czwartek, 14 sierpnia 2014

                      Wampirze Królestwo
             Co ma o sobie powiedzieć ? Mam osiemnaście lat. No dobra kończę za parę dni. Jestem księżniczką na pięknej wyspie Born. Mamy wspaniałą faunę i florę. Są tutaj dwie rasy. Ludzie, którzy nam służa i my : Dzieci Nocy. Mamy dwa królestwa. Jedno to Królestwo Varnów a drugie Blackwellów. Niestety nie jest między nami za dobrze każdy chce mieć Born tylko dla siebie. Ludzie wiadomo boją się nas, ale pracują u nas.  Nazwywają nas krwiopijcami. Ale to nie tak. Wampir piję krew, ale rzadko kiedy zabija pożywienie. Niektórzy z nas piją krew zwierzęcą, tak jak ja. Mój ojciec tego nie pochwala, ale ja nie potrafię wypić ludzkiej krwi. Co do przesądów to słońce  nas nie zabija, czosnek to jedynie może zapewnić odór z ust, a woda święcona może być dobra jako prysznic.  Chyba jedyne co może nas zabić to kołek w serce lub spalenie nas, a trudno jest unieruchomić wampira. No, ale i tacy głupcy się znajdą.  Co by jeszcze dodać ? Mój ojciec (król królestwa Varnów) nigdy mnie nigdzie nie puszcza. Jestem Dzieckiem Nocy i chyba umiem o siebie dbać. Niestety on tak nie uważa. Nie pozwala mi opuszczać terenu zamku. Na szczęście mam mamę z którą mogę porozmawiać.  Co do królestwa to jest ogromne. Mamy pola na których ludzie uprawiają zboża i inne. Mamy bójne lasy ( w których byłam raz z tatą), jeziora i pasmo gór dzielące nas od królestwa Blackwellów. Nie byłam nigdy po za murami zamku nie licząc  tego razu z tatą. Zamek jest piękny i urządzony w starym średnowiecznym stylu. Otoczony jest murem. Mamy piękne ogrody w których uwielbiam przebywać.  Nie jest łatwo być wampirzą księżniczką. Nie raz chciałabym być człowiekiem lub zykłym wampirem.Zwykłym, radosnym i wolnym. A nie mną siedzącą osiemnaście lat w murach zamku jak roszpunka. Mam nadzieję, że po moich osiemnastych urodzinach to się zmieni. Będę mogła poznać innych ludzi i wampiry. No i może zakochać się ! Podsumowując : Jestem wampirzą księżniczką jedyną następczynią tronu i czuję się jak więzień !
            ************************************
                           Obudziły mnie promienie słońca wpadające prze uchylone okno. Przetarłam oczy i usiadłam. Wampiry nie muszą spać, bo bardzo wolno się męczą, ale i tak to robimy. I nie nie w trumnach. Rozejrzałam się po pokoju. Znałam go na pamięć. Miałam piękne dębowe biurko z laptopem i obok półkę z mnóstwem książek. Duże łóżka z baldachimem w kolorze ciemny brąz z czerwoną pościelą z aksamitu. Przed łóżkiem stał telewizor, który rzadko używałam. Miałam też komodę i toaletkę z mnóstwem babskich akcesori. Prócz tego garderobę z mnóstwem ubrań i własną łazienkę z podwójną waną.  Dwa duże okna. Jedno z wyjściem na balkon.Swój pokój znałam na wylot wiedziałam gdzie stanąć aby nie skrzypiały deski i, że w garderobie są sekretne drzwi.
 Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się jak kotka. Zaczynało mi burczeć w brzuchu. Kiedy ostatnio piłam krew ? Wczoraj chyba zapomniałam. Oj nie dobrze nie chcę znowu być chora.  Ostatnim razem gdy nie piłam krwi przez parę dni miałam mdłości i nie mogłam ustać na nogach. Normalnie wampir powinien pić krew co najmniej 3 razy w tygodniu, ale że ja piję zwierzęcą to muszę cześciej. I tak nie zmienię zdania.
Poszłam do garderoby w mojej piżamce. Zaczęłam przeglądać ubrania. Mój ojciec twierdzi, że jako księżniczka powinnam chodzić w długim staromodnych sukniach jak moja mama. Niestety nie jestem z takich. Wybrałam spódniczkę z dżinsu i bluzkę  na ramiączkach.
Gdy wyszłam z łazienki już ubrana usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę !- krzyknęłam i odłóżyłam szczotkę do włosów. Moje krucze włosy związałam w koński ogon.
- Dzień dobry pani - odezwała sie Sofii. Pokojówka. Usiadłam na krześle i włączyłam laptopa.
- Jest pani głodna ?- zapytała.
- Sofii ile razy ci mówiłam, abyś mówiła do mnie Violet lub Vi- powiedziałam z uśmiechem.
- Nie mogę pani. Król zabrania. - powiedziałam podchodząc z tacą do biurka. Spojrzałam w jej brązowe oczy. Była piękna.Ubrana w czarną długą i prostą suknię, a na głowie miała czepek pokojówki. Figura modelki, długie włosy koloru jasnego brązu. Oliwkowa cera. Tylko blizna na jej prawym policzku nie pasuję. Nabyła ją gdy pracowała u jakiegoś wampira. Podobno lubił zabawy ze służą. Ona mu się opierała, a on zaatakował. Od dwóch lat pracuję  w zamku. Lubię ją choć denerwuje mnie, że mówi do  mnie "pani"
- No dobrze.- powiedziałam i wiedziałam z tacy butelkę krwi. Odkręciłam i zaczęłam pić. Poczułam jak spływa mi do gardła i wypełnia żyły.Przybyło mi energi. Kiedy skończyłam oblizałam kły i wargi językiem, aby zlizać resztę krwi. Sofi podała mi od razu gumę. Zaczęłam rzucić. Chciałam coś napisać na laptopie, ale on wtedy zaharczał i wyłączył się.
- Pani coś nie tak ?- zapytała Sofi.
- Chyba spaliłam dysk.- odpowiedziałam próbując włączyć laptopa. Na marne.
-Wezwę elektryka. Niech pani zaczeka- powiedziała i zniknęła z tacą za drzwiami. Odeszłam od lapotopa i podeszłam do okna. Wyjrzałam na piękny różany ogód. W lecie jest piękny. Kwiaty rozkwitły i całość wygląda bajecznie.
 Niemal po paru minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę- powiedziałam i odwróciłam się od okna kiedy drzwi się otworzyły. Stanął w nich młody chłopak. Miał blond włosy i z daleka widziałam niebieskie oczy. Był umięśniony było to widać pod ciasną koszulką i dżinsach.  Wysoki. Miał wydatne kości policzkowe. Ciacho...
- Wzywała pani ?- spytał.
- Tak. Mój laptop się popsuł- powiedziałam pokazując na laptopa.
- Czy mogę ....
- Tak. Nie krępuj się- powiedziałam. Ludzie byli znani z tego, że wśród wampirów zachowywali się nie śmiało i niepewnie. Chłopak podeszł do biurka i zaczął majstrować przy laptopie.
- Ile masz lat ? - spytałam.
- 19 pani- odpowiedział nie patrząc na mnie tylko w urządzenie.
- I znasz się na elektryce ?- spytałam ciekawa.
- Nie tylko na tym pani.- powiedział.
- Jak ci na imię ?- wypytywałam dalej.
- Fabiam pani
- Violet- powiedziałam z uśmiechem. Uśmiechnął się i wrócił do pracy.- Nie mów do mnie ''pani", bo czuję się staro- dodałam podchodząc bliżej biurka. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostaniej chwilie chyba zmienił zdanie.
- Nie zasługuję aby mówić pani po imieniu- powiedział w końcu grzebiąc coś w tyle laptopa. Nie no ! Dlaczego ludzie są tacy... dziwni w stosunku do wampirów. My też jesteśmy ludźmi. No powiedzmy...
- Na to się nie da zasłużyć. Nie ma po co. Po prostu mów do mnie Violet lub Vi. - powiedziałam opierając się o biurko i patrząc jak jego mięśnie pracują pod  koszulką.
- Pani król chcę panią widzieć u siebie- powiedziała Sofi kłaniając się.
- Już idę Sofi- powiedziałam.  Spojrzałam na Fabiana. Jego wzrok był skupiony na laptopie.  Wyszłam więc  z pokoju i skierowałam się na schody. Po drodze spotkałam mamę rozmawiającą z pokojówką.
- Witaj córeczko- powiedziała uśmiechając się promienie. Miała tak samo kruczo czarne włosy co moje, ale oczy w kolorze trawy. Moje zaś były niebiesko-fioletowe.
- Witaj matko. Coś się stało ?- zapytałam.
- Tata ci powie, ja mam dużo na głowie w związku z twoimi urodzinami- powiedziała i ruszyła do ogrodu.
Ojciec siedział za potężnym biurkiem. Na mój widok wstał i uśmiechnął się.
- Witaj ojcze- powiedziałam kłaniając się w pół.
- Witaj córko jak się czujesz ?- zapytał pokazując abym usiadła naprzeciw niego. Kiedy tylko to zrobiłam z powrotem opadł na fotel.
- Dobrze.  Czy coś się stało ?- spytałam.
- Przyjeżdża do nas król Vladmir wraz z synem Kaspianem.-opowiedział tata.
- Ale po co ?
- Na twoje urodzimy i mamy jeszcze parę innych spraw. Mam nadzieję, że zajmiesz się jego synem- powiedział.
 Kaspiana widziałam parę razy. Ostatnim razem na balu trzy lata temu. Ma brązowe włosy i zielone oczy. Przystojny jest, ale też zarozumiały.
- Dlaczego ja. Marcie może- powiedziałam przypominając sobie o mojej nieznośnej kuzynce.
- To ty masz się nim zająć. Postanowione- powiedział twardo król. Wiedziałam, że z tym tonem nie da się kłucić.
- Dobrze. Czy coś jeszcze ojcze ?- spytałam poddając się.
- Nie. Możesz iść- powiedział. Wstała ukłoniłam się i wyszłam. Bosko. Będę skazana na księcia Kaspiana nawet w moje urodziny. Za co ? Może uda mi się jakoś wkręcić Marcie...
Weszłam do pokoju, ale Fabiana już nie było. Laptop za to stał włączony na biurku. Uśmiechnęłam się sama do siebie.Szkoda, że nie mogłam z nim dłużej porozmawiać. Jest słodki....
       Postanowiłam nie marnować dnia na siedzenie w pokoju. Wyszłam do ogrodu. Róże wyglądały pięknie. Czerwony kolor kontrastował z moją bladą cerą.  Podczas spaceru nie miałam szczęścia, bo natrafiłam na wiecznie złą Marcie. Jej piskliwy głos nosił się jak echo. Znów na kogoś krzyczała. Miała blond włosy i ciemne oczy. Długie i smukłę nogi no i chwaliła się nimi. Niestety. Jej zmarły ojciec był bratem mego ojca, więc tata wziął ją pod opiekę po śmierci...
Pech chciał, że mnie wypatrzyła.
- Violet !- krzykneła machając swoją dłoń.
 - Marcie...- powiedziałam niechętnie przywołując sztuczny uśmiech na twarz.
- Kochana mogłabyś zadbać o siebie- zaczęła swoją palaninę biorąc mnie pod ramie i prowadząc przez ogród. Nie raz miałam ochotę wbić jej kołek w serce. Potrafi tylko paplać bez sensu. To irytujące !
- Twoja skóra jest w opłakanym stanie. Paznokcie mogłabyś pomalować, a włosy lepiej by pasowały rozpuszczone. No i twarz.... Makijaż nie parzy- powiedziała wytapetowana blondyna. Nie lubiłam się malować , a jak już to lekko.
- A może ty założyłabyś coś dłuższego - powiedziałam wyrywając jej się. Nie zdąrzyła mi odpowiedzieć, bo wpadła na Fabiana.
- Przepraszam panią- powiedział odzyskując równowagę. No to się zacznie.
- Uważaj jak łazisz robalu !- krzyknęła zdenerwowana Marcie.
- Przepraszam nie chciałem pani- powiedział spokojnie Fabian. Patrzyłam raz na niego raz na Marcie.  Jak ogień i woda. On spokojny ona na skraju nerwów.
- Lepiej się pilnuj, bo staniesz się moim obiadem- powiedziała pokazując kły. Miała zamiar podejść do Fabiana, ale wtedy ja wkroczyłam. Złapałam ją za nadgarstek i odciągnęłam.
- Uspokój się- powiedziałam trzymając ją mocno.
- Przez niego muszę iść jeszcze raz malować paznokcie- powiedziała przyglądając się Fabianowi z nienawiścią. Z resztą na każdego człowieka tak patrzyła. Dla niej człowiek to pokarm a nie istota.
- To ty na niego wpadłaś. Poza tym przeprosił- powiedziałam spokojnie. Fabian stał niepewny co zrobić.
- Idź. Nic się nie stało. - powiedziałam do niego z przepraszającym uśmiechem.
- Przepraszam jeszcze raz pani- powiedział i ukłonił się. Zerknął na mnie i odwócił się.
- Co ty tak bronisz kolacji ?- spytała Marcie opanowując się.
- Jesteś niemożliwa. Naprawdę nie potrafisz przez chwilę być spokojna ?- spytałam.
- A ty ładna-odcieła się i odeszła. Aleluja !!!
 Wróciłam do pokoju i położyłam się. Leżałam czytając, aż usłyszałam kroki. Wyjżałam na korytarz. Mój ojciec stał przy regale na końcu korytarza. Pociągnął jedną książkę i wtedy regał odsunął się ukazując schody. Zaniemówiłam. Nie miałam o tym pojęcia.
 Ojciec rozejrzał się i wszedł po schodach. Regał zasunął się z powrotem. Co to miało być ? Czy tata coś ukrywa ?Nigdy nie miał sekretów. Ale to ?! Chciałam podejść i zobaczyć co tam jest, ale bałam się, że tata mnie nakryję. Wróciłam więc do pokoju i wróciłam do czytania.
Po paru godzinach tata znów pojawił się na korytarzu. Gdy tylko znikł za drzwiami sypialni wyszłam na korytarz. Podeszłam do regału i zaczęłam przeglądać książki. Miałam właśnie wyjąć jedną w zielonej oprawie gdy moją rękę zatrzymał tata.
- Co tu robisz ?-spytał przypatrując mi się.
- Chciałam wziąść jakąś książkę do czytania- skłamałam bez wahania. Przyjrzał mi się.
- Przecież masz u siebie pełno swoich- powiedział unosząc brew.
- Ale chciałam sprawdzić te. Jednak nie ma nic ciekawego.- powiedziałam od razu.- Pójdę już. Dobranoc- powiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi za sobą. Co on tam ukrywa ???
Podeszłam do drzwi balkonowych. Kiedy tylko je otworzyłam moje włosy rozwiał lekki wiatr. Wyszłam na balkon. Oparłam się o balustradę i rozejrzałam. Na demną księżyc świecił jasno oświetlając ogrody. Mój wzrok wampirzycy się przydał. Nad stawem w jednym z ogródów zobaczyłam kogoś. Chłopaka. Siedział plecami do mnie i patrzył w wodę. Od razu poznałam blond włosy. Fabian. Co on robił o tej porze na dworze ? Nie wszystkie wampiry są "grzeczne". Są i takie, które lubią wysysać krew do samego końca i zostawiać konającego samego lub go przemienić...
 Jednym szybkim ruchem przeskoczyłam balkon i wylądowałam na ziemi w klęczkach. Podeszłam do niego.
- Nie za późno za spacery- powiedziałam stojąc za jego plecami. Momentalnie stanął na nogi i ukłonił się. Przyjrzał mi się szybko. Wtedy zorientowałam się, ze jestem tylko w krótkiej sukience i szlafroku. Nie było mi zimno, bo to nie możlwie, ale to chyba jednak zbyt skąpy strój.
- Przepraszam pani, ja....
- Nie tłumacz się. Żartuję. Nic ci nie zrobię- przerwałam mu z uśmiechem. Odetchnął głęboko i również niepewnie się uśmiechnął. Usiadłam na trawie nie czekając aż zaproponuję coś.
- Siadaj nie gryzę- powiedziałam odsłaniając kły.  Usiadł obok mnie.
- Mogę spytać : co pani tu robi ?- zapytał Fabian  nieśmiało.
- Możesz. Ale przestań do mnie mówić "pani".   A co ty tu robisz ?- spytałam
- Myślę, pa...- zamknęłam mu usta ręką, gdy chciał powiedzieć "pani".
- Prosiłam. Jestem Violet- powiedziałam podając mu rękę. Uścisnął ją.
- Fabian- powiedział. Uśmiechnęłam się.
- Więc Violet co taka piękna dziewczyna jak ty robi o tej godzinie na dworze ?- zapytał z uśmiehem Fabian. Uśmiechnęłam się szeroko. Gdybym mogła się rumienić zrobiłabym to.
- Więc Fabianie szukam posiłku jesteś chętny ?- zażartowałam odsłaniając kły.
- O Violet czy nie zawcześnie abym stał się twoim kochankiem krwi ?- zapytał żartem.
- Nie obchodzą mnie zasady Fabianie.Chcę tylko wgryźć się w twoją szyję - powiedziałam przysując się bliżej aby go nabrać.
- Więc śmiało. Uczyń mnie jednym z was. Moja szyja służy dla ciebie- powiedział odchylając głowę.
- Fabianie muszę wiedzieć .....-zamilkłam na chwilę- Czy jesteś chory ? Bo nie chcę się zarazić- powiedziałam zbliżając usta do jego szyi.
- O Violet, słodka Violet chory tylko na ciebie- powiedział dotykając mojego polika. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Nie wytrzymałam i roześmiałam się. On także.
- Niezły aktor z ciebie- powiedziałam.
- Dziękuję do usług w weekendy i święta- zażartował.
- Z tymi chorobami to poważnie ?- spytał po chwili. Znów się roześmiałam.
- A co jesteś śmiertlenie chory ?- spytałam patrząc mu w oczy. Uśmiechnął się. Położyłam się na trawie ręce zakładając za głowę.
- Muszę cię przeprosić- powiedział nagle. Spojrzłam na niego mróżąc oczy.
- Za co ?- spytałam.
- Źle cię oceniłem.  Nie jesteś jak inne wampiry- odpowiedział. Wpatrywałam się w jego niebieskie oczy.
- To dobrze ?- spytałam z lekkim uśmiechem.
- Nie jesteś jak tamte. Nie zachowujesz się jak gwiazdunia- powiedział.
- Jestem sobą- powiedziałam z powrotem siadając.
- I to mi się w tobie podoba- powiedział a mnie zatkało. Czy on to powiedział ? Fabian opuścił wzrok zawstydzony.
- A ty skąd się wziąłeś ?- spytałąm przerywając niezręczną ciszę. Podniósł głowę i uśmiechnął się.
- Chyba wiesz skąd się biorą dzieci.... Mężczyzna i kobieta....
- Wiem.- przerwałam mu- Chodzi mi gdzie mieszkałeś ?
- W Królestwie króle Vladmira- odpowiedział obojętnie.- Chyba powinienem iść- dodał po chwili.
- Ja też- powiedziałam. Podniósł się i podał mi dłoń. Wstałam biorąc ją.
- To... do zobaczenia- powiedziałam całując go w policzek. Pobiegłam do swojego pokoju....
                                                       Wiem, że nie ma aż takiej akcji, ale dajcie mi się rozkręcić. Liczę na wasze opinie. Kolejny rozdział powinien pojawić się w przyszłym tygodniu. :D

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

                        Cz.6. Zły chłopiec

                         Momentalnie w sali pojawiły się pielęgniarki i lekarz. Jak przez mgłę widziałam ich. Ból coraz bardziej mnie opanowywał. Czułam jakbym zaraz miała spłonąć. Zaczęłam się rzucać na łóżku jakby to mogło pomóc. Pielęgniarki siłą unieruchomiły mnie. Poczułam,  że coś przywiązuję mnie do boków łóżka. Nogi tak samo. Przerażona wspomnieniami i bólem zaczęłam jęczeć. 
- Musimy zatamować krwotok- usłyszałam zdenerwowany głos lekarza. Spojrzałam na drzwi. Zamazane postacie stały tam i próbowały dostać się do środka. Co się działo ? Przecież było już dobrze. Poczułam, że już dłużej nie dam rady pozostawać przytomna....
                Nie wiem co się działo. Czułam jakieś ukłucia, a potem ból zaczął znikać. Otworzyłam oczy. Wzrok zaczął mi się wyostrzać. Zobaczyłam salę. Jakieś rurki przyczepione do mojego ciała. Przez jedną z nich przechodziła krew. Podniosłam się do pozycji pół leżącej. Do sali weszła Tessa. Na mój widok rozpłakała się i przytuliła do mnie. Objęłam ją i starałam uspokoić.
- Co się stało ?- spytałam gdy już mnie puściła i usiadła na brzegu łóżka.
- Miałaś krwotok wewnętrzny. Ale już po wszystkim- odpowiedziała Tessa drżącym głosem. Ale coś mi się nie zgadzało. Miałam grupę krwi 0,a  Tessa i tata mieli A+. Więc skąd mieli krew. Wiem, że to najrzadsza krew.
- Skąd wzięli krew ?- spytałam. Przygryzła dolną wargę.
- Nie wiedziałam jak ci powiedzieć. Jace ją oddał i....- zamilkła.
- I ??? Tessa powiedz mi - powiedziałam lekko przestraszona. To, że Jace oddał dla mnie krew to był cudowne, ale gdzie on teraz był ?
- Dał mi ten list dla ciebie- powiedziała podając mi zgiętą kartkę. Wzięłam ją od niej. Cały czas patrzyła na mnie i widziałam, że się martwi. Jednak ja chciałam wiedzieć co się teraz dzieje z nim ? Otworzyłam kartkę i zaczęłam czytać 
 " Kochana Agatko
               Wiesz, że cię kocham, ale dla ciebie będzie lepiej gdy zapomnisz o mnie. Kiedy widziałem jak umierasz wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, aby to się już nigdy nie powtórzyło. Widziałem twojego tatę i siostrę. Ich ból i cierpienie.  Wiem, że to wszystko co ci się stało to moja wina. Odkąd się w tobie zakochałem twoje życie stało się koszmarem. Wiem to. I wiem, że będzie ci lepiej bezemnie.  Chcę dla ciebie jak najlepiej. Chcę abyś spełniła marzenia. A wiem, że na pewno je spełnisz i zostaniesz sławną piosenkarką. Masz anielski głos, który zawsze będę kochał tak jak ciebie. Jednak podjąłem decyzję. Znikam z twojego życia, abyś była bezpieczna i szczęśliwa. Proszę nie szukaj mnie. Przepraszam za te wszystkie wydarzenia i cierpienie.Nie zasłużyłem na ciebie ! W życiu podjąłem mnóstwo złych decyzji, ale jest słuszna. Nie wybaczę sobie nigdy tego, że cię naraziłem. Proszę cię zapomnij o mnie!!!!!!!
                                                                                              Twój Jonathan Briel "
              Łzy same znalazły drogę do moich oczu i na zewnątrz ich.  Nie mogłam w to uwierzyć. Odszedł ! Zostawił mnie !  Dla mojego dobra ? Nie. To nie może być prawda. Nie może ! Nie będę bezpieczna, a już na pewno nie będę szczęśliwa bez niego ! Nie chcę bez niego. 
Łzy leciały strumieniem po moich polikach i kapały na piżamę. Tessa przytuliła mnie, ale to nic nie dało. Chciałam tylko aby on wrócił. Aby mnie przytulił. Chciałam jeszcze raz usłyszeć jego głos. Nie mógł mnie zostawić. Nie mógł ! To musi być głupi żart.
- Przykro mi. Poprosił abym ci to dała, bo sam nie potrafił tego powiedzieć. - powiedziała Tessa.
- Wiesz dokąd poszedł ?- spytałam załamana.
- Nie. Powiedział tylko, że znika z miasta i.... twojego życia- odpowiedziała cicho.- Aga wiem, że cierpisz, ale może faktycznie będzie lepiej. Przez niego tylko cierpiałaś- powiedziała a ja momentalnie się od niego odsunęłam i spojrzałam zapłakana na nią ze złością.
- Nie mówisz poważnie ? Ja go kocham i nie chcę aby znikał z mojego życia !- krzyknęłam. Nie mogłam uwierzyć, że to powiedziała. On był najważniejszy !
- Wyjdź ! Chcę zostać sama!- krzyknęłam pokazując ręką na drzwi. Tessa wstała i niepewna wyszła. Położyłam się i zamknęłam oczy. Zaczęłam cicho szlochać. Nie mogłam uwierzyć, że z nami koniec. Że już nigdy go nie zobaczę. 
                                               ******************************
                                  Dwa lata później. Pałac Dworski.  Lato.
                      Szykowałam się na swoją imprezę z okazji wydania mojej pierwszej płyty. Po ukończeniu szkoły dostałam kontrakt z wytwórnią płytową. Bardzo się cieszę, że mogę robić to co kocham, ale wciąż nie mogę zapomnieć o Jace'sie. Po wyjściu ze szpitala próbowałam odnaleźć Jace'a, ale nie udało mi się. Wciąż śni mi się po nocach. On i jego głos. Nie potrafię zapomnieć, a to zżera mnie od środka.
- Wyglądasz ślicznie- powiedziała Tessa stając w drzwiach. Obróciłam się w lustrze. Miałam sukienkę w kolorze krwi nad kolano na ramiączkach. Uśmiechnęłam się do niej w lustrze.
- Goście czekają
- Zaraz zejdę- powiedziałam. Kiedy zniknęła za drzwiami odwróciłam się i podeszłam do łóżka. Byłam w hotelu. Nie wyprowadziłam się ale, że impreza jest w Pałacu kawałek od miasteczka to wynajęto mi pokój.
- Kochanie gratulacje - powiedział tata wchodząc do pokoju.
- Dziękuję- powiedziałam i uśmiechnęłam się.- Idziemy ?- spytałam i wyszłam przed tatą.
 Da dole czekało mnóstwo ludzi. Większości nie znałam. Była Tessa, tata i Marcin. Mój stylista, menadżer i paru innych z wytwórni. Reszta to bogacze i sławni. Widziałam mojego ulubionego piosenkarza Rafała Brzozowskiego i paru innych.  Parkiet był za środku, a po bokach eleganckie stoliki. Wszystko wyglądało bajecznie. Tylko ja się nie czułam jak księżniczka.
- Moja gwiazdeczka, jak ci się podoba ?- spytał mój stylista Marko. Był z pochodzenia Latynosem.
- Podoba się.- odpowiedziałam krótko.
- Coś cię trapi- stwierdził. Polubiłam go od razu i dobrze nam się rozmawiało, jednak o historii z przed dwóch lat wiedzieli tylko moi bliscy. 
- Nie nic. Trochę się denerwuję- skłamałam
- Teraz się denerwujesz, a na koncertach przed milionami ludzi to nie ?- zażartował. Uśmiechnęłam się.
- No widzisz. Pójdę się przewietrzyć- powiedziałam i skierowałam się do drzwi na balkon. Przed wyjściem mój telefon za wibrował. Wyjęłam go. Jakaś plota. Chciałam zamknąć, ale moją uwagę przyciągnęło jedno słowo "Jace". Przeczytałam i omal się nie przewróciłam. Jace. Mój Jace podpisał kontrakt z jakąś wytwórnią i będzie nagrywać album. Wyszła już jego jedna piosenka. 
Wyszłam na przepiękny balkon. Z marmuru i z zielonymi krzewami. Podeszłam do poręczy. Wyjęłam z torebki słuchawki i włączyłam piosenkę. Wspomnienia mnie zalały. Myślałam, że po dwóch latach będzie łatwiej, ale myliłam się. Wciąż go kochałam ! Przypomniały mi się wszystkie spędzone chwilę. Próby. Impreza. Kłótnia. Noc. Nasze rozmowy. A potem list na pożegnanie. Miałam ochotę płakać. Tęskniłam. I to jak ! Usłyszałam jakiś ruch za sobą. Odwróciłam się i zamarłam....
 Stał tam. Ubrany w garnitur i eleganckie spodnie. W jednej dłoni trzymał różę. Jego czarne włosy były takie jak kiedyś. Opadały mu na czoło. Jego piwne oczy wpatrywały się we mnie. Uśmiechnął się delikatnie.Nie wiedziałam co zrobić. Serce zaczęło walić jak oszalałe, a żołądek zaczął się skręcać.
- Gratulacje- powiedział podając mi różę. Wzięłam ją nie pewna. Lekko dotknął mojej dłoni. Przeszły mnie dreszcze.
- Dlaczego przyszedłeś ?- spytałam w końcu. Mój głos łamał się. Miałam ochotę przytulić się do niego i powiedzieć jak bardzo go kocham i jednocześnie wykrzyczeć wszystkie smutki.
- Chciałem cię zobaczyć.- powiedział. Poczułam pierwszą łzę na policzku.
- Nie płacz. Już idę- powiedział i odwrócił się. Złapałam go za rękę i nie pozwoliłam odejść. Odwrócił się twarzą do mnie. Jeżeli teraz czegoś nie zrobię znów go stracę.
- Nie odchodź proszę ! Nie chcę abyś odchodził- powiedziałam drżącym głosem.
- Wiesz, że tak będzie lepiej. - powiedział i wyrwał swoją ręką z mojego uścisku. 
- Nie !  Nie będzie ! Kiedy ty to zrozumiesz !?!?!- krzyknęłam zła.- Nie chcę cię tracić. Przez te dwa lata chciałam tylko abyś wrócił. Płakałam po nocach, bo ciebie nie było obok. !- dodałam już spokojniej. Podeszłam do poręczy i złapałam się jej. Świat wirował. Nie chciałam widzieć jak znika.
- Wiesz co powstrzymywało mnie od zabicia się ? Ty. Przez te dwa lata widziałam się na zdjęciach. Słyszałam twój głos w piosenkach. Tylko dlatego nie zabiłem się. Chciałem wrócić, ale nie wiedziałem czy ty tego chcesz ?- powiedział Jace, a ja poczułam, że stoi za mną.
- Dlaczego nie próbowałeś ze mną rozmawiać? Zniknąłeś jak zwykły tchórz. Nawet nie porozmawiałeś ze mną- powiedziałam odwracając się do niego i patrząc mu w oczy.
- Przepraszam. Powinienem porozmawiać, ale tak wydawało mi się lepiej- powiedział. Dotknął mojego policzka.
- Źle ci się wydawało. Nigdy więcej nie podejmuj decyzji bez gadania ze mną- powiedziałam i przytuliłam się do niego. Objął mnie i zaczął głaskać po plecach.
- Przepraszam za wszystko- powiedział. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy,
- Jeszcze raz to usłyszę, a przywalę ci- powiedziałam z uśmiechem. Nachylił się i pocałował mnie. Krótko choć czulę i namiętnie.
 - Kocham cię-szepnął chowając głowę w moje włosy.
- Ja ciebie też- odpowiedziałam...
                              Wiem, że długo czekaliście, ale mam problemy z internetem. Nie wiem jak to będzie. Mam nadzieję, że będzie. No i wreszcie ostatnia część. Mam nadzieję, że się podobało. Czekam na wasze opinie i życzę miłego dnia :D

czwartek, 7 sierpnia 2014

                             Cz.5. Zły chłopiec
              Obudziłam się i od razu poczułam straszny ból głowy. Co się stało ??? Gdzie jestem ???
Oczy zaczęły przyzwyczajać się do ciemności i mogłam rozejrzeć się po pomieszczeniu. Całe ciemne. Poniszczone ściany. Podłoga z betonu, zimna i wilgotna. Zapach tu też nie za przyjemny. Śmierdzi stęchlizną i grzybami. W kącie stoi jedna szafka o obok niej stary poniszczony stół. Na wprost mnie były schody, ale było tak ciemno, że nie wiedziałam czy są wysokie czy niskie. Chciałam się podnieść, ale moje ręce zostały przywiązane do jakiejś zimnej rury za mną. Szarpnęłam się na marne. Tylko do moich nadgarstków dotarł nowy ból. Co się stało ??? Jak przez mgłę pamiętam tego typka. Co on...... O Boże on mnie porwał !!! Na sto procent to on ! Tylko po co ? Co ja takiego zrobiłam ??? Przerażenie zaczęło mnie ogarniać od stóp  do głowy. Muszę się stąd wydostać. Muszę uciekać, bo.... inaczej on mnie zabiję ! Zaczęłam się szarpać, ale na marne. Co mam robić ??? Nie wolno panikować. Nie panikuj- powtarzałam jak mantrę do siebie.
- Dzień dobry skowroneczku- powiedział ktoś na schodach. Od razu rozpoznałam głos. Ten sam, który w zaułku chciał się "zabawić" ze mną. Przebiegły mnie ciarki, a włosy stanęły dęba.
- Ty gnoju!- krzyknęłam. Miałam ochotę rzucić się na niego i wydrapać oczy.
- Jestem Gabe, a nie jakiś gnojek- Odrzekł wchodząc do środka. Nie myliłam się co jeszcze bardziej mnie przeraziło. Gabe... Gabe... To on kazał zabić mnie Jace'owi !!! Kiedy sobie to uświadomiłam miałam ochotę się zrzygać. To ten sam facet !
- Jesteś psychopatą i gangsterem- powiedziałam z obrzydzeniem. Podszedł bliżej. Był przystojny, ale zamiast go podziwiać miało się ochotę na niego zrzygać. Tak jak wtedy kiedy pierwszy raz go ujrzałam. Przypomniało mi się jak mnie dotykał i cała zaczęłam drzeć. Przerażenie jeszcze bardziej mnie ogarnęło. O to mu chodzi ? Chce dokończyć to co zaczął ?
- Jak tam sobie chcesz. Ale to twój chłoptaś chciał cię zabić nie ja!- powiedział oschle uśmiechając się złowieszczo.
- Ty mu kazałeś. Myślałeś, że się nie dowiem. Albo, że dowiem się kiedy będę umierać. Niestety Jace jest dobry nie taki jak ty ! Policja cię dorwie !- powiedziałam nie hamując złości. Byłam przerażona, ale nie miałam zamiaru mu tego pokazywać. Nie daj mu się !
Zaśmiał się tak, że omal bębenki mi nie popękały.
- Policja mówisz ? Nie umieją nic dobrze zrobić- powiedział wciąż się szczerząc.
- To po co ci ja ?- musiałam spytać choć bałam się odpowiedzi.
- Zapłacisz za wtykanie nosa w nie swoje sprawy-odpowiedział z uśmiechem. Cała się napięłam. Zabiję mnie ? Czy wpierw wykorzysta ? Wolę umrzeć !!! Nigdy... Nie z nim !
- Sam kazałeś mu mnie zabić. Bałeś się mnie ? Jesteś tchórzem !- krzyknęłam plując mu w twarz. Zamachnął się i strzelił mnie w polik tak, że aż obróciłam twarz. Poczułam, że strasznie piecze mnie polik. Odwróciłam się i spojrzałam w jego zielone oczy.
- Ulżyło tchórzu ?- spytałam z chamskim uśmiechem. Choć bolała mnie głowa i twarz i byłam cała przerażona nie miałam zamiaru się poddać. Gabe wstał i stanął nade mną. Podniosłam głowę by na niego spojrzeć. Zakręciło mi się, ale nadal patrzyłam na jego twarz.
- Dlaczego ?-spytałam.
- Nie znasz swojego chłopaka....
- Znam. Powiedział mi wszystko. Że miał problemy i, że ty mu pomogłeś. Powiedział też czemu miał mnie zabić- przerwałam i wtrąciłam mu się. Nie miałam ochoty aby mącił mi w głowie. Kochałam Jace'a i ufałam mu.
Gabe uniósł brwi i przyjrzał mi się.
- Jesteś jego zabaweczką. Nie myśl, że znaczysz dla niego więcej niż te inne- powiedział.
- Nie waż się o nim źle mówić ! To ty go w to wplątałeś i ....i...
- I co ? Zabijesz mnie ? To ty jesteś tu przywiązana, a ja wolny- wciął mi się.
- Myślisz, że twój brat by tego chciał ? To ty go wplątałeś w kłopoty. To przez ciebie nie żyję !- krzyknęłam. Gabe cały się spiął i zdenerwował. Nie wytrzymał. Kopnął mnie raz w brzuch, potem kolejne dwa. Zobaczyłam gwiazdy przed oczami i zmusiłam się by nie zemdleć.
- Zamknij się- warknął i wyszedł. Nie wytrzymałam. Wszystko zaczynało coraz bardziej boleć. Ból robił się nie do zniesienia. Co jeżeli mnie nie znajdą ? Co jeżeli wpierw zabije mnie Gabe ? Co zrobi Jace ? Czy zdążą mnie odnaleźć żywą ?! Zawroty głowy nie ustawały, a do tego jeszcze ból w całej klatce piersiowej. Miałam dość udawania odważnej. Byłam przerażona tak jak wtedy kiedy omal nie umarłam. Bałam się to mało powiedziane. Nie chciałam umierać, a już na pewno nie w tej piwnicy. Kiedy wszystko zaczęło się układać... musiał wszystko zepsuć. Nie chciałam umierać. Chciałam jeszcze raz ujrzeć Tessie. Przytulić ją i zobaczyć jej uśmiech. Chciałam porozmawiać z tatą. Przeprosić i przytulić. No i chciałam jeszcze chociaż raz ujrzeć Jace'a. Jego piękną twarz. Usłyszeć jego anielski głos. Dotknąć go. Poczuć smak jego ust. Chciałam się z nimi zobaczyć. Chociaż raz.... przed śmiercią !!!
Obraz zaczął mi się zamazywać. Płakałam. Ciepłe i słone łzy leciały po moich policzkach jak strumienie. Miałam dość. Cała się trzęsłam. Z zimna i przerażenia. Zamknęłam oczy i czekałam aż nadejdzie ciemność....
                                                   ***************************
   Obudziły mnie kroki na schodach. Momentalnie cała się spięłam. Otworzyłam oczy, ale nie zobaczyłam Gabe'a. Zamiast tego był chłopak o blond włosach i niebieskich oczach wpatrujących się we mnie ze... smutkiem ? współczuciem ? Sama nie wiem. Ruszył do mnie. W rękach miał tacę i wiaderko. Po co mu to ? Chciałam uciekać, ale nic nie mogłam zrobić. Przywiązana do rury. Bolała mnie każda część ciała. Klatka piersiowa tak jakby ktoś wypalał mi ją od środka. Wolałam nie myśleć jak wyglądam. Wyszłam tylko w bluzce z krótkim i dżinsach. Teraz byłam cała przemarznięta.
Chłopak ukląkł przede mną i zamoczył ręcznik w wodzie. Przyłożył mi do delikatnie do twarzy i obmył ją. Cały czas nie spuszczałam z niego wzroku.
- Zostaw mnie- powiedziałam odrywając głowę na bok. Chłopak spojrzał na ręcznik i odłożył go. Zamiast tego wziął z tacy kanapkę.
- Jedz- powiedział cicho niemal błagalnie.
- Bo co ? Pobijesz mnie ?-spytałam krzyżując z nim spojrzenie.
- Nie. Ale proszę. Umrzesz jeżeli czegoś nie zjesz- powiedział przybliżając kanapkę do moich ust. Dlaczego on to robił ? Wątpię aby dupek chciał mnie karmić ??? Więc co on tu robi?
- On nie wie, że tu jesteś- stwierdziłam. Przeczesał wolną ręką blond włosy.
-Nie. Zjedz proszę- powiedział. Poddałam się. Byłam potwornie głodna, ale uświadomiłam to sobie dopiero mając jedzenie przed nosem. Wzięłam gryza i powoli przeżuwałam. Kiedy połknęłam kawałek poczułam większy ból w brzuchu.
- Jak masz na imię ?- spytałam biorąc kolejny kawałek. Chłopak uśmiechnął się miło. Nie przypominał w niczym Gabe'a. Szkoda mi go było. Mógł z tego wyjść. Mógł wrócić na dobrą drogę.
- Jev.- odpowiedział.
- Dlaczego jesteś w jego gangu ?- spytałam. Tym razem uśmiech znikł z twarzy.
- Miałem problemy z narkotykami- powiedział cicho.
- A wielkoduszny Gabriel ci pomógł ?- spytałam sarkastycznie. Roześmiał się cicho.
- Wyciągnął z bagna. Pomógł. Myślałem, że jest dobry....- zamilkł. Wiedziałam co chciał powiedzieć "ale się pomyliłem". Cisza przeciągała się w nieskończoność. Wpatrywał się w jakiś punkt na ścianie.
- Nie jest za późno- przerwałam w końcu ciszę.- Możesz wszystko zmienić. Jeżeli mi pomożesz obiecuję, że nic ci się nie stanie- powiedziałam. Jev spojrzał na mnie,ale nic nie powiedział. Zabrał rzeczy wstał i zaczął iść do schodów.
- Proszę !- krzyknęłam błagalnie. Nie powiedział nic ani nie obrócił się. Po prostu wyszedł. Znów zostałam sama. Nie raz lubiłam być sama, ale nie teraz. Chciałam znów znaleźć się w swoim pokoju. W swoim domu. Chciałam znów śmiać się z Tessą z taty. Chciałam znów z nimi oglądać filmy i jeść. Chciałam być z nimi ! Chciałam przytulić się do Jace'a. Pocałować go i powiedzieć jak bardzo kocham. Przypomniałam sobie ostatnią noc z nim. Tak bardzo chciałam znów być tam. Z nim. Całować go. Przytulać. Wpleść dłonie w jego miękkie włosy. Co jeżeli już nigdy ich nie zobaczę ? Nie usłyszę ich głosów ? Nie zobaczę ich uśmiechów ? Nie chcę takiego końca. Chcę żyć, a nie umrzeć !!!
                Obudziły mnie kroki. Momentalnie cała się spięłam. Ból nie ustąpił ani nie zelżał. Otworzyłam oczy. Byłam cała obolała i zmarznięta. Moje ręce całe mi drętwiały a sznur pijał się w nadgarstki. Na schodach pojawił się Gabe. Ubrany w czarny podkoszulek i krótkie spodenki. Uśmiechał się złowieszczo. Przerażenie znów mnie opętało. Co on chciał zrobić ???
- Czego chcesz ?- spytałam z odrazą gdy zaczął iść w moją stronę. Nie wiedziałam co robić. Podszedł do mnie i ukląkł przede mną. Dotknął mojego polika, ale to nie wywołało przyjemnego dreszczu jak w przypadku Jace'a. Wręcz przeciwnie wywołało u mnie obrzydzenie.Odwróciłam głowę aby na niego nie patrzeć. Jednak on złapał moją twarz i obrócił do siebie. Przycisnął swoje usta do moich i zaczął całować. Jednak nie tak jak Jace. Jego pocałunki były brutalne i wywoływały u mnie odrazę. Próbowałam mu się wyrwać, ale na marne. Rozszerzył moje nogi siłą.  Zaczęłam się szamotać, aby nie pozwolić mu. Nie udało mi się. Podarł moją bluzkę i zaczął obmacywać. Zaczęłam kopać jak oszalała. Jednak on przygwoździł mi nogi. Chciał zdjąć siłą spodnie, ale wtedy u góry rozległy się kroki. Oderwał się ode mnie. Wstał i uśmiechnął się do mnie złowieszczo.  Zaczęłam drżeć z przerażenia.
- Zaraz wracam i dokończymy- zapowiedział i znikł na schodach. Nie powstrzymałam łez. Bałam się. Teraz chciałam umrzeć, a nie pozwolić mu na to. Czułam się brudna jak nigdy. Całe moje ciało zaczęło drzeć. Łzy kapały na biust. Nie chcę ! Nie chcę ! Słyszałam u góry jakieś głosy i szamotaninę. Jace ! Zaczęłam się wierzgać chcąc się uwolnić. Muszę mu pomóc.... Usłyszałam dwa strzały i cała zesztywniałam.
- Nie !!!!- krzyknęłam przerażona. Nie, nie, nie ! To nie mógł być Jace !!! Nie mógł !!
Usłyszałam kroki, a potem na schodach ktoś się pojawił. Zaczęłam się szamotać. Próbowałam uciec, ale nie potrafiłam. Postać zbiegła po schodach i podeszła. Oczy miałam zamglone od łez, bólu i wycieńczenia. Postać klękła obok mnie i zaczęła majstrować przy dłoniach.
-  Nie ! Zostaw mnie !- zaczęłam krzyczeć.  Poczułam, że moje ręce są wolne. Spojrzałam na postać jeszcze raz trzepocząc rzęsami. To nie Gabe !
- To ja ! Już dobrze- powiedział znajomy głos. Odetchnęłam z ulga. Jego silne ramiona objęły mnie i przyciągnęły do siebie.
-Jace- wyszeptałam wtulając się w niego. Poczułam znajome ciepło i bicie (teraz przyspieszone) jego serca. Chwyciłam się jego jak tonący dratwy i przylgnęłam jak najmocniej. Bojąc się, że za chwilę zniknie i znów zostanę sama w tej piwnicy.
- Już dobrze. Nic ci nie grozi. Jestem tu-powiedział głaszcząc mnie po głowie i przytulając do siebie. Płakałam mu w koszulkę. Poczułam,że zakłada mi swoją kurtkę na mnie i z powrotem przytula. Płakałam z powodu wstydu. Z szczęścia. I bólu, który zaczął mnie pożerać od środka. Czułam, że za chwilę odejdę....
- Kocham cię- wyszeptałam i zamknęłam oczy wtulona w jego. Ból był nie do opisania. Czułam jak od środka wypala mi wnętrzności.
- Nie ! Nie waż mi się żegnać!- powiedział Jace i poczułam, że się unoszę. Niósł mnie. Resztkami siły zostawałam przytomna.
- Powiedz im, że ich kocham i, że przepraszam was za wszystko- powiedziałam z trudem łapiąc oddech. Zamknęłam oczy i pozwoliłam aby anioły zabrały mnie ze sobą .....
                                            ********************************
                      Czułam, że się unoszę nie wiedziałam co się ze mną dzieję. Widziałam salę. Niebieskie ściany. Na środku stało łóżka i dużo sprzętu medycznego. Przy nim kręcili się lekarze. Co się działo ? Podeszłam bliżej do lekarza, ale on mnie nie zauważył
- Co się dzieję ?- spytałam. Nie odpowiedział. Jakaś pielęgniarka ruszyła w moją stronę i myślałam, że na mnie wpadnie, ale ona.... przeszła przeze mnie jak.... przez ducha ! Zaczęłam się bać. Skoro nie widzą mnie i nie słyszą, to znaczy, że.... jestem duchem!!! Umarłam ? Lekarze mówili coś do siebie i pracowali nad pacjentem. Powoli podeszłam do stołu bojąc się kogo zobaczę na nim. Odskoczyłam jak oparzona i wpadłam na ścianę. Ja tam leże ! Mnie tam operują !!! Ja tam jestem ! Ale jakim cudem jestem tam i tu ??? Jeszcze żyję. Więc dlaczego jestem duchem ? Nic nie rozumiem. Ostatnie co pamiętam to Jace i ten koszmarny ból.Teraz zniknął. Spojrzałam w dół. Byłam ubrana w tę szpitalną togę. Co tu do cholery jest grane ?!?! Poczułam jak jakaś niewidzialna dłoń pokazuję mi drogę. Poczułam, że muszę wyjść na korytarz. Zobaczyć co tam jest lub kto. Przeszłam przez drzwi bez problemu. To dziwne, ale i fajne. Mogłam bym to polubić.
Przed salą na ławce zobaczyłam Tessę wtuloną w Marcina. Płakała. Aż serce mi pękło na ten widok. Moja mała siostrzyczka płakała, bo ja mogłam umrzeć. Podeszłam chcąc ją objąć, ale moje dłonie przeszły przez nią.
- Nie chcę jej stracić- powiedziała łkając Tessa. Podniosła głowę i zapłakanymi oczami spojrzała na Marcina. Widziałam, że on z trudem powstrzymuję łzy. Robił to dla niej.
- Jest silna. Wyjdzie z tego. Nie zostawi nas- powiedział Marcin spokojnym głosem tuląc ją.
- Boję się- powiedziała Tessa wtulając się w niego z powrotem. Serce mi się łamię jak ją widzę w takim stanie.
-Ja też- powiedział ledwo słyszalnie Marcin i schował twarz w zagłębieniu szyi Tessy. Nie mogłam na nich patrzeć w takim stanie. To przeze mnie. Nie mogłam tu stać i patrzeć na ich cierpienie. Ruszyłam korytarzem. Kawałek dalej przy oknie zobaczyłam tatę. Łzy spływały po jego policzkach. Nie ! Nie chciałam tego ! Stał wpatrując się w okno. Ciekawe o czym myślał ? Nie chciałam aby ktokolwiek cierpiał !!!  Obróciłam się. Przy automacie do kawy stał Jace. Nie. On będzie się obwiniał. Nie chcę tego. Podeszłam bliżej. W oczach miał łzy. Był blady, a koszulka była od krwi. Mojej ? Chciałam go jakoś pocieszyć. Ich wszystkich ! Ale nie umiałam. Sama się bałam, że umrę tam na stolę i ich nie zobaczę.
- Jace!- krzyknęła jakaś kobieta. Miała brązowe włosy podobne do moich i piwne oczy jak Jace'a. Mieli podobne rysy. Była trochę niższa od niego. Stanęła naprzeciw niego przyglądając mu się. Stali tak w milczeniu.
- Zróbcie coś. Przytul go- powiedziałam choć wiedziałam, że mnie nie słyszą. Nie wiedziałam kim jest dla Jace'a, ale chciałam tylko aby Jace poczuł się lepiej.
- Przepraszam- powiedział Jace cicho do kobiety. Spuścił głowę jakby się wstydził.
- Synku.... Już dobrze- powiedziała spokojnie kobieta trzymając Jace'a za ramiona.  Jace podniósł twarz i przyjrzał się swojej.... matce. Tak. Jedno dobre. Przynajmniej będzie jakby coś miał  bliską osobę.
- Nic nie jest dobrze. Zawaliłem wszystko. Miałaś przeze mnie kłopoty. Domi wylądował w szpitalu. Przeze mnie !- powiedział Jace.
- Nie. Synu nie jestem zła. Nawet nie wiesz jak tęskniłam- powiedziała dotykając jego polika.
- A teraz przeze mnie Agata umiera na sali. - powiedział załamany. Kobieta nie wiedziała co zrobić. Spojrzała w oczy syna i przytuliła go.
- Będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.- powiedziała do syna. Wtedy za rogu wyszedł mały chłopiec o czarnych włosach jak u Jace'a i niebieskich oczach. Miał może 7 lat.
- Dominik- powiedział Jace przyglądając się chłopcu. Chłopczyk zapłakany przyjrzał się Jace'owi. Rzucił się biegiem w jego stronę i wpadł mu w ramiona. Jace uniósł go i przytulił.
- Przepraszam- powiedział do chłopca.
- Nie jestem zły. Ale Jace,... wróć do nas- powiedział mały tuląc się do brata. Jace spojrzał na matkę. Uśmiechnęła się.
- Jonathanie wróć do nas- powiedziała.
- Nie zasługuję. Nie zostawię Agaty. Jest dla mnie najważniejsza. Kocham ją- powiedział Jace,a mi serce znów się połamało. Poczułam łzy na policzkach. Ja też go kochałam i nie chciałam go zostawiać. Nie chciałam odchodzić ! Chciałam zostać z moimi bliskimi. Poczułam jakiś ból w klatce piersiowej. Jakby ktoś trzasnął mnie prądem. Znowu. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Poczułam, że upadam. Spojrzałam na Jace. Trzymał na rękach brata i mówił coś do matki. Nie mogłam usłyszeć co.  Zaczęłam biec przed siebie. Chciałam paść do sali i zobaczyć co się dzieję.  Zobaczyłam tatę przy oknie. W jego stronę szła pielęgniarka. Nie ! Zobaczyłam Tessę zapłakaną. Rozmawiającą z Marcinem. Chłopak próbował ją pocieszyć. Wpadłam na salę. Lekarze cały czas ruszali się przy moim ciele. Podeszłam bliżej. Ból był nie do wytrzymania.  Chciałam aby znikł !
- Odsunąć się- powiedział lekarz i do mojego ciała przyłożył elektrowstrząsy. Znów ten ból. Czułam, że już nie dam rady. Ciągnęło mnie. Ciągnęło,a ja nie umiałam się zatrzymać....
                                                   ****************************
          - Agata wróć do mnie- usłyszałam znajomy głos Jace'a przepełniony bólem. Chciałam otworzyć oczy, ale nie mogłam. Nie miałam siły. Leżałam bez ruchu. Mówiłam otwórz oczy, ale moje ciało mnie nie słuchało.
- Kocham cię. Wiem, że to moja wina. Nie potrzebnie mnie poznałaś. Przeze mnie tu jesteś. To moja wina ! Ale ja nigdy nie chciałem aby stała ci się krzywda. To ja powinienem znaleźć się na twoim miejscu!-powiedział i podciągnął nosem- Wiem, że mnie słyszysz. Proszę cię wróć do mnie. Nie sądziłem, że mi wybaczysz, ale ty to  zrobiłaś. Dzięki tobie jestem lepszy. Chcę być lepszy dla ciebie !- Złapał mnie za rękę. Chciałam odwzajemnić uścisk, ale nie umiałam. Bardzo chciałam go zobaczyć. Powiedzieć, że nic mi nie jest. Że to nie jego wina. Ale nie mogłam. Całe moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Leżałam nie ruchomo. Nie czułam żadnego bólu. Nic. No może prócz tego, że serce waliło mi jak oszalałe i łamało się na myśl o tym, że moi bliscy są smutni.
- Jeżeli umrzesz ja także ! Agata proszę cię obudź się. Jeżeli nie dla mnie to dla twojej siostry i taty. Możesz mnie nienawidzić, ale obudź się !- powiedział mocniej ściskając moją dłoń. Spięłam się cała. Całą siłę skierowałam do dłoni i wyobraziłam sobie, że ściskam ją. Poczułam jakbym ścisnęła ją na chwilkę. Mam nadzieję, że Jace też to poczuł.
- Kochanie. Wiedziałem, że mnie słyszysz- powiedział i dotknął mojego policzka.Tak bardzo chciałam, go zobaczyć. - Proszę cię wróć do mnie. Kocham cię i bez ciebie nie dam rady !- powiedział Jace. Nawet nie wiedział jak bardzo chciałam się obudzić. Zobaczyć jego twarz. Jego czarne włosy Zobaczyć ich wszystkich !
                Nie wiem ile tak leżałam. Co się ze mną działo. Słyszałam głos taty, Tessy, Marcina i Jace'a. Wszyscy chcieli jednego : abym się obudziła. Ja też tego chciałam ! Poczułam coś dziwnego. Czułam, że mam w niektórych miejscach na cielę rurki i inne medyczne przyrządy. Poczułam pod sobą twarde łóżka, a na sobie miękka kołdrę. Poruszyłam nie pewna ręką ściskając ja w pięść i rozluźniłam. Mogłam. Postanowiłam spróbować....
 Zamrugałam kilka razy, aby przyzwyczaić oczy do światła. Zobaczyłam sufit i lampy szpitalne. Odwróciłam głowę na lewo. Niebieskie ściany, a obok łóżka stolik z różnymi lekami oraz wazon z bukietem róż. Odwróciłam się w drugą stronę. Na krześle spał tata. Z brodą opartą o rękę. Pod oczami miał cienie.
-Tato ?- spytałam niepewna swojego głosu. Drżał lekko, ale był mój. Tata momentalnie otworzył oczy i spojrzał na mnie. Rozpłakał się.
- Córeczko, nareszcie- powiedział głaszcząc moje włosy. Pamiętałam wszystko. Jak Gabe mnie porwał. Jak pobił. Jak próbował.... A potem pojawienie się Jace'a. Jace... Gdzie on jest ? Rozejrzałam się po sali. Nikogo prócz mnie i taty nie było.
- Gdzie wszyscy ?- spytałam.
- Tessa śpi w domu. Marcin przy niej jest, a Jace siedzi na korytarzu. Kochanie jak się czujesz ?- spytał. Ulżyło mi, że wszystko w porządku.
- Dobrze. A co się stało ?- spytałam. Nie wiedziałam skąd wiedzieli gdzie mnie szukać.
- Kolega Jace'a powiedział nam gdzie cię przetrzymują. Od razu pojechaliśmy tam. Twój chłopak nie pozwolił abyśmy poszli bez niego. Na miejscu...- zamilkł. Wziął głęboki wdech.- Znaleźliśmy tego chłopaka. Złapaliśmy jego bandę, ale on.... zginął. Chłopak chciał mnie zastrzelić jednak twój chłopak był szybszy. Zastrzelił go- powiedział tata.
-Ale czy to znaczy, że Jace będzie miał problemy ?- spytałam cicho bojąc się odpowiedzi.
- Nie. Wziąłem to na siebie. Nic mi nie zrobili- odpowiedział spokojnie głaszcząc moje włosy.
- Ale słyszałam dwa strzały- powiedziałam przypominając sobie huki dochodzące z góry. Myślałam, że to Jace dostał, a to jednak Gabe.
- Jeden z kolegów chłopaka zastrzelił tego, który powiedział nam o tym gdzie jesteś- powiedział tata. Nie miałam wątpliwości, który to. Jev... Tylko on wydawał mi się miły. Umarł za to, że chciał mi pomóc ! Szkoda mi go. Nie zasłużył na to....
Chciałam zobaczyć Jace'a. Tęskniłam za wszystkimi. Ale za nim najbardziej. Chce go zobaczyć ! On się obwinia, a ja tego nie znoszę. Muszę go zobaczyć. Musze ! Chcę z nim porozmawiać !
- Zawołam go- powiedział tata wstając. Posłałam mu przepraszający uśmiech. Powoli podniosłam się i usiadłam na łóżku. Patrzyłam na drzwi czekając na niego. W końcu się pojawił. Przyjrzał mi się i podszedł do łóżka.
- Przepraszam- powiedział kładąc głowę na moich nogach. Omal się nie rozpłakałam. Mój Jace. Mój ukochany. Cały i zdrowy. Dotknęłam jego czarnych i miękkich włosów.
- Za co ? Za, że mnie uratowałeś czy za to, że mnie kochasz ?-spytałam z uśmiechem. Podniósł głowę. Miał łzy w oczach.
- Za to, że omal przeze mnie nie zginęłaś. Za to,że przysporzyłem ci problemów.- powiedział patrząc w moje oczy.
- Jace, przestań. Nie jestem zła. Kocham cię- powiedziałam dotykając jego polika.
- Ja ciebie bardziej- powiedział i usiadł obok mnie. Objął mnie, a ja wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
- Wiesz, że słyszałam wszystko. Chciałam wrócić, ale nie miałam tyle siły- powiedziałam wtulona w niego. Głaskał moje włosy.
- Ale wróciłaś....- powiedział cicho.
- Do ciebie. Do was. Ile byłam nieprzytomna ?- spytałam.
- Sześć dni od operacji. Myślałem, że nigdy nie wrócisz- powiedział cicho Jace. Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego piwne oczy.
- Ominął nas sprawdzian- Uśmiechnął się.
-  Moja idealna uczennica.Zdamy go jak wyzdrowiejesz-powiedział z uśmiechem. Nie wiedziałam czy powiedzieć mu o tym co się działo ze mną podczas operacji. Jakby zareagował ? Może lepiej byłoby powiedzieć. Nie chciałam mieć przed nim tajemnic.
- Jace co z twoją mamą i bratem ?- spytałam. Przyjrzał mi się uważnie.
- Skąd wiesz ?- zapytał spokojnie.
- Ja.... Podczas operacji stało się coś dziwnego- zamilkłam na chwilę.- Widziałam Tessę, tatę i ciebie, ale wy mnie nie. Słyszałam jak rozmawiałeś z nią i ze swoim bratem-dokończyłam. Jace milczał przez dłuższą chwilę.
- Powiesz mi dlaczego od nich uciekłeś ? Wiem, że miałeś kłopoty z hazardem,ale to nie wszystko, prawda ? Powiesz ?- przerwałam ciszę. Nie chciałam naciskać, ale chciałam też wiedzieć.
- Przez hazard narobiłem jej długów. A jednego wieczoru mój brat poszedł za mną do klubu. Była bójka. Został poważnie ranny. Był w śpiące dwa tygodnie. Siedziałem przy nim aż się obudził, a potem uciekłem. Nie chciałem aby takie coś się powtórzyło- odpowiedział Jace patrząc na ścianę.- To moja wina. Gdybym teraz jeszcze stracił ciebie to zabiłbym się- dodał ściskając mnie mocniej.
- Jace każdy popełnia błędy. Sztuką jest się do nich przyznać i próbować naprawić, a ty to robisz- powiedziałam szczerze. Nic nie odpowiedział tylko schował głowę w zagłębieniu mojej szyi. Przeszły mnie przyjemne ciarki. Jego oddech muskał moją skórę. Chciałam go pocałować. Znów poczuć jego wargi. Ktoś odchrząknął. Jace odsunął się. Spojrzałam na małego chłopca. Na brata Jace'a.
- Jak tu wszedłeś ?- spytał spokojnie Jace podchodząc do brata.
- Przez drzwi- odpowiedział z uśmiechem. Przyglądał mi się swoimi niebieskimi oczami. Poczułam rumieniec na twarzy.
- Ty jesteś Agata ? Jace cały czas o tobie mówił- powiedział Dominik podchodząc bliżej łóżka.
- Tak a co mówił ?- spytałam z uśmiechem.
- Dom powinieneś wracać do mamy. Pewnie cię szuka- wtrącił się Jace podchodząc do brata.
- Nie. Rozmawia z panem Waylandem- odpowiedział chłopczyk nadal wpatrując się we mnie.
- Boli cię ?-spytał mnie.
- Nie. Już nic mnie nie boli- odpowiedziałam.
- Ja kiedy leżałem miałem takie śmieszne mrowienie. Pielęgniarki mówiły, że gdyby nie Jace umarłbym. Mój starszy braciszek to bohater- powiedział beztrosko.- Oddał dla mnie swoją krew.- dodał. Uśmiechnęłam się do niego. Przeniosłam wzrok na swojego chłopaka.On wpatrywał się w swojego brata.
- Mały powinieneś iść. Kupię ci ciacho, zgoda ?- spróbował przekupić chłopczyka.
- Zgoda.- powiedział odwracając się do brata.- Agata jak wyjdziesz pójdziemy gdzieś w trójkę ?- zwrócił się jeszcze raz do mnie.
- Tak, pewnie- powiedziałam. Odszedł do brata. Coś mówił do niego, ale nie usłyszałam co. Usłyszałam tylko "wiem" od Jace'a. Odwrócił się w moją stronę w drzwiach i posłał mi uśmiech.
   Zostałam sama w sali.  Położyłam się na łóżku i wpatrywałam w sufit. Nagle poczułam piekący ból w klatce piersiowej. Rozchodził się po niej całej. Nie wiedziałam co robić. Zaczęłam się przewracać na łóżku. Czułam jakby moje płuca płonęły. Próbowałam nabrać powietrza, ale nie umiałam. Zaczęłam się dusić......
                                                                        **********************************
                                   Przepraszam, że tak długo. Mam nadzieje, że się spodobał. Następny spróbuję dodać do niedzieli. Liczę na wasze komentarze. :D

sobota, 2 sierpnia 2014

                            Cz.4. Zły chłopiec

                        - No zrób to !!!- krzyknęłam znowu kiedy się nie poruszył. Jego twarz zbladła.
- Nie zabiję cię- powiedział w końcu. Wciąż trzymał mnie przyszpiloną do ściany. Jednak nie bolał mnie ten uścisk. Z łatwością bym się wyrwała, ale nie robiłam tego....
- To po co tu przyszedłeś ?! Chyba dokończyć sprawę, tak ?!- spytałam już trochę ciszej. Miałam dość. Wyrwałam mu się i odepchnęłam. Omal się nie przewrócił. Wykorzystałam moment i rzuciłam się do szafki. Wyciągnęłam pistolet i obróciłam się do Jace'a z bronią w rękach. Drżały mi, ale nie wypuściłam broni. Nacisnę. Nie zawaham się. Jace spojrzał na mnie a potem na broń w moich rękach. Nie widziałam w jego oczach ani strachu ani gniewu. Rozłożył ramiona i powiedział :
- Zastrzel mnie. Zasłużyłem- podniosłam broń na wysokość jego głowy. Zrobię to. Zasłużył, ale wpierw chce coś wiedzieć...
- Powiedz mi dlaczego- rozkazałam. Byłam przerażona. Powinnam uciekać i zadzwonić po pomoc, a nie gadać z nim. Jednak nie potrafiłam. Po prostu nie potrafiłam !
- Powiem ci wszystko. Wplątałem się w kłopoty. Zacząłem uprawiać hazard.. Miałem sporo długów...
- Co to ma wspólnego ze mną ? Nie interesują mnie twoje kłopoty.- wtrąciłam mu się. Nie chciałam słuchać o jego problemach. To nie mój problem. Już nie. Odkąd się dowiedziałam, że chciał mnie zabić.
- Nie mogłem przestać. Spotkałem Gabe'a i jego szajkę. Spłacił moje długi. Przyjął mnie do swojej "grupy". Ale pod jednym warunkiem. Miałem przejść inicjację. Miałem jedno zadanie. Zabić ciebie-powiedział, a mnie zatkało. Jeszcze bardziej zaczęłam drzeć. Jaki Gabe? Nie znam nikogo o takim imieniu.
- Dlaczego ja ? Nie znam go- powiedziałam. Na szczęście głos miałam opanowany.
- Twój ojciec kiedyś miał akcję. Omal nie wpadli. Zginął jego brat.- odpowiedział Jace. Wiedziałam coś o tym. Jakiś czas temu tata miał akcję. Łapali gang,który handlował narkotykami i lubił się zabawiać z dziewczynami. Podczas akcji była strzelanina. Zginął jeden z gangsterów, a jeden policjant został ranny. Reszta uciekła....
- Jesteś w tym gangu. Oni...- nie mogło mi przejść przed gardło to słowo.
- Wiem, ale ja tego nie robiłem. Nie skrzywdziłbym żadnej dziewczyny. Uwierz mi- powiedział i zrobił krok w moją stronę. Cała się napięłam i chwyciłam mocniej broń.
- Jak mam ci uwierzyć ? Chciałeś mnie zabić ! Dlaczego udawałeś, że ci na mnie zależy ?- spytałam drżącym głosem. Łzy cisnęły mi się do oczu od kiedy tu się pojawił. W moim pokoju serce znów zaczęło mi łomotać.Chciałam się go słuchać. Uwierzyć Jace'owi, ale nie potrafiłam. Chciał mnie zabić.
- Nie udawałem. Na początku myślałem : łatwa sprawa, jeden strzał i po wszystkim. Jednak nie udało się. Obmyśliłem inne plany, ale nie potrafiłem. Nie potrafiłem cię skrzywdzić.- powiedział. Chciałam mu wierzyć. Chciałam aby został, aby był tu i aby mnie przytulił. Chciałam go z powrotem, ale wciąż nie wiedziałam czy on nie kłamie. Czy znowu nie próbuję mnie omamić.
- Kiedy zobaczyłem Tessę było jeszcze gorzej. Nie wiedziałem, że masz siostrę. Nie potrafiłem się zdobyć na to. Wtedy w klubie to była ostatnia próba. Zrozumiałem, że nie mogę tego zrobić, bo.... Cię kocham.- powiedział. Nie wiedziałam co powiedzieć. Uwierzyć mu ???
- Zakochałem się w tobie, od początku, ale wypierałem to. Jednak w końcu się poddałem. Zrozumiałem, że nie chcę cię stracić. Nie mogę cię stracić. Jesteś dla mnie wszystkim ! Proszę cię przebacz mi. Wiem, że popełniłem największy błąd. Wiem, że cię zraniłem, ale ja po prostu..... - zamilkł. Po co ja to przeciągam ? Powinnam się go pozbyć, a nie wysłuchiwać. Jednak nie potrafiłam. Powiedział, że mnie kocha !...
- Nie chciałem cię zranić. Nienawidzę siebie za to ! Kocham cię najbardziej na świecie Aga !!!- powiedział. Wiedziałam, że nie kłamie. Jego piwne oczy wpatrywały się we mnie.Nie kłamał. Nie mogłam. Nie mogłam go zabić, bo.... kocham go !!!. Pistolet upadł na ziemię z hukiem. Stałam jeszcze przez chwilę z opuszczonymi głową i patrzyłam na niego. Słyszałam kroki Jace'a i już po chwili byłam w jego ramionach.Wtuliłam się w niego. Był tak ciepły i znajomy. Otulił mnie swoimi ramionami i przycisnął jeszcze bliżej siebie. Czułam przyspieszone bicie jego serca i mięśnie pod koszulką. Podniosłam głowę by spojrzeć w jego piękne oczy. Nawet nie wiedziałam, że płaczę. Poczułam łzy na policzkach. Nie wiedziałam, czy to ze wstrzymywanego strachu, czy ze szczęścia, że Jace mnie kocha.
- Skąd to masz ?- spytałam dotykając jego prawej skroni. Złapał moją dłoń i splótł nasze palce. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Odeszłem od nich.- odpowiedział. Puściłam rękę dotykając jego ramienia.Z powrotem wtuliłam się w jego klatę. Wiedziałam, że nie tak łatwo jest odejść z gangu.  Nie dadzą mu spokoju.... Musi iść na policję. Inaczej będzie źle...
- Musisz iść na policję. On nie da ci spokoju- powiedziałam wciąż tuląc się do niego.
- Nic mi nie zrobi. Ale pójdę. Przyznam się, że to ja jestem sprawcą. Byli u mnie, ale skłamałem. Tym razem się przyznam- powiedział, a ja cała się napięłam. Nie chciałam aby poszedł do więzienia. 
- Nie. Odwołam wszystko, ale nie idź. Proszę nie chcę abyś trafił do więzienia- powiedziałam i poczułam świeże łzy na policzkach. Otarł je swoją ciepłą dłonią.
- Muszę ponieść karę...
- Nie ! Jace proszę. Ja rozumiem wszystko. Nie jestem zła i nie chcę abyś poszedł do więzienia. Proszę cię !- powiedziałam o ton za głośno. Poczułam ,że jeżeli czegoś nie zrobię stracę go. Zrobię wszystko, aby został przy mnie.
- Pamiętasz co mi obiecałeś ?- spytałam. Nie poddam się. Spróbuję wszystkiego. Spojrzał mi prosto w oczy i kiwnął  głową.
- Teraz cię proszę. Nie przyznawaj się !- powiedziałam stanowczo. Przeczesał ręką swoje brązowe włosy. Wiedziałam, że myśli i to ostro.
- Naprawdę tego chcesz? Aga ja jestem winien nigdy sobie tego nie daruję- powiedział. 
- Ale ja już ci wybaczyłam. Wybaczyłabym ci i tak. Za bardzo cię kocham ! Jace proszę nie przyznawaj się- poprosiłam. Zarzuciłam mu ręce na szyję. Schylił się i oparł czoło o moje. Zamknął swoje oczy. Oddychał szybciej niż normalnie.
- Zgoda.- powiedział wciąż z zamkniętymi oczami. Odskoczyłam od niego kiedy usłyszałam na dole dźwięk zamykanych drzwi.
- Tata- powiedziałam pod nosem. Jace podszedł do mnie i pocałował w czoło.
- Pójdę już.- powiedział.
                                                       ****************************************
           Zeszłam na dół. Tata siedział w kuchni.
- Hej. Coś nie tak ?- spytałam siadając naprzeciw niego.
- Nie. Jak się czujesz ?- spytał. Spojrzałam na niego. Wiedziałam, że coś ukrywa. Jednak nie chciałam naciskać.Musiałam dobrze to rozegrać, bo inaczej tata uzna, że ktoś mnie zastrasza. 
- Dobrze. Tato chcę odwołać to śledztwo - powiedziałam prosto z mostu. Tata wpatrywał się we mnie. Rozmasował sobie skronie.
- Nie chciałem ci mówić. Umorzono je już jakiś czas temu. Nie było dowodów. Ale kiedy powiedziałaś o tym chłopaku. Ruszyło od nowa. Dlaczego chcesz je umorzyć ? Agata jeżeli ktoś cię szantażuje to powiedz. Nie musisz się bać.- powiedział biorąc moją dłoń przez stół.
- Nikt mnie nie zastrasza- powiedziałam.- To i tak nic nie da. Nie ma sensu. Odwołam to- powiedziałam. 
- A co z tym chłopakiem ?- spytał. 
- Byliście u niego. Jest niewinny. Źle go oceniłam. Nie mówiłam ci, bo wiedziałam, że będziesz zły...- szlak czemu ja to powiedziałam. Teraz będę musiała powiedzieć o piątkowym wieczorze. Głupia ja !
- Słucham ?
- W piątek byłam na imprezie, ale nie z Marcinem. Z Jace'm. Tym, którego uznałam za podejrzanego. Pomyliłam się. Pomógł mi.- powiedziałam. Wytrzymałam jego spojrzenie. Wiedziałam, że jest zły.
- Samochód mi się popsuł. Podwiózł mnie, a na następny dzień przywiózł naprawiony.- dodałam.
- Czy to z nim się umawiałaś ?- spytał przez zaciśnięte zęby.
- Tak. Nadal się umawiam. Po prostu pokłóciliśmy się, a ja pod wpływem nerwów powiedział ci tą głupotę- powiedziałam. Mam nieźle przerąbane. Okłamałam go. Będę miała wieczny szlaban.
- On nie jest dla ciebie.Zakazuję ci się z nim widywać- powiedział tata i wstał. Teraz to mnie zdenerwował.
- Nie masz prawa. Jestem pełnoletnia. Mogę sama decydować !- powiedziałam wstając.
- Jestem twoim ojcem i zabraniam ci się z nim spotykać. To zły chłopak. Nie dla ciebie. Nie jesteś dorosła. Zachowałaś się nieodpowiedzialnie...
- Bo się zakochałam !?- przerwałam mu zła. Nie chciałam kłótni, ale nie dał mi wyboru.
- Nie chcę tego słuchać. Koniec tematu.- powiedział.
- Nie. Nie przestanę się z nim spotykać !!! Kocham go !!!- krzyknęłam. Jednak on wyszedł bez słowa z kuchni. Jak on może ? To ja decyduję z kim chodzę ? 
    Zła pobiegłam do pokoju i z trzaskiem zamknęłam drzwi. Czy zawsze musi być coś nie tak ?!? Jak pogodziłam się z Jace'm to musiałam się pokłócić z tatą ! Nie zrezygnuję z Jace'a. Kocham go. Miałam teraz chwilę by pomyśleć...
 Jace miał problemy, ale to nie powód by skończyć związek. Próbował mnie zabić, ale nie zrobił tego. Teraz wiedziałam dlaczego w klubie się zawahał. Przepraszał mnie i chciał iść na policję. Wiem, że mnie nie okłamał. Z resztą nie dałabym rady bez niego. Wykończyłabym się ! Za bardzo go kocham aby go stracić !!! A co do taty... To nie zabroni mi spotkania się z nim. Jestem pełnoletnia.  Nie chcę kłótni, ale on musi zrozumieć, że ja kocham Jace'a i, że to ten jedyny ! Nie ważne co się stanie. Nie zrezygnuję z niego !!!....
Usłyszałam dzwonek do domu i zerwałam się na nogi. Jace. Pobiegłam do drzwi mając nadzieję, że to Jace. Jednak gdy je otworzyłam nie zobaczyłam Jace'a tylko blondyna o niebieskich oczach. W koszulce z krótkim rękawem i wytartych dżinsach. Marcin. Stanęłam jak wryta nie wiedząc co powiedzieć. Ostatnia rozmowa skończyła się moją ucieczką gdy wyznał mi miłość.
- Cześć. Możemy porozmawiać ?- spytał wpatrując się we mnie. Kiwnęłam głową i wskazałam na ogródek. Zamknęłam drzwi i wyszłam za nim na ławkę w ogródku.
- Posłuchaj. Przepraszam nie chciałem.- powiedział.
- Nie gniewam się. Ja też powinnam przeprosić. Nie powinnam uciekać- powiedziałam.
- Ja myślałem, że jestem w tobie zakochany....
-Marcin...- uciszył mnie zamykając usta ręką.
- Ale kiedy ci to wyznałem zrozumiałem, że tak nie jest- dokończył. Spojrzałam w jego oczy.  Nie kłamał. Dobrze wiedziałam kiedy kłamie, ale teraz tego nie robił. Zawsze się zorientuję gdy ściemnia.
- Chcę znowu być twoim przyjacielem- dodał po chwili. Nie odpowiedziałam tylko przytuliłam go. Objął mnie.
- A z tym Jace'm to na poważnie ?- spytał gdy już się odsunęliśmy się od siebie. Uśmiechnęłam się do niego.
- Tak.- odpowiedziałam. 
- Wiesz, że jakby co to skopie mu tyłek, tak ?- spytał. Roześmiałam się.
- Zapamiętam- powiedziałam wciąż się śmiejąc
                                                       ****************************
            Siedziałam z Tessą w salonie oglądając film. Tata siedział w kuchni robiąc coś w papierach. Nie odezwał się do mnie od wczorajszej kłótni. Ja do niego też nie. Boli mnie to, że się nie odzywamy, ale nie zostawię Jace'a. Musi to wreszcie zrozumieć. Kocham go, ale Jace'a także. Może on się boi, że go zostawię ? Tylko czemu w takim razie kłóci się ze mną,a nie normalnie rozmawia ? Przecież go nie zostawię, ale musi zrozumieć, że dorastam i chcę w przyszłości mieć własną rodzinę. Nie teraz, ale za parę lat. Jak ja mam mu powiedzieć, że kocham Jace'a i chcę z nim być nie kłócąc się ??? Dlaczego ojcowie aż tak się o nas martwią ?   Straciłam mamę nie chcę tracić go ! Co ja mam zrobić ???
Moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę !- krzyknęłam i wstałam z kanapy. Przeszłam przez korytarz i otworzyłam drzwi. Omal nie krzyknęłam z przerażenia. W drzwiach stał Jace. Cały zakrwawiony i pobity. Koszula była podarta i we krwi.
- Co się stało ?- spytałam podchodząc do niego bliżej. Usłyszałam kroki. Za mną stała Tessa, która strasznie zbladła i powstrzymywała się od krzyku i tata. Był zły, ale i zdezorientowany. Skrzyżował się wzrokiem z Jace'm.
- Chodź ze mną- powiedziałam biorąc go za rękę. W tym momencie nie obchodziło mnie jak tata będzie zły. Jace był ranny, a ja nie pozwolę aby coś się mu stało. - Chodź-powiedziałam ciągnąc go. Ruszył się. Kiedy chciałam przejść obok taty zatrzymał mnie.
- Wyrzuć go- powiedział
- Nie ! Potrzebuję pomocy. Myśl sobie co chcesz, ale nie wypuszczę go w takim stanie- powiedziałam. Przepchnęłam się obok niego i pociągnęłam Jace'a za sobą. Wpuściłam go pierwszego do łazienki. Spojrzałam jeszcze raz na domowników. Tessa posyłała mi pytające spojrzenie, a tata aż kipiał złością. Zamknęłam drzwi na klucz i obróciłam się twarzą do Jace'a.
- Powiesz co się stało ?- spytałam ciszej.
- Zaatakowali mnie. Jednak musiałabyś widzieć ich. Ja to pikuś- powiedział Jace. Nie byłam tego pewna. Miałam pełno ran i sińców.
- Ściągnij koszulkę- powiedziałam. Uśmiechnął się do mnie lekko,ale powoli ściągnął koszulkę przez głowę. Rzucił ją na ziemię i teraz stał przede mną w samych spodniach. Jego idealna klata rozpraszała mnie. Jednak teraz było na niej jedno dość duże rozcięcie. Podeszłam do niego i delikatnie dotknęłam rany. Wciągnął z sykiem powietrze, ale nie odezwał się.
- Pikuś ?- spytałam.
- Może nie aż taki mały- odpowiedział patrząc na mnie. Wyjęłam z szafki apteczkę i położyłam na blacie. Odkręciłam kran i pomoczyłam ręcznik. Odwróciłam się do siedzącego na boku wany Jace'a. Delikatnie obmyłam ręcznikiem jego twarz. Cały czas wpatrywał się we mnie. Teraz bez tej zaschniętej krwi nie wyglądało to tak źle. Miał to rozcięcie na prawej skroni i prócz tego nic. Skąd, więc tyle krwi.
- Dostałeś w nos ?- spytałam dotykając jego nosa. Był cały, ale faktycznie mógł dostać.
- Raz a tamten 3- odpowiedział z uśmiechem. Obmyłam ranę na klacie. Była głębsza niż mi się zdawało. Od noża.
Miał parę zadrapań sińców. Wyglądał gorzej niż było naprawdę.
- Jak się czujesz ?- spytałam. Wyjęłam z apteczki potrzebne rzeczy i zaczęłam go opatrywać.
- Nic mi nie jest. A co z tobą ? Nie chciałem abyś kłóciła się z tatą - powiedział kiedy kończyłam dezynfekować ranę na ramieniu. Tu wystarczył opatrunek, ale ta na brzuchu potrzebuje szycia.
-Nic się nie stało. Przejdzie mu. Musisz jechać na pogotowie. Trzeba to zszyć- powiedziałam pokazując na ranę na brzuchu.
- To szyj- powiedział.
- Nie jestem lekarzem....
-Wiem, że umiesz. No dalej. Dam radę- powiedział. Miał rację chodziłam na kurs. Wzdychnęłam i wyjęłam zestaw do szycia ran. Kiedy zaczęłam od razu poczułam, że Jace cały się napiął. Dłońmi chwycił się wany.
 Kiedy skończyłam założyłam opatrunek i schowałam apteczkę.
- Na pewno wszystko, okej ? Nie kręci ci się w głowie ?- spytałam odgarniając kosmyki włosów z  jego twarzy. Przyciągnął mnie do siebie łapiąc na kieszeni dżinsów. Oparłam dłonie o jego nagą klatę.
- Moje całe ciało wariuję gdy jesteś w pobliżu- powiedział obejmując mnie z tali. Schyliłam się i pocałowałam go. Smakował miętą, słodyczą i krwią.  Odwzajemnił pocałunek i zaczęliśmy się całować. Dotyk jego dłoni na moim ciele wywołał przyjemnie dreszcze. W pewnej chwili odsunęłam się od niego.
- Tym razem musisz iść na policję.- powiedziałam stanowczo.
- Pójdę- obiecał. Nie wiedziałam co zrobić. Nie mogłam go wypuścić z domu. Ten Gabe mógł na niego czyhać. Od kluczyłam drzwi. Stał w nich tata. Nie był zły tylko spokojny.
- Przymierz tą.- powiedział podając prze zemnie Jace'owi koszulę. Jace spojrzał na mnie, a potem na mojego tatę.
- Dziękuje panu- powiedział.
- Musimy pogadać- powiedział, ale nie do mnie tylko do mojego chłopaka.
- Tato...- nie dokończyłam, bo tata uciszył mnie ręką.
- Dobrze. Już idę- powiedział Jace zapinając ostatni guzik. Przeszedł obok mnie i poszedł razem z tatą do kuchni. Czy teraz odbędzie się to "przesłuchanie", które robią ojcowie chłopakom swoich córek ??? W korytarzu pojawiła się Tessa.
- Co to miało być ? - spytała podbiegając do mnie- Nic mu nie jest ?
- Nie. Wszystko okej. Ale nie wiem czy będzie jak skończy rozmowę z tatą - powiedziałam wciąż wpatrując się w drzwi kuchni. Jeżeli usłyszę jakiś hałas wkroczę...
- Da sobie radę. Widziałam jak na ciebie patrzy. Jesteś jego całym światem. Tata w końcu to zrozumie- powiedziała Tessa z uśmiechem.- Chodź do salonu. Poczekamy tam- powiedziała ciągnąc mnie za rękę.
Usiadłam na kanapie i czekałam. Minuty ciągnęły się w nieskończoność. O czym rozmawiają ? O co pyta ? Czy Jace nie wkurzy go ? Czy nie powie prawdy ????
 Po pewnym czasie drzwi salonu się otworzyły i stanął w nich Jace razem z tatą.  Oby dwoje spokojni i... uśmiechnięci. Nie wiem czy się cieszyć czy też bać ?
- Jace zostanie na noc, a rano zabiorę go na komisariat- postanowił tata.
- Po co ?- spytałam przestraszona. Wstałam i podeszłam do Jace'a. Uśmiechnął się do mnie.
- Złoży zeznania.- odpowiedział tata. Czyli nie ma zamiaru go wsadzać do więzienia. Przytuliłam tatę
- Dziękuje-szepnęłam mu do ucha. Uśmiechnął się szerzej.
- Idźcie spać. Tylko jest problem. Jace możesz spać na kanapie lub...
- Może spać u mnie. Mam duży pokój. Poradzimy sobie- przerwałam tacie. Ugryzłam się w język. Nie wiedziałam jak tata zareaguje. Jednak on się uśmiechnął.
- Dobranoc- powiedział i pocałował najpierw mnie w czoło potem Tessie.
- Ja też idę- powiedziała Tessa i ruszyła za tatą. Zostałam sama w salonie z Jace'm. Przytuliłam się do niego. Objął mnie i zaczął gładzić moje włosy.
- O czym rozmawialiście ?- spytałam patrząc w jego oczy.
- Powiedziałem mu o gangu Gabe'a.-odpowiedział krótko.
- Nie wierze, że to tyle...
- Przepytywał mnie, ale chyba zdałem- powiedział z uśmiechem. Uśmiechnęłam się, bo miał rację. Tata go nie wyrzucił co znaczy, że przekonał się do niego.
- Chodźmy- powiedziałam i wzięłam go za rękę. Poszliśmy do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Jace spojrzał na mnie. Podeszłam do niego i pocałowałam. Oddał pocałunek. Zaczęliśmy się całować. Coraz to namiętniej. Wędrowałam dłońmi po jego ramionach. Doszłam do guzików koszuli i zaczęłam je rozpinać. Wciąż całował mnie. Jego dłonie wędrowały po moim ciele. Przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Rozpięłam ostatni guzik i zachęciłam aby ściągnął koszulę. Jednym szybkim ruchem pozbył się jej, a ja mojej bluzki i spodni. Zostałam w samej bieliźnie. Poczułam rumieniec na twarzy. Jace objął moją nagą talię i przyciągnął do siebie.
- Jesteś najpiękniejsza w świecie-szepnął mi do ucha.Zaczął całować powoli od ucha. Przechodząc przez polik do ust. Tam zatrzymał się na dłużej i pocałunek był o wiele gorętszy.Podniósł mnie nad ziemię i objęłam nogami jego biodra, ręce wplatając we włosy. Nie obchodziło mnie to, że tata jest dwa pokoje dalej. Tylko Jace się teraz liczył.Położył mnie delikatnie na łóżku i znalazł się nade mną kreśląc pocałunki na mojej szyi. Moje dłonie wędrowały po jego klacie, ramionach i plecach.  Zaczął całować niżej dochodząc do biustu. Ręce wsunął pode mnie.
- Na pewno ?- spytał patrząc w moje oczy. Oddychał ciężko i szybko jak ja.
- tak- odpowiedziałam. Już po sekundzie byłam bez stanika.Zaczął całować mnie,a ja wygięłam się w łuk. Sprawiał mi taką rozkosz. Gorąco, które od niego biło rozgrzało mnie. Chciałam aby tak  było cały czas !!!
                                                           ***************************
        Obudziłam się z twarzą na nagiej klacie Jace'a. Oddychał spokojnie. Przypomniała mi się noc. Te wszystkie chwilę i doznania. Zrobiliśmy to !
Usiadłam zakrywając się kołdrą.
- Wszystko w porządku ?- spytał Jace przeciągając się i siadając obok mnie. Objął mnie jednym ramieniem.
Pocałowałam go w odpowiedzi.
-Kocham cię- powiedziałam kładąc głowę  na jego ramieniu.
- Ja ciebie mocniej- odpowiedział. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Zaraz przyjdziemy !- krzyknęłam.- Nici z leniuchowania do południa- zwróciłam się do Jace'a. Uśmiechnął się.
- Obiecuję, że po powrocie z komisariatu zabiorę się gdzieś gdzie będziesz mogła leniuchować cały dzień- powiedział całując mnie w czoło.
- Trzymam cię za słowo- powiedziałam z uśmiechem...
      Kiedy tylko Jace wyszedł z tatą z góry zbiegła zaspana Tessa. Była cała w skowronkach.
- Coś ty taka szczęśliwa ?- spytałam
- Miałam ci powiedzieć już przedwczoraj- powiedziała.
- Słucham ?- powiedziałam unosząc brwi.
- Idę na randkę z Marcinem !- krzyknęła.
- To gratulacje. - powiedziałam ściskając ją- A kiedy się umówiliście ?-spytałam.
- Parę dni temu na sobotę. Przyjdzie o 18. Myślisz, że tata zrobi mu przesłuchanie ?- spytała.
- Nie. Zna Marcina.-powiedziałam- Muszę iść do sklepu. Potem pogadamy o szczegółach- obiecałam.
                      Wychodząc ze sklepu zaczepił mnie jakiś facet. Jak się okazało ten sam co kiedyś.
- Spadaj- powiedziałam . Złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę zaułka.
- Puszczaj!-krzyknęłam. Po chwili na głowie miałam na głowie worek i nic nie widziałam. Jednak słyszałam różne głosy.
- Trzeba było się nie mieszać- syknął jeden z nich, a potem coś uderzyło mnie w głowę. Zakręciło mi się i poczułam mdłości......



czwartek, 31 lipca 2014

                         Cz.3. Zły chłopiec
           Obudziłam się w swoim łóżku. Od razu rozpoznałam swoją kołdrę i sufit w który się wpatrywałam. Miałam na sobie te same ciuchy co wczoraj wieczorem tylko, że byłam bez butów. Usiadłam na łóżku i omal nie krzyknęłam z zaskoczenia. Na podłodze przy łóżku spał Jace. Siedział oparty o szafkę nocną z zamkniętymi oczami.   W tym samej czarnej koszulce i dżinsach.
Wyglądał tak słodko i bezbronnie. Parę kosmyków jego czarnych włosów opadało mu na twarz. Wyglądał jak czarnowłosy anioł. Odgarnęłam kosmyki jego włosów. Dziwne. Czemu tu został ? Nie musiał. Nie nazwał mnie wariatką. Pamiętam całą noc. Tańczenie w klubie. Atak w toalecie. Jak biłam się z tym facetem. Ucieczka w klubu. Przebite opony samochodu. Jace odwożący mnie. Moje rozklejenie się. Jego silne ramiona. Jak wtulałam się w niego. A potem ? Ostatnie co pamiętam to czyjeś ramiona łapiące mnie, a potem zemdlałam. Musiał mnie przynieść do domu, ale czemu został ? Nie musiał, ale został. Nie znałam takiego Jace'a. A może ja w ogóle go nie znałam ? Może tamten to było tylko udawanie, a to jest prawdziwy on  ? A może na odwrót ???
Uśmiechnęłam się na jego wczorajsze słowa "Obiecuję, że nie zrobię nic jeżeli nie poprosisz". Z rozmyśleń wyrwało mnie jego nagłe obudzenie się.
- Obudziłaś się- powiedział patrząc na mnie. Przetarł oczy ręką.
- Tak. Co się stało wczoraj ?- spytałam od razu. Przesunął ręka po włosach i wstał.
- Zemdlałaś gdy cię przywiozłem. Zaniosłem cię do twojego pokoju i położyłem do łóżka.-powiedział stojąc naprzeciw mnie.
- A dlaczego nie poszedłeś ?- Nie to, że chciałam abyś poszedł ,dodałam w myślach. Wzruszył ramionami.
- Nie chciałem zostawiać cię samej. Nie było twojego ojca, ani siostry- odpowiedział po chwili.
- Dziękuje za wszystko- powiedziałam. Wstałam i stanęłam przed nim niepewna co zrobić.
- Polecam się na przyszłość- powiedział z lekkim uśmiechem.
- A moja siostra lub tata cię widział ?-spytałam cicho. Jeżeli tata go widział to będę miała niezłe kłopoty. Jeżeli Tessa go zobaczyła to nie da mi spokoju z docinkami. A jeżeli oboje.... To nie wytrzymam!
- Nie. Twoja siostra chyba jeszcze nie wróciła, a tata zajrzał tylko i poszedł do siebie. Miałem dobry refleks, bo schowałem się pod łóżko- powiedział z szerszym uśmiechem. Odgarnął zabłąkany kosmyk moich włosów za ucho,a ja poczułam, że się rumienię.
- Twój samochód odstawie po południu- powiedział przybliżając się do mnie o krok. Zapragnęłam znów się w niego wtulić. Zapragnęłam aby mnie pocałował !!!
- Nie musisz. Dam sobie rade- powiedziałam. Uśmiechnął się i objął mnie w tali. Dotyk jego silnych dłoni sprawił, że poczułam przyjemne dreszcze.  Chciałam aby był jeszcze bliżej mnie.Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja miałam nadzieję, że pocałuję mnie. Zaraz. Teraz. Natychmiast !!!
- Wiem,ale i tak to zrobię.- powiedział wciąż mnie obejmując.- Pamiętam co obiecałem.-dodał cicho nachylając się . Wiedziałam, że nie zrobi nic, jeżeli nie poproszę. Ale ja właśnie tego chciałam. Chociaż rozum mówił, że to błąd, że on chce się tylko zabawić, to ja posłuchałam serca, które tak bardzo pragnęło Jace'a. Spojrzałam w jego brązowe oczy i uśmiechnęłam się lekko.
- Proszę- powiedziałam cicho. Nachylił się i nasze wargi się zetknęły. Miękkie i gorące całowały moje, a ja nie miałam dość. Zarzuciłam mu ręce na szyję. Objął mnie mocniej i przyciągnął bliżej do siebie. Pocałunki były coraz namiętniejsze. Mogłam się w nich zatracić, ale wtedy....
W pewnym momencie odsunęłam się usta od jego. Wiedziałam, że w każdej chwili może tu wejść Tessa lub tata. Wiedziałam, że wtedy będę miała kłopoty. Oparł czoło o moje i zamknął oczy.
- Nie...Chcę się spieszyć- powiedziałam cicho.
- Wiem. Pójdę nim twój tata mnie zastrzeli- powiedział otwierając oczy i odsuwając się.
- Spotkamy się potem- powiedział i nim zdążyłam zaprotestować otworzył okno i.... wyskoczył.
- Jace ?!- krzyknęłam dobiegając do okna. Stał uśmiechnięty od ucha do ucha wpatrując się we mnie.
- Świr !- rzuciłam z uśmiechem.
- Do zobaczenia- powiedział i odszedł.  Zamknęłam okno i osunęłam się na podłogę ze szczęścia. Ja się zakochałam !!! Pocałowaliśmy się ! Może on nie jest taki zły. Kiedy wyszedł poczułam się samotna. Chciałam aby wrócił i został... NA ZAWSZE. Dotknęłam palcem swoich ust. Przypomniał mi się dotyk jego ciepłych i miękkich warg.  Jego dłonie na mojej tali. Jego ciało tuż przy moim. Ciepło bijące od niego. Zakochałam się !!!
                                          *********************************
                                Weszłam do szkoły. Mamy środę. W sobotę spotkałam się z Jace'm i poszliśmy do kina.Było cudownie. Po filmie poszliśmy na długi spacer, a potem odwiózł mnie do domu. Przed wyjściem nie powstrzymałam się. Przyciągnął mnie do siebie, a ja usiadłam na jego kolanach. W plecy wpijała mi się kierownica, ale liczył się tylko on. Całowaliśmy się jakiś czas. Jeździłam dłońmi po jego koszulce. W pewnym momencie przestał. Powiedział,że mój ojciec zaraz nas przyłapie. Pożegnałam się i poszłam do domu cały czas się szczerząc.
 Tata nic nie wie, tak jak Tessa.  Wiedzą, że z kimś się spotykam, ale ja puki co nie mówię, że z Jace'm.Nie było pytań o piątkową noc, a ja postanowiłam nie mówić o wydarzeniu w toalecie. Wtedy bym wpadła. Przez następne dni nie widziałam się Jace'm, ale gadaliśmy przez telefon i pisaliśmy ze sobą. Jest słodki jak się go pozna. Zabawny. Całkiem inny od tamtego....
 Nic niezwykłego się nie wydarzyło, więc uznałam, że facet dał sobie spokój z próbą zamordowania mnie....
 Stanęłam na progu sali. Umówiłam się z Jace'm na próbę przed lekcjami.
- Powiedziałem Nie- usłyszałam ostry ton Jace'a. Pewnie rozmawiał przez telefon.
- Nie. Zapomnij. Dobra, rób co chcesz ja odpadam- powiedział. Stanęłam za nim. Był cały spięty i zdenerwowany. Rozłączył się i schował komórkę do kieszeni. Odwrócił się i omal na mnie nie wpadł.
- Łoł co cię tak zdenerwowało ?-spytałam patrząc w jego piwne oczy. Nie wiem jak, ale nie są już czarne tylko piwne. Objął mnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie.
- Nic takiego- powiedział. Przyjrzałam mu się. No kłóciłabym się. Był spięty. Coś musiało go zdenerwować. Jest moim chłopakiem, a ja chcę aby był szczęśliwy.
- Coś ci nie wierzę- powiedziałam. Nachylił się i pocałował mnie.Krótko choć namiętnie.Zamknęłam oczy rozkoszując się smakiem jego ust i jego miętowym zapachem. Kochałam gdy pachnął miętą.
- Naprawdę nic się nie stało. Zaczynamy próbę ?- spytał, kiwnęłam głową i podeszłam do laptopa. Włączyłam ścieżkę dźwiękową. Odwróciłam się i zaczęłam śpiewać. Podszedł do mnie i gdy przyszła jego kolej znów oniemiałam. Jego niesamowity głos. Mogłabym słuchać go dniami i nocami. Ten głos, tak piękny. Rozkoszowałam się nim. Jace objął mnie i przyciągnął bliżej. Zaczęłam śpiewać tuż przy nim. Poczułam ciepło bijące od niego. Dotknęłam ręką jego klaty. Śpiewał wpatrzony we mnie. Kiedy melodia umilkła nachylił się aby mnie pocałować, ale wtedy odezwała się nauczycielka śpiewu:
- Świetnie ! O to mi chodzi na lekcjach. Aby śpiewać z duszy. Z serca. Jak tak wystąpić na zaliczeniu to macie szóstki z miejsca- odskoczyliśmy od siebie. Poczułam rumieńce na twarzy. Spojrzałam na Jace'a.
- Dziękujemy. Właśnie skończyliśmy. Musimy iść na lekcje- powiedział i złapał mnie za rękę. Uśmiechnęłam się do nauczycielki i wyszłam z sali razem z Jace'm...
         Po lekcjach poszłam do parku na spotkanie z Marcinem. Nie było go dzisiaj w szkole. Jest chory ? Raczej nie.Więc co się stało ? To nie w jego stylu wagarować ? A może tylko źle się poczuł.  Znam go i wiem ,że rzadko choruje. Pewnie dowiem się za chwilę...
Postanowiłam, że powiem mu o Jasie. Nie ma co ukrywać. I tak niedługo chciałam powiedzieć o nim Tessie i tacie. Nie chcę się umawiać po kryjomu. I tak by wyszło na jaw. Nie trudno się domyślić...
Marcin stał przy jednym drzewie plecami do mnie.
- Hej. Muszę ci coś powiedzieć- powiedzieliśmy równocześnie. Roześmialiśmy się, ale po chwili opanowaliśmy. Był spięty. To nie wróżyło nic dobrego.
- Mów pierwsza-powiedział Marcin. Wzięłam głęboki wdech.
- Spotykam się z Jace'm- powiedziałam jednym tchem. Uśmiechnęłam się, ale on nie. Na jego twarzy widziałam złość. Zacisnął dłonie w pięści i spojrzał mi w oczy.
- Jeżeli to prawda, to jesteś idiotką- powiedział oschle. Nic nie zrozumiałam. Myślałam, że choć trochę go to ucieszy.
- Co ?-spytałam z szeroko otwartymi oczami.
- On jest dupkiem. Nie to za miłe słowo. Jest sukinsynem. On bawi się dziewczynami. Nie kocha cię !- powiedział zły. Zraniły mnie jego słowa. Skrzyżowałam dłonie na piersi nie chcąc pokazać jak mnie rani,
- Nie znasz go ! Nie jest taki !- powiedziałam zdenerwowana.
- A on zna ciebie ?- spytał.- Nie. To ja cię znam. To ja jestem przy tobie cały czas. To ja nie on !!!- krzyknął.
- O co ci chodzi ?! Nie rozumiem !!- krzyknęłam.
- On nie zasłużył na ciebie. To ja cię kocham !!!- krzyknął, a ja omal się nie przewróciłam. Co ???? Nie wiedziałam co powiedzieć. Marcin był dla mnie bardzo ważny. Kochałam go jak brata, ale nie .... Tak.  Co ja miałam mu powiedzieć. Moje serce oddałam Jace'owi. Nie potrafiłam temu zaprzeczyć. Nie chciałam zranić Marcina, ale też nie chciałam aby myślał, że mamy szanse. Ja chyba nigdy nie pokocham go w ten sposób !!!
- Marcin.... ja..., Przepraszam- powiedziałam. Odwróciłam się na pięcie i odbiegłam. Nie chciałam go ranić, ale co miałam zrobić ? Nie mogę go okłamać. Nie potrafię. Nie chcę go stracić, ale jak to ma teraz wyglądać ?  Nie myślałam o tym nigdy. Nigdy nie uczułam "tego" do Marcina. To przy Jasie serce waliło mi o wiele za szybko. To przy Jasie nie mogłam logicznie myśleć. To w Jasie się zakochałam !!! Zwolniłam tępa i szłam teraz ścieżką. Tą samą gdzie próbował zastrzelić mnie ten facet. Wspomnienia nadeszły,ale szybko się otrząsnęłam. Nic ci nie grozi!...
Stanęłam jak wryta widząc Jace'a. Miał w dłoni worek na śmieci. Pełny. Worek pękł a jego zawartość rozsypała się. Stałam jak posąg. Na ziemi leżała ta sama kominiarka. Ten sam nóż. Leżał też pistolet. Nie!! To nie może być prawda. Jace spojrzał na mnie i od razu stanął na równe nogi.
- Wytłumaczę ci wszystko Aga- powiedział podchodząc do mnie. Zaczęłam potrząsać głową i cofać się. On nie mógł być.... tym zbirem ! Ale te rzeczy.... To on! To on próbował mnie zabić !!!
-Nie zbliżaj się do mnie !!! -krzyknęłam.
- Daj mi wyjaśnić to nie tak jak myślisz....
- Nie ??! A jak !?!??! To ty próbowałeś mnie zabić !!! TY !!!!- krzyknęłam- Nie chcę cię znać !!!- dodałam zła i załamana. Odbiegłam od niego przerażona.....
 Wpadłam do domu i bez słowa pognałam do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi i osunęłam się na ziemię. Nie mogłam powstrzymać łez. Jace. Jace próbował mnie zabić !! To on !! Odkąd go poznałam to wszystko się zaczęło. Nie myślałam nad tym wcześniej, ale teraz to wiem. Ten facet. On miał plan. Chciał mnie zabić, ale nie wyszło mu za pierwszym razem, więc próbował dalej. A ja głupia mu zaufałam !!! Jak mogłam dać mu się tak nabrać !??!? Po co udawał w tamtą noc. Mógł mnie wywiedź i zabić ! Mogłam zginąć... Przez niego !!! A ja się w nim zakochałam !!! Jak mogłam być taka głupia i ślepa ?! Jak mogłam zakochać się w mordercy ?!?! Jak ?!?!? Nie !! NIENAWIDZĘ GO. Chcę aby zgnił w więzieniu. Chce aby umarł !!!
         Położyłam się na łóżku. Marzyłam tylko o śnie. Chciałam aby cały ten dzień okazał się tylko koszmarnym snem. Mój chłopak to złoczyńca. Mój chłopak próbował mnie zabić !Wiedziałam, że to prawda. Nie wiedziałam co zrobić. Chciałam aby zapłacił mi za wszystko, ale ..... Też nadal go kochałam. NIE !!! Muszę o nim zapomnieć !! To koniec.... Mój telefon za wibrował.
 DAJ MI TO WYJAŚNIĆ - napisał Jace. Odłożyłam telefon i zamknęłam spuchnięte oczy od płaczu. Miałam dość wszystkiego. Chciałam zasnąć i spać wieczność. Chciałam zapomnieć o nim!!! O wszystkim co z nim związane !!!
                                              *****************************
                Siedziałam na łóżku słuchając muzyki i rysując w zeszycie. Powiedziałam tacie. Ale nie całkiem. Powiedziałam, że wydaje mi się ,iż to może być on. Tata obiecał, że sprawdzi wszystko i da mi znać. Poprosiłam aby pozwolił mi zostać w domu. Zgodził się. Chciał zostać, ale skłamałam, że nic mi nie jest. Tak naprawdę jestem w kompletnej rozsypce. Zakochałam się w facecie, który chciał mnie zabić. Jak mogłam być tak głupia ? Dlaczego tak łatwo wkradł się do mojego serca ??? Nie potrafiłam się pozbierać. Łzy cały czas leciały po moich policzkach. Złamał moje serce. Rozpadło się na milion kawałeczków. Nie wiedziałam co robić. Zakochałam się w nim, a on chciał mnie zabić. Nie powinnam się do niego zbliżać. Ale powinnam sama przed sobą się przyznać, że on pierwszego spotkania w Pandemonium zauroczył mnie ! Ale dlaczego chciał mnie zabić ? Co ja mu zrobiłam ??? Myślałam, że mnie polubił. Zwłaszcza po piątkowym wieczorze. Przecież zaczęliśmy się spotykać. Wydawał mi się wtedy szczery. Ale on tylko udawał ! Pewnie chciał abym się w nim do reszty zakochała, a potem... zabiłby mnie. Tylko na tym mu zależało. Na mojej śmierci. Ale dlaczego ???  Co ja mu takiego zrobiłam??? A no tak zakochałam się !!! W słuchawkach usłyszałam piosenkę "Wouldn't change a thing" Wściekła wyrwałam słuchawki i rzuciłam je na łóżku. Kolejny e-sms od Jace'a. Dostałam ich chyba z tysiąc. Może warto dać mu szanse ??? Nie !!! Nie ma mowy. Nienawidzę go !!! Kogo ja oszukuje. Mojego serca nie oszukam. Ja nadal go kocham ! Ale nie ma mowy. Nie będę mu wybaczać. Nie potrafię !!! Moje serce nadal go kocha, ale ja tym razem posłucham rozumu. Muszę o nim zapomnieć! MUSZĘ.....
Kiedy chciałam włożyć z powrotem słuchawki usłyszałam kroki na dole. Tata wraca wieczorem, a Tess za dwie godziny. Więc kto to ???? Przerażona odłożyłam słuchawki i podeszłam do drzwi. W tym samym momencie stanął w nich.... Jace. Ubrany w białą koszulkę i dżinsy wpatrywał się we mnie. Nie mogłam rozgryźć wyrazu jego twarzy. Za to zobaczyłam niewielką ranę na prawej skroni. Nie było mi go szkoda. Przerażona cofnęłam się nie odrywając od niego oczu. Co miałam zrobić ? Broń jest w szafce nocnej. Jeżeli się do niej dostanę mam szansę. Potrafię się nią posługiwać, ale nie wiem czy potrafię go skrzywdzić...
Jace ruszył w moją stronę. Nie uśmiechał się. Ręce miał wolne, ale nie ufałam mu. Już nie !!! Mógł mieć broń schowaną.
- Musimy pogadać- powiedział spokojnie. Cofnęłam się znowu. Jeszcze parę kroków do szafki. Jeszcze parę kroczków i zdobędę broń.
- Nie chcę cię znać ! Chciałeś mnie zabić !! Dlaczego !?!- krzyknęłam. Przez chwilę jego twarz się zmieniła. Jakby ktoś go uderzył. Dobrze ci tak !-pomyślałam, Rzuciłam się w stronę broni, ale on był szybszy. Złapał mnie za rękę i obrócił w swoją stronę. Zaczęłam się szamotać wypluwając stek przekleństw. Przygwoździł mnie do ściany. Moje ręce podniósł nad głowę i przytrzymał. Spojrzałam w jego piwne oczy. Poczułam zapach mięty. Jego twarz była blisko mnie. Oddychał ciężko. Ja też. Zabije mnie? Ile będzie to trwać ? Będzie bolało ? Co poczuje moja rodzina ? Czy złapią Jace'a ? Jak bardzo będę cierpieć ? Czy trafię do nieba ? Spotkam mamę ???
Nie chciałam dać po sobie poznać mojego przerażenia. Posłałam mu najzimniejsze spojrzenie na jakie było mnie stać.
- Zrób to ! Szybko! Zabij mnie !!!- krzyknęłam plując mu prosto w twarz.......
               

wtorek, 29 lipca 2014

                    Cz.2.   Zły chłopiec

                 Pocisk przeleciał, a ja w ostatnim momencie padłam na ziemię. Przewróciłam się na plecy. Napastnik szedł w moją stronę ładując broń. Nie tracąc czasu zerwałam się na nogi i ruszyłam sprintem do domu. Nie miałam odwagi by spojrzeć za siebie. Słyszałam kroki za sobą. Znowu wystrzał.......
Tym razem o parę centymetrów od mojej głowy. Przyspieszyłam. Zobaczyłam swój dom. Obróciłam się, ale nie było już faceta. Przerażona wpadłam do domu i zamknęłam drzwi na klucz. Osunęłam się na podłogę. Poczułam pierwsze łzy na policzkach. Co robić ? Co jeżeli on wróci ? Co wtedy ? Drżącymi rękami wyjęłam telefon i wstukałam 997. Po dwóch sygnał odebrała kobieta.
- Słucham ?- odezwała się przez słuchawkę.
- Jestem Agata Wayland. Ktoś do mnie strzelał- powiedziałam drżącym głosem.
- Gdzie jesteś teraz ?
- W domu. Uciekłam, ale boję się, że on wróci...- powiedziałam i poddałam jej adres.
- Dobrze. Zaraz będą u ciebie policjanci. Czekaj i nie otwieraj nikomu drzwi- powiedziała pani i się rozłączyła. Trzymałam telefon przed sobą i starałam się uspokoić drżenie rąk. Już dobrze. Dobrze... Moje przerażenie nie chciało odejść. Bałam się ! Jeżeli on tu przyjdzie, to jestem martwa ! Nie dam sobie rady.Nie z gościem, który ma pistolet. O mało mnie nie zabił !!! Wstałam na miękkich nogach i poszłam do kuchni. Muszę mieć czym się bronić. Zaczęłam przeglądać szuflady. Znalazłam najostrzejszy nóż. Wzięłam go i skuliłam się w kącie kuchni....
Po pół godziny usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam z podłogi z nożem w ręce i powoli poszłam do drzwi. Stanęłam przed nimi niepewna co zrobić.
- Kochanie to ja!- powiedział głos za drzwi. Tata. Klamka się przekręciła i tata stanął w drzwiach. Ubrany w mundur i z bronią w ręce. Podbiegł do mnie,a ja upuściłam nóż. Wtuliłam się w niego. Starałam się powstrzymać łzy, ale nie wychodziło mi to dobrze. Trzęsłam się. Po chwili opanowałam drżenie i łzy.
- Tato już wszystko dobrze- powiedziałam. Chyba bardziej ja chciałam uwierzyć w te słowa. Tata wciąż pocierał moje ramiona.  Spojrzał na mnie.
- Nic ci nie jest ?- spytał. Dopiero teraz poczułam lekkie pieczenie na łokciu i w kolanie.
-Nie. Uciekłam. Tylko trochę się podrapałam- powiedziałam.
- Przepraszam Emil musimy ją przesłuchać- powiedział drugi policjant.
- Wiem Bartek, ale ....
- Nic mi nie jest. Zeznam.- przerwałam tacie. Spojrzał na mnie niepewnie.- Tato wszystko dobrze.- uspokoiłam go.
- No dobrze. Możesz nam go opisać- odezwał się policjant Bartek.
- Nie widziałam go za dobrze, kiedy uciekałam. Był wysoki. Wyższy ode mnie. Cały na czarno w kominiarce. Miał broń- powiedziałam.
- Jakieś znaki szczególne ?- spytał
- Nie. Nic nie zauważyłam. -powiedziałam.
- Gdzie to się stało ?- spytał Bartek.
- Wracałam do domu. Poszłam przez ścieżkę, aby szybciej dojść- odpowiedziałam. Już chyba nigdy tamtędy nie pójdę !
- Dobrze. Sprawdzimy tamtą okolice. Nie wychodź z domu.- powiedział policjant.
- Zaraz do was dołączę- powiedział tata.
- Mam zostać ?- spytał kiedy tamten wyszedł przed dom.
- Nie. Dam radę. Za chwilę wróci Tessa.- powiedziałam. Wolałam aby moja młodsza siostra o niczym nie wiedziała, ale i tak będę musiała jej powiedzieć.
- Mogę się zwolnić.- powiedział.
- Nie. I tak kończysz o 20. Zobaczymy się wieczorem- powiedziałam.
- Kochanie..- powiedział tata przytulając mnie. Coś włożył mi do rąk- weź to.Wiesz jak się tym posługuje- dodał. Spojrzałam na pistolet w mojej dłoni
- Nie mogę....- zaprzeczyłam.
- Będę spokojniejszy. Miej go przy sobie, dobrze?- spytał. Kiwnęłam głową. Przytulił mnie jeszcze raz. Wiedziałam, że się o mnie boi.
- Idź- powiedziałam uśmiechając się...
Kiedy wyszedł poszłam na górę. Spojrzałam na pistolet. Dzięki niemu poczułam się pewniej. Teraz szanse są równe. Mogłabym go zabić.....
Przerażona tą myślą schowałam go do szafki przy łóżku. Tessa wróci za dwie godziny. Więc co mam robić ???Nie mogę dać się zwariować. Wszystko będzie dobrze...
 Umyłam się i ubrałam w leginsy z bluzkę na ramiączkach. Zeszłam na dół i wzięłam z lodówki lody. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Cała zesztywniałam. Broń jest u góry. Mam dwa wyjścia. Pobiec po nią lub sprawdzić kto to i wtedy pobiec po nią.Ale przecież on nie byłby taki głupi, a może jednak ma jkiś plan ? Głupia wybrałam drugą opcję. Po cichu poszłam do drzwi i wyjrzałam przez judasza. Odetchnęłam z ulgą, że to nie ten facet. Od kluczyłam drzwi i otworzyłam je.
- Hej- powiedziałam niepewna swojego głosu. Na szczęście nie drżał mi.
- Cześć. Coś przeskrobałaś ? Widziałem radiowóz wyjeżdżający.- powiedział Jace kiedy wpuściłam go do środka. Zupełnie zapomniałam. Próba! Umówiliśmy się u mnie na próbę !
- Zapomniałam.- wyznałam.
-  Nie ma sprawy. Powiesz co przeskrobałaś ? Ukradłaś coś ? A może pobiłaś się ?- zgadywał Jace. I tak wszyscy się dowiedzą.- Chciałbym widzieć damską bójkę ....
- Ktoś mnie gonił i tyle- powiedziałam. Nie przejął się. Obojętny i mroczny jak zawsze. Ubrany w czarne dżinsy i koszulkę z krótkim z logo jakiegoś zespołu.
- Narobiłaś sobie wrogów Agatko ?- spytał idąc na górę. Nie za dobrze się czułam gdy szedł za mną. Tak jak mój mroczny cień czyhający na moje życie. Może .... Nie! Jest denerwujący i chamski, ale nie jest aż taki zły. Nie. Rozpoznałabym go. Jest wkurzający, ale nie jest kimś kto strzelałby do kogo popadnie. Nie ! Nie mogę każdego uważać za tego faceta. Niby po co miałby chcieć mnie zabić ? Nie znamy się prawie wcale.
- Wiesz, co chyba to się tyczy ciebie- powiedziałam- Ilu zalazłeś za skórę ?- spytałam.
- Paru by się znalazło- powiedział beztrosko. Ten jego chamski uśmiech doprowadzi mnie do białej gorączki. Nie może przez chwilę być normalny ?
- Przed kim uciekałaś ?-spytał przechadzając się po pokoju.
- Nie wiem. Strzelał do mnie, więc nie skupiałam się na jego wyglądzie- powiedziałam siadając na łóżku.
- Jesteś pewna ?- spytał podchodząc do mojej szafy.
- Tak. Myślisz, że to sobie wymyśliłam ?- spytałam. Zaczynał mnie denerwować. Chyba wiem co się wydarzyło. Nie zmyśliłam tego.
- Może. Czytasz dużo. Może wyobraziłaś to sobie- powiedział otwierając szafę.
- Zamknij to ! To nie twoje rzeczy- powiedziałam. Wzruszył ramionami, ale zamknął szafę.- I tak przy okazji. Nie wymyśliłam sobie tego. Mów sobie co chcesz, ale ja wiem, że on próbował mnie zastrzelić-dodałam. Spojrzał na mnie znudzonym wzrokiem po czym skierował się do biurka.
- Zaczynamy ?- spytał. Kiwnęłam głową i włączyłam na laptopie melodie.
- Znasz tekst ?- spytałam. Kiwnął głową. Zatrzymałam piosenkę. Czułam na sobie jego spojrzenie. Spojrzałam na niego szybko i spuściłam wzrok. Włączyłam i zaczęłam śpiewać..... Kiedy przyszedł refren Jace włączył się..... Śpiewał stojąc naprzeciw mnie. Czułam się dziwne...
- She's always trying to save the day....- zaczął a mnie zatkało. Miał tak piękny głos. Żadnego fałszu. Tak piękny.... Jak u anioła - But my feelings never change- oprzytomniałam i włączyłam się. Podał mi dłoń a ja ją przyjęłam. Wstałam.Zaczeliśmy śpiewać. Trzymałam jego dłoń. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Śpiewał tak pięknie. Przyciągnął mnie do siebie. Nasze dłonie się splotły. Uniósł je na wysokość naszych głów. Patrzyłam mu w oczy nie mogąc oderwać wzroku. Byłam jak zahipnotyzowana. Ten niesamowity głos. Patrzył mi w oczy i śpiewał. To nie było zwykłe śpiewanie... Śpiewał całym sobą... Oniemiałam. Tak się w czułam, że słowa same ze mnie wychodziły. Nigdy tak się nie czułam.....
-...Wouldn't change a thing !- zaśpiewaliśmy razem i muzyka umilkła. Patrzyłam mu nadal w oczy. Wciąż słysząc jego niesamowity głos w głowie. Uśmiechnął się. Nie był to ten uśmiech co zawsze. Ten był inny. Słodki, uroczy i uwodzicielski. Odwzajemniałam uśmiech. Jego ciepłe dłonie splecione z moimi... Oprzytomniałam. Przecież to Jace !!! Zabrałam ręce i cofnęłam się. Usiadłam na łóżku unikając jego wzroku. Co to miało być ???
- Aż tak źle ?- spytał Jace. Na jego twarzy zagościł stary uśmiech.
- Żartujesz. Masz niesamowity głos- powiedziałam nim zdarzyłam ugryźć się w język. Spojrzałam na niego.
- Oj bo się zarumienię- zażartował zasłaniając twarz dłońmi. Roześmiałam się na chwilkę, ale zaraz zamilkłam. Przez chwilę trwała cisza.
- Chcesz coś zjeść lub się czegoś napić ?-spytałam w końcu.
- Pewnie- powiedział wzruszając ramionami.
Poszliśmy do kuchni. Wyjęłam sok i dwie szklanki.
- Możemy zjeść lody lub mogę zrobić gofry- powiedziałam.
- Wolę lody- powiedział biorąc sok i szklanki na stół. Nałożyłam lody do pucharków. Obróciłam się....i stanęłam wryta....Jace miał w dłoni  nóż, który wcześniej leżał na stole. Przeglądał go przejeżdżając palcem po ostrej stronie. Przeszły mnie ciarki.
- Odłóż go- poprosiłam trzymając pucharki w rękach. Przeniósł wzrok z noża na mnie i z powrotem. Zaczęły mi drżeć ręce.  Spojrzał na mnie i podniósł nóż.
- Nie zostawiaj takich zabawek na wieszchu- powiedział i podszedł do mnie. Cała zesztywniałam. Przez głowę przeleciało mi tysiąc myśli. Zabije mnie ? Gdzie dżgnie ? Po co? Jak długo będę cierpieć ? Czy zdołam się obronić ? Czy ucieknę ? Przeżyję ?....
Jednak on wziął jeden pucharek i obrócił nóż rączką do mnie. Wzięłam go oddychając z ulgą. Schowałam go do szafy. Co ja sobie myślałam ? Nie jest aż taki. Może i denerwujący, ale nie aż tak niebezpieczny ! Usiadałam naprzeciwko niego.
- Myślałaś, że cię zaatakuje- stwierdził obojętnym tonem biorąc kawałek loda.
- Nie... Ja..-nie wiedziałam co powiedzieć. Było mi głupio. Nie powinnam go tak osądzać. Może i mnie denerwował, ale  nie zawsze. No i prócz docinek nie robił nic złego.Ten pocałunek to był głupi żart. Nie podniósł na mnie ręki, więc czemu czułam się przy nim... tak dziwnie ?
- Spokojnie.- powiedział przyglądając mi się.- Zimno ci ?- spytał.
- Nie. To od lodów- powiedziałam ze śmiechem.
- Zamarznie ci mózg- powiedział szczerząc się.
- Aga wróciłam musimy pogadać !- krzyknęła Tessa wchodząc do domu.- Co się ...- zamilkła przyglądając się Jace'owi. - Kto to ?- spytała pokazując na Jace'a. Uśmiechała się, a ja już wiedziałam co jej chodzi po głowie.  I znowu będzie coś insynuować.
- To znajomy ze szkoły. Jesteśmy w parze na zajęciach ze śpiewu- powiedziałam szybko wstając.
- Pójdę już- odezwał się Jace wstając. Odprowadziłam go do drzwi zostawiając roześmianą Tessę w kuchni.
- Do zobaczenia- powiedziałam.
- Pa- powiedział i wyszedł. Zamknęłam drzwi i nie wiedzieć czemu uśmiechnęłam się do siebie. Poczułam rumieniec na twarzy. Szlak !
- A Agata ma chłopaka- usłyszałam Tessę z kuchni.
- Nie nie mam. To tylko kolega- powiedziałam zbierając naczynia.
- Tak, tak. "Kolega". Ciacho z niego.- powiedziała roześmiana Tessa.
- Mówię to ostatni raz. To nie mój chłopak. Nie lubię go- powiedziałam zmywając.
- Tak, tak. Kto się nie lubi ten się czubi ! Ale z was słodka para  będzie- powiedziała śmiejąc się.
- Daj mi spokój. To nie mój chłopak ! Koniec i kropka !- powiedziałam zdenerwowana.
- Dobra, dobra. Ja wiem swoje... A to co tata mi powiedział to prawda ?- spytała już poważniej.
- Gadałaś z tatą ?- spytałam wycierając ręce.
- Zadzwonił do mnie na przerwie. Mówił, że ktoś się zaatakował, ale zwiałaś. To prawda ?
- Tak, ale nic mi nie jest- powiedziałam. Tessa przytuliła się do mnie.
- Bałam się o ciebie- powiedziała wtulona we mnie.
- Nic mi nie jest-powiedziałam przytulając ją do siebie.
- Straciłam mamę  nie chcę stracić ciebie i taty- powiedziała ze łzami w oczach. Serce mi się łamie jak ją taką widzę.
- Nie stracisz- zapewniłam ją chociaż nie byłam tego taka pewna...
- Dobra, bo się rozbeczę. Co w szkole ?-spytałam kiedy się odsunęła.
- Idę na bal z Mikołajem.- pochwaliła się.
- Gratulacje. Czyli jesteście parą. Jak słodko- zażartowałam.
- Nie. Ale słodki jest- powiedziała Tessa.- Muszę zrobić lekcje- dodała. Nie będę jej mówić, że tata dał mi broń. Po co ją martwić.
- Tessa mam prośbę. Uważaj na siebie- powiedziałam.
- Będę- obiecała i pobiegła na górę.
                                    *************************************
                    W szkole powitałam się z Marciem opowiadając mu o wszystkim. Jak zwykle zaczął dramatyzować. Ja sama się ogarnęłam. Nic mi nie grozi. On już się nie pojawi...
 Nie mogłam przestać myśleć o wczorajszym dniu. Najpierw ten dupek w zaułku. Potem pocałunek Jace'a. Następnie ten facet z bronią. No i wieczór na próbach z Jace'm. Nie było źle. On ma taki niesamowity głos. Jak anioł. Jaka ironia,bo zachowuje się jak diabełek. Nasz śpiew. To jak mnie zahipnotyzował. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Słowa same ze mnie płynęły. Po prostu nie śpiewałam, bo musiałam tylko.... Chciałam. Śpiewałam z serca... dla Jace'a. Co się ze mną dzieję ??? Nie mogę przestać o nim myśleć. Ani wczoraj wieczorem, ani dzisiaj. Nie mogę wybić go sobie z głowy.To jakiś absurd !!! Powinnam się martwić o tego faceta, a nie rozmyślać o Jace'ie.  Te jego oczy... i usta. Takie tajemnicze, zmysłowe i ... seksowne. Nie !!!...
- Słuchasz mnie ?- spytał Marcin machając mi dłonią przed twarzą.
- Nie. Przepraszam. Zamyśliłam się- powiedziałam.
- Zauważyłem. Mówiłem czy dobrze się czujesz. Mam cię podwieź do domu ?-spytał.
- Nie. Jestem samochodem- powiedziałam. Tata oddał mi samochód abym nie chodziła pieszo.
- Dobra. To co idziemy ?-spytał. Mieliśmy ostatnią lekcje.
        Po lekcji jechałam samochodem. Postanowiłam wejść do sklepu po parę rzeczy. Kupiłam wszystko co chciałam, a wychodząc ze sklepu zauważyłam Jace'a.
- Cześć- powiedziałam. Jace odwrócił się. Nie był zbyt szczęśliwy.- Co jest ?- spytałam.
- Nic. Co tu robisz ?-spytał.
- Wracam ze szkoły. Przecież byłeś- powiedziałam. Widziałam go, ale jakoś nie podeszłam.
- Tak...
- Stary !!!!- krzyknął ktoś po drugiej stronie ulicy. Zakapturzony chłopak.  Skądś go znam. Ale skąd ?
- Muszę iść.- powiedział i odbiegł do tamtego. Wsiadłam do samochodu i zobaczyłam, jak Jace rozmawia z tamtym. Bardziej to wyglądało na kłótnię niż rozmowę. Coś przeskrobał ? A czemu mnie to obchodzi ?! Nie moja sprawa!!!...
 Ten facet wydawał mi się znajomy, ale kto to mógł być ? Nie musiało mi się zdawać.
         W domu nie było nikogo. Mamy piątek i Tessa nocuje u swojej koleżanki, a tata ma nockę. Czeka mnie samotny piątek. Marcin był dzisiaj zajęty. W ogóle zdawał mi się jakiś dziwny. Coś jest nie tak,a może po prostu zakochał się. Tak. Marcinek się zakochał ! Muszę się tylko dowiedzieć w kim. To takie słodkie.
Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do swojego pokoju. Co ja mam robić w piątkowy wieczór w domu ? Zwykle albo oglądaliśmy coś z Marcinem lub szliśmy na imprezę. Ale cóż mogę się pouczyć. Na poniedziałek mam choreografię do zdania. Zaczęłam ćwiczyć. Sama ją ułożyłam, więc znałam ją na pamięć i nie musiałam jej powtarzać, jednak to mnie odprężało. W końcu dałam sobie spokój i poszłam do łazienki. Kiedy byłam naga w samym ręczniku i miałam zamiar wejść pod prysznic dostałam e-sms'a.
IDZIESZ NA IMPREZĘ ?- Jace.
SKĄD MASZ MÓJ NUMER ?- odpisałam. Poprawiłam ręcznik choć wiedziałam, że mnie nie widzi.
ZDOBYŁEM. TO CO ?- odpisał od razu.
 NIE DZIĘKI- napisałam i odłożyłam telefon.
DAJ SPOKÓJ CO MASZ LEPSZEGO DO ROBOTY W PIĄTKOWY WIECZÓR ? NAUKĘ? A NO TAK IDEALNA UCZENNICA I GRZECZNA CÓRECZKA NIE UMIE SIĘ BAWIĆ- Zdenerwował mnie. Nie jestem grzeczna i umiem się bawić !
 UMIEM SIĘ BAWIĆ I PRZESTAŃ NAZYWAĆ MNIE NUDZIARĄ !- napisałam i weszłam pod prysznic. Umyłam się szybko. Prysznic pozwolił mi się uspokoić. Woda zmyła ze mnie złość....
 TO UDOWODNIJ MI TO, A JUŻ NIGDY NIE NAZWĘ CIĘ NUDZIARĄ- napisał. Nie mam zamiaru nigdzie z nim iść....
DOBRA. GDZIE ?- napisałam zła na samą siebie
 W LILITH. WIESZ GDZIE ?- nie, nie wiem -pomyślałam. Wiem, gdzie jest ten klub, ale rzadko tam chodzę. Nie jest... tam za miło. Często są bójki i narkotyki. Tata by mnie zabił gdyby wiedział, ale... go nie ma. A nie chcę aby nazywał mnie nudziarą. Pójdę i udowodnię, że umiem się bawić....
 Wyszłam w ręczniku do pokoju i zaczęłam szukać ciuchów na wieczór. Nie chciałam ubierać nic zbyt wyzywającego, ale też nie mogłam pójść w wersji na co dzień. Zaczęłam szperać w szafie. Miałam dużo ciuchów. Trochę sukienek, koszulek,bluzek i innych babskich ciuszków. Ostatecznie wybrałam krótkie dżinsowe spodenki i  czerwoną koszulkę koronkową. Mamy maj, a dziś nie jest zimno. Może powinnam się przebrać ?  Nie. Nie muszę się stroić dla Jace'a. To tylko mój partner na lekcji. Nie wiem po co się zgodziłam aby pójść z nim do klubu, ale teraz już się nie wycofam ! Nie jestem nudziarą. Założyłam skurzaną kurtkę i wyszłam na dwór. Od razu poczułam chłód na moich nogach, aż mnie ciarki przeszły. Zakluczyłam dom i weszłam do samochodu. Po paru próbach odpalił. Wyjechałam na ulicę. Nie dawały mi spokoju myśli. Kojarzyłam tego faceta, który kłócił się z Jace'm tylko skąd ?
 Nadal się martwiłam, bo nie złapali tego gościa,który próbował mnie zabić. Tata twierdzi, że powinnam siedzieć w domu, ale jak tak nie potrafię. Nie potrafię siedzieć bez czynie. Zabiłby mnie jakby wiedział co i z kim robię. No i Jace... Dlaczego nie mogę o nim przestać myśleć ? Jego niesamowity głos wciąż siedzi w mojej głowie. Wtedy, kiedy śpiewaliśmy coś się stało. Poczułam coś nowego. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, a słowa same ze mnie wychodziły. Nigdy tak nie miałam. Z nikim. Kiedy spletliśmy dłonie przeszły mnie przyjemne ciarki. Ciepło rozeszło się po całym ciele pod wpływem jego dotyku. Kiedy śpiewałam nie myślałam nad tekstem. Po prostu śpiewałam z serca. W głowie miałam dziwne myśli : Chcę go pocałować, chcę być jak najbliżej niego, chcę aby to trwało wiecznie, chce aby był cały mój !... Ale to nie dorzeczne. On jest chamski, wredny, irytujący, arogancki i cholernie pewny siebie, a ja...... się w nim..... zakochałam !!! NIE. To nie może być to.... ja nie mogę się...... w nim kochać !!!
    Wyłączyłam silnik i wysiadłam. Od razu uderzyły mnie dźwięki głośniej muzyki i krzyki. Może lepiej się stąd zmywać. Tata ma nocną zmianę i jak dostanie wezwanie tutaj, jak mnie zobaczy to po mnie ! Jednak nogi nie słuchały rozumu. Stanęłam w kolejce i rozglądałam się. Nigdzie nie widziałam Jace'a. Wykiwał mnie. Zrobił mi durny żart ? Jak tak to zabiję go ! Chciałam się wycofać z kolejki kiedy ktoś złapał mnie od tyłu i objął. Przeszły mnie ciarki i gorąco wpłynęło do mojego ciała.
- Myślałem, że nie przyjdziesz.- powiedział Jace. Odsunęłam się choć z ociąganiem.
-I co ? Przyszłam, zadowolony ?- spytałam obracając się do niego. Przeszył mnie wzrokiem od dołu do góry.
- Ładnie wyglądasz- powiedział. Nie wiedziałam czy żartuje czy mówi szczerze.
- Dzięki.- powiedziałam i przesunęłam się na przód kolejki. Wyjęłam pieniądze na zapłacenie wejściowego, ale Jace położył dłoń na nich i zamknął mi dłoń.
- Ja płace- powiedział i nim zdążyłam coś powiedzieć dał kasjerowi kasę. Schowałam pieniądze i weszłam za nim do środka. Muzyka jeszcze głośniej grała, ale krzyki ucichły. Czułam lekki zapach dymu, ale dało się go znieść. Rozejrzałam się po sali. Pełno tańczących ludzi. Niektórzy tańczyli osobno inni razem, a jeszcze inni obściskiwali się na parkiecie. Poczułam dłoń na swoim nadgarstku i Jace pociągnął mnie.
- Co robisz ?-spytałam gdy prowadził mnie pomiędzy parami.
- Chyba nie boisz się ze mną zatańczyć ?- odpowiedział stając pomiędzy innymi na parkiecie. Wzruszyłam ramionami, ale nie zaczęłam tańczyć.Z Marcinem mogliśmy tańczyć do woli, ale Jace'a nie znałam. Czułam się speszona.
- No proszę. Nie będę robił nic co robią inni- powiedział.- Choć chciałbym- dodał.
- Gdybyś miał spełnić obietnicę musiałbyś stać i nie oddychać- powiedziałam i zaczęłam tańczyć. Splótł moje dłonie ze swoimi i przeszedł mnie dreszcz. Zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Był dobrym tancerzem.  Zbliżył się do mnie, a ja się nie odsunęłam. Akurat zmieniono piosenkę na wolną. Jedną rękę położył mi na biodrze, a drugą trzymał razem z moją. Położyłam dłoń na jego ramieniu i zaczęliśmy się kołysać. Nasze ciała dzieliły może dwa centymetry. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Jego czarne oczy znów mnie zahipnotyzowały. Choć teraz widziałam z w nich coś czego wcześniej nie było. Były jaśniejsze. Już nie tak czarne. Teraz bardziej brązowe. To dziwne, a może zawsze miał takie....
 Znów szybka piosenka odsunęłam się od niego i spuściłam wzrok. Wziął mnie za rękę i obrócił.  Omal na niego nie wpadłam. Zaczęłam się śmiać....
- Muszę iść do toalety!- powiedziałam starając się przekrzyczeć muzykę.
- Mogę iść z tobą ?!- spytał z uśmiechem.
- Zboczeniec- powiedziałam ze śmiechem i poszłam do toalety. Znalazłam je na końcu korytarza. Nie było żadnej kolejki. Weszłam do środka. Nie było tak źle. Ściany dość czyste w kolorze skóry. Umywalki zadbane, a lustro całe. Podeszłam do niego i zobaczyłam swoje odbicie. Miałam rumieńce. Nic dziwnego. Dziwne też Jace nie przypomina mi ani trochę tego, którego poznałam w Pandemonium. Jest nadal irytująco pewny siebie i arogancki, ale nie jest.... sama nie wiem. Po prostu wydaję mi się inny...
Nagle zobaczyłam w odbicie tego samego faceta, który próbował mnie zabić. Momentalnie odwróciłam się uchyliłam przed ciosem. Nóż brzdęknął o umywalkę. Facet rzucił się na mnie i przygwoździł do podłogi. Starałam się uwolnić, ale był silniejszy ode mnie. Podniósł nóż i.... zawahał się. Nie widziałam twarzy pod kominiarką, ale wiedziałam, że on mnie widzi i waha się...
- Czego ty chcesz ?! Co ja ci zrobiłam ?!- krzyknęłam mu prosto w twarz. Byłam przerażona, nóż wciąż wisiał nade mną.Opuścił go, ale ja złapałam jego dłoń i z całych sił próbował zatrzymać go. Zdołałam wytrącić nóż i kopnęłam go w krocze. Odskoczył, a ja momentalnie stanęłam na nogach chwytając nóż. Rzuciłam się do ucieczki. Jednak złapał mnie. Machnęłam nożem, ale nie trafiłam go. Zaczęłam się szarpać. Podrapałam go przez kominiarkę. Zdołałam wydrzeć się z jego uścisku i wypadłam przez drzwi na korytarz. Pobiegłam chcąc być jak najdalej od niego. Jednak go nie widziałam. Pobiegłam przez salę, ale  nie widziałam nigdzie Jace'a.Stanęłam na chwile.Nie daj się przestraszyć. Tu jesteś bezpieczna. Wśród ludzi. Nie panikuj ! Wyjdź, weź samochód jedź do domu. Jace na pewno gdzieś jest. Jednak wolę go nie szukać, bo mogę spotkać tego typka. Co za psychol. Co ja mu zrobiłam ?  Oddychałam szybko i ciężko.Cała drżałam. Sama musiałam się do tego przyznać. Byłam przerażona ! Tym, że ktoś chce mnie zabić !
 Wyszłam z klubu i skierowałam się do auta. Podeszłam i jeszcze bardziej zaczęłam drżeć. Opony były przebite. I co teraz ??? On to zrobił ! Ten typek na pewno !!! Zaczęłam się rozglądać, ale nie widziałam nikogo. Po co ja tu przyjechałam !? Nagle poczułam czyjąś obecność za mną. Czyiś oddech. Odwróciłam się i omal nie rozpłakałam.
- Co ty tu robisz ?-spytał. Nie wiedziałam co powiedzieć- Co się stało ?- spytał przyglądając mi się. Prócz przerażenia nie miałam chyba żadnych ran, ale chyba wystarczyło to by widzieć, że boję się. Chciałam, to zamaskować, ale na marne.
- Ja... Nic. Samochód mi się popsuł.- powiedziałam. Nie wiedziałam czy jest sens mówić mu o zdarzeniu w toalecie.Uznałby mnie za wariatkę. Ja sama nie wiedziałam, czy nią nie jestem. Nikogo nie było w toalecie. Nikt nie widział tego gościa. Może ja sobie to wymyśliłam ? Może nic takiego się nie wydarzyło ?Może, on nie istnieje !? Ale... przecież ja go widziałam. Biłam się z nim. Omal mnie nie zabił. To musiała być prawda !MUSIAŁA
- Widzę. Wiesz kto ci je przebił ?- spytał patrząc na opony. Pokiwałam przecząco głową.
- Podwiozę cię, a auto jutro odbierzesz- powiedział Jace. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł.Nie ufałam mu, ale nie chciałam być tu sama.
- Choć, bo zamarzniesz-powiedział podając mi moją kurtkę. Założyłam ją, ale i tak się trzęsłam. Nie z zimna ! Objął mnie jednym ramieniem i poprowadził przez parking. Stanął przed czarnym jeepem.
- Twoje ?- spytałam.
- Tak. Wsiadaj- powiedział.
- Ładne- powiedziałam i wsiadałam do środka. Było w nim przyjemnie ciepło. Fotele były z czarnej skóry. Nie był tani. Ciekawe skąd go ma ???
- Powiesz co się stało w środku, że wybiegłaś z klubu czy wolisz nie ?-spytał gdy jechaliśmy ulicą wzdłuż sklepów. Musiało być po północy....
Wyjrzałam przez okno. Nie potrafiłam się odezwać. Ścisnęło mi gardło Byłam zbyt przerażona. Ledwo co powstrzymałam łzy. Spojrzałam w swoje przerażone odbicie w szybie.Swoje zielone przerażone oczy. Twarz blada jak kreda....
 Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się. Miałam dość. Dość udawania, że niczego się nie boję. Boję się. Cholernie się boję !!! Nie chciałam płakać w czyjejś obecności, a już zwłaszcza w obecności Jace'a. Ale nie potrafiłam już. Byłam przerażona, że mogłam umrzeć. Że mogłam zostawić swoją siostrę i tatę !!!
- Ej co jest ?- spytał Jace dotykając mojego ramienia. Zatrzymał samochód. Byliśmy przed moim domem. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.Nie potrafiłam.
Otworzyłam drzwi i wystawiłam nogę na zewnątrz.
- Dziękuje za podwiezienie- wyjąkałam i wyszłam zamykając za sobą drzwi. Stanęłam na podjeździe i myślałam co robić. Tata wróci nad ranem, a Tessa dopiero po południu. Nie chcę być sama! Za bardzo się boję.... Mogłam zadzwonić do Marcina, ale nie chciałam go narażać....
Nagle poczułam czyjeś silne ramiona oplatające mnie. Obróciłam się i wtuliłam w ciepłe i muskularne ciało Jace'a. Nie wiedziałam co zrobić, ale jego dotyk mnie uspokoił.  Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Oplótł mnie swoimi dłońmi. Łzy przestały mi w końcu lecieć, ale nie chciałam się od niego odsuwać. Bałam się, że zniknie, a ja zostanę sama.
- Powiesz co się tam stało ?- spytał wciąż mnie obejmując. Podniosłam głowę by na niego spojrzeć. W jego teraz brązowe oczy. Nie widziałam w nich złości, czy drwiny.
- W toalecie, ktoś zaatakował mnie- powiedziałam drżącym głosem.
- Naprawdę ?
- Tak... Chciał mnie zabić. Nie wiedziałam co zrobić... Uciekłam, ale...... Boję się- powiedziałam łamiącym się głosem.- Każdy myśli, że niczego się nie boję, ale tak nie jest. Jestem silna dla siostry i taty, ale nie potrafię, nie raz. Boję się. Boję się, że on wróci i tym razem mnie zabiję...- powiedziałam znów chowając głowę w jego klatę.
- Nie wróci.. Nie wróci...- powiedział Jace bardziej do siebie niż do mnie. Nie wiedziałam co zrobić. Nie chciałam wchodzić do domu i zostać sama. Byłam przemarznięta i przerażona. Zmęczona tym wszystkim.
- Zostanę z tobą - powiedział. Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Jace.... to Jace.
- Obiecuję, że nie zrobię nic jeżeli nie poprosisz- obiecał.
- Zgoda, choć i tak  nie wierze- powiedziałam uśmiechając się. Odwzajemnił uśmiech. Nie ten co zawsze. Ten, który mi się podobał. Słodki,uroczy i seksowny! Odsunęłam się od niego i od razu zaczęłam drżeć. Zobaczyłam gwiazdy przed oczami. Obraz Jace'a zaczął się mi rozmazywać. Ostatnie co pamiętam to silne ramiona ratujące mnie przed upadkiem, a potem pozwoliłam by ciemność ukołysała mnie do snu......