Mam nadzieje, że spodobają wam się opowiadania. Liczę na wasze szczere opinie. Czekam na was :D http://ask.fm/AgataRusherka
piątek, 19 września 2014
wtorek, 2 września 2014
Cz.7. Wampirze królewstwo
- Nie wierzę ! Co to ma niby znaczyć ?!- powiedziałam zła i przestraszona. Magnus przyglądał mi się znudzonym wzrokiem.- To, że twój ojciec wkrótce umrze-powiedział powoli Magnus kładąc nacisk na każde słowo. Nie wierzyłam w to co słyszę ! Okej, byłam zła na ojca, za ten cały ślub, ale nie chciałam aby umierał !!! Czy cała rodzina Kaspiana jest powalona ?!?! Ojciec, rzucający klątwy, syn gwałciciel ! Aż boję się myśleć kim byłaby córka ! Ale przecież to jest zakazane. Żaden wampir, nie może rzucać klątw na innego wampira. Kiedy są popełniane przestępstwa to Rada podejmuję decyzję, a nie jakiś nadęty wampir, nawet król ! To łamanie prawa !!! Dlaczego mój ojciec to ukrywa ???
- Przecież to jest zakazane- powiedziałam do siebie.
- Jest, ale go to raczej nie interesuję- stwierdził Magnus.
- Kiedy ją rzucił ? I ile zostało czasu mojemu ojcu zanim... umrze ?-głos mi się załamał na ostatnim słowie. Wpatrywałam się w czarownika z przerażeniem. Nie miałam siły i opadłam na krzesło naprzeciw niego.
- Osiemnaście lat temu. Przed twoimi narodzinami. A na to drugie to nie wiem. Jest z nim coraz gorzej-powiedział Magnus wpatrując się we mnie. Oparłam łokcie o stół, a twarz schowałam w dłoniach. Gdzieś miałam maniery. Mój świat się zawalił. Najpierw Kaspian i jego "zabawa". Potem Fabian jako wampir. O mały włos nie zginął on i jego bliscy. Ten cholerny ślub ! I jeszcze teraz ta klątwa ! Czy nie może być przez chwilę spokojnie ?! Najwidoczniej nie w świecie wampirów !
-Ale...- czarownik zamilkł, jakby nie wiedział czy dobrze zrobił, że zaczął. Spojrzałam na niego z małą iskierką nadziei w oczach.
- Ale co ?- ponagliłam go. Przyjrzał mi się uważnie i jednym tchem powiedział:
- Ale jest jeden sposób, aby zdjąć klątwę- Opuściłam dłonie na stół. To zdanie zawisło pomiędzy nami. Patrzyłam na Magnusa, i wiedziałam jaki sposób. Nie musiał tego mówić...
- Jeżeli wyjdę za Kaspiana, król Vladmir zdejmie klątwę- powiedziałam na głos to czego się już domyśliłam. Magnus kiwną powoli głową, a w jego oczach zobaczyłam iskierkę smutku. Czyli nie mam wyjścia ! Muszę wyjść za Kaspiana ! Czy tego chce czy nie. Z powrotem ukryłam twarz w dłoniach.
- Twój ojciec nie chciał abyś wychodziła z księcia, ale nie ma wyjścia.-powiedział czarownik. Albo mi się zdawało, albo w jego głosie usłyszałam żal.
- Tak, ale łatwiej jest poświęcić córkę niż siebie- mruknęłam w dłonie z sarkazmem. Dlaczego mi nie powiedział ?! Okłamywał mnie i okłamuje cały czas ! Kiedy mówi prawdę ??? Czarownik zamilkł, a ja nie miałam ochoty rozmawiać. Cisza była zbawieniem !
Bez słowa wstałam i nie patrząc na Magnusa poszłam do swojego pokoju. Chciałam być sama. Nikt, kto był w zamku nie był w stanie mi pomóc. NIKT....
Stanęłam przy oknie i wpatrywałam się w księżyc. Jutro pełnia... Westchnęłam.Zawsze marzyłam aby mieć ślub w pełni, ale nie z tym księciem ! Stałam oparta o okno wpatrując się gwiazdy lśniące na niebie. Nie miałam wyboru. Klamka zapadła.....
Usłyszałam jak w drzwiach przekręca się klucz. Odwróciłam się zaniepokojona na pięcie i z przerażeniem ujrzałam Kaspiana. Stał wpatrując się we mnie swoimi oczami. Był ubrany tylko w dżinsy. Uśmiechał się chytrze, a jego oczy mówiły wszystko. Czerwone. Czerwone z pożądania! Stałam cała spięta. Momentalnie znalazł się przy mnie i przyparł całym swoim ciałem do ściany. Moje ręce przyszpilił do ściany nad moją głową. Zaczęłam się wiercić chcąc się uwolnić.
- Złamałaś obietnicę-syknął mi do ucha gryząc je lekko.Wolną ręką jeździł po mojej tali. Zaczął natarczywie całować moją szyję. Zaczęłam wierzgać,ale nic to nie dało.
- Proszę !-krzyknęłam przerażona. Nie przestał jego dłoń zatrzymała się na moim dekolcie i jednym szybkim ruchem rozdarł bluzkę na pół. Zadowolony zaczął obmacywać moje piersi w staniku.
- Przestań proszę !- błagałam. Starałam się uwolnić, ale był silniejszy. Jednym szybkim ruchem złapał mnie i powalił na podłogę.Usiadł na mnie przygniatając do podłogi. Zaczął obmacywać moje piersi. Jego wargi zmiażdżyły moje. Zaczęłam bić go pięściami jak najmocniej i kopać. Na marne. Jego dłoń zjechała niżej do moich dżinsów.Jęknęłam z przerażenia. Rozerwał mój stanik i boleśnie macał moje nagie piersi.
- Kaspian proszę przestań !!!-krzyknęłam. Zrobił coś zaskakującego. Uderzył mnie z całej siły w twarz. Jego ręka spoczywała na moich dżinsach chcąc się w nie zanurzyć. Dyszał ciężko. Wpatrywał się w mój dekolt, a ja pojęłam na co patrzy. Jednym szybkim ruchem zerwał naszyjnik z mojej szyi i rzucił go gdzieś za siebie.
- Zdradziłaś mnie z tym podmiotem. Kara musi być- syknął i zaczął jeszcze mocniej macać moje piersi. Wierciłam się i krzyczałam, aby przestał, ale on tylko brutalniej się ze mną bawił. Jego ręka rozpięła moje dżinsy i zagłębiła się w majtki. Boleśnie złapał mnie tam i zaczął macać. Włożył swoją dłoń co sprawiło jeszcze więcej bólu. Zaczęłam jęczeć i krzyczeć rzucając się na podłodze,ale on tylko robił to boleśniej. Wyjął dłoń, ale mi nie ulżyło. Moje przerażenie tylko wzrastało.
- Przestań ! Błagam ! Zrobię wszystko tylko nie rób tego !-błagałam Spojrzał w moje przerażone oczy uśmiechając się chytrze. Wstał ze mnie i pociągnął za sobą. Stanęłam wpatrując się w niego z nieskrywanym przerażeniem.
- Rozbieraj się - rozkazał. Cofnęłam się o krok, ale on nic nie zrobił.
- Nie myśl o ucieczce. Zakluczyłem drzwi,a wszyscy są na dole i nic nie słyszą.- powiedział rozwiewając moją resztkę nadziei.
-Rozbieraj się!-powtórzył ostrzej. Nie wiedziałam co robić. Stałam jak skała przerażona. Westchnął zirytowany i podszedł do mnie.
- Myślałem, że będziesz grzeczna i, że nauczyłaś się czegoś. Pomyliłem się- powiedział. Zdarł ze mnie strzępki bluzki i stanika. Po czym dotknął rozpiętych dżinsów. Przerażona przywaliłam mu z pięści w twarz tak, że zachwiał się. Nie tracąc czasu podbiegłam do drzwi, jednak te były zamknięte. Na szczęście miały słabe zawiasy. Szybko walnęłam w nie z barka i otworzyły się. Wybiegłam w pokoju i skierowałam się do schodów gdy ktoś brutalnie złapał mnie za ramię i pociągnął w drugą stronę. Wpadłam do jednego z pustych pokoi. Kaspian zamknął drzwi i napadł na mnie powalając na ziemię. Zaczęłam się szamotać krzycząc, ale on szybko ściągnął dżinsy. Zostałam w samych majtkach. Spojrzał na mnie zły.
- Kara będzie dłuższa- stwierdził. Zaczął boleśnie macać moje ciało. Siłą rozłożył moje nogi. Krzyczałam i rzucałam się cały czas. Jego dłoń zagłębiła się w moją bieliznę i znów boleśnie zaczął ją ściskać. Nie powstrzymałam łez. Jak to możliwe do cholery, że czuję ból ?!?!?!
-Przestań ! Proszę ! Nie rób tego !!! Błagam!-krzyknęłam przerażona. Usiadł na mnie okrakiem i rozpiął zamek dżinsów.
- Proszę cię !-błagałam...
Nie miałam już siły. Poddałam się. Przestałam się rzucać i krzyczeć. Po prostu leżałam na podłodze i czekałam aż to zrobi. Poddałam się !!! Bez opierania rozłożył moje nogi. Chyba zaskoczony odrzucił dżinsy na bok i podniósł głowę wpatrując się we mnie.
- Nie opieraj się, a będzie ci się podobało- powiedział. Nic nie odpowiedziałam. Odwróciłam głowę na bok patrząc na lustro stojące na ziemi. Widziałam w nim przerażoną siebie leżącą na ziemie, a na mnie Kaspian wpatrujący się we mnie. Jego jedna ręka opierała się przy mojej głowie, a druga zaciśnięta na moich majtkach. To nie miało sensu ! I tak to zrobi ! Tak będzie do końca mego życia !
- Violet.... spójrz na mnie- powiedział łagodnie. Nie patrzałam na niego tylko na jego lustrzane odbicie. Jego oczy miały naturalny kolor i wpatrywały się we mnie. Nie wiedziałam co robić. Leżałam patrząc w swoje odbicie,a strach i przerażenie gdzieś uciekały.
- Violet chcesz tego ?-spytał nagle Kaspian. Jego uścisk na moich majtkach zelżał. Wzruszyłam ramionami. Było mi wszystko jedno. I tak to zrobi. I tak za niego wyjdę. I tak będę z nim żyć. I tak go nie znienawidzę ! Nie umiem....
Puścił moje majtki i oparł się drugą dłonią po drugiej stronie mojej głowy. Odychał szybko i płyciej. Jego oddech muskał moje poliki.
- Violet odezwij się -powiedział cicho. Zamknęłam oczy.
- Zrób to. Zasłużyłam-powiedziałam nie otwierając oczu. Poddałam się. Nie walczyłam. To i tak straciło sens. Jednak on trwał nieruchomo wpatrując się we mnie. Nie otwierałam oczu. Nie chciałam. Wszystko stało się mi obojętne.
- Violet nie chcę cię karać. Chcę aby to sprawiało ci rozkosz-powiedział. Jego szybki oddech muskał mój policzek. Odwróciłam głowę i otworzyłam oczy.
- Zrobiłeś to wtedy choć nie chciałam. Choć się błagałam ! Dlaczego teraz obchodzi cię co czuję !?-wybuchłam. Co ja wyprawiam?!Kiedy spojrzałam na niego przerażenie zaczęło wracać. Wpatrywał się we mnie nic nie mówiąc. Co to miało być !? Jego oczy znów zaczęły zachodzić czerwienią. Zaczęłam się wiercić chcąc wyjść z pod niego. Udało mi się. Wstałam i przestraszona patrzyłam na niego klęczącego na podłodze. Mam szansę. Obiegłam go i nie czekając na nic od kluczyłam drzwi i wybiegłam z pokoju. Wpadłam do swojego i zatrzasnęłam drzwi. Naga, w samych majtkach oparłam się o drzwi. Boże co to było ?! Nie chce tego co noc przerabiać !!! Nie dam rady. Wstyd i hańba mnie zeżrą ! Jedno jest zastanawiające. Dlaczego mnie nie goni ? Dlaczego nie zatrzymał tym razem ? Przecież jest silniejszy i dałby radę z łatwością mnie powalić! Co jest do cholery !?! Najpierw próbuję mnie po raz kolejny zgwałcić, a potem nie robi tego ?!?! Nie no ulżyło mi, ale wspomnienia z tamtego razu i ból wróciły. Jak to do jasnej cholery jest możliwe, że czuję ból !?!??!
Mam po prostu dość. Już i tak nic nie zrobię. Czas przestać żywić nadzieję, i pogodzić się z losem! W końcu jutro wychodzę za mąż !!!
********************************
Wyszłam z pod prysznica umyta w ręczniku. Miałam godzinę do ceremonii. A potem będę żoną Kaspiana. Uroczego i boskiego Kaspiana, który raczył mnie rozdziewiczyć ! Po prostu moje marzenie, co nie ?!
Podeszłam do lustra i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Nie potrafiłam się do samej siebie uśmiechnąć. Bez Fabiana cały ból i upokorzenie wróciło. Nie umiałam sobie z tym poradzić. Przesiedziałam całą noc myśląc nad wszystkim. Jak mam żyć z Kaspianem po tym co mi zrobił ?!? Jak !?!?!? Nie wyobrażam sobie tego...
Ubrałam białą koronkową bieliznę, którą wybrała mi mamusia. Och gdyby wiedziała, że wydaję swoją jedyną córkę za mąż, za gwałciciela... Ciekawe czy ona wie o klątwie ???
Pewnie tak ! Pewnie wszyscy oprócz mnie wiedzą !!!
-Przepraszam pani. Król prosi aby przypomnieć pani,że za dwadzieścia minut ma być gotowa- powiedziała za drzwi Sofii.
- Dobrze- powiedziałam i westchnęłam. Dwadzieścia minut zostanę żoną Kaspiana.
Podeszłam do łóżka, na którym leżała piękna biała suknia. Na ramiączkach z koronką i szerokim dołem. Po prostu suknia księżniczki ! Włożyłam ją na siebie i jakoś zapięłam tylni zamek. Moje piersi omal nie wylewały się z dekoltu. Ludzie za co ?! Nie chciałam patrzeć na swoje ciało zbrukane przez księcia. Odwróciłam wzrok od lustra na ścianie i zapięłam drogą biżuterię ślubną na szyi i kolczyki w uszach. Włosy miałam elegancko upięte. Umalowałam się sama. Stałam przez chwilę patrząc na światło księżyca wlewające się do pokoju. Moje marzenie o ślubie w pełni się spełni, tylko, że nie z tym jedynym. Westchnęłam i odwróciłam się twarzą do lustra. Wyglądałam jak piękna księżniczka, ale nie czułam się taka. Czułam się brzydka, brudna, załamana i zrozpaczona. Jednak te emocje i uczucia schowałam na samym dnie mojego serca. Taki los...
Podskoczyłam w szpilkach gdy usłyszałam otwieranie się drzwi balkonowych. Momentalnie odwróciłam się w stronę balkonu i zamurowało mnie. W drzwiach stał Fabian. Ubrany w te same ciuchy co ostatniego razu gdy go widziałam. Oddychał szybciej, a jego oczy miały lekko czarny kolor. Widziałam, że hamuje złość. Jego ręce, które były związane sznurem miały krwawe pręgi, które już zaczęły się goić. Przyglądał mi się uważnie. Stałam jak skała nie wiedząc co zrobić. Po co on przyszedł ? Tym razem tata go zabiję ! Albo gorzej !!...
Zdążyłam tylko otworzyć usta, bo on już złapał mnie w ramiona i przycisnął do siebie. Objął mnie mocno i ciasno, a ja wtuliłam się w niego zapominając o wszystkim. Wdychałam jego zapach. Zapach mięty. Słyszałam jego przyspieszone serce i oddech muskający moją szyję, gdy schował głowę w zagłębienie mojej szyi.
- Nie zostawię cię. Nie ważne co się stanie. I tak będę o ciebie walczył- szepnął mi do ucha. Przeszły mnie ciarki od jego dotyku. Wtuliłam się w niego bardziej chcąc aby to wszystko nie musiało za chwilę się skończyć. Chcąc przenieść się w inny świat razem z nim!...
Nagle Fabian podniósł głowę i wpatrywał się w coś za mną. Przerażona odwróciłam się wyplątując się z ramion Fabiana ( z wielkim trudem). W drzwiach ujrzałam złego do granic możliwości ojca i dwóch strażników. A za nimi Kaspiana. Ojciec kiwnął do strażników, a ci ruszyli w naszą stronę. Zamarłam, ale tylko na sekundę. Gdy tylko się zbliżyli Fabian stanął przede mną i zasłonił własnym ciałem. Dwóch strażników zaczęło się z nim przepychać. Ruszyłam mu na pomoc, ale złapał mnie inny strażnik, który nie wiadomo skąd się pojawił. Rzucałam się w jego uścisku i patrzyłam jak dwóch strażników leje Fabiana. W końcu osłabł, a oni złapali go pod pachy i zaczęli ciągnąć do drzwi.
- Na dół. Przed dom.- rozkazał ojciec. Strażnicy ruszyli, a on stał przyglądając mi się.
- Jak mogłaś ? Coś mi obiecałaś !-powiedział zły król. Kaspian zniknął za strażnikami. Strażnik trzymający mnie puścił mnie, a ja bez słowa wybiegłam z pokoju. I skierowałam się przed dom. Nie pozwolę zabić Fabiana !!! Zbiegłam po schodach w sukni nie zważając na krzyki i zachodzących mi drogę wampirów. Wypadłam na dwór i ujrzałam jak strażnik trzyma klęczącego Fabiana brutalnie za głowę. Ten ledwo co utrzymywał przytomność. Widziałam parę ran po ugryzieniach. Drugi strażnik stał przed nim z kołkiem z czystego adamsu. Rzuciłam się biegiem w ich stronę, ale złapały mnie zimne i znajome dłonie.Zaczęłam się rzucać i krzyczeć. Na dworze zebrali się wszyscy przybyli goście, którzy wpatrywali się w te scenę. Jedni z rozbawieniem inni z obrzydzeniem a jeszcze inni z zaciekawieniem. Król Vladmir przyglądał się mi rzucając, nie raz obrzydzone spojrzenie na klęczącego chłopaka. Mój ojciec wyszedł na przód.
-Ojcze błagam !- spróbowałam. Odwrócił się w moją stronę.
- Nie ! Dość. Dałem ci szansę. Teraz ten chłopak zginie, a ty wyjdziesz za księcia Kaspiana- orzekł. Poczułam, że Kaspian śmieje się trzymając mnie w uścisku.
- Oj będzie zabawnie wieczorem- syknął mi do ucha. Spojrzałam na ojca bezradnie. Przestałam ukrywać cokolwiek. Wybuchłam. Wszystko mnie zalało. Zaczęłam się rzucać, tak, że trafiłam Kaspiana w krocze i uwolniłam się. Schylił się w pół łapiąc za brzuch, a ja syknęłam:
- Za to wszystko palancie- Przeskoczyłam ojca i odrzuciłam stojącego strażnika na ścianę domu. Coś trzasło, a ten znieruchomiał. Na dobre ! Nie zastanawiając się dłużej chwyciłam drugiego i rzuciłam obok pierwszego. Jednak ten tylko potrząsnął głową i wstał. Ruszył w moją stronę, ale wtedy Fabian szybkim ruchem wstał i zasłonił mnie własnym ciałem. Złapał strażnika za kark i skręcił go. Bezwładne ciało upadło na ziemie. Fabian stał wpatrując się w zgromadzonych zasłaniając mnie. Widziałam, że lekko się chwieje i oddycha szybciej. Rany już się goiły, ale on musiał odzyskać siły. Inaczej nie da rady.
- Niech Wasza Wysokość mnie wysłucha- rzekł spokojnie wpatrując się w króla Artura. Ten pokiwał przecząco głową i dał sygnał dwóm następnym strażnikom.
- Nie poddam się bez walki! Nie pozwolę Violet wyjść za niego !-krzyknął z złością, pokazując głową na Kaspiana. Ten roześmiał się i zbliżył do mego ojca. Stanął obok niego i rozłożył ramiona.
- Tak ? A co zrobisz ? I niby dlaczego miałaby za mnie nie wyjść ?- spytał rozbawiony Kaspian. Fabian zerknął na mnie z przepraszającym wyrazem twarzy. Wiedziałam co chce zrobić. Ale nie odezwałam się. Miałam dość kłamstwa i ukrywania wszystkiego.
- Dość ! Zabijcie go- powiedział mój ojciec rozkazując strażom nim Fabian zdążył się odezwać. Strażnicy rzucili się na niego, ale on dzielnie walczył. Próbowałam pomóc, ale dwóch osaczyło mnie. Zahaczyłam o coś i podarłam suknie. Zobaczyłam, że dwóch wampirów trzyma Fabiana, a trzeci chce mu skręcić kark.
- Nie !!!- krzyknęłam, a wtedy wszystko zawirowało. Wszędzie pokazał się dym, ale inny. Ten był niebieski i świecący od..., brokatu ! Jakaś magiczna siła odrzuciła strażników, a Fabian chwiejnie stanął na nogi. Moi przeciwnicy, także zniknęli. Nie tracąc czasu podbiegłam do Fabiana. Mimo iż się opierał przełożyłam sobie jego rękę przez ramię, a on oparł się o mnie. Zachwiałam się, ale odzyskałam równowagę. Dym zaczął znikać, a na środku ukazała się znajoma postać w pelerynie. Magnus Bane. Stał przyglądając się wszystkim ze złością. Fabian stanął prosto choć chwiejnie i objął mnie dłonią zabraną z mojego ramienia. Przyciągnął mnie do siebie chcąc chronić.
- Co to ma być ?!-spytał zły Kaspian patrząc na czarownika.- Nie masz prawa ingerować w nasze sprawy- dodał ze złością. Mój ojciec wydawał się przestraszony i zaskoczony.
- Owszem mam. Kiedy łamiecie prawo- rzekł spokojnie Magnus mierząc się wzrokiem ze wszystkimi obecnymi. Zatrzymał go na królu Vladmirze i rzekł :
- Złamałeś wasze prawo rzucając klątwę na króla Artura, i szantażując go ślubem córki.- wydało się. Wszyscy wydali się zszokowani prócz mnie, czarownika, królów i Kaspiana, który jednak zaraz przywołał sztuczne zaskoczenie na twarz.
- Jak to ojcze ?-spytał udając przejęcie. Król wzruszył ramionami nie wiedząc co powiedzieć.
- Daj spokój łajzo. Ty jesteś gorszy- powiedział Fabian obejmując mnie mocniej. Spojrzał na mnie, ja kiwnęłam głową. Dość sekretów !!!
- Zginiesz, za te kłamstwa- powiedział Kaspian ruszając w naszą stronę. Jednak natrafił na niewidzialną ścianę Magnusa.
- Nie kłamie ! Jesteś zwykłą łajzą. Nie to za małe słowo ! Może najlepiej powiem krótko : Jesteś gwałcicielem !!!-powiedziałam. Przeszły mnie dreszcz strachu, a wspomnienia zaczęły się cisnąć przed oczy. Wtuliłam się w bok Fabiana, a on objął mnie. Kaspian chciał coś powiedzieć, ale czarownik zamknął mu usta.
- Daj chłopakowi skończyć, Potem będziesz mógł kłamać, a i tak ci nikt nie uwierzy- powiedział Bane.
- Co masz na myśli ?-spytał spokojnie mój ojciec zbliżając się. Z tłumu wyłoniła się moja matka, która stanęła obok męża.
- Ten skurwysyn zgwałcił pana córkę. Pod pana dachem !!! A pan nic nie zauważył! I kazał jej za niego wyjść !!! To więcej niż okrutne!-powiedział Fabian. Jęknęłam gdy usłyszałam to na głos. Fabian spojrzał na mnie i przytulił mocniej do siebie. Ojciec także wpatrywał się we mnie, tak jak matka, która nie ukrywała przerażenia.
- To prawda ?-spytała stając przede mną i Fabianem. Nie mogłam mówić. Nie umiałam. Kiwnęłam więc, głową chowając twarz w bok chłopaka.
-Czy to był na pewno Kaspian ?-spytał sztywno ojciec. Wezbrała we mnie jeszcze większa złość. Wiem co insynuował.
- Wiem kto to był! To był Kaspian! Śmiał się i....- zamilkłam i rozpłakałam się na oczach wszystkich. Fabian momentalnie przesunął mnie i wtuliłam się w jego klatę, a on zaczął masować moje plecy w uspokajającym geście. Szlochałam w jego koszulkę. Wszyscy zamilkli.
- Zatrzymać Vladmira i jego syna ! Zostaną postawieni przed sądem !-odezwał się jakiś głos. Nie znałam go, ale musiał być ważny, bo zaraz pojmano Blackwellów. Rzucali się, ale zaprowadzono ich do lochu. Wysoki mężczyzna doszedł do nas, a moi rodzice ukłonili się. Stałam wtulona w Fabiana, zerkając na mężczyznę. Miał krótkie, siwe włosy. Był wysoki. Wyczuwałam, że to wampir, ale nie rozpoznawałam go.
- Panie..-zaczął mój ojciec, ale mężczyzna nakazał mu gestem milczenie.
- Witam. Jestem Dante Albigol. Przewodniczący Rady.-przedstawił się mężczyzna. Więc to najwyższy wampir. Nigdy nie spotkałam żadnego. Fabian patrzył na Dantego tak jak wszyscy i ja.
- Jesteś tym nowym wampirem, prawda ?- spytał Fabiana.
- Tak. Fabian Black-przedstawił się sztywno Fabian.
- Słyszałem o tobie dużo. Jesteś naprawdę odważny i bohaterski-powiedział Dante. Spojrzał na mnie.
- O pani też słyszałem panno Violet. Bardzo mi przykro z powodu incydentu. Wykazała się pani bardzo odważnie. Poświęciła wszystko, dla dobra królestwa. Jednak ja panią zwalniam z obowiązku.- rzekł najwyższy z Rady. Teraz spojrzał na ojca.
- Zdjęto klątwę, a Vladmir wraz z synem zostanie ukarany najwyższą karą- rzekł.
- Proszę radnych o zebranie się w sali. A resztę aby nie przeszkadzała, i nie męczyła tych państwa- powiedział pokazując na nas.
- Idźcie. Niech zajmą się wami lekarze.- dodał. Stałam jeszcze chwilę po czym dygnęłam przed nim i ruszyłam do domu wraz z Fabianem.
Kiedy weszliśmy do środka służba zaprowadziła nas do skrzydła medycznego. Pielęgniarka chciała zabrać mnie od Fabiana, ale on się nie zgodził. Opatrzyła jego rany specjalnymi ziołami, które już zaczęły się goić.Dano nam krew, a potem zostawiono samych w pomieszczeniu. Siedziałam na łóżku ze spuszczonymi nogami i patrzyłam na swoje nogi. Miałam na sobie zwykłe leginsy i szarą bluzkę, którą dano mi a zabrano ślubną suknię. Nie miałam butów, ani biżuterii. Co mi pasowało.
To naprawdę się wydarzyło ? Nie będę musiała być z Kaspianem ? Mój ojciec już nie umiera ? Blackwellowie zostaną ukarani ? Wszystko się wydało ? Wszyscy wiedzą ? Wszyscy wiedzą !!! Każdy wie co się stało ! O boże! Nienawidzę, kiedy się o mnie gada! Czy będę mogła wreszcie robić co chce ??? Będę mogła być szczęśliwa ???
Poczułam, że ktoś siada obok mnie. Fabian. Wpatrywał się we mnie, ale nie obejmował. Ręce trzymał na kolanach.
- Dziękuję i przepraszam.... za wszystko- powiedziałam cicho patrząc na swoje dłonie.
- Nie przepraszaj. Nie jesteś niczemu wina- powiedział splatając palce swojej dłoni z moją.
- Właśnie, że moja. Przeze mnie stałeś się wampirem. Przeze mnie omal nie zginęli twoi bliscy i ty. Nie powinnam się w tobie zakochiwać- powiedziałam to ostatnie zdanie tak cicho, że zwykły człowiek nie usłyszałby go.
- Violet spójrz na mnie- powiedział. Ujął delikatnie mój podbródek i uniósł głowę. Spojrzałam w jego niebieskie oczy.
- Nie winię cię. Nigdy cię nie znienawidzę. Nie potrafię bez ciebie żyć. Chcę abyś była moja po wieczność. Abym budził się codziennie przy tobie. Abym mógł cię uszczęśliwiać. Abym mógł cię chronić. Jestem cały twój. Cały! Na wieczność! Kocham cię Violet na wieczność-powiedział tak pięknie, że omal się nie rozpłakałam. Dotknęłam jego policzka i uśmiechnęłam się.
- Też cię kocham. Na wieczność-powiedziałam. Powoli pochylił się i przywarł do mych ust swoimi miękkimi wargami. Przeszły mnie przyjemne dreszcze. Zarzuciłam mu dłonie na szyję. Jego dłonie złapały mnie w tali i podniosły. Usiadłam wciąż się z nim całując okrakiem pomiędzy jego nogami. Całował czule i namiętnie wzbudzając we mnie ogień namiętności. Przerwał i zamknął oczy, a ja położyłam głowę na jego ramieniu.
- Ćwiczyłeś tę mowę ?-spytałam z uśmiechem.
- Może parę razy- odpowiedział.
- Co teraz ?-zapytałam. Podniosłam głowę i nasze spojrzenia się skrzyżowały.
- Będę o ciebie walczył.- odpowiedział bez wahania.
*******************************
Stałam na balkonie patrząc jak pali się ognisko z ciałami Blackwellów. Ich ciała spalono, aby nie zregenerowały się. Królestwa zostają połączone, a władzę będzie sprawował mój ojciec. Puki co...
Patrzyłam na ogień. To koniec. Ich już nie ma.
Fabian objął mnie od tyłu, a ja oparłam się plecami o jego tors.
- Teraz jesteś tylko moja- szepnął mi do ucha.
- Po wieczność- powiedziałam....
Mam nadzieję, że się podoba. To ostatnia część. Czekam na wasze komentarze. W przyszłym tygodniu powinna pojawić się nowa historia, a jeżeli coś się wydarzy, napiszę. Mam pewien pomysł, ale puki co nie wiem czy go realizować. Jak podejmę decyzję powiadomię was, a puki co czekam na komentarze. :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)