czwartek, 28 sierpnia 2014

                             Cz.6 Wampirze królestwo

 - Żartujesz ?-odzywam się po dłuższej chwili patrząc mu w oczy. Nie musi nic mówić. Wiem, że nie żartuję.
- Nie. Mówię poważnie. Ucieknijmy stąd.-powiedział. Wciąż mnie obejmował, a jego silne ramiona trzymały mnie blisko siebie. Jakby bał się, że zniknę... Co ja mam zrobić ? Sama myślałam o ucieczce. Ale co z królestwem? Co z się z nim stanie ? Wybuchnie wojna ? Nie chcę tego. Nie chce aby umierali niewinni.
- Nie mogę Fabian- mówię wzdychając. Wyplątuję się z jego uścisku i odsuwam się. Odchodzę do poręczy i opieram się o nią dłońmi wpatrując w noc. Księżyc świeci tak jasno. Niedługo pełnia. Fabian podszedł i stanął obok mnie.
- Dlaczego ? To co on ci zrobił jest niewybaczalne. Powinien zginąć.Nie możesz za niego wyjść- powiedział. Czułam, że się we mnie wpatruję.
- Muszę. Jestem córką króla Artura, jedyną córką. Muszę za niego wyjść dla dobra królestwa-powiedziałam wpatrując się w księżyc.
- A co z twoim dobrem ? Czy będziesz z nim szczęśliwa?-spytał.
-Jesteś wampirem od paru dni. Nie wiesz nic o nas. Ten świat jest inny. Grozi nam wojna, a wojna wampirów jest straszna. Zginą nie tylko wampiry, ale i niewinni ludzie. Nie mogę na to pozwolić- powiedziałam. Wpatrywałam się w księżyc. Nie mogłam na niego spojrzeć.Nie umiałam. Położył dłoń na mojej. Przeszły mnie przyjemne dreszcze.
- Co z twoim szczęściem?-spytał. Westchnęłam.
- Nie liczy się.- stwierdziłam. Fabian przysunął się jeszcze bliżej.- Takie jest moje przeznaczenie-dodałam cicho. Dotknął lekko mojego podbródka i odwrócił tak abym na niego spojrzała. Jego niebieskie oczy nie wyrażały gniewu.  Wpatrywałam się w niego.
- Twoim przeznaczeniem nie jest bycie z Kaspianem. On jest nieobliczalny. - powiedział Fabian- Nie zaprzeczaj, bo wiesz, że mam rację- dodał gdy chciałam się odezwać.
-Fabian ja.... lepiej będzie jak pójdziesz- powiedziałam robiąc krok do tyłu i odwracając się plecami do niego. Nie mogłam na niego patrzeć, bo pękało mi serce. Chciałabym z nim być,ale nie mogę! Moja dłoń sama powędrowała do naszyjnika od niego. Jęknęłam cicho gdy podszedł do mnie od tyłu i objął. Jego ciepłe dłonie splotły się z moimi na naszyjniku. Oparłam się o jego umięśniony tors plecami.
- Nigdzie się nie wybieram. Nie zostawię cię znowu-szepnął mi do ucha. Odwróciłam się w jego ramionach.
- To co mamy zrobić ?-spytałam cicho. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Dotknął dłonią naszyjnika.
- Ucieknijmy- powtórzył trzymając naszyjnik i wpatrując się w niego.Puścił go i teraz wpatrywał się w moje oczy. I co ja miałam zrobić? Nie chciałam być tutaj z Kaspianem. Chciałam być z Fabianem nie ważne gdzie ! Reszta była bez znaczenia.....
- Zgoda- powiedziałam. Przyciągnął mnie bliżej do siebie i pochylił się jednak nie pocałował. Chyba się bał. To Fabian nie Kaspian ! Nie skrzywdzi mnie! To Fabian !- powtarzałam. Podniosłam głowę i nasze wargi się zetknęły w namiętnym pocałunku. Wpierw pojawił mi się obraz Kaspiana całującego mnie nachalnie,ale szybko się go pozbyłam. To mój Fabian ! Zarzuciłam mu ręce na szyję. Całował mnie tak czule i słodko. Może i był wampirem,ale jego wargi nadal były dla mnie ciepłe i miękkie. Przestał się mnie całować i oparł swoje czoło o moje. Zamknął oczy, a ja wpatrywałam sie w niego.
- Co jest ?-spytałam. Otworzył oczy i uśmiechnął się.
- Wpadłem po uszy.-powiedział. Dotknęłam dłonią jego polika.
- Jak to ?-spytałam. Obrócił głowę tak, że pocałował wnętrze mojej dłoni.
- Kocham cię- powiedział. Nie wiedziałam co zrobić. Nie myślałam, że powie te dwa słowa. Zatkało mnie...
- Ja ciebie też- odpowiedziałam pewnie. Objął mnie mocniej a ja wtuliłam się w niego. Zaczęłam zapominać o tym co zrobił Kaspian. Ból, który mi zadał także zaczął znikać przy Fabianie.  Choć nadal czułam się zhańbiona.
- Jak możesz mnie kochać ?-spytałam nagle bez zastanowienia. Spojrzał w moje oczy z zaskoczeniem.- Przecież.... Kaspian... on....- zamknął mi usta palcem.
- To nie twoja wina. On za to zapłaci. Już ja tego dopilnuję. A poza tym kocham cię. Nie dlatego, że byłaś dziewicą. Kocham cię i nie ważne czy jesteś dziewicą czy nie- powiedział. Uśmiechnęłam się lekko uświadamiając coś sobie. Fabian także się uśmiechnął.
- Co?-spytał.
- Nic, nic. Nie wierzyłam, że spotkam księcia z bajki, a ty nim jesteś-powiedziałam z uśmiechem. Pochylił się i pocałował mnie. Krótko choć i tak przeszły mnie dreszcze.
- Ruszamy ?-spytał po dłuższej chwili.
- Tak- odpowiedziałam
                                         ******************************************
                              Weszliśmy przez okno w pokoju Fabiana. Było coś po północy, więc nie chciał budzić ciotki. Stanęłam przy biurku patrząc na stosy kartek.
- Nad czym myślisz ?-spytał szeptem stając za mną i obejmując. Zamknęłam oczy i westchnęłam.
- Co powiesz ciotce kiedy mnie zobaczy ?-spytałam opierając się o niego plecami.
- Prawdę.-odpowiedział krótko. Obróciłam się w jego ramionach i spojrzałam mu w oczy.
- Ona wie o tobie ?-spytałam. Kiwnął głową.
- To ona mnie znalazła po przemianie. Nie zabiła mnie. Choć widzę, że ciężko jej się z tym pogodzić-powiedział obejmując mnie mocniej.
- To wszystko moja wina-powiedziałam tuląc się do niego.- Jak możesz mnie nie nienawidzić?-spytałam wtulona w niego.
- Przestań. -powiedział twardo. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego niebieskie oczy.- To nie twoja wina. A teraz przynajmniej mogę zabić tego dupka, za to co ci zrobił.-dodał po chwili. Wtuliłam się w niego. W mojej głowie znów pojawiły się te obrazy. Zesztywniałam z strachu w ramionach Fabiana. Chciałam go odepchnąć. Nie ! To nie jest Kaspian !!! powtarzałam.Fabian zaczął masować moje plecy co mnie rozluźniło.
- Nosisz go- powiedział. Wiedziałam o co chodzi. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
- Nigdy go nie ściągnę-powiedziałam. Oparł czoło o moje i zamknął oczy. Pomiędzy mną, a nim spoczywał ciężar naszyjnika.
- Należał do mojej matki. Powiedziała abym dał go tej jedynej...-powiedział cicho nie otwierając oczu.
-Och..-tylko tyle zdołałam powiedzieć. To cudowne.... Moja dłoń powędrowała do serca. Zacisnęłam ją na nim. Dłoń Fabiana spoczęła na mojej.
- I dałem.-skończył. Pochylił się i pocałował mnie. Delikatnie i czule. Jego ciepłe wargi wprawiły moje ciało w dreszcze. Odwzajemniłam pocałunek. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on objął mnie i przyciągnął bliżej. Zaczął całować coraz namiętniej, a ja otworzyłam usta aby wpuścić go do środka. Jego język pieścił mój, a potem przejechał po moich kłach. Przeszły mnie przyjemne ciarki,ale i niepewność. Przypomniał mi się książę. Jednak szybko odgoniłam te wspomnienia. Włożyłam język w jego usta i przejechałam po kłach. Przestaliśmy się na chwilę całować. Oboje oddychaliśmy szybciej. Pochylił się i zaczął całować moją szyję. Jęknęłam z rozkoszy, jaką mi sprawiał. Moje dłonie same wędrowały po jego plecach, aż wplotłam je w jego miękkie włosy. Zmieniłam zdanie i spuściłam je na jego klatę. Zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Całował moją szyję powoli i namiętnie, schodząc niżej. Rozpięłam ostatni guzik i położyłam dłonie na jego nagim torsie. Nagle przestał i podniósł głowę wpatrując się we mnie.
- Nie musimy -powiedział. Dotknął mojego polika. Kiwnęłam głową. Miał rację. Bałam się, że będzie mnie to bolało tak jak przy Kaspianie. Wolałam poczekać. Kocham go, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu....
            Leżałam na łóżku wtulona w tors Fabiana. Przez prawie całą noc leżeliśmy i tulił mnie. Nie rozmawialiśmy prawie w ogóle. Nie było tam to potrzebne. Cieszyliśmy się swoją bliskością. A poza tym ja myślałam o moich rodzicach. Czy już wiedzą, że uciekłam?Czy przyjdą do Fabiana?Chyba nie. Nie wiedzą gdzie mieszka. Ale co będzie z królestwem ? Z nimi ? Z rodziną Fabiana ? Co z klątwą ? Czy mój tata umrze ??? Nie chcę tego. Ale też nie chcę wychodzić, za Kaspiana. Chcę być z Fabianem !!!
Usłyszałam kroki na dole. Było coś po 7 rano.
- Moja ciotka wstała. Pójdę z nią porozmawiać. Zaczekaj tutaj, dobrze ?-odezwał się Fabian wstając powoli z łóżka.Usiadłam na jego łóżku przeciągając się jak kotka.
- Fabian czy ty... piłeś już krew?-spytałam. Wypadło mi to z głowy. A jeżeli się nie posili to może umrzeć. Mina mu zrzedła i spuścił wzrok.
- Fabian ?-spytałam wstając i podchodząc do niego.
- Piłem. Ugryzłem moją ciotkę, ale jej nie zmieniłem-wyrzucił to z siebie jednym tchem. Podniósł wzrok i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Dotknęłam jego policzka z troską.
- Rzadko, który wampir potrafi się powstrzymać na pierwszym posiłku. A ci się to udało- powiedziałam. Uśmiechnął się lekko.
- Porozmawiam z nią i zawołam cię, dobrze ?-spytał. Kiwnęłam głową.
Drzwi pokoju zamknęły się i zostałam sama. Co zrobi jego ciotka ? Jak zareaguje ? ....
          Po paru minutach miałam dość. Po cichu zeszłam na dół. Usłyszałam jego rozmowę z salonu.
- Przez nią stałeś się wampirem !- krzyknęłam kobieta.
- Nie. To nie jej wina. Parę razy ją zawiodłem nie zrobię tego znowu. Kocham ją i będę z nią do końca- powiedział spokojnie Fabian.Nagle z kuchni wyszła Wiktoria z buzią w marmoladzie. Na mój widok zatrzymała się się przyjrzała uważnie. Na jej brudnej słodkiej buźce pokazał się uśmiech.
- Jesteś dziewczyną Fabiana. Pamiętam cię- powiedziałam podchodząc do mnie.- Ładniej ci w tych ciuchach-stwierdziła. Uśmiechnęłam się do niej. Ta mała była rozbrajająca.
- Jesteś księżniczką ? Jesteś taka piękna. Nic dziwnego, że Fabian się w tobie zakochał.- Zawstydziłam się- Pobawisz się ze mną ?-spytała robiąc słodkie oczy. Jak miałam jej odmówić ? Jest taka rozkoszna.
- Dobrze, ale chyba wpierw musisz umyć buzikę- powiedziałam klękając przed nią z uśmiechem. Złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Weszliśmy do łazienki. Podsunęła sobie pod zlew krzesełko i weszła na nie. Umyła szybko buźkę i rączki. Podałam jej ręcznik.
Prowadziła mnie do pokoju w, którym był Fabian i kobieta. Otworzyła drzwi nie zważając na głosy rozmów. Stanęła uśmiechnięta w drzwiach ciągnąc mnie za sobą.
- Wiki zjadłaś już ?-spytała kobieta podchodząc do małej. Nawet na mnie nie spojrzała, ale wiedziałam, że mnie nienawidzi. Czułam to. Spojrzałam na Fabiana, a on uśmiechnął się do mnie.
- Ta pani mi pomogła. Obiecała się ze mną pobawić- powiedziała ściskając mnie  mocniej za rączkę.
- Nie jestem pani. Mam na imię Violet- powiedziałam do małej dziewczynki z sukience w kropeczki. Kobieta podniosła na mnie wzrok i rzuciła nienawistne spojrzenie.
-Kochanie ta pani niedługo sobie idzie- powiedziała do małej i wzięła ją na ręce.
- Nigdzie nie idzie-zaprzeczył od razu Fabian stając obok mnie...
Chciałam coś powiedzieć,ale wtedy okna pękły i wpadli przez nie strażnicy z królestwa. Fabian momentalnie odepchnął dwóch od ciotki i Wiktorii. Nie czekałam długo. Rzuciłam mu się na pomoc. Złapałam wampira, który przytrzymywał go i rzuciłam go o ścianę. Coś pękło i wampir znieruchomiał. Wiedziałam, że za parę godzin dojdzie do siebie. Przez okno wpadło więcej wampirów. Piątka złapała Fabiana, który rzucał się i szamotał. Innych dwóch złapało mnie i przytrzymało. Dwóch innych rozdzieliło kobietę i jej córkę. Mała zaczęła płakać i krzyczeć.
- Fabian !- ten rzucał się i próbował uwolnić. Na marne. Pięciu strażników, trzymało go, choć i tak z trudem. Wyrywałam się dwóm wampirom, ale nie chcieli mnie puścić. Kobieta błagała, aby zostawili małą w spokoju. Wampir trzymając dziewczynę w uścisku odchylił jej głowę na bok i wystawił kły.
- Nie ! Dotknij dziewczynkę,a przysięgam, że spłoniesz na stosie !-krzyknęłam. Wampir znieruchomiał i schował kły. Wtedy przez drzwi wszedł zły ojciec i moja matka. Straże powalili Fabiana i starszą kobietę na kolana. Wiktoria wciąż rzucała się i krzyczała imię Fabiana. Wiedziałam, że serce mu pęka gdy widzi Wiktorię zapłakaną i przerażoną. Próbował się uwolnić, ale nie udawało mu się to.
-Zabijcie ich- rzekł król i machnął ręką.
- Nie ! Proszę zrobię wszystko, tylko nie zabijaj ich !!!-krzyknęłam przerażona. Wampiry czekały na potwierdzenie rozkazu.
- Ojcze zrobię wszystko,tylko zostaw ich w spokoju !!!-krzyknęłam błagalnie. Dwa wampiry trzymające mnie, puściły mnie.
- Złamałaś zakaz- powiedział ojciec.
- Wiem, ale to mnie ukaż nie jego!-powiedziałam.- Ojcze zrobię wszystko. Wyjdę za Kaspiana. Nie ważne kiedy. Nawet jutro, tylko zostaw ich!-powiedziałam poddając się. Wiedziałam, że mój ojciec nie odpuści. Nie mogłam pozwolić, aby ginęli niewinni.
- Nie !!!-krzyknął Fabian, ale wampir zamknął mu usta. Zerknęłam na niego. Jego oczy mówiły "Nie pozwolę ci. Nie wolno ci. Nie możesz wyjść za niego. Powiedz prawdę ! " Odwróciłam wzrok i spojrzałam w czarne oczy mego ojca.
- Przysięgnij, że zrobisz co ci każe- zażądał król.
- Przysięgam- powiedziałam kładąc dłoń na sercu.
- Wracamy do zamku. Przywiążcie wampira aby nie poszedł za nami- powiedział król. Nie mogłam patrzeć na Fabiana. Zniszczyłam mu życie. Wampiry brutalnie związali Fabiana sznurem z adamsu. Rzucał się, więc aby go uspokoić uderzyli go dwa razy. Z jego czoła pociekła krew. Wiedziałam,że zaraz się zagoi. Spojrzałam na matkę. Uśmiechnęła się do mnie smutno. Puścili kobietę i Wiktorię. Matka podbiegła i objęła ciasno swoją trzęsącą się z przerażenia córkę. To wszystko przeze mnie!!! Odwróciłam się do nich plecami. Straż pchnęła mnie, a ja ruszyłam ze spuszczoną głowę przed siebie. To moja wina !!! Nie mogę pozwolić, aby coś mu się stało. Zatrzymałam się nagle.
- Córko ruszaj- ponaglił mnie ojciec. Dotknęłam naszyjnika. Muszę to skończyć ! Doszłam do zapinki i odpięłam go. Położyłam go sobie na dłoni.
- Chcę go mu oddać. Abyś miał pewność, że spełnię obietnicę-powiedziałam do ojca. Kiwnął głową. Ruszyłam do związanego Fabiana. Jego ciotka klęczała i tuliła małą starając się ją uspokoić. Uklękłam do przed nim. Przestał się szamotać Odgarnęłam mu włosy z oczu. Wzięłam naszyjnik w obie ręce i zapięłam go na jego szyi.
- Nie jestem tą jedyną. Nie zasłużyłam. Przepraszam-szepnęłam mu na ucho. Odsunęłam się. Jego nogi ścisnęły moje kolana. Wiedziałam o co mu chodzi. Ale nie mogłam zostać. Jeżeli bym został zginąłby on i jego bliscy. Wstałam bez słowa i skierowałam się do rodziców. Fabian znów zaczął się rzucać i krzyczeć.
- Violet ! Nie odpuszczę !!! Violet !!!-krzyczał.- Kocham cię !!!-krzyknął, a moje serce rozsypało się do końca. Nie powiedziałam jednak nic. Spuściłam niżej głowę i przyspieszyłam kroku za rodzicami.
- Ja ciebie też- szepnęłam tak cicho, że nikt nie mógł tego usłyszeć.
                                           ***************************************
                                 Kiedy weszłam do zamku panował dziwny harmider. Lokaje i służący biegali z różnymi dekoracjami. Jakby szykowali się na coś. Balustrada schodów była przyozdobiona białymi różami...
- Ślub odbędzie się jutro wieczorem-oznajmił chłodno król nie patrząc na mnie.- Suknia czeka w twoim pokoju.- dodał.
- Ja... Jak... to ?-spytałam nie wierząc w to co słyszę.
- Ślub będzie jutro. I tyle.- powiedział krótko i odszedł. Stałam chwilę. Poczułam dłoń mamy na ramieniu.
- Gdybyś nie uciekła, nie byłby tak szybko- powiedziała. Odwróciłam się w jej stronę.
- Ty nic nie rozumiesz!-krzyknęłam i odbiegłam. Ale nie do swojego pokoju... O nie !!! Chcę się czegoś dowiedzieć. Dość tajemnic !!! Weszłam po schodach o otworzyłam drzwi. Wystrój środka się zmienił. Na ścianach wisiały obrazy martwej natury. Meble byłe z czarnej skóry. Na środku szklany stolik. A na podłodze miękki dywan z persji. Na kanapie leżał Magnus. Ubrany był w ciasne dżinsy i koszulę ... z brokatem. Miał go także we włosach. To jakiś jego znak rozpoznawczy ? Chce być tak jasny jak gwiazdy ? A może piękny jak księżyc ? Cóż raczej brokat mu nie pomoże...
Na mój widok przeczesał ręką włosy, a trochę brokatu spadło na kanapę. Wstał.
- Co cię sprowadza cukiereczku ?-spytał uśmiechając się. Wstał i podszedł do stołu, na którym była porcelanowa zastawa. Nalał sobie herbaty.
- Chcę znać prawdę ! Nie przyjmuję odmowy!- powiedziałam ostro krzyżując ręce na piersi. Dość kłamstw ! Dość tajemnic !!! Ja muszę robić wszystko co on chce, a on może mieć jakieś chore tajemnice !?!?? Chyba sobie śni!!! Czarownik westchnął i opadł na krzesło.
-Siadaj, bo czasem zemdlejesz- powiedział pokazując na krzesło obok siebie.
- Dziękuje postoję. Zaczynaj-rozkazałam.
- A co chcesz wiedzieć ?-spytał przyglądając się ze znudzeniem pełnej filiżance.
- Wszystko.- odpowiedziałam.
- Wszystko ? Dobra. Jestem czarownikiem. Mam chłopaka...
- Nie ! Nie o twoim życiu ! O klątwie, o tajemnicach mojego ojca- przerwałam mu. Chwila... On powiedział, że ma chłopaka ??? Z resztą nie mój interes!!!
- Klątwa..- powiedział w zamyśleniu- Rzucił ją Vladmir na twego ojca..
- Mówiłeś, że demon-przerwałam mu.
- A czy ten koleś nie zachowuję się jak demon ? Nieważne. - powiedział Magnus. Odstawił filiżankę nie biorąc nawet łyka.
- O co chodzi z tą klątwą ?-spytałam. Magnus przyjrzał mi się znudzony, a potem powiedział wzruszając ramionami.
- Klątwa zabija twego ojca od środka.....
                                       Mam nadzieję, że się podoba. Za błędy przepraszam :) Czekam na wasze komentarze. Od teraz rozdziały mogą pojawiać się rzadziej, bo niestety od poniedziałku szkoła :/ Postaram się jednak dodawać choć jeden w tygodniu :D 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

                       Uwaga!!! Ten rozdział zawiera opisy cenzuralne ! Więc, jeżeli masz słabe nerwy to uważaj :P Zapraszam do czytania i komentowania :)

Cz.5 Wampirze królestwo

   Nie dam mu tak po prostu odejść !!!
W jednej sekundzie byłam już przed nim i blokowałam mu drogę
- Nic nie rozumiesz ! Jak możesz...!- krzyknęłam ostrzej niż chciałam. Spojrzał na mnie, a w jego oczach kryła się złość, ból i rozpacz.
- Widziałem. Jesteś jego narzeczoną. Wyjdziesz, za niego. Wiem, że on coś do ciebie czuje! I ty do niego też !!!-krzyknął cofając się o krok ode mnie.- Tylko dlaczego....- powiedział pod nosem, ale nie dokończył.
- Dlaczego co ?!-spytałam zła i załamana. Co ja mam zrobić ?!?! Najchętniej przeprosiłabym go i uciekła gdzieś, jak najdalej stąd ! Błagałabym go o wybaczenie. Powiedziała wreszcie całą prawdę !!! Ale nie mogę.... Muszę kłamać. Muszę go ranić i siebie !!!...
- Dlaczego ja ci się dałem omotać ! Dlaczego całowałem się z tobą !? Dlaczego pozwoliłem ci się ugryźć ?!?! Dlaczego pozwoliłem ci niszczyć moje życie !??!?! Skoro jesteś potworem jak inne !!!!- krzyknął. Dyszał ciężko, a ręce miał zaciśnięte w pięści tak mocno, że zbielały mu kostki. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Fabian...- zaczęłam robiąc krok w jego stronę. Stał wpatrując się we mnie z bólem i rozpaczą.Złość zniknęła. O ile w ogóle była.  Stanęłam tuż przed nim.
- Nawet nie wiesz, jak mi jest trudno. Nie wiesz jak chciałabym abyś znów mnie przytulił, pocałował, abyś mnie pokochał. Ale wiem, że to niemożliwe.-powiedziałam spokojnie. Chciał coś powiedzieć, ale ubiegłam go.
- Przeze mnie ! Jestem potworem, tak to prawda, ale jestem księżniczką potworów ! I muszę robić wszystko dla królestwa !!! - Krzyknęłam. Nie wiedziałam co robić. Stał dysząc i przyglądając mi się. Co ja narobiłam ? Powinnam siedzieć cicho ! Nie powinnam się z nim widzieć !!!
- Violet.... ja.....- zaczął obejmując mnie. Stałam jak głaz. Przyciągnął mnie bliżej... jego głowa pochyliła się. Jego ciepłe i miękkie usta były tak blisko. Tak blisko....
- Nie!-krzyknęłam odpychając go- Nie mogę. Jestem z Kaspianem !-krzyknęłam. Sama bardziej chciałam uwierzyć, że dobrze robię, ale zawsze mówi się "słuchaj serca, bo serca nie uciszysz". Jednak teraz nie mogę go słuchać. Muszę słuchać rozsądku i wyjść za Kaspiana. Dla dobra królestwa !!! Fabian wpatrywał się we mnie z mieszaniną bólu, złości i nadziei. Chciał coś powiedzieć, ale byłam szybsza. Złapał sukienkę i odleciałam. Nie odwróciłam się aby zobaczyć Fabiana. Nie umiałam. Moje serce i tak już było w kawałkach nie miałam zamiaru rozbijać jego na jeszcze mniejsze. Wylądowałam przed drzwiami do ogrodu. Poprawiłam sukienkę. Zerknęłam za siebie jednak go nie było. Poczułam ulgę i ukłucie żalu. Co ja wyprawiam !?!?!
 Pozbierałam się i wymusiłam uśmiech na twarz. Muszę odegrać zakochaną w Kaspianie. Tylko o tym muszę teraz myśleć.
     Mój narzeczony stał rozmawiając ze swoim ojcem. Uśmiechnęłam się do niego i mrugnęłam. Powiedział coś do ojca, a potem podszedł do mnie.
- Lepiej ?-spytał stając przede mną. Wzięłam jego dłoń i splotłam ją ze swoją. Jakimś cudem pomogło.
-Tak. Chyba za dużo tych gratulacji- odpowiedziałam uśmiechając się.
- Wiem. Też nie lubię takich tłumów. - powiedział. Zbliżył się i nachylił- Może się gdzieś wymkniemy-szepnął. Uśmiechnęłam się szerzej i kiwnęłam głową. Pociągnął mnie na górę po schodach. Nie chciałam, ale udawałam zachwyconą i lekko speszoną. Stanął przy drzwiach od jego pokoju. Przyciągnął mnie bliżej do siebie. Objął mocno w tali i pocałował. Odwzajemniałam pocałunek i zarzuciłam mu ręce na szyję. Zsunął ręce niżej na moją pupę i złapał mocniej. Pojęłam aluzję choć wolałabym nie. Podniósł mnie a ja oplotłam nogi w jego pasie. Zaczął całować mnie coraz niżej. Jego pocałunki były nachalne, ale i namiętne. Jęknęłam cicho. Uśmiechnął się całując moją szyję.
- Kaspian...może lepiej zaczekajmy- powiedziałam cicho.Opuściłam nogi na podłogę Przestał całować moją szyję i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się chytrze
- Po co czekać ?- spytał ironicznie i jednym szybkim ruchem otworzył drzwi. Wepchnął  mnie. Zamknął drzwi na klucz i już po sekundzie przyszpilił mnie do ściany. Jego usta zmiażdżyły moje. Chciałam się wyrwać. Spróbowałam go odepchnąć, ale tylko zaśmiał się wciąż całując mnie natarczywie. Złapał moje dłonie i podniosł je nad moją głowę. Jedną dłonią unieruchomił je nad moją głową. Zaczęłam się niepokoić. Całował coraz mocniej. Choć odwzajemniałam pocałunki, jemu to nie wystarczało. Drugą dłonią zaczął jeździć po moje tali. Zatrzymał się na udzie. Pociągnął za materiał sukienki,a ten pękł ukazując moją bieliznę.Jęknęłam. Zaczął kreślić pocałunki na mojej szyi. Całował mocno i nachalnie. Zaczęłam się wiercić.
- Kaspian nie chcę się spieszyć- powiedziałam lekko drżącym głosem. Nie zwracał na mnie uwagi. Całował mnie coraz niżej. Wolną dłoń wsunął pod rozerwaną sukienkę odnajdując stanik. Zatrzymał się na chwilę przy nim, a potem szybko rozerwał resztę sukni. Zerwał strzępki ze mnie i rzucił na podłogę. Zaczął pocałunkami schodzić niżej. Po ramieniu aż do dekoltu.
- Kaspianie zatrzymajmy się. Poczekajmy trochę- prosiłam. Nie zwracał na mnie uwagi. Jego wargi całowały poje piersi. Nie rozpiął stanika, więc miałam nadzieję, że przestanie. Jego pocałunki rozpraszały mnie.
 Puścił moje dłonie. Pocałunki schodziły coraz niżej po brzuchu. Niebezpiecznie nisko. Jak w amoku nie wiedziałam co robić. Stałam jak skała z napiętymi mięśniami.
- Odpręż się- powiedział. Nie była to prośba tylko rozkaz. Nie znałam Kaspiana od tej strony i chyba nie chciałam znać. Uklęknął i zaczął całować moje udo. Złapałam za jego włosy. Chciałam go odciągnąć, prosić, aby przestał, ale nie umiałam.Ugryzł mnie zaskoczenie w udo ssąc trochę mojej krwi. Jęknęłam zaskoczona. Podniósł się na równe nogi i znów zmiażdżył mi wargi.Zaczął obmacywać moje ciało. Objął mnie mocno w pasie i nim zdążyłam zareagować rzucił na łóżko. Usiadł na mnie okrakiem uniemożliwiając ucieczkę.
-Kaspian... jestem zmęczona. Nie jestem gotowa- powiedziałam. Przyglądał mi się z rozbawieniem i pożądanie. Jego ręce złapały za moje nadgarstki i pociągnęły do poduszek.
-Kaspian co ty robisz ?- spytałam przestraszona. Poczułam jakieś sznury na rękach. Odchyliłam głowę by spojrzeć. Związł moje dłonie sznurami przyczepionymi do łóżka. Nie były to zwykłe sznury. Sznury z adamsu. Jedynego materiału,który mógł nas unieruchomić. Szarpnęłam rękami chcąc się uwolnić.
- Kaspian !- krzyknęłam. Zszedł ze mnie. Nadal przyglądał mi się z rozbawienie. Odszedł od łóżka. Przyglądałam mu się z przerażeniem. Jakiego potwora mam przed sobą ???
Próbowałam się uwolnić. Na nic. Stanął przed łóżkiem rozpinając koszulę.
- Mój ojciec powiedział, że zrobisz co zechcę.- powiedział rozpinając ostatni guzik koszuli.Zrzucił ją z siebie ukazując umięśniony tors. Moje przerażenie rosło, gdy wpatrywałam się w niego.
- A ja chcę się zabawić- dodał rozpinając pasek spodni. Ściągnął spodnie i został w samych bokserkach.  Wskoczył na mnie i zaczął znów całować. Całował moje uda, brzuch. Wsunął ręce pode mnie.
- Kaspian proszę - błagałam drżącym głosem. Nie przestał. Rozpiął stanik. Rzucił go na ziemię. Zaczął macać moje piersi. Całował je nachalnie. Bolało!
- Kapianie proszę cię. Nie teraz. Nie dziś!- prosiłam na marne.
- Chce żeby moja przyszła żona była mi wierna- powiedział suwając rękę niżej i wkładając ją w bieliznę. Zaczęłam się wiercić próbując uwolnić się spod niego. Naprał na mnie całym ciałem co mnie unieruchomiło. Zaczęłam jęczeć.
- Jęcz ile chcesz to mi pasuję.- powiedział i zaczął obmacywać całe moje ciało.
- Kaspian jestem wierna ! Ale chcę zaczekać- powiedziałam.
- Ale ja nie. Poza tym to świetna zabawa. Wiem, że za pierwszym razem może boleć. Dlatego cię przewiązałem. Spokojnie.... Jeżeli się rozluźnisz i podasz mi ,na pewno ci się spodoba- powiedział i zaczął mnie całować.Ugryzłam go w dolną wargę. Zaśmiał się.
- To mi pasuje- powiedział. Odwróciłam głowę.
- Przestań się opierać- rozkazał. Opuścił głowę i zaczął całować moje ciało. Nie tak jakbym chciała. Jego ręka znów zagłębiła się w moje majtki. Po chwili wyjął ją i Rozdarł moje majtki. Strzępki odrzucił. Spięłam się cała.
- Kaspian proszę- błagałam. Wrócił do moich ust całując się natarczywie.
- Przestań !!!-krzyknęłam. Nie zrobił nic. Jedna jego dłoń opierała się tuż przy mojej głowie, a druga zsunęła się niżej. Poczułam ogromny ból poniżej pasa. Nigdy nie czułam bólu do dziś !!! Zaczęłam krzyczeć. Nie robił sobie nic tego. Nie przerywał. Dawało mu to sporo radości.
- Przestań ! Proszę !!! To boli!!!- krzyczałam. Poczułam łzy na polikach. Nie mogłam ich powstrzymać. Szamotałam się na łóżku, ale on i tak to robił.
- Kaspian przestań!!! Proszę cię !!!! To boli !!! Ja nie chce !!!!- krzyczałam. Ból był nie do opisania. Jakby wbijano mi tam nóż i wyciągano go i znów wkładano. Cały czas!
- Ulegnij ! Odpręż się to przestanie !-krzyknął zły robiąc to mocniej i szybciej. Zaczął całować moje piersi.
- Nie !!!!! Nie chce !!!! Przestań!!!-krzyczałam. Chciałam znów krzyknąć, ale zamknął mi usta pocałunkiem. Wpatrywał się w moje oczy. Moje zapłakane i przerażone oczy z rozbawieniem i zadowoleniem. Robił to nadal.  Nagle wsunął dłoń pode mnie i szybkim ruchem przewrócił na brzuch. Wcisnął moją głowę w poduszkę. Zaczęłam jęczeć i szlochać. Złapał za moją spięta do granic możliwość pupę. Uklęknął rozchylając moje nogi. Zrobił to i zaczął znów.Ruszałam się w przód i w tył szlochając i jęcząc.
- Przestań !!! Błagam. Zrobię wszystko!- powiedziałam. Miałam dość. Chciałam umrzeć.
 Obrócił mnie na plecy. Usiadł na mnie i zaśmiał cicho.
- Po pierwsze nie odezwiesz się ani nie spotkasz z tym podmiotem- powiedział.
- Po drugie jeżeli piśniesz słówko będzie gorzej- powiedział. Zszedł ze mnie i rozwiązał. Nie wiedziałam co zrobić.  Stanął przy oknie nie przejmując się niczym.
- Myślałaś, że się nie dowiem. Maleńka ja wiem więcej niż byś chciała- powiedział spoglądając na mnie.- Pamiętaj, że niedługo zostaniesz moją żoną.- dodał po chwili z chytrym uśmieszkiem. Nie czekając na nic więcej wybiegłam naga z pokoju i jak strzała wpadłam do swojego parę pokoi dalej. Zamknęłam drzwi na klucz. Trzęsłam się.  Poszłam do łazienki i założyłam szlafrok. Miałam dość. Jak on mógł ? Myślałam, że jest inny. Usiadłam pod drzwiami łazienki i podciągnęłam nogi pod kolana. Nie płakałam nigdy. A teraz nie mogłam powstrzymać słonych łez. Jak ja mam z nim żyć ? Udawać zakochaną w nim ? Jak mam patrzeć na niego i nie uciekać ? Nie chcę go już nigdy widzieć, a będę musiała za niego wyjść. I nie mogę nikomu powiedzieć, bo nie uwierzą mi. Co ja mam zrobić??? Czuję się brudna, zhańbiona. Wampiry nie czują bólu, ale ja czułam wszystko. WSZYSTKO.                                                                           Siedziałam ubrana w dżinsy i golf na łóżku. Nogi miałam podciągnięte pod szyję, a głowę opartą o kolana. Nie wiedziałam co robić. Nie chciałam schodzić i udawać, że wszystko jest w porządku. Bo nic nie jest !!! Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich mój ojciec.
- Córko czy coś nie tak ?-spytał przyglądając mi się. Poczułam słone łzy w oczach, ale zatrzymałam je.
- Źle się czuję. Chyba wypiłam nie świeżą krew- skłamałam.- Jak mi się polepszy to zejdę- obiecałam.
- Dobrze, ale gdyby coś to wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim, tak ?-spytał przyglądając mi się.
- Tak ? Chłopak, którego wybrałeś na mojego męża, wczoraj mnie przeleciał, choć tego nie chciałam. - pomyślałam, ale na głos powiedziałam tylko:
- Dobrze. - tata wyszedł,a ja zostałam sama. Nie chciałam wychodzić. Chciałam uciec jak najdalej od Kaspiana !!! Od tego życia ! Od tego co mi zrobił !!! Jednak to było nie wykonalne...
                                                               ***************************************
                                      W tym samym czasie na obrzeżach miasta....
    Fabian siedział na pniu drzewa nie mogąc pozbierać myśli. Nie mógł spać całą noc. Przeczuwał, że z Violet dzieję się coś złego. Po wczorajszej kłótni nie mógł dać sobie spokoju. Wiedział, że książe jest impulsywny.Że może się to źle skończyć. Jednak wrócił do miasta. Nie mógł spać całą noc, bo nawiedzały go koszmary na temat Violet. A tera siedział na pniu i myślał co zrobić.
- Nie zrezygnuję z niej-powiedział sam do siebie.
 Nagle z lasu wyłonił się chłopak. Przystojny, wysoki i dobrze zbudowany. Jego brązowe włosy mierzwił wiatr.
- Książę- powiedział Fabian i wymuszenie się ukłonił.
- Nie powinieneś wczoraj przychodzić  na bal. A już tym bardziej obmacywać moją narzeczoną- powiedział Kaspian stając przed Fabianem.
- Nie obmacywałem jej.- zaprzeczył Fabian.
- Nie kłam ! Zapłacisz, za to co jej zrobiłeś- powiedział i jednym szybkim ruchem wbił się w jego szyję....
                                               **********************************
                         Następnego dnia po południu ogarnęłam się . Emocje ukryłam głęboko w sobie. Ubrałam się i zeszłam do jadalni po krew. Kiedy piłam myślałam o wszystkim tylko nie o Kaspianie w tamtą noc. Musiałam o tym zapomnieć, po prostu musiałam !!!
Wychodząc spotkałam Kaspiana rozmawiającego z moimi rodzicami i swoim ojcem. Podeszłam z uśmiechem i stanęłam obok Kaspiana. Objął mnie jedną ręką w pasie, a mnie przypomniał się ten ból. Zapanowałam nad sobą i pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się.
- Tak więc, myślimy aby wasz ślub odbył się w grudniu- powiedziała mama.
-Ale to za 4 miesiące. Nie za szybko. Przecież przygotowania... Goście, wszystko- zaprzeczyłam. Chciałam jak najbardziej przeciągać wyjście za mąż.
- Kochanie zdążymy, ze wszystkim- mówiła mama z szerokim uśmiechem.
- Kochanie, nie martw się. Wybierzesz jaką tylko chcesz suknię i dodatki. Miejsce także możesz wybrać- powiedział Kaspian całując mnie  czoło. Chciałam się wyrwać. Uciec, ale stałam uśmiechając się, aby nie rozpłakać. Nie ! Nie mogę !!!
- Córko, czy na pewno dobrze się czujesz ?-spytał tata przyglądając mi się. Wzniosłam mury w swojej głowie, aby nikt nie mógł do niej wejść.
- Może lepiej się położysz. Odprowadzę cię najdroższa- powiedział Kaspian. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się. Kaspian prowadził mnie na górę milcząc. Zatrzymał się przy moich drzwiach. Otworzył je i wskazał gestem abym weszła. Nie ! Nie znowu ! Nic nie zrobiłam !
Przestraszona weszłam do środka zerkając na Kaspiana. Nie uśmiechał się tylko patrzył na swoje buty. Co jest ? Stanęłam na środku pokoju czekając, aż podejdzie i .......... Drzwi zamknęły się, a ja nie wytrzymałam i odwróciłam się. Stał oparty o drzwi patrząc na swoje buty. Cofnęłam się o krok. Podniósł wzrok i wyprostował się. Spiłam się cała i cofnęłam o kolejny krok. Wpatrywał się we mnie. Nie mogłam niczego wyczytać z jego twarzy.Zrobił krok w moją stronę, a ja cała zesztywniałam. Zbliżał się powoli  wpatrując we mnie z twarzą jak z kamienia. Stanął tuż przede mną i dotknął mojego policzka. Wspomnienia zaczęły napływać, ale starałam się opanować. Nagle przyciągnął mnie do siebie... Przytulił mnie i schował głowę w moje włosy. Oddychał szybko i nierówno.Stałam przytulona do jego ciała nie wiedząc co zrobić.
- Przepraszam- wydusił z głową schowaną w moich włosach. Nie wiedziałam co zrobić. Chciałam go odepchnąć. - Jest szansa, abyś mi wybaczyła ?- spytał stając prosto i puszczając mnie. Cofnęłam się o krok.
- Raczej nie.- powiedziałam i poczułam łzy w oczach. Patrząc na niego przypominałam sobie wszystko. Jęknął cicho i opuścił głowę.
- Prosiłam. Błagałam cię ! Abyś przestał! .... A ty..... i tak to zrobiłeś ! Nawet nie wiesz co ja teraz czuje ! Jak to bolało i boli !!! A teraz mówisz głupie "przepraszam" !?!?!- Wybuchłam. Miałam jedną szansę, aby wyrzucić to z siebie. Przyglądał mi się.
- Ja.... nie wiem co się stało.... Nie wiem co się ze mną działo-powiedział cicho.
- Nie pieprz bzdur ! Dobrze wiesz. Całowałeś mnie, a potem zacząłeś rozbierać. Mówiłam, że nie chce, ale ty brnąłeś dalej !!! Związałeś mnie ! Ale to nie jest najgorsze... Ty mnie zgwałciłeś !!!-krzyknęłam drżącym głosem. Jedna łza poleciała po moim policzku, resztę powstrzymałam.
- Nie chciałem- powiedział robiąc krok do mnie. Cofnęłam się i zatrzymałam go gestem dłoni.
- Przestań łżeć ! Pamiętam wszystko ! Choć wolałabym nie ! Mówiłeś inne rzeczy !!!-powiedziałam.- Czego ty chcesz ?!?! Nie umiem zapomnieć ! Nie potrafię. Nigdy nie czułam bólu, a teraz czuję go cały czas !!! Jak ty chcesz abym ci wybaczyła ?!?!? Myślałam, że jesteś inny. Że mogę ci ufać, ale ty jesteś potworem !!!- krzyknęłam. Chciał coś powiedzieć, ale przerwałam mu- Wyjdź !- wyszedł bez słowa z nisko spuszczoną głową. Co to miało być ? Poczułam łzy w oczach. Nie nie będę beczeć !!! Położyłam się na łóżku i schowałam głowę w poduszkę. Wspomnienia mnie naszły. Pocałunki Kaspiana. Rozdarcie sukienki. Moje prośby. Przywiązanie mnie.... Gwałcenie mnie. Moje błagania i płacz. Odwrócenie na brzuch. Mój szloch. Znów.... Przestanie.
I przez cały czas to jego rozbawienie ! Nienawidzę tego. Nienawidzę go. Tego co zrobił !!!
            Leżałam tak parę godzin starając się opanować. W końcu wstałam. Było coś po północy. Zauważyłam jakiś ruch na balkonie. Chłopak... wampir... Pachniał słodko i miętą. Otworzyłam balkonowe drzwi wychodząc na balkon. Stał tam. Oparty o balustradę wpatrywał się we mnie. Wyglądał tak samo. Blond włosy i niebieskie oczy wpatrujące się we mnie. Jednak było w nim coś innego. Zapach i skóra. Blada jak moja.... Nie!!!
- Violet...-powiedział wyciągając do mnie dłoń. Stałam jak zkamieniała. Jak to możliwe ? Jakim cudem ? Kto go przemienił ?!?!?
- Przepraszam za mój wybuch. Nie chciałem... Ja tak nie myślę...- powiedział robiąc krok w moją stronę.- Po prostu moje serce pękło kiedy powiedziałaś mu "tak"- skończył. Nie wiedziałam co robić. Nie miałam odwagi do niego podejść. Bałam się. Wiem, że to Fabian, ale bałam się ! Nie ufałam chłopakom ! Moja dłoń powędrowała do naszyjnika. Nie zdjęłam go ani razu. Nawet... wtedy!  Fabian uśmiechnął się lekko i zbliżył jeszcze bardziej.
- Wybacz mi- powiedział stając przede mną.
- Nie mam czego. -odezwałam się wreszcie.
- Ale jakim cudem ?-spytałam jąkając się.
- Jestem wampirem ? Przemienił mnie twój narzeczony. Tylko nie wiem dlaczego-powiedział, a we mnie wezbrała złość. Jak on śmiał ! Nie dość, że zrobił mi to ! To jeszcze zrobił z Fabiana wampira !
- Przepraszam. Nie chciałam, aby coś ci się stało- powiedziałam- Wiem, że nienawdzisz naszej rasy. I wiem, że nie chciałeś być wampirem- dodałam.
- Nie chciałem. Ale poznałem ciebie. I chcę być z tobą wieczność, a teraz to jest możliwe- powiedział dotykając moje policzka. Cofnęłam się o krok. To Fabian ! On ci nic nie zrobi ! To nie jest Kaspian!- powtarzałam cały czas.
- Co się stało ?- spytał. Milczałam nie mogłam powiedzieć. Nie umiałam !- Violet powiedz mi co się stało- powiedział twardo acz spokojnie Fabian. Nie udało mi się powstrzymać łez. Słone leciały po moich policzkach. Podszedł do mnie jeszcze bliżej i otarł je kciukiem. Stałam jak posąg. Nie mogłam się ruszyć. Sparaliżował mnie strach. Fabian nachylił się. Przed oczami stanął mi Kaspian rozbierający mnie.
- Proszę nie- powiedziałam. Fabian podniósł głowę i przyjrzał się moim załzawionym oczom.
- Zabiję go- powiedział ruszając do pokoju. Złapałam go za nadgarstek.
- Nie. Proszę cię.-powiedziałam. Odwrócił się do mnie twarzą. Nie wytrzymałam. To mój Fabian ! Nie Kaspian ! Wpadłam mu w ramiona i wtuliłam w jego twardą klatę. Objął mnie rękoma i zaczął masować po plecach. Chwyciłam się jego jak najmocniej i wtuliłam w niego.
- Zabiję go, za to, że cię tknął- powiedział tuląc mnie. Podniosłam głowę. Uśmiechnęłam się lekko.
 - Nie. Fabian to nic nie da. Król każe cię zabić, a ja nie chcę cię stracić. Nie mogę- powiedziałam z powrotem się w niego wtulając.
- Musi za to zapłacić. Nie możesz za niego wyjść. Powiedz mi czy ty go kochasz ?- spytał spokojnie.
- Nie. Oczywiście, że nie. Tylko ciebie kocham, ale jeżeli za niego nie wyjdę będzie wojna- powiedziałam wpatrując się w jego niebieskie oczy.
- Nie możesz za niego wyjść. Co jeżeli znów to zrobi ? Nie pozwolę- powiedział tuląc mnie jeszcze mocniej.- Nie pozwolę ci z nim zostać samą- dodał.
- To co mamy zrobić ?-spytałam. Schowałam twarz w jego klatę. Oddychał szybciej.
- Ucieknijmy- powiedział Fabian ............
                                                   Przepraszam za błędy. Czekam na wasze komentarze. Mam nadzieję, że udał się rozdział. Następny dodam do piątku, a potem się zobaczy. No niestety. Trzeba będzie wrócić do szkoły. :/ Ale postaram się dodać choć dwa razy w tygodniu :D  
                                         

piątek, 22 sierpnia 2014

                              Cz.4. Wampirze królestwo

        Biegłam na oślep dwa razy wpadając na służących. Wleciałam do ogrodu i niczym strzała pognałam w najdalszy zakątek. Usiadłam pod płaczącą wierzbą, której gałęzie sięgały do ziemi i zasłaniały środek . Podciągnęłam nogi do szyi i otępiała patrzyłam na swoje trampki teraz ubrudzone trawą i ziemią. Chcą abym wyszła za Kaspiana.... Ja go nie kocham, a poza tym nie myślałam o ślubie. Jestem wampirem co znaczy, że jak wyjdę za mąż to już na wieczność. Nie ma czegoś takiego jak rozwód. Uwolniłaby mnie tylko śmierć !  Ja nie kocham Kaspiana. Lubię go, ale nie w ten sposób ! To w ludzkim chłopcu się zakochałam ! Ale czy to z wojną to na poważnie ? Tata nie brzmiał jakby przesadzał. Poza tym wiem, że nie jest pomiędzy królestwami dobrze. Wampiry buntują się i zabijają ludzi. Najczęściej tamtejsze wampiry zabijają ludzi z naszego królestwa. Ale czy jest, aż tak źle, że grozi nam wojna ??? Wampiry są świetne w walce i łatwo im się zwycięża, ale gdy przeciwnikami są także wampiry sprawa jest gorsza. Obydwaj przeciwnicy są szybcy, zdolni, bezskrupułów i.... nieśmiertelni. A wątpię, aby jakiś wampir dałby tak po prostu wbić sobie kołek w serce. Byłaby masakra. Pełno krwi, części ciała. Śmierć niewinnych. Najwięcej zginęłoby dzieci.Niewinnych dzieci.... Przed oczami stanął mi obraz. Dwór z wampirami. Dorośli walczą. Wampiry padają z kołkami w sercu.Nie wiadomo, kto od którego króla. Matki uciekają chroniąc swoje pociechy. Małe wampirki walczą i patrzą jak ich rodzice giną lub zabijają... Potem wampiry w mieście. Spalają domy, stragany i sklepy. Na ulicach mnóstwo krwi, części ciała. Słychać krzyki, błagalne jęki, ssanie i płacz dzieci. Dzieci, które patrzą jak giną ich rodzice, a potem one same przerażone umierają. Wampiry nie zważając na błagania i krzyki, zabijają. Wyrywają kończyny delektując się bólem. Inne skręcają kark i piją z umarłego krew, a jeszcze inne piją ją słuchając okrzyków bólu, jęków i płaczu. Dzieci biegają uciekając, na marne. Kobiety usiłujące własnym ciałem uratować potomstwo.  Ich krzyki i błagania. Krzyki zawodzące i sprawiające, że pęka mi serce. Błagania, o oszczędzenie dzieci. I ... gwałty. Wampiry bez skrupułów wywlekają córki i na oczach rodziców gwałcą je,a potem zabijają. Brudne, ciała, niektóre w częściach...Wszędzie ogień i krew !!!
        Przebiegły mnie dreszcze i otrząsnęłam się z wizji. Potrząsnęłam głową, chcąc pozbyć się obrazu przerażonych matek i dzieci. Gwałcone dziewczyny w moim wieku. Pozabijani ludzie. Krew.... Zaczęłam mocniej trząść głową. Wiedziałam, że to nie żarty. Jeżeli czegoś nie zrobię dojdzie do wojny. A ona będzie wyglądała mniej więcej tak. Tylko nie wiadomo,która strona wygra.... Nie mogę do tego dopuścić. Jestem wampirzą księżniczką i moim obowiązkiem jest dbać o dobro królestwa, jako przyszła królowa muszę to zrobić !!!
                                        ****************************************
             Szłam spięta do gabinetu ojca. Wczoraj nie miałam siły mu o tym powiedzieć. Biegałam po lesie starając się zapomnieć o wszystkim związanym z Fabianem. Na marne. Wiem, że powinnam pozbyć się naszyjnika od niego, ale nie umiałam. Ukryłam go pod moim topem. Na prawym nadgarstku miałam bransoletkę od Kaspiana. Może z czasem pokocham go.Z resztą nie mam wyjścia. Inaczej zginą wampiry i ludzie. Zginie Fabian ! Przez całą noc śniły mi się koszmary o wojnie wampirów.  Wiem,że to dziwne,bo chyba jeszcze nigdy nie miałam snu. Były takie realne, że bałam się, że zaraz zobaczę martwego Fabiana....
 Zobaczyłam. Walczył z jednym z wampirów z królestwa Blackwellów. Prawie udało mu się go zabić, ale wtedy drugi wampir złapał jego kuzynkę Wiktorię i zaczął pić jej krew. Obmacywał małą dziewczynkę, a ta krzyczała, płakała i wołała Fabiana. Próbował do niej dojść, ale wtedy inny wampir zagrodził mu drogę.Wiktoria przestała krzyczeć. Jej ciało zwiotczało. Umarła. Fabian zaczął krzyczeć, a wtedy wampir brutalnie skręcił mu kark.  
Obudziłam się wtedy cała mokra i przerażona. Jak to możliwe, że śniłam ?! Wampiry nie śnią! Nie potrafimy tak głęboko zasnąć. A jednak.... ja śniłam, choć wolałabym nie. Te obrazy cały czas mi się przypominały. Wiedziałam, że dobrze robię. Inaczej zginą niewinni.
Niepewna stanęłam przed drzwiami gabinetu. Słyszałam ojca rozmowę z kimś. Nie mogę się wycofać. Byłabym egoistką, gdybym powiedziała, że nie zrobię tego. Taka moja rola. Muszę robić wszystko,aby nie ginęli niewinni....
Pchnęłam drzwi i zobaczyłam ojca siedzącego za biurkiem. Naprzeciw niego siedział... Kaspian. Na mój widok książę uśmiechnął się i wstał ukłaniając się. Ojciec przyglądał mi się jakby bał się, że zaraz wybuchnę. Miałam ochotę, bo byłam zła. O to, że prawie zabił Fabiana. O to, że nic nie powiedział mi o tym, że mam wyjść za mąż. Ale złość zdusiłam w sobie. Uśmiechnęłam się i dygnęłam. Kaspian ustąpił mi krzesła, a sam przysunął sobie jedno i opadł na nim obok mnie.
- Czemu zaszczyciłaś nas swoją obecnością córko ?- zapytał tata przyglądając mi się uważnie.
- Przemyślałam wszystko, o czym wczoraj rozmawialiśmy i masz rację- powiedziałam, nie wiedząc jak się zachować przy Kaspianie.
- Jeżeli nie chcesz to nie musisz - powiedział od razu Kaspian. Czyli on także wiedział, że mamy być małżeństwem. Muszę kłamać. Muszę ! Inaczej nie uwierzy mi i dojdzie do wojny.
- Czy książę wie coś o dziewczynach ?-zapytałam chcąc zrobić trochę luźniejszą atmosferę- Bo my, dziewczyny raczej nie mówimy otwarcie chłopakom, że szalejemy za nimi- powiedziałam. Miałam nadzieję, że zrozumie i uwierzy. Uśmiechnął się do mnie i ucałował moją dłoń. Ojciec także odetchnął z ulgą.
- Świetnie. Na prawdę pasujecie do siebie- powiedział król przyglądając nam się. Spuściłam wzrok i zaczęłam bawić się bransoletką. Uśmiechnęłam się zażenowana. Kaspian splótł swoją dłoń z moją.
- Zawiadomię twego ojca i mą żonę. Na pewno się ucieszą. Zorganizujemy bal z okazji waszych zaręczyn- postanowił ojciec.
- Wasza wysokość czy mogę odejść z.... moją partnerką ?-zapytał Kaspian. Łatwo mu to przyszło. Mój ojciec cały czas mówił, że nie mam się spieszyć, a teraz chce mnie wydać za mąż w wieku osiemnastu lat ? Bardzo mądre....
- Tak. Bawcie się dobrze- powiedział tata. Kapian wstał,a ja za nim. Wyszliśmy trzymając się za rękę. Co ja wyprawiam ? To nie jest Fabian ! Ale nie mogę się wycofać. Nie mogę.
Przywołałam na twarz uśmiech i pozwoliłam mu się prowadzić przez ogród. W końcu zatrzymał się i przyciągnął mnie do siebie. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej. Objął mnie w tali i przypatrywał mi się. Chciałam się wyrwać, ale wiedziałam, że nie mogę. Wtedy od razu zrozumiałby, że to ściema. Musiałam udawać zakochaną w nim...
Pochylił się i nasze wargi się zatchnęły. Pachniał metalem, solą i wodą kolońską. Całował mnie rozchylając wargi,a jego język błagał abym wpuściła go do środka. Nie chciałam tego, ale zrobiłam. Zaczął językiem jeździć po moim, a potem po mych kłach. Czułam się winna. Że go okłamuję. Że udaję. Że całuję się z nim choć to Fabiana kocham. Jednak musiałam słuchać rozumu. To jest dobre. Będąc z człowiekiem doprowadziłabym do wojny....
Odsunęłam głowę. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Wtuliłam twarz w jego umięśniony tors,a on zaczął masować moje plecy. Nie mogę być tak krucha. Jestem wampirem i jestem twarda jak głaz !!! Przywołałam na twarz nie śmiały uśmiech i podniosłam głowę patrząc w jego oczy.
- Nie wiesz ile o tym marzyłam- skłamałam bez zająknięcia. Wziął moją twarz w dłonie i pocałował z czubek głowy.
- Marzenia się spełniają- szepnął.- Muszę iść porozmawiać z ojcem, ale przyjdę do ciebie potem, okej?- spytał.
- W sensie do pokoju ? Co chcesz zrobić?- pomyślałam, ale nie powiedziałam tego. Kiwnęłam głową z szerszym uśmiechem. Pocałował mnie w polik po czym zniknął. Stałam przez chwilę otępiała tym co się stało. Tak łatwo przyszło mi go nabrać ? Uwierzył ? Tak łatwo przyszło mi kłamanie ?! Ludzie co się ze mną dzieje?! Nigdy nie kłamałam, a na pewno nie z taką łatwością.
Ruszyłam się i poszłam do zamku. Nie ma co. Tak teraz będzie wyglądać moje życie. Będę mężatką z kimś kogo nie kocham. Będę kłamała i oszukiwała swoje serce. Będę.... wiecznie kłamać ! Nic innego mi nie zostało. Może z czasem pokocham go ? Może po ślubie ? A może gdy.... Chwila czy ja mam to z nim zrobić ??? Nie myślałam, o tym. Ale będę musiała. Nie mogę po ślubie być dziewicą. Tak czy siak to zrobimy. Czy tego chce czy nie ! Muszę !!! Nie mogę wiecznie myśleć o Fabianie. On jest człowiekiem i umrze ze starości. Koniec muszę przestać !!! Od teraz jestem dziewczyną Kaspiana, a już wkrótce jego narzeczoną i żoną.
Nawet nie zdałam sobie sprawy, że doszłam do drzwi swojego pokoju. Spojrzałam na półkę z książkami. Ja muszę wychodzić za mąż, a on ma jakieś sekrety!? Mam prawo wiedzieć !
Stanęłam przed półką i pociągnęłam za książkę w zielonej oprawie....
Półka odsunęła się i ukazała kamienne schody. Oświetlały je tylko pochodnie w ścianie. Raz kozie śmierć....
Ruszyłam schodami do góry, starając się nie fantazjować co tam zobaczę. Co takiego może ukrywać mój ojciec ? Jakieś potwory ? A może ma jakieś laboratorium ?
 Schody się skończyły i ujrzałam duże dębowe drzwi.  Otworzyłam je i rozejrzałam. Duży pokój z kamiennymi ścianami i podłogami. Na środku stał duży stół, a na nim mnóstwo różnych broni i innych sprzętów. Pod ścianą stały półki z książkami, Były jeszcze dwa inne przejścia zamknięte drzwiami. Zaczęłam przechadzać się po pokoju gdy jedne drzwi otworzyły się i stanął w nich wysoki czarnowłosy mężczyzna. Miał na sobie pelerynę,a we włosach widziałam trochę brokatu. Jego paznokcie miały czerwony kolor, a na oczach także był.... brokat. Co to ma być ?
Mężczyzna oparł się o framugę drzwi i przyglądał mi się z głupim uśmieszkiem.
- Kim jesteś ?- spytałam. To go ojciec ukrywał ? Po co ???
- Magnus Bane. - powiedział kłaniając się.
- Co tu robisz ?
- Właściwie, to ja powinienem cię o to pytać -odpowiedział Magnus.
-  Jesteś.... czarownikiem- stwierdziłam. Klasnął w dłonie z których posypało się trochę brokatu.
- Brawo. Zgadujemy dalej. Lubię zgadywanki.- powiedział czarownik.- Co to jest duże, białe i okragłe ?- spytał.
- Nie gram z tobą. Chce wiedzieć czemu tu jesteś- powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
- To bardzo proste. Wynajął mnie twój ojciec- powiedział z chytrym uśmieszkiem.
- Mój ojciec nie jest gejem !- krzyknęłam zła.
- Ja nic takiego nie powiedziałem. - wzniósł ręce w obronnym geście.- Wynajął mnie abym odnalazł jednego demona. Trochę mnie to nudzi, bo nie potrafi go opisać- powiedział znudzony ziewając.
- Kłamiesz. Po co mój ojciec miałby szukać demona ?-spytałam oschłym tonem. Nie chce mi się wierzyć, że mój ojciec wynajmowałby czarownika aby przywoływać demona. Po co ?! To nie ma sensu.
-  Bo chce aby zdjął klątwę- odpowiedział wzruszając ramionami i opadł na sofę pod ścianą. Nie było jej tu wcześniej.
- Niby jaką ?- spytałam podchodząc bliżej.
- Nudzi mi się tu samemu. I nie chce gadać o pracy. Może porobimy coś innego ?- odezwał się zakładając ręce za głowę i przyglądając mi się z rozbawieniem.
- Jaką klątwę ?- nalegałam. Nie odpuszczę.
- Zarzuconą przez demona.- odpowiedział krótko.- Nie mogę ci zdradzić jaka i na kogo jest rzucona, bo zabronił mi tego twój ojciec.Więc wybacz, cukiereczku- powiedział uśmiechając się.
- Nie jestem cukiereczkiem. I i tak się dowiem!- zapowiedziałam i obróciłam się na pięcie. Myśląc, że krzyknie za mną i powie prawdę ruszyłam do drzwi. On jednak milczał. Czułam, że mi się przygląda z rozbawieniem. Doszłam do drzwi. Nic nie powiedział. Nie mogę się odwrócić ! Wyszłam i zaczęłam schodzić po schodach. Nic ! Zeszłam i wyszłam na korytarz. Co za cham z tego Magnusa ! Co za klątwa ?! I ja kto rzucona przez demona ?! To bez sensu!!!
            Usiadłam na łóżku i podciągnęłam nogi pod szyję. Nie wiem co myśleć. Ten czarownik.... nie kłamał. Mówił tak swobodnie. Poza tym ojciec faktycznie ukrywał go .Dlaczego nie powiedział nic o Magnusie czy kątwie ?!?!? Nie rozumiem...
                                                      ***************************************
                     Następne dni mijały na przygotowaniach do balu zaręczynowego.  Nie poszłam do Magnusa. Moja duma mi na to nie pozwoliła. Całe dnie spędzałam na udawaniu zachwyconej z powodu zaręczyn. Spacerowałam z Kaspianem gdzie więcej było pocałunków niż słów. Wiedziałam, że muszę to robić. Coraz łatwiej mi się to robiło. Już prawie nie czułam żalu.  Kaspian wydawał się zadowolony, że może się całować choć nie raz chciałby pójść dalej.Zawsze miałam tą samą wymówkę "- Nie chcę się spieszyć". Działało.
               Teraz siedziałam na łóżku w samej czarnej, koronkowej bieliźnie. Obok leżała piękna czerwona sukienka na bal. Miałam jeszcze ostatnie chwile wolności, a potem przyjdzie Kaspian i bal się rozpocznie.Westchnęłam i wstałam. Założyłam czerwoną kreacje bez ramiączek.  Założyłam czerwone pantofle i uczesałam włosy.  Zapięłam bransoletkę od Kaspiana. Naszyjnik od Fabiana cały czas spoczywał na moim dekolcie. Nie rozstawałam się z nim od urodzin.Na szyi zapięłam jeszcze diamentowy naszyjnik od rodziców, który zasłonił ten od Fabiana. Przejrzałam się w lustrze.
- Za parę chwil będziesz narzeczoną Kaspiana Blackwella.-powiedziałam do siebie w lustrze- Powinnaś się cieszyć. Uśmiech- rozkazałam samej sobie. Przywołałam na twarz szeroki uśmiech. Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
Kaspian miał na sobie dopasowany czarny garnitur i spodnie. Uśmiechnął się na mój widok.
- Pięknie wyglądasz- powiedział podając mi dłoń. Przyjęłam ją i poprowadził mnie korytarzem. Na schodach czekali moi rodzice i ojciec Kaspiana. Uśmiechnął się do mnie.
Pierwsi ruszyli moi rodzice,a potem król Vladmir ze swoją blond włosą partnerką. A następnie.... Ja i Kaspian.  Stanęliśmy na podium dla rodziny królewskiej i słuchaliśmy jak przemawia mój ojciec.
- Miło mi was wszystkich gościć. Mamy nadzieję, że wam wszystko pasuję. - rzekł król...
 Bal rozpoczął taniec moich rodziców, wraz z królem Vladmirem i jego partnerką. Także ja i Kaspian tańczyliśmy.  Trzymał dłoń na mojej tali, a ja na jego ramieniu.
      -Jestem z ciebie dumny- rzekł mój ojciec gdy tańczyłam z nim walca.
- Zawsze powtarzasz, że muszę myśleć o królestwie. I tak robię. Byłabym egoistką gdybym zadawała się z człowiekiem. Poza tym zapomniałam o nim- powiedziałam. Skłamałam mu w żywe oczy bez zająknięcia. Robię się w tym coraz lepsza. Tylko nie wiem czy powinnam się z tego powodu cieszyć czy płakać ?
- Nie chciałem. Gdyby było inne wyjście, na pewno nie kazałbym ci tego robić. Obiecuję nie mieć już przed tobą sekretów- rzekł ojciec.
- Tak ? A co z Magnusem ? Klątwą ??? Powiesz o co chodzi ?- spytałam w myślach. Nie powiedziałam tego. Nie czas na to. Kiedy będzie spokojniej wtedy wygarnę mu wszystko. Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
- Mam nadzieję, że zawsze będziesz ze mnie dumny...
Po tańcu z moim ojcem przyszedł czas na króla Vladmira. Objął mnie  tali i prowadził w rytm muzyki. Rozglądałam się po sali nie wiedząc czemu.
- Podoba ci się bal ?-spytał król Vladmir. Spojrzałam na niego. Wszyscy wiedzieli, że Kaspian ma mi się oświadczyć, a ja miałam udawać, że nic nie wiem.
- Jest piękny- powiedziałam z uśmiechem. W tłumie wypatrzyłam blond włosy. To niemożliwe ! A jednak ! Stał pod ścianą w jednym kącie. Ubrany w garnitur ten sam co na moich urodzinach. Przyglądał mi się ukrycie. W jego oczach widziałam zaskoczenie, ból, żal, smutek i... miłość. Czy on musi tu być ? Nie jest mi łatwiej. Kto go zaprosił ?!
- Mam nadzieję, że zachowasz się rozsądnie-rzekł król. A wtedy muzyka zmieniła się,a ja wróciłam do tańczenia z Kapianem. Przyciągnął mnie bliżej. Wpatrywałam się w niego, ale nie raz zerkałam na chłopaka w kącie. W pewnym momencie muzyka ucichła, a Kaspian uklęknął przede mną na jedno kolano. Wszyscy goście ucichli i stanęli.
- Violet Varnon czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie ?-spytał Kaspian trzymając w ręce pudełko z pierścionkiem. Wszyscy wstrzymali oddech czekając na moją odpowiedź. Uśmiechnęłam się szeroko. Czułam, że Fabian przygląda mi się i także czeka na odpowiedź. "Przepraszam" powiedziałam w myślach chcąc aby to usłyszał. Wpatrzyłam się w Kaspiana.
- Tak- skłamałam bez wahania i z szerokim uśmiechem. Włożył mi na palec pierścionek z diamentem, a potem złapał w pasie i podniósł nad ziemię. Obrócił się wirując ze mną, a potem delikatnie opuszczając na ziemie. Położyłam dłonie na jego szyi, a on pochylił się.... i pocałował mnie. Usłyszałam westchnienia i ciche wiwaty, które stawały się głośniejsze. Kątem oka dostrzegłam, że Fabian wychodzi. Całowałam się z Kaspianem w duszy płacząc i krzycząc. W końcu odsunął  się, ale nadal obejmował mnie. Wyszukałam ojca, który uśmiechał się. Nadal we mnie nie wierzył. Myślał, że nie sprostam zadaniu. Powinnam. Robię wszystko dla królestwa, a on ukrywa przede mną czarownika i jakąś klątwę !!!
 Po burzy oklasków i gratulacji miałam dość. Kłamstwo zżerało mnie od środka. Musiałam odpocząć.
- Przejdę się na dwór. Zaraz wracam- szepnęłam do Kaspiana gdy staliśmy przy naszych rodzicach. Pocałowałam go w polik i ruszyłam do drzwi.
Kiedy wiedziałam, że mnie nikt nie widzi usiadłam na ławce i spojrzałam na pierścionek. Co ja wyprawiam ??? To nie jego kocham ? Ale nie mogę teraz się wycofać ! Moja dłoń mechanicznie zawędrowała do serca na moim dekolcie. Westchnęłam... Wiem jak go ranię. Jak siebie ranię. Jak oszukuję wszystkich, a już na pewno siebie. Podniosłam się i zobaczyłam Go. Szedł do muru. Co on miał zamiar zrobić? Ruszyłam w jego stronę. Stanął przed murem i ze złością walnął w niego pięścią. Zrobił to jeszcze dwa razy, aż dobiegłam i złapałam za jego rękę. Była podrapana i krwawiła.
- Co ty robisz ?-spytałam przyglądając mu się,
- Ty mi powiedz !  Myślałem, że coś między nami jest ! A ty z tym księciem!- krzyknął wyrywając dłoń i cofając się o krok.
- Fabian... Ja.... nie zrozumiesz....- jąkałam się. Przyglądał mi się z bólem i zimnem, którego nigdy nie widziałam. Zero miłości, którą zawsze w nim widziałam.
- Powiedz mi czy ty go kochasz !?!-krzyknął zły. Jego ton był zimny jak lód. Nie umiałam odpowiedzieć. Nie mogłam !
- Zresztą nieważne- powiedział wzruszając ramionami- Głupi myślałem, że jesteś inna. Moje gratulacje pani! Życzę szczęścia na tej drodze!- powiedział i ukłonił się. Obszedł mnie i ruszył do bramy. Jak on mógł !?!?.....
                                                 Czekam na wasze komentarze. Mam nadzieję, że się podoba. Kolejny będzie jakoś do środy, czwartku :D Bardzo was proszę komentujcie :) Naprawdę wasze komentarze mnie motywują, więc proszę komentujcie :)

środa, 20 sierpnia 2014

                        Cz. 3 Wampirze królestwo

      Fabian stanął obok mnie nie wiedząc co zrobić. Głowę miał uniesioną do góry i był cały spięty. Wiem czego oczekiwał. Mój ojciec nie jest za szczęśliwy. Nie zrozumie tego, ale nie mogę pozwolić, aby Fabian za to dostał.
- Co tu się dzieje ?!- zapytał groźnie, stając przede mną. Zerknął na Fabiana, a jego oczy stawały się coraz bardziej czarne, choć nie wiem czy to możliwe.
- Ojcze... ja...- nie wiedziałam co powiedzieć.
- To moja wina Wasza Wysokość. Violet nie chciała, a ja to zrobiłem królu.- powiedział Fabian.  Król spojrzał na niego i chciał zawołać straże, ale go powstrzymałam.
- Nie rób tego ! Ja.... chciałam tego- wykrztusiłam w końcu. Spojrzał na mnie zaciskając pięści.
- Jesteś nieodpowiedzialna. A on...- pokazał na Fabiana- Zginie za dotykanie księżniczki- dokończył robiąc krok w stronę Fabiana. Wiedziałam co chce zrobić, ale nie miałam zamiaru mu pozwolić.
- Nie skrzywdzisz go !- powiedziałam stając przed Fabianem.
- Odejdź. My porozmawiamy potem...
- Nie! Nie pozwolę ci go zabić. Nie zrobił nic wbrew mojej woli-powiedziałam stając dumnie.
- Pani zasłużyłem- powiedział Fabian wychodząc zza mnie.
- Dość tej błazenady. Nie dotkniesz jej!- powiedział ojciec do Fabiana... Jego oczy powoli zaczęły zmieniać barwę.
- A ty wynoś się stąd !- ryknął.
- Nie !- krzyknęłam. Nie chciałam aby znikał. Nie teraz kiedy się w nim zakochałam.
- Żegnaj pani- powiedział kłaniając się. Odwrócił się na pięcie i odbiegł.
- Nienawidzę cię ! Jak mogłeś !?- krzyknęłam na ojca, czując łzy w oczach. O nie ! Wampiry nie płaczą. A już na pewno nie przy innych.
- Znasz zasady. Nie mogę pozwolić, abyś spotykała się z... człowiekiem- powiedział już opanowanie ojciec.
- Nie wierzę ! Ty nic nie rozumiesz !- krzyknęłam. Obok pojawiła się moja matka.
- Kochanie tata ma racje - powiedziała podchodząc do mnie. Zrobiłam krok do tyłu.
- Gówno prawda ! Nie ma racji !- krzyknęłam zła. Chciałam biec za Fabianem. Przeprosić go. Chciałam go zobaczyć !
- Przeproś ojca- powiedziała stanowczo matka.
- Ani mi się śni ! Mam dość. Przez osiemnaście lat więzicie mnie, a teraz nie pozwalacie być szczęśliwą ! Niszczycie mi życie !- krzyknęłam. Skrzyżowałam ręce na piersi, czekając na ich odpowiedź. Oboje byli zszokowani.
- Nie zobaczysz się już z nim nigdy więcej.- powiedział twardo ojciec.
- Nie mogłeś dać mi tego jednego wieczoru ? W moje urodziny ?- zapytałam. Złość zaczęłam znikać zastąpiona smutkiem.
- Nawet dziś nie mogę robić tego co chce !- dodałam. Matka spojrzała na mnie.
- Kochanie to wszystko dla ciebie. Goście, przyjęcie, prezenty. To dla ciebie- powiedziała mama podchodząc o krok. Cofnęłam się znów. Nie odpuszczę. Nie tym razem.
- A czy ktoś spytał mnie czego ja chce ? Nie ! Wy tylko siebie słuchacie i was trzeba słuchać. Nie pytaliście, a teraz kiedy byłam szczęśliwa zabraniacie mi tego!- krzyknęłam. Przez osiemnaście lat trzymałam w sobie cały gniew, który teraz się wydostał.
- Mam dość ! Jestem pełnoletnia i to JA decyduję o sobie ! Nie wy !- krzyknęłam. Rodzice byli zszokowani. Spojrzeli na siebie, a potem znów na mnie.
- Prawda boli czyż nie ?-zapytałam z drwiną.
- Nie odzywaj się w ten sposób ! Porozmawiamy o tym jutro. A teraz chodźmy z powrotem do środka.- powiedział ojciec. Wiedziałam, że ukrywa złość i rozczarowanie. Niestety nie będę wiecznie mu ulegać. Przegiął tym razem ! Nie pozwolę mieszać się w moje sprawy !
- Zostaję na zewnątrz- powiedziałam siadając na ławce.
- Kochanie przyjdź jak się przewietrzysz- powiedziała słodko mama. Poszli razem do środka. Wreszcie ! Siedziałam na ławce wpatrując się w niebo. Przesunęłam ręką i dotknęłam jakiegoś pudełka. Prezent od Fabiana ! Wzięłam pudełeczko w ręce i otworzyłam. W środku był piękny naszyjnik z sercem. Wzięłam zimny naszyjnik w dłonie. Był piękny. Serce miało w środku czerwony kamień. Nie rozpoznawałam go. Fabian.... Przypomniały mi się jego ciepłe i miękkie usta na moich. Jego serce walące jak oszalałe. Jego silne ramiona trzymające mnie. Westchnęłam. Gdyby nie ojciec nie skończyłoby się to tak szybko ! Zapięłam naszyjnik na szyi. Serce spoczęło pomiędzy moimi piersiami. Poczułam się bliższa jemu. Zamknęłam serce w dłoni...
- Zajęte?- zapytał Kaspian stając  przede mną.
- Nie. Siadaj- powiedziałam puszczając serce. Spoczął na moim dekolcie.
- Też nie lubisz takich przyjęć- stwierdził.
- Nie.... Nie znam tu prawie nikogo. A ty jesteś jedyną osobą z którą mogę tu pogadać- powiedziałam bez zastanowienia. Oczywiście nie był jedyną osobą..... Niestety tą drugą tata wygnał. Kaspian przypatrywał się mi.
- Zawsze do usług- powiedział całując moją dłoń.
- Nie otworzyłaś prezentu ode mnie-dodał po chwili. Przyjrzałam mu się. Nie otwierałam żadnego prezentu. Wyciągnął z kieszeni jakieś małe pudełko obwiązane czerwoną wstążką.
- Myślałam, że prezenty są w środku i z tego co pamiętam to wasz był większy- powiedziałam przypominając sobie jak król Vladmir podawał lokajowi duże czerwone pudełko.
- Tamten był od mego ojca, a ten ode mnie- powiedział kładąc mi pudełko na dłoni.
- Dziękuje.- powiedziałam trzymając pudełko w dłoniach.
- Może i nie jestem taki interesujący jak tamci, ale możemy coś porobić. Obejrzeć film albo przejść się gdzieś- zaproponował Kaspian. Nie miałam na nic takiego ochoty.
- Nie, ale dziękuję. Pójdę do siebie- powiedziałam wstając.
- Dobrze, to w takim razie otwórz choć prezent- powiedział także wstając. Wzięłam pudełko i otworzyłam je bez słowa. Była tam piękna diamentowa bransoletka z dwoma kłami.
- Piękna, dziękuje- powiedziałam z uśmiechem. Wziął ją z moich rąk i zapiął na moim prawym nadgarstku. Kiedy jego dłoń musnęła moją poczułam lekkie drżenie. Co jest ?
- Pójdę już. Dobranoc- powiedziałam. Kapian ujął moją don i pocałował. Uśmiechnęłam się i odeszłam.
                                                ***************************************
                        Obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Leżałam wpatrując się w sufit. Przypominała mi się wczorajsza noc. Fabian, pocałunek. Pojawienie się ojca. Naszyjnik od niego. Na piersi spoczywał znajomy ciężar serca. Dotknęłam go dłonią. Na tej samej był bransoletka od Kaspiana. Także piękna, ale prezent od Fabiana był wyjątkowy. Tego kamienia nie znałam. Musiał być wyjątkowy. Tak bardzo chciałam zobaczyć się z Fabianem. Porozmawiać z nim, przeprosić. Miałam tylko nadzieję, że mi wybaczy. Ale jak miałam się z nim zobaczyć ? Ojciec wygnał go. Co mam zrobić aby go zobaczyć ???... W sumie to jestem dorosła, mogę robić co chce !
Ubrałam się pośpiesznie w dżinsy i niebieską bluzkę na ramiączkach.  Naszyjnik spoczywał na mojej szyi, a ja czułam znajomy ciężar. Nie potrafiłam się z nim rozstać. Założyłam buty i po chwili namysłu wzięłam pelerynę. Założyłam ją i ruszyłam do drzwi. Nie dam mu się zatrzymać.  Nie pozwolę aby mój ojciec trzymał mnie w zamku do końca mojego nieśmiertelnego życia ! Jestem wampirem i robię co chce i kiedy chce !!!
 Przy drzwiach ukłonił mi się lokaj i przyjrzał uważnie. Wiedziałam, że zaraz pójdzie do mego ojca.
- Wybieram się na polowanie- rzekłam i wyszłam przez drzwi. Szłam powoli po drodze, aż stanęłam przy murze. Miałam dwie możliwości : przeskoczyć lub iść bramą. Gdy pójdę bramą mój ojciec na pewno się o tym dowie, a poza tym gdzie tu zabawa ? Uśmiechnęłam się chytrze pod nosem i odbiłam ponad ziemią. Leciałam lawirując pomiędzy drzewami. Zwolniłam gdy dolatywałam do wodospadu. Wspomnienia uderzyły do mnie. Jak tuliłam się do niego skacząc. Jego samodzielny skok. Objęcie mnie i pocałunek... Mam nadzieję, że mi wybaczy.
Kiedy zobaczyłam pierwszy budynek. Stary i poniszczony z zwalającym się dachem pofrunęłam w dół.  Stanęłam przed nim.  Nie traciłam czasu na oglądanie go.  Założyłam kaptur od peleryny i ruszyłam drogą do miasta. Następny budynki były już ładniejsze. Stare kamienice, zadbane i staroświeckie. Stragany z owocami i warzywami. Sklepy z odzieżą, rzeczami do domu i innymi takimi. Po drodze przewijało się mnóstwo ludzi. Musiałam bardzo uważać aby nie wpaść na kogoś. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, prócz przelotnych spojrzeń. Podobało mi się to, mogłabym tu zostać. Nikt nie patrzył na mnie jak na księżniczkę, ze skrępowaniem i strachem. Byłam jak jedna z nich. Prawie. Większość miała na sobie peleryny, ale młodsi byli bardziej.... otwarci. Grupa dziewczyn w moim wieku stała przy cukierni i paplała chichocząc i zerkając na chłopaków po drugiej stronie ulicy. One wszystkie trzy blondynki, wysokie i piękne. Jedna miała krótką sukienkę w kolorze trawy, a pozostałe dwie spodenki i bluzeczki bez ramiączek. Chichotały rozmawiając o nich.
- Jake jest taki słodki i seksowny- usłyszałam dzięki mojemu nadludzkiemu słuchu. Druga powiedziała coś o jakimś Bartku, ale nie chciało mi się ich słuchać. Drogi rozchodziły się na boki. W jednej były same domy, a drugim większość to małe sklepy.  Jakaś para całowała się namiętnie pod sklepem z elektroniką.  Zazdrościłam jej tego. Dziewczyna ukradkiem spojrzała na mnie i puściła oko. Że co to miało znaczyć ???
Ruszyłam dalej drogą mijając obściskującą się parę. Chciałam skręcić w jedną z uliczek gdy poczułam ten zapach. Mięta, zioła i słodka krew. Obróciłam się chowając w cieniu uliczki. Wychodził ze sklepu z zakupami. Uśmiechnął się lekko do jednej z dziewczyn, a ja poczułam ukłucie zazdrości. Był w zwykłych dżinsach i czarnej koszulce uwydatniającej jego mięśnie. Jego niebieskie oczy były lekko szkliste....
- Hej Fabian. Może wpadłabym do ciebie ?- usłyszałam pytanie czarnowłosej dziewczyny, która mogłaby być modelką. Uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko, a ja czekałam na jego odpowiedź.
-Nie dzięki Mirando.- powiedział i obojętnie odszedł od niej z zakupami. Ulżyło mi. Dziewczyna patrzyła za nim, a ja wiedziałam co to spojrzenie oznaczało. Patrzyłam jak Fabian idzie ulicą. Nie czekałam za długo. Wyszłam z cienia i ruszyłam za nim zachowując odpowiednią odległość.  Skręcił w jedną z uliczek, a ja za nim. Otworzył drzwi do jednego z domów i zniknął w jego wnętrzu. Dom był ładny i staroświecki. Z drewna. A dróżka prowadząca do  niego z kamyczków. Zacisnęłam dłonie na naszyjniku, aby dodać sobie odwagi.
    Stanęłam przed drzwiami zastanawiając się czy dobrze robię. Może on nie czuję tego co ja ? Może teraz mnie nienawidzi ? Może nie chce mnie znać ? Nie wiem czy dam radę usłyszeć od niego to, że mnie nienawidzi. Nie wiem czy nie pęknie mi moje umarłe serce.
Jednak wbrew swoim obawom zapukałam. Zupełnie jakby moje serce nie słuchało rozumu. Usłyszałam kroki i czekałam aż otworzy...
Jednak to nie Fabian mi otworzył tylko starsza kobieta. Wypuściłam powietrze z żalem. Kobieta miała siwe włosy i brązowe oczy. Miała spodnie i bluzkę zakrytą fartuchem.
- Słucham ?- zapytała przyglądając mi się. Wiedziałam,że próbuję dojrzeć moją twarz pod kapturem.
- Przepraszam. Szukam Fabiana- powiedziałam odzyskując mowę. Za jej plecami widziałam chol z dwoma drzwiami po bokach. A na środku schody.
- A mogę wiedzieć po co ?- dopytywała kobieta przyglądając mi się podejrzliwie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wtedy z jednych drzwi wyszła mała dziewczynka. Na oko miała dziesięć lat. Miała blond włoski i niebieskie oczka. Ubrana w sukienkę jak księżniczki. Różową i z falbanami. Podeszła do nas i stanęła obok kobiety.
- Mamo kto to ?-spytała.
- Też chcę się tego dowiedzieć- mruknęła kobieta wciąż mi się przyglądając.
- Przyszłam do Fabiana-powtórzyłam cicho.
- Jesteś jego dziewczyną ? Nic mi nie powiedział !- powiedziała oburzona dziewczynka. Uśmiechnęłam się z pod kaptura.  Wtedy na schodach pojawił się on. W tych samych ciuchach co w sklepie. Jego blond włosy były lekko mokre, a niebieskie oczy takie same jak moje. Wpatrywał się we mnie, ale nie mogłam rozgryźć co czuję.
- Fabi nie powiedziałeś mi, że masz dziewczynę !- krzyknęła do Fabiana. Teraz i dziewczynka i kobieta patrzyły na niego czekając na odpowiedź.
- To nie moja dziewczyna Wiki. To koleżanka.- powiedział,a mi zrobiło się smutno.
- Czy mam ją wyprosić ?- spytała kobieta, a ja czułam, że tylko czeka na odpowiedź "tak". Fabian cały czas wpatrywał się we mnie. Bałam się , że mnie wyrzuci. Zszedł ze schodów i podszedł powoli  do kobiety.
- Nic się nie dzieję. To tylko koleżanka- usłyszałam jego szept do kobiety. Mierzyli się wzrokami przez chwilę, a potem kobieta uległa. Bez słowa wzięła małą za rękę i wyprowadziła przez drugie drzwi.
- W czym mogę pomóc pani ?- powiedział sztywno Fabian kłaniając się w pół.
- Nie zachowuj się tak. Nie jestem żadna "pani" tylko Violet.-powiedziałam smutna, że jest wobec mnie taki oziębły. - Chciałam cię przeprosić król nie....- zamknął mi usta ręką, złapał za rękę i pociągnął na górę schodami. Przeszedł przez korytarz i wszedł do pokoju na końcu. Wpuścił mnie pierwszą, a potem zamknął drzwi na klucz.
-Ciotka o niczym nie wie.- powiedział krótko Fabian.
- Przepraszam za mojego ojca. Nie miał prawa. Nie powinien- powiedziałam. Fabian przechadzał się po pokoju. Był.... męski. Ciemne ściany, biurko z laptopem i książkami. A nad nim plakat jakiegoś motoru .Obok okna komoda. A na środku łóżko.  Duże z czarną pościelą. Fabian milczał. Wrócił do drzwi i oparł się o nie plecami. Podeszłam do okna wyglądając na miasto.
- Wiem, że to moja wina. Przepraszam- powiedziałam opierając się o okno plecami. Fabian na te słowa stanął prosto z rękami po bokach.
- To ja cię pocałowałem. To moja wina. Nie przepraszaj za coś co ja zrobiłem- powiedział spokojnie.
- Przeze mnie wyrzucono cię z zamku.
- To nie jest problemem.- powiedział przybliżając się. Podeszłam do biurka patrząc na książki.
- Powiedz coś- odezwałam się po chwili ciszy.
- Ale co ?- zapytał. Stał teraz po drugiej stronie biurka lustrując mnie wzrokiem.
- Nienawidzisz mnie ? Uważasz mnie za potwora ?- zapytałam. Patrzyłam na niego. Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie. Podszedł bliżej, a ja oparłam się o biurko. Przyglądałam się jego niebieskim oczom. Stał tuż przede mną, ale nie dotknął mnie.
- Nie. Nigdy- powiedział. Podniósł dłoń jakby chciał dotknąć mojego policzka, ale opuścił ją.
- Ale nie dotkniesz mnie, bo cię brzydzę-powiedziałam ze smutkiem. Nasze spojrzenia splotły się ze sobą.
- Mam zakaz. Chciałbym. Niczego bardziej nie pragnę, ale.... nie mogę-powiedział.
- Zakazy są po to by je łamać- powiedziałam.  Fabian uśmiechnął się do mnie i skierował wzrok na mój dekolt uśmiechając się szerzej. Nie zdążyłam nic powiedzieć. Fabian przycisnął się do mnie i objął w pasie. Pochylił się i nasze wagi się zderzyły w namiętnym pocałunku. Zarzuciłam mu ręce na szyję wplatając w jego blond włosy. Całował mnie coraz namiętniej. Czułam coraz większe pożądanie.Jego ręce doszły do zapinki przy pelerynie i rozpięły ją szybkim ruchem. Spadła z moich ramion na podłogę. Jego dłonie zaczęły przesuwać się po moich plecach. Zaczął pocałunkami schodzić niżej. Doszedł do szyi i zaczął kreślić na niej pocałunki, nie raz ssąc moją zimną skórę. Jęknęłam z rozkoszy. Pożądanie coraz bardziej rosło, a wraz z nim moje pragnienie. Poczułam słodki, słodki zapach jego krwi. Puls na jego szyi. Jego szybko bijące serce i oddech na mojej szyi. Całował mnie na szyi schodząc niżej. Jęknęłam ponownie. Schyliłam się i jak w amoku otworzyłam usta tuż przy jego szyi. Zobaczyłam żyłę pulsującą na jego szyi. Jego ręce zawędrowały pod moją koszulkę zataczając kręgi na płaskim brzuchu i pnąc się wyżej. Pocałunki doszły do dekoltu. Moje kły były tuż przy jego żyle na szyi. W ostatnim momencie opamiętałam się i odepchnęłam go. Użyłam najmniej siły i odsunął się gwałtownie o dwa kroki do tyłu. Patrzył na mnie niebieskimi oczami w, których widziałam zaskoczenie i smutek. Oddychał ciężko i szybko.
- Co jest ? Zrobiłem coś nie tak ?- zapytał. Nie umiałam odpowiedzieć. Moje pragnienie nie chciało ustać. Moje kły tak bardzo chciały wbić się w żyłę i wyssać trochę krwi. Choć odrobinę. Odrobinę jego słodkiej krwi. Nie !!! Odwróciłam się do niego plecami łapiąc mocno za biurko. Musiałam się opanować. Usłyszałam kroki, a po chwili jego silne ramiona objęły mnie w pasie opuszczając moją podwiniętą do góry koszulkę.  Objął mnie i przytulił od tyłu. Cała się spięłam. Jeżeli czegoś nie zrobię, zaraz go ugryzę ! Przygryzłam kłami dolną wargę, aż przebiły ją i zaczęła kapać krew. Jedna kropla spadła na jego rękę obejmującą mnie. Szybko wytarłam ją, ale on to poczuł.
- Kiedy ostatnio piłaś  krew ?- zapytał i siłą obrócił mnie twarzą do siebie. Cofnęłam się łapiąc za biurko tak mocno jak umiałam. Starałam się panować nad pragnieniem. Czułam zapach jego słodkiej krwi, puls na jego szyi.
- Odejdź- powiedziałam z trudem przez zaciśnięte usta. Podszedł bliżej i złapał za moją dłoń, która ściskała biurko. Zaczęłam się poddawać pragnieniu, ale nie chciałam pić ludzkiej krwi. Jego krwi.... Wziął moją dłoń i splótł ze swoją.
- Nie odejdę, musisz się napić.- powiedział podchodząc bliżej. Zatrzymałam go kładąc drugą dłoń na jego umięśnionym torsie.
-Nie....- powiedziałam z trudem.
- Napij się mojej.- powiedział.
- Nie ma mowy.- powiedziałam twardo, choć moje kły marzyły by zatopić się w jego żyle na szyi. Nie piłam ludzkiej krwi. Nigdy ! Ale wiedziałam, że po ukończeniu osiemnastych urodzin zacznę jej o wiele bardziej pragnąć i w końcu nie wytrzymam. Ale nie miałam zamiaru pić krwi chłopaka w, którym się zakochałam.
- Zrób to.- powiedział łapiąc moje oby dwie dłonie i splatając je ze swoimi.
- Nie. Mogę się nie opanować i....- nie potrafiłam dokończyć, bo nie miałam zamiaru tego robić.
-Nie boję się- powiedział przybliżając się jeszcze bliżej tak, że nasze ciała dzieliły milimetry.
- Ale... twoi rodzice zginęli od wampira. Nie chcę aby to samo stało się tobie...- powiedziałam z trudem. Znów wbiłam kły w dolną wargę.
-Umrzesz jeżeli się nie napijesz-powiedział.- Nie jesteś jak tamte wampiry. Ufam ci.-dodał stanowczo.
-Nie chcę aby coś ci się stało- powiedziałam. Wpatrywał się w moje czerwone oczy, ale nie z odrazą.
- Nic się nie stanie. Ufam ci- powtórzył.- Czy mam sam sobie podciąć żyły, abyś się napiła- powiedział puszczając moje dłonie. Sięgnął jedną za mnie i wziął coś z biurka. W ręku miał mały sztylecik. Przyłożył go sobie do szyi.
- Nie- powiedziałam gwałtownie łapiąc za jego dłoń.
- Jeżeli nie chcesz abym przeciął skórę, to wbij się w nią-powiedział.
- Fabian ja nigdy nie piłam ludzkiej krwi- przyznałam. Puścił dłoń ze sztyletem. Spojrzał na mnie dużymi niebieskimi oczami, po czym uśmiechnął się lekko.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz-powiedział z uśmiechem. Westchnęłam. Poddałam się. Wszystkie moje mięśnie, całe ciało wołało "krew".Objął mnie i przechylił głowę  w jedną stronę naprężając szyję. Nie ruszyłam się. To zły pomysł. Bardzo zły. Fabian widząc moje zwątpienie objął mnie i przyciągnął bliżej. Byłam z nim prawie równa, więc łatwo mogłam..... ale nie chciałam !
- No dalej. Szyja mi cierpnie- powiedział z zachęcającym uśmiechem.
- Jeżeli będzie cię bolało, od razu mnie odepchnij, dobrze ?-zapytałam. Uśmiechnął się. Pochyliłam się i przyłożyłam usta do jego szyi. Spiął się cały. Wszystkie mięśnie miał napięte. Wciąż mnie obejmował, ale cały zesztywniał. Nie chciałam tego robić ! Musnęłam ustami jego szyję odnajdując żyłę. Rozchyliłam usta i... wbiłam kły w skórę. Wciągnął gwałtownie powietrze i jęknął cicho. Chciałam się oderwać, ale wtedy jego słodka krew dostała się do moich ust. Taka słodka. Zaczęłam łapczywie ssać.Stał nieruchomo, obejmując mnie. Chciałam przestać, ale nie umiałam. Ssałam dalej zachwycając się jego słodką krwią. Jęknął znów i oparł się o ścianę. Jego uścisk słabnął. Jeżeli nie przestanę zemdleje. Jęknął po raz trzeci i wtedy się opanowałam. Oderwałam kły od jego szyi. Jego twarz była blada, ale uśmiechał się do mnie. Oblizałam wargi zlizując resztki krwi. Uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Usiądź- powiedziałam pokazując na łóżko.
- Nic mi nie jest- powiedział uśmiechając się do mnie szczerze.
- Jesteś blady- powiedziałam dotykając jego policzka.
- To było.... seksy- powiedział z uśmiechem obejmując mnie i przyciągając do siebie. Uśmiechnęłam się.
- Masz słodką krew.- powiedziałam zarzucając mu ręce na szyję.
- Do usług.- dotknął mojego polika nachylając się i całując. Poczułam dreszcze w całym ciele. To było o wiele lepsze od picia krwi.  Zaczął pocałunkami schodzić niżej. Całując moją szyję. Westchnęłam z rozkoszy.Przestał. Podniósł głowę i oparł czoło o moje.
- To na pewno nie sen ?-spytał z zamkniętymi oczami.
- Nie.- odpowiedziałam również zamykając oczy. Chciał mnie pocałować, ale wtedy ktoś zaczął walić w drzwi.
- Fabi mama chce abyś poszedł do sklepu-krzyknęła mała dziewczynka za drzwi.
- Zaraz zejdę !-odkrzyknął. Westchnął.
- Niestety nie mogę się lenić- powiedział do mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Pójdę z tobą- zaproponowałam sięgając po pelerynę. Zapięłam ją i zarzuciłam kaptur na głowę. Fabian przyglądał mi się cały czas.
- Jeżeli mnie rozpoznają będziemy mieli kłopoty- powiedziałam. Fabian podszedł do mnie i odchylił kaptur. Pocałował mnie czule w czoło po czym z powrotem nasunął kaptur na czubek głowy. Splótł palce swojej dłoni z moimi.
                   Powiedziałam, że zaczekam przed sklepem. Fabian wszedł sam. Czekałam przypatrując się ludziom. Nagle cała zesztywniałam. Poczułam ten zapach. Zapach moich rodziców i paru innych wampirów. Wiedziałam, że są niedaleko..... W lesie przed miastem. O nie !!! Nie wiedziałam co zrobić. Zabiją Fabiana jak dowiedzą się, że byłam u niego. Zrobiłam to co uważałam za słuszne. Nie chciałam jednak odchodzić bez pożegnania. Wzięłam kartkę z stoiska, płacąc kobiecie. Podała mi długopis, a ja szybko nabazgrałam "Przepraszam musiałam wracać. Zobaczymy się niedługo. Nie szukaj mnie. Twoja Violet". Poprosiłam kobietę, aby dała ją Fabianowi kiedy wyjdzie. Zgodziła się bez słowa. Ruszyłam szybkim truchtem do wyjścia z miasta. Nie miałam dużo czasu byli coraz bliżej. Zerwałam się sprintem. Kiedy dobiegłam do końca miasta, oni akurat wychodzili z lasu. Podbiegłam i stanęłam przed nimi.
- Nie idźcie tam !- krzyknęłam nie wiedząc co robić. Matka patrzyła na mnie z żalem,a ojciec ze złością.
- Złamałaś zakaz. On też. Zginie za to!-rzekł król. Stanęłam mu na drodze.
-Nie zabijaj go. Proszę- powiedziałam błagalnie. Ojciec przypatrywał mi się i nakazał zatrzymanie się straży.
- Wiesz, że złamał zakaz i musi za to zapłacić- powiedział spokojnie.
- On nic nie zrobił. Ja przyszłam do niego!-powiedziałam.- On nie chciał mnie widzieć, a ja.....- kłamałam, ale wiedziałam,że jeżeli powiem prawdę zapłaci to życiem- Napiłam się jego krwi i uciekłam gdy zemdlał.- dokończyłam.
- Pokaż mi to- zażądał ojciec. Wiedziałam co chce abym zrobiła. Mamy talent do przesyłania sobie wspomnień. Na szczęście on nie wiedział, że nauczyłam się je manipulować. Ojciec podał mi dłoń a ja przesłałam mu obraz: Fabian w pokoju, ja wchodząca przez okno. Jego wściekły wyraz twarzy. Ja zamykająca drzwi i rzucająca się na niego. Moje czerwone oczy. Jego jęki gdy wbiłam się w jego szyję. Jak próbował się uwolnić. Na marne. Jak zaczął słabnąć. Ja odrywająca się i zlizująca krew z warg. Jego ciało leżące na podłodze. Całe blade. Moja ucieczka przez okno.
Wiedziałam, że nie powinnam okłamywać ojca, ale tylko tak mogłam uratować życie Fabianowi. Źle się czułam z kłamstwem, ale nie mogłam inaczej.
Ojciec przyglądał mi się z wyraźną ulgą.
-  Dobrze. Wracajmy. Muszę z tobą porozmawiać- powiedział ojciec.
- Kochanie, nie....
- Musi wiedzieć- przerwał jej ojciec.
- Co muszę wiedzieć ?- zapytałam.
- Powiem ci wszystko w zamku- powiedział ojciec. Zaczynałam się bać. Co powinnam wiedzieć ??? Wtedy usłyszałam bieg za sobą i czyjś urywany oddech. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Fabiana biegącego do mnie. Przerażenie zaczęło mnie opanowywać.
- Cholera-zaklęłam pod nosem. Fabian podbiegł do mnie i przytulił. Niestety szybko został odciągnięty przez wampiry. Jeden z nich szykował się do skręcenia mu karku.
- Nie!!! -krzyknęłam a on zamarł. Trzymał wraz z drugim strażnikiem wyrywającego się Fabiana.
- Nie pozwolę ci znowu odejść !-krzyknął Fabian.
- Co ty tu robisz młody człowieku ? Jak tak szybko otrząsnąłeś się po utracie tak dużej ilości krwi ? Powinieneś spać przed kolejną dobę- powiedział ojciec. Wiedziałam, że zaraz się domyśli.
- Co ? Violet co ty mu powiedziałaś ?!- krzyknął do mnie wyrywając się.
- Jak śmiesz się tak odzywać do księżniczki!- krzyknął zły ojciec i kazał powalić Fabiana na kolana. Podszedł do niego, a ja przerażona tylko patrzyłam.
- Przeproś.-zażądał król.
- Violet ?- spytał patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami. Zrozumiał co się stało.- Pańska córka, skłamała. Nie wyssała ze mnie krwi, nie wbrew mojej woli- powiedział Fabian patrząc teraz na króla.
- Jak śmiesz oskarżać moją córkę o kłamstwo !-ryknął król.  Wiedziałam co teraz zrobi. Przerażona nie mogłam nic zrobić. Król, mój ojciec przeszukiwał jego pamięć. Fabian skrzywił się i zaczął się rzucać.
- Won z mojej  głowy !-krzyknął. Król odwrócił się do mnie z czarnymi oczami.
- Całowałaś się z nim- oskarżył mnie. Otworzyłam usta aby zaprzeczyć, ale to nie miało sensu. Patrzyłam otępiała na mego ojca.
- Jak mogłaś !? Znasz prawo ! On za to zginie!-krzyknął odwracając się do strażników trzymających Fabiana. Wskazał na Fabiana, a ja wreszcie odzyskałam głos.
- Nie !!! Zabraniam ci go tknąć !-krzyknęłam i momentalnie podbiegłam do strażników i odepchnęłam ich od Fabiana. Przyglądał mi się z mieszaniną zaskoczenia, żalu i nadziei. Stanęłam obok niego obnażając kły.
- Nie pozwolę ci!-krzyknęłam. Patrzył to na mnie to na Fabiana. Wtedy jeden ze strażników złapał mnie ze ramiona i odciągnął od chłopaka. Nie wiedziałam co robić. Rzucałam się próbując uwolnić. Drugi strażnik złapał Fabian, który przyglądał mi się spokojnie. Strażnik przechylił siłą jego głowę i obnażył kły. Wbił się w szyję Fabiana, który krzyknął z bólu. Strażnik ssał jego krew, aż wychodziła z kącików jego ust.
-Nie!!!- krzyczałam wyrywając się.- Ojcze proszę ! Zrobię wszystko, ale niech on go zostawi!!!- krzyknęłam przerażona. Król nakazał przestanie strażnikowi, a ten niechętnie przestał. Fabian był cały blady, a kiedy strażnik puścił go upadł na ziemię na plecy.
- Proszę cię ojcze !- powtórzyłam przerażona patrząc na Fabiana. Leżał z zamkniętymi oczami, ale oddychał.
- Powinienem pozwolić go zabić.- powiedział król przyglądając się z odrazą leżącemu królowi. Przestałam się wyrywać.
- Zrobię wszystko, tylko oszczędź go- powiedziałam drżącym głosem. Strażnik puścił mnie, a ja nie czekając na nic więcej podbiegłam do Fabiana i uklękłam przy nim. Objęłam go i przycisnęłam do siebie. Poczułam łzy w oczach, ale powstrzymałam je. Zajęczał cicho w moich ramionach.
-Ciiii, wszystko będzie dobrze- szepnęłam tuląc go.
- Nigdy się z nim już nie zobaczysz- rozkazał król. Fabian otworzył na wpół oczy i kiwnął  głową przecząco. Podniosłam wzrok na mego ojca, nie ukrywając złości.
- Nic mu nie zrobisz ? Obiecaj- powiedziałam. Fabian jęknął i próbował się odezwać, ale nie pozwoliłam na to. Wyssali mu za dużo krwi. Musi odpocząć.
- Obiecuję, ale teraz go zostaw i wracajmy do zamku. Tam pogadamy-powiedział stanowczo król. Kiwnęłam głową i delikatnie położyłam Fabiana na ziemi.
- Przepraszam- szepnęłam i wstałam.
                                        **********************************
  Siedziałam zdenerwowana na krześle w gabinecie ojca. On chodził od jednej ściany do drugiej. Matka siedziała na kanapie przyglądając się to mu to mnie.
- Nie tak cię wychowałem- powiedział w końcu chodząc w tą i w tamtą.
- A jak ? Myślałeś, że będę całe życie ulegała. Mam prawo sama decydować, o sobie !- powiedziałam zła.
- Ale nie możesz przyjaźnić się z ludzkim chłopakiem. Jesteś księżniczką córko- powiedziała spokojnie mama.
- O boże ! Zacznijcie mówić normalnie. Całowałam się z nim ? Tak. Czy był to przyjacielski pocałunek ? NIE- powiedziałam zła.
- Otrząśnij się ! Masz obowiązki- powiedział ojciec opierając się dłońmi o biurko.
- Niby jakie ?- spytałam prychając.
- Są problemy pomiędzy królestwami...
- Wiem o tym- przerwałam ojcu.
-  Dochodzi do zabójstw. A żeby temu zapobiec musimy połączyć królestwa- dokończył spokojnie król. Pojęłam od razu o co mu chodzi....
- Nie masz chyba na myśli, że mam wyjść za mąż za Kaspiana !- powiedziałam zła. Zerwałam się z krzesła stając prosto i mierząc się wzrokiem z Kaspianem.
- To właśnie mam na myśli. Dogadujecie się, a tylko to za pewni pokój. Musisz za niego wyjść- postanowił ojciec.
- Lubię go, ale nie czuję do niego nic więcej ! Nie wyjdę za niego za mąż !!! Nie jego kocham !- krzyknęłam zła. Jak śmiał decydować o moim życiu. O tym z kim mam się żenić. Nie miałam zamiaru wychodzić za Kaspiana.
- Musisz, bo inaczej dojdzie do wojny- powiedział ojciec. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie umiałam odpowiedzieć. Po prostu.... wybiegłam stamtąd !!!
                                                     Mam nadzieję, że się podoba. Czekam na wasze opinie. Następny rozdział powinnam dodać do niedzieli :D 

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

                  Cz.2. Wampirze królestwo

     Nie wiedziałam co robić. Wczoraj tak dobrze rozmawiało mi się z Fabianem. Chciałam zostać z nim dłużej. Dużo dłużej. Ale wiedziałam, że nie powinnam. W ogóle nie powinnam do niego iść, ale poszłam. Nie mogłam się powstrzymać nie wiem co się ze mną dzieję.
A teraz chodziłam po zamku ubrana w krótkie czarne spodenki i czerwoną bokserkę oraz trampki. Oto wampirza księżniczka 21 wieku !  Ojciec był zajęty, tak jak matka. Oboje szykowali mój bal. Zastanawiałam się.... czy nie zaprosić Fabiana. To w końcu moje osiemnaste urodziny. Mam prawo do zaproszenia przyjaciół. Poza tym kolejne urodziny, które będę hucznie obchodzić to 100. A wątpię aby tego dożył.....
 Skoro nikt mnie nie pilnuję to mogę robić co chce.
Wyszłam przez główne drzwi i skierowałam się do muru zamku. Chciałam pójść do lasu. Byłam już prawie pełnoletnia. Jutro miałam stać się dorosła.
Doszłam do muru. Straż stała przy bramie i na wieżyczkach, ale nie zwrócili na mnie uwagi. Nie męczyłam się z wspinaczką. Uklęknęłam i wybiłam się wysoko ponad mur. Przeleciałam kawałek i wylądowałam na klęczkach, pomiędzy drzewami. Rozejrzałam się. Nie byłam tu długo. Zieleń na liściach i trawie była piękna. Widziałam małe pajączki robiące sieć na gałązkach krzewów jagód. Węża schowanego w cieniu. Syczał na mnie, ale jakoś się tym nie przejęłam. Mrówki szły do mrowiska z malutkimi ziarenkami na plecach. W oddali usłyszałam dźwięk łamanej gałęzi. Wciągnęłam zapach chcąc wiedzieć kto idzie. Nie człowiek... Nie to... wilk. Wyłonił się za drzew chwilę potem warcząc i obnażając kły. Tak chce się bawić. Wystawiłam kły i pochyliłam się. Wiedziałam, że moje oczy zmieniły kolor na czerwony. Zwierzę zaskomlało i uciekło za drzewa. Nie chciałam go gonić, choć moja wampirza natura miała na to wielką ochotę. Pohamowałam pragnienie. Moje oczy wróciły do swojej naturalnej postaci czyli niebiesko-fioletowe.  Zawiał wiatr, który moje rozpuszczone włosy zwiał na twarz. Odgarnęłam je. Poczułam czyiś zapach. Tym razem ludzki. Nie wampira, bo pachniemy inaczej. Poznałam go. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w stronę skąd pochodził...
Był tam. Stał pomiędzy drzewami patrząc gdzieś w dal. Wpatrywałam się tam przez chwilę, ale nic specjalnego nie zobaczyłam. Jego blond włosy były lekko mokre jakby przed chwilą bieg. Mięśnie miał napięte. Był w dżinsach i koszulce.
Podeszłam do niego po cichu nie łamiąc żadnej gałązki. Położyłam dłonie na jego oczach, a on omal nie odskoczył.
- Zgadnij kto cię wytropił ?- spytałam z śmiechem. Złapał moje dłonie swoimi a mnie przeszedł przyjemny dreszcz. Opanowałam się, aby nie zobaczył moich czerwonych oczu od pożądania.Odwrócił się w moją stronę trzymając moje dłonie.
- Skąd się tu wzięłaś ?- zapytał z uśmiechem puszczając moje dłonie.
- Spacerowałam, a ty ?- kącik jego ust zadrgał minimalnie, ale i tak to zobaczyłam.
- Także...
- Nie kłam- przerwałam mu. Spojrzałam ponad jego ramieniem. Wyczułam zapach innego wampira, ale "stary". Czyli nie ma go w pobliżu.
- Nie kłamię. Chcesz się przejść ?- spytał z uśmiechem. Kiwnęłam głową i ruszyliśmy w stronę w, którą się wpatrywał.
- Więc dlaczego odeszłeś z tamtego królestwa ?- spytałam gdy szliśmy ścieżką. Znał ten las lepiej ode mnie. Wzruszył ramionami i zapatrzył się w dal.
- Zamordowano moich rodziców. Wyssano z nich krew. Nie mogłem tego znieść. Znienawidziłem wszystkie wampiry...- zamilkł. Przypatrzyłam mu się. Nie kłamał. Widziałam w jego oczach ból.
- Więc mnie też- powiedziałam cicho spuszczając wzrok na ziemię.  Zatrzymał się gwałtownie i złapał mnie za rękę. Drugą uniósł mój podbródek.Spojrzałam w jego niebieskie oczy. Żyła na jego szyi pulsowała. Poczułam ślinę w ustach. Nie !
- Nie. To dziwne, ale nie. Tamte wampiry są inne od ciebie.- powiedział. Czułam jego zapach. Mięta, pot i... krew. Słodka krew....
- Chcesz się zabawić ?- spytał. Uśmiechnęłam się.
Pociągnął mnie za rękę i ujrzałam piękne jezioro a nad nim wysokie skały i wodospad. Wyglądało to pięknie. Jak z bajki.
- Chodź- powiedział ciągnąc mnie do skały. Wspięliśmy się na górę. Stanęłam na samym krańcu, podziwiając widoki. Piękne jezioro, las a w oddali zamek. Wysoko.  Podeszłam do wodospadu. Woda chlapała moje nogi. Fabian stanął za mną. Czułam ciepło bijące od niego.
- Skaczemy- powiedział. Odwróciłam się. Był bez koszulki w samych bokserkach. Zatkało mnie. Miał idealne ciało. Umięśniony, bez skazy. W ręku trzymał linę przywiązaną do wysokiego drzewa.  Byłam wampirką, ale nie za bardzo lubiłam wysokości. Pokiwałam przecząco głową.
- Nie mów mi, że się boisz wampirko- powiedział z uśmiechem Fabian. -  No chodź nie puszczę cię- powiedział podając mi wolną rękę.Zawahałam się, ale przyjęłam jego dłoń. Przyciągnął mnie do siebie i objął mocno ramieniem. Przytuliłam się do niego. Czułam jego bijące serce i puls na szyi.Podniosłam głowę, a on odepchnął się od skały i polecieliśmy. Latałam nie raz, ale to było o wiele przyjemniejsze. Spojrzałam w dół. Woda była daleko pod nami. Objęłam go nogami w pasie i przylgnęłam do niego całym ciałem.Głowę położyłam przy jego szyi. Jego klatka piersiowa zadrżała, a ja usłyszałam jego śmiech.... Wtedy się puścił. Spadaliśmy przez parę sekund, ale wydawało mi się to dłuższe. Wpadliśmy do wody. Cały czas tuliłam się do Fabiana. On momentalnie wypłynął. Puściłam nogi z jego ciała, ale wciąż tuliłam się do niego. Przepłynął kawałek i stanął na nogach. Śmiał się. Podniosłam wzrok. Jego twarz promieniała.
- Nie myślałem, że tak się boisz- powiedział ze śmiechem. Nie pewna stanęłam na piasku w wodzie. Puściłam się jego. Spuściłam wzrok na przejrzystą wodę.
- Nie boję się. Jestem wampirem- powiedziałam w końcu krzyżując ręce na piersi.
- To co jeszcze raz ?- zapytał.
- Pewnie.- powiedziałam bez zastanowienia.
Stanęłam na górze, a Fabian podał mi linę.
- Sama ?- spytał przyglądając mi się. Pokiwałam głową. Jednak zawahałam się.
- Ty pierwszy- powiedziałam oddając mu linę. Uśmiechnął się. Nie wziął liny. Stanął na krawędzi. Ukląkł i jednym szybkim ruchem wyskoczył do wody. Zrobił w powietrzu salto i wpadł do wody. Patrzyłam oniemiała jak wynurza się z wody.
- Teraz ty !- krzyknął z dołu uśmiechając się. Puściłam linę i stanęłam na krawędzi. Uśmiechnęłam się do niego i odbiłam od skały. Poszybowałam w górę niczym ptak, a potem z zawrotną prędkością wpadłam do wody. Wynurzyłam się i roześmiałam do niego.
- Nie boję się- powiedziałam podpływając do niego.
- Więc, ten pierwszy skok to było dla poderwania mnie ?- spytał z uśmiechem. Objął mnie dłońmi w pasie i przyciągnął bliżej. Nie wiedziałam co robić. Żaden chłopak czy wampir nie działał tak na mnie jak on. Nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Przy nim zapominałam o wszystkim. Zapominałam, że jestem księżniczką. Byłam przy nim sobą. Zatopiłam się w jego oczach. Jego oddech przyspieszył. Pochylił się ku mnie. Jego wargi były tuż przy moich. Jego oddech muskał moje usta. Zamknęłam oczy niecierpliwie czekając, aż to zrobi. Musnął moje usta..... I wtedy usłyszałam dźwięki trąbki. Oderwałam się od niego. Szlak ! Durni goście.
- Co to ?- spytał wsłuchując się w dźwięki. Nadal mnie obejmował. Westchnęłam.
- Król Vladmir. - powiedziałam niechętnie. Zapomniałam, że jutro moje urodziny. Oczy Fabiana się rozszerzyły.
- Mam jutro urodziny..... Chciałam abyś przyszedł.- powiedziałam z uśmiechem.
- Nie wiem czy mi pozwolą. Jestem człowiekiem- powiedział smutno. Nie wiem dlaczego ten smutek ?
- Pozwolą o to się nie martw.- powiedziałam z uśmiechem. Także się uśmiechnął. Dotknął mojego policzka. Westchnął.
- Lepiej cię odprowadzę. Król nie będzie zadowolony, że jego córki nie ma z zamku- powiedział. Kiwnęłam głową. Wiedziałam, że ma rację, a marzyłam, aby znów mnie pocałował. Żeby jego wargi zetknęły się z moimi.
Wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w drogę powrotną.
          Kiedy stanęliśmy pod moim balkonem stanęłam patrząc na balkon. Pocałowałam go w polik i jednym szybkim ruchem wskoczyłam na balkon. Momentalnie wzięłam z biurka zaproszenie i podbiegłam do balustrady.  Fabian szedł już ogrodami.
- Fabian!- krzyknęłam. Odwrócił się w moją stronę. Podleciałam do niego i włożyłam mu w rękę zaproszenie.
- Do zobaczenia- powiedziałam i odleciałam z powrotem na balkon. Fabian uśmiechnął się do siebie i odszedł. Usłyszałam pukanie do drzwi. Momentalnie wpadłam do łazienki i zamknęłam się na klucz. Byłam mokra, więc nie obeszłoby się bez tłumaczeń.
- Córko przyjechali Blackwellowie.- powiedział tata z za drzwi.
- Zaraz zejdę. Odświeżę się tylko- odpowiedziałam. Usłyszałam kroki, a potem drzwi się zamknęły. Oparłam się o drzwi i uśmiechnęłam się do siebie. Chyba się zakochałam !!!
    Zeszłam na dół ubrana w czarną suknię z dekoltem i rękawami na ramionach. Była do ziemi, prosta i bez specjalnych ozdób.  Mój ojciec rozmawiał z królem Vladmirem, a obok stał jak zawsze elegancki Kaspian. Ubrany w elegancką koszulę i dżinsy.Widać było, że jest znudzony. Pamiętam go z dawnych lat. Zawsze grzeczny, kulturalny i trochę nudny. Podeszłam do nich i stanęłam obok matki.
- Wasza wysokość- ukłoniłam się przed nim jak nakazywały maniery. Zrobił to samo.
- Książę- powiedziałam do Kaspiana kłaniając się lekko jak na księżniczkę przystało. Zrobił to samo po męsku.
- Wyrosłaś dziecko i wypiękniałaś- zwrócił się do mnie król Vladmir.
- Dziękuję- powiedziałam z uśmiechem, który pojawia się dla gości.
- Córko może zabierzesz Kaspiana na spacer- zaproponował mój ojciec.
- Z chęcią- odpowiedziałam. Kaspian zaoferował swoje ramię. Przyjęłam je i ruszyłam z nim do ogrodów.
- Więc.... Jutro zostaniesz pełnoletnim wampirem- odezwał się Kaspian w ogrodzie.
- Tak. Pamiętam twoją osiemnastkę.- powiedziałam. Pamiętam jak pięć lat temu pojechałam na nią wraz z rodzicami. Było mnóstwo gości, ale on rozmawiał i bawił się tylko z znajomymi, a szczególnie z jedną. Blondynką, wysoką i piękną. Miałam wtedy trzynaście lat. Kaspian zaśmiał się, ale zaraz opanował.
- Nie ma tu rodziców, nie musisz wiecznie być tak poważny- powiedziałam.  Westchnął.
- Łatwo mówić.- skomentował.
- A twoja przyjaciółka.....
- Emma- powiedział za mnie. Usłyszałam w jego głosie ledwo dostrzegalny ból.
- Nadal się ...spotykacie ?-zapytałam. Kaspian usiadł na ławce, a ja obok niego czekając na odpowiedź.
- Nie- powiedział krótko. Nie drążyłam tematu.
- A co słychać u ciebie ?-spytał.
- To co zawsze- zaczęłam spotykać się z człowiekiem. Pocałował mnie i zaprosiłam go na bal- dodałam w myślach.
- Król nadal nie wypuszcza się z zamku ?- spytał Kaspian. Kiwnęłam głową.
- Ty masz dobrze. Możesz robić co chcesz- powiedziałam szturchając go w ramię. Zamyślił się patrząc na krzewy róży.
-Tak. O ile pilnowanie się cały czas, rozmawianie tylko o polityce i wychodzenie tylko z obowiązku,to tak- powiedział Kaspian obojętnie.
- Myślałam....
- Że mogę robić co chce. Niestety nie- powiedział. No tak on także był jednym następcą tronu w swoim królestwie.
- Dobra, bo robi się dołująco. Co powiesz na mały wyścig ?- zapytałam chcąc go rozweselić. Pamiętam, że uwielbiał rywalizować. Uśmiechnął się.
- Dokąd ?- zapytał stając. Stanęłam na równe nogi.
- Do zachodniej bramy- powiedziałam.
- Zgoda.- powiedział.
- Start- krzyknęłam i wystrzeliłam jak proca przed siebie. Kaspian momentalnie mnie dogonił. I tak przeganialiśmy się. Po paru sekundach był już pod bramą uśmiechając się zwycięsko.  Stanęłam przed nim.
- Nie fair. Ja mam sukienkę- powiedziałam puszczając sukienkę, która rozlała się wokół moich nóg.
- Sama się zgodziłaś- powiedział z uśmiechem.
- Spróbuj biegać w sukience to pogadamy. Zemszczę się- wzniósł ręce nad głowę.
- Już się boję. Lepiej wracajmy. Twój ojciec czeka w drzwiach. Nie jest zbyt szczęśliwy-powiedział Kaspian. Odwróciłam się i zobaczyłam ojca w głównych drzwiach zamku. Patrzył na nas... Bosko !
 Kiedy podeszliśmy ubiegł mnie Kaspian.
- Przepraszam Wasza Wysokość. Chcieliśmy tylko zwiedzić posiadłość- ojciec spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
- Nic się nie stało synu. Wyszłem, ponieważ podano do stołu- powiedział król.
- Już idziemy.- powiedziałam ciągnąc Kaspiana do środka.- Nie musiałeś- powiedziałam do niego.
-Masz jutro urodziny, to taki mały podarunek. Dodatek- powiedział.
- Dziękuję więc- powiedziałam.
                       Wieczorem siedziałam w pokoju przeglądając gazetę. Nudziło mi się. Moi rodzice dopracowywali szczegóły balu. Wiedziałam, że muszę zachowywać się jak na wampirzą księżniczkę przystało. Najbardziej bałam się, że Fabian nie przyjdzie. Był jedyną osobą z którą mogłam swobodnie rozmawiać i żartować.  Myślałam o tym co powie mój ojciec gdy go zobaczy. Mam prawo na swoje osiemnaste urodziny zaprosić bliskich, a nie tylko tych których znają moi rodzice.  Przez to, że nie mogłam wychodzić z zamku do miasta i dalej, nie poznałam nikogo w swoim wieku. Ani wampira, ani człowieka..... Do teraz.
Odłożyłam gazetę i położyłam się na łóżku wpatrując w sufit. Czułam na ustach muśnięcie ust Fabiana. Tak krótkie, a tak rozkoszne. Jego niebieskie oczy wpatrujące się we mnie. Jego idealne ciało. Bez skazy...
                                                         ****************************
                         Od rana panowało zamieszanie. Pokojówki ustrajały salę balową, balustrady i główny hol. Kucharze i lokaje szykowali stoły. Zespół nastrajał się, a ja szykowałam. Bal zaczynał się o 22.00. Więc miałam jeszcze 3 godziny.  Poszłam do łazienki i przygotowałam sobie gorącą kąpiel z bąbelkami.Usiadłam w gorącej wodzie i zamknęłam oczy. Pojawił mi się obraz Fabiana w jeziorze....
W końcu wyszłam z kąpieli i opatuliłam się w ręcznik. Wyszłam do pokoju i zabrałam się za ubieranie sukienki. Była bez ramiączek w kolorze moich oczu z rozcięciem na plecach. Luźno opadała na ziemię. Była piękna. Założyłam do niej buty na obcasach. Rozczesałam włosy. Zrobiły się lekkie loki. Spięłam niektóre pasma z tyłu spinką,a resztę zostawiłam rozpuszczoną.  Umalowałam się lekko i założyłam diamentowe kolczyki i naszyjnik. Dostałam go od rodziców na jedne urodziny. Obejrzałam się w lustrze. Fioletowa suknia, podkreślała moją talię i biust. Włosy leżały idealnie. Wyglądałam jak księżniczka. Cóż... wampirza księżniczka. Mój zegar wybił godzinę 22...
Wyszłam z pokoju i skierowałam się na główne schody.  Tam czekał na mnie mój tata i matka.
- Wszystkiego najlepszego córko- powiedzieli równocześnie i przytulili mnie. Uśmiechnęłam się. Wtedy rozbrzmiała muzyka. Tata przepuścił mnie na przód. Zaczęłam wolno schodzić po schodach, a oni za mną. Rzadko się zdarzało,że królewska para szła za kimś na balach. Więc to zaszczyt.
Po mnóstwie uścisków i życzeń mogłam chwilę odetchnąć. Nie długo.
- Mamo co jest ?- spytałam stając przed nią. Uśmiechnęła się. Wampiry prawie nigdy nie płaczą. Ale jej oczy mówiły wszystko.
- Moja córeczka dorosła- powiedziała tuląc mnie, tak, że omal nie połamała mi żeber.
- Nie martw się, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo- powiedziałam gdy wypuściła mnie z ramion. Wtedy podszedł do nas tata.
- Córko zatańczysz ze swym ojcem- spytał kłaniając się w pas. Dygnęłam przed tatą i poprowadził mnie na parkiet. Stanął naprzeciw mnie na środku sali. Wtedy rozbrzmiała melodia. Tata objął mnie w pasie i zaczęliśmy tańczyć walca... Patrzyłam na salę wzrokiem szukając blond włosów. Na marne. Nie było go. Poczułam ukłucie żalu w moim niebijącym sercu. Nie przyszedł. Muzyka nadal grała, ale podszedł do nas Kaspian.
- Mogę zatańczysz z tobą pani ?- spytał kłaniając się. Tata podał mu moją dłoń i odszedł uśmiechając się lekko. Kaspian złapał mnie w tali i przyciągnął bliżej, zachowując stosowną odległość. Tańczyliśmy tango. Był dobrym tancerzem.  Omiatałam wzrokiem salę. Mnóstwo gości wampirów, których znam tylko z imienia albo wcale. Moi rodzice rozmawiali z ojcem Kaspiana wpatrując się w nas z zainteresowaniem. O czym oni tak gadają ? I czemu się w nas tak wpatrują ?
- Pięknie wyglądasz- wyszeptał Kaspian.
- Ty także niczego sobie- powiedziałam z uśmiechem. Wyglądał.... maczo. W czarnym smokingu dopasowanym i uczesanymi włosami.
            Po parunastu tańcach z obcymi mężczyznami i nie raz z Kaspianem miałam dość. Tańczyłam właśnie z jakimś wysokim mężczyzną, kiedy coś mignęło mi w oknie wychodzącym na ogrody. Blond włosy....
 Przeprosiłam mężczyznę mówiąc, że muszę zaczerpnąć świeżego powietrza i skierowałam się do drzwi prowadzących do ogrodu. Stanęłam w nich i w odali zobaczyłam blond włosy. Schowane za krzakami róży. Podeszłam powoli nie pewna czy to on. Tak.Stał tam wpatrując się we mnie z uśmiechem. Ręce miał za sobą. Ubrany w czarny smoking. Był seksowny ! Bardzo...
- Myślałam, że nie przyjdziesz- powiedziałam uśmiechając się i podchodząc do niego.
- Wszystkie najlepszego Violet- powiedział podając mi zapakowane pudełko.
- Nie musiałeś- powiedziałam. Uśmiechnął się i podszedł jeszcze bliżej. Ukłonił się
- Uczyni mi pani ten zaszczyt i zatańczy ze mną ?- spytał.Odłożyłam pudełko na ławkę. Przyjęłam dłoń, a on przyciągnął mnie bliżej do siebie. Słychać było muzykę wychodzącą z balu. Przysunęłam się do niego tak blisko, że nasze ciała dzieliły milimetry. Objął mnie w pasie, a ja położyłam mu rękę na ramieniu. Zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Był niesłychanie dobrym tancerzem... Uniósł mnie, a ja instynktownie położyłam ręce na jego barkach. Obrócił się ze mną u góry, a potem delikatnie opuścił na ziemie. Przechylił mnie i zbliżył się. Jego usta zderzyły się z moimi w namiętnym pocałunku. Czułam bicie jego serca i pulsującą krew. Zapach mięty... Zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęliśmy się całować. Wyprostował się ze mną w objęciach. Całował mnie tak czule i namiętnie. Obrócił mnie nadal całując a wtedy ujrzałam ojca idącego w naszą stronę. Był zły !!! Oderwałam się od Fabiana i stanęłam jak wryta patrząc jak mój ojciec idzie w naszą stronę z oczami czarnymi jak otchłań.....