środa, 20 sierpnia 2014

                        Cz. 3 Wampirze królestwo

      Fabian stanął obok mnie nie wiedząc co zrobić. Głowę miał uniesioną do góry i był cały spięty. Wiem czego oczekiwał. Mój ojciec nie jest za szczęśliwy. Nie zrozumie tego, ale nie mogę pozwolić, aby Fabian za to dostał.
- Co tu się dzieje ?!- zapytał groźnie, stając przede mną. Zerknął na Fabiana, a jego oczy stawały się coraz bardziej czarne, choć nie wiem czy to możliwe.
- Ojcze... ja...- nie wiedziałam co powiedzieć.
- To moja wina Wasza Wysokość. Violet nie chciała, a ja to zrobiłem królu.- powiedział Fabian.  Król spojrzał na niego i chciał zawołać straże, ale go powstrzymałam.
- Nie rób tego ! Ja.... chciałam tego- wykrztusiłam w końcu. Spojrzał na mnie zaciskając pięści.
- Jesteś nieodpowiedzialna. A on...- pokazał na Fabiana- Zginie za dotykanie księżniczki- dokończył robiąc krok w stronę Fabiana. Wiedziałam co chce zrobić, ale nie miałam zamiaru mu pozwolić.
- Nie skrzywdzisz go !- powiedziałam stając przed Fabianem.
- Odejdź. My porozmawiamy potem...
- Nie! Nie pozwolę ci go zabić. Nie zrobił nic wbrew mojej woli-powiedziałam stając dumnie.
- Pani zasłużyłem- powiedział Fabian wychodząc zza mnie.
- Dość tej błazenady. Nie dotkniesz jej!- powiedział ojciec do Fabiana... Jego oczy powoli zaczęły zmieniać barwę.
- A ty wynoś się stąd !- ryknął.
- Nie !- krzyknęłam. Nie chciałam aby znikał. Nie teraz kiedy się w nim zakochałam.
- Żegnaj pani- powiedział kłaniając się. Odwrócił się na pięcie i odbiegł.
- Nienawidzę cię ! Jak mogłeś !?- krzyknęłam na ojca, czując łzy w oczach. O nie ! Wampiry nie płaczą. A już na pewno nie przy innych.
- Znasz zasady. Nie mogę pozwolić, abyś spotykała się z... człowiekiem- powiedział już opanowanie ojciec.
- Nie wierzę ! Ty nic nie rozumiesz !- krzyknęłam. Obok pojawiła się moja matka.
- Kochanie tata ma racje - powiedziała podchodząc do mnie. Zrobiłam krok do tyłu.
- Gówno prawda ! Nie ma racji !- krzyknęłam zła. Chciałam biec za Fabianem. Przeprosić go. Chciałam go zobaczyć !
- Przeproś ojca- powiedziała stanowczo matka.
- Ani mi się śni ! Mam dość. Przez osiemnaście lat więzicie mnie, a teraz nie pozwalacie być szczęśliwą ! Niszczycie mi życie !- krzyknęłam. Skrzyżowałam ręce na piersi, czekając na ich odpowiedź. Oboje byli zszokowani.
- Nie zobaczysz się już z nim nigdy więcej.- powiedział twardo ojciec.
- Nie mogłeś dać mi tego jednego wieczoru ? W moje urodziny ?- zapytałam. Złość zaczęłam znikać zastąpiona smutkiem.
- Nawet dziś nie mogę robić tego co chce !- dodałam. Matka spojrzała na mnie.
- Kochanie to wszystko dla ciebie. Goście, przyjęcie, prezenty. To dla ciebie- powiedziała mama podchodząc o krok. Cofnęłam się znów. Nie odpuszczę. Nie tym razem.
- A czy ktoś spytał mnie czego ja chce ? Nie ! Wy tylko siebie słuchacie i was trzeba słuchać. Nie pytaliście, a teraz kiedy byłam szczęśliwa zabraniacie mi tego!- krzyknęłam. Przez osiemnaście lat trzymałam w sobie cały gniew, który teraz się wydostał.
- Mam dość ! Jestem pełnoletnia i to JA decyduję o sobie ! Nie wy !- krzyknęłam. Rodzice byli zszokowani. Spojrzeli na siebie, a potem znów na mnie.
- Prawda boli czyż nie ?-zapytałam z drwiną.
- Nie odzywaj się w ten sposób ! Porozmawiamy o tym jutro. A teraz chodźmy z powrotem do środka.- powiedział ojciec. Wiedziałam, że ukrywa złość i rozczarowanie. Niestety nie będę wiecznie mu ulegać. Przegiął tym razem ! Nie pozwolę mieszać się w moje sprawy !
- Zostaję na zewnątrz- powiedziałam siadając na ławce.
- Kochanie przyjdź jak się przewietrzysz- powiedziała słodko mama. Poszli razem do środka. Wreszcie ! Siedziałam na ławce wpatrując się w niebo. Przesunęłam ręką i dotknęłam jakiegoś pudełka. Prezent od Fabiana ! Wzięłam pudełeczko w ręce i otworzyłam. W środku był piękny naszyjnik z sercem. Wzięłam zimny naszyjnik w dłonie. Był piękny. Serce miało w środku czerwony kamień. Nie rozpoznawałam go. Fabian.... Przypomniały mi się jego ciepłe i miękkie usta na moich. Jego serce walące jak oszalałe. Jego silne ramiona trzymające mnie. Westchnęłam. Gdyby nie ojciec nie skończyłoby się to tak szybko ! Zapięłam naszyjnik na szyi. Serce spoczęło pomiędzy moimi piersiami. Poczułam się bliższa jemu. Zamknęłam serce w dłoni...
- Zajęte?- zapytał Kaspian stając  przede mną.
- Nie. Siadaj- powiedziałam puszczając serce. Spoczął na moim dekolcie.
- Też nie lubisz takich przyjęć- stwierdził.
- Nie.... Nie znam tu prawie nikogo. A ty jesteś jedyną osobą z którą mogę tu pogadać- powiedziałam bez zastanowienia. Oczywiście nie był jedyną osobą..... Niestety tą drugą tata wygnał. Kaspian przypatrywał się mi.
- Zawsze do usług- powiedział całując moją dłoń.
- Nie otworzyłaś prezentu ode mnie-dodał po chwili. Przyjrzałam mu się. Nie otwierałam żadnego prezentu. Wyciągnął z kieszeni jakieś małe pudełko obwiązane czerwoną wstążką.
- Myślałam, że prezenty są w środku i z tego co pamiętam to wasz był większy- powiedziałam przypominając sobie jak król Vladmir podawał lokajowi duże czerwone pudełko.
- Tamten był od mego ojca, a ten ode mnie- powiedział kładąc mi pudełko na dłoni.
- Dziękuje.- powiedziałam trzymając pudełko w dłoniach.
- Może i nie jestem taki interesujący jak tamci, ale możemy coś porobić. Obejrzeć film albo przejść się gdzieś- zaproponował Kaspian. Nie miałam na nic takiego ochoty.
- Nie, ale dziękuję. Pójdę do siebie- powiedziałam wstając.
- Dobrze, to w takim razie otwórz choć prezent- powiedział także wstając. Wzięłam pudełko i otworzyłam je bez słowa. Była tam piękna diamentowa bransoletka z dwoma kłami.
- Piękna, dziękuje- powiedziałam z uśmiechem. Wziął ją z moich rąk i zapiął na moim prawym nadgarstku. Kiedy jego dłoń musnęła moją poczułam lekkie drżenie. Co jest ?
- Pójdę już. Dobranoc- powiedziałam. Kapian ujął moją don i pocałował. Uśmiechnęłam się i odeszłam.
                                                ***************************************
                        Obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Leżałam wpatrując się w sufit. Przypominała mi się wczorajsza noc. Fabian, pocałunek. Pojawienie się ojca. Naszyjnik od niego. Na piersi spoczywał znajomy ciężar serca. Dotknęłam go dłonią. Na tej samej był bransoletka od Kaspiana. Także piękna, ale prezent od Fabiana był wyjątkowy. Tego kamienia nie znałam. Musiał być wyjątkowy. Tak bardzo chciałam zobaczyć się z Fabianem. Porozmawiać z nim, przeprosić. Miałam tylko nadzieję, że mi wybaczy. Ale jak miałam się z nim zobaczyć ? Ojciec wygnał go. Co mam zrobić aby go zobaczyć ???... W sumie to jestem dorosła, mogę robić co chce !
Ubrałam się pośpiesznie w dżinsy i niebieską bluzkę na ramiączkach.  Naszyjnik spoczywał na mojej szyi, a ja czułam znajomy ciężar. Nie potrafiłam się z nim rozstać. Założyłam buty i po chwili namysłu wzięłam pelerynę. Założyłam ją i ruszyłam do drzwi. Nie dam mu się zatrzymać.  Nie pozwolę aby mój ojciec trzymał mnie w zamku do końca mojego nieśmiertelnego życia ! Jestem wampirem i robię co chce i kiedy chce !!!
 Przy drzwiach ukłonił mi się lokaj i przyjrzał uważnie. Wiedziałam, że zaraz pójdzie do mego ojca.
- Wybieram się na polowanie- rzekłam i wyszłam przez drzwi. Szłam powoli po drodze, aż stanęłam przy murze. Miałam dwie możliwości : przeskoczyć lub iść bramą. Gdy pójdę bramą mój ojciec na pewno się o tym dowie, a poza tym gdzie tu zabawa ? Uśmiechnęłam się chytrze pod nosem i odbiłam ponad ziemią. Leciałam lawirując pomiędzy drzewami. Zwolniłam gdy dolatywałam do wodospadu. Wspomnienia uderzyły do mnie. Jak tuliłam się do niego skacząc. Jego samodzielny skok. Objęcie mnie i pocałunek... Mam nadzieję, że mi wybaczy.
Kiedy zobaczyłam pierwszy budynek. Stary i poniszczony z zwalającym się dachem pofrunęłam w dół.  Stanęłam przed nim.  Nie traciłam czasu na oglądanie go.  Założyłam kaptur od peleryny i ruszyłam drogą do miasta. Następny budynki były już ładniejsze. Stare kamienice, zadbane i staroświeckie. Stragany z owocami i warzywami. Sklepy z odzieżą, rzeczami do domu i innymi takimi. Po drodze przewijało się mnóstwo ludzi. Musiałam bardzo uważać aby nie wpaść na kogoś. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, prócz przelotnych spojrzeń. Podobało mi się to, mogłabym tu zostać. Nikt nie patrzył na mnie jak na księżniczkę, ze skrępowaniem i strachem. Byłam jak jedna z nich. Prawie. Większość miała na sobie peleryny, ale młodsi byli bardziej.... otwarci. Grupa dziewczyn w moim wieku stała przy cukierni i paplała chichocząc i zerkając na chłopaków po drugiej stronie ulicy. One wszystkie trzy blondynki, wysokie i piękne. Jedna miała krótką sukienkę w kolorze trawy, a pozostałe dwie spodenki i bluzeczki bez ramiączek. Chichotały rozmawiając o nich.
- Jake jest taki słodki i seksowny- usłyszałam dzięki mojemu nadludzkiemu słuchu. Druga powiedziała coś o jakimś Bartku, ale nie chciało mi się ich słuchać. Drogi rozchodziły się na boki. W jednej były same domy, a drugim większość to małe sklepy.  Jakaś para całowała się namiętnie pod sklepem z elektroniką.  Zazdrościłam jej tego. Dziewczyna ukradkiem spojrzała na mnie i puściła oko. Że co to miało znaczyć ???
Ruszyłam dalej drogą mijając obściskującą się parę. Chciałam skręcić w jedną z uliczek gdy poczułam ten zapach. Mięta, zioła i słodka krew. Obróciłam się chowając w cieniu uliczki. Wychodził ze sklepu z zakupami. Uśmiechnął się lekko do jednej z dziewczyn, a ja poczułam ukłucie zazdrości. Był w zwykłych dżinsach i czarnej koszulce uwydatniającej jego mięśnie. Jego niebieskie oczy były lekko szkliste....
- Hej Fabian. Może wpadłabym do ciebie ?- usłyszałam pytanie czarnowłosej dziewczyny, która mogłaby być modelką. Uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko, a ja czekałam na jego odpowiedź.
-Nie dzięki Mirando.- powiedział i obojętnie odszedł od niej z zakupami. Ulżyło mi. Dziewczyna patrzyła za nim, a ja wiedziałam co to spojrzenie oznaczało. Patrzyłam jak Fabian idzie ulicą. Nie czekałam za długo. Wyszłam z cienia i ruszyłam za nim zachowując odpowiednią odległość.  Skręcił w jedną z uliczek, a ja za nim. Otworzył drzwi do jednego z domów i zniknął w jego wnętrzu. Dom był ładny i staroświecki. Z drewna. A dróżka prowadząca do  niego z kamyczków. Zacisnęłam dłonie na naszyjniku, aby dodać sobie odwagi.
    Stanęłam przed drzwiami zastanawiając się czy dobrze robię. Może on nie czuję tego co ja ? Może teraz mnie nienawidzi ? Może nie chce mnie znać ? Nie wiem czy dam radę usłyszeć od niego to, że mnie nienawidzi. Nie wiem czy nie pęknie mi moje umarłe serce.
Jednak wbrew swoim obawom zapukałam. Zupełnie jakby moje serce nie słuchało rozumu. Usłyszałam kroki i czekałam aż otworzy...
Jednak to nie Fabian mi otworzył tylko starsza kobieta. Wypuściłam powietrze z żalem. Kobieta miała siwe włosy i brązowe oczy. Miała spodnie i bluzkę zakrytą fartuchem.
- Słucham ?- zapytała przyglądając mi się. Wiedziałam,że próbuję dojrzeć moją twarz pod kapturem.
- Przepraszam. Szukam Fabiana- powiedziałam odzyskując mowę. Za jej plecami widziałam chol z dwoma drzwiami po bokach. A na środku schody.
- A mogę wiedzieć po co ?- dopytywała kobieta przyglądając mi się podejrzliwie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wtedy z jednych drzwi wyszła mała dziewczynka. Na oko miała dziesięć lat. Miała blond włoski i niebieskie oczka. Ubrana w sukienkę jak księżniczki. Różową i z falbanami. Podeszła do nas i stanęła obok kobiety.
- Mamo kto to ?-spytała.
- Też chcę się tego dowiedzieć- mruknęła kobieta wciąż mi się przyglądając.
- Przyszłam do Fabiana-powtórzyłam cicho.
- Jesteś jego dziewczyną ? Nic mi nie powiedział !- powiedziała oburzona dziewczynka. Uśmiechnęłam się z pod kaptura.  Wtedy na schodach pojawił się on. W tych samych ciuchach co w sklepie. Jego blond włosy były lekko mokre, a niebieskie oczy takie same jak moje. Wpatrywał się we mnie, ale nie mogłam rozgryźć co czuję.
- Fabi nie powiedziałeś mi, że masz dziewczynę !- krzyknęła do Fabiana. Teraz i dziewczynka i kobieta patrzyły na niego czekając na odpowiedź.
- To nie moja dziewczyna Wiki. To koleżanka.- powiedział,a mi zrobiło się smutno.
- Czy mam ją wyprosić ?- spytała kobieta, a ja czułam, że tylko czeka na odpowiedź "tak". Fabian cały czas wpatrywał się we mnie. Bałam się , że mnie wyrzuci. Zszedł ze schodów i podszedł powoli  do kobiety.
- Nic się nie dzieję. To tylko koleżanka- usłyszałam jego szept do kobiety. Mierzyli się wzrokami przez chwilę, a potem kobieta uległa. Bez słowa wzięła małą za rękę i wyprowadziła przez drugie drzwi.
- W czym mogę pomóc pani ?- powiedział sztywno Fabian kłaniając się w pół.
- Nie zachowuj się tak. Nie jestem żadna "pani" tylko Violet.-powiedziałam smutna, że jest wobec mnie taki oziębły. - Chciałam cię przeprosić król nie....- zamknął mi usta ręką, złapał za rękę i pociągnął na górę schodami. Przeszedł przez korytarz i wszedł do pokoju na końcu. Wpuścił mnie pierwszą, a potem zamknął drzwi na klucz.
-Ciotka o niczym nie wie.- powiedział krótko Fabian.
- Przepraszam za mojego ojca. Nie miał prawa. Nie powinien- powiedziałam. Fabian przechadzał się po pokoju. Był.... męski. Ciemne ściany, biurko z laptopem i książkami. A nad nim plakat jakiegoś motoru .Obok okna komoda. A na środku łóżko.  Duże z czarną pościelą. Fabian milczał. Wrócił do drzwi i oparł się o nie plecami. Podeszłam do okna wyglądając na miasto.
- Wiem, że to moja wina. Przepraszam- powiedziałam opierając się o okno plecami. Fabian na te słowa stanął prosto z rękami po bokach.
- To ja cię pocałowałem. To moja wina. Nie przepraszaj za coś co ja zrobiłem- powiedział spokojnie.
- Przeze mnie wyrzucono cię z zamku.
- To nie jest problemem.- powiedział przybliżając się. Podeszłam do biurka patrząc na książki.
- Powiedz coś- odezwałam się po chwili ciszy.
- Ale co ?- zapytał. Stał teraz po drugiej stronie biurka lustrując mnie wzrokiem.
- Nienawidzisz mnie ? Uważasz mnie za potwora ?- zapytałam. Patrzyłam na niego. Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie. Podszedł bliżej, a ja oparłam się o biurko. Przyglądałam się jego niebieskim oczom. Stał tuż przede mną, ale nie dotknął mnie.
- Nie. Nigdy- powiedział. Podniósł dłoń jakby chciał dotknąć mojego policzka, ale opuścił ją.
- Ale nie dotkniesz mnie, bo cię brzydzę-powiedziałam ze smutkiem. Nasze spojrzenia splotły się ze sobą.
- Mam zakaz. Chciałbym. Niczego bardziej nie pragnę, ale.... nie mogę-powiedział.
- Zakazy są po to by je łamać- powiedziałam.  Fabian uśmiechnął się do mnie i skierował wzrok na mój dekolt uśmiechając się szerzej. Nie zdążyłam nic powiedzieć. Fabian przycisnął się do mnie i objął w pasie. Pochylił się i nasze wagi się zderzyły w namiętnym pocałunku. Zarzuciłam mu ręce na szyję wplatając w jego blond włosy. Całował mnie coraz namiętniej. Czułam coraz większe pożądanie.Jego ręce doszły do zapinki przy pelerynie i rozpięły ją szybkim ruchem. Spadła z moich ramion na podłogę. Jego dłonie zaczęły przesuwać się po moich plecach. Zaczął pocałunkami schodzić niżej. Doszedł do szyi i zaczął kreślić na niej pocałunki, nie raz ssąc moją zimną skórę. Jęknęłam z rozkoszy. Pożądanie coraz bardziej rosło, a wraz z nim moje pragnienie. Poczułam słodki, słodki zapach jego krwi. Puls na jego szyi. Jego szybko bijące serce i oddech na mojej szyi. Całował mnie na szyi schodząc niżej. Jęknęłam ponownie. Schyliłam się i jak w amoku otworzyłam usta tuż przy jego szyi. Zobaczyłam żyłę pulsującą na jego szyi. Jego ręce zawędrowały pod moją koszulkę zataczając kręgi na płaskim brzuchu i pnąc się wyżej. Pocałunki doszły do dekoltu. Moje kły były tuż przy jego żyle na szyi. W ostatnim momencie opamiętałam się i odepchnęłam go. Użyłam najmniej siły i odsunął się gwałtownie o dwa kroki do tyłu. Patrzył na mnie niebieskimi oczami w, których widziałam zaskoczenie i smutek. Oddychał ciężko i szybko.
- Co jest ? Zrobiłem coś nie tak ?- zapytał. Nie umiałam odpowiedzieć. Moje pragnienie nie chciało ustać. Moje kły tak bardzo chciały wbić się w żyłę i wyssać trochę krwi. Choć odrobinę. Odrobinę jego słodkiej krwi. Nie !!! Odwróciłam się do niego plecami łapiąc mocno za biurko. Musiałam się opanować. Usłyszałam kroki, a po chwili jego silne ramiona objęły mnie w pasie opuszczając moją podwiniętą do góry koszulkę.  Objął mnie i przytulił od tyłu. Cała się spięłam. Jeżeli czegoś nie zrobię, zaraz go ugryzę ! Przygryzłam kłami dolną wargę, aż przebiły ją i zaczęła kapać krew. Jedna kropla spadła na jego rękę obejmującą mnie. Szybko wytarłam ją, ale on to poczuł.
- Kiedy ostatnio piłaś  krew ?- zapytał i siłą obrócił mnie twarzą do siebie. Cofnęłam się łapiąc za biurko tak mocno jak umiałam. Starałam się panować nad pragnieniem. Czułam zapach jego słodkiej krwi, puls na jego szyi.
- Odejdź- powiedziałam z trudem przez zaciśnięte usta. Podszedł bliżej i złapał za moją dłoń, która ściskała biurko. Zaczęłam się poddawać pragnieniu, ale nie chciałam pić ludzkiej krwi. Jego krwi.... Wziął moją dłoń i splótł ze swoją.
- Nie odejdę, musisz się napić.- powiedział podchodząc bliżej. Zatrzymałam go kładąc drugą dłoń na jego umięśnionym torsie.
-Nie....- powiedziałam z trudem.
- Napij się mojej.- powiedział.
- Nie ma mowy.- powiedziałam twardo, choć moje kły marzyły by zatopić się w jego żyle na szyi. Nie piłam ludzkiej krwi. Nigdy ! Ale wiedziałam, że po ukończeniu osiemnastych urodzin zacznę jej o wiele bardziej pragnąć i w końcu nie wytrzymam. Ale nie miałam zamiaru pić krwi chłopaka w, którym się zakochałam.
- Zrób to.- powiedział łapiąc moje oby dwie dłonie i splatając je ze swoimi.
- Nie. Mogę się nie opanować i....- nie potrafiłam dokończyć, bo nie miałam zamiaru tego robić.
-Nie boję się- powiedział przybliżając się jeszcze bliżej tak, że nasze ciała dzieliły milimetry.
- Ale... twoi rodzice zginęli od wampira. Nie chcę aby to samo stało się tobie...- powiedziałam z trudem. Znów wbiłam kły w dolną wargę.
-Umrzesz jeżeli się nie napijesz-powiedział.- Nie jesteś jak tamte wampiry. Ufam ci.-dodał stanowczo.
-Nie chcę aby coś ci się stało- powiedziałam. Wpatrywał się w moje czerwone oczy, ale nie z odrazą.
- Nic się nie stanie. Ufam ci- powtórzył.- Czy mam sam sobie podciąć żyły, abyś się napiła- powiedział puszczając moje dłonie. Sięgnął jedną za mnie i wziął coś z biurka. W ręku miał mały sztylecik. Przyłożył go sobie do szyi.
- Nie- powiedziałam gwałtownie łapiąc za jego dłoń.
- Jeżeli nie chcesz abym przeciął skórę, to wbij się w nią-powiedział.
- Fabian ja nigdy nie piłam ludzkiej krwi- przyznałam. Puścił dłoń ze sztyletem. Spojrzał na mnie dużymi niebieskimi oczami, po czym uśmiechnął się lekko.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz-powiedział z uśmiechem. Westchnęłam. Poddałam się. Wszystkie moje mięśnie, całe ciało wołało "krew".Objął mnie i przechylił głowę  w jedną stronę naprężając szyję. Nie ruszyłam się. To zły pomysł. Bardzo zły. Fabian widząc moje zwątpienie objął mnie i przyciągnął bliżej. Byłam z nim prawie równa, więc łatwo mogłam..... ale nie chciałam !
- No dalej. Szyja mi cierpnie- powiedział z zachęcającym uśmiechem.
- Jeżeli będzie cię bolało, od razu mnie odepchnij, dobrze ?-zapytałam. Uśmiechnął się. Pochyliłam się i przyłożyłam usta do jego szyi. Spiął się cały. Wszystkie mięśnie miał napięte. Wciąż mnie obejmował, ale cały zesztywniał. Nie chciałam tego robić ! Musnęłam ustami jego szyję odnajdując żyłę. Rozchyliłam usta i... wbiłam kły w skórę. Wciągnął gwałtownie powietrze i jęknął cicho. Chciałam się oderwać, ale wtedy jego słodka krew dostała się do moich ust. Taka słodka. Zaczęłam łapczywie ssać.Stał nieruchomo, obejmując mnie. Chciałam przestać, ale nie umiałam. Ssałam dalej zachwycając się jego słodką krwią. Jęknął znów i oparł się o ścianę. Jego uścisk słabnął. Jeżeli nie przestanę zemdleje. Jęknął po raz trzeci i wtedy się opanowałam. Oderwałam kły od jego szyi. Jego twarz była blada, ale uśmiechał się do mnie. Oblizałam wargi zlizując resztki krwi. Uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Usiądź- powiedziałam pokazując na łóżko.
- Nic mi nie jest- powiedział uśmiechając się do mnie szczerze.
- Jesteś blady- powiedziałam dotykając jego policzka.
- To było.... seksy- powiedział z uśmiechem obejmując mnie i przyciągając do siebie. Uśmiechnęłam się.
- Masz słodką krew.- powiedziałam zarzucając mu ręce na szyję.
- Do usług.- dotknął mojego polika nachylając się i całując. Poczułam dreszcze w całym ciele. To było o wiele lepsze od picia krwi.  Zaczął pocałunkami schodzić niżej. Całując moją szyję. Westchnęłam z rozkoszy.Przestał. Podniósł głowę i oparł czoło o moje.
- To na pewno nie sen ?-spytał z zamkniętymi oczami.
- Nie.- odpowiedziałam również zamykając oczy. Chciał mnie pocałować, ale wtedy ktoś zaczął walić w drzwi.
- Fabi mama chce abyś poszedł do sklepu-krzyknęła mała dziewczynka za drzwi.
- Zaraz zejdę !-odkrzyknął. Westchnął.
- Niestety nie mogę się lenić- powiedział do mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Pójdę z tobą- zaproponowałam sięgając po pelerynę. Zapięłam ją i zarzuciłam kaptur na głowę. Fabian przyglądał mi się cały czas.
- Jeżeli mnie rozpoznają będziemy mieli kłopoty- powiedziałam. Fabian podszedł do mnie i odchylił kaptur. Pocałował mnie czule w czoło po czym z powrotem nasunął kaptur na czubek głowy. Splótł palce swojej dłoni z moimi.
                   Powiedziałam, że zaczekam przed sklepem. Fabian wszedł sam. Czekałam przypatrując się ludziom. Nagle cała zesztywniałam. Poczułam ten zapach. Zapach moich rodziców i paru innych wampirów. Wiedziałam, że są niedaleko..... W lesie przed miastem. O nie !!! Nie wiedziałam co zrobić. Zabiją Fabiana jak dowiedzą się, że byłam u niego. Zrobiłam to co uważałam za słuszne. Nie chciałam jednak odchodzić bez pożegnania. Wzięłam kartkę z stoiska, płacąc kobiecie. Podała mi długopis, a ja szybko nabazgrałam "Przepraszam musiałam wracać. Zobaczymy się niedługo. Nie szukaj mnie. Twoja Violet". Poprosiłam kobietę, aby dała ją Fabianowi kiedy wyjdzie. Zgodziła się bez słowa. Ruszyłam szybkim truchtem do wyjścia z miasta. Nie miałam dużo czasu byli coraz bliżej. Zerwałam się sprintem. Kiedy dobiegłam do końca miasta, oni akurat wychodzili z lasu. Podbiegłam i stanęłam przed nimi.
- Nie idźcie tam !- krzyknęłam nie wiedząc co robić. Matka patrzyła na mnie z żalem,a ojciec ze złością.
- Złamałaś zakaz. On też. Zginie za to!-rzekł król. Stanęłam mu na drodze.
-Nie zabijaj go. Proszę- powiedziałam błagalnie. Ojciec przypatrywał mi się i nakazał zatrzymanie się straży.
- Wiesz, że złamał zakaz i musi za to zapłacić- powiedział spokojnie.
- On nic nie zrobił. Ja przyszłam do niego!-powiedziałam.- On nie chciał mnie widzieć, a ja.....- kłamałam, ale wiedziałam,że jeżeli powiem prawdę zapłaci to życiem- Napiłam się jego krwi i uciekłam gdy zemdlał.- dokończyłam.
- Pokaż mi to- zażądał ojciec. Wiedziałam co chce abym zrobiła. Mamy talent do przesyłania sobie wspomnień. Na szczęście on nie wiedział, że nauczyłam się je manipulować. Ojciec podał mi dłoń a ja przesłałam mu obraz: Fabian w pokoju, ja wchodząca przez okno. Jego wściekły wyraz twarzy. Ja zamykająca drzwi i rzucająca się na niego. Moje czerwone oczy. Jego jęki gdy wbiłam się w jego szyję. Jak próbował się uwolnić. Na marne. Jak zaczął słabnąć. Ja odrywająca się i zlizująca krew z warg. Jego ciało leżące na podłodze. Całe blade. Moja ucieczka przez okno.
Wiedziałam, że nie powinnam okłamywać ojca, ale tylko tak mogłam uratować życie Fabianowi. Źle się czułam z kłamstwem, ale nie mogłam inaczej.
Ojciec przyglądał mi się z wyraźną ulgą.
-  Dobrze. Wracajmy. Muszę z tobą porozmawiać- powiedział ojciec.
- Kochanie, nie....
- Musi wiedzieć- przerwał jej ojciec.
- Co muszę wiedzieć ?- zapytałam.
- Powiem ci wszystko w zamku- powiedział ojciec. Zaczynałam się bać. Co powinnam wiedzieć ??? Wtedy usłyszałam bieg za sobą i czyjś urywany oddech. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Fabiana biegącego do mnie. Przerażenie zaczęło mnie opanowywać.
- Cholera-zaklęłam pod nosem. Fabian podbiegł do mnie i przytulił. Niestety szybko został odciągnięty przez wampiry. Jeden z nich szykował się do skręcenia mu karku.
- Nie!!! -krzyknęłam a on zamarł. Trzymał wraz z drugim strażnikiem wyrywającego się Fabiana.
- Nie pozwolę ci znowu odejść !-krzyknął Fabian.
- Co ty tu robisz młody człowieku ? Jak tak szybko otrząsnąłeś się po utracie tak dużej ilości krwi ? Powinieneś spać przed kolejną dobę- powiedział ojciec. Wiedziałam, że zaraz się domyśli.
- Co ? Violet co ty mu powiedziałaś ?!- krzyknął do mnie wyrywając się.
- Jak śmiesz się tak odzywać do księżniczki!- krzyknął zły ojciec i kazał powalić Fabiana na kolana. Podszedł do niego, a ja przerażona tylko patrzyłam.
- Przeproś.-zażądał król.
- Violet ?- spytał patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami. Zrozumiał co się stało.- Pańska córka, skłamała. Nie wyssała ze mnie krwi, nie wbrew mojej woli- powiedział Fabian patrząc teraz na króla.
- Jak śmiesz oskarżać moją córkę o kłamstwo !-ryknął król.  Wiedziałam co teraz zrobi. Przerażona nie mogłam nic zrobić. Król, mój ojciec przeszukiwał jego pamięć. Fabian skrzywił się i zaczął się rzucać.
- Won z mojej  głowy !-krzyknął. Król odwrócił się do mnie z czarnymi oczami.
- Całowałaś się z nim- oskarżył mnie. Otworzyłam usta aby zaprzeczyć, ale to nie miało sensu. Patrzyłam otępiała na mego ojca.
- Jak mogłaś !? Znasz prawo ! On za to zginie!-krzyknął odwracając się do strażników trzymających Fabiana. Wskazał na Fabiana, a ja wreszcie odzyskałam głos.
- Nie !!! Zabraniam ci go tknąć !-krzyknęłam i momentalnie podbiegłam do strażników i odepchnęłam ich od Fabiana. Przyglądał mi się z mieszaniną zaskoczenia, żalu i nadziei. Stanęłam obok niego obnażając kły.
- Nie pozwolę ci!-krzyknęłam. Patrzył to na mnie to na Fabiana. Wtedy jeden ze strażników złapał mnie ze ramiona i odciągnął od chłopaka. Nie wiedziałam co robić. Rzucałam się próbując uwolnić. Drugi strażnik złapał Fabian, który przyglądał mi się spokojnie. Strażnik przechylił siłą jego głowę i obnażył kły. Wbił się w szyję Fabiana, który krzyknął z bólu. Strażnik ssał jego krew, aż wychodziła z kącików jego ust.
-Nie!!!- krzyczałam wyrywając się.- Ojcze proszę ! Zrobię wszystko, ale niech on go zostawi!!!- krzyknęłam przerażona. Król nakazał przestanie strażnikowi, a ten niechętnie przestał. Fabian był cały blady, a kiedy strażnik puścił go upadł na ziemię na plecy.
- Proszę cię ojcze !- powtórzyłam przerażona patrząc na Fabiana. Leżał z zamkniętymi oczami, ale oddychał.
- Powinienem pozwolić go zabić.- powiedział król przyglądając się z odrazą leżącemu królowi. Przestałam się wyrywać.
- Zrobię wszystko, tylko oszczędź go- powiedziałam drżącym głosem. Strażnik puścił mnie, a ja nie czekając na nic więcej podbiegłam do Fabiana i uklękłam przy nim. Objęłam go i przycisnęłam do siebie. Poczułam łzy w oczach, ale powstrzymałam je. Zajęczał cicho w moich ramionach.
-Ciiii, wszystko będzie dobrze- szepnęłam tuląc go.
- Nigdy się z nim już nie zobaczysz- rozkazał król. Fabian otworzył na wpół oczy i kiwnął  głową przecząco. Podniosłam wzrok na mego ojca, nie ukrywając złości.
- Nic mu nie zrobisz ? Obiecaj- powiedziałam. Fabian jęknął i próbował się odezwać, ale nie pozwoliłam na to. Wyssali mu za dużo krwi. Musi odpocząć.
- Obiecuję, ale teraz go zostaw i wracajmy do zamku. Tam pogadamy-powiedział stanowczo król. Kiwnęłam głową i delikatnie położyłam Fabiana na ziemi.
- Przepraszam- szepnęłam i wstałam.
                                        **********************************
  Siedziałam zdenerwowana na krześle w gabinecie ojca. On chodził od jednej ściany do drugiej. Matka siedziała na kanapie przyglądając się to mu to mnie.
- Nie tak cię wychowałem- powiedział w końcu chodząc w tą i w tamtą.
- A jak ? Myślałeś, że będę całe życie ulegała. Mam prawo sama decydować, o sobie !- powiedziałam zła.
- Ale nie możesz przyjaźnić się z ludzkim chłopakiem. Jesteś księżniczką córko- powiedziała spokojnie mama.
- O boże ! Zacznijcie mówić normalnie. Całowałam się z nim ? Tak. Czy był to przyjacielski pocałunek ? NIE- powiedziałam zła.
- Otrząśnij się ! Masz obowiązki- powiedział ojciec opierając się dłońmi o biurko.
- Niby jakie ?- spytałam prychając.
- Są problemy pomiędzy królestwami...
- Wiem o tym- przerwałam ojcu.
-  Dochodzi do zabójstw. A żeby temu zapobiec musimy połączyć królestwa- dokończył spokojnie król. Pojęłam od razu o co mu chodzi....
- Nie masz chyba na myśli, że mam wyjść za mąż za Kaspiana !- powiedziałam zła. Zerwałam się z krzesła stając prosto i mierząc się wzrokiem z Kaspianem.
- To właśnie mam na myśli. Dogadujecie się, a tylko to za pewni pokój. Musisz za niego wyjść- postanowił ojciec.
- Lubię go, ale nie czuję do niego nic więcej ! Nie wyjdę za niego za mąż !!! Nie jego kocham !- krzyknęłam zła. Jak śmiał decydować o moim życiu. O tym z kim mam się żenić. Nie miałam zamiaru wychodzić za Kaspiana.
- Musisz, bo inaczej dojdzie do wojny- powiedział ojciec. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie umiałam odpowiedzieć. Po prostu.... wybiegłam stamtąd !!!
                                                     Mam nadzieję, że się podoba. Czekam na wasze opinie. Następny rozdział powinnam dodać do niedzieli :D 

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

                  Cz.2. Wampirze królestwo

     Nie wiedziałam co robić. Wczoraj tak dobrze rozmawiało mi się z Fabianem. Chciałam zostać z nim dłużej. Dużo dłużej. Ale wiedziałam, że nie powinnam. W ogóle nie powinnam do niego iść, ale poszłam. Nie mogłam się powstrzymać nie wiem co się ze mną dzieję.
A teraz chodziłam po zamku ubrana w krótkie czarne spodenki i czerwoną bokserkę oraz trampki. Oto wampirza księżniczka 21 wieku !  Ojciec był zajęty, tak jak matka. Oboje szykowali mój bal. Zastanawiałam się.... czy nie zaprosić Fabiana. To w końcu moje osiemnaste urodziny. Mam prawo do zaproszenia przyjaciół. Poza tym kolejne urodziny, które będę hucznie obchodzić to 100. A wątpię aby tego dożył.....
 Skoro nikt mnie nie pilnuję to mogę robić co chce.
Wyszłam przez główne drzwi i skierowałam się do muru zamku. Chciałam pójść do lasu. Byłam już prawie pełnoletnia. Jutro miałam stać się dorosła.
Doszłam do muru. Straż stała przy bramie i na wieżyczkach, ale nie zwrócili na mnie uwagi. Nie męczyłam się z wspinaczką. Uklęknęłam i wybiłam się wysoko ponad mur. Przeleciałam kawałek i wylądowałam na klęczkach, pomiędzy drzewami. Rozejrzałam się. Nie byłam tu długo. Zieleń na liściach i trawie była piękna. Widziałam małe pajączki robiące sieć na gałązkach krzewów jagód. Węża schowanego w cieniu. Syczał na mnie, ale jakoś się tym nie przejęłam. Mrówki szły do mrowiska z malutkimi ziarenkami na plecach. W oddali usłyszałam dźwięk łamanej gałęzi. Wciągnęłam zapach chcąc wiedzieć kto idzie. Nie człowiek... Nie to... wilk. Wyłonił się za drzew chwilę potem warcząc i obnażając kły. Tak chce się bawić. Wystawiłam kły i pochyliłam się. Wiedziałam, że moje oczy zmieniły kolor na czerwony. Zwierzę zaskomlało i uciekło za drzewa. Nie chciałam go gonić, choć moja wampirza natura miała na to wielką ochotę. Pohamowałam pragnienie. Moje oczy wróciły do swojej naturalnej postaci czyli niebiesko-fioletowe.  Zawiał wiatr, który moje rozpuszczone włosy zwiał na twarz. Odgarnęłam je. Poczułam czyiś zapach. Tym razem ludzki. Nie wampira, bo pachniemy inaczej. Poznałam go. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w stronę skąd pochodził...
Był tam. Stał pomiędzy drzewami patrząc gdzieś w dal. Wpatrywałam się tam przez chwilę, ale nic specjalnego nie zobaczyłam. Jego blond włosy były lekko mokre jakby przed chwilą bieg. Mięśnie miał napięte. Był w dżinsach i koszulce.
Podeszłam do niego po cichu nie łamiąc żadnej gałązki. Położyłam dłonie na jego oczach, a on omal nie odskoczył.
- Zgadnij kto cię wytropił ?- spytałam z śmiechem. Złapał moje dłonie swoimi a mnie przeszedł przyjemny dreszcz. Opanowałam się, aby nie zobaczył moich czerwonych oczu od pożądania.Odwrócił się w moją stronę trzymając moje dłonie.
- Skąd się tu wzięłaś ?- zapytał z uśmiechem puszczając moje dłonie.
- Spacerowałam, a ty ?- kącik jego ust zadrgał minimalnie, ale i tak to zobaczyłam.
- Także...
- Nie kłam- przerwałam mu. Spojrzałam ponad jego ramieniem. Wyczułam zapach innego wampira, ale "stary". Czyli nie ma go w pobliżu.
- Nie kłamię. Chcesz się przejść ?- spytał z uśmiechem. Kiwnęłam głową i ruszyliśmy w stronę w, którą się wpatrywał.
- Więc dlaczego odeszłeś z tamtego królestwa ?- spytałam gdy szliśmy ścieżką. Znał ten las lepiej ode mnie. Wzruszył ramionami i zapatrzył się w dal.
- Zamordowano moich rodziców. Wyssano z nich krew. Nie mogłem tego znieść. Znienawidziłem wszystkie wampiry...- zamilkł. Przypatrzyłam mu się. Nie kłamał. Widziałam w jego oczach ból.
- Więc mnie też- powiedziałam cicho spuszczając wzrok na ziemię.  Zatrzymał się gwałtownie i złapał mnie za rękę. Drugą uniósł mój podbródek.Spojrzałam w jego niebieskie oczy. Żyła na jego szyi pulsowała. Poczułam ślinę w ustach. Nie !
- Nie. To dziwne, ale nie. Tamte wampiry są inne od ciebie.- powiedział. Czułam jego zapach. Mięta, pot i... krew. Słodka krew....
- Chcesz się zabawić ?- spytał. Uśmiechnęłam się.
Pociągnął mnie za rękę i ujrzałam piękne jezioro a nad nim wysokie skały i wodospad. Wyglądało to pięknie. Jak z bajki.
- Chodź- powiedział ciągnąc mnie do skały. Wspięliśmy się na górę. Stanęłam na samym krańcu, podziwiając widoki. Piękne jezioro, las a w oddali zamek. Wysoko.  Podeszłam do wodospadu. Woda chlapała moje nogi. Fabian stanął za mną. Czułam ciepło bijące od niego.
- Skaczemy- powiedział. Odwróciłam się. Był bez koszulki w samych bokserkach. Zatkało mnie. Miał idealne ciało. Umięśniony, bez skazy. W ręku trzymał linę przywiązaną do wysokiego drzewa.  Byłam wampirką, ale nie za bardzo lubiłam wysokości. Pokiwałam przecząco głową.
- Nie mów mi, że się boisz wampirko- powiedział z uśmiechem Fabian. -  No chodź nie puszczę cię- powiedział podając mi wolną rękę.Zawahałam się, ale przyjęłam jego dłoń. Przyciągnął mnie do siebie i objął mocno ramieniem. Przytuliłam się do niego. Czułam jego bijące serce i puls na szyi.Podniosłam głowę, a on odepchnął się od skały i polecieliśmy. Latałam nie raz, ale to było o wiele przyjemniejsze. Spojrzałam w dół. Woda była daleko pod nami. Objęłam go nogami w pasie i przylgnęłam do niego całym ciałem.Głowę położyłam przy jego szyi. Jego klatka piersiowa zadrżała, a ja usłyszałam jego śmiech.... Wtedy się puścił. Spadaliśmy przez parę sekund, ale wydawało mi się to dłuższe. Wpadliśmy do wody. Cały czas tuliłam się do Fabiana. On momentalnie wypłynął. Puściłam nogi z jego ciała, ale wciąż tuliłam się do niego. Przepłynął kawałek i stanął na nogach. Śmiał się. Podniosłam wzrok. Jego twarz promieniała.
- Nie myślałem, że tak się boisz- powiedział ze śmiechem. Nie pewna stanęłam na piasku w wodzie. Puściłam się jego. Spuściłam wzrok na przejrzystą wodę.
- Nie boję się. Jestem wampirem- powiedziałam w końcu krzyżując ręce na piersi.
- To co jeszcze raz ?- zapytał.
- Pewnie.- powiedziałam bez zastanowienia.
Stanęłam na górze, a Fabian podał mi linę.
- Sama ?- spytał przyglądając mi się. Pokiwałam głową. Jednak zawahałam się.
- Ty pierwszy- powiedziałam oddając mu linę. Uśmiechnął się. Nie wziął liny. Stanął na krawędzi. Ukląkł i jednym szybkim ruchem wyskoczył do wody. Zrobił w powietrzu salto i wpadł do wody. Patrzyłam oniemiała jak wynurza się z wody.
- Teraz ty !- krzyknął z dołu uśmiechając się. Puściłam linę i stanęłam na krawędzi. Uśmiechnęłam się do niego i odbiłam od skały. Poszybowałam w górę niczym ptak, a potem z zawrotną prędkością wpadłam do wody. Wynurzyłam się i roześmiałam do niego.
- Nie boję się- powiedziałam podpływając do niego.
- Więc, ten pierwszy skok to było dla poderwania mnie ?- spytał z uśmiechem. Objął mnie dłońmi w pasie i przyciągnął bliżej. Nie wiedziałam co robić. Żaden chłopak czy wampir nie działał tak na mnie jak on. Nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Przy nim zapominałam o wszystkim. Zapominałam, że jestem księżniczką. Byłam przy nim sobą. Zatopiłam się w jego oczach. Jego oddech przyspieszył. Pochylił się ku mnie. Jego wargi były tuż przy moich. Jego oddech muskał moje usta. Zamknęłam oczy niecierpliwie czekając, aż to zrobi. Musnął moje usta..... I wtedy usłyszałam dźwięki trąbki. Oderwałam się od niego. Szlak ! Durni goście.
- Co to ?- spytał wsłuchując się w dźwięki. Nadal mnie obejmował. Westchnęłam.
- Król Vladmir. - powiedziałam niechętnie. Zapomniałam, że jutro moje urodziny. Oczy Fabiana się rozszerzyły.
- Mam jutro urodziny..... Chciałam abyś przyszedł.- powiedziałam z uśmiechem.
- Nie wiem czy mi pozwolą. Jestem człowiekiem- powiedział smutno. Nie wiem dlaczego ten smutek ?
- Pozwolą o to się nie martw.- powiedziałam z uśmiechem. Także się uśmiechnął. Dotknął mojego policzka. Westchnął.
- Lepiej cię odprowadzę. Król nie będzie zadowolony, że jego córki nie ma z zamku- powiedział. Kiwnęłam głową. Wiedziałam, że ma rację, a marzyłam, aby znów mnie pocałował. Żeby jego wargi zetknęły się z moimi.
Wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w drogę powrotną.
          Kiedy stanęliśmy pod moim balkonem stanęłam patrząc na balkon. Pocałowałam go w polik i jednym szybkim ruchem wskoczyłam na balkon. Momentalnie wzięłam z biurka zaproszenie i podbiegłam do balustrady.  Fabian szedł już ogrodami.
- Fabian!- krzyknęłam. Odwrócił się w moją stronę. Podleciałam do niego i włożyłam mu w rękę zaproszenie.
- Do zobaczenia- powiedziałam i odleciałam z powrotem na balkon. Fabian uśmiechnął się do siebie i odszedł. Usłyszałam pukanie do drzwi. Momentalnie wpadłam do łazienki i zamknęłam się na klucz. Byłam mokra, więc nie obeszłoby się bez tłumaczeń.
- Córko przyjechali Blackwellowie.- powiedział tata z za drzwi.
- Zaraz zejdę. Odświeżę się tylko- odpowiedziałam. Usłyszałam kroki, a potem drzwi się zamknęły. Oparłam się o drzwi i uśmiechnęłam się do siebie. Chyba się zakochałam !!!
    Zeszłam na dół ubrana w czarną suknię z dekoltem i rękawami na ramionach. Była do ziemi, prosta i bez specjalnych ozdób.  Mój ojciec rozmawiał z królem Vladmirem, a obok stał jak zawsze elegancki Kaspian. Ubrany w elegancką koszulę i dżinsy.Widać było, że jest znudzony. Pamiętam go z dawnych lat. Zawsze grzeczny, kulturalny i trochę nudny. Podeszłam do nich i stanęłam obok matki.
- Wasza wysokość- ukłoniłam się przed nim jak nakazywały maniery. Zrobił to samo.
- Książę- powiedziałam do Kaspiana kłaniając się lekko jak na księżniczkę przystało. Zrobił to samo po męsku.
- Wyrosłaś dziecko i wypiękniałaś- zwrócił się do mnie król Vladmir.
- Dziękuję- powiedziałam z uśmiechem, który pojawia się dla gości.
- Córko może zabierzesz Kaspiana na spacer- zaproponował mój ojciec.
- Z chęcią- odpowiedziałam. Kaspian zaoferował swoje ramię. Przyjęłam je i ruszyłam z nim do ogrodów.
- Więc.... Jutro zostaniesz pełnoletnim wampirem- odezwał się Kaspian w ogrodzie.
- Tak. Pamiętam twoją osiemnastkę.- powiedziałam. Pamiętam jak pięć lat temu pojechałam na nią wraz z rodzicami. Było mnóstwo gości, ale on rozmawiał i bawił się tylko z znajomymi, a szczególnie z jedną. Blondynką, wysoką i piękną. Miałam wtedy trzynaście lat. Kaspian zaśmiał się, ale zaraz opanował.
- Nie ma tu rodziców, nie musisz wiecznie być tak poważny- powiedziałam.  Westchnął.
- Łatwo mówić.- skomentował.
- A twoja przyjaciółka.....
- Emma- powiedział za mnie. Usłyszałam w jego głosie ledwo dostrzegalny ból.
- Nadal się ...spotykacie ?-zapytałam. Kaspian usiadł na ławce, a ja obok niego czekając na odpowiedź.
- Nie- powiedział krótko. Nie drążyłam tematu.
- A co słychać u ciebie ?-spytał.
- To co zawsze- zaczęłam spotykać się z człowiekiem. Pocałował mnie i zaprosiłam go na bal- dodałam w myślach.
- Król nadal nie wypuszcza się z zamku ?- spytał Kaspian. Kiwnęłam głową.
- Ty masz dobrze. Możesz robić co chcesz- powiedziałam szturchając go w ramię. Zamyślił się patrząc na krzewy róży.
-Tak. O ile pilnowanie się cały czas, rozmawianie tylko o polityce i wychodzenie tylko z obowiązku,to tak- powiedział Kaspian obojętnie.
- Myślałam....
- Że mogę robić co chce. Niestety nie- powiedział. No tak on także był jednym następcą tronu w swoim królestwie.
- Dobra, bo robi się dołująco. Co powiesz na mały wyścig ?- zapytałam chcąc go rozweselić. Pamiętam, że uwielbiał rywalizować. Uśmiechnął się.
- Dokąd ?- zapytał stając. Stanęłam na równe nogi.
- Do zachodniej bramy- powiedziałam.
- Zgoda.- powiedział.
- Start- krzyknęłam i wystrzeliłam jak proca przed siebie. Kaspian momentalnie mnie dogonił. I tak przeganialiśmy się. Po paru sekundach był już pod bramą uśmiechając się zwycięsko.  Stanęłam przed nim.
- Nie fair. Ja mam sukienkę- powiedziałam puszczając sukienkę, która rozlała się wokół moich nóg.
- Sama się zgodziłaś- powiedział z uśmiechem.
- Spróbuj biegać w sukience to pogadamy. Zemszczę się- wzniósł ręce nad głowę.
- Już się boję. Lepiej wracajmy. Twój ojciec czeka w drzwiach. Nie jest zbyt szczęśliwy-powiedział Kaspian. Odwróciłam się i zobaczyłam ojca w głównych drzwiach zamku. Patrzył na nas... Bosko !
 Kiedy podeszliśmy ubiegł mnie Kaspian.
- Przepraszam Wasza Wysokość. Chcieliśmy tylko zwiedzić posiadłość- ojciec spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
- Nic się nie stało synu. Wyszłem, ponieważ podano do stołu- powiedział król.
- Już idziemy.- powiedziałam ciągnąc Kaspiana do środka.- Nie musiałeś- powiedziałam do niego.
-Masz jutro urodziny, to taki mały podarunek. Dodatek- powiedział.
- Dziękuję więc- powiedziałam.
                       Wieczorem siedziałam w pokoju przeglądając gazetę. Nudziło mi się. Moi rodzice dopracowywali szczegóły balu. Wiedziałam, że muszę zachowywać się jak na wampirzą księżniczkę przystało. Najbardziej bałam się, że Fabian nie przyjdzie. Był jedyną osobą z którą mogłam swobodnie rozmawiać i żartować.  Myślałam o tym co powie mój ojciec gdy go zobaczy. Mam prawo na swoje osiemnaste urodziny zaprosić bliskich, a nie tylko tych których znają moi rodzice.  Przez to, że nie mogłam wychodzić z zamku do miasta i dalej, nie poznałam nikogo w swoim wieku. Ani wampira, ani człowieka..... Do teraz.
Odłożyłam gazetę i położyłam się na łóżku wpatrując w sufit. Czułam na ustach muśnięcie ust Fabiana. Tak krótkie, a tak rozkoszne. Jego niebieskie oczy wpatrujące się we mnie. Jego idealne ciało. Bez skazy...
                                                         ****************************
                         Od rana panowało zamieszanie. Pokojówki ustrajały salę balową, balustrady i główny hol. Kucharze i lokaje szykowali stoły. Zespół nastrajał się, a ja szykowałam. Bal zaczynał się o 22.00. Więc miałam jeszcze 3 godziny.  Poszłam do łazienki i przygotowałam sobie gorącą kąpiel z bąbelkami.Usiadłam w gorącej wodzie i zamknęłam oczy. Pojawił mi się obraz Fabiana w jeziorze....
W końcu wyszłam z kąpieli i opatuliłam się w ręcznik. Wyszłam do pokoju i zabrałam się za ubieranie sukienki. Była bez ramiączek w kolorze moich oczu z rozcięciem na plecach. Luźno opadała na ziemię. Była piękna. Założyłam do niej buty na obcasach. Rozczesałam włosy. Zrobiły się lekkie loki. Spięłam niektóre pasma z tyłu spinką,a resztę zostawiłam rozpuszczoną.  Umalowałam się lekko i założyłam diamentowe kolczyki i naszyjnik. Dostałam go od rodziców na jedne urodziny. Obejrzałam się w lustrze. Fioletowa suknia, podkreślała moją talię i biust. Włosy leżały idealnie. Wyglądałam jak księżniczka. Cóż... wampirza księżniczka. Mój zegar wybił godzinę 22...
Wyszłam z pokoju i skierowałam się na główne schody.  Tam czekał na mnie mój tata i matka.
- Wszystkiego najlepszego córko- powiedzieli równocześnie i przytulili mnie. Uśmiechnęłam się. Wtedy rozbrzmiała muzyka. Tata przepuścił mnie na przód. Zaczęłam wolno schodzić po schodach, a oni za mną. Rzadko się zdarzało,że królewska para szła za kimś na balach. Więc to zaszczyt.
Po mnóstwie uścisków i życzeń mogłam chwilę odetchnąć. Nie długo.
- Mamo co jest ?- spytałam stając przed nią. Uśmiechnęła się. Wampiry prawie nigdy nie płaczą. Ale jej oczy mówiły wszystko.
- Moja córeczka dorosła- powiedziała tuląc mnie, tak, że omal nie połamała mi żeber.
- Nie martw się, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo- powiedziałam gdy wypuściła mnie z ramion. Wtedy podszedł do nas tata.
- Córko zatańczysz ze swym ojcem- spytał kłaniając się w pas. Dygnęłam przed tatą i poprowadził mnie na parkiet. Stanął naprzeciw mnie na środku sali. Wtedy rozbrzmiała melodia. Tata objął mnie w pasie i zaczęliśmy tańczyć walca... Patrzyłam na salę wzrokiem szukając blond włosów. Na marne. Nie było go. Poczułam ukłucie żalu w moim niebijącym sercu. Nie przyszedł. Muzyka nadal grała, ale podszedł do nas Kaspian.
- Mogę zatańczysz z tobą pani ?- spytał kłaniając się. Tata podał mu moją dłoń i odszedł uśmiechając się lekko. Kaspian złapał mnie w tali i przyciągnął bliżej, zachowując stosowną odległość. Tańczyliśmy tango. Był dobrym tancerzem.  Omiatałam wzrokiem salę. Mnóstwo gości wampirów, których znam tylko z imienia albo wcale. Moi rodzice rozmawiali z ojcem Kaspiana wpatrując się w nas z zainteresowaniem. O czym oni tak gadają ? I czemu się w nas tak wpatrują ?
- Pięknie wyglądasz- wyszeptał Kaspian.
- Ty także niczego sobie- powiedziałam z uśmiechem. Wyglądał.... maczo. W czarnym smokingu dopasowanym i uczesanymi włosami.
            Po parunastu tańcach z obcymi mężczyznami i nie raz z Kaspianem miałam dość. Tańczyłam właśnie z jakimś wysokim mężczyzną, kiedy coś mignęło mi w oknie wychodzącym na ogrody. Blond włosy....
 Przeprosiłam mężczyznę mówiąc, że muszę zaczerpnąć świeżego powietrza i skierowałam się do drzwi prowadzących do ogrodu. Stanęłam w nich i w odali zobaczyłam blond włosy. Schowane za krzakami róży. Podeszłam powoli nie pewna czy to on. Tak.Stał tam wpatrując się we mnie z uśmiechem. Ręce miał za sobą. Ubrany w czarny smoking. Był seksowny ! Bardzo...
- Myślałam, że nie przyjdziesz- powiedziałam uśmiechając się i podchodząc do niego.
- Wszystkie najlepszego Violet- powiedział podając mi zapakowane pudełko.
- Nie musiałeś- powiedziałam. Uśmiechnął się i podszedł jeszcze bliżej. Ukłonił się
- Uczyni mi pani ten zaszczyt i zatańczy ze mną ?- spytał.Odłożyłam pudełko na ławkę. Przyjęłam dłoń, a on przyciągnął mnie bliżej do siebie. Słychać było muzykę wychodzącą z balu. Przysunęłam się do niego tak blisko, że nasze ciała dzieliły milimetry. Objął mnie w pasie, a ja położyłam mu rękę na ramieniu. Zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Był niesłychanie dobrym tancerzem... Uniósł mnie, a ja instynktownie położyłam ręce na jego barkach. Obrócił się ze mną u góry, a potem delikatnie opuścił na ziemie. Przechylił mnie i zbliżył się. Jego usta zderzyły się z moimi w namiętnym pocałunku. Czułam bicie jego serca i pulsującą krew. Zapach mięty... Zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęliśmy się całować. Wyprostował się ze mną w objęciach. Całował mnie tak czule i namiętnie. Obrócił mnie nadal całując a wtedy ujrzałam ojca idącego w naszą stronę. Był zły !!! Oderwałam się od Fabiana i stanęłam jak wryta patrząc jak mój ojciec idzie w naszą stronę z oczami czarnymi jak otchłań.....

czwartek, 14 sierpnia 2014

                      Wampirze Królestwo
             Co ma o sobie powiedzieć ? Mam osiemnaście lat. No dobra kończę za parę dni. Jestem księżniczką na pięknej wyspie Born. Mamy wspaniałą faunę i florę. Są tutaj dwie rasy. Ludzie, którzy nam służa i my : Dzieci Nocy. Mamy dwa królestwa. Jedno to Królestwo Varnów a drugie Blackwellów. Niestety nie jest między nami za dobrze każdy chce mieć Born tylko dla siebie. Ludzie wiadomo boją się nas, ale pracują u nas.  Nazwywają nas krwiopijcami. Ale to nie tak. Wampir piję krew, ale rzadko kiedy zabija pożywienie. Niektórzy z nas piją krew zwierzęcą, tak jak ja. Mój ojciec tego nie pochwala, ale ja nie potrafię wypić ludzkiej krwi. Co do przesądów to słońce  nas nie zabija, czosnek to jedynie może zapewnić odór z ust, a woda święcona może być dobra jako prysznic.  Chyba jedyne co może nas zabić to kołek w serce lub spalenie nas, a trudno jest unieruchomić wampira. No, ale i tacy głupcy się znajdą.  Co by jeszcze dodać ? Mój ojciec (król królestwa Varnów) nigdy mnie nigdzie nie puszcza. Jestem Dzieckiem Nocy i chyba umiem o siebie dbać. Niestety on tak nie uważa. Nie pozwala mi opuszczać terenu zamku. Na szczęście mam mamę z którą mogę porozmawiać.  Co do królestwa to jest ogromne. Mamy pola na których ludzie uprawiają zboża i inne. Mamy bójne lasy ( w których byłam raz z tatą), jeziora i pasmo gór dzielące nas od królestwa Blackwellów. Nie byłam nigdy po za murami zamku nie licząc  tego razu z tatą. Zamek jest piękny i urządzony w starym średnowiecznym stylu. Otoczony jest murem. Mamy piękne ogrody w których uwielbiam przebywać.  Nie jest łatwo być wampirzą księżniczką. Nie raz chciałabym być człowiekiem lub zykłym wampirem.Zwykłym, radosnym i wolnym. A nie mną siedzącą osiemnaście lat w murach zamku jak roszpunka. Mam nadzieję, że po moich osiemnastych urodzinach to się zmieni. Będę mogła poznać innych ludzi i wampiry. No i może zakochać się ! Podsumowując : Jestem wampirzą księżniczką jedyną następczynią tronu i czuję się jak więzień !
            ************************************
                           Obudziły mnie promienie słońca wpadające prze uchylone okno. Przetarłam oczy i usiadłam. Wampiry nie muszą spać, bo bardzo wolno się męczą, ale i tak to robimy. I nie nie w trumnach. Rozejrzałam się po pokoju. Znałam go na pamięć. Miałam piękne dębowe biurko z laptopem i obok półkę z mnóstwem książek. Duże łóżka z baldachimem w kolorze ciemny brąz z czerwoną pościelą z aksamitu. Przed łóżkiem stał telewizor, który rzadko używałam. Miałam też komodę i toaletkę z mnóstwem babskich akcesori. Prócz tego garderobę z mnóstwem ubrań i własną łazienkę z podwójną waną.  Dwa duże okna. Jedno z wyjściem na balkon.Swój pokój znałam na wylot wiedziałam gdzie stanąć aby nie skrzypiały deski i, że w garderobie są sekretne drzwi.
 Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się jak kotka. Zaczynało mi burczeć w brzuchu. Kiedy ostatnio piłam krew ? Wczoraj chyba zapomniałam. Oj nie dobrze nie chcę znowu być chora.  Ostatnim razem gdy nie piłam krwi przez parę dni miałam mdłości i nie mogłam ustać na nogach. Normalnie wampir powinien pić krew co najmniej 3 razy w tygodniu, ale że ja piję zwierzęcą to muszę cześciej. I tak nie zmienię zdania.
Poszłam do garderoby w mojej piżamce. Zaczęłam przeglądać ubrania. Mój ojciec twierdzi, że jako księżniczka powinnam chodzić w długim staromodnych sukniach jak moja mama. Niestety nie jestem z takich. Wybrałam spódniczkę z dżinsu i bluzkę  na ramiączkach.
Gdy wyszłam z łazienki już ubrana usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę !- krzyknęłam i odłóżyłam szczotkę do włosów. Moje krucze włosy związałam w koński ogon.
- Dzień dobry pani - odezwała sie Sofii. Pokojówka. Usiadłam na krześle i włączyłam laptopa.
- Jest pani głodna ?- zapytała.
- Sofii ile razy ci mówiłam, abyś mówiła do mnie Violet lub Vi- powiedziałam z uśmiechem.
- Nie mogę pani. Król zabrania. - powiedziałam podchodząc z tacą do biurka. Spojrzałam w jej brązowe oczy. Była piękna.Ubrana w czarną długą i prostą suknię, a na głowie miała czepek pokojówki. Figura modelki, długie włosy koloru jasnego brązu. Oliwkowa cera. Tylko blizna na jej prawym policzku nie pasuję. Nabyła ją gdy pracowała u jakiegoś wampira. Podobno lubił zabawy ze służą. Ona mu się opierała, a on zaatakował. Od dwóch lat pracuję  w zamku. Lubię ją choć denerwuje mnie, że mówi do  mnie "pani"
- No dobrze.- powiedziałam i wiedziałam z tacy butelkę krwi. Odkręciłam i zaczęłam pić. Poczułam jak spływa mi do gardła i wypełnia żyły.Przybyło mi energi. Kiedy skończyłam oblizałam kły i wargi językiem, aby zlizać resztę krwi. Sofi podała mi od razu gumę. Zaczęłam rzucić. Chciałam coś napisać na laptopie, ale on wtedy zaharczał i wyłączył się.
- Pani coś nie tak ?- zapytała Sofi.
- Chyba spaliłam dysk.- odpowiedziałam próbując włączyć laptopa. Na marne.
-Wezwę elektryka. Niech pani zaczeka- powiedziała i zniknęła z tacą za drzwiami. Odeszłam od lapotopa i podeszłam do okna. Wyjrzałam na piękny różany ogód. W lecie jest piękny. Kwiaty rozkwitły i całość wygląda bajecznie.
 Niemal po paru minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę- powiedziałam i odwróciłam się od okna kiedy drzwi się otworzyły. Stanął w nich młody chłopak. Miał blond włosy i z daleka widziałam niebieskie oczy. Był umięśniony było to widać pod ciasną koszulką i dżinsach.  Wysoki. Miał wydatne kości policzkowe. Ciacho...
- Wzywała pani ?- spytał.
- Tak. Mój laptop się popsuł- powiedziałam pokazując na laptopa.
- Czy mogę ....
- Tak. Nie krępuj się- powiedziałam. Ludzie byli znani z tego, że wśród wampirów zachowywali się nie śmiało i niepewnie. Chłopak podeszł do biurka i zaczął majstrować przy laptopie.
- Ile masz lat ? - spytałam.
- 19 pani- odpowiedział nie patrząc na mnie tylko w urządzenie.
- I znasz się na elektryce ?- spytałam ciekawa.
- Nie tylko na tym pani.- powiedział.
- Jak ci na imię ?- wypytywałam dalej.
- Fabiam pani
- Violet- powiedziałam z uśmiechem. Uśmiechnął się i wrócił do pracy.- Nie mów do mnie ''pani", bo czuję się staro- dodałam podchodząc bliżej biurka. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostaniej chwilie chyba zmienił zdanie.
- Nie zasługuję aby mówić pani po imieniu- powiedział w końcu grzebiąc coś w tyle laptopa. Nie no ! Dlaczego ludzie są tacy... dziwni w stosunku do wampirów. My też jesteśmy ludźmi. No powiedzmy...
- Na to się nie da zasłużyć. Nie ma po co. Po prostu mów do mnie Violet lub Vi. - powiedziałam opierając się o biurko i patrząc jak jego mięśnie pracują pod  koszulką.
- Pani król chcę panią widzieć u siebie- powiedziała Sofi kłaniając się.
- Już idę Sofi- powiedziałam.  Spojrzałam na Fabiana. Jego wzrok był skupiony na laptopie.  Wyszłam więc  z pokoju i skierowałam się na schody. Po drodze spotkałam mamę rozmawiającą z pokojówką.
- Witaj córeczko- powiedziała uśmiechając się promienie. Miała tak samo kruczo czarne włosy co moje, ale oczy w kolorze trawy. Moje zaś były niebiesko-fioletowe.
- Witaj matko. Coś się stało ?- zapytałam.
- Tata ci powie, ja mam dużo na głowie w związku z twoimi urodzinami- powiedziała i ruszyła do ogrodu.
Ojciec siedział za potężnym biurkiem. Na mój widok wstał i uśmiechnął się.
- Witaj ojcze- powiedziałam kłaniając się w pół.
- Witaj córko jak się czujesz ?- zapytał pokazując abym usiadła naprzeciw niego. Kiedy tylko to zrobiłam z powrotem opadł na fotel.
- Dobrze.  Czy coś się stało ?- spytałam.
- Przyjeżdża do nas król Vladmir wraz z synem Kaspianem.-opowiedział tata.
- Ale po co ?
- Na twoje urodzimy i mamy jeszcze parę innych spraw. Mam nadzieję, że zajmiesz się jego synem- powiedział.
 Kaspiana widziałam parę razy. Ostatnim razem na balu trzy lata temu. Ma brązowe włosy i zielone oczy. Przystojny jest, ale też zarozumiały.
- Dlaczego ja. Marcie może- powiedziałam przypominając sobie o mojej nieznośnej kuzynce.
- To ty masz się nim zająć. Postanowione- powiedział twardo król. Wiedziałam, że z tym tonem nie da się kłucić.
- Dobrze. Czy coś jeszcze ojcze ?- spytałam poddając się.
- Nie. Możesz iść- powiedział. Wstała ukłoniłam się i wyszłam. Bosko. Będę skazana na księcia Kaspiana nawet w moje urodziny. Za co ? Może uda mi się jakoś wkręcić Marcie...
Weszłam do pokoju, ale Fabiana już nie było. Laptop za to stał włączony na biurku. Uśmiechnęłam się sama do siebie.Szkoda, że nie mogłam z nim dłużej porozmawiać. Jest słodki....
       Postanowiłam nie marnować dnia na siedzenie w pokoju. Wyszłam do ogrodu. Róże wyglądały pięknie. Czerwony kolor kontrastował z moją bladą cerą.  Podczas spaceru nie miałam szczęścia, bo natrafiłam na wiecznie złą Marcie. Jej piskliwy głos nosił się jak echo. Znów na kogoś krzyczała. Miała blond włosy i ciemne oczy. Długie i smukłę nogi no i chwaliła się nimi. Niestety. Jej zmarły ojciec był bratem mego ojca, więc tata wziął ją pod opiekę po śmierci...
Pech chciał, że mnie wypatrzyła.
- Violet !- krzykneła machając swoją dłoń.
 - Marcie...- powiedziałam niechętnie przywołując sztuczny uśmiech na twarz.
- Kochana mogłabyś zadbać o siebie- zaczęła swoją palaninę biorąc mnie pod ramie i prowadząc przez ogród. Nie raz miałam ochotę wbić jej kołek w serce. Potrafi tylko paplać bez sensu. To irytujące !
- Twoja skóra jest w opłakanym stanie. Paznokcie mogłabyś pomalować, a włosy lepiej by pasowały rozpuszczone. No i twarz.... Makijaż nie parzy- powiedziała wytapetowana blondyna. Nie lubiłam się malować , a jak już to lekko.
- A może ty założyłabyś coś dłuższego - powiedziałam wyrywając jej się. Nie zdąrzyła mi odpowiedzieć, bo wpadła na Fabiana.
- Przepraszam panią- powiedział odzyskując równowagę. No to się zacznie.
- Uważaj jak łazisz robalu !- krzyknęła zdenerwowana Marcie.
- Przepraszam nie chciałem pani- powiedział spokojnie Fabian. Patrzyłam raz na niego raz na Marcie.  Jak ogień i woda. On spokojny ona na skraju nerwów.
- Lepiej się pilnuj, bo staniesz się moim obiadem- powiedziała pokazując kły. Miała zamiar podejść do Fabiana, ale wtedy ja wkroczyłam. Złapałam ją za nadgarstek i odciągnęłam.
- Uspokój się- powiedziałam trzymając ją mocno.
- Przez niego muszę iść jeszcze raz malować paznokcie- powiedziała przyglądając się Fabianowi z nienawiścią. Z resztą na każdego człowieka tak patrzyła. Dla niej człowiek to pokarm a nie istota.
- To ty na niego wpadłaś. Poza tym przeprosił- powiedziałam spokojnie. Fabian stał niepewny co zrobić.
- Idź. Nic się nie stało. - powiedziałam do niego z przepraszającym uśmiechem.
- Przepraszam jeszcze raz pani- powiedział i ukłonił się. Zerknął na mnie i odwócił się.
- Co ty tak bronisz kolacji ?- spytała Marcie opanowując się.
- Jesteś niemożliwa. Naprawdę nie potrafisz przez chwilę być spokojna ?- spytałam.
- A ty ładna-odcieła się i odeszła. Aleluja !!!
 Wróciłam do pokoju i położyłam się. Leżałam czytając, aż usłyszałam kroki. Wyjżałam na korytarz. Mój ojciec stał przy regale na końcu korytarza. Pociągnął jedną książkę i wtedy regał odsunął się ukazując schody. Zaniemówiłam. Nie miałam o tym pojęcia.
 Ojciec rozejrzał się i wszedł po schodach. Regał zasunął się z powrotem. Co to miało być ? Czy tata coś ukrywa ?Nigdy nie miał sekretów. Ale to ?! Chciałam podejść i zobaczyć co tam jest, ale bałam się, że tata mnie nakryję. Wróciłam więc do pokoju i wróciłam do czytania.
Po paru godzinach tata znów pojawił się na korytarzu. Gdy tylko znikł za drzwiami sypialni wyszłam na korytarz. Podeszłam do regału i zaczęłam przeglądać książki. Miałam właśnie wyjąć jedną w zielonej oprawie gdy moją rękę zatrzymał tata.
- Co tu robisz ?-spytał przypatrując mi się.
- Chciałam wziąść jakąś książkę do czytania- skłamałam bez wahania. Przyjrzał mi się.
- Przecież masz u siebie pełno swoich- powiedział unosząc brew.
- Ale chciałam sprawdzić te. Jednak nie ma nic ciekawego.- powiedziałam od razu.- Pójdę już. Dobranoc- powiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi za sobą. Co on tam ukrywa ???
Podeszłam do drzwi balkonowych. Kiedy tylko je otworzyłam moje włosy rozwiał lekki wiatr. Wyszłam na balkon. Oparłam się o balustradę i rozejrzałam. Na demną księżyc świecił jasno oświetlając ogrody. Mój wzrok wampirzycy się przydał. Nad stawem w jednym z ogródów zobaczyłam kogoś. Chłopaka. Siedział plecami do mnie i patrzył w wodę. Od razu poznałam blond włosy. Fabian. Co on robił o tej porze na dworze ? Nie wszystkie wampiry są "grzeczne". Są i takie, które lubią wysysać krew do samego końca i zostawiać konającego samego lub go przemienić...
 Jednym szybkim ruchem przeskoczyłam balkon i wylądowałam na ziemi w klęczkach. Podeszłam do niego.
- Nie za późno za spacery- powiedziałam stojąc za jego plecami. Momentalnie stanął na nogi i ukłonił się. Przyjrzał mi się szybko. Wtedy zorientowałam się, ze jestem tylko w krótkiej sukience i szlafroku. Nie było mi zimno, bo to nie możlwie, ale to chyba jednak zbyt skąpy strój.
- Przepraszam pani, ja....
- Nie tłumacz się. Żartuję. Nic ci nie zrobię- przerwałam mu z uśmiechem. Odetchnął głęboko i również niepewnie się uśmiechnął. Usiadłam na trawie nie czekając aż zaproponuję coś.
- Siadaj nie gryzę- powiedziałam odsłaniając kły.  Usiadł obok mnie.
- Mogę spytać : co pani tu robi ?- zapytał Fabian  nieśmiało.
- Możesz. Ale przestań do mnie mówić "pani".   A co ty tu robisz ?- spytałam
- Myślę, pa...- zamknęłam mu usta ręką, gdy chciał powiedzieć "pani".
- Prosiłam. Jestem Violet- powiedziałam podając mu rękę. Uścisnął ją.
- Fabian- powiedział. Uśmiechnęłam się.
- Więc Violet co taka piękna dziewczyna jak ty robi o tej godzinie na dworze ?- zapytał z uśmiehem Fabian. Uśmiechnęłam się szeroko. Gdybym mogła się rumienić zrobiłabym to.
- Więc Fabianie szukam posiłku jesteś chętny ?- zażartowałam odsłaniając kły.
- O Violet czy nie zawcześnie abym stał się twoim kochankiem krwi ?- zapytał żartem.
- Nie obchodzą mnie zasady Fabianie.Chcę tylko wgryźć się w twoją szyję - powiedziałam przysując się bliżej aby go nabrać.
- Więc śmiało. Uczyń mnie jednym z was. Moja szyja służy dla ciebie- powiedział odchylając głowę.
- Fabianie muszę wiedzieć .....-zamilkłam na chwilę- Czy jesteś chory ? Bo nie chcę się zarazić- powiedziałam zbliżając usta do jego szyi.
- O Violet, słodka Violet chory tylko na ciebie- powiedział dotykając mojego polika. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Nie wytrzymałam i roześmiałam się. On także.
- Niezły aktor z ciebie- powiedziałam.
- Dziękuję do usług w weekendy i święta- zażartował.
- Z tymi chorobami to poważnie ?- spytał po chwili. Znów się roześmiałam.
- A co jesteś śmiertlenie chory ?- spytałam patrząc mu w oczy. Uśmiechnął się. Położyłam się na trawie ręce zakładając za głowę.
- Muszę cię przeprosić- powiedział nagle. Spojrzłam na niego mróżąc oczy.
- Za co ?- spytałam.
- Źle cię oceniłem.  Nie jesteś jak inne wampiry- odpowiedział. Wpatrywałam się w jego niebieskie oczy.
- To dobrze ?- spytałam z lekkim uśmiechem.
- Nie jesteś jak tamte. Nie zachowujesz się jak gwiazdunia- powiedział.
- Jestem sobą- powiedziałam z powrotem siadając.
- I to mi się w tobie podoba- powiedział a mnie zatkało. Czy on to powiedział ? Fabian opuścił wzrok zawstydzony.
- A ty skąd się wziąłeś ?- spytałąm przerywając niezręczną ciszę. Podniósł głowę i uśmiechnął się.
- Chyba wiesz skąd się biorą dzieci.... Mężczyzna i kobieta....
- Wiem.- przerwałam mu- Chodzi mi gdzie mieszkałeś ?
- W Królestwie króle Vladmira- odpowiedział obojętnie.- Chyba powinienem iść- dodał po chwili.
- Ja też- powiedziałam. Podniósł się i podał mi dłoń. Wstałam biorąc ją.
- To... do zobaczenia- powiedziałam całując go w policzek. Pobiegłam do swojego pokoju....
                                                       Wiem, że nie ma aż takiej akcji, ale dajcie mi się rozkręcić. Liczę na wasze opinie. Kolejny rozdział powinien pojawić się w przyszłym tygodniu. :D

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

                        Cz.6. Zły chłopiec

                         Momentalnie w sali pojawiły się pielęgniarki i lekarz. Jak przez mgłę widziałam ich. Ból coraz bardziej mnie opanowywał. Czułam jakbym zaraz miała spłonąć. Zaczęłam się rzucać na łóżku jakby to mogło pomóc. Pielęgniarki siłą unieruchomiły mnie. Poczułam,  że coś przywiązuję mnie do boków łóżka. Nogi tak samo. Przerażona wspomnieniami i bólem zaczęłam jęczeć. 
- Musimy zatamować krwotok- usłyszałam zdenerwowany głos lekarza. Spojrzałam na drzwi. Zamazane postacie stały tam i próbowały dostać się do środka. Co się działo ? Przecież było już dobrze. Poczułam, że już dłużej nie dam rady pozostawać przytomna....
                Nie wiem co się działo. Czułam jakieś ukłucia, a potem ból zaczął znikać. Otworzyłam oczy. Wzrok zaczął mi się wyostrzać. Zobaczyłam salę. Jakieś rurki przyczepione do mojego ciała. Przez jedną z nich przechodziła krew. Podniosłam się do pozycji pół leżącej. Do sali weszła Tessa. Na mój widok rozpłakała się i przytuliła do mnie. Objęłam ją i starałam uspokoić.
- Co się stało ?- spytałam gdy już mnie puściła i usiadła na brzegu łóżka.
- Miałaś krwotok wewnętrzny. Ale już po wszystkim- odpowiedziała Tessa drżącym głosem. Ale coś mi się nie zgadzało. Miałam grupę krwi 0,a  Tessa i tata mieli A+. Więc skąd mieli krew. Wiem, że to najrzadsza krew.
- Skąd wzięli krew ?- spytałam. Przygryzła dolną wargę.
- Nie wiedziałam jak ci powiedzieć. Jace ją oddał i....- zamilkła.
- I ??? Tessa powiedz mi - powiedziałam lekko przestraszona. To, że Jace oddał dla mnie krew to był cudowne, ale gdzie on teraz był ?
- Dał mi ten list dla ciebie- powiedziała podając mi zgiętą kartkę. Wzięłam ją od niej. Cały czas patrzyła na mnie i widziałam, że się martwi. Jednak ja chciałam wiedzieć co się teraz dzieje z nim ? Otworzyłam kartkę i zaczęłam czytać 
 " Kochana Agatko
               Wiesz, że cię kocham, ale dla ciebie będzie lepiej gdy zapomnisz o mnie. Kiedy widziałem jak umierasz wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, aby to się już nigdy nie powtórzyło. Widziałem twojego tatę i siostrę. Ich ból i cierpienie.  Wiem, że to wszystko co ci się stało to moja wina. Odkąd się w tobie zakochałem twoje życie stało się koszmarem. Wiem to. I wiem, że będzie ci lepiej bezemnie.  Chcę dla ciebie jak najlepiej. Chcę abyś spełniła marzenia. A wiem, że na pewno je spełnisz i zostaniesz sławną piosenkarką. Masz anielski głos, który zawsze będę kochał tak jak ciebie. Jednak podjąłem decyzję. Znikam z twojego życia, abyś była bezpieczna i szczęśliwa. Proszę nie szukaj mnie. Przepraszam za te wszystkie wydarzenia i cierpienie.Nie zasłużyłem na ciebie ! W życiu podjąłem mnóstwo złych decyzji, ale jest słuszna. Nie wybaczę sobie nigdy tego, że cię naraziłem. Proszę cię zapomnij o mnie!!!!!!!
                                                                                              Twój Jonathan Briel "
              Łzy same znalazły drogę do moich oczu i na zewnątrz ich.  Nie mogłam w to uwierzyć. Odszedł ! Zostawił mnie !  Dla mojego dobra ? Nie. To nie może być prawda. Nie może ! Nie będę bezpieczna, a już na pewno nie będę szczęśliwa bez niego ! Nie chcę bez niego. 
Łzy leciały strumieniem po moich polikach i kapały na piżamę. Tessa przytuliła mnie, ale to nic nie dało. Chciałam tylko aby on wrócił. Aby mnie przytulił. Chciałam jeszcze raz usłyszeć jego głos. Nie mógł mnie zostawić. Nie mógł ! To musi być głupi żart.
- Przykro mi. Poprosił abym ci to dała, bo sam nie potrafił tego powiedzieć. - powiedziała Tessa.
- Wiesz dokąd poszedł ?- spytałam załamana.
- Nie. Powiedział tylko, że znika z miasta i.... twojego życia- odpowiedziała cicho.- Aga wiem, że cierpisz, ale może faktycznie będzie lepiej. Przez niego tylko cierpiałaś- powiedziała a ja momentalnie się od niego odsunęłam i spojrzałam zapłakana na nią ze złością.
- Nie mówisz poważnie ? Ja go kocham i nie chcę aby znikał z mojego życia !- krzyknęłam. Nie mogłam uwierzyć, że to powiedziała. On był najważniejszy !
- Wyjdź ! Chcę zostać sama!- krzyknęłam pokazując ręką na drzwi. Tessa wstała i niepewna wyszła. Położyłam się i zamknęłam oczy. Zaczęłam cicho szlochać. Nie mogłam uwierzyć, że z nami koniec. Że już nigdy go nie zobaczę. 
                                               ******************************
                                  Dwa lata później. Pałac Dworski.  Lato.
                      Szykowałam się na swoją imprezę z okazji wydania mojej pierwszej płyty. Po ukończeniu szkoły dostałam kontrakt z wytwórnią płytową. Bardzo się cieszę, że mogę robić to co kocham, ale wciąż nie mogę zapomnieć o Jace'sie. Po wyjściu ze szpitala próbowałam odnaleźć Jace'a, ale nie udało mi się. Wciąż śni mi się po nocach. On i jego głos. Nie potrafię zapomnieć, a to zżera mnie od środka.
- Wyglądasz ślicznie- powiedziała Tessa stając w drzwiach. Obróciłam się w lustrze. Miałam sukienkę w kolorze krwi nad kolano na ramiączkach. Uśmiechnęłam się do niej w lustrze.
- Goście czekają
- Zaraz zejdę- powiedziałam. Kiedy zniknęła za drzwiami odwróciłam się i podeszłam do łóżka. Byłam w hotelu. Nie wyprowadziłam się ale, że impreza jest w Pałacu kawałek od miasteczka to wynajęto mi pokój.
- Kochanie gratulacje - powiedział tata wchodząc do pokoju.
- Dziękuję- powiedziałam i uśmiechnęłam się.- Idziemy ?- spytałam i wyszłam przed tatą.
 Da dole czekało mnóstwo ludzi. Większości nie znałam. Była Tessa, tata i Marcin. Mój stylista, menadżer i paru innych z wytwórni. Reszta to bogacze i sławni. Widziałam mojego ulubionego piosenkarza Rafała Brzozowskiego i paru innych.  Parkiet był za środku, a po bokach eleganckie stoliki. Wszystko wyglądało bajecznie. Tylko ja się nie czułam jak księżniczka.
- Moja gwiazdeczka, jak ci się podoba ?- spytał mój stylista Marko. Był z pochodzenia Latynosem.
- Podoba się.- odpowiedziałam krótko.
- Coś cię trapi- stwierdził. Polubiłam go od razu i dobrze nam się rozmawiało, jednak o historii z przed dwóch lat wiedzieli tylko moi bliscy. 
- Nie nic. Trochę się denerwuję- skłamałam
- Teraz się denerwujesz, a na koncertach przed milionami ludzi to nie ?- zażartował. Uśmiechnęłam się.
- No widzisz. Pójdę się przewietrzyć- powiedziałam i skierowałam się do drzwi na balkon. Przed wyjściem mój telefon za wibrował. Wyjęłam go. Jakaś plota. Chciałam zamknąć, ale moją uwagę przyciągnęło jedno słowo "Jace". Przeczytałam i omal się nie przewróciłam. Jace. Mój Jace podpisał kontrakt z jakąś wytwórnią i będzie nagrywać album. Wyszła już jego jedna piosenka. 
Wyszłam na przepiękny balkon. Z marmuru i z zielonymi krzewami. Podeszłam do poręczy. Wyjęłam z torebki słuchawki i włączyłam piosenkę. Wspomnienia mnie zalały. Myślałam, że po dwóch latach będzie łatwiej, ale myliłam się. Wciąż go kochałam ! Przypomniały mi się wszystkie spędzone chwilę. Próby. Impreza. Kłótnia. Noc. Nasze rozmowy. A potem list na pożegnanie. Miałam ochotę płakać. Tęskniłam. I to jak ! Usłyszałam jakiś ruch za sobą. Odwróciłam się i zamarłam....
 Stał tam. Ubrany w garnitur i eleganckie spodnie. W jednej dłoni trzymał różę. Jego czarne włosy były takie jak kiedyś. Opadały mu na czoło. Jego piwne oczy wpatrywały się we mnie. Uśmiechnął się delikatnie.Nie wiedziałam co zrobić. Serce zaczęło walić jak oszalałe, a żołądek zaczął się skręcać.
- Gratulacje- powiedział podając mi różę. Wzięłam ją nie pewna. Lekko dotknął mojej dłoni. Przeszły mnie dreszcze.
- Dlaczego przyszedłeś ?- spytałam w końcu. Mój głos łamał się. Miałam ochotę przytulić się do niego i powiedzieć jak bardzo go kocham i jednocześnie wykrzyczeć wszystkie smutki.
- Chciałem cię zobaczyć.- powiedział. Poczułam pierwszą łzę na policzku.
- Nie płacz. Już idę- powiedział i odwrócił się. Złapałam go za rękę i nie pozwoliłam odejść. Odwrócił się twarzą do mnie. Jeżeli teraz czegoś nie zrobię znów go stracę.
- Nie odchodź proszę ! Nie chcę abyś odchodził- powiedziałam drżącym głosem.
- Wiesz, że tak będzie lepiej. - powiedział i wyrwał swoją ręką z mojego uścisku. 
- Nie !  Nie będzie ! Kiedy ty to zrozumiesz !?!?!- krzyknęłam zła.- Nie chcę cię tracić. Przez te dwa lata chciałam tylko abyś wrócił. Płakałam po nocach, bo ciebie nie było obok. !- dodałam już spokojniej. Podeszłam do poręczy i złapałam się jej. Świat wirował. Nie chciałam widzieć jak znika.
- Wiesz co powstrzymywało mnie od zabicia się ? Ty. Przez te dwa lata widziałam się na zdjęciach. Słyszałam twój głos w piosenkach. Tylko dlatego nie zabiłem się. Chciałem wrócić, ale nie wiedziałem czy ty tego chcesz ?- powiedział Jace, a ja poczułam, że stoi za mną.
- Dlaczego nie próbowałeś ze mną rozmawiać? Zniknąłeś jak zwykły tchórz. Nawet nie porozmawiałeś ze mną- powiedziałam odwracając się do niego i patrząc mu w oczy.
- Przepraszam. Powinienem porozmawiać, ale tak wydawało mi się lepiej- powiedział. Dotknął mojego policzka.
- Źle ci się wydawało. Nigdy więcej nie podejmuj decyzji bez gadania ze mną- powiedziałam i przytuliłam się do niego. Objął mnie i zaczął głaskać po plecach.
- Przepraszam za wszystko- powiedział. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy,
- Jeszcze raz to usłyszę, a przywalę ci- powiedziałam z uśmiechem. Nachylił się i pocałował mnie. Krótko choć czulę i namiętnie.
 - Kocham cię-szepnął chowając głowę w moje włosy.
- Ja ciebie też- odpowiedziałam...
                              Wiem, że długo czekaliście, ale mam problemy z internetem. Nie wiem jak to będzie. Mam nadzieję, że będzie. No i wreszcie ostatnia część. Mam nadzieję, że się podobało. Czekam na wasze opinie i życzę miłego dnia :D

czwartek, 7 sierpnia 2014

                             Cz.5. Zły chłopiec
              Obudziłam się i od razu poczułam straszny ból głowy. Co się stało ??? Gdzie jestem ???
Oczy zaczęły przyzwyczajać się do ciemności i mogłam rozejrzeć się po pomieszczeniu. Całe ciemne. Poniszczone ściany. Podłoga z betonu, zimna i wilgotna. Zapach tu też nie za przyjemny. Śmierdzi stęchlizną i grzybami. W kącie stoi jedna szafka o obok niej stary poniszczony stół. Na wprost mnie były schody, ale było tak ciemno, że nie wiedziałam czy są wysokie czy niskie. Chciałam się podnieść, ale moje ręce zostały przywiązane do jakiejś zimnej rury za mną. Szarpnęłam się na marne. Tylko do moich nadgarstków dotarł nowy ból. Co się stało ??? Jak przez mgłę pamiętam tego typka. Co on...... O Boże on mnie porwał !!! Na sto procent to on ! Tylko po co ? Co ja takiego zrobiłam ??? Przerażenie zaczęło mnie ogarniać od stóp  do głowy. Muszę się stąd wydostać. Muszę uciekać, bo.... inaczej on mnie zabiję ! Zaczęłam się szarpać, ale na marne. Co mam robić ??? Nie wolno panikować. Nie panikuj- powtarzałam jak mantrę do siebie.
- Dzień dobry skowroneczku- powiedział ktoś na schodach. Od razu rozpoznałam głos. Ten sam, który w zaułku chciał się "zabawić" ze mną. Przebiegły mnie ciarki, a włosy stanęły dęba.
- Ty gnoju!- krzyknęłam. Miałam ochotę rzucić się na niego i wydrapać oczy.
- Jestem Gabe, a nie jakiś gnojek- Odrzekł wchodząc do środka. Nie myliłam się co jeszcze bardziej mnie przeraziło. Gabe... Gabe... To on kazał zabić mnie Jace'owi !!! Kiedy sobie to uświadomiłam miałam ochotę się zrzygać. To ten sam facet !
- Jesteś psychopatą i gangsterem- powiedziałam z obrzydzeniem. Podszedł bliżej. Był przystojny, ale zamiast go podziwiać miało się ochotę na niego zrzygać. Tak jak wtedy kiedy pierwszy raz go ujrzałam. Przypomniało mi się jak mnie dotykał i cała zaczęłam drzeć. Przerażenie jeszcze bardziej mnie ogarnęło. O to mu chodzi ? Chce dokończyć to co zaczął ?
- Jak tam sobie chcesz. Ale to twój chłoptaś chciał cię zabić nie ja!- powiedział oschle uśmiechając się złowieszczo.
- Ty mu kazałeś. Myślałeś, że się nie dowiem. Albo, że dowiem się kiedy będę umierać. Niestety Jace jest dobry nie taki jak ty ! Policja cię dorwie !- powiedziałam nie hamując złości. Byłam przerażona, ale nie miałam zamiaru mu tego pokazywać. Nie daj mu się !
Zaśmiał się tak, że omal bębenki mi nie popękały.
- Policja mówisz ? Nie umieją nic dobrze zrobić- powiedział wciąż się szczerząc.
- To po co ci ja ?- musiałam spytać choć bałam się odpowiedzi.
- Zapłacisz za wtykanie nosa w nie swoje sprawy-odpowiedział z uśmiechem. Cała się napięłam. Zabiję mnie ? Czy wpierw wykorzysta ? Wolę umrzeć !!! Nigdy... Nie z nim !
- Sam kazałeś mu mnie zabić. Bałeś się mnie ? Jesteś tchórzem !- krzyknęłam plując mu w twarz. Zamachnął się i strzelił mnie w polik tak, że aż obróciłam twarz. Poczułam, że strasznie piecze mnie polik. Odwróciłam się i spojrzałam w jego zielone oczy.
- Ulżyło tchórzu ?- spytałam z chamskim uśmiechem. Choć bolała mnie głowa i twarz i byłam cała przerażona nie miałam zamiaru się poddać. Gabe wstał i stanął nade mną. Podniosłam głowę by na niego spojrzeć. Zakręciło mi się, ale nadal patrzyłam na jego twarz.
- Dlaczego ?-spytałam.
- Nie znasz swojego chłopaka....
- Znam. Powiedział mi wszystko. Że miał problemy i, że ty mu pomogłeś. Powiedział też czemu miał mnie zabić- przerwałam i wtrąciłam mu się. Nie miałam ochoty aby mącił mi w głowie. Kochałam Jace'a i ufałam mu.
Gabe uniósł brwi i przyjrzał mi się.
- Jesteś jego zabaweczką. Nie myśl, że znaczysz dla niego więcej niż te inne- powiedział.
- Nie waż się o nim źle mówić ! To ty go w to wplątałeś i ....i...
- I co ? Zabijesz mnie ? To ty jesteś tu przywiązana, a ja wolny- wciął mi się.
- Myślisz, że twój brat by tego chciał ? To ty go wplątałeś w kłopoty. To przez ciebie nie żyję !- krzyknęłam. Gabe cały się spiął i zdenerwował. Nie wytrzymał. Kopnął mnie raz w brzuch, potem kolejne dwa. Zobaczyłam gwiazdy przed oczami i zmusiłam się by nie zemdleć.
- Zamknij się- warknął i wyszedł. Nie wytrzymałam. Wszystko zaczynało coraz bardziej boleć. Ból robił się nie do zniesienia. Co jeżeli mnie nie znajdą ? Co jeżeli wpierw zabije mnie Gabe ? Co zrobi Jace ? Czy zdążą mnie odnaleźć żywą ?! Zawroty głowy nie ustawały, a do tego jeszcze ból w całej klatce piersiowej. Miałam dość udawania odważnej. Byłam przerażona tak jak wtedy kiedy omal nie umarłam. Bałam się to mało powiedziane. Nie chciałam umierać, a już na pewno nie w tej piwnicy. Kiedy wszystko zaczęło się układać... musiał wszystko zepsuć. Nie chciałam umierać. Chciałam jeszcze raz ujrzeć Tessie. Przytulić ją i zobaczyć jej uśmiech. Chciałam porozmawiać z tatą. Przeprosić i przytulić. No i chciałam jeszcze chociaż raz ujrzeć Jace'a. Jego piękną twarz. Usłyszeć jego anielski głos. Dotknąć go. Poczuć smak jego ust. Chciałam się z nimi zobaczyć. Chociaż raz.... przed śmiercią !!!
Obraz zaczął mi się zamazywać. Płakałam. Ciepłe i słone łzy leciały po moich policzkach jak strumienie. Miałam dość. Cała się trzęsłam. Z zimna i przerażenia. Zamknęłam oczy i czekałam aż nadejdzie ciemność....
                                                   ***************************
   Obudziły mnie kroki na schodach. Momentalnie cała się spięłam. Otworzyłam oczy, ale nie zobaczyłam Gabe'a. Zamiast tego był chłopak o blond włosach i niebieskich oczach wpatrujących się we mnie ze... smutkiem ? współczuciem ? Sama nie wiem. Ruszył do mnie. W rękach miał tacę i wiaderko. Po co mu to ? Chciałam uciekać, ale nic nie mogłam zrobić. Przywiązana do rury. Bolała mnie każda część ciała. Klatka piersiowa tak jakby ktoś wypalał mi ją od środka. Wolałam nie myśleć jak wyglądam. Wyszłam tylko w bluzce z krótkim i dżinsach. Teraz byłam cała przemarznięta.
Chłopak ukląkł przede mną i zamoczył ręcznik w wodzie. Przyłożył mi do delikatnie do twarzy i obmył ją. Cały czas nie spuszczałam z niego wzroku.
- Zostaw mnie- powiedziałam odrywając głowę na bok. Chłopak spojrzał na ręcznik i odłożył go. Zamiast tego wziął z tacy kanapkę.
- Jedz- powiedział cicho niemal błagalnie.
- Bo co ? Pobijesz mnie ?-spytałam krzyżując z nim spojrzenie.
- Nie. Ale proszę. Umrzesz jeżeli czegoś nie zjesz- powiedział przybliżając kanapkę do moich ust. Dlaczego on to robił ? Wątpię aby dupek chciał mnie karmić ??? Więc co on tu robi?
- On nie wie, że tu jesteś- stwierdziłam. Przeczesał wolną ręką blond włosy.
-Nie. Zjedz proszę- powiedział. Poddałam się. Byłam potwornie głodna, ale uświadomiłam to sobie dopiero mając jedzenie przed nosem. Wzięłam gryza i powoli przeżuwałam. Kiedy połknęłam kawałek poczułam większy ból w brzuchu.
- Jak masz na imię ?- spytałam biorąc kolejny kawałek. Chłopak uśmiechnął się miło. Nie przypominał w niczym Gabe'a. Szkoda mi go było. Mógł z tego wyjść. Mógł wrócić na dobrą drogę.
- Jev.- odpowiedział.
- Dlaczego jesteś w jego gangu ?- spytałam. Tym razem uśmiech znikł z twarzy.
- Miałem problemy z narkotykami- powiedział cicho.
- A wielkoduszny Gabriel ci pomógł ?- spytałam sarkastycznie. Roześmiał się cicho.
- Wyciągnął z bagna. Pomógł. Myślałem, że jest dobry....- zamilkł. Wiedziałam co chciał powiedzieć "ale się pomyliłem". Cisza przeciągała się w nieskończoność. Wpatrywał się w jakiś punkt na ścianie.
- Nie jest za późno- przerwałam w końcu ciszę.- Możesz wszystko zmienić. Jeżeli mi pomożesz obiecuję, że nic ci się nie stanie- powiedziałam. Jev spojrzał na mnie,ale nic nie powiedział. Zabrał rzeczy wstał i zaczął iść do schodów.
- Proszę !- krzyknęłam błagalnie. Nie powiedział nic ani nie obrócił się. Po prostu wyszedł. Znów zostałam sama. Nie raz lubiłam być sama, ale nie teraz. Chciałam znów znaleźć się w swoim pokoju. W swoim domu. Chciałam znów śmiać się z Tessą z taty. Chciałam znów z nimi oglądać filmy i jeść. Chciałam być z nimi ! Chciałam przytulić się do Jace'a. Pocałować go i powiedzieć jak bardzo kocham. Przypomniałam sobie ostatnią noc z nim. Tak bardzo chciałam znów być tam. Z nim. Całować go. Przytulać. Wpleść dłonie w jego miękkie włosy. Co jeżeli już nigdy ich nie zobaczę ? Nie usłyszę ich głosów ? Nie zobaczę ich uśmiechów ? Nie chcę takiego końca. Chcę żyć, a nie umrzeć !!!
                Obudziły mnie kroki. Momentalnie cała się spięłam. Ból nie ustąpił ani nie zelżał. Otworzyłam oczy. Byłam cała obolała i zmarznięta. Moje ręce całe mi drętwiały a sznur pijał się w nadgarstki. Na schodach pojawił się Gabe. Ubrany w czarny podkoszulek i krótkie spodenki. Uśmiechał się złowieszczo. Przerażenie znów mnie opętało. Co on chciał zrobić ???
- Czego chcesz ?- spytałam z odrazą gdy zaczął iść w moją stronę. Nie wiedziałam co robić. Podszedł do mnie i ukląkł przede mną. Dotknął mojego polika, ale to nie wywołało przyjemnego dreszczu jak w przypadku Jace'a. Wręcz przeciwnie wywołało u mnie obrzydzenie.Odwróciłam głowę aby na niego nie patrzeć. Jednak on złapał moją twarz i obrócił do siebie. Przycisnął swoje usta do moich i zaczął całować. Jednak nie tak jak Jace. Jego pocałunki były brutalne i wywoływały u mnie odrazę. Próbowałam mu się wyrwać, ale na marne. Rozszerzył moje nogi siłą.  Zaczęłam się szamotać, aby nie pozwolić mu. Nie udało mi się. Podarł moją bluzkę i zaczął obmacywać. Zaczęłam kopać jak oszalała. Jednak on przygwoździł mi nogi. Chciał zdjąć siłą spodnie, ale wtedy u góry rozległy się kroki. Oderwał się ode mnie. Wstał i uśmiechnął się do mnie złowieszczo.  Zaczęłam drżeć z przerażenia.
- Zaraz wracam i dokończymy- zapowiedział i znikł na schodach. Nie powstrzymałam łez. Bałam się. Teraz chciałam umrzeć, a nie pozwolić mu na to. Czułam się brudna jak nigdy. Całe moje ciało zaczęło drzeć. Łzy kapały na biust. Nie chcę ! Nie chcę ! Słyszałam u góry jakieś głosy i szamotaninę. Jace ! Zaczęłam się wierzgać chcąc się uwolnić. Muszę mu pomóc.... Usłyszałam dwa strzały i cała zesztywniałam.
- Nie !!!!- krzyknęłam przerażona. Nie, nie, nie ! To nie mógł być Jace !!! Nie mógł !!
Usłyszałam kroki, a potem na schodach ktoś się pojawił. Zaczęłam się szamotać. Próbowałam uciec, ale nie potrafiłam. Postać zbiegła po schodach i podeszła. Oczy miałam zamglone od łez, bólu i wycieńczenia. Postać klękła obok mnie i zaczęła majstrować przy dłoniach.
-  Nie ! Zostaw mnie !- zaczęłam krzyczeć.  Poczułam, że moje ręce są wolne. Spojrzałam na postać jeszcze raz trzepocząc rzęsami. To nie Gabe !
- To ja ! Już dobrze- powiedział znajomy głos. Odetchnęłam z ulga. Jego silne ramiona objęły mnie i przyciągnęły do siebie.
-Jace- wyszeptałam wtulając się w niego. Poczułam znajome ciepło i bicie (teraz przyspieszone) jego serca. Chwyciłam się jego jak tonący dratwy i przylgnęłam jak najmocniej. Bojąc się, że za chwilę zniknie i znów zostanę sama w tej piwnicy.
- Już dobrze. Nic ci nie grozi. Jestem tu-powiedział głaszcząc mnie po głowie i przytulając do siebie. Płakałam mu w koszulkę. Poczułam,że zakłada mi swoją kurtkę na mnie i z powrotem przytula. Płakałam z powodu wstydu. Z szczęścia. I bólu, który zaczął mnie pożerać od środka. Czułam, że za chwilę odejdę....
- Kocham cię- wyszeptałam i zamknęłam oczy wtulona w jego. Ból był nie do opisania. Czułam jak od środka wypala mi wnętrzności.
- Nie ! Nie waż mi się żegnać!- powiedział Jace i poczułam, że się unoszę. Niósł mnie. Resztkami siły zostawałam przytomna.
- Powiedz im, że ich kocham i, że przepraszam was za wszystko- powiedziałam z trudem łapiąc oddech. Zamknęłam oczy i pozwoliłam aby anioły zabrały mnie ze sobą .....
                                            ********************************
                      Czułam, że się unoszę nie wiedziałam co się ze mną dzieję. Widziałam salę. Niebieskie ściany. Na środku stało łóżka i dużo sprzętu medycznego. Przy nim kręcili się lekarze. Co się działo ? Podeszłam bliżej do lekarza, ale on mnie nie zauważył
- Co się dzieję ?- spytałam. Nie odpowiedział. Jakaś pielęgniarka ruszyła w moją stronę i myślałam, że na mnie wpadnie, ale ona.... przeszła przeze mnie jak.... przez ducha ! Zaczęłam się bać. Skoro nie widzą mnie i nie słyszą, to znaczy, że.... jestem duchem!!! Umarłam ? Lekarze mówili coś do siebie i pracowali nad pacjentem. Powoli podeszłam do stołu bojąc się kogo zobaczę na nim. Odskoczyłam jak oparzona i wpadłam na ścianę. Ja tam leże ! Mnie tam operują !!! Ja tam jestem ! Ale jakim cudem jestem tam i tu ??? Jeszcze żyję. Więc dlaczego jestem duchem ? Nic nie rozumiem. Ostatnie co pamiętam to Jace i ten koszmarny ból.Teraz zniknął. Spojrzałam w dół. Byłam ubrana w tę szpitalną togę. Co tu do cholery jest grane ?!?! Poczułam jak jakaś niewidzialna dłoń pokazuję mi drogę. Poczułam, że muszę wyjść na korytarz. Zobaczyć co tam jest lub kto. Przeszłam przez drzwi bez problemu. To dziwne, ale i fajne. Mogłam bym to polubić.
Przed salą na ławce zobaczyłam Tessę wtuloną w Marcina. Płakała. Aż serce mi pękło na ten widok. Moja mała siostrzyczka płakała, bo ja mogłam umrzeć. Podeszłam chcąc ją objąć, ale moje dłonie przeszły przez nią.
- Nie chcę jej stracić- powiedziała łkając Tessa. Podniosła głowę i zapłakanymi oczami spojrzała na Marcina. Widziałam, że on z trudem powstrzymuję łzy. Robił to dla niej.
- Jest silna. Wyjdzie z tego. Nie zostawi nas- powiedział Marcin spokojnym głosem tuląc ją.
- Boję się- powiedziała Tessa wtulając się w niego z powrotem. Serce mi się łamię jak ją widzę w takim stanie.
-Ja też- powiedział ledwo słyszalnie Marcin i schował twarz w zagłębieniu szyi Tessy. Nie mogłam na nich patrzeć w takim stanie. To przeze mnie. Nie mogłam tu stać i patrzeć na ich cierpienie. Ruszyłam korytarzem. Kawałek dalej przy oknie zobaczyłam tatę. Łzy spływały po jego policzkach. Nie ! Nie chciałam tego ! Stał wpatrując się w okno. Ciekawe o czym myślał ? Nie chciałam aby ktokolwiek cierpiał !!!  Obróciłam się. Przy automacie do kawy stał Jace. Nie. On będzie się obwiniał. Nie chcę tego. Podeszłam bliżej. W oczach miał łzy. Był blady, a koszulka była od krwi. Mojej ? Chciałam go jakoś pocieszyć. Ich wszystkich ! Ale nie umiałam. Sama się bałam, że umrę tam na stolę i ich nie zobaczę.
- Jace!- krzyknęła jakaś kobieta. Miała brązowe włosy podobne do moich i piwne oczy jak Jace'a. Mieli podobne rysy. Była trochę niższa od niego. Stanęła naprzeciw niego przyglądając mu się. Stali tak w milczeniu.
- Zróbcie coś. Przytul go- powiedziałam choć wiedziałam, że mnie nie słyszą. Nie wiedziałam kim jest dla Jace'a, ale chciałam tylko aby Jace poczuł się lepiej.
- Przepraszam- powiedział Jace cicho do kobiety. Spuścił głowę jakby się wstydził.
- Synku.... Już dobrze- powiedziała spokojnie kobieta trzymając Jace'a za ramiona.  Jace podniósł twarz i przyjrzał się swojej.... matce. Tak. Jedno dobre. Przynajmniej będzie jakby coś miał  bliską osobę.
- Nic nie jest dobrze. Zawaliłem wszystko. Miałaś przeze mnie kłopoty. Domi wylądował w szpitalu. Przeze mnie !- powiedział Jace.
- Nie. Synu nie jestem zła. Nawet nie wiesz jak tęskniłam- powiedziała dotykając jego polika.
- A teraz przeze mnie Agata umiera na sali. - powiedział załamany. Kobieta nie wiedziała co zrobić. Spojrzała w oczy syna i przytuliła go.
- Będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.- powiedziała do syna. Wtedy za rogu wyszedł mały chłopiec o czarnych włosach jak u Jace'a i niebieskich oczach. Miał może 7 lat.
- Dominik- powiedział Jace przyglądając się chłopcu. Chłopczyk zapłakany przyjrzał się Jace'owi. Rzucił się biegiem w jego stronę i wpadł mu w ramiona. Jace uniósł go i przytulił.
- Przepraszam- powiedział do chłopca.
- Nie jestem zły. Ale Jace,... wróć do nas- powiedział mały tuląc się do brata. Jace spojrzał na matkę. Uśmiechnęła się.
- Jonathanie wróć do nas- powiedziała.
- Nie zasługuję. Nie zostawię Agaty. Jest dla mnie najważniejsza. Kocham ją- powiedział Jace,a mi serce znów się połamało. Poczułam łzy na policzkach. Ja też go kochałam i nie chciałam go zostawiać. Nie chciałam odchodzić ! Chciałam zostać z moimi bliskimi. Poczułam jakiś ból w klatce piersiowej. Jakby ktoś trzasnął mnie prądem. Znowu. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Poczułam, że upadam. Spojrzałam na Jace. Trzymał na rękach brata i mówił coś do matki. Nie mogłam usłyszeć co.  Zaczęłam biec przed siebie. Chciałam paść do sali i zobaczyć co się dzieję.  Zobaczyłam tatę przy oknie. W jego stronę szła pielęgniarka. Nie ! Zobaczyłam Tessę zapłakaną. Rozmawiającą z Marcinem. Chłopak próbował ją pocieszyć. Wpadłam na salę. Lekarze cały czas ruszali się przy moim ciele. Podeszłam bliżej. Ból był nie do wytrzymania.  Chciałam aby znikł !
- Odsunąć się- powiedział lekarz i do mojego ciała przyłożył elektrowstrząsy. Znów ten ból. Czułam, że już nie dam rady. Ciągnęło mnie. Ciągnęło,a ja nie umiałam się zatrzymać....
                                                   ****************************
          - Agata wróć do mnie- usłyszałam znajomy głos Jace'a przepełniony bólem. Chciałam otworzyć oczy, ale nie mogłam. Nie miałam siły. Leżałam bez ruchu. Mówiłam otwórz oczy, ale moje ciało mnie nie słuchało.
- Kocham cię. Wiem, że to moja wina. Nie potrzebnie mnie poznałaś. Przeze mnie tu jesteś. To moja wina ! Ale ja nigdy nie chciałem aby stała ci się krzywda. To ja powinienem znaleźć się na twoim miejscu!-powiedział i podciągnął nosem- Wiem, że mnie słyszysz. Proszę cię wróć do mnie. Nie sądziłem, że mi wybaczysz, ale ty to  zrobiłaś. Dzięki tobie jestem lepszy. Chcę być lepszy dla ciebie !- Złapał mnie za rękę. Chciałam odwzajemnić uścisk, ale nie umiałam. Bardzo chciałam go zobaczyć. Powiedzieć, że nic mi nie jest. Że to nie jego wina. Ale nie mogłam. Całe moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Leżałam nie ruchomo. Nie czułam żadnego bólu. Nic. No może prócz tego, że serce waliło mi jak oszalałe i łamało się na myśl o tym, że moi bliscy są smutni.
- Jeżeli umrzesz ja także ! Agata proszę cię obudź się. Jeżeli nie dla mnie to dla twojej siostry i taty. Możesz mnie nienawidzić, ale obudź się !- powiedział mocniej ściskając moją dłoń. Spięłam się cała. Całą siłę skierowałam do dłoni i wyobraziłam sobie, że ściskam ją. Poczułam jakbym ścisnęła ją na chwilkę. Mam nadzieję, że Jace też to poczuł.
- Kochanie. Wiedziałem, że mnie słyszysz- powiedział i dotknął mojego policzka.Tak bardzo chciałam, go zobaczyć. - Proszę cię wróć do mnie. Kocham cię i bez ciebie nie dam rady !- powiedział Jace. Nawet nie wiedział jak bardzo chciałam się obudzić. Zobaczyć jego twarz. Jego czarne włosy Zobaczyć ich wszystkich !
                Nie wiem ile tak leżałam. Co się ze mną działo. Słyszałam głos taty, Tessy, Marcina i Jace'a. Wszyscy chcieli jednego : abym się obudziła. Ja też tego chciałam ! Poczułam coś dziwnego. Czułam, że mam w niektórych miejscach na cielę rurki i inne medyczne przyrządy. Poczułam pod sobą twarde łóżka, a na sobie miękka kołdrę. Poruszyłam nie pewna ręką ściskając ja w pięść i rozluźniłam. Mogłam. Postanowiłam spróbować....
 Zamrugałam kilka razy, aby przyzwyczaić oczy do światła. Zobaczyłam sufit i lampy szpitalne. Odwróciłam głowę na lewo. Niebieskie ściany, a obok łóżka stolik z różnymi lekami oraz wazon z bukietem róż. Odwróciłam się w drugą stronę. Na krześle spał tata. Z brodą opartą o rękę. Pod oczami miał cienie.
-Tato ?- spytałam niepewna swojego głosu. Drżał lekko, ale był mój. Tata momentalnie otworzył oczy i spojrzał na mnie. Rozpłakał się.
- Córeczko, nareszcie- powiedział głaszcząc moje włosy. Pamiętałam wszystko. Jak Gabe mnie porwał. Jak pobił. Jak próbował.... A potem pojawienie się Jace'a. Jace... Gdzie on jest ? Rozejrzałam się po sali. Nikogo prócz mnie i taty nie było.
- Gdzie wszyscy ?- spytałam.
- Tessa śpi w domu. Marcin przy niej jest, a Jace siedzi na korytarzu. Kochanie jak się czujesz ?- spytał. Ulżyło mi, że wszystko w porządku.
- Dobrze. A co się stało ?- spytałam. Nie wiedziałam skąd wiedzieli gdzie mnie szukać.
- Kolega Jace'a powiedział nam gdzie cię przetrzymują. Od razu pojechaliśmy tam. Twój chłopak nie pozwolił abyśmy poszli bez niego. Na miejscu...- zamilkł. Wziął głęboki wdech.- Znaleźliśmy tego chłopaka. Złapaliśmy jego bandę, ale on.... zginął. Chłopak chciał mnie zastrzelić jednak twój chłopak był szybszy. Zastrzelił go- powiedział tata.
-Ale czy to znaczy, że Jace będzie miał problemy ?- spytałam cicho bojąc się odpowiedzi.
- Nie. Wziąłem to na siebie. Nic mi nie zrobili- odpowiedział spokojnie głaszcząc moje włosy.
- Ale słyszałam dwa strzały- powiedziałam przypominając sobie huki dochodzące z góry. Myślałam, że to Jace dostał, a to jednak Gabe.
- Jeden z kolegów chłopaka zastrzelił tego, który powiedział nam o tym gdzie jesteś- powiedział tata. Nie miałam wątpliwości, który to. Jev... Tylko on wydawał mi się miły. Umarł za to, że chciał mi pomóc ! Szkoda mi go. Nie zasłużył na to....
Chciałam zobaczyć Jace'a. Tęskniłam za wszystkimi. Ale za nim najbardziej. Chce go zobaczyć ! On się obwinia, a ja tego nie znoszę. Muszę go zobaczyć. Musze ! Chcę z nim porozmawiać !
- Zawołam go- powiedział tata wstając. Posłałam mu przepraszający uśmiech. Powoli podniosłam się i usiadłam na łóżku. Patrzyłam na drzwi czekając na niego. W końcu się pojawił. Przyjrzał mi się i podszedł do łóżka.
- Przepraszam- powiedział kładąc głowę na moich nogach. Omal się nie rozpłakałam. Mój Jace. Mój ukochany. Cały i zdrowy. Dotknęłam jego czarnych i miękkich włosów.
- Za co ? Za, że mnie uratowałeś czy za to, że mnie kochasz ?-spytałam z uśmiechem. Podniósł głowę. Miał łzy w oczach.
- Za to, że omal przeze mnie nie zginęłaś. Za to,że przysporzyłem ci problemów.- powiedział patrząc w moje oczy.
- Jace, przestań. Nie jestem zła. Kocham cię- powiedziałam dotykając jego polika.
- Ja ciebie bardziej- powiedział i usiadł obok mnie. Objął mnie, a ja wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
- Wiesz, że słyszałam wszystko. Chciałam wrócić, ale nie miałam tyle siły- powiedziałam wtulona w niego. Głaskał moje włosy.
- Ale wróciłaś....- powiedział cicho.
- Do ciebie. Do was. Ile byłam nieprzytomna ?- spytałam.
- Sześć dni od operacji. Myślałem, że nigdy nie wrócisz- powiedział cicho Jace. Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego piwne oczy.
- Ominął nas sprawdzian- Uśmiechnął się.
-  Moja idealna uczennica.Zdamy go jak wyzdrowiejesz-powiedział z uśmiechem. Nie wiedziałam czy powiedzieć mu o tym co się działo ze mną podczas operacji. Jakby zareagował ? Może lepiej byłoby powiedzieć. Nie chciałam mieć przed nim tajemnic.
- Jace co z twoją mamą i bratem ?- spytałam. Przyjrzał mi się uważnie.
- Skąd wiesz ?- zapytał spokojnie.
- Ja.... Podczas operacji stało się coś dziwnego- zamilkłam na chwilę.- Widziałam Tessę, tatę i ciebie, ale wy mnie nie. Słyszałam jak rozmawiałeś z nią i ze swoim bratem-dokończyłam. Jace milczał przez dłuższą chwilę.
- Powiesz mi dlaczego od nich uciekłeś ? Wiem, że miałeś kłopoty z hazardem,ale to nie wszystko, prawda ? Powiesz ?- przerwałam ciszę. Nie chciałam naciskać, ale chciałam też wiedzieć.
- Przez hazard narobiłem jej długów. A jednego wieczoru mój brat poszedł za mną do klubu. Była bójka. Został poważnie ranny. Był w śpiące dwa tygodnie. Siedziałem przy nim aż się obudził, a potem uciekłem. Nie chciałem aby takie coś się powtórzyło- odpowiedział Jace patrząc na ścianę.- To moja wina. Gdybym teraz jeszcze stracił ciebie to zabiłbym się- dodał ściskając mnie mocniej.
- Jace każdy popełnia błędy. Sztuką jest się do nich przyznać i próbować naprawić, a ty to robisz- powiedziałam szczerze. Nic nie odpowiedział tylko schował głowę w zagłębieniu mojej szyi. Przeszły mnie przyjemne ciarki. Jego oddech muskał moją skórę. Chciałam go pocałować. Znów poczuć jego wargi. Ktoś odchrząknął. Jace odsunął się. Spojrzałam na małego chłopca. Na brata Jace'a.
- Jak tu wszedłeś ?- spytał spokojnie Jace podchodząc do brata.
- Przez drzwi- odpowiedział z uśmiechem. Przyglądał mi się swoimi niebieskimi oczami. Poczułam rumieniec na twarzy.
- Ty jesteś Agata ? Jace cały czas o tobie mówił- powiedział Dominik podchodząc bliżej łóżka.
- Tak a co mówił ?- spytałam z uśmiechem.
- Dom powinieneś wracać do mamy. Pewnie cię szuka- wtrącił się Jace podchodząc do brata.
- Nie. Rozmawia z panem Waylandem- odpowiedział chłopczyk nadal wpatrując się we mnie.
- Boli cię ?-spytał mnie.
- Nie. Już nic mnie nie boli- odpowiedziałam.
- Ja kiedy leżałem miałem takie śmieszne mrowienie. Pielęgniarki mówiły, że gdyby nie Jace umarłbym. Mój starszy braciszek to bohater- powiedział beztrosko.- Oddał dla mnie swoją krew.- dodał. Uśmiechnęłam się do niego. Przeniosłam wzrok na swojego chłopaka.On wpatrywał się w swojego brata.
- Mały powinieneś iść. Kupię ci ciacho, zgoda ?- spróbował przekupić chłopczyka.
- Zgoda.- powiedział odwracając się do brata.- Agata jak wyjdziesz pójdziemy gdzieś w trójkę ?- zwrócił się jeszcze raz do mnie.
- Tak, pewnie- powiedziałam. Odszedł do brata. Coś mówił do niego, ale nie usłyszałam co. Usłyszałam tylko "wiem" od Jace'a. Odwrócił się w moją stronę w drzwiach i posłał mi uśmiech.
   Zostałam sama w sali.  Położyłam się na łóżku i wpatrywałam w sufit. Nagle poczułam piekący ból w klatce piersiowej. Rozchodził się po niej całej. Nie wiedziałam co robić. Zaczęłam się przewracać na łóżku. Czułam jakby moje płuca płonęły. Próbowałam nabrać powietrza, ale nie umiałam. Zaczęłam się dusić......
                                                                        **********************************
                                   Przepraszam, że tak długo. Mam nadzieje, że się spodobał. Następny spróbuję dodać do niedzieli. Liczę na wasze komentarze. :D

sobota, 2 sierpnia 2014

                            Cz.4. Zły chłopiec

                        - No zrób to !!!- krzyknęłam znowu kiedy się nie poruszył. Jego twarz zbladła.
- Nie zabiję cię- powiedział w końcu. Wciąż trzymał mnie przyszpiloną do ściany. Jednak nie bolał mnie ten uścisk. Z łatwością bym się wyrwała, ale nie robiłam tego....
- To po co tu przyszedłeś ?! Chyba dokończyć sprawę, tak ?!- spytałam już trochę ciszej. Miałam dość. Wyrwałam mu się i odepchnęłam. Omal się nie przewrócił. Wykorzystałam moment i rzuciłam się do szafki. Wyciągnęłam pistolet i obróciłam się do Jace'a z bronią w rękach. Drżały mi, ale nie wypuściłam broni. Nacisnę. Nie zawaham się. Jace spojrzał na mnie a potem na broń w moich rękach. Nie widziałam w jego oczach ani strachu ani gniewu. Rozłożył ramiona i powiedział :
- Zastrzel mnie. Zasłużyłem- podniosłam broń na wysokość jego głowy. Zrobię to. Zasłużył, ale wpierw chce coś wiedzieć...
- Powiedz mi dlaczego- rozkazałam. Byłam przerażona. Powinnam uciekać i zadzwonić po pomoc, a nie gadać z nim. Jednak nie potrafiłam. Po prostu nie potrafiłam !
- Powiem ci wszystko. Wplątałem się w kłopoty. Zacząłem uprawiać hazard.. Miałem sporo długów...
- Co to ma wspólnego ze mną ? Nie interesują mnie twoje kłopoty.- wtrąciłam mu się. Nie chciałam słuchać o jego problemach. To nie mój problem. Już nie. Odkąd się dowiedziałam, że chciał mnie zabić.
- Nie mogłem przestać. Spotkałem Gabe'a i jego szajkę. Spłacił moje długi. Przyjął mnie do swojej "grupy". Ale pod jednym warunkiem. Miałem przejść inicjację. Miałem jedno zadanie. Zabić ciebie-powiedział, a mnie zatkało. Jeszcze bardziej zaczęłam drzeć. Jaki Gabe? Nie znam nikogo o takim imieniu.
- Dlaczego ja ? Nie znam go- powiedziałam. Na szczęście głos miałam opanowany.
- Twój ojciec kiedyś miał akcję. Omal nie wpadli. Zginął jego brat.- odpowiedział Jace. Wiedziałam coś o tym. Jakiś czas temu tata miał akcję. Łapali gang,który handlował narkotykami i lubił się zabawiać z dziewczynami. Podczas akcji była strzelanina. Zginął jeden z gangsterów, a jeden policjant został ranny. Reszta uciekła....
- Jesteś w tym gangu. Oni...- nie mogło mi przejść przed gardło to słowo.
- Wiem, ale ja tego nie robiłem. Nie skrzywdziłbym żadnej dziewczyny. Uwierz mi- powiedział i zrobił krok w moją stronę. Cała się napięłam i chwyciłam mocniej broń.
- Jak mam ci uwierzyć ? Chciałeś mnie zabić ! Dlaczego udawałeś, że ci na mnie zależy ?- spytałam drżącym głosem. Łzy cisnęły mi się do oczu od kiedy tu się pojawił. W moim pokoju serce znów zaczęło mi łomotać.Chciałam się go słuchać. Uwierzyć Jace'owi, ale nie potrafiłam. Chciał mnie zabić.
- Nie udawałem. Na początku myślałem : łatwa sprawa, jeden strzał i po wszystkim. Jednak nie udało się. Obmyśliłem inne plany, ale nie potrafiłem. Nie potrafiłem cię skrzywdzić.- powiedział. Chciałam mu wierzyć. Chciałam aby został, aby był tu i aby mnie przytulił. Chciałam go z powrotem, ale wciąż nie wiedziałam czy on nie kłamie. Czy znowu nie próbuję mnie omamić.
- Kiedy zobaczyłem Tessę było jeszcze gorzej. Nie wiedziałem, że masz siostrę. Nie potrafiłem się zdobyć na to. Wtedy w klubie to była ostatnia próba. Zrozumiałem, że nie mogę tego zrobić, bo.... Cię kocham.- powiedział. Nie wiedziałam co powiedzieć. Uwierzyć mu ???
- Zakochałem się w tobie, od początku, ale wypierałem to. Jednak w końcu się poddałem. Zrozumiałem, że nie chcę cię stracić. Nie mogę cię stracić. Jesteś dla mnie wszystkim ! Proszę cię przebacz mi. Wiem, że popełniłem największy błąd. Wiem, że cię zraniłem, ale ja po prostu..... - zamilkł. Po co ja to przeciągam ? Powinnam się go pozbyć, a nie wysłuchiwać. Jednak nie potrafiłam. Powiedział, że mnie kocha !...
- Nie chciałem cię zranić. Nienawidzę siebie za to ! Kocham cię najbardziej na świecie Aga !!!- powiedział. Wiedziałam, że nie kłamie. Jego piwne oczy wpatrywały się we mnie.Nie kłamał. Nie mogłam. Nie mogłam go zabić, bo.... kocham go !!!. Pistolet upadł na ziemię z hukiem. Stałam jeszcze przez chwilę z opuszczonymi głową i patrzyłam na niego. Słyszałam kroki Jace'a i już po chwili byłam w jego ramionach.Wtuliłam się w niego. Był tak ciepły i znajomy. Otulił mnie swoimi ramionami i przycisnął jeszcze bliżej siebie. Czułam przyspieszone bicie jego serca i mięśnie pod koszulką. Podniosłam głowę by spojrzeć w jego piękne oczy. Nawet nie wiedziałam, że płaczę. Poczułam łzy na policzkach. Nie wiedziałam, czy to ze wstrzymywanego strachu, czy ze szczęścia, że Jace mnie kocha.
- Skąd to masz ?- spytałam dotykając jego prawej skroni. Złapał moją dłoń i splótł nasze palce. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Odeszłem od nich.- odpowiedział. Puściłam rękę dotykając jego ramienia.Z powrotem wtuliłam się w jego klatę. Wiedziałam, że nie tak łatwo jest odejść z gangu.  Nie dadzą mu spokoju.... Musi iść na policję. Inaczej będzie źle...
- Musisz iść na policję. On nie da ci spokoju- powiedziałam wciąż tuląc się do niego.
- Nic mi nie zrobi. Ale pójdę. Przyznam się, że to ja jestem sprawcą. Byli u mnie, ale skłamałem. Tym razem się przyznam- powiedział, a ja cała się napięłam. Nie chciałam aby poszedł do więzienia. 
- Nie. Odwołam wszystko, ale nie idź. Proszę nie chcę abyś trafił do więzienia- powiedziałam i poczułam świeże łzy na policzkach. Otarł je swoją ciepłą dłonią.
- Muszę ponieść karę...
- Nie ! Jace proszę. Ja rozumiem wszystko. Nie jestem zła i nie chcę abyś poszedł do więzienia. Proszę cię !- powiedziałam o ton za głośno. Poczułam ,że jeżeli czegoś nie zrobię stracę go. Zrobię wszystko, aby został przy mnie.
- Pamiętasz co mi obiecałeś ?- spytałam. Nie poddam się. Spróbuję wszystkiego. Spojrzał mi prosto w oczy i kiwnął  głową.
- Teraz cię proszę. Nie przyznawaj się !- powiedziałam stanowczo. Przeczesał ręką swoje brązowe włosy. Wiedziałam, że myśli i to ostro.
- Naprawdę tego chcesz? Aga ja jestem winien nigdy sobie tego nie daruję- powiedział. 
- Ale ja już ci wybaczyłam. Wybaczyłabym ci i tak. Za bardzo cię kocham ! Jace proszę nie przyznawaj się- poprosiłam. Zarzuciłam mu ręce na szyję. Schylił się i oparł czoło o moje. Zamknął swoje oczy. Oddychał szybciej niż normalnie.
- Zgoda.- powiedział wciąż z zamkniętymi oczami. Odskoczyłam od niego kiedy usłyszałam na dole dźwięk zamykanych drzwi.
- Tata- powiedziałam pod nosem. Jace podszedł do mnie i pocałował w czoło.
- Pójdę już.- powiedział.
                                                       ****************************************
           Zeszłam na dół. Tata siedział w kuchni.
- Hej. Coś nie tak ?- spytałam siadając naprzeciw niego.
- Nie. Jak się czujesz ?- spytał. Spojrzałam na niego. Wiedziałam, że coś ukrywa. Jednak nie chciałam naciskać.Musiałam dobrze to rozegrać, bo inaczej tata uzna, że ktoś mnie zastrasza. 
- Dobrze. Tato chcę odwołać to śledztwo - powiedziałam prosto z mostu. Tata wpatrywał się we mnie. Rozmasował sobie skronie.
- Nie chciałem ci mówić. Umorzono je już jakiś czas temu. Nie było dowodów. Ale kiedy powiedziałaś o tym chłopaku. Ruszyło od nowa. Dlaczego chcesz je umorzyć ? Agata jeżeli ktoś cię szantażuje to powiedz. Nie musisz się bać.- powiedział biorąc moją dłoń przez stół.
- Nikt mnie nie zastrasza- powiedziałam.- To i tak nic nie da. Nie ma sensu. Odwołam to- powiedziałam. 
- A co z tym chłopakiem ?- spytał. 
- Byliście u niego. Jest niewinny. Źle go oceniłam. Nie mówiłam ci, bo wiedziałam, że będziesz zły...- szlak czemu ja to powiedziałam. Teraz będę musiała powiedzieć o piątkowym wieczorze. Głupia ja !
- Słucham ?
- W piątek byłam na imprezie, ale nie z Marcinem. Z Jace'm. Tym, którego uznałam za podejrzanego. Pomyliłam się. Pomógł mi.- powiedziałam. Wytrzymałam jego spojrzenie. Wiedziałam, że jest zły.
- Samochód mi się popsuł. Podwiózł mnie, a na następny dzień przywiózł naprawiony.- dodałam.
- Czy to z nim się umawiałaś ?- spytał przez zaciśnięte zęby.
- Tak. Nadal się umawiam. Po prostu pokłóciliśmy się, a ja pod wpływem nerwów powiedział ci tą głupotę- powiedziałam. Mam nieźle przerąbane. Okłamałam go. Będę miała wieczny szlaban.
- On nie jest dla ciebie.Zakazuję ci się z nim widywać- powiedział tata i wstał. Teraz to mnie zdenerwował.
- Nie masz prawa. Jestem pełnoletnia. Mogę sama decydować !- powiedziałam wstając.
- Jestem twoim ojcem i zabraniam ci się z nim spotykać. To zły chłopak. Nie dla ciebie. Nie jesteś dorosła. Zachowałaś się nieodpowiedzialnie...
- Bo się zakochałam !?- przerwałam mu zła. Nie chciałam kłótni, ale nie dał mi wyboru.
- Nie chcę tego słuchać. Koniec tematu.- powiedział.
- Nie. Nie przestanę się z nim spotykać !!! Kocham go !!!- krzyknęłam. Jednak on wyszedł bez słowa z kuchni. Jak on może ? To ja decyduję z kim chodzę ? 
    Zła pobiegłam do pokoju i z trzaskiem zamknęłam drzwi. Czy zawsze musi być coś nie tak ?!? Jak pogodziłam się z Jace'm to musiałam się pokłócić z tatą ! Nie zrezygnuję z Jace'a. Kocham go. Miałam teraz chwilę by pomyśleć...
 Jace miał problemy, ale to nie powód by skończyć związek. Próbował mnie zabić, ale nie zrobił tego. Teraz wiedziałam dlaczego w klubie się zawahał. Przepraszał mnie i chciał iść na policję. Wiem, że mnie nie okłamał. Z resztą nie dałabym rady bez niego. Wykończyłabym się ! Za bardzo go kocham aby go stracić !!! A co do taty... To nie zabroni mi spotkania się z nim. Jestem pełnoletnia.  Nie chcę kłótni, ale on musi zrozumieć, że ja kocham Jace'a i, że to ten jedyny ! Nie ważne co się stanie. Nie zrezygnuję z niego !!!....
Usłyszałam dzwonek do domu i zerwałam się na nogi. Jace. Pobiegłam do drzwi mając nadzieję, że to Jace. Jednak gdy je otworzyłam nie zobaczyłam Jace'a tylko blondyna o niebieskich oczach. W koszulce z krótkim rękawem i wytartych dżinsach. Marcin. Stanęłam jak wryta nie wiedząc co powiedzieć. Ostatnia rozmowa skończyła się moją ucieczką gdy wyznał mi miłość.
- Cześć. Możemy porozmawiać ?- spytał wpatrując się we mnie. Kiwnęłam głową i wskazałam na ogródek. Zamknęłam drzwi i wyszłam za nim na ławkę w ogródku.
- Posłuchaj. Przepraszam nie chciałem.- powiedział.
- Nie gniewam się. Ja też powinnam przeprosić. Nie powinnam uciekać- powiedziałam.
- Ja myślałem, że jestem w tobie zakochany....
-Marcin...- uciszył mnie zamykając usta ręką.
- Ale kiedy ci to wyznałem zrozumiałem, że tak nie jest- dokończył. Spojrzałam w jego oczy.  Nie kłamał. Dobrze wiedziałam kiedy kłamie, ale teraz tego nie robił. Zawsze się zorientuję gdy ściemnia.
- Chcę znowu być twoim przyjacielem- dodał po chwili. Nie odpowiedziałam tylko przytuliłam go. Objął mnie.
- A z tym Jace'm to na poważnie ?- spytał gdy już się odsunęliśmy się od siebie. Uśmiechnęłam się do niego.
- Tak.- odpowiedziałam. 
- Wiesz, że jakby co to skopie mu tyłek, tak ?- spytał. Roześmiałam się.
- Zapamiętam- powiedziałam wciąż się śmiejąc
                                                       ****************************
            Siedziałam z Tessą w salonie oglądając film. Tata siedział w kuchni robiąc coś w papierach. Nie odezwał się do mnie od wczorajszej kłótni. Ja do niego też nie. Boli mnie to, że się nie odzywamy, ale nie zostawię Jace'a. Musi to wreszcie zrozumieć. Kocham go, ale Jace'a także. Może on się boi, że go zostawię ? Tylko czemu w takim razie kłóci się ze mną,a nie normalnie rozmawia ? Przecież go nie zostawię, ale musi zrozumieć, że dorastam i chcę w przyszłości mieć własną rodzinę. Nie teraz, ale za parę lat. Jak ja mam mu powiedzieć, że kocham Jace'a i chcę z nim być nie kłócąc się ??? Dlaczego ojcowie aż tak się o nas martwią ?   Straciłam mamę nie chcę tracić go ! Co ja mam zrobić ???
Moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę !- krzyknęłam i wstałam z kanapy. Przeszłam przez korytarz i otworzyłam drzwi. Omal nie krzyknęłam z przerażenia. W drzwiach stał Jace. Cały zakrwawiony i pobity. Koszula była podarta i we krwi.
- Co się stało ?- spytałam podchodząc do niego bliżej. Usłyszałam kroki. Za mną stała Tessa, która strasznie zbladła i powstrzymywała się od krzyku i tata. Był zły, ale i zdezorientowany. Skrzyżował się wzrokiem z Jace'm.
- Chodź ze mną- powiedziałam biorąc go za rękę. W tym momencie nie obchodziło mnie jak tata będzie zły. Jace był ranny, a ja nie pozwolę aby coś się mu stało. - Chodź-powiedziałam ciągnąc go. Ruszył się. Kiedy chciałam przejść obok taty zatrzymał mnie.
- Wyrzuć go- powiedział
- Nie ! Potrzebuję pomocy. Myśl sobie co chcesz, ale nie wypuszczę go w takim stanie- powiedziałam. Przepchnęłam się obok niego i pociągnęłam Jace'a za sobą. Wpuściłam go pierwszego do łazienki. Spojrzałam jeszcze raz na domowników. Tessa posyłała mi pytające spojrzenie, a tata aż kipiał złością. Zamknęłam drzwi na klucz i obróciłam się twarzą do Jace'a.
- Powiesz co się stało ?- spytałam ciszej.
- Zaatakowali mnie. Jednak musiałabyś widzieć ich. Ja to pikuś- powiedział Jace. Nie byłam tego pewna. Miałam pełno ran i sińców.
- Ściągnij koszulkę- powiedziałam. Uśmiechnął się do mnie lekko,ale powoli ściągnął koszulkę przez głowę. Rzucił ją na ziemię i teraz stał przede mną w samych spodniach. Jego idealna klata rozpraszała mnie. Jednak teraz było na niej jedno dość duże rozcięcie. Podeszłam do niego i delikatnie dotknęłam rany. Wciągnął z sykiem powietrze, ale nie odezwał się.
- Pikuś ?- spytałam.
- Może nie aż taki mały- odpowiedział patrząc na mnie. Wyjęłam z szafki apteczkę i położyłam na blacie. Odkręciłam kran i pomoczyłam ręcznik. Odwróciłam się do siedzącego na boku wany Jace'a. Delikatnie obmyłam ręcznikiem jego twarz. Cały czas wpatrywał się we mnie. Teraz bez tej zaschniętej krwi nie wyglądało to tak źle. Miał to rozcięcie na prawej skroni i prócz tego nic. Skąd, więc tyle krwi.
- Dostałeś w nos ?- spytałam dotykając jego nosa. Był cały, ale faktycznie mógł dostać.
- Raz a tamten 3- odpowiedział z uśmiechem. Obmyłam ranę na klacie. Była głębsza niż mi się zdawało. Od noża.
Miał parę zadrapań sińców. Wyglądał gorzej niż było naprawdę.
- Jak się czujesz ?- spytałam. Wyjęłam z apteczki potrzebne rzeczy i zaczęłam go opatrywać.
- Nic mi nie jest. A co z tobą ? Nie chciałem abyś kłóciła się z tatą - powiedział kiedy kończyłam dezynfekować ranę na ramieniu. Tu wystarczył opatrunek, ale ta na brzuchu potrzebuje szycia.
-Nic się nie stało. Przejdzie mu. Musisz jechać na pogotowie. Trzeba to zszyć- powiedziałam pokazując na ranę na brzuchu.
- To szyj- powiedział.
- Nie jestem lekarzem....
-Wiem, że umiesz. No dalej. Dam radę- powiedział. Miał rację chodziłam na kurs. Wzdychnęłam i wyjęłam zestaw do szycia ran. Kiedy zaczęłam od razu poczułam, że Jace cały się napiął. Dłońmi chwycił się wany.
 Kiedy skończyłam założyłam opatrunek i schowałam apteczkę.
- Na pewno wszystko, okej ? Nie kręci ci się w głowie ?- spytałam odgarniając kosmyki włosów z  jego twarzy. Przyciągnął mnie do siebie łapiąc na kieszeni dżinsów. Oparłam dłonie o jego nagą klatę.
- Moje całe ciało wariuję gdy jesteś w pobliżu- powiedział obejmując mnie z tali. Schyliłam się i pocałowałam go. Smakował miętą, słodyczą i krwią.  Odwzajemnił pocałunek i zaczęliśmy się całować. Dotyk jego dłoni na moim ciele wywołał przyjemnie dreszcze. W pewnej chwili odsunęłam się od niego.
- Tym razem musisz iść na policję.- powiedziałam stanowczo.
- Pójdę- obiecał. Nie wiedziałam co zrobić. Nie mogłam go wypuścić z domu. Ten Gabe mógł na niego czyhać. Od kluczyłam drzwi. Stał w nich tata. Nie był zły tylko spokojny.
- Przymierz tą.- powiedział podając prze zemnie Jace'owi koszulę. Jace spojrzał na mnie, a potem na mojego tatę.
- Dziękuje panu- powiedział.
- Musimy pogadać- powiedział, ale nie do mnie tylko do mojego chłopaka.
- Tato...- nie dokończyłam, bo tata uciszył mnie ręką.
- Dobrze. Już idę- powiedział Jace zapinając ostatni guzik. Przeszedł obok mnie i poszedł razem z tatą do kuchni. Czy teraz odbędzie się to "przesłuchanie", które robią ojcowie chłopakom swoich córek ??? W korytarzu pojawiła się Tessa.
- Co to miało być ? - spytała podbiegając do mnie- Nic mu nie jest ?
- Nie. Wszystko okej. Ale nie wiem czy będzie jak skończy rozmowę z tatą - powiedziałam wciąż wpatrując się w drzwi kuchni. Jeżeli usłyszę jakiś hałas wkroczę...
- Da sobie radę. Widziałam jak na ciebie patrzy. Jesteś jego całym światem. Tata w końcu to zrozumie- powiedziała Tessa z uśmiechem.- Chodź do salonu. Poczekamy tam- powiedziała ciągnąc mnie za rękę.
Usiadłam na kanapie i czekałam. Minuty ciągnęły się w nieskończoność. O czym rozmawiają ? O co pyta ? Czy Jace nie wkurzy go ? Czy nie powie prawdy ????
 Po pewnym czasie drzwi salonu się otworzyły i stanął w nich Jace razem z tatą.  Oby dwoje spokojni i... uśmiechnięci. Nie wiem czy się cieszyć czy też bać ?
- Jace zostanie na noc, a rano zabiorę go na komisariat- postanowił tata.
- Po co ?- spytałam przestraszona. Wstałam i podeszłam do Jace'a. Uśmiechnął się do mnie.
- Złoży zeznania.- odpowiedział tata. Czyli nie ma zamiaru go wsadzać do więzienia. Przytuliłam tatę
- Dziękuje-szepnęłam mu do ucha. Uśmiechnął się szerzej.
- Idźcie spać. Tylko jest problem. Jace możesz spać na kanapie lub...
- Może spać u mnie. Mam duży pokój. Poradzimy sobie- przerwałam tacie. Ugryzłam się w język. Nie wiedziałam jak tata zareaguje. Jednak on się uśmiechnął.
- Dobranoc- powiedział i pocałował najpierw mnie w czoło potem Tessie.
- Ja też idę- powiedziała Tessa i ruszyła za tatą. Zostałam sama w salonie z Jace'm. Przytuliłam się do niego. Objął mnie i zaczął gładzić moje włosy.
- O czym rozmawialiście ?- spytałam patrząc w jego oczy.
- Powiedziałem mu o gangu Gabe'a.-odpowiedział krótko.
- Nie wierze, że to tyle...
- Przepytywał mnie, ale chyba zdałem- powiedział z uśmiechem. Uśmiechnęłam się, bo miał rację. Tata go nie wyrzucił co znaczy, że przekonał się do niego.
- Chodźmy- powiedziałam i wzięłam go za rękę. Poszliśmy do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Jace spojrzał na mnie. Podeszłam do niego i pocałowałam. Oddał pocałunek. Zaczęliśmy się całować. Coraz to namiętniej. Wędrowałam dłońmi po jego ramionach. Doszłam do guzików koszuli i zaczęłam je rozpinać. Wciąż całował mnie. Jego dłonie wędrowały po moim ciele. Przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Rozpięłam ostatni guzik i zachęciłam aby ściągnął koszulę. Jednym szybkim ruchem pozbył się jej, a ja mojej bluzki i spodni. Zostałam w samej bieliźnie. Poczułam rumieniec na twarzy. Jace objął moją nagą talię i przyciągnął do siebie.
- Jesteś najpiękniejsza w świecie-szepnął mi do ucha.Zaczął całować powoli od ucha. Przechodząc przez polik do ust. Tam zatrzymał się na dłużej i pocałunek był o wiele gorętszy.Podniósł mnie nad ziemię i objęłam nogami jego biodra, ręce wplatając we włosy. Nie obchodziło mnie to, że tata jest dwa pokoje dalej. Tylko Jace się teraz liczył.Położył mnie delikatnie na łóżku i znalazł się nade mną kreśląc pocałunki na mojej szyi. Moje dłonie wędrowały po jego klacie, ramionach i plecach.  Zaczął całować niżej dochodząc do biustu. Ręce wsunął pode mnie.
- Na pewno ?- spytał patrząc w moje oczy. Oddychał ciężko i szybko jak ja.
- tak- odpowiedziałam. Już po sekundzie byłam bez stanika.Zaczął całować mnie,a ja wygięłam się w łuk. Sprawiał mi taką rozkosz. Gorąco, które od niego biło rozgrzało mnie. Chciałam aby tak  było cały czas !!!
                                                           ***************************
        Obudziłam się z twarzą na nagiej klacie Jace'a. Oddychał spokojnie. Przypomniała mi się noc. Te wszystkie chwilę i doznania. Zrobiliśmy to !
Usiadłam zakrywając się kołdrą.
- Wszystko w porządku ?- spytał Jace przeciągając się i siadając obok mnie. Objął mnie jednym ramieniem.
Pocałowałam go w odpowiedzi.
-Kocham cię- powiedziałam kładąc głowę  na jego ramieniu.
- Ja ciebie mocniej- odpowiedział. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Zaraz przyjdziemy !- krzyknęłam.- Nici z leniuchowania do południa- zwróciłam się do Jace'a. Uśmiechnął się.
- Obiecuję, że po powrocie z komisariatu zabiorę się gdzieś gdzie będziesz mogła leniuchować cały dzień- powiedział całując mnie w czoło.
- Trzymam cię za słowo- powiedziałam z uśmiechem...
      Kiedy tylko Jace wyszedł z tatą z góry zbiegła zaspana Tessa. Była cała w skowronkach.
- Coś ty taka szczęśliwa ?- spytałam
- Miałam ci powiedzieć już przedwczoraj- powiedziała.
- Słucham ?- powiedziałam unosząc brwi.
- Idę na randkę z Marcinem !- krzyknęła.
- To gratulacje. - powiedziałam ściskając ją- A kiedy się umówiliście ?-spytałam.
- Parę dni temu na sobotę. Przyjdzie o 18. Myślisz, że tata zrobi mu przesłuchanie ?- spytała.
- Nie. Zna Marcina.-powiedziałam- Muszę iść do sklepu. Potem pogadamy o szczegółach- obiecałam.
                      Wychodząc ze sklepu zaczepił mnie jakiś facet. Jak się okazało ten sam co kiedyś.
- Spadaj- powiedziałam . Złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę zaułka.
- Puszczaj!-krzyknęłam. Po chwili na głowie miałam na głowie worek i nic nie widziałam. Jednak słyszałam różne głosy.
- Trzeba było się nie mieszać- syknął jeden z nich, a potem coś uderzyło mnie w głowę. Zakręciło mi się i poczułam mdłości......