak przy Kaspianie. Wolałam poczekać. Kocham go, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu....
Leżałam na łóżku wtulona w tors Fabiana. Przez prawie całą noc leżeliśmy i tulił mnie. Nie rozmawialiśmy prawie w ogóle. Nie było tam to potrzebne. Cieszyliśmy się swoją bliskością. A poza tym ja myślałam o moich rodzicach. Czy już wiedzą, że uciekłam?Czy przyjdą do Fabiana?Chyba nie. Nie wiedzą gdzie mieszka. Ale co będzie z królestwem ? Z nimi ? Z rodziną Fabiana ? Co z klątwą ? Czy mój tata umrze ??? Nie chcę tego. Ale też nie chcę wychodzić, za Kaspiana. Chcę być z Fabianem !!!
Usłyszałam kroki na dole. Było coś po 7 rano.
- Moja ciotka wstała. Pójdę z nią porozmawiać. Zaczekaj tutaj, dobrze ?-odezwał się Fabian wstając powoli z łóżka.Usiadłam na jego łóżku przeciągając się jak kotka.
- Fabian czy ty... piłeś już krew?-spytałam. Wypadło mi to z głowy. A jeżeli się nie posili to może umrzeć. Mina mu zrzedła i spuścił wzrok.
- Fabian ?-spytałam wstając i podchodząc do niego.
- Piłem. Ugryzłem moją ciotkę, ale jej nie zmieniłem-wyrzucił to z siebie jednym tchem. Podniósł wzrok i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Dotknęłam jego policzka z troską.
- Rzadko, który wampir potrafi się powstrzymać na pierwszym posiłku. A ci się to udało- powiedziałam. Uśmiechnął się lekko.
- Porozmawiam z nią i zawołam cię, dobrze ?-spytał. Kiwnęłam głową.
Drzwi pokoju zamknęły się i zostałam sama. Co zrobi jego ciotka ? Jak zareaguje ? ....
Po paru minutach miałam dość. Po cichu zeszłam na dół. Usłyszałam jego rozmowę z salonu.
- Przez nią stałeś się wampirem !- krzyknęłam kobieta.
- Nie. To nie jej wina. Parę razy ją zawiodłem nie zrobię tego znowu. Kocham ją i będę z nią do końca- powiedział spokojnie Fabian.Nagle z kuchni wyszła Wiktoria z buzią w marmoladzie. Na mój widok zatrzymała się się przyjrzała uważnie. Na jej brudnej słodkiej buźce pokazał się uśmiech.
- Jesteś dziewczyną Fabiana. Pamiętam cię- powiedziałam podchodząc do mnie.- Ładniej ci w tych ciuchach-stwierdziła. Uśmiechnęłam się do niej. Ta mała była rozbrajająca.
- Jesteś księżniczką ? Jesteś taka piękna. Nic dziwnego, że Fabian się w tobie zakochał.- Zawstydziłam się- Pobawisz się ze mną ?-spytała robiąc słodkie oczy. Jak miałam jej odmówić ? Jest taka rozkoszna.
- Dobrze, ale chyba wpierw musisz umyć buzikę- powiedziałam klękając przed nią z uśmiechem. Złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Weszliśmy do łazienki. Podsunęła sobie pod zlew krzesełko i weszła na nie. Umyła szybko buźkę i rączki. Podałam jej ręcznik.
Prowadziła mnie do pokoju w, którym był Fabian i kobieta. Otworzyła drzwi nie zważając na głosy rozmów. Stanęła uśmiechnięta w drzwiach ciągnąc mnie za sobą.
- Wiki zjadłaś już ?-spytała kobieta podchodząc do małej. Nawet na mnie nie spojrzała, ale wiedziałam, że mnie nienawidzi. Czułam to. Spojrzałam na Fabiana, a on uśmiechnął się do mnie.
- Ta pani mi pomogła. Obiecała się ze mną pobawić- powiedziała ściskając mnie mocniej za rączkę.
- Nie jestem pani. Mam na imię Violet- powiedziałam do małej dziewczynki z sukience w kropeczki. Kobieta podniosła na mnie wzrok i rzuciła nienawistne spojrzenie.
-Kochanie ta pani niedługo sobie idzie- powiedziała do małej i wzięła ją na ręce.
- Nigdzie nie idzie-zaprzeczył od razu Fabian stając obok mnie...
Chciałam coś powiedzieć,ale wtedy okna pękły i wpadli przez nie strażnicy z królestwa. Fabian momentalnie odepchnął dwóch od ciotki i Wiktorii. Nie czekałam długo. Rzuciłam mu się na pomoc. Złapałam wampira, który przytrzymywał go i rzuciłam go o ścianę. Coś pękło i wampir znieruchomiał. Wiedziałam, że za parę godzin dojdzie do siebie. Przez okno wpadło więcej wampirów. Piątka złapała Fabiana, który rzucał się i szamotał. Innych dwóch złapało mnie i przytrzymało. Dwóch innych rozdzieliło kobietę i jej córkę. Mała zaczęła płakać i krzyczeć.
- Fabian !- ten rzucał się i próbował uwolnić. Na marne. Pięciu strażników, trzymało go, choć i tak z trudem. Wyrywałam się dwóm wampirom, ale nie chcieli mnie puścić. Kobieta błagała, aby zostawili małą w spokoju. Wampir trzymając dziewczynę w uścisku odchylił jej głowę na bok i wystawił kły.
- Nie ! Dotknij dziewczynkę,a przysięgam, że spłoniesz na stosie !-krzyknęłam. Wampir znieruchomiał i schował kły. Wtedy przez drzwi wszedł zły ojciec i moja matka. Straże powalili Fabiana i starszą kobietę na kolana. Wiktoria wciąż rzucała się i krzyczała imię Fabiana. Wiedziałam, że serce mu pęka gdy widzi Wiktorię zapłakaną i przerażoną. Próbował się uwolnić, ale nie udawało mu się to.
-Zabijcie ich- rzekł król i machnął ręką.
- Nie ! Proszę zrobię wszystko, tylko nie zabijaj ich !!!-krzyknęłam przerażona. Wampiry czekały na potwierdzenie rozkazu.
- Ojcze zrobię wszystko,tylko zostaw ich w spokoju !!!-krzyknęłam błagalnie. Dwa wampiry trzymające mnie, puściły mnie.
- Złamałaś zakaz- powiedział ojciec.
- Wiem, ale to mnie ukaż nie jego!-powiedziałam.- Ojcze zrobię wszystko. Wyjdę za Kaspiana. Nie ważne kiedy. Nawet jutro, tylko zostaw ich!-powiedziałam poddając się. Wiedziałam, że mój ojciec nie odpuści. Nie mogłam pozwolić, aby ginęli niewinni.
- Nie !!!-krzyknął Fabian, ale wampir zamknął mu usta. Zerknęłam na niego. Jego oczy mówiły "Nie pozwolę ci. Nie wolno ci. Nie możesz wyjść za niego. Powiedz prawdę ! " Odwróciłam wzrok i spojrzałam w czarne oczy mego ojca.
- Przysięgnij, że zrobisz co ci każe- zażądał król.
- Przysięgam- powiedziałam kładąc dłoń na sercu.
- Wracamy do zamku. Przywiążcie wampira aby nie poszedł za nami- powiedział król. Nie mogłam patrzeć na Fabiana. Zniszczyłam mu życie. Wampiry brutalnie związali Fabiana sznurem z adamsu. Rzucał się, więc aby go uspokoić uderzyli go dwa razy. Z jego czoła pociekła krew. Wiedziałam,że zaraz się zagoi. Spojrzałam na matkę. Uśmiechnęła się do mnie smutno. Puścili kobietę i Wiktorię. Matka podbiegła i objęła ciasno swoją trzęsącą się z przerażenia córkę. To wszystko przeze mnie!!! Odwróciłam się do nich plecami. Straż pchnęła mnie, a ja ruszyłam ze spuszczoną głowę przed siebie. To moja wina !!! Nie mogę pozwolić, aby coś mu się stało. Zatrzymałam się nagle.
- Córko ruszaj- ponaglił mnie ojciec. Dotknęłam naszyjnika. Muszę to skończyć ! Doszłam do zapinki i odpięłam go. Położyłam go sobie na dłoni.
- Chcę go mu oddać. Abyś miał pewność, że spełnię obietnicę-powiedziałam do ojca. Kiwnął głową. Ruszyłam do związanego Fabiana. Jego ciotka klęczała i tuliła małą starając się ją uspokoić. Uklękłam do przed nim. Przestał się szamotać Odgarnęłam mu włosy z oczu. Wzięłam naszyjnik w obie ręce i zapięłam go na jego szyi.
- Nie jestem tą jedyną. Nie zasłużyłam. Przepraszam-szepnęłam mu na ucho. Odsunęłam się. Jego nogi ścisnęły moje kolana. Wiedziałam o co mu chodzi. Ale nie mogłam zostać. Jeżeli bym został zginąłby on i jego bliscy. Wstałam bez słowa i skierowałam się do rodziców. Fabian znów zaczął się rzucać i krzyczeć.
- Violet ! Nie odpuszczę !!! Violet !!!-krzyczał.- Kocham cię !!!-krzyknął, a moje serce rozsypało się do końca. Nie powiedziałam jednak nic. Spuściłam niżej głowę i przyspieszyłam kroku za rodzicami.
- Ja ciebie też- szepnęłam tak cicho, że nikt nie mógł tego usłyszeć.
***************************************
Kiedy weszłam do zamku panował dziwny harmider. Lokaje i służący biegali z różnymi dekoracjami. Jakby szykowali się na coś. Balustrada schodów była przyozdobiona białymi różami...
- Ślub odbędzie się jutro wieczorem-oznajmił chłodno król nie patrząc na mnie.- Suknia czeka w twoim pokoju.- dodał.
- Ja... Jak... to ?-spytałam nie wierząc w to co słyszę.
- Ślub będzie jutro. I tyle.- powiedział krótko i odszedł. Stałam chwilę. Poczułam dłoń mamy na ramieniu.
- Gdybyś nie uciekła, nie byłby tak szybko- powiedziała. Odwróciłam się w jej stronę.
- Ty nic nie rozumiesz!-krzyknęłam i odbiegłam. Ale nie do swojego pokoju... O nie !!! Chcę się czegoś dowiedzieć. Dość tajemnic !!! Weszłam po schodach o otworzyłam drzwi. Wystrój środka się zmienił. Na ścianach wisiały obrazy martwej natury. Meble byłe z czarnej skóry. Na środku szklany stolik. A na podłodze miękki dywan z persji. Na kanapie leżał Magnus. Ubrany był w ciasne dżinsy i koszulę ... z brokatem. Miał go także we włosach. To jakiś jego znak rozpoznawczy ? Chce być tak jasny jak gwiazdy ? A może piękny jak księżyc ? Cóż raczej brokat mu nie pomoże...
Na mój widok przeczesał ręką włosy, a trochę brokatu spadło na kanapę. Wstał.
- Co cię sprowadza cukiereczku ?-spytał uśmiechając się. Wstał i podszedł do stołu, na którym była porcelanowa zastawa. Nalał sobie herbaty.
- Chcę znać prawdę ! Nie przyjmuję odmowy!- powiedziałam ostro krzyżując ręce na piersi. Dość kłamstw ! Dość tajemnic !!! Ja muszę robić wszystko co on chce, a on może mieć jakieś chore tajemnice !?!?? Chyba sobie śni!!! Czarownik westchnął i opadł na krzesło.
-Siadaj, bo czasem zemdlejesz- powiedział pokazując na krzesło obok siebie.
- Dziękuje postoję. Zaczynaj-rozkazałam.
- A co chcesz wiedzieć ?-spytał przyglądając się ze znudzeniem pełnej filiżance.
- Wszystko.- odpowiedziałam.
- Wszystko ? Dobra. Jestem czarownikiem. Mam chłopaka...
- Nie ! Nie o twoim życiu ! O klątwie, o tajemnicach mojego ojca- przerwałam mu. Chwila... On powiedział, że ma chłopaka ??? Z resztą nie mój interes!!!
- Klątwa..- powiedział w zamyśleniu- Rzucił ją Vladmir na twego ojca..
- Mówiłeś, że demon-przerwałam mu.
- A czy ten koleś nie zachowuję się jak demon ? Nieważne. - powiedział Magnus. Odstawił filiżankę nie biorąc nawet łyka.
- O co chodzi z tą klątwą ?-spytałam. Magnus przyjrzał mi się znudzony, a potem powiedział wzruszając ramionami.
- Klątwa zabija twego ojca od środka.....
Mam nadzieję, że się podoba. Za błędy przepraszam :) Czekam na wasze komentarze. Od teraz rozdziały mogą pojawiać się rzadziej, bo niestety od poniedziałku szkoła :/ Postaram się jednak dodawać choć jeden w tygodniu :D